Hej, nie chcę przynudzać dlatego przejdę do wstępu. Związek 10 lat, idealny, para jak z obrazka. Było wszystko, kasa, miłość, zdrowie. Jesteśmy ledwo po 30. I mieliśmy piękny ślub dwa lata temu. A teraz siedzę i zastanawiam się czy ucieczka to dobry pomysł. Pół roku temu dopadła mnie depresja i chyba wtedy się... Obudziłam? Ale zacznijmy od początku. Mój mąż po 7 latach zwiazku poprosił mnie o otwarcie związku bo on nie umie, on sie dusi. Dla mnie to był szok, byłam wychowywana w innych wartościach. Zwiazek to powazna sprawa, mamy dbać o siebie. A tu taki klops. Przeplakalam 3 dni (o czym wiedział) i sie zgodziłam. Ale tylko dla niego bo ja nie umiałam tak po prostu iść z kimś innym. Po miesiącu się wycofałam, wszystko przedyskutowalismy. Psychicznie mnie to przeoralo. Widzialam ze sie męczy bo seks byl maks raz w tygodniu ale prosilam tez zeby zrobil cos dla mnie, nie uznawal gry wstepnej wiec dla mnie szalu nie było tez. Raczej on miał swoje zycie, a ja bylam dodatkiem. Ale sama to akceptowalam... Zgodzilam się drugi raz na ten otwarty zwiazek. On cudownie mnie informował co z kim i jak mial w planach. Ja dalej cierpialam w srodku, on o tym wiedział i nie reagowal. Nawet prosił zebym mu pomogła zdjęcia dobrać żeby wieksze powodzenie miał. To mnie nerwowo zabijało. Powiedziałam, ze nie dam rady. Mąż lubił atencje innych kobiet w przeszłości. Mial kilka emocjonalnych romansów, ktore... Ja kontrolowalam i robilam awantury zeby je skonczyl. I je kończył. A ja nie drążyłam. Chcialam być idealną żoną. Niemarudzacą, wspierajacą, dyskutującą. Bo przecież idealny związek, ślub...jak rodzina to tylko pełna. Inni mają gorzej, a w sumie on mnie jako tako kocha. To był blad. Nerwowo sie wykonczylam, wyladowalam u psychologa. On twierdzi, ze mnie kocha, ze sie to juz sie nie powtórzy i absolutnie mnie nie zostawi. A ja się boje, ze za kilka lat bedzie powtórka juz przy dzieciach (nie mamy i chyba nie chcę). On nie wie czemu tak miał, wie że zawalił. Ale nie umie wyjasnic czemu tak sie zachowywał. Czy kochający facet tak sie zachowuje? Czy ja przesadzam? Pogubilam się juz. Ma ktoś podobne historie?
Podobne tematy
Natychmiast rozwód. Jeszcze sobie ułożysz życie.
On toksyk i manipulator, nie mający do ciebie szacunku.
Z tego co piszesz, to można wyliczyć, że przed ślubem zgodziłaś się na otwarty związek i mimo to wzięłaś ślub?
On nie nadaje się do stałych związków i zawsze będzie go ciągnęło, jak wilka do lasu...
Ta relacja zrobiła się toksyczna, powinnaś korzystać z terapii. żeby się z niej wymiksować.
nie wiem o jakiej idealnej zonie piszesz. malzentswo to 2 osoby, a nie jakies otwarte zwiazki. nikt normalny by sie nie zgodzil. zreszta nit, kto kocha nawet by nie zaproponowal. uciekaj, poki dzieci nie ma.
Z tego co piszesz, to można wyliczyć, że przed ślubem zgodziłaś się na otwarty związek i mimo to wzięłaś ślub?
On nie nadaje się do stałych związków i zawsze będzie go ciągnęło, jak wilka do lasu...Ta relacja zrobiła się toksyczna, powinnaś korzystać z terapii. żeby się z niej wymiksować.
Tak, zgodziłam się, nie chcialam go ograniczać (żałosne, wiem). Po pierwszym załamaniu (miesiąc później) poprosiłam go żeby sobie przemyślał co jest dla niego ważne. Rozmawialiśmy kilkukrotnie, że to nie jest w moim stylu, ja się do tego nie nadaję i zrozumiem jeśli on będzie chciał zakończyć związek przed ślubem bo monogamia nie jest dla niego. On jednak wycofał się z tego, uznał że nie wyobraża sobie życia beze mnie i widzi się jako mąż. Inna sprawa, ze po ślubie jednak temat wrócił. Czuję sie totalnie oszukana. Masz racje, potrzebuje terapii. Bez niej nigdy nie odejdę i bedzie mnie urabiać jak mu pasuje zawsze. Ale nie rozumiem jednego, skoro to nie dla niego, skoro teoretycznie nie jest szczesliwy w takim związku dlaczego nie odejdzie tylko non stop o mnie zabiega i podkreśla że mnie kocha?? Tego totalnie nie rozumiem.
