netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

198 odpowiedzi10 294 wyświetleniazałożony przez Liyah, 25.06.2023

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 199 ]

1 Ostatnio edytowany przez Liyah (2023-06-25 13:03:56)

Temat: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Cześć dziewczyny. Lata nie bylam tutaj na forum, może z 6,7? Niestety musiałam założyć nowy login.


Muszę się podzielić bólem, który noszę w sobie. Postaram się opisać to bardzo skrótowo, jeśli będa pytania, to dopiszę odpowiedzi.
Aktualna sytuacja (bardzo skrótowo) jest taka, że rozpadł się właśnie mój 4 letni związek.
Poznaliśmy się przez internet, w momencie, kiedy straciłam nadzieję, że kogokolwiek poznam, gdyż w tamtym momencie akurat leżałam w szpitalu ze złamanym kręgosłupem. Spotkaliśmy się raz, już po moim powrocie ze szpitala. Świetnie się dogadywaliśmy. Spodobaliśmy się sobie. Już za parę dni przyjechał po mnie i wyjechaliśmy do Zakopanego. Taki był początek znajomości.
On był po rozwodzie (zdrada żony, małżeństwo bezdzietne), praktycznie od razu mi o tym powiedział / będzie tutaj wątek religijny, nie każdy to zrozumie, ale proszę mnie nie oceniać/.
Dla mnie ten rozwód to był trochę problemem, moja Mama jest baaaaaardzo wierzącą osobą, przez ostatnie lata rzekłabym nawet, że fanatycznie wierzącą. Dużą część tych wierzeń i przekonań "sprzedała" mnie - seks zły, mieszkanie ze sobą złe, itd. itp. (dużo by pisać).

Tak więc, od razu zaproponowałam mojemu X że takie małżeństwo można "unieważnić" i czy mógłby spróbować to zrobić, bo wiara jest dla mnie ważna. Zgodził się od razu. Złożył dokumenty. Dużo go to kosztowało i nie mówię tutaj pieniądzach. Trwało to dokładnie 3 lata i 5 miesięcy. Miesiąc temu dostał decyzję, o której nawet mi nie powiedział, a którą wygrzebałam z jego plecaka: brak dowodów na stwierdzenie nieważności.

X zrobił się bardzo zamknięty w sobie. Tak naprawdę przez 4 lata nigdy nie rozmawialiśmy o tym, co będzie, jesli się nie uda. Chyba obydwoje założyliśmy, że to się po prostu uda i nie bedzie innej opcji.
Jeśli był trudny temat, nic nie mówił, milczał. Nawet pokłócić się z nim nie można było, bo on nie lubi się kłócić i nie wchodzi nawet w dyskusje (bardzo się zmienił przez ostatnie 1,5 roku, myślę że z powodu stresującej pracy, na którą bardzo narzekał. Marzył zawsze o jeżdżeniu na truckach i zrealizował to. Ale siedzenie przez 5 dni samemu w kabinie, ciągły stres, nie zadziałały na niego najlepiej. On zawsze był bardzo pozytywnym człowiekiem, pełnym energii, rozgadanym. A tutaj po prostu zgasł i zamykał się w sobie z dnia na dzień. Sam coraz cześciej wspominał, że musi z tego zrezygnować, chyba widział już co się z nim dzieje).

Była jeszcze kiedyś taka sytuacja, że X jak wrócił z UK (tam żył, przez 13 lat), nie mógł znaleźć pracy, był okres pandemii. Załatwiłam mu pracę w moim mieście i chwilę mieszkał u mnie. Ale spaliśmy w osobnych pokojach, z uwagi na rodziców. Któregoś dnia, moja Mama przyszła do P. i powiedziała mu, że jak skończy się zima to będzie musiał się wyprowadzić i poszukać innego lokum, bo ona jest osobą bardzo religijną i nie może pozwolić, żebyśmy mieszkali u niej w domu bez ślubu. Jak weźmiemy ślub to jak najbardziej może tutaj zamieszkać. Myślę, że to też mogło go utwierdzić w takim przekonaniu, że jak nie będzie ślubu to absolutnie wszystko będzie skończone.

Ok 3 miesiące temu była taka sytuacja: zaczęłam go podpytywać, jak widzi naszą przyszłość. Nie chciał rozmawiać, zdenerwował się. Zaczęłam drążyć i po kilku próbach "wyduszenia" jakiejkolwiek informacji od niego, udało mi się. Rozpłakał się i jedyne co powiedział, że "co on będzie ze mną rozmawiał o przyszłości, jak nawet nie wie czy dostanie to unieważnienie". Trochę mnie to zaskoczyło. Powiedziałam mu, że na pewno dostanie, wszystko będzie ok. A jak nie dostanie, to przecież go nie zostawię.

No i miesiąc temu, dostał informację. I wyglądało to tak, że jak ją otrzymał, to przestał sie do mnie odzywać. Kompletnie. Całkowicie. Dzwoniłam, pisałam, nagrywałam się, nic. Jakby umarł. Ale po komunikatorze widziałam, ze jest dostępny, wiec to znaczy, że nic się nie stało. Po tygodniu odezwał się, jakby nigdy nic. Nie drążyłam, bo wiedziałam, że nic z niego nie wycisnę. Tydzień później, znalazłam tę decyzję. Jestem osobą bardzo emocjonalną, często też mam reakcje nieadekwatne do sytuacji, wyolbrzymione. Z perspektywy dzisiejszego dnia widzę, że mogłam to wszystko rozegrać zupełnie inaczej i może byłoby dobrze. Niestety górę wzięły emocje.
Wszedł do pokoju i już widział, że coś ze mną nie tak. Powiedziałam o co chodzi i wybuchłam takim okrutnym płaczem, że aż sie zachodziłam. Na 100 pytań w jego kierunku, usłyszałam tego dnia tylko dwa zdania: boję się, że jak Twoi rodzice się dowiedzą, to się wyrzekną Ciebie i Cię wydziedziczą (kolejne zaskoczenie - ja w tamtej chwili nawet o tym nie pomyślałam). A w późniejszych godzinach: musimy coś zdecydować, czy zostajemy razem czy sie rozchodzimy. Nie odpowiedziałam, bo bylam w zbyt dużym szoku, że to wszystko potoczyło się nie po naszej myśli.

Musicie wiedzieć, że spotykaliśmy się na weekendy tylko,  ja mieszkam z rodziccami w mieście "A" on mieszka w domu rodzinnym na wsi, 80 km ode mnie. Na tygodniu pracuje wyjazdowo i jest w domu tylko w weekendy.
Więc te sytuacje rozgrywały się na przestrzeni czasu ale tylko w weekend.

Tydzień później spotkaliśmy się, ale widziałam już, że mocno jest coś nie tak z nim. I w niedzielę, wyciskając to z niego i pytając, czy chce przestać sie spotykać wyrzucił z siebie: "widzisz co się ze mną dzieje, dla Twojego dobra lepiej będzie, jak przestaniemy się spotykać."
W szoku, przyjęłam to o dziwo spokojnie. Nie płakałam, nie krzyczałam, nie robiłam wyrzutów (pierwszy raz w życiu). Widziałam, jak siedział na ławce przed domem i płakał.
Pomimo tego, tydzień później, jak trochę otrzeźwiałam, po przemyśleniach, co jest dla mnie ważne, postanowiłam na spontanie pojechać do niego do domu i powiedzieć mu, że ślub kościelny nie jest dla mnie najważniejszy, że najważniejszy jest on. Jak pomyślałam, tak uczyniłam. Niestety, spotkałam się ze ścianą. Nic z tego nie będzie, on już postanowił, tak będzie dla mnie najlepiej. Zarówno za pierwszym i za drugim razem pytał, czy może czasem do mnie zadzwonić, jakby chciał o coś zapytać albo porozmawiać. No zgodziłam się, co miałam mu powiedzieć? Powiedziałam mu, że to były najpiękniejsze 4 lata mojego życia, od razu odpowiedział mi, ze jego też. Staliśmy przytuleni chyba z 15 min. Na koniec jeszcze, jak to typowa baba, zapytałam go, czy mógłby mi szczerze odpowiedzieć, czy po prostu stracił mną zainteresowanie, bo wtedy łatwiej byłoby mi dojść do siebie i to by mi bardzo pomogło w dalszej drodze. Powiedział, że nie. Pojechałam. Od tamtego czasu minął tydzień.
Jedyna moja reakcja, to brak reakcji - tego się nauczyłam z filmów na YT.

Może gdybym umiała rozmawiać z drugim człowiekiem i trzymała emocje na wodzy, to inaczej by to wszystko wyglądało.

Wiem, ze nie ma tutaj gotowego rozwiązania. Ale chciałam sie wygadać pośród ludzi, których nie znam.
Dziękuję.

PS. niestety, jesteśmy stare konie - ja w tej chwili mam 38 lat, on 39.

2

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Religia ryje banie i jesteś tego najlepszym przykładem.

3

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

To się wygadałaś... Masz co chciałaś... Trzeba było wcześniej pomyśleć, ale myślę, że i tak mamuśka by Ci nie pozwoliła z nim żyć bez ślubu kościelnego : P
Fanatyzm jest szkodliwy pod każdym względem, a Ty już dawno powinnaś mieszkać samodzielnie i żyć swoim życiem.

4 Ostatnio edytowany przez blueangel (2023-06-25 13:18:58)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

choc to bolesne, on ma racje. nie po drodze wam. za iles tam czasu i tak by runelo.

lepiej wczesnije niz pozniej. potem jeszcze bardziej by bolalo, a tak obydwoje przez ten czas mozecie znalezc jeszcze kogos, z kim bardziej bedziecie do siebie pasowac.

5

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Tytuł bardzo dobrze to określił: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Rozwiązanie jest gotowe, ale na to nie pójdziesz i on o tym wie.

6

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Dlaczego nie po drodze? We wszystkim sie zgadzaliśmy, nie kłóciliśmy, kochamy swoje towarzystwo. Ja nie mieszkałabym z moją Mama w domu, tylko chciałam się wyprowadzić. On chciał, żebyśmy mieszkali u niego (z jego mamą). I moja decyzja była taka, że pomimo niemożliwości wzięcia ślubu kościelnego chcialam wziąść tylko cywilny. Nie rozumiem, gdzie jest mój fanatyzm?
Chodzi o to, że on sobie bardzo wkręcił, że ja nie będę chciała samego cywilnego. Po prostu podjął decyzję za mnie.

