Już się pogodziłam, że jestem brzydka i miłość nie jest dla mnie. Faceci nie nadają się tez na przyjaciół. Bo i tego próbowałam i kończyło się zawsze tak samo. Dlatego postanowiłam umawiać się jako spędzanie czasu wolnego w sensie chciałam obejrzeć jakiś konkretny film to umawiałam się do kina, bo skoro i tak nic nie wyjdzie, to chociaż sobie film zobaczę. Przez dłuższy czas było to fajne rozwiązanie. Ale chciałabym zeby to było kilka spotkań. Wtedy jest inna jakość rozmowy. Nie chce mi się po raz milionowy opowiadać odpowiadać na pytania, gdzie pracuje i co robię w wolnym czasie. A limit spotkań nie wychodzi poza 1,2, góra 3. Zazwyczaj już na 1-2 faceci próbują doprowadzić do łóżka. Do tych 3 spotkań dochodziło tylko dlatego, że wcześniej się wykręcałam (zgodnie z prawdą), że dla mnie to ZA WCZEŚNIE, a czasem wymyślałam jakiś pretekst. Po tym trzecim albo byli w tym już za chamscy albo/i mi się już zwyczajnie odechciewało kontynuować znajomość.
Nie mam za bardzo, z kim porównać, wiec chialam się zaptyć na forum randkujących dziewczyn, czy u was tez taka beznadzieja, czy tylko ja tak mam?
Jedną grupę mogłabym nawet zrozumieć: Chady. U nich może to normalne. Skoro nie mam chłopaka, to przyjemnie się tak umówić i coś tam poczuć. Dziewczyny zrozumieją.
Ale umawialamsie i z przeciętnymi. I z brzydkimi. Dla przykładu jeden miał beczkę nie brzuch, drugi naprawdę misie niepodobal, ale pomyślałam, że dam szanse. Zawsze to samo. A skoro ci brzydcy tez nie maja lepszych charakterów, to może całkiem ograniczyć spotkaniado Chadów? Nie rozumiem tez zarzuty mężczyn, że kobiety traktują ich jak bankomat, skoro sami traktują kobiety przedmiotowo.
Umawiałam się z tindera, ale i z kolegami z przeszłości. Powiezmy znaliśmy się z lat nastoletnich, czy to ze szkoły, czy z kolka zainteresowań. Dla przykładu: stary kolega, z którym lata się nie widzieliśmy. Przypadkiem się spotkaliśmy i ciągle, że no trzeba się spotkać i pogadać. Ostatnio był u nas jarmark świąteczny. Spotkaliśmy się znowu przypadkiem. Ja byłam ze znajomymi, on ze swomi, umówiliśmy, że się spotkamy o konkretnej godzinie i będziemy mogli wypić grzańca razem i pogadać. Tak tez zrobiliśmy. Ja się pożegnałam z koleżanką spotkałam z nim. Z nim było jeszcze dwóch kolegów w tym najlepszy przyjaciel. W międzyczasie chwile zmieniliśmy stoisko na to gdzie była jego mama z jej partnerem. Znałam ja sprzed lat. Fajnie nam się tez gadało. Zwiedzałyśmy z mam w sumie juz pod rękę resztę stoisk. Po jakimś czsie się odłączyliśmy i znowu z jego kolega. Wtenczas już ten mój stary kolega wziął mnie za rękę i takspedziliśmy wieczór. Fajnie było. W międzyczasie doszedł pocałunek. Ja, że tego nie planowałam trochę mnie to spłoszyło i chciałam już do domu. Odprowadził mnie kawałek, ale dalej chciałam iść sama. On w końcu, że okej, ale znowu mnie pocałował niby na pożegnanie i próbował się wprosić na chatę. Nawet rzucił tekstem, że nie, że na seks, ale razem się poprzytulać w łóżku. Więcej się z nim się spotkałam. To było koniec listopada. Teraz ma dziewczynę wiec chyba nie do wszystkich był taki jak do mnie.
Nie chodzi mi o niego konkretnie tylko o WSZYSTKICH. Inny na ten przykład nie chciał na drugie spotkanie się spotkać gdziekolwiek indziej poza mieszkaniem. Skoro się uparłam to na mieście ale na trzecie to już było wyczuć że albo w mieszkaniu, albo wcale nie ma ochoty.
Zawsze to samo. Czy tylko ja tak mam?