6 2023-05-07 16:54:56 Ostatnio edytowany przez blueangel (2023-05-07 16:56:26)
a ja nie rozumiem jakim cudem zgodzilas sie z kims takim na malzenstwo? jak moglas oczekiwac, ze on nagle stanie sie przykladnym i wiernym mezem?
i to jako dorsola, "dojrzala" kobieta. przeciez nie masz juz 15 czy 20 lata, a 30
Ale nie rozumiem jednego, skoro to nie dla niego, skoro teoretycznie nie jest szczesliwy w takim związku dlaczego nie odejdzie tylko non stop o mnie zabiega i podkreśla że mnie kocha?? Tego totalnie nie rozumiem.
Bo mu wygodnie. Może się przytulić, pojechać z Tobą na wakacje, pokazać się rodzinie, syropek dasz gdy się rozchoruje, dzieci urodzisz. I jeszcze pozwalasz mu się kurwić po godzinach. Żadna inna mu tego nie da. Drugiej takiej idiotki nie znajdzie.
a ja nie rozumiem jakim cudem zgodzilas sie z kims takim na malzenstwo? jak moglas oczekiwac, ze on nagle stanie sie przykladnym i wiernym mezem?
i to jako dorsola, "dojrzala" kobieta. przeciez nie masz juz 15 czy 20 lata, a 30
Bo na codzień mimo wszystko jest dobrym, wspierającym partnerem, wręcz nadskakujacym mi we wszystkim. Z tego co wiem, nie zdążył złapac żadnej chetnej na ten seks. Tylko dlatego, ze w pore prosilam go zeby sie wycofał. No nic, terapia mnie czeka. Widocznie nie wiem po tych wszystkich latach jak powinien wyglądać normalny związek niestety. Mój zaczarowalam jako idealny, dopiero własne ciało mi pokazało jak bardzo sama siebie oszukuje i jest źle (nerwica). I chyba to przekonanie, ze lepszego nie znajdę. Czeka mnie ciężka przeprawa.
Spadajaca_gwiazda napisał/a:Ale nie rozumiem jednego, skoro to nie dla niego, skoro teoretycznie nie jest szczesliwy w takim związku dlaczego nie odejdzie tylko non stop o mnie zabiega i podkreśla że mnie kocha?? Tego totalnie nie rozumiem.
Bo mu wygodnie. Może się przytulić, pojechać z Tobą na wakacje, pokazać się rodzinie, syropek dasz gdy się rozchoruje, dzieci urodzisz. I jeszcze pozwalasz mu się kurwić po godzinach. Żadna inna mu tego nie da. Drugiej takiej idiotki nie znajdzie.
Też to tak widzę. Szkoda, ze sam nie dostrzega swojego wyrachowania. Ciągle powtarza, że nie wie czemu tak się zachował ale mnie kocha i wszystko naprawi.
10 2023-05-07 17:16:20 Ostatnio edytowany przez szeptem (2023-05-07 17:17:21)
Z tego co zrozumiałam, on miewał romanse już będąc z Tobą, a Ty się na to wielkodusznie godziłaś w imię.... no właśnie, czego? Pozorów? Straszne jak siebie samej nie cenisz i nie szanujesz Autorko. I jeszcze to otwarcie związku - coś mi mówi, że gdybyś to Ty nagle z kimś w ten sposób zaczęła sypiać, mąż jednak miałby nagle wielkie ALE. Ciesz się że nie macie dzieci i zwijaj się z tego "związku" - specjalnie piszę w cudzysłowie, bo koło prawdziwego związku ten Wasz układ to nawet nie stał... Okropieństwo. I tak jak wyżej już ktoś napisał - on jest z Tobą tylko dla wygody, bo ogarniesz pewnie dom, ugotujesz, ma się z kim oficjalnie pokazać itd. i zdaje sibie sprawę, że drugiej takiej idiotki (sorry) nie znajdzie.
Że z żadną nie spał / nie sypia w ogóle nie wierz. Uważaj żeby Ci czegoś nie sprzedał...