7

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

Po prostu podjął decyzję za mnie.

dokładnie tak to zrobił, bo było mu mówione, że ma być kościelny
powiedziałaś mu o wyprowadzce od mamy, podałaś datę, czy tylko zapewniałaś, że czekasz tylko na unieważnienie małżeństwa?

wy tak naprawdę nie rozmawialiście o związku, on wszedł z "wadą" i nic na nią nie mógł poradzić, a to był główny warunek

8

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

ja tam nie oskarzam cie o fanatyzm. ludzie maja rozne potrzeby.ostatnio  poznalam faceta,z ktorym dziewczyna zerwala po 8 latach, bo ona chciala slubu, a on nie. szczerze? ja ja podziwiam. niektore sie ludza, a ona woz albo przewoz. znala swoja wartosc i wiedziala, co jest dla niej wazne. popol roku jest w zwiazku z perpektywami na slub i rodzine. niketorzy biora swoje zycie w swoje rece, a inni traca czas dla ochlapowi nie sa szczesliwi. troche odbieglam od watku, ale dlatego, ze smieszy mnie, gdy ktos jest wyzywany od fanatykow tylko dlatego, ze wie, czego chce.

9

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Farmer napisał/a:
Liyah napisał/a:

Po prostu podjął decyzję za mnie.

dokładnie tak to zrobił, bo było mu mówione, że ma być kościelny
powiedziałaś mu o wyprowadzce od mamy, podałaś datę, czy tylko zapewniałaś, że czekasz tylko na unieważnienie małżeństwa?

wy tak naprawdę nie rozmawialiście o związku, on wszedł z "wadą" i nic na nią nie mógł poradzić, a to był główny warunek

To nie ja mu powiedziałam o wyprowadzce, tylko moja matka. Proszę czytać, ze zrozumieniem. Nigdy nie powiedziałam, że ślub kościelny  to jest warunek. Najwyraźniej on tak założył.

10

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

To nie ja mu powiedziałam o wyprowadzce, tylko moja matka. Proszę czytać, ze zrozumieniem. Nigdy nie powiedziałam, że ślub kościelny  to jest warunek. Najwyraźniej on tak założył.

Chodziło mi o wyprowadzce do niego.
On założył, że to warunek, bo takie były naciski.

Żal mi go.

11 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-06-25 13:46:42)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:
Farmer napisał/a:
Liyah napisał/a:

Po prostu podjął decyzję za mnie.

dokładnie tak to zrobił, bo było mu mówione, że ma być kościelny
powiedziałaś mu o wyprowadzce od mamy, podałaś datę, czy tylko zapewniałaś, że czekasz tylko na unieważnienie małżeństwa?

wy tak naprawdę nie rozmawialiście o związku, on wszedł z "wadą" i nic na nią nie mógł poradzić, a to był główny warunek

To nie ja mu powiedziałam o wyprowadzce, tylko moja matka. Proszę czytać, ze zrozumieniem. Nigdy nie powiedziałam, że ślub kościelny  to jest warunek. Najwyraźniej on tak założył.

To powinnaś zaprzeczyć.
Nikt nie mówi o Twoim fanatyzmie, tylko Twojej matki, a Ty nie potrafisz jej się sprzeciwić, więc jak najbardziej można było założyć, że nie da się z Tobą żyć, bo jesteś pod dużym wpływem matki, więc z nią nie zerwiesz kontaktu, a tak by było jakbyś z nim żyła bez ślubu kościelnego.
Podziękuj więc mamusi za zerwanie tej relacji.

"Tak więc, od razu zaproponowałam mojemu X że takie małżeństwo można "unieważnić" i czy mógłby spróbować to zrobić, bo wiara jest dla mnie ważna". - To Twoje słowa. Przecież wiadomo, że musi być powód unieważnienia, więc od razu było wiadomo, że to się nie uda. Dlatego najpierw trzeba było zgłębić temat, czy w ogóle jest sens zajmować się tym problemem.

12

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
wieka napisał/a:
Liyah napisał/a:
Farmer napisał/a:

dokładnie tak to zrobił, bo było mu mówione, że ma być kościelny
powiedziałaś mu o wyprowadzce od mamy, podałaś datę, czy tylko zapewniałaś, że czekasz tylko na unieważnienie małżeństwa?

wy tak naprawdę nie rozmawialiście o związku, on wszedł z "wadą" i nic na nią nie mógł poradzić, a to był główny warunek

To nie ja mu powiedziałam o wyprowadzce, tylko moja matka. Proszę czytać, ze zrozumieniem. Nigdy nie powiedziałam, że ślub kościelny  to jest warunek. Najwyraźniej on tak założył.

To powinnaś zaprzeczyć.
Nikt nie mówi o Twoim fanatyzmie, tylko Twojej matki, a Ty nie potrafisz jej się sprzeciwić, więc jak najbardziej można było założyć, że nie da się z Tobą żyć, bo jesteś pod dużym wpływem matki, więc z nią nie zerwiesz kontaktu, a tak by było jakbyś z nim żyła bez ślubu kościelnego.
Podziękuj więc mamusi za zerwanie tej relacji.

"Tak więc, od razu zaproponowałam mojemu X że takie małżeństwo można "unieważnić" i czy mógłby spróbować to zrobić, bo wiara jest dla mnie ważna". - To Twoje słowa. Przecież wiadomo, że musi być powód unieważnienia, więc od razu było wiadomo, że to się nie uda. Dlatego najpierw trzeba było zgłębić temat, czy w ogóle jest sens zajmować się tym problemem.

To był dla nas bardzo cieżki czas. Jak trochę uspokoiłam emocje, pojechałam do niego i powiedzialam mu, że ten ślub kościelny nie jest najważniejszy, że ON jest dla mnie najważniejszy. I że moi rodzice nie są przeszkodą.

Moze czas zadziała na naszą korzyść? Nie wiem co mogę zrobić wiecej, nie chce go nagabywać, pisząc w kółko to samo bo wiem, ze osiągnęz odwrotny efekt.
Ja jestem taka że zawsze działałam wbrew moim rodzicom, wszysto czego oni chcieli, ja robiłam na odwrót. I co z tego że mieszkam z nimi?  Mieszkam w domu, mam swoje m3 na górze i nikt mi się nie wpieprza w moje sprawy, a jak próbuje to zawsze kończy się głośną awanturą. On widział, że kłócę się z rodzicami i że mam swoje zdanie i nie dam się stłamsić. Dlatego nie rozumiem, dlaczego podjął taką decyzję. Sam. Beze mnie.

Co ja mogę jeszcze zrobić?

13

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

Tak więc, od razu zaproponowałam mojemu X że takie małżeństwo można "unieważnić" i czy mógłby spróbować to zrobić, bo wiara jest dla mnie ważna.

Liyah napisał/a:

Wszedł do pokoju i już widział, że coś ze mną nie tak. Powiedziałam o co chodzi i wybuchłam takim okrutnym płaczem, że aż sie zachodziłam.

Masz co chciałaś

14

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Myślę, że on na tyle Cię poznał i już miał wszystkiego dość, Twoja zaburzona emocjonalność też nie pomogła tej relacji, więc za dużo go to wszystko kosztowało i już on nie chce tego związku.

Jednym słowem, to sama przyczyniłaś się do tego stanu rzeczy i już raczej to jest nie do odkręcenia. Co z tego, że niby masz "swoje m3," jak nawet w nim spałaś w osobnych pokojach. Po tej akcji mamy, powinnaś się wyprowadzić. On i tak miał anielską cierpliwość.

15

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

rozpadł się właśnie mój 4 letni związek.

Załatwiłam mu pracę w moim mieście i chwilę mieszkał u mnie. Ale spaliśmy w osobnych pokojach, z uwagi na rodziców. Któregoś dnia, moja Mama przyszła do P. i powiedziała mu, że jak skończy się zima to będzie musiał się wyprowadzić i poszukać innego lokum, bo ona jest osobą bardzo religijną i nie może pozwolić, żebyśmy mieszkali u niej w domu bez ślubu. Jak weźmiemy ślub to jak najbardziej może tutaj zamieszkać. nauczyłam z filmów na YT.

PS. niestety, jesteśmy stare konie - ja w tej chwili mam 38 lat, on 39.

Masz absolutnie chorą relacje z matką. Jesteś od niej uzależniona. Normalna reakcja na sytuację jak wyżej to zrobienie dzikiej wręcz awantury matce o to, żeby nie wpieprzala się w Twoje życie. Jeszcze bym rozumiała gdybyś to TY była mocno religijna, gdyby dla CIEBIE miało to znaczenie, ale Ty sama piszesz że jej religijność cię zniszczyła.

Dlaczego jej na to pozwalasz?

W obecnej sytuacji facet miał rację, że odszedł, bo związku i z Tobą i z twoją mamusia jednocześnie nie chciał tworzyć. Spieprzyłas sobie 4 letni związek, bo ważniejsza była mamusia i jej religia.

Idź na terapię i to biegiem, zanim będzie za późno na normalne życie.

16 Ostatnio edytowany przez display (2023-06-25 15:01:21)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

A czy podjęłaś jakiekolwiek kroki uniezależnienia się od mamusi i jej chorego fanatyzmu czy to tylko takie czcze gadanie? W żaden sposób nie pokazałaś mu, że będziesz z nim pomimo braku ślubu kościelnego,  tylko puste słowa.

17

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

O, chyba Dżizus właśnie zniszczył ci życie.
A tak poważnie, to masz tak zrytą banię przez matkę dewotkę, że aż zaraziłaś tym niewinnego człowieka. Daj mu spokój, niech się biedny otrząśnie i znajdzie sobie normalną kobietę.

18

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

On widział, że kłócę się z rodzicami i że mam swoje zdanie i nie dam się stłamsić. Dlatego nie rozumiem, dlaczego podjął taką decyzję. Sam. Beze mnie.

Zrobił to sam, bo ty decyzji sama byś nie podjęła.
To, że się kłócisz z matką, nie znaczy, że nie postępujesz zgodnie z jej zdaniem.

Liyah napisał/a:

Co ja mogę jeszcze zrobić?

Tylko twoje czyny mogą coś zmienić.
Powinnaś się spakować i zamieszkać z nim jeszcze w tym miesiącu.
Na to nie jesteś ani chętna, ani gotowa. Dlatego to on podjął decyzję.

