Właściwie to nie wiem czemu go nie pieściłam. Pewnie z tego powodu, że miałam w swojej głowie jakiś mity dotyczące seksu.
Np. myślałam, że takie rzeczy to robią mężczyźni kobiecie, a nie odwrotnie. Po drugie bałam się, że dotykanie penisa odbierze z mojej strony jako moją gotowość do odbycia stosunku. A ja wtedy jeszcze nie czułam się gotowa na stosunek i bałam się, że wyślę mu sprzeczne sygnały i poczuje się drażniony przeze mnie.
Po trzecie wiedziałam, że takie zabawy mogą różnie się skończyć, np. niekontrolowanym wytryskiem co mogło stanowić w jakimś tam stopniu zagrożenie ciążą. A ja wtedy jeszcze nie brałam tabletek i miałam jakieś jazdy, że wszystkie zabawy skończą się ciążą.
Po czwarte bałam się, wstydziałam. Nigdy przedtem nie dotykałam i bałam się, że on zauważy tą moją bezradność, zdziwienie itp.
Natomiast jak już było po naszym pierwszym razie to jakoś w ogóle nie myślałam o pieszczeniu penisa. Wydawało mi się to niepotrzebne szczególnie, że przecież już współżyliśmy. I może myślałam o tym jako o środku zastępczym na czas kiedy nie można współżyć. Nie pomyślałam o tym, że to może być rodzaj gry wstępnej, że mężczyzna tego potrzebuje.
Nie wiem czy Wy rozmawiałyście z partnerem o Waszych pieszczotach, o tym co nawzajem czujecie itp. Czy w ogóle potrzebowałyście takich rozmów. Ja w każdym razie nie rozmawiałam o tym z partnerem i może miałam takie poczucie, że błądze po omacku. Odczuwałam brak pewności w każdym ruchu, kroku.