Uciekaj!
Szkoda, ze sam nie dostrzega swojego wyrachowania.
Ale dlaczego ma dostrzegać? Przecież nie czekają go żadne konsekwencje bo na wszystko się godzisz. Jemu jest przecież dobrze to dlaczego ma się zmieniać? Żeby być przyzwoitym człowiekiem? Dla wielu to nic nie znaczy. Dla niego to nic nie znaczy. Ma to w dupie co Ty czujesz.
Ciągle powtarza, że nie wie czemu tak się zachował ale mnie kocha i wszystko naprawi.
Trzeba Cię uglaskac abyś przestała się rzucać. Temat wróci prędzej czy później (najpewniej niejawnie tym razem). Nie kocha Cię więc nie chce być wiernym.
Hej, nie chcę przynudzać dlatego przejdę do wstępu. Związek 10 lat, idealny, para jak z obrazka. Było wszystko, kasa, miłość, zdrowie. Jesteśmy ledwo po 30. I mieliśmy piękny ślub dwa lata temu. A teraz siedzę i zastanawiam się czy ucieczka to dobry pomysł. Pół roku temu dopadła mnie depresja i chyba wtedy się... Obudziłam? Ale zacznijmy od początku. Mój mąż po 7 latach zwiazku poprosił mnie o otwarcie związku bo on nie umie, on sie dusi. Dla mnie to był szok, byłam wychowywana w innych wartościach. Zwiazek to powazna sprawa, mamy dbać o siebie. A tu taki klops. Przeplakalam 3 dni (o czym wiedział) i sie zgodziłam. Ale tylko dla niego bo ja nie umiałam tak po prostu iść z kimś innym. Po miesiącu się wycofałam, wszystko przedyskutowalismy. Psychicznie mnie to przeoralo. Widzialam ze sie męczy bo seks byl maks raz w tygodniu ale prosilam tez zeby zrobil cos dla mnie, nie uznawal gry wstepnej wiec dla mnie szalu nie było tez. Raczej on miał swoje zycie, a ja bylam dodatkiem. Ale sama to akceptowalam... Zgodzilam się drugi raz na ten otwarty zwiazek. On cudownie mnie informował co z kim i jak mial w planach. Ja dalej cierpialam w srodku, on o tym wiedział i nie reagowal. Nawet prosił zebym mu pomogła zdjęcia dobrać żeby wieksze powodzenie miał. To mnie nerwowo zabijało. Powiedziałam, ze nie dam rady. Mąż lubił atencje innych kobiet w przeszłości. Mial kilka emocjonalnych romansów, ktore... Ja kontrolowalam i robilam awantury zeby je skonczyl. I je kończył. A ja nie drążyłam. Chcialam być idealną żoną. Niemarudzacą, wspierajacą, dyskutującą. Bo przecież idealny związek, ślub...jak rodzina to tylko pełna. Inni mają gorzej, a w sumie on mnie jako tako kocha. To był blad. Nerwowo sie wykonczylam, wyladowalam u psychologa. On twierdzi, ze mnie kocha, ze sie to juz sie nie powtórzy i absolutnie mnie nie zostawi. A ja się boje, ze za kilka lat bedzie powtórka juz przy dzieciach (nie mamy i chyba nie chcę). On nie wie czemu tak miał, wie że zawalił. Ale nie umie wyjasnic czemu tak sie zachowywał. Czy kochający facet tak sie zachowuje? Czy ja przesadzam? Pogubilam się juz. Ma ktoś podobne historie?
ten 'związek' nigdy nie był idealny. Może inaczej, ty chciałaś i starałaś się żeby było idealnie wiec godziłaś się na te wszystkie chore pomysły które miał w głowie najpierw twój facet a teraz już maź.
widać ze miał w nosie twoje uczucia skoro ty płakałaś, przypłaciłaś ta nerwica i depresja a on dalej dążył do swojego i postawił na swoim.
Koniecznie na terapie i jedynym rozwiązaniem jest rozwód, bo wiesz ze ta sytuacja będzie się dalej powtarzać, nie raz już złapał wiatr w żagle bez żadnych konsekwencji ( plącząca/ wkurzona zona to nie jest konsekwencja) wiec dlaczego miałby przestać?
może i inni maja gorzej ale ty tez nie masz najlepiej - tylko pozory bo wszystko od środka jest już dawno zgniłe.
Ale nie rozumiem jednego, skoro to nie dla niego, skoro teoretycznie nie jest szczesliwy w takim związku dlaczego nie odejdzie tylko non stop o mnie zabiega i podkreśla że mnie kocha?? Tego totalnie nie rozumiem.