19

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Farmer napisał/a:
Liyah napisał/a:

On widział, że kłócę się z rodzicami i że mam swoje zdanie i nie dam się stłamsić. Dlatego nie rozumiem, dlaczego podjął taką decyzję. Sam. Beze mnie.

Zrobił to sam, bo ty decyzji sama byś nie podjęła.
To, że się kłócisz z matką, nie znaczy, że nie postępujesz zgodnie z jej zdaniem.

Liyah napisał/a:

Co ja mogę jeszcze zrobić?

Tylko twoje czyny mogą coś zmienić.
Powinnaś się spakować i zamieszkać z nim jeszcze w tym miesiącu.
Na to nie jesteś ani chętna, ani gotowa. Dlatego to on podjął decyzję.

I tu się mylisz. Jestem w trakcie organizowania pracy za granicą i spieprzam stąd.
Nie dam rady po tym wszystkim ani mieszać w domu, a nie nawet w tym kraju.
A wyprowadzić nie mogę się do kogoś, kto zdecydował że moje "dobro"  jest ważniejsze i podjął decyzję sam.

20

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Mam 2 kolezanki ktore dostaly stwierdzenie niewaznosci slubu koscielnego bez problemu. Troche o trwalo ale sie udalo. Jesli twojego partnera zdradzila zona to powinien takie stwierdzenie powinien dostac. A rozwod dostal bez problemu w sądzie? Byl za porozumieniem? Czy z jej winy skoro zdradzila?

21 Ostatnio edytowany przez Liyah (2023-06-25 21:14:18)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
123qwerty123 napisał/a:

Mam 2 kolezanki ktore dostaly stwierdzenie niewaznosci slubu koscielnego bez problemu. Troche o trwalo ale sie udalo. Jesli twojego partnera zdradzila zona to powinien takie stwierdzenie powinien dostac. A rozwod dostal bez problemu w sądzie? Byl za porozumieniem? Czy z jej winy skoro zdradzila?

U nas też to trwało długo, 3 lata i 3 miesiące. Ale on pisał sam to pismo, nie wziął adwokata żadnego i po prostu opisał swoją historię. Sama zdrada to nie jest powód do unieważnienia. Trzeba udowodnić, ze małżeństwo bylo nieważnie zawarte, np. przez niedojrzałość.
Po prostu trzeba było wiedzieć jak w to grać. Teraz już za późno z tym, ale już cholera z tym całym ślubem.

Rozwód cywilny był bez problemu, zresztą on się zgodził na porozumienie stron, bo nie chciał się szarpać.

Fakty są takie, że nie wiem czy mam czynic jakiś krok. Nie wiem czy mogę coś zrobić? Czy pozostawić to czasowi?
Ponoć mężczyćni potrzebują czasu, nawet paru tygodni, żeby sobie sprawy poukładać. Może jeszcze jest nadzieja dla nas ?

22

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

(...) Nie wiem czy mogę coś zrobić? Czy pozostawić to czasowi?  (...)

Myślę, że czekanie, narzekanie, lamentowanie jest najlepszą rzeczą, którą możesz zrobić, by wypić uwarzone przez siebie piwo.

23 Ostatnio edytowany przez Liyah (2023-06-25 20:45:37)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Wielokropek napisał/a:
Liyah napisał/a:

(...) Nie wiem czy mogę
coś zrobić? Czy pozostawić to czasowi?  (...)

Myślę, że czekanie, narzekanie, lamentowanie jest najlepszą rzeczą, którą możesz zrobić, by wypić uwarzone przez siebie piwo.

Nie rozumiem, to sarkazm czy mówisz powaznie ?


Trochę nie rozumiem, czemu tak mnie traktujecie.
Przecież powieziałam mu nie dalej jak dwa mieisące temu, ze nawet jesli nie dostanie uniewazenienia to go nie zostawię.
tydzoeń po rozstaniu pojechałam do niego po pracy zeby mu powiedzieć, ze jest dla mnie najwazniejszy i ten koscielny sie nie liczy.
Co mam jeszcze zrobić?

24

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

A jednak wakacje. big_smile big_smile big_smile

25

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Wielokropek napisał/a:

A jednak wakacje. big_smile big_smile big_smile

26

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Wielokropek napisał/a:

A jednak wakacje. big_smile big_smile big_smile

Pomimo szczerych chęci, nadal nie rozumiem Twojej wypowiedzi. Możesz, proszę, jaśniej napisać ?

27

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

Na koniec jeszcze, jak to typowa baba, zapytałam go, czy mógłby mi szczerze odpowiedzieć, czy po prostu stracił mną zainteresowanie, bo wtedy łatwiej byłoby mi dojść do siebie i to by mi bardzo pomogło w dalszej drodze. Powiedział, że nie. Pojechałam. Od tamtego czasu minął tydzień.
Jedyna moja reakcja, to brak reakcji - tego się nauczyłam z filmów na YT.

Jeśli to te same filmy, które mam na myśli, to zapewne dowiedziałaś się z nich również, ile czasu musi upłynąć, żeby móc w ogóle myśleć o podjęciu kroków czy rozmów na temat ewentualnego powrotu i co przez ten czas powinnaś robić. Nic. Kompletnie nic. Nie odzywasz się, nie dzwonisz, nie lajkujesz postów na fejsbuku, nie wysyłasz przypadkowo niby niechcący żadnych wiadomości, nie składasz życzeń, nie interesujesz się, nie wypytujesz o niego znajomych, znikasz z jego życia i przestajesz istnieć. Po prostu. W tak zwanym międzyczasie ustawiasz swoją matkę do pionu i zostaje Ci już tylko czekanie, aż facet ochłonie na tyle, że wróci mu myślenie, być może zacznie żałować i się zastanawiać czy aby na pewno podjął słuszną decyzję... tego nie mogę Ci zagwarantować, ale mogę to, że wszystko inne co w tej sprawie zrobisz, przyniesie dokładnie odwrotny skutek do tego, którego oczekujesz. Nie jestem przesadnie wrażliwym facetem, ale jakoś mnie poruszyła twoja historia, dlatego szczerze życzę Ci powodzenia i oby wszystko dobrze się skończyło. Nie spiesz się, nie podejmuj pochopnych kroków, nie spotykaj się z nikim, żeby wzbudzić jego zazdrość, nie rób głupstw mówiąc krótko. Jeśli oglądałaś te filmy uważnie, to wiesz, że musisz odczekać minimum 3 do nawet 6 miesięcy w absolutnej ciszy, nawet jeśli on zacznie zaczepiać Ciebie jakimiś "Hej co słychać" nie reagujesz. Nie jesteście już razem, nie masz wobec jego osoby absolutnie żadnych zobowiązań, żyjesz własnym życiem i własnymi sprawami.
Czy to wszystko jest dla Ciebie jasne i zrozumiałe? No. To od teraz zacznij się stosować i możesz odmaszerować wink

28 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-06-25 22:21:10)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Kobieto.

Nie wierzę że to prawda big_smile

Jakby nowo poznana kobieta na samym początku postawiła by mi takie ultimatum że mam unieważnić swoje małżeństwo to od razu bym zakończył taką relację.

Dla mnie unieważnienie małżeństwa to szczyt hipokryzji i udowodnienie wszystkim że jest się zwykłych hipokrytą i idiotą.
Widać dla wielu to nie problem ..

Moja kobieta wie że może jej zaoferować co najwyżej ślub cywilny.

Co napisać o takie "unieważnienie". Że było się chorym psychicznie i zostaliśmy siłą zmuszeni do ślubu. I nie wiedzieliśmy co czynimy i co robimy?
I że sex który uprawiało się latami z żoną to nie był sex tylko przypadkowo przez lata wielokrotnie przewracałem się na żonę i przypadkowo penis wchodził zawsze w pochwę żony big_smile
Ludzie. Trochę szacunku do siebie big_smile

Dla mnie osoba która ma unieważnione małżeństwo to zero moralne i jak dla mnie to zwykły zakłamany katolicki hipokryta ...
No chyba że wzorem "moralności" jest dla nich niejaki Kurski. On też sobie załatwił big_smile

A co do faceta. To jestem w szoku.

Inna rzecz 4 lata, zero sexu. Zero wspólnego mieszkania. Zero wspólnego spania. Mamusia która mówi co ma być a czego nie.

Gdybyście byli nastolatkami to może by to przeszło, ale u ludzi prawie 40-letnich ???

29

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

To jest niedorzeczne, co oboje odstawiacie w kwestii Waszego związku.
Albo chcecie być razem, albo nie.

30

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

Nie rozumiem, to sarkazm czy mówisz powaznie ?


Trochę nie rozumiem, czemu tak mnie traktujecie.
Przecież powieziałam mu nie dalej jak dwa mieisące temu, ze nawet jesli nie dostanie uniewazenienia to go nie zostawię.
tydzoeń po rozstaniu pojechałam do niego po pracy zeby mu powiedzieć, ze jest dla mnie najwazniejszy i ten koscielny sie nie liczy.
Co mam jeszcze zrobić?

Ty nawet nie wiesz co mu zrobiłaś.

31 Ostatnio edytowany przez Liyah (2023-06-25 22:42:48)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
klipozor napisał/a:
Liyah napisał/a:

Na koniec jeszcze, jak to typowa baba, zapytałam go, czy mógłby mi szczerze odpowiedzieć, czy po prostu stracił mną zainteresowanie, bo wtedy łatwiej byłoby mi dojść do siebie i to by mi bardzo pomogło w dalszej drodze. Powiedział, że nie. Pojechałam. Od tamtego czasu minął tydzień.
Jedyna moja reakcja, to brak reakcji - tego się nauczyłam z filmów na YT.

