Mężatką jestem od 7 lat. Powodem głównym mojego małżeństwa była nieplanowana ciąża oraz zauroczenie (chyba to nie była miłość mojego życia) , rodzice moi byli bardzo przeciwni temu związkowi i nie chcieli bym wyszła za mąż, ale ja postanowiłam inaczej.
Mąż mój wychowywał się w ciągłym strachu, w braku poczucia bezpieczeństwa. Kiedy go poznałam chciałam mu pomóc, wierzyłam trochę naiwnie, że dam mu to, czego nie dostał w rodzinnym domu. Skończyłam studia, znalazłam pracę w zawodzie, wreszcie odżyłam, syn podrósł, niebawem pójdzie do szkoły, ja zaczęłam inaczej patrzeć na świat. Po ślubie zamieszkałam u męża w domu rodzinnym. Wzięliśmy więc kredyt, kupiliśmy swój kąt i jakoś miało się toczyć to nasze wspólne życie. Ku mojemu zdziwieniu zaczęliśmy się od siebie odwracać, każdy zaczął żyć swoimi sprawami, ja zawodowymi i domem, on przyjemnościami (np.: komputer), wreszcie przestaliśmy o siebie zabiegać, wciąż miałam poczucie, że jestem lekceważona, omijana, niedoceniana. Nie miałam żadnej pomocy od niego ani w wychowywaniu dziecka, ani w codziennych sprawach. Wciąż mi tylko powtarzał, że jest dobrze, że nie pije, nie chodzi z kumplami na piwo i nie mam powodów wyolbrzymiać sobie sytuacji. W między czasie zachorowałam, byłam sama ja i mój syn, on obok nas, mojej choroby. Leki dawały ulgę, ale szczęścia nie mogły mi dać. Napisałam więc o swoich problemach na forum osób chorych na depresję, prosząc o rozmowę, o poradę. Pewnego dnia odezwał się chłopak również chory na depresję, zaczęliśmy pisać do siebie maile, rozmawialiśmy godzinami przez telefon, zaprzyjaźniliśmy się. Postanowiliśmy się spotkać, by pogadać w realu (tylko tyle, zresztą nie sami tylko z jego koleżnką) do spotkania jednak nie doszło, ponieważ mój mąż się o tym dowiedział i wpadł w szał, drugi raz w życiu uderzył mnie (choć On twierdzi, że tylko popchnął) zabronił mi kontaktów z kolegą i groził, że wyrzuci mnie z domu, zabierze dziecko, jak tylko zobaczy jeszcze jednego smsa albo maila od tamtego mężczyzny. Podczas awantury mój mąż zadzwonił do wszystkich osób w mojej rodzinie, do matki, ojca, siostry i powiedział, że go zdradziłam. Oczywiste było, że wszyscy staną w jego obronie (mimo, że go nie lubią), wyzwali mnie, że jestem ?dziwką?, że mi odbiło. Znowu emocjonalnie zostałam sama, bez żadnego wsparcia. Nie wiem, co zrobić, czy ratować małżeństwo, w którym się źle czuję. Mąż mój twierdzi, że jest w stanie mi przebaczyć, mówi, że kocha, zmieni dla nas swoje nawyki, przyzwyczajenia, ale ja mu nie ufam, za miesiąc, za dwa znów będzie to samo. Jesteśmy z innych rodzin, ja z normalnej on z patologicznej. Nie wiem sama, czy jest sens to dalej ciągnąć, czy jest sens naprawiać. Moja miłość wygasła, zostało dziecko, które ma ojca, dom, który musimy spłacić. Nie mam sił. Moja rodzina po powiedzeniu, że od niego odchodzę, wyparła się mnie. Trudne jest życie we dwoje, ale jak tak ma wyglądać każdy związek, to przestaję wierzyć w miłość.
