Hej
Chciałabym dzisiaj poruszyć temat, tak często omijany.... Dlaczego dochodzi do rozstania, rozwodu? Czy zawsze tylko mężczyźni są winni, bo zdradzają, bo piją, bo biją? A kobiety najczęściej pozostają w roli ofiar. Dlaczego przed ślubem byliśmy sobie bliscy, a po kilku latach wspólnego życia nie potrafimy ze sobą rozmawiać, nie mamy wspólnych spraw, tylko wymagania, żądania , pretensje???
Małżeństwo to przecież dzielenie życia na pół...wspólne sprawy, budowanie wspólnego domu(i nie mam na myśli budynku), to tworzenie rodziny, to wspieranie siebie nawzajem....pokonywanie wspólnych przeszkód, to wspólna droga przez życie. W przysiędze małżeńskiej są piękne obietnice miłości, wierności,uczciwości i bycia razem do końca...
A czytając różne wypowiedzi na forach zaobserwowałam, że małżeństwa trwają coraz krócej... Trzy lata po ślubie kryzys , rozważanie rozwodu, rok po ślubie separacja, nawet jedna pani po trzech miesiacach po ślubie usłyszała, że nie jest już przez męża kochana i on nie chce dłużej trwać w tym związku....
Zastanawiam się co jest przyczyną tego, że tak małą wartośc ma dzisiaj związek małżeński. Przecież do tej decyzji ludzie przygotowują się miesiącami, niekiedy latami. I wszystko po to, żeby później w kilka chwil to wszystko zniszczyć ? Jak to się dzieje, że ludzie kochający się (bo chyba tylko z miłośći podejmuje się decyzję o małżęństwie?), ludzie, którzy decydują się najczęściej przed Bogiem złożyć te wszystkie obietnice tak szybko się poddają??? Dlaczego nie walczą o siebie , o swoje wspólne życie, którego przecież oboje chcieli? Tak łatwo przychodzi powiedzieć, że nienawidzę męża, że mam podłą żonę.... Przecież to ci sami ludzie, w których sie zakochaliśmy....Co dzieje się między dwojgiem tych ludzi, że z miłości przechodzą tak łatwo do nienawiści.... Może brakuje rozmów, może zrozumienia drugiej osoby...? Budowanie rodziny, to nie tylko wzięcie ślubu z pompą, budowanie rodziny to przecież praca przez całe życie nad sobą , wspólna praca nad nami, podejmowanie wspólnych decyzji, wspierania się w ciężkich momentach, to przyjaźń, której nie powinno zabraknąć, to wyrozumiałośc...To akceptowanie siebie nawzajem i szacunek...
Zastanawiam się czy nie za bardzo ulegamy emocjom i obrażamy się na wszystko bo coś nie idzie po naszej myśli... Wymagamy od współmałżonka czegoś co jest wbrew jego przekonaniom , tylko po to, żeby udowodnić sobie samu własną władzę....Możnaby długo rozpisywać się na ten temat....
Bardzo chciałabym poznać doświadczenia państwa, jeśli niestety takowe mieli...
Podobne tematy
2 2023-07-01 21:51:54 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-07-01 21:56:56)
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na te wszystkie Twoje dlaczego? Nie ma reguły, każdy przypadek jest inny.
Nie ma w tym nadzwyczajnego, że nie idzie się dogadać. Jedni się dogadują, inni nie.
W teorii tylko to tak pięknie wygląda.
Musisz sama pobyć w małżeństwie parę ładnych lat i na swojej skórze się przekonać jak to będzie się wszystko zmieniać.
A to że teraz jest więcej rozwodów niż kiedyś, to chyba nie trzeba Ci tłumaczyć.
Ile masz lat, że zadajesz tak infaltylne pytania?
A jak masz 13 lat, to nie zawracaj sobie głowy takimi problemami, przyjdzie czas, że będziesz sama znała odpowiedzi na te pytania.