Jeśli to te same filmy, które mam na myśli, to zapewne dowiedziałaś się z nich również, ile czasu musi upłynąć, żeby móc w ogóle myśleć o podjęciu kroków czy rozmów na temat ewentualnego powrotu i co przez ten czas powinnaś robić. Nic. Kompletnie nic. Nie odzywasz się, nie dzwonisz, nie lajkujesz postów na fejsbuku, nie wysyłasz przypadkowo niby niechcący żadnych wiadomości, nie składasz życzeń, nie interesujesz się, nie wypytujesz o niego znajomych, znikasz z jego życia i przestajesz istnieć. Po prostu. W tak zwanym międzyczasie ustawiasz swoją matkę do pionu i zostaje Ci już tylko czekanie, aż facet ochłonie na tyle, że wróci mu myślenie, być może zacznie żałować i się zastanawiać czy aby na pewno podjął słuszną decyzję... tego nie mogę Ci zagwarantować, ale mogę to, że wszystko inne co w tej sprawie zrobisz, przyniesie dokładnie odwrotny skutek do tego, którego oczekujesz. Nie jestem przesadnie wrażliwym facetem, ale jakoś mnie poruszyła twoja historia, dlatego szczerze życzę Ci powodzenia i oby wszystko dobrze się skończyło. Nie spiesz się, nie podejmuj pochopnych kroków, nie spotykaj się z nikim, żeby wzbudzić jego zazdrość, nie rób głupstw mówiąc krótko. Jeśli oglądałaś te filmy uważnie, to wiesz, że musisz odczekać minimum 3 do nawet 6 miesięcy w absolutnej ciszy, nawet jeśli on zacznie zaczepiać Ciebie jakimiś "Hej co słychać" nie reagujesz. Nie jesteście już razem, nie masz wobec jego osoby absolutnie żadnych zobowiązań, żyjesz własnym życiem i własnymi sprawami.
Czy to wszystko jest dla Ciebie jasne i zrozumiałe? No. To od teraz zacznij się stosować i możesz odmaszerować wink

Tak, to te same, ale nie wiem ile w nich prawdy. Natomiast tyle, ile nauczyłam się od niego, to właśnie im bardziej naciskałam, żeby czegoś się dowiedzieć, tym bardziej on się wycofywał.
Z nikim nie będę się spotykać. Miałam za sobą 4 posrane związki i to był pierwszy, normalny facet w moim życiu. I chyba pierwszy, na którym napradę mi zależało. Inny facetw ogóle nie wchodzi w grę. Ja jestem takim typem, że podejrzewam, że mam z głowy facetów na najbliższę 3 lata i mówię tutaj poważnie.

Jeśli mam nie reagować na ewentualny kontakt z jego strony, to w jaki sposób mielibyśmy ewentualnie zejść, jeśli nie odpowiem? To jest ten element, którego nie rozumiem.

Dziękuję za dobre slowo. Czuję się tutaj, jakbym była psychiczna.

32

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Kaszpir007 napisał/a:

Kobieto.

Nie wierzę że to prawda big_smile

Jakby nowo poznana kobieta na samym początku postawiła by mi takie ultimatum że mam unieważnić swoje małżeństwo to od razu bym zakończył taką relację.

hola. To nie było żadne ultimatum. Zapytałam go, czy wie że w ogóle jest cos takiego. Nie wiedział. Powiedziałam mu, ze może spróbować to zrobić, żeby miec czystą kartę. I w żarcie dodałam, że nawet jak nam nie wyjdzie to kiedyś może mu się to przyda. Nie było żadnego ultimatum. On był zaskoczony, bo nawet nie wiedział, że jest taka możliwość. I po prostu złożył papiery.

Kaszpir007 napisał/a:

Co napisać o takie "unieważnienie". Że było się chorym psychicznie i zostaliśmy siłą zmuszeni do ślubu. I nie wiedzieliśmy co czynimy i co robimy?
I że sex który uprawiało się latami z żoną to nie był sex tylko przypadkowo przez lata wielokrotnie przewracałem się na żonę i przypadkowo penis wchodził zawsze w pochwę żony big_smile
Ludzie. Trochę szacunku do siebie big_smile

Dla mnie osoba która ma unieważnione małżeństwo to zero moralne i jak dla mnie to zwykły zakłamany katolicki hipokryta ...
No chyba że wzorem "moralności" jest dla nich niejaki Kurski. On też sobie załatwił big_smile

Akurat jego żonka była z biednej alkoholowej rodziny i pewnie wywęszyła że ma dobrą okazję uciec do Anglii. Bo on już był parę lat w UK. Przed ślubem było super, miała być rodzina i wszystko. Po ślubiei wyjeździe do UK juz się jej dzieci odechciało, i z tego co wiem, nie pozwalala mu sie zbliżać bez zabezpieczenia do siebie. A po paru latach upolowała bogatego angola na stanowisku i tak się zakończyło małżeństwo. Chora może nie była. Ale niedojrzała i być moze symulowała.

33

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Farmer napisał/a:
Liyah napisał/a:

Nie rozumiem, to sarkazm czy mówisz powaznie ?


Trochę nie rozumiem, czemu tak mnie traktujecie.
Przecież powieziałam mu nie dalej jak dwa mieisące temu, ze nawet jesli nie dostanie uniewazenienia to go nie zostawię.
tydzoeń po rozstaniu pojechałam do niego po pracy zeby mu powiedzieć, ze jest dla mnie najwazniejszy i ten koscielny sie nie liczy.
Co mam jeszcze zrobić?

Ty nawet nie wiesz co mu zrobiłaś.

Nie wiem, bo nigdy mu nie postawiłam warunku ze albo będzie slub koscielny albo sie rozchodzimy.
Poza tym, nie kazalam mu robic uniewaznienia, tylko powiedzialam, ze jest taka mozliwość i jak chce moze sprobowac, zeby miec czystą kartę na przyszłość. Wspomnialam też, że slub koscielny jest wazny i jak byla by mozliwość to bym chciala. Jestem wierząca.

Wszsycy jeździecie po mnie, a przepraszam bardzo, jego zachowanie jest ok? Nawet mie nie powiedział ze dostał decyzje, oszukiwał mnie 2 tygodnie, Na co czekał? Dorosły człowiek chyba powinien rozmawiac o takich rzeczach? Jak chcialam rozmawiac to od razu odchodzil, bo on sie nie bedzie kłócił.  O jakim dialogu i porozumieniu tutaj mogę mówić? Nawet nie przerobił poprzedniego rozwodu, co było ewidentnie widać po jego emocjach w stosunku do ex, choć minęło 5 lat.

34

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
adela 07 napisał/a:

To jest niedorzeczne, co oboje odstawiacie w kwestii Waszego związku.
Albo chcecie być razem, albo nie.

Ja chcę, a on odwala jakiś cyrk. Zero rozmowy, ściana, własna decyzja., milczenie. Jego sposób na problemy.

35 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-06-25 22:56:41)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

To znaczy, jak sugeruje Kaszpir, nie było seksu!? No nie, skoro relację nazywa się związkiem, to musi być seks.

Co do Twojej ostatniej deklaracji, że już nie zależy Ci na ślubie kościelnym była o wiele za późno.
Bez sensu ciągał się po urzędach z tym unieważnieniem, on i Ty powinniście to wiedzieć. Ty miałaś tak zamydlone oczy tym ślubem, że wierzyłaś chyba w cud.

On mówił, że zrobił to dla Twojego dobra i tak jest, bo nie chce, żebyś zerwała relację z matką, a tak by musiało być, jakbyście nie mieli tego ślubu.

On miał prawo podjąć decyzję o rozstaniu, do tego z reguły zawsze podejmuje ją jedna strona, a drugiej pozostaje się dostosować

36

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
wieka napisał/a:

To znaczy, jak sugeruje Kaszpir, nie było seksu!? No nie, skoro relację nazywa się związkiem, to musi być seks.

Co do Twojej ostatniej deklaracji, że już nie zależy Ci na ślubie kościelnym była o wiele za późno.
Bez sensu ciągał się po urzędach z tym unieważnieniem, on i Ty powinniście to wiedzieć. Ty miałaś tak zamydlone oczy tym ślubem, że wierzyłaś chyba w cud.

On mówił, że zrobił to dla Twojego dobra i tak jest, bo nie chce, żebyś zerwała relację z matką, a tak by musiało być, jakbyście nie mieli tego ślubu.

On miał prawo podjąć decyzję o rozstaniu, do tego z reguły zawsze podejmuje ją jedna strona, a drugiej pozostaje się dostosować

Dobrze, tylko nie rozumiem - on się wiąże ze mną czy z moją matką? Ja nie z matką będę iść przez życie (i nawet nie chcę), tylko z nim.

Seks był na początku, ale srednio to szło bo bylam po zlamaniu kregolsupa, mialam sruby i plyty w plecach. Ogolnie mialam straszne problemy ze zdrowiem. Mielismy inne formy zblizeń i było super. . Sruby wyciagnelam w tym roku w styczniu, popilam trochę ziol od lekarzy i zaczelam sie czuc fantastycznie.
Sama juz w tym roku zaczelam myslec o tym, ze wkurza mnie takie jezdzenie na weekendy, chce czegos wiecej, chce tez  seksu i wszystkiego tego, czego nie mialam przez te lata. Miedzy nami bylo zajebiscie. Nawet stanal w mojej obronie przed jego matka w kwietniu. Bylam z niego taka dumna.
I wszystko się posypalo, jak dostal te decyje. Jakby byl zaprogramowany po prostu.

37

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Farmer napisał/a:

Tytuł bardzo dobrze to określił: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Rozwiązanie jest gotowe, ale na to nie pójdziesz i on o tym wie.

Misja trwa?;)

38

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Sorry, ale sama zrobiłaś z siebie hipokrytkę, taka jesteś wierząca, to seksu jednak nie powinno być big_smile

Mogłaś pomyśleć dwa lata temu, żeby się wyprowadzić od rodziców i zamieszkać razem.

Zrozum, on wiedział, że ta decyzja będzie gwoździem do trumny... Ja też to wiem.
I nie da się żyć z Tobą normalnie bez tego ślubu, bo matka się odwróci od Ciebie, a on nie chciał wchodzić między wódkę a zakąskę.

Cały ten czas świadczy o tym, że nie byłaś gotowa i nigdy nie będziesz na  zerwanie relacji z matką, bo to Ciebie też by wykończyło psychicznie, więc podjął słuszną decyzję.
Tak, to jest dla Twojego dobra, chyba to rozumiesz.

Ciekawa jestem czy wyjedziesz i teraz zostawisz swoje m3, wątpię, jak nie zrobiłaś tego, jak była taka potrzeba... to jej nie widziałaś.
Teraz jak nie ma, to kozaczysz big_smile

39

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Nawet nie odniosłas się do mojego postu.

Jak oceniasz swoją relację z matką?

