Witajcie
Ostatnio oglądałem taki film dokumentalny na temat wyglądu. Występowała w nim kobieta, która uważała się za zbyt atrakcyjną, popłakała się przed kamerą, podczas wywiadu.
Myślę, że coś w tym jest. Z jednej strony dobrze być atrakcyjnym fizycznie. First impression w pracy na plus, plus i płci przeciwnej. Blondyn z białym uśmiechem i niebieskimi oczyma potrafi roztopić serce każdej dziewczyny. Niebieskooka blondynka posiądzie każdego faceta. Atrakcyjna kobieta jest oblegana przed mężczyzn, usługują jej, przepuszczają, stawiają drinki, obiady, biżuterię.
Ale...
Bohaterka wywiadu jednak roniła łzy. Co mówiła?
Jestem traktowana jak maszyna, jestem traktowana jakbym nie miała duszy, a była tylko piękną blondynką, który służy do seksu. Tysiące facetów codzień mnie podrywają i czuję, że chcą tylko jednego. WSZYSCY MOI MĘSCY PRZYJACIELE SĄ GEJAMI, NIE MAM ŻADNEGO PRZYJACIELA HETERO. Nie mogę szczerze z nikim porozmawiać ani nawiązać ciekawych znajomości - faceci od razu patrza się na dekolt i prawią komplementy, widzę w ich oczach "mam ochotę na seks z tobą", przesadnie się mną zachwycają, nigdy nie traktują jak zwykłego człowieka. Kobiety mi zazdroszczą. O ile nie jestem w towarzystwie równie atrakcyjnych kobiet to te mniej atrakcyjne czują do mnie niechęć, wiem o tym, widać to po nich.
A jak wy, atrakcyjne dziewczyny, czujecie się w swojej skórze? Chciałybyście się zmienić ? Czego oczekujecie od kontaktów z mężczyznami i co was w nich męczy?
Czekam na wasze wypowiedzi z niecierpliwością
