Piszę ponieważ jestem załamany.
Rozstaliśmy się dwa dni temu.
Napisałem tu nawet post o tym że mieliśmy ostatnio problemy że nie chciała przyjechać do mnie w weekend. Nie chciała spotkać się w niedzielę późnym wieczorem kiedy podjechałem do niej. Rozmawialiśmy tylko telefonicznie. Długo rozmawialiśmy. W poniedziałek także. Wydawało mi się że rozmawiamy coraz lepiej.
Uprzedzam ona nie ma nikogo. Jestem w 100% pewny.
We wtorek wieczorem podjechałem z bukietem kwiatów i prezentem w miejsce gdzie prowadzi zajęcia językowe. Pisałem w dzień ale nie
odpowiadała. Napisałem że podjadę .
Gdy przyjechałem już jej nie było.
Zadzwoniłem. Była rzekomo w drodze do domu i nie chciała rozmawiać. Powiedziała że gdy dojedzie wyślę mi przygotowany przez siebie wcześniej tekst. Pytałem dlaczego tak. Odpowiedziała że boi się że dostanie ataku histerii.
Powiedziałem żeby mi mówiła wprost.
Wtedy powiedziała że wycofuje się.
Załamało mnie to. Rozbiło i zmiażdżyło.
Kocham ją i to bardzo. Mieliśmy w planach zamieszkać razem.
Chciałem się jej oświadczyć w grudniu. Szukałem już pierścionka.
Jesteśmy od ponad roku razem.
Ona też wielokrotnie mówiła że jej bardzo zależy.
Jeszcze dwa tygodnie temu siedziała u mnie w domu. Jedliśmy. Rozmawialiśmy.
Nie wiem co ze sobą zrobić.
Podczas tej rozmowy telefonicznej płakałem.
Ona też była jakaś rozbita.
Czułem wściekłość że nie powiedziała mi tego w twarz.
Ostatnie dwa dni były tragiczne. Nie śpię od wtorku.
Kocham tego człowieka całym sercem.
Prosiłem teraz po dwóch dniach o spotkanie.
Chce porozmawiać dowiedzieć co się stało i dlaczego skoro mamy wspólne plany.
Odpisała coś w tym stylu...
Porozmawiamy, należy mam się to obojgu...
teraz muszę zawalczyć o ( ktoś z rodziny jest w szpitalu ale to nie jest nic strasznego ) potem zawalczę o siebie, w walce o siebie dołączę właśnie rozmowę z tobą.
Czy jest szansa ? Czy to się uda odkręcić ?
Ona ewidentnie wpadła w ostatnich dwóch tygodniach w jakiś dziwny stan, nie wiem co się stało , to nie jest ta osoba