40

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
wieka napisał/a:

Sorry, ale sama zrobiłaś z siebie hipokrytkę, taka jesteś wierząca, to seksu jednak nie powinno być big_smile

Mogłaś pomyśleć dwa lata temu, żeby się wyprowadzić od rodziców i zamieszkać razem.

Zrozum, on wiedział, że ta decyzja będzie gwoździem do trumny... Ja też to wiem.
I nie da się żyć z Tobą normalnie bez tego ślubu, bo matka się odwróci od Ciebie, a on nie chciał wchodzić między wódkę a zakąskę.

Cały ten czas świadczy o tym, że nie byłaś gotowa i nigdy nie będziesz na  zerwanie relacji z matką, bo to Ciebie też by wykończyło psychicznie, więc podjął słuszną decyzję.
Tak, to jest dla Twojego dobra, chyba to rozumiesz.

Ciekawa jestem czy wyjedziesz i teraz zostawisz swoje m3, wątpię, jak nie zrobiłaś tego, jak była taka potrzeba... to jej nie widziałaś.
Teraz jak nie ma, to kozaczysz big_smile

A gdzie mialam wyjezdzać? Do niego na wieś i mieszkać z jego matką przez tydzień? On zjeżdzał do domu tylko na weekendy i na weekendach sie spotykalismy. Ja chcialam, zebysmhy mieszkali gdzies razem, bez obecnosci mojej i jego matki. Ale on sie przykleił do swojego domu na wsi z mamusia jak rzep. Sam sobie ubzdurał kolejny szlachetny cel, czyli mieszkanie w rodzinnym domu i pomoc mamie, bo jest starsza, ale ciagle rzuca metrowkami drzewa w lesie i pobiła by niejedną z Was.

Wiec nie mówcie mi o moim przywiązaniu do matki, bo ja gotowa byłam zamieszkać sama z nim ale on nie był gotowy zostawic mamusi i domu na wsi. Ja mialam przyjść i mieszkać z jego mamusią w radosnym trójkącie.
Nie wiem kto jest bardziej uzlaeżniony od swojego rodzinnego domu. Ja czy on?
A o propozycji wspolnego wyjazdu za granicę, już nie wspomnę. Nie, bo on musi na miejscu być.

41

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
CatLady napisał/a:

Nawet nie odniosłas się do mojego postu.

Jak oceniasz swoją relację z matką?

Przeprasam, nie zauważylam. Z perspektywy czasu, zorietnowałam się, że matka wyrządziła mi dużo krzywdy. Ale takiej krzywdy w białych rękawiczkach. Dzieciństwo niby wspominam jako szczesliwe, ale jakby się skupić na ciągłym poniżaniu, porównywaniu, obrażaniu, podnoszeniu poprzeczki, wyśmiewaniu - to chyba jednak takie nie było.  Bylam takim niewolniekim, poslusznym dzieckiem. Na studiach poszlam na 2 lata do akademika - tam odzylam. Jak wrocilam do domu, uslyszalam, ze najgorsza rzecza jaka zrobilismy jako rodzice to wyslanie Cie do akadmika, bo wrocilas i juz nie jestes sobą (czy. niewolnikiem ktorym mozna pomiatać).

Ostatnie lata - jest dobrze, dopóki matka się nie wtrąca. Czasem zejdę na dół i z nią pogadam. Od 3 lat zaczęła się mega dużo modlić. Zaczeło mnie to bardzo irytować, bo czasem czlowiek chce zamienic dwa slowa, to nie, bo sie modli i teraz nie bedzie rozmawiac. Co zejdę, to się modli.  Nie zgadzam się z nią w wielu kwestiach.
Nie pozwalam żeby wchodziła mi na głowę, kłócę się z nią czasami niemiłosiernie i nie mam zahamowań żeby powiedzieć coś naprawdę ostrego. Mieszkam tu z nimi, z powodów czysto ekonomicznych.
Gdybym mogła i było mnie stać, mieszkałabym gdzie indziej.

Kiedy podchodzi do mnie w ostatnich dniach, próbując - pewnie w jej mniemaniu - mnie pocieszyć hasłem: po co tyle płaczesz, nie masz za kim, dobrze sie stało - to mam ochotę udusić ją gołym rękami.

42

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

Jeśli mam nie reagować na ewentualny kontakt z jego strony, to w jaki sposób mielibyśmy ewentualnie zejść, jeśli nie odpowiem? To jest ten element, którego nie rozumiem.

Dziękuję za dobre slowo. Czuję się tutaj, jakbym była psychiczna.

No trochę jesteś, ale chyba w końcu zrozumiałaś, że jeśli chcesz z nim być, to musisz pewne rzeczy zmienić. Będzie dobrze.
Byli partnerzy, zwłaszcza ci, którzy odeszli, a nie byli zostawieni, po jakimś czasie szukają potwierdzenia, że jeszcze o nich myślisz, że siedzą w twojej głowie, że tęsknisz, że czekasz, że w razie gdyby coś, to mają otwartą drogę powrotu. Wysyłają wtedy na przykład wiadomość "No hej, co tam słychać" oczekując, że posikasz się ze szczęścia i z radością będziesz odpisywać w nadziei, że on coś zrozumiał i dlatego się odzywa, a tymczasem kiedy już się upewni, że dalej ma Ciebie na emocjonalnej smyczy i nie ruszyłaś naprzód, tylko siedzisz tam i czekasz... któregoś dnia przestanie się odzywać. Po prostu. I sytuacja będzie się powtarzać dopóki albo on, albo Ty, kogoś sobie nie znajdziecie, co w twoim przypadku może potrwać bardzo długo, bo prawie zawsze ten porzucany cierpi mocniej i dłużej żyje nadzieją, że może jeszcze...
Reasumując - nie odpisujesz na takie zaczepki, ani na żadne inne treści, które nie będą jasną i klarowną propozycją lub pytaniem o możliwość powrotu. Nie spotkania na kawę pogada, tylko powrotu do siebie po przerwie. Dopiero wtedy wolno Ci się do niego odezwać i jest jakaś szansa, że to może się jeszcze udać.

43

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:
wieka napisał/a:

Sorry, ale sama zrobiłaś z siebie hipokrytkę, taka jesteś wierząca, to seksu jednak nie powinno być big_smile

Mogłaś pomyśleć dwa lata temu, żeby się wyprowadzić od rodziców i zamieszkać razem.

Zrozum, on wiedział, że ta decyzja będzie gwoździem do trumny... Ja też to wiem.
I nie da się żyć z Tobą normalnie bez tego ślubu, bo matka się odwróci od Ciebie, a on nie chciał wchodzić między wódkę a zakąskę.

Cały ten czas świadczy o tym, że nie byłaś gotowa i nigdy nie będziesz na  zerwanie relacji z matką, bo to Ciebie też by wykończyło psychicznie, więc podjął słuszną decyzję.
Tak, to jest dla Twojego dobra, chyba to rozumiesz.

Ciekawa jestem czy wyjedziesz i teraz zostawisz swoje m3, wątpię, jak nie zrobiłaś tego, jak była taka potrzeba... to jej nie widziałaś.
Teraz jak nie ma, to kozaczysz big_smile

A gdzie mialam wyjezdzać? Do niego na wieś i mieszkać z jego matką przez tydzień? On zjeżdzał do domu tylko na weekendy i na weekendach sie spotykalismy. Ja chcialam, zebysmhy mieszkali gdzies razem, bez obecnosci mojej i jego matki. Ale on sie przykleił do swojego domu na wsi z mamusia jak rzep. Sam sobie ubzdurał kolejny szlachetny cel, czyli mieszkanie w rodzinnym domu i pomoc mamie, bo jest starsza, ale ciagle rzuca metrowkami drzewa w lesie i pobiła by niejedną z Was.

Wiec nie mówcie mi o moim przywiązaniu do matki, bo ja gotowa byłam zamieszkać sama z nim ale on nie był gotowy zostawic mamusi i domu na wsi. Ja mialam przyjść i mieszkać z jego mamusią w radosnym trójkącie.
Nie wiem kto jest bardziej uzlaeżniony od swojego rodzinnego domu. Ja czy on?
A o propozycji wspolnego wyjazdu za granicę, już nie wspomnę. Nie, bo on musi na miejscu być.

Nie zrozumiałaś, ja mówiłam o wyjeździe za granicę.

Nic wcześniej nie pisałaś, by on chciał , żebyście zamieszkali u jego matki i nie widzi innej opcji.

A to też oznacza, żebyście nie mogli być razem.
Tak czy tak wasze drogi się rozchodzą i nie ma do czego wracać.

44

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Żeby nie dostać unieważnienia w sytuacji braku dzieci, to trzeba się postarać. Unieważniają za mniejsze rzeczy bez problemu. Tak naprawdę, niezależnie od sytuacji, unieważnienie jest jedynie kwestią wysokości datku.

Generalnie, cała sytuacja jest absurdalna. Fanatyzm ryje dekiel srogo i takie są tego efekty. Dobrze, że facet odszedł. W razie czego, to tutaj na forum są wolni i wciąż nieskalani 30+. Można przebierać. Co prawda to jak wybieranie zgniłych śliwek w intencji "aby się sraki nie dostało", ale przynajmniej jest ten dreszczyk emocji.

45

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Jack Sparrow napisał/a:

Żeby nie dostać unieważnienia w sytuacji braku dzieci, to trzeba się postarać. Unieważniają za mniejsze rzeczy bez problemu. Tak naprawdę, niezależnie od sytuacji, unieważnienie jest jedynie kwestią wysokości datku.

Nie do końca, nie znasz tematu. Żeby dać datek, to trzeba mieć wolne 30 tyś, i znajomości.

Jack Sparrow napisał/a:

Generalnie, cała sytuacja jest absurdalna. Fanatyzm ryje dekiel srogo i takie są tego efekty. Dobrze, że facet odszedł. W razie czego, to tutaj na forum są wolni i wciąż nieskalani 30+. Można przebierać. Co prawda to jak wybieranie zgniłych śliwek w intencji "aby się sraki nie dostało", ale przynajmniej jest ten dreszczyk emocji.

Złośliwości pozostaw dla siebie.

46

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Jack Sparrow napisał/a:

Żeby nie dostać unieważnienia w sytuacji braku dzieci, to trzeba się postarać. Unieważniają za mniejsze rzeczy bez problemu. Tak naprawdę, niezależnie od sytuacji, unieważnienie jest jedynie kwestią wysokości datku.
.

