wiem, głupie pytanie, ile sie chce ale to chyba nie takie łatwe..
byłam dwa razy zaręcznona
peirwszy raz byłam z facetem 4 lata naturalną kleją rzeczy dla mnie były zareczyny i slub, okaząło sie ( rok później ) ze dla niego nie, ok, przezyłam, wyprowadziłam sie i zaczęłam nowe zycie
z drugim była szybka piłka, zakochalismy sie, on namówił mnie na ślub już po roku spotykania sie a po dwóch ( 2 miesiące przed ślubem) mnie zostawił dla innej.
znowu ok, trwało to dłużej niz przy pierwszym razie ale pozbierałam sie i znowu zaczełam od nowa ...
no i od roku jestem w zwiazku z M. nie spieszy mi sie do zaręczyn czy do mieszkania razem, chyba go kocham ale jest to miłośc zupełnie inna od poprzednich, spokojniejsza - moze czasem nawet brakuje mi szaleństwa uczuciowego ale zwazywszy na to co sie stało z poprzednimi szalonymi swiazakmi - jestem obecnie zadowolona
na czym polega mój problem? nie wiem czy jezeli ten zwiazek okaze sie niewypałem czy najde w sobie siły na jeszcze jednen. wiem wiem nie powinno sie tak mówić - powinnam myslec ze ten i tylko ten - ale sparzylam sie dosyć mocno po ostatnim zwiazku i już nie wierzę w " na całe życie"
wiem ze trzeba baaaaardzo dbać o zwiazek a i tak nie gwrantuje to niczego
poprostu już jestem na "miłosnym" wyczerpaniu, czuje ze sie w tej materii wypalam .... i smutno mi z tego powodu
1 2010-06-11 12:54:23 Ostatnio edytowany przez Ajrinka (2010-06-17 06:19:17)
Podobne tematy
Wiem, ja również jestem w drugim związku i nie jestem pewna czy jest to na całe życie. Pozdrawiam
wiem, głupie pytanie, ile sie chce ale to chyba nie takie łatwe..
byłam dwa razy zaręcznona
peirwszy raz byłam z facetem 4 lata naturalną kleją rzeczy dla mnie były zareczyny i slub, okaząło sie ( rok później ) ze dla niego nie, ok, przezyłam, wyprowadziłam sie i zaczęłam nowe zycie
z drugim była szybka piłka, zakochalismy sie, on namówił mnie na ślub już po roku spotykania sie a po dwóch ( 2 miesiące przed ślubem) mnie zostawił dla innej.
znowu ok, trwało to dłużej niz przy pierwszym razie ale pozbierałam sie i znowu zaczełam od nowa ...
no i od roku jestem w zwiazku z M. nie spieszy mi sie do zaręczyn czy do mieszkania razem, chyba go kocham ale jest to miłośc zupełnie inna od poprzednich, spokojniejsza - moze czasem nawet brakuje mi szaleństwa uczuciowego ale zwazywszy na to co sie stało z poprzednimi szalonymi swiazakmi - jestem obecnie zadowolona
na czym polega mój problem? nie wiem czy jezeli ten zwiazek okaze sie niewypałem czy najde w sobie siły na jeszcze jednen. wiem wiem nie powinno sie tak mówić - powinnam myslec ze ten i tylko ten - ale sparzylam sie dosyć mocno po ostatnim zwiazku i już nie wierzę w " na całe życie"
wiem ze trzeba baaaaardzo dbać o zwiazek a i tak nie gwrantuje to niczego
poprostu już jestem na "miłosnym" wyczerpaniu, czuje ze sie w tej materii wypalam .... i smutno mi z tego powodu
Rozumiem co czujesz. W sumie miewałam podobne stany. To bardzo trudne angażować się ciągle w coś nowego, kiedy poprzednie związki nas bardzo sparzyły. Często boimy się w coś wejść obiema nogami, tak jakbyśmy chciały zostawić sobie możliwość ucieczki... Wiadomo jednak, że w uczucia trzeba też wierzyć, bo myślenie, że coś prawdopodobnie się skończy, jest wywoływaniem wilka z lasu.
Osobiście sama chyba wypracowałam sobie swój własny i z resztą błędny schemat unikania zaangażowania w relacje... Bo to łatwe i w ten sposób można pod skorupą ukryć swój strach...
Wyszukałam ten wątek bo dziś naszły mnie podobne myśli. A to z powodu wieści o tym, że za rok chajta się jeden z moich ex.
