Mam 29 lat, partnera starszego o 6 lat, jesteśmy razem 3 lata i mam problem z tym, że ma bardzo nie zdrowe wg mnie podejście do pracy. Denerwuje mnie to, że bez problemu potrafi rzucić pracę i siedzieć w domu np kilka miesięcy, bo pieniądze na koncie mu się przecież jeszcze nie skończyły. Uważa pracę za najgorsze co w życiu może go spotkać. Nie ma żadnych potrzeb poza zagranicznymi podróżami, albo wyjściem w góry. Nazywa pracę "chu**nią" i twierdzi, że to mu odbiera życie, bo on nie chce tego robić, a musi, a praca przeszkadza mu w tym żeby np jeść zdrowo i regularnie trenować. Na mieszkanie też nie chce zarabiać, bo to mu nie da szczęścia, bo to jest tylko przedmiot materialny, a on przecież chce żyć i twierdzi, że nie odda całego życia pracy tylko po to żeby mieć mieszkanie którego on nie potrzebuje. W domu też niewiele robi, bo przecież pracuje. Sam z siebie tylko robi pranie, raz na parę miesięcy poodkurza, albo zmieni pościel, a całą resztę zrobi tylko wtedy kiedy ja mu powiem że trzeba coś zrobić, np obiad. Nieporządek mu nie przeszkadza w niczym. Może to być też dlatego, że po trasie (jest kierowcą busa, wozi ludzi do Holandii) w pierwszy dzień jest przemęczony no i mieszka u mnie...
Tłumacze sobie że w sumie nie jest źle, bo szanuje mnie, dobrze traktuje i robi i tak o wiele więcej niż poprzedni partner (robi zakupy i umie ugotować obiad)
A poprzedni partner (starszy 9 lat ode mnie) z którym byłam 5 lat też miał wieczny problem z pracą. Wynajmował pokój we Wrocławiu i często był bez pracy, bo się z kimś np pokłócił i rzucił nagle pracę, a potem kolejna było ciężko znaleźć, bo wszystkie prace były za mało ambitne dla niego (miał strasznie duże ego)
To i jego ogólne podejście do życia, wieczny brak pieniędzy i inne sprawy nie dawały mi poczucia bezpieczeństwa, więc nigdy z nim nie zamieszkałam.
Ja z kolei mam ojca budowlańca, a sama pracuje non stop odkąd skończyłam szkołę (z miesięczną przerwą pomiędzy jedną a drugą pracą) nie płacze nad swoim losem, w życiu zarabiałam najczęściej najniższą krajową lub parę stówek więcej.
W sumie nie potrzebuje wielkich rad, ewentualnie jakiegoś komentarza...
Czy wszyscy są tacy leniwi i bezużyteczni?
Dzieci mieć nie chcę, ale kto wie, może jakbym miała partnera który bardziej ogarnia życie i pomaga to może bym chciała mieć?? Teraz wiem że i tak wszystko byłoby na mojej głowie, a nie chce mieć takiego obciążenia. Też wolę mieć swoje życie, czas na treningi, wycieczki i cieszenie się życiem