To po co takie unieważnienie!? Obłuda, "pasterze", coraz bardziej schodzą na psy tongue
To co zrobiono dla prezesa tv, zakrawa na pomstę do nieba...Powinni zmienić przysięgę małżeńską... Kto to w końcu złącza, a kto i kiedy rozłącza...

Wierzący po takim unieważnieniu, sami nie powinnni brać ślubu kościelnego z takim rozwiedzionym osobnikiem... Matce jakoś fikcyjny rozwód kościelny by nie przeszkadzał...

47

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Żeby nie dostać unieważnienia w sytuacji braku dzieci, to trzeba się postarać. Unieważniają za mniejsze rzeczy bez problemu. Tak naprawdę, niezależnie od sytuacji, unieważnienie jest jedynie kwestią wysokości datku.

Nie do końca, nie znasz tematu. Żeby dać datek, to trzeba mieć wolne 30 tyś, i znajomości.

Weź mnie z tymi znajomościami nie rozśmieszaj. To jest normalna firma. Każda parafia ma swoje nieformalne stawki za usługi.



Jack Sparrow napisał/a:

Generalnie, cała sytuacja jest absurdalna. Fanatyzm ryje dekiel srogo i takie są tego efekty. Dobrze, że facet odszedł. W razie czego, to tutaj na forum są wolni i wciąż nieskalani 30+. Można przebierać. Co prawda to jak wybieranie zgniłych śliwek w intencji "aby się sraki nie dostało", ale przynajmniej jest ten dreszczyk emocji.

Złośliwości pozostaw dla siebie.

To nie złośliwości, tylko obiektywna prawda. Ładowanie się w związek z tobą lub z jednym z tutejszych inceli to przypomina właśnie taką sytuację.

48

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Żeby nie dostać unieważnienia w sytuacji braku dzieci, to trzeba się postarać. Unieważniają za mniejsze rzeczy bez problemu. Tak naprawdę, niezależnie od sytuacji, unieważnienie jest jedynie kwestią wysokości datku.
.

To po co takie unieważnienie!? Obłuda, "pasterze", coraz bardziej schodzą na psy tongue
To co zrobiono dla prezesa tv, zakrawa na pomstę do nieba...Powinni zmienić przysięgę małżeńską... Kto to w końcu złącza, a kto i kiedy rozłącza...

Wierzący po takim unieważnieniu, sami nie powinnni brać ślubu kościelnego z takim rozwiedzionym osobnikiem... Matce jakoś fikcyjny rozwód kościelny by nie przeszkadzał...

Fanatycy tak mają. Nic nie poradzisz. Mnie to zawsze bawiło szczerze mówiąc, a znałem nie jedną taką osobę. Święte oburzenie, że sklepy w niedziele otwarte, ale jednocześnie sami w taką niedzielę łażą po browarka do Żabki, bo "dzień święty trzeba święcić". Albo wiadomo, że przecież jak się mija kapliczkę, kościół czy cmentarz, to trzeba się przeżegnać. Chuj, że to wypada po drodze do kochanka, ale przeżegać się trzeba, bo inaczej to przecież grzech. To, jakich gimnastyk moralnych tacy fanatycy religijni robią, to jest tak absurdalne, ze jedyne co pozostaje, to niemy podziw.

49

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Jack Sparrow napisał/a:

Weź mnie z tymi znajomościami nie rozśmieszaj. To jest normalna firma. Każda parafia ma swoje nieformalne stawki za usługi.

Parafia?? Właśnie widze, jak znasz temat. Tego się nie robi w parafii tylko w Kurii. Próbowaliśmy załatwaić jakieś kontakty, ale nic nie udało sie nam wykminić. Nie mieliśmy wtyków po prostu.



Jack Sparrow napisał/a:

To nie złośliwości, tylko obiektywna prawda. Ładowanie się w związek z tobą lub z jednym z tutejszych inceli to przypomina właśnie taką sytuację.

Nie jestem żadnym fanatykiem. Nie obrażaj mnie. Co w tym złego, że chciałam ślub kościelny? Obydwoje jesteśmy takiej a nie innej wiary. Ja nikomu nie stawiałam żadnego ultimatum. Widocznie on sam sobie nabrał do glowy. A rozmawiać o trudnych tematach nigdy nie chciał, bo "na weekendzie to on chce odpoczać a nie się kłócić". Dla niego rozpatrzenie choćby trudnej kwestii to była "kłótnia". To jak miałam z nim rozmawiać? Powiedziałam mu 2 miesiące temu, że jak nie dostanie unieważnienia to trudno, nie zostawię go. Gdzie jest mój fanatyzm ?

50

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

Nie jestem żadnym fanatykiem. Nie obrażaj mnie. Co w tym złego, że chciałam ślub kościelny? Obydwoje jesteśmy takiej a nie innej wiary. Ja nikomu nie stawiałam żadnego ultimatum. Widocznie on sam sobie nabrał do glowy. A rozmawiać o trudnych tematach nigdy nie chciał, bo "na weekendzie to on chce odpoczać a nie się kłócić". Dla niego rozpatrzenie choćby trudnej kwestii to była "kłótnia". To jak miałam z nim rozmawiać? Powiedziałam mu 2 miesiące temu, że jak nie dostanie unieważnienia to trudno, nie zostawię go. Gdzie jest mój fanatyzm ?

Skoro jasno mu powiedziałaś, jak się sprawy mają, to jak to się ma do tytułu Twojego wątku. Strasznie kluczysz, mieszasz, zmieniasz wersje i zeznania, gubisz się w tym, co piszesz.

Jeśli rzeczywiście wciąż się kłóciliście, czy też facet Wasze rozmowy odbierał jako kłonie, to może zwyczajnie wylogował się ze związku z Tobą a Ty tylko szukasz drugiego dnia i gubisz się we własnych myślach, bo nie chcesz przyjąć prawdy i wolisz sobie dopisywać dramatyczne powody?

51

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Żeby nie dostać unieważnienia w sytuacji braku dzieci, to trzeba się postarać. Unieważniają za mniejsze rzeczy bez problemu. Tak naprawdę, niezależnie od sytuacji, unieważnienie jest jedynie kwestią wysokości datku.
.

To po co takie unieważnienie!? Obłuda, "pasterze", coraz bardziej schodzą na psy tongue
To co zrobiono dla prezesa tv, zakrawa na pomstę do nieba...Powinni zmienić przysięgę małżeńską... Kto to w końcu złącza, a kto i kiedy rozłącza...

Wierzący po takim unieważnieniu, sami nie powinnni brać ślubu kościelnego z takim rozwiedzionym osobnikiem... Matce jakoś fikcyjny rozwód kościelny by nie przeszkadzał...

Sorry, ale mnie też to bulwersuje. Kurski, Pazura - 3 malzenstwa uniweaznione. A zwykly czlowiek chce unieważnić to nie dostanie bo nie posmarowal.
Duzo mialam pytan w głowie przez tę całą sytuację, dużo rzeczy mi się nie zgadza. Dlatego powiedziałam mu, że jeśli się nie uda to trudno.
Mowicie ze jestem zalezna od matki, ale to nie prawda. Wiedzialam, ze matka dozna szoku jak sie dowie. Wiedzialam, ze nie bedzie sie mogla pogodzic z tym. Ze bedzie mowić, ze to wstyd na całą rodzinę. I wiecie co ? Miałam to w dupie. gdyby zerwała kontkaty to trudno. Ale podejrzewam że z czasem musiałaby to zaakceptować. Mnie nie interesowało jej zdanie. Chciałam być z nim pomimo wszystko. Ale widać on sobie nabrał do głowy. Skąd mogłam wiedziec, skoto ze mną nie rozmawiał i totalnie zamknął się w swojej skorupie? Dodatkowo od 1,5 roku ma pracę, która dojeżdża go psychicznie, ale też nic z tym nie robił, "bo gdzie on tyle kasy zarobi".

W takim razie każdy, kto bierze ślub w kościele jest religijnym fanatykiem? Dobrze wiedzieć, jakie macie kreyteria oceny ludzi.

52

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

Parafia?? Właśnie widze, jak znasz temat. Tego się nie robi w parafii tylko w Kurii. Próbowaliśmy załatwaić jakieś kontakty, ale nic nie udało sie nam wykminić. Nie mieliśmy wtyków po prostu.

Tak, pisałem o parafii w kontekście cennika. Unieważnienie ślubu kościelnego osiąga się w sądzie kościelnym, a reguły gry dla każdego z 40stu takich sądów w Polsce ustalają biskupi według własnych widzi mi się. PO prostu weźcie dobrego adwokata kościelnego i niech załatwi sprawę za was.


Nie jestem żadnym fanatykiem. Nie obrażaj mnie. Co w tym złego, że chciałam ślub kościelny? Obydwoje jesteśmy takiej a nie innej wiary. Ja nikomu nie stawiałam żadnego ultimatum. Widocznie on sam sobie nabrał do glowy. A rozmawiać o trudnych tematach nigdy nie chciał, bo "na weekendzie to on chce odpoczać a nie się kłócić". Dla niego rozpatrzenie choćby trudnej kwestii to była "kłótnia". To jak miałam z nim rozmawiać? Powiedziałam mu 2 miesiące temu, że jak nie dostanie unieważnienia to trudno, nie zostawię go. Gdzie jest mój fanatyzm ?

Wszędzie jest widoczny, tak samo jak twoje uzależnienie od mamusi.

53 Ostatnio edytowany przez Legat (2023-06-26 11:45:47)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
wieka napisał/a:

To po co takie unieważnienie!? Obłuda, "pasterze", coraz bardziej schodzą na psy tongue
To co zrobiono dla prezesa tv, zakrawa na pomstę do nieba...Powinni zmienić przysięgę małżeńską... Kto to w końcu złącza, a kto i kiedy rozłącza...

Wierzący po takim unieważnieniu, sami nie powinnni brać ślubu kościelnego z takim rozwiedzionym osobnikiem... Matce jakoś fikcyjny rozwód kościelny by nie przeszkadzał...

Fajnie tak stanąć sobie z boku i pojechać. smile Unieważnienie, to nie rozwód, ale co tam. Przecież ciebie to nie obchodzi.

Liyah napisał/a:

W takim razie każdy, kto bierze ślub w kościele jest religijnym fanatykiem?