Nie ma w sumie w tym nic dziwnego, bo to jest zamknięty rozdział. Tylko zastanawiam się, co mnie w tym tak porusza. Ani go nie kocham już, ani nie mamy ze sobą kontaktu... nie wiem co mnie tknęło. Czy to, że mam do niego żal, czy może po prostu będąc z nim ciągle rywalizowaliśmy ze sobą, dlatego widząc, że układa życie dokładnie tak jak chciał, zaczynam myśleć, że ja póki co mam galimatias? Czy może otwieram oczy na prawdę, że tak na serio potrzebuję tego, co kiedyś odrzucałam? ;/ Nie wiem juz, czy ja jestem nienormalna...
Pierwszej miłości nic nigdy nie dorówna. Pod pewnym względami... Prawda jest taka, że tych pierwszych emocji, tęsknot, uniesień już nic nie doścignie. Bez względu jaki by nie był obiekt tej miłości, bo tak naprawdę chyba nie o to chodzi.. Chodzi o to, że to było pierwsze, świeże, nowe... Człowiek myślał, że odkrył Amerykę i nikt się tak przed nim nie czuł... Aż się rozmarzyłam, jak sobie przypomniałam.
Potem robi się... inaczej. Spokojnie. Są motyle w brzuchu, ale to już nie to samo. Bo to uczucie nie jest już nowe. Pierwsza przejażdżka na RollerCoasterze, to pierwsza przejażdzka. Przy drugiej moze i bedziesz miala wiecej czasu, zeby podziwiac widoki bo emocje juz nie takie, ale doznan z pierwszej juz nie osiagniesz. Moze to i glupie porownanie, ale ja tak to widze.
Potem jest dojrzałość. Życiowa, emocjonalna. Poczucie bezpieczenstwa. No wlasnie - poczucie bezpieczenstwa...
Kiedys gdzies przeczytalam, ze to jak wejdziesz w kolejny zwiazek zalezy od tego jak wyszlas z poprzedniego. Jesli masz za soba rozczarowanie - tym bardziej jesli wiecej niz jedno - nic dziwnego, ze twoja wiara w powodzenie 'przedsiewziecia' jest srednia. Moze to i prawda, ale wydaje mi sie, ze sądy oparte na emocjach rzadko kiedy są słuszne. Latwo sie mowi, jasne... Ale nie mozna zakladac, ze skoro ktos raz - czy dwa - wszedl na Twoja ląke i podeptal ci kwiatki, kazdy kolejny zrobi to samo. Mi byloby przykro gdyby moj facec sądził mnie na podstawie tego, co zrobily jego byłe... Wiec sama tego nie robię. I chociaz w kolejne zwiazki wchodze ostrozniejsza, obdarta z tego pierwszego, absolutnego zaufania, to jednak staram sie wchodzic w nie z wiarą i nadzieją. Inaczej, jakos nie widzę sensu....
A odpowidajac na pytanie zawarte w temacie wątku - nie wiem, ile razy mozna sie 'zakochac', ale 'kochać' mozna wiele.
5 2010-06-11 21:19:03 Ostatnio edytowany przez P&P (2010-06-11 21:22:30)
Ja mojej pierwszgo zakochania nie wspominam z jakimś szczególnym sentymentem. Co więcej, odważę się powiedzieć, że nie chciałam go przeżywać w ten sposób. I tu trzeba pomyśleć, czy brać pod uwage samo zakochanie w kimś bez wkraczania w związek, czy sam związek. Mój pierwszy "związek" był oczywiście szczeniacki i bardzo niedojrzały. Nie byłam zakochana, oj nie. O miłości już w ogóle nie było mowy. Chciałam po prostu mieć z kim wyjść do kina czy na spacer. Tym samym chce udowodnić, że zakochiwać można się wiele razy, ale przeżywać prawdziwą miłość- mówią, że taka tylko jeden raz.
Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. A na pytanie postawione przez Ciebie odpowiem sobie kiedy będę umierać ![]()
Zaciekawił mnie temat i zajrzałam.. mądre wypowiedzi... ja mam za sobą ... hmm.. ważny związek.. tak
myślę, że moja pierwsza miłość.. strasznie mi zależało.. ale w natłoku spraw jakoś się rozpadło.. a może to po prostu szkolna miłość, która nie miała prawa dorosnąć i towarzyszyć nam obojgu ? nie wiem.. wiem tylko, że rozstanie mnie bolało i może mam gdzieś w sobie troszkę żalu.. bo pierwsze uczucia z odkrywania siebie są nie do opisania.. ale pojawiły się osoby trzecie.. do tego ciężkie charaktery.. pyk i zgasło.. jednak minęło kilka miesięcy i myślę, że nauczyłam się żyć .. żyć sama .. znaleźć nowe pasje.. nowe zainteresowania.. oduczyłam się siedzenia z telefonem i czekania na ten dźwięk.. dziś wiem też, że On ma kogoś.. zabolało serce.. ale wiem, że taka kolej rzeczy i chciałabym, żeby był szczęśliwy ..
