Jesteśmy ze sobą ponad rok, zawsze uważałam że trafiłam wyjątkowo, wspaniały, czuły, okazujący miłość, wyrozumiały, przyjaciel i najwspanialszy chłopak pod słońcem. Do czasu, do czasu aż pojawiają się problemy. Przez rok nie kłóciliśmy się ani raz, następne miesiące to masakra. O byle drobnostki. Mamy ze sobą coś wspólnego on wybujałe ego a ja urażoną dumę. nie pozwala sie czasem porozumieć. Cały czas wałkujemy temat, co zrobić zeby było lepiej, zalezy nam, ale poprawy nie ma. Każda kłótnia mnie wyniszcza, ale tak mocno go kocham, tak zalezy mi na chłopaku sprzed kilku miesięcy. Nie wiem co robić. To typ egoisty i pana "ja zawsze mam racje". Proszę o jakieś wskazówki, może podpowiedzi też tego co ja mogę robić źle.
Podobne tematy
Wiesz mialam podobną sytuację. Jestem z facetem 4 lata, ale przez pol roku co chwile sie klocilismy o takie pierdoły ze masakra. Jedna, druga trzecia setna rozmowa, chwila dobrze i za moment znowu lipton. Az w koncu wiesz co? Powiedzialam ze łzami w oczach, ze kocham, ale nie mam siły juz, meczy mnie to jak mnie traktujesz, nie czuje sie kochana, nie czuje sie Twoja dziewczyna, nie czuje sie nikim waznym w Twoim zyciu, i masz dwa wyjscia.. albo sie zmienisz i bede kims waznym w Twoim zyciu albo to bedzie koniec. Moze taka rozmowa, takie postawienie sprawy cos zmieni...
też uważam że powinnaś z nim porozmawiać... musicie obydwoje nad soba popracować.Ale jest tu jeszcze jeden aspekt tzn.według mnie dopiero po roku zaczynamy naprawdę dostrzegać jaka ta druga połówka jest, dopiero wtedy ujawniają się wady które wcześniej przesłoniła nam gorąca fala miłości, szaleństwo zakochania oraz nasze idealizowanie tej drugiej osoby..Gdzieś tak po roku czasu te emocje trochę opadają i zaczyna sie prawdziwe życie...
Kana222, mam podobnie, jestem tym wykończona, jesteśmy z sobą 3 lata, zaczęło się psuć rok temu. Kłótnie, obraza o pierdoły, niepotrzebne nerwy. Przyszło apogeum ostatnio, o czym pisałam w poprzednich postach, niby chcemy się postarać, aby ten okres znieść, być nadal razem, ratować to, jednak to "staranie się" jest tylko z mojej strony, on jest oschły, traktuje mnie jakby mu nie zależało. A twierdzi, że mnie kocha i chce być z mną. Mam zamiar postąpić tak jak msbreezerka, może to coś da, jeśli nie to koniec, nie mam zamiaru już się męczyć.
5 2010-06-17 09:25:04 Ostatnio edytowany przez jeangrey1 (2010-06-17 09:25:25)
buba 2282 ja byłam 4miesiace temu w takiej sytuacji jak ty tez po 3 latach mój zwiazek stał sie taki nijaki.mi zalezało a on zachowywał sie tak samo jak twoj facet.ja to próbowałam ratowac on olewał.zamiasy wyjsc ze mna na spacer chodził z kolegami na piwo.zerwałam i nie załuję.załuję tylko ze tak pózno zerwałam.
jeangrey1, też tak myślę, że u mnie będzie to samo...niestety... szkoda tylko czasu...
bubba2282 nie martw sie nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:) mi jest cieżko poukładac teraz te wszystkie uczczucia, cieżko zapomniec o tych trzech latach ale wiem że to było rozsądne posunięcie. pozdrawiam:)
Hmm, my ci chyba nie pomozemy, sluchaj glosu swojego serca !
Jezeli czujecie dziewczyny (buba i kana), że się meczycie i macie dość, a nie potraficie odejść bo kochacie to postawcie sprawe na ostrzu noża, jak ja. Uważam, że to naprawde orzeźwia umysł facetów, którzy wpadli w rutyne, a z tego co widze to tak jest w Waszych zwiazkach i tak było u mnie. Padły przykre słowa, bo powiedzialam m.in. " Gdybym odeszła, to nic by to dla ciebie nie znaczyło, jestem nikim dla Ciebie, mam tego dosyc, albo ja, albo koniec - Ty wybieraj. Ja juz nie mam sił się starac, prosić, gadac setki razy o tym samym. Teraz Twój ruch, Ty decydujesz, kolejnej szansy nie bedzie." Uwierzcie mi, że strasznie jest ciezko powiedziec cos takiego gdy jest sie z facetem prawie 4 lata. Ale udało się ![]()
Jezeli czujecie dziewczyny (buba i kana), że się meczycie i macie dość, a nie potraficie odejść bo kochacie to postawcie sprawe na ostrzu noża, jak ja. Uważam, że to naprawde orzeźwia umysł facetów, którzy wpadli w rutyne, a z tego co widze to tak jest w Waszych zwiazkach i tak było u mnie. Padły przykre słowa, bo powiedzialam m.in. " Gdybym odeszła, to nic by to dla ciebie nie znaczyło, jestem nikim dla Ciebie, mam tego dosyc, albo ja, albo koniec - Ty wybieraj. Ja juz nie mam sił się starac, prosić, gadac setki razy o tym samym. Teraz Twój ruch, Ty decydujesz, kolejnej szansy nie bedzie." Uwierzcie mi, że strasznie jest ciezko powiedziec cos takiego gdy jest sie z facetem prawie 4 lata. Ale udało się
Jaka była jego reakcja? Co powiedział? Co zrobił?
Opowiedz więcej ![]()
Bo rozumiem z tego, że te słowa już padły i jest Oky?
Też kiedyś podobną kwestie wygłosiłam na początku związku, odniosło to pożądany skutek, ale czuję, że muszę to powtórzyć, choć nie jest jeszcze źle ![]()
11 2010-06-19 12:32:12 Ostatnio edytowany przez msbreezerka (2010-06-19 12:34:12)
Przytulił, bez słowa. Potem tylko "Przepraszam". I to było to, o co mi chodziło. Ja nie chciałam słuchać tłumaczen, zapewnień, że się zmieni, miałam dość. Powiedziałam, że już nie bedzie kolejnej takiej rozmowy. I że teraz jest jego ruch a jak to wykorzysta, to się okaże. I jest cudownie... :] Jestem mega szczęśliwa. Zmienił się, zrozumiał. Teraz czesciej słysze, że tęskni, że kocha, że mu zależy... Bo po takiej rozmowie, nie chcesz nic słyszeć, bynajmniej ja, wolałm aby coś sie po prostu zmieniło, a swoich zachowaniem i traktowaniem mnie, pokazał że mu zależy.
Tak, zdecydowanie obietnice poprawy są ostatnią rzeczą jaką chce się słyszeć, po takiej rozmowie przede wszystkim zależy na czynach.
Jeszcze z ciekawości, napisz proszę ile ten cudowny czas już trwa? Ile czasu minęło od Waszej rozmowy? ![]()
Trzymam kciuki, żeby było tak już zawsze ![]()
Oj kurcze wiesz co no nie mam pojecia ile dokładnie, ale mniej niz miesiac, niestety
ale wierze, ze cos zrozumial, bo naprawde widac zmiane
Ja tez nie ukrywam, staram sie byc bardziej wyrozumiala ![]()
I tak trzymać ![]()