Każdy ma swój punkt widzenia.

54

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

Dodatkowo od 1,5 roku ma pracę, która dojeżdża go psychicznie, ale też nic z tym nie robił, "bo gdzie on tyle kasy zarobi".

No to albo was nie stać na dobrego prawnika i unieważnienie, albo jednak typ dobrze zarabia.

Albo cie nie obchodzi matka i jej zdanie, albo jednak kierujesz się w życiu jej oczekiwaniami, tak jak to w pierwszym poście pisałaś.

Masz jakieś rozdwojenie jaźni, czy coś?

Zaczyna mnie to nie dziwić, że facet dał dyla....

55 Ostatnio edytowany przez Liyah (2023-06-26 11:57:09)

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
MagdaLena1111 napisał/a:
Liyah napisał/a:

Nie jestem żadnym fanatykiem. Nie obrażaj mnie. Co w tym złego, że chciałam ślub kościelny? Obydwoje jesteśmy takiej a nie innej wiary. Ja nikomu nie stawiałam żadnego ultimatum. Widocznie on sam sobie nabrał do glowy. A rozmawiać o trudnych tematach nigdy nie chciał, bo "na weekendzie to on chce odpoczać a nie się kłócić". Dla niego rozpatrzenie choćby trudnej kwestii to była "kłótnia". To jak miałam z nim rozmawiać? Powiedziałam mu 2 miesiące temu, że jak nie dostanie unieważnienia to trudno, nie zostawię go. Gdzie jest mój fanatyzm ?

Skoro jasno mu powiedziałaś, jak się sprawy mają, to jak to się ma do tytułu Twojego wątku. Strasznie kluczysz, mieszasz, zmieniasz wersje i zeznania, gubisz się w tym, co piszesz.

Jeśli rzeczywiście wciąż się kłóciliście, czy też facet Wasze rozmowy odbierał jako kłonie, to może zwyczajnie wylogował się ze związku z Tobą a Ty tylko szukasz drugiego dnia i gubisz się we własnych myślach, bo nie chcesz przyjąć prawdy i wolisz sobie dopisywać dramatyczne powody?

W niczym sie nie gubię i w niczym nie klucze. Historią na górze to jest mega wielki skrót. My przez te 4 lata w ogole się nie kłóciliśmy, ale on ma tendencje do uciekania jeśli jest trudna sytuacja. Woli nie rozmawiać i myśli, że jakoś się to rozejdzie.
Powiedziałam mu to, że go nie zostawię i myślałam, że jest ok. Nawet poczułam ulgę, że mi powiedział, że ma takie obawy. On też chyba poczuał ulgę, bo wtedy przyszedł do mnie i powiedział mi, ze w tym pokoju mozemy zrobić sypialnie a w tamtym kuchnię. Jakby na chwilę się odblokował. Od tamtego momentu było nawet lepiej niż dobrze. Minął może miesiąc.
Wiesz jak zareagowal, jak dostał decyzje? Nie odzywał sie do mnie tydzień czasu. Kompletnie. Nie wiedziałam co się dzieje. Po tygodniu odezwal sie jakby nigdy nic, ja nawet nie pytalam, bo wiedzialam ze mi nie powie. I potem było niby ok, ale widziałam jakieś dziwne napięcie u niego. 2 tygodnie później znalazłam list z kurii w jego pokoju, zobaczylam date i juz wiedzialam, dlaczego sie nie odzywal. Mielił w umysle, przez tydzień czasu, co ma zrobić. Jak sprawa się wydała, to dopiero był problem z komunikacją. Wtedy to nawet ja miałam problem, żeby cokolwiek powiedzieć. On tylko wydukał, że starzy wyrzeknął się mnie i tyle. Jedyne co powiedzialam wtedy, to że gada głupoty.

No ma się tak do tytulu, że rozstalismy sie przez to gówno. Bo przecież nie przez to, bo się odkochał. Szaleliśmy za sobą do samego końca. Może on byl trochę przygaszony pracą i chciał ją rzucić, ale między nami było ok. Chociaż przyznaję, że przez to, ze nie chciał rozmawiać co go gryzie to czułam się trochę opszuczona i doskwierało mi to mocno.

56

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Jack Sparrow napisał/a:
Liyah napisał/a:

Dodatkowo od 1,5 roku ma pracę, która dojeżdża go psychicznie, ale też nic z tym nie robił, "bo gdzie on tyle kasy zarobi".

No to albo was nie stać na dobrego prawnika i unieważnienie, albo jednak typ dobrze zarabia.

Albo cie nie obchodzi matka i jej zdanie, albo jednak kierujesz się w życiu jej oczekiwaniami, tak jak to w pierwszym poście pisałaś.

Masz jakieś rozdwojenie jaźni, czy coś?

Zaczyna mnie to nie dziwić, że facet dał dyla....

W ktorym miejscu napiwsalam, ze kieruje sie oczekiwaniami matki ? Pokaż mi, nigdzie tak nie napisałam.

57

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Jack Sparrow napisał/a:
Liyah napisał/a:

Dodatkowo od 1,5 roku ma pracę, która dojeżdża go psychicznie, ale też nic z tym nie robił, "bo gdzie on tyle kasy zarobi".

No to albo was nie stać na dobrego prawnika i unieważnienie, albo jednak typ dobrze zarabia.

Albo cie nie obchodzi matka i jej zdanie, albo jednak kierujesz się w życiu jej oczekiwaniami, tak jak to w pierwszym poście pisałaś.

Masz jakieś rozdwojenie jaźni, czy coś?

Zaczyna mnie to nie dziwić, że facet dał dyla....

Nie wziął prawnika i tyle, myślał, ze sam to ogarnie. Mial jakiegoś "znajomego księdza", który pomógl mu to napisać. Jak wrócił do polski, to zarabiał 2700 na rekę, w 2020r. To chyba nie są kokosy.
Teraz jeździ na tirach, od 2 lat, zarabia 5500. czy to jest dobrze? Zależy od perspektywy. Na wsi zabitej dechami to dużo, dla takiego Warszawiaka nie warte wstawania z łóżka.

Nie wiem czego nie rozumiesz. Co mnie obchodzi moja matka ? Jesten wyznania rzymskokatolickiego i chcialam wziać ślub. Nie dało się, to trudno. Masz problem z rozumieniem tekstu czytanego ?

58

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Liyah napisał/a:

Nie jestem żadnym fanatykiem. Nie obrażaj mnie. Co w tym złego, że chciałam ślub kościelny? Obydwoje jesteśmy takiej a nie innej wiary. Ja nikomu nie stawiałam żadnego ultimatum. Widocznie on sam sobie nabrał do glowy. A rozmawiać o trudnych tematach nigdy nie chciał, bo "na weekendzie to on chce odpoczać a nie się kłócić". Dla niego rozpatrzenie choćby trudnej kwestii to była "kłótnia". To jak miałam z nim rozmawiać? Powiedziałam mu 2 miesiące temu, że jak nie dostanie unieważnienia to trudno, nie zostawię go. Gdzie jest mój fanatyzm ?

Skoro jasno mu powiedziałaś, jak się sprawy mają, to jak to się ma do tytułu Twojego wątku. Strasznie kluczysz, mieszasz, zmieniasz wersje i zeznania, gubisz się w tym, co piszesz.

Jeśli rzeczywiście wciąż się kłóciliście, czy też facet Wasze rozmowy odbierał jako kłonie, to może zwyczajnie wylogował się ze związku z Tobą a Ty tylko szukasz drugiego dnia i gubisz się we własnych myślach, bo nie chcesz przyjąć prawdy i wolisz sobie dopisywać dramatyczne powody?

W niczym sie nie gubię i w niczym nie klucze. Historią na górze to jest mega wielki skrót. My przez te 4 lata w ogole się nie kłóciliśmy, ale on ma tendencje do uciekania jeśli jest trudna sytuacja. Woli nie rozmawiać i myśli, że jakoś się to rozejdzie.
Powiedziałam mu to, że go nie zostawię i myślałam, że jest ok. Nawet poczułam ulgę, że mi powiedział, że ma takie obawy. On też chyba poczuał ulgę, bo wtedy przyszedł do mnie i powiedział mi, ze w tym pokoju mozemy zrobić sypialnie a w tamtym kuchnię. Jakby na chwilę się odblokował. Od tamtego momentu było nawet lepiej niż dobrze. Minął może miesiąc.
Wiesz jak zareagowal, jak dostał decyzje? Nie odzywał sie do mnie tydzień czasu. Kompletnie. Nie wiedziałam co się dzieje. Po tygodniu odezwal sie jakby nigdy nic, ja nawet nie pytalam, bo wiedzialam ze mi nie powie. I potem było niby ok, ale widziałam jakieś dziwne napięcie u niego. 2 tygodnie później znalazłam list z kurii w jego pokoju, zobaczylam date i juz wiedzialam, dlaczego sie nie odzywal. Mielił w umysle, przez tydzień czasu, co ma zrobić. Jak sprawa się wydała, to dopiero był problem z komunikacją. Wtedy to nawet jak miałam problem, żeby cokolwiek powiedzieć. On tylko wydukał, że starzy wyrzeknął się mnie i tyle. Jedyne co powiedzialam wtedy, to że gada głupoty.

No ma się tak do tytulu, że rozstalismy sie przez to gówno. Bo przecież nie przez to, bo się odkochał. Szaleliśmy za sobą do samego końca. Może on byl trochę przygaszony pracą i chciał ją rzucić, ale między nami było ok. Chociaż przyznaję, że przez to, ze nie chciał rozmawiać co go gryzie to czułam się trochę opszuczona i doskwierało mi to mocno.


Baju, baju,…
Niby taka wielka miłość, niby jasna sytuacja, a facet zwiał, bo rodzice by się Ciebie wyrzekli? :-O WTF?
Wygląda na to, że on uważał, że Twoja relacja z fanatycznymi rodzicami jest dla Ciebie istotniejsza niż sama to deklarowałaś w takim razie.
Dlaczego niby on Tobie nie uwierzył, że Wasza relacja jest dla Ciebie ważna?
Dlaczego unikał poważnych rozmów z Tobą i uważał je za kłótnie?
Dlaczego on nie potrafił być z Tobą szczery i wolał milczeć?