no ale wracając do tematu
--> osobiście mam nadzieję ( choć mówią, że matka głupich ) , że czeka mnie jeszcze to " zakochanie "
spacery , wspólne wypady , wzloty i rozczarowania... jednak nie szukam.. czekam cierpliwie ... achh.. rozmarzyłam się troszkę ;p Pozdrawiam :*
Mój pierwszy "związek" był oczywiście szczeniacki i bardzo niedojrzały. Nie byłam zakochana, oj nie. Chciałam po prostu mieć z kim wyjść do kina czy na spacer.
Jasne, moj tez byl szczeniacki. Z perspektywy czasu, wydaje mi sie, ze 'szczeniacki' to wyjatkowo lagodne okreslenie. Ale tak, jak czulam sie wtedy (zakochana) nie poczulam sie juz nigdy. Byc moze czulam sie lepiej, na pewno te uczucia byly glebsze, bardziej dojrzale, pełniejsze... Ale takiej goraczki juz nie przezylam. Takiego zupelnie beztroskiego, czystego, nieskażonego żadnym cieniem wątpliwości zakochania już później nie było.
8 2010-06-12 17:31:08 Ostatnio edytowany przez Okruszka (2010-06-12 17:45:02)
Utożsamiam się bardzo z wypowiedzią november. Może i to nie jest tak że traci się "świeżość zakochiwania się"... Ale chyba faktycznie mija chęć całkowitego oddania się w związku. Takiego spontanicznego, tak jak w poprzednich... Człowiek staje się bardziej ostrożny... Pamiętam, będąc sporo młodszą, stwierdziłam po jednym dniu bycia z kimś że na bank będziemy zawsze razem. Teraz istnieje rezerwa żeby znowu nie zrobić sobie kuku...
To ukłucie spowodowane widokiem byłego w nowym związku/żeniącego się, chyba naturalnie pozostawia dziwny niesmak, szczególnie jeżeli rozstanie miało burzliwy przebieg. Ma się gdzieś w podświadomości chęć powiedzenia: "Nie zasługujesz na szczęście!!! To ja mam być szczęśliwa, nie Ty!", lub po prostu, mimo że jest to sprawa zamknięta na amen, zostaje poczucie że ktoś tak bliski, stał się tak bardzo odległy w przeciągu paru chwil... I że jest to takie dziwne... Bo przecież ktoś bliski nie odchodzi prawda?! Nie widzę w tym nic złego, to chyba naturalny odruch. Taki nasz, ludzki. Poza tym, od razu chyba człowiek zaczyna koloryzować:"Mnie jest z paru przyczyn pod górkę a jemu nie? Dlaczego?!"...
Osobiście jakoś nie chce mi się wierzyć gdy dziewczyna mówi: "cieszę się ze szczęścia mojego ex"
. Podejrzewam że wiele osób powiedziało by mi że jest to możliwe... Ale sama jakoś nie umiem. Chyba wygodniej zamknąć za sobą drzwi i starać się mieć zupełnie obojętny stosunek do tego co było...
Moim zadnie nie myśl co będzie za jakiś tam czas, myśl o tym co jest, ciesz się i pielęgnuj wasz związek
10 2010-06-14 09:49:02 Ostatnio edytowany przez Ajrinka (2010-06-17 06:18:42)
<nic>
11 2010-06-14 14:33:10 Ostatnio edytowany przez Ajrinka (2010-06-17 06:18:04)
<nic>
Głupio może powiem ale zazdroszczę Ci tych związków nie skończyły się najlepiej ale kochałaś i byłaś kochana...ja nigdy z nikim nie byłam nie wiem co to jest pierwsza miłość itp. romantyczne uniesienia, żal że przez cały mój żywot, a mam już 24 lata nie przeżyłam tych motylów w brzuchu, braku apetytu itp "schorzeń zakochanych"...nieraz tak sobie myślę co jest ze mną nie tak niektórzy przeżywali pierwsze miłości już w latach wczesnoszkolnych a ja co... do tej pory 0 związków na koncie, nie będę miała co opowiadać wnukom (jeśli kiedykolwiek będę miała dzieci bo na razie przyszłego ojca nie widać
) niestety jak jakieś randki to niewypały, ... nie trafiłam jeszcze na tego mojego jedynego i zaznaczam, ze nie jestem wybredna, nie szukam "księcia" tylko po prostu nie wiem chyba mam pecha w życiu, niczym szczególnym się nie wyróżniam ot zwykła przeciętna dziewczyna (może powinnam błyszczeć nie wiem
)
już sama nie wiem gdzie szukać..a może przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy, jestem sama i będę sama do śmierci tylko że to tak boli...bo nie ma dnia żebym nie marzyła żeby obudzić się obok ukochanej osoby...ale chyba nie jest mi to dane...