3 2023-07-05 13:18:09 Ostatnio edytowany przez Pozorymylą (2023-07-05 13:24:02)
To przykłady często nieszczęśliwego człowieka. Żeby o tej pustce zapomnieć, szuka ciągle jakiegoś hałasu, by się zagłuszać, a taka relacja może być jednym z nich. Poznać to po tym, że nie potrafią wytrzymywać sami ze sobą, gdy pracują cały rok i nagle biorą urlop.
Jeśli dwoje ludzi bardzo się kocha i chce ze sobą żyć to czy potrzebują papierka w urzędzie państwowym lub błogosławieństwa w religijnej instytucji? Naprawdę myślą, że takie 'zapieczętowanie' ich związku sprawi, że to cokolwiek zmieni?
Jeśli kocha się drugą osobę, to zakłada jej się kajdany i podpisuje niekorzystną umowę?
Ważniejsza jest druga osoba czy spisanie z nią umowy oraz fajerwerki ślubu i wesela?
Niektórzy mają dość słabe podejście na zasadzie: ,,Ach, jaki on jest cudowny i wspaniały, tak bardzo go kocham, ale jestem nieszczęśliwa, bo będę szczęśliwa dopiero wtedy jak ubiorę białą suknię, podpiszę z nim papierek i oficjalnie stanę się jego żoną, Jadzia będzie zazdrościć a w przyszłości będę zabezpieczona." Oczywiście nie tyczy się to tylko kobiet.
Prawo pisane tak, by różne krzywdzące zachowania, rozpad związków pochwalać i nagradzać.
Jak ktoś nie kocha sam siebie i nie jest szczęśliwy, to jak obdarzy miłością i szczęściem drugą osobę?
Dużo związków powstaje "na dobre", a nie "na dobre i na złe". Brakuje ludzi dojrzałych emocjonalnie. Mamy modę na konsumpcjonizm, zamiast naprawiać to wyrzucają.
,,Miałem w życiu mnóstwo kontaktów z mnóstwem poważnych ludzi. Zebrałem sporo doświadczeń wśród dorosłych. Obserwowałem ich naprawdę z bliska. To niespecjalnie poprawiło moje zdanie o nich. Kiedy trafiałem wśród nich na kogoś, kto wydawał się w miarę bystry, przeprowadzałem na nim doświadczenie ze swoim rysunkiem numer 1, który zachowałem od dzieciństwa. Chciałem wiedzieć, czy ten ktoś rzeczywiście coś rozumie. Jednak za każdym razem odpowiedź brzmiała: „To jest kapelusz”. Więc nie wspominałem już o wężach boa ani o dżungli, ani o gwiazdach. Dostosowywałem się do poziomu tego dorosłego. Mówiłem z nim o brydżu, o golfie, o polityce i krawatach. A dorosły był bardzo zadowolony, że poznał tak rozsądnego człowieka. Dorośli nigdy niczego sami nie potrafią zrozumieć i wciąż trzeba im coś objaśniać, co dla dzieci jest bardzo męczące."
Dorośli lubią liczby. Jeżeli im mówisz, że masz nowego przyjaciela, nigdy nie interesuje ich to, co istotne. Nigdy nie pytają: „Jak brzmi jego głos? Jakie są jego ulubione gry? Czy zbiera motyle?”. Pytają za to: „Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia, ile zarabia jego ojciec?”. Dopiero wtedy wydaje im się, że coś o nim wiedzą. Jeżeli mówisz dorosłym: „Widziałem piękny dom z różowej cegły z pelargoniami w oknach i gołębiami na dachu…”, nie potrafią wyobrazić sobie tego domu. Trzeba im powiedzieć: „Widziałem dom za sto tysięcy franków”. Wtedy wołają: „Ach jaki piękny!”.Tacy już są. Nie należy mieć do nich o to pretensji. Dzieci muszą być bardzo pobłażliwe wobec dorosłych."
Kiedyś ludzie trwali w nieszczęśliwych związkach z braku perspektyw. Lepiej było tak żyć, niż być wytykana rozwódką.
Obecnie większość rozwodów jest inspirowanych przez kobiety.
Tak samo jak do agresji fizycznej w związku to właśnie kobiety są bardziej skłonne.
Lepsze rozwody i rozstania niż trwanie w nieszczęściu lub patologii.