Widzę tu jedną odpowiedź. On niezbyt Tobie ufał, w to, co mówisz, w siłę Twoich uczuć. Miał w końcu kilka lat, żeby Cię poznać i widocznie uznał, że nie ma sensu tego ciągnąć, jak nie ma papierka, bo dla Ciebie tylko odpowiedni papierek się liczy a nie relacja.

59

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:

W ktorym miejscu napiwsalam, ze kieruje sie oczekiwaniami matki ? Pokaż mi, nigdzie tak nie napisałam.

O tutaj:

Dla mnie ten rozwód to był trochę problemem, moja Mama jest baaaaaardzo wierzącą osobą, przez ostatnie lata rzekłabym nawet, że fanatycznie wierzącą. Dużą część tych wierzeń i przekonań "sprzedała" mnie - seks zły, mieszkanie ze sobą złe, itd. itp. (dużo by pisać).

Tak więc, od razu zaproponowałam mojemu X że takie małżeństwo można "unieważnić" i czy mógłby spróbować to zrobić, bo wiara jest dla mnie ważna.

Biorąc pod uwagę jak reagujesz, to nie dziwota, że koleś dostając decyzję odmowną nie odzywał się. Jakakolwiek próba rozmowy z tobą kończy się na tym, ze zaczynasz się rzucać i uciekasz w pyskówki. Jesteś nie tylko fanatyczna, ale i toksyczna.

I jak widzisz, praktycznie wszyscy tutaj mają o tobie praktycznie takie samo zdanie. I co - dalej ci w bani nic nie dzwoni, że to może problem jest z tobą?

60

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Liyah napisał/a:
123qwerty123 napisał/a:

Mam 2 kolezanki ktore dostaly stwierdzenie niewaznosci slubu koscielnego bez problemu. Troche o trwalo ale sie udalo. Jesli twojego partnera zdradzila zona to powinien takie stwierdzenie powinien dostac. A rozwod dostal bez problemu w sądzie? Byl za porozumieniem? Czy z jej winy skoro zdradzila?

U nas też to trwało długo, 3 lata i 3 miesiące. Ale on pisał sam to pismo, nie wziął adwokata żadnego i po prostu opisał swoją historię. Sama zdrada to nie jest powód do unieważnienia. Trzeba udowodnić, ze małżeństwo bylo nieważnie zawarte, np. przez niedojrzałość.
Po prostu trzeba było wiedzieć jak w to grać. Teraz już za późno z tym, ale już cholera z tym całym ślubem.

Rozwód cywilny był bez problemu, zresztą on się zgodził na porozumienie stron, bo nie chciał się szarpać.

Fakty są takie, że nie wiem czy mam czynic jakiś krok. Nie wiem czy mogę coś zrobić? Czy pozostawić to czasowi?
Ponoć mężczyćni potrzebują czasu, nawet paru tygodni, żeby sobie sprawy poukładać. Może jeszcze jest nadzieja dla nas ?

Wysłał pismo i nic poza tym? I czekał na odpowiedź 3 lata? Stwierdzenie nieważności małżeństwa wygląda tak samo jak rozprawa przed sądem. Wzywani są małżonkowie, świadkowie itd. Nie wystarczy samo pismo.

61

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
123qwerty123 napisał/a:
Liyah napisał/a:
123qwerty123 napisał/a:

Mam 2 kolezanki ktore dostaly stwierdzenie niewaznosci slubu koscielnego bez problemu. Troche o trwalo ale sie udalo. Jesli twojego partnera zdradzila zona to powinien takie stwierdzenie powinien dostac. A rozwod dostal bez problemu w sądzie? Byl za porozumieniem? Czy z jej winy skoro zdradzila?

U nas też to trwało długo, 3 lata i 3 miesiące. Ale on pisał sam to pismo, nie wziął adwokata żadnego i po prostu opisał swoją historię. Sama zdrada to nie jest powód do unieważnienia. Trzeba udowodnić, ze małżeństwo bylo nieważnie zawarte, np. przez niedojrzałość.
Po prostu trzeba było wiedzieć jak w to grać. Teraz już za późno z tym, ale już cholera z tym całym ślubem.

Rozwód cywilny był bez problemu, zresztą on się zgodził na porozumienie stron, bo nie chciał się szarpać.

Fakty są takie, że nie wiem czy mam czynic jakiś krok. Nie wiem czy mogę coś zrobić? Czy pozostawić to czasowi?
Ponoć mężczyćni potrzebują czasu, nawet paru tygodni, żeby sobie sprawy poukładać. Może jeszcze jest nadzieja dla nas ?

Wysłał pismo i nic poza tym? I czekał na odpowiedź 3 lata? Stwierdzenie nieważności małżeństwa wygląda tak samo jak rozprawa przed sądem. Wzywani są małżonkowie, świadkowie itd. Nie wystarczy samo pismo.

No to wszystko było. On nawet nie miał kogo na świadka wezwać, bo nie miał żadnych bliskich znajomych czy przyjaciół. Same znajomości taike na "cześć" i do pogadania i pogodzie.
Już chyba po pierwszym wezwaniu jak wrócił, to mówil że psychicznie go to zjechało. Wywlekanie wszystkiego.

A świadkowie co: wszystko było ok, nic nie widzieli, nic nie slyszeli, wygladali na szcześliwych.....

62

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
123qwerty123 napisał/a:

Wysłał pismo i nic poza tym? I czekał na odpowiedź 3 lata? Stwierdzenie nieważności małżeństwa wygląda tak samo jak rozprawa przed sądem. Wzywani są małżonkowie, świadkowie itd. Nie wystarczy samo pismo.

No jak pisałem - to trzeba się postarać, żeby unieważnienia nie dostać, bo to dla KK czysta kasa. Jedna - za proces kościelny, a druga za kolejny ślub. To jest chyba pierwszy przypadek o jakim słyszałem, żeby ktoś unieważnienia nie dostał.


Co w ogóle lepsze, odpowiedź na takie pisemko (to by się kwalifikowało do procesu skróconego) to jest z reguły raptem ok miesiąca. Kompletnie nie wierze, żeby sąd 3 lata rozpatrywał jedno pismo.

63

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Jack Sparrow napisał/a:
Liyah napisał/a:

W ktorym miejscu napiwsalam, ze kieruje sie oczekiwaniami matki ? Pokaż mi, nigdzie tak nie napisałam.

O tutaj:

Dla mnie ten rozwód to był trochę problemem, moja Mama jest baaaaaardzo wierzącą osobą, przez ostatnie lata rzekłabym nawet, że fanatycznie wierzącą. Dużą część tych wierzeń i przekonań "sprzedała" mnie - seks zły, mieszkanie ze sobą złe, itd. itp. (dużo by pisać).

Tak więc, od razu zaproponowałam mojemu X że takie małżeństwo można "unieważnić" i czy mógłby spróbować to zrobić, bo wiara jest dla mnie ważna.

Biorąc pod uwagę jak reagujesz, to nie dziwota, że koleś dostając decyzję odmowną nie odzywał się. Jakakolwiek próba rozmowy z tobą kończy się na tym, ze zaczynasz się rzucać i uciekasz w pyskówki. Jesteś nie tylko fanatyczna, ale i toksyczna.

I jak widzisz, praktycznie wszyscy tutaj mają o tobie praktycznie takie samo zdanie. I co - dalej ci w bani nic nie dzwoni, że to może problem jest z tobą?

Problem był taki, że wiedzialam jak moja matka zareaguje i że będę mieć z nią krzyż. O taki kontekst mi chodziło. Wiedziałam, ze bedzie chodzic za mną, gadać, straszyć niewiadomo czym, wymuszac, opowiadać że jestem wstydem dla rodziny. Dlatego nawet jej nie mówiłam o tym, że P. jest rozwiedziony, bo wiedziałam jaka będzie jej reakcja.

On nie podejmował żadnych prób rozmowy. Ja nie uciekam w pyskówki. Dawno nauczyłam się, że agresją w rozmowie niczego nie osiągnę. On miał nawet problem żeby z własną matką porozmawiać o czymś, co mu przeszkadzało w domu. To on od razu wybuchał, nim targały zawsze takie emocje, że nie potafił powiedzieć czegoś spokojnie, tylko od razy jakby w tonie z pretensją. To nie dotyczyło mnie, tylko jego rodziny. Strasznie nerwowy się zrobił odkąd zaczął pracować na cieżarówkach. Sam przyznał, ( i to było po 1,5 roku znajomosci), że obydwie siostry powiedziały mu, że bardzo sie zminieł. Powiedział to dopieto po tym, jak  też mu to powiedzialam.

On miał spore problemy emocjonalne, ja też, tylko roznica jest taka, że ja zdaję sobie sprawę ze swoich słabości i pracuję nad tym. On jest prostym chłopakiem i za bardzo nie zastanawia się w życiu co, jak, po co i dlaczego. Dla niego: jest jak jest.

64

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu
Jack Sparrow napisał/a:
123qwerty123 napisał/a:

Wysłał pismo i nic poza tym? I czekał na odpowiedź 3 lata? Stwierdzenie nieważności małżeństwa wygląda tak samo jak rozprawa przed sądem. Wzywani są małżonkowie, świadkowie itd. Nie wystarczy samo pismo.

No jak pisałem - to trzeba się postarać, żeby unieważnienia nie dostać, bo to dla KK czysta kasa. Jedna - za proces kościelny, a druga za kolejny ślub. To jest chyba pierwszy przypadek o jakim słyszałem, żeby ktoś unieważnienia nie dostał.


Co w ogóle lepsze, odpowiedź na takie pisemko (to by się kwalifikowało do procesu skróconego) to jest z reguły raptem ok miesiąca. Kompletnie nie wierze, żeby sąd 3 lata rozpatrywał jedno pismo.

Nie musisz. Złożył pismo w styczniu 2020, decyzja przyszła w tym roku. On dostał w maju, a na pismie decyzja podjeta z datą marcową.

65

Odp: Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

I znowu mieszasz. Najpierw pisałaś, ze złożył pismo z pomocą jakiegoś tam znajomego księdza (choć pisałaś, ze nie macie znajomości), a teraz, ze normalnie proces się odbył. I że nie miał ŻADNCYH świadków, a ci co byli, to świadczyli na jego niekorzyść.

Weź się zdecyduj na jakąś wersję, ok?

Posty [ 1 do 65 z 199 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Zostawił mnie dla mojego dobra - bo nie mogliśmy wziąć ślubu

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026