samotna duszko, nie mów, że się nie wyróżniasz i tylko dlatego nie możesz znaleźć sobie faceta. Ja też tak mówiłam, bo faceci kompletnie mnie nie podrywali ani nie interesowałam ich, aż pojawił się obecny narzeczony i nie mógł uwierzyć, że faceci nie zwracają na mnie uwagi. Jak spotkasz tego właściwego, to zobaczysz, że to nie Ty jesteś szara, tylko oni są są ślepi ![]()
Uwierz mi, gdy najmniej będziesz się tego spodziewać to spotkasz swoją drugą połówkę ![]()
A co do pytania w temacie: jeżeli nie liczyć szczeniackiej "miłostki" w podstawówce, to tylko raz byłam/jestem zakochana.
To ja nie wiem... mówi się pierwszej miłości nigdy się nie zapomina, ale ona zawsze się kiedyś kończy.
Byłam dwa lata w związku, w połowie liceum się związałam z 3 lata starszym chłopakiem. Pokochałam go, naprawdę pokochałam. To nie była szczeniacka miłość, pierwszy chłopak pierwsze wszytko. A już razem nie jesteśmy, mieliśmy razem plany na całe życie... On teraz ma kogoś, bardzo szybko znalazł, do tej pory nie raz boli widok ich razem i w ogóle sama perspektywa tego co było a nie jest i wspomnienie dnia w którym usłyszałam słowa których nigdy w życiu nie chciałam usłyszeć "dzień do połowy idealny i od połowy koszmarny"
Więc ile razy można kochać zakochać się w takiej sytuacji... czy możliwe że raz i już nigdy nikogo tak nie obdarzę uczuciem czy wiele razy i to ostatnie jest silniejsze...
Wiele razy się zauroczyłam...
sama nie wiem...
Chcę się jeszcze zakochać, poczuć znów tą potężną siłę... razem korzystać z uroków życia, znaleźć kogoś takiego.
Ja nigdy z nikim nie bylam, no widocznie faceci mają mnie gdzieś... ale cóż.. Co do zakochania? Sama nie wiem ile razy bylam zakochana i czy w ogole bylam zakochana.... Czy to bylo tylko zauroczenie?? Nie wiem... U mnie slowo facet , zakochanie, zauroczenie przewija sie dość często, ja chyba w tej kwestii jestem za bardzo pokręcona... Totalnie sie gubie w tym co czuje ![]()
Dzięki a_normalna za słowa otuchy
Może coś w tym jest i to oni są ślepi na mój urok osobisty heh
I gdzieś tam za rogiem znajdzie się TEN , który dostrzeże to "coś" we mnie ![]()
tylko kiedy wyjdzie zza tego rogu ![]()
a moze to dlatego ze nadal idealizuje mojego byłego? ze uwazam, iz był on najbardziej dopasowaną osobą do mnie jaką poznałam? i teraz porównuję go z innymi którzy przez to idealizowanie wupadaja blado... już sama nie wiem
Ja z kolei np. nie mam problemu tego typu. W sumie to jestem przekonana, że nie pasowaliśmy do siebie. Uczucie dawno wygasło, choć w sumie już nawet zanim to nastąpiło trudno było być razem kiedy widzi się to, co nie pasuje. Czy te sprawy, w których się dogadać nie idzie. Nigdy nie idealizowałam nikogo i sądzę, że to plus, bo zawsze pozwala szybciej stawać na nogi. Z resztą już sam rozpad związku jest moim zdaniem sygnałem, że coś po prostu nie grało.
Kobietki miesiąc temu zostawił mnie narzeczony po trzyletnim związku. Jeszcze nie potrafię się pozbierać, ale czytając Wasze posty dochodzę do wniosku, ze jest jeszcze jakieś życie po tym. Dałyście mi wiarę, że jeszcze kiedyś będę w stanie pokochać i będę kochana. Dziękuję.