Na terapii dowiesz się co to narcyzm. Dowiesz się dużo o nim i jeszcze więcej o sobie.
Przechorujesz to kilka lat.
Smutna prawda jest taka, że sama sobie zgotowałaś ten los.
Dlaczego uważasz, że on ma bardziej Cię kochać i szanować niż Ty sama siebie?
Zgodziłaś się na otwarty związek chociaż tego nie chciałaś. Sama uznałaś, że jego potrzeby są ważniejsze w tym związku niż Twoje.
Podporządkowałaś się, "poświęciłaś", więc on skorzystał z Twojej zgody. Zależało mu, umiał o to zabiegać, to dostał.
Tak to się w życiu odbywa, że człowiek dostaje to, na co pracuje, o co się stara.
Jemu zależało na otwartym związku to dostał zgodę. Tobie zależało, żeby z Tobą był, to jest.
Każdy dostał to za czym mu zależało.
Jeśli chcesz coś zmienić to pracuj nad tym. W życiu nie ma nic za darmo.
Smutna prawda jest taka, że sama sobie zgotowałaś ten los.
Dlaczego uważasz, że on ma bardziej Cię kochać i szanować niż Ty sama siebie?
Zgodziłaś się na otwarty związek chociaż tego nie chciałaś. Sama uznałaś, że jego potrzeby są ważniejsze w tym związku niż Twoje.
Podporządkowałaś się, "poświęciłaś", więc on skorzystał z Twojej zgody. Zależało mu, umiał o to zabiegać, to dostał.Tak to się w życiu odbywa, że człowiek dostaje to, na co pracuje, o co się stara.
Jemu zależało na otwartym związku to dostał zgodę. Tobie zależało, żeby z Tobą był, to jest.
Każdy dostał to za czym mu zależało.Jeśli chcesz coś zmienić to pracuj nad tym. W życiu nie ma nic za darmo.
Tak, dobrze to napisałaś. Ja chciałam związku i go mam. Kiepskiej jakości ale jest. Nie umiem zmienić nastawienia, potrzebuję terapi. Dziękuję wam wszystkim za odpowiedzi. Doceniam każde słowa krytyki, bardzo tego potrzebowałam.
Ale luzie potrafią sobie skomplikować życie na własne życzenie..
Ale luzie potrafią sobie skomplikować życie na własne życzenie..
Człowiek się uczy całe życie ![]()
Człowiek się uczy całe życie
To prawda.
Jesteś jeszcze młodziutka, nie masz zbyt wielkich obciążeń, zobowiązań, dzieci. Możesz dowolnie decydować o sobie i nikomu nie stanie się krzywda z tego powodu.
Zadbaj o siebie, o swoje potrzeby i prawa.
Podstawowym obowiązkiem człowieka jest dbać o siebie i swoje szczęście, i to nie ma nic wspólnego z egoizmem.
Egoizm to oczekiwanie, że ktoś inny ma zaspokajać nasze potrzeby i dać nam szczęście.
Nie należy być egoistą ani ulegać presji egoisty.
Ciągle powtarza, że nie wie czemu tak się zachował ale mnie kocha i wszystko naprawi.
Czy poza tym powtarzaniem cokolwiek innego się odbywa? Jakaś zmiana postępowania? Czyny? Konsekwencja? Czy tylko gadanie, które nic nie kosztuje i które można uprawiać dopóty, dopóki jest jakaś głupia, która w nie wierzy?
Zawsze, jak post zaczyna się od "idealny związek, para jak z obrazka" to potem człowiek dostaje na twarz opisy najgorszej patologii.
Jak to jest, że mężowie/faceci w opisach tutejszych kobiet to zawsze szczwane lisy ustawiające się finansowo i logistycznie przy dbających żonkach, biorący co chcą od życia, często za zgodą potulnych partnerek, a nasi forumowi incele nie potrafią nawet umówić się z kimś na randkę? Chłopaki cudaki, bierzcie przykład z opisywanych mężów, dlaczego oni mają wszystko, a wy nic?
Ciągle powtarza, że nie wie czemu tak się zachował ale mnie kocha i wszystko naprawi.
Nawija Ci makaron na uszy... To nie jest do naprawy, bo to nie zepsute żelazko.
On musiał Cię wcześniej zdradzać, tylko Ty zaślepiona miłością tego nie widziałaś.