1 2010-05-20 14:44:12 Ostatnio edytowany przez agau (2010-07-17 09:48:14)
Podobne tematy
Droga Agau, wyobrażam sobie jak Ci ciężko, ale myślę ze w Twojej sytuacji nie warto ratować związku. Wiesz ja niedawno rozstałam się ze swoim narzeczonym, w zasadzie to on mnie zostawił, wiem ze jest to inna sytuacja, ale wiesz poszłam do psychologa, który uświadomił mi, że nie należy żyć w toksycznych związkach. Nie zbudujesz szczęścia z nim na silę. Pomyśl o sobie, bo przede wszystkim Ty jesteś ważna. Mi też facet wmawiał różne rzeczy, zawsze to on i jego potrzeby były ważne, a skoro tak myśli to jest nic nie wart. Zadbaj o Twoje szczęście.Jeżeli chodzi o Twoje dziecko to myślę ze będzie szczęśliwe jeżeli i ty będziesz szczęśliwa. Jeszcze nie raz będzie ciężko ale wierzę że dasz radę. Powodzenia
Skoro i tak wszystko sie wali, moze warto pchnąc to wszystko juz w konkretnym kierunku i raz na zawsze zostawic za sobą ten cały bałagan. Uwazasz, ze to zwiazek bez pszyszłosci, Twoje uczucie dawno wygasło. Nie wyjdzie zadna naprawa zwiazku, jeżeli nie ma miłości dwojga.Teraz jesteś wazna Ty i syn. Musisz zadbac, by dac mu wszystko to, co go uchroni przed załamaniem psychiku, bo niestety na dzieciach sie takie sprawy szczególnie odbijają.Nie zrobisz tego jednak, jezeli sama masz problem z utrzymaniem równowagi psychicznej. Moim zdaniem cała sprawe, nalezy potraktowac jak zepsuty i bolący ząb, który już spróchniał od korzenia. Nie ma sensu wiecznie leczyc. Raz porządnie wyrwac, by pózniej stwierdzic, ze to było najlepsze, co mogłas zrobić. Pedzisz w dół, jak ze stromej górki.po co czekac, az sie osiagnie dno emocjonalne, Zatrzymaj sie.Złap sie czegos, co jest w poblizu i idz do góry.W tej rodzinie juz i tak masz wyrobioną opinię, jak przeczytałam, Wsparcia zadnego. Maz raczej sie nie zmieni. Pomysl, co masz do stracenia a co do zyskania. Moze nie warto poswiecac sie dla jakiejs utopii, która i tak pozostanie w sferze marzen, a rozejrzec sie dookoła, zobaczyc, co w zyciu mozna osiagnac jeszcze.Masz problem z depresja, tez go miałam, znam temat.Mysle, ze kontakt z tym chłopakiem, o którym pisałas,bedzie dla Ciebie dobrym rozwiązaniem. Nie ma to, jak rozmowa z kims, kto doskonale zna temat od srodka a nie trzyma sie teorii ksiazkowych, jak np psychiatra.Ja tez akurat estem w trudnych dla siebie chwilach.Nie jest mi łatwo, z tym, ze ja pozostałam z miłoscia do człowieka, który po 15 latach małzenstwa odrzucił mnie i córke, jak zuzyta rzecz, dla innej kobiety.Do konca zapewniał, ze tylko ja jestem jedyna i najwazniejsza. Moja praca nad wlasna psychiką legła w gruzach w ciągu chwili. To jak alkoholizm, z tego sie tak naprawde nie idzie wyleczyc, jest zawsze gdzies w srodku ta tendencja do zapadania w doły emocjonalne, ba:) czasem są to wąwozy. Tu trzeba nauczyc sie radzic z takim wąwozem, nauczyc sie pewnych nawyków mysleniowych. Niestety, nie jest to łatwe, Dla Ciebie najlepszym rozwiazaniem jest to wszystko przerwac, zanim zacznie dziac sie gorzej, Nie czekaj na nic, tu stawka jest życie Twoje i synka. powodzenia i pozdrawiam:)
Problem jest bardzo trudny i złożony.Z uzyskaniem rozwodu mogą być problemy(bo też na jakiej podstawie?tylko za obopólną zgodą,a tej pewno mąż nie wyrazi)więc rozwód moze się długo toczyć, druga sprawa zobowiązania finansowe(oczywiście nie jest to zapewne argument)Jednak ważnym argumentem jest Twoje życie,głównie przyszłe.Jesteś na tyle dorosła,że musisz sama zadecydować w którą stronę iść nie patrząc co ludzie powiedzą(tym bardziej że już teraz a i w przyszłości i tak będą mówić)To że kiedyś popełniłaś błąd nie oznacza że musisz brnąć w tą stronę dalej.Czas życie wziąść w swoje ręce i samemu nim kierować.Czy zostaniesz czy odejdziesz od męża zalezy tylko od Twojego postanowiena.Zastanów się co Cię łączy z mężem a co dzieli(oczywiście dziecko jest argumentem)ale masz prawo do życia takiego jakie pragniesz.Pamiętaj,że Twoja decyzja może zaważyć na was trojga,cokolwiek zrobisz.Jaką podejmiesz decyzje musi być już konsekwentna.Albo się pogodzisz z tym co już jest albo pójdziesz do przodu(Tyle że już po tym musisz przestać myśleć że zrobiłam tak czy tak bo mozesz się zdręczać całe życie i popadniesz w depresje,z której będzie się ciężko podnieść.Najlepszym wyjściem jest rozważyc za i przeciw(najlepiej spisując za i przeciw,poświęć na to jakiś czas,z czasem będziesz miala więcej przmysleń a wszystko zapisuj)I wówczas podejmi ostateczną decyzję nie patrząc co ludzie powiedzą to jest Twoje życie a nie innych(z czasem przestaną gadać)Ludzie lubią psioczyn na innych nie widząc swojego podwórka.