Do samotnej duszy. Kochana życzę Ci abyś znalazła tego jedynego oby nie skrzywdził Cię. W tej chwili wolałabym być na Twoim miejscu i nie zaznać tego uczucia, bo chyba najgorszą rzeczą może być to jak po kilku latach dowiadujesz się, że dla osoby która jest Twoim całym światem, Ty stajesz się nikim. Mam nadzieję że nie doświadczysz tego uczucia pustki i trafisz na takiego, który pokocha Cię całym sercem.
19 2010-06-15 15:45:26 Ostatnio edytowany przez Ajrinka (2010-06-17 06:17:06)
<nic>
20 2010-06-15 15:46:28 Ostatnio edytowany przez Ajrinka (2010-06-17 06:16:26)
<nic>
21 2010-06-15 15:48:07 Ostatnio edytowany przez Ajrinka (2010-06-17 06:15:41)
<nic>
Kobietki miesiąc temu zostawił mnie narzeczony po trzyletnim związku. Jeszcze nie potrafię się pozbierać, ale czytając Wasze posty dochodzę do wniosku, ze jest jeszcze jakieś życie po tym. Dałyście mi wiarę, że jeszcze kiedyś będę w stanie pokochać i będę kochana. Dziękuję.
Do samotnej duszy. Kochana życzę Ci abyś znalazła tego jedynego oby nie skrzywdził Cię. W tej chwili wolałabym być na Twoim miejscu i nie zaznać tego uczucia, bo chyba najgorszą rzeczą może być to jak po kilku latach dowiadujesz się, że dla osoby która jest Twoim całym światem, Ty stajesz się nikim. Mam nadzieję że nie doświadczysz tego uczucia pustki i trafisz na takiego, który pokocha Cię całym sercem.
Dziękuje Ci za ciepłe słowa muszko i przykro mi, że cierpisz przez jakiegoś palanta, widocznie nie był ciebie wart i nie docenił tego co miał. Tobie też życzę tego co najlepsze, żebyś ponownie się zakochała ale tym razem szczęśliwie i żeby ukochany kochał Cie z całego serca i duszy.
mojego pierwszego chłopaka i jednocześnie narzeczonego spotkałam na ostatnim roku studów czyli wydaje sie dosyć późno
kazdy z nas ma jeszcze czas na miłość, przychodzi w kazdym wieku a wręcz uwazam ze im człowiek starszy tym pełniej ją przezywa
Mam taka cichą nadzieje że miłość jak najszybciej zapuka do moich drzwi , wiadomo, że nie zna ona wieku ale chciałabym już jej zaznać...brak mi jej...
To ja nie wiem... mówi się pierwszej miłości nigdy się nie zapomina, ale ona zawsze się kiedyś kończy.
Byłam dwa lata w związku, w połowie liceum się związałam z 3 lata starszym chłopakiem. Pokochałam go, naprawdę pokochałam. To nie była szczeniacka miłość, pierwszy chłopak pierwsze wszytko. A już razem nie jesteśmy, mieliśmy razem plany na całe życie... On teraz ma kogoś, bardzo szybko znalazł, do tej pory nie raz boli widok ich razem i w ogóle sama perspektywa tego co było a nie jest i wspomnienie dnia w którym usłyszałam słowa których nigdy w życiu nie chciałam usłyszeć "dzień do połowy idealny i od połowy koszmarny"
Więc ile razy można kochać zakochać się w takiej sytuacji... czy możliwe że raz i już nigdy nikogo tak nie obdarzę uczuciem czy wiele razy i to ostatnie jest silniejsze...
Wiele razy się zauroczyłam...
sama nie wiem...
Chcę się jeszcze zakochać, poczuć znów tą potężną siłę... razem korzystać z uroków życia, znaleźć kogoś takiego.
Utożsamiam się z Twoją wypowiedzią.. :] zakochałam się również w liceum i starszym o rok ale to jednak było to pierwsze silne uderzenie, którego się nie zapomina...
a świadomość, że 'On' ma nową 'Ona' jest cięzka..
ale jest do przeżycia..
Tak szczerze sama zadaję sobie to pytanie. Byłam już w związku i kochałam. Teraz też jestem w związku i kocham mocno. Ale teraz jak patrzę na to wszystko co było z biegiem czasu myślę, że mi się tylko wydawało, że kochałam poprzedniego mojego faceta. W porównaniu z tą miłością, to nie była miłość.