Nie ma tak, że on z soboty na niedzielę zaproponował Ci otwarty związek, bez wiedzy z autopsji jak to "działa".
Chce Cię się trzymać, bo drugiej takiej nie znajdzie... Nie można mieć do niego zaufania, a to przekreśla związek.
Spadajaca_gwiazda napisał/a:Ciągle powtarza, że nie wie czemu tak się zachował ale mnie kocha i wszystko naprawi.
Czy poza tym powtarzaniem cokolwiek innego się odbywa? Jakaś zmiana postępowania? Czyny? Konsekwencja? Czy tylko gadanie, które nic nie kosztuje i które można uprawiać dopóty, dopóki jest jakaś głupia, która w nie wierzy?
Idzie na terapie w trybie pilnym. I separacja, bez tego chyba nie ruszę.
Idzie na terapie w trybie pilnym. I separacja, bez tego chyba nie ruszę.
Terapia jest dla Ciebie nie dla niego, ma Tobie udowodnić że on się zmienił/zmienia/że będzie lepszy/że zrozumiał...chodzi o to żeby Ciebie urobić
Ty nie zapomnisz, już zawsze z tyłu głowy będziesz miała tę obawę że on znowu zapragnie innego ciała. To będzie Ciebie niszczyć.
On Ciebie nie kocha on Ciebie wykorzystuje.
On Ciebie nie szanuje on z Ciebie czerpie profity.
Uważam że należy pana puścić wolno a Ty dzięki temu będziesz miała szanse na poznanie kogoś wartościowego.
Tyle lat "razem" i niby jeszcze nie zaruchał na boku?! Serio aż tak bardzo lubisz żyć w kłamstwie? Na 100% miał i ma inne panienki, ale stwierdził, że lepiej to usankcjonować. Pan wie, że nie jesteś specjalnie bystra, skoro na to pozwalasz i gotuje żabę - niedługo na twoich oczach będzie dymał prostytutki, a ty będziesz nagrywać.
25 2023-05-09 04:52:21 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2023-05-09 10:46:17)
Zastanawiałam się, czy w ogóle udzielać się w tym wątku, bo to nie na moje nerwy. Jak można w pierwszym zdaniu napisać o idealnym związku, a za chwile opisać taka relacje (bo to nawet nie związek)? No jak?
Co się dziwić, ze mąż cie nie szanuje, skoro sama nie masz do siebie ani grama szacunku. To nieważne, czy on się wycofał, czy nie, już sama propozycja powinna cię wyleczyć z tej „miłości”, a ty jeszcze zwiazalas sie z nim węzłem małżeńskim. Jest takie powiedzenie, które bardzo lubię: „Nie rozcinaj tego, co można rozwiązać”. Ale akurat ty powinnaś rozciąć węzeł tego malzenstwa jednym ruchem, bo szkoda czasu na rozwiązywanie go. Tu nie ma czego ratować, bo mąż cię nie szanuje i nie kocha. I pokazuje to czynami. Nie dba o ciebie nie tylko w łóżku, lecz przede wszystkim w życiu. Twoje uczucia go nie obchodzą. Depcze je brudnymi butami, a ty mu na to pozwalasz. Naprawdę jesteś aż tak ślepa (żeby nie napisać ostrzej), ze tego nie widzisz? Jak przeczytałam, ze oczekiwał, ze pomożesz mu uatrakcyjnić profil, żeby mógł szukać chętnych do seksu, to aż nie mogłam uwierzyć. Ale nie to jest najgorsze. Jego postawa to pikus w porównaniu do twojej. Po czymś takim dalej z nim jesteś i jeszcze piszesz, ze bez pomocy od niego nie odejdziesz. To tez nie jest miłość. Ty jesteś od niego uzależniona. Od niego, od awantur, od tej toksyny, która cie zalewa. Nie godzi się nazywać miłością czegoś tak żałosnego jak twoja postawa. Chyba najżałośniejsza, jaka widziało to forum (a widziało wiele). Gdzie twoja godność? Idź na terapie w trybie pilnym i odbuduj swoje poczucie wartości, odbuduj siebie.
„Miłość nie jest cennym i zawsze takim
samym kamieniem. Jest strumieniem wody, który może stać się rzeką albo zginąć na bagnach”. Wasza miłość zginęła na bagnach. Trupa nie da się reanimować. Uświadom to sobie i postępuj zgodnie z ta wiedza. Masz się do kogo wyprowadzić? To zrób to. A jeszcze lepiej wystaw tej karykaturze mężczyzny walizki.