Mam 42 lata. Jestem bardzo atrakcyjnym facetem. Brak skromności to też. Przyjmijmy ze to prawda.
Dwukrotnie byłem żonaty. Pierwsze małżeństwo rozleciało się z hukiem po okresie 1 roku kolejne po prawie 10 latach. Moje żony mnie nienawidzą. Co ciekawe pierwszą kochałem, (KOCHAŁEM WIEM CO PISZĘ) jeszcze 10 lat po naszym rozstaniu. Drugą uczyniłem bardzo bogatą kobietą niestety nie byłem szczęśliwy w tym związku, no bo myślałem o tej pierwszej. Przy okazji byłem nielojalny tz nie zdradzałem ale nielejalny - to odpowiednie słowo.
Druga żona pozbawiła mnie wszystkiego - taki pech i moja głupota.
Mam mnóstwo kobiet. W ciągu miesiąca jestem w stanie przespać się z pięcioma przypadkowo poznanymi.
Raj. ?? niestety nie. Czuję się coraz bardziej rozczarowany i samotny.
Miesiąc temu poznałem kobietę. I zakochałem się po raz drugi w życiu. Wiem co mówię, piszę. JESTEM TEGO PEWNY.
nie jest ładniejsza niż inne które znałem, nie jest mądrzejsza , co więcej jest znacząco starsza od tzw mojej przeciętnej.
Po co to piszę może to wam pomoże, może mi.
-myślałem ze można kochać tylko raz - byłem w błędzie
-pierwsza miłość nie jest najsilniejsza, miłość to miłość uczucie absolutne. Pierwsza miłość zawsze będzie ważna tak uważam i to wiem ale teraz kocham tą drugą i czuję tylko to
Niestety ona jest typową kobietą, pełną wątpliwości, lęków .... z mojej męskiej perspektywy jest dziwna.
Po magicznych 2 tygodniach próbuje mnie odsuwać sprawdzać testować. Duzo w tym mojej winy byłem zbyt szczery zbyt wiele jej o sobie powiedziałem. Byc może sie mnie boi, a moze jest zła i mnie po prostu wykorzystała.
A moze po prostu mnie nie kocha, moze nie potrafi kochać.
Ja ją kocham bardzo, nie ma minuty zebym o niej nie myslał. Nie potrafię zadzwonić i powiedzieć o tym co czuję . Staram sie pogodzić z tym ze to juz skończone.
Przeraża mnie fakt ze znowu bedę się męczył latami bo bedzie mi jej brakowało
Witaj Autorko, napiszę Ci swoje doświadczenia.
Raz w życiu byłam zakochana - jeszcze w liceum, miałam 17 lat. Zakochałam się w chłopaku, on mnie dostrzegł, i zaczęliśmy sie spotykać. Na miesiąc. Po miesiacu dostrzegł inną, ja poszłam w odstawkę. Leczyłam sie bardzo długo, bo naprawdę mocno się zakochałam i w stanie zakochania zostawił mnie. Nie dostrzegałam jego wad. Późniejszego parnera we wszyskim z nim porównywałam, do dzisiaj (po prawie 10 latach) nie umiem z nim do końca normalnie rozmawiać, pomimo, że w moim życiu po roku od tego jak tamten mnie zostawił, pojawił się ktoś inny. Tym razem to on o mnie zabiegał. W nim nigdy nie byłam zakochana. Ja go po prostu pokochałam. Po jakimś roku, półtora od kiedy się zaczeliśmy spotykać. Po 6 latach zdecydowaliśmy sie na małżeństwo. Po 3 mies. małżeństwa zostawił mnie, przestał mnie kochać. Jestem zrozpaczona, ale przeżywam to całkiem inaczej niż to pierwsze rozstanie. I wiem, że w życiu już się raczej nie zakocham, a czy pokocham - tego nie wiem. Na razie kocham byłego partnera, ale ponieważ mnie to niszczy, staram się o nim zapomnieć.
Tak....można wiele razy kochać.Uczucie pojawia się znienacka - na pstryknięcie palcami, bez zbytecznych zapowiedzi....różne są rodzaje miłości i możemy zauważać zupełnie inne cechy u osób w których się zakochujemy.Na to nie ma żadnej reguły. I zupełnie bzdurne są stwierdzenia : " nigdy się nie zakocham" albo że : "nikt mnie nie pokocha, bo jestem taka i śmaka".
Kto wie, kto wie? Gdzie szczęście kryje się ? :-)