Kochani jesteście, dziękuję. Nie widzę już sensu ciągnąć tej farsy, ponieważ ja nie kocham swojego męża, okazało się, że jesteśmy zupełnie dalekimi sobie ludźmi, z różnych światów. Moi rodzice (o katolickich zasadach) uważają, że powinnam wypić piwo, które nawarzyłam sama, czyli za wszelką cenę nie dopuścić do rozwodu, kosztem mojego zdrowia. Nie rozumiem też, dlaczego mój mąż obwinia o wszystko przyjaciela internetowego, który w rozmowach dał mi więcej przez kilka miesięcy, niż mąż przez tyle lat małżeństwa.
Zazdroszczę Ci tego ze możesz podjąć decyzję o zakończeniu małżeństwa bo wiesz że sobie poradzisz.Myślę też że tego typu faceci nie potrafią tak naprawdę wybaczyć.Po za tym dojrzały męzczyzna nie oddzwania pół miasta i nie żali się że żona go zdradziła. Ponoć dobrze jest po zakończonym nie udanym związku,pobyć jakiś czas samą. Aby mieć czas na poznanie siebie ,własnych potrzeb i pragnień.Z tego co piszesz wnioskuje że lubisz pomagać ''zranionym ptaszkom''ciekawe dlaczego?Czy aby znajomy chorujący na depresje nie potrzebował Twojej pomocy?
agau
Powiem Ci tak(a znam trochę życie)Wiele ludzi,dot.to i kobiet i mężczyzn,w takich sytuacjach się gubi i uznaje że nowo poznany ew.partner jest lepszy aniżeli poprzedni a z czasem przekonują sie ze jednak ta osoba się nie nadaje do życia.Zmierzam do tego,że nie możesz wierzyć tak we wszystko co Ci poznany człowiek pisze czy mówi,Niestety często się zdarza,że ludzie co innego piszą czy mówią a co innego się okazuje z czasem.Trzeba być bardzo ostrożny w znajomościach z internetu.Wracając do tematu,jeśli Twoja decyzja jest ostateczna,zakończ ten stan i rozpocznij życie od początku z nadzieją że spotkasz(a na pewno spotkasz)kogoś kto Cię doceni i pokocha z wzajemnością,czego Ci życzę.Powodzeni.
ps.zawsze znajdziesz tu wsparcie
Czy lubię pomagać "zranionym ptaszkom"? Nie, tylko los mi ich zsyła, nie wiem po jasną cholerę. Chyba najwyższy czas poświęcić życie tylko dziecku i samej sobie. Mam nadzieję, że moje życie ułoży się i odnajdę wreszcie upragniony emocjonalny spokój. Mąż mój teraz staje na głowie, by znów wpleść się w moje względy, kupuje kwiaty, obiecuje, ze się poprawi, ciągle mówi, że mnie kocha i życie beze mnie traci sens... Stara metoda, a za miesiąc znów będzie tak, jak kiedyś. Sprawdza mój telefon, moje połączenia, zagląda do internetu (czyta pocztę) nie daje mi prywatności, wmawia, że to przeze mnie, tylko, że ja go nie zdradziłam, a nawet kiedyś powiedziałam, że koresponduję z M. Chora sytuacja i w dodatku nasza 7 rocznica ślubu, kupił kwiaty (a nigdy tego nie robił) a z drugiej strony szantażuje, że trudno jest mu zaufać, bym znów go nie oszukała.
Wydzwania do M. i kłamie, że jestem w ciąży, by raz na zawsze dał mi święty spokój. Patologiczna sytuacja. Najgorsze w tej sytuacji jest to, ,że w nasze sprawy wkręcił syna, opowiadając mu, że "mamusia znalazła sobie przyjaciela" i obcego człowieka, który w ogóle nie jest niczemu winien (ta znajomość do efekt tego, co było dużo wcześniej, a nie powód mojej decyzji).
Bardzo męczy mnie ta sytuacja. Boję się o swoje dziecko, któremu może się to wszystko odbić na zdrowiu. Pozdrawiam.
Czy lubię pomagać "zranionym ptaszkom"? Nie, tylko los mi ich zsyła, nie wiem po jasną cholerę. Chyba najwyższy czas poświęcić życie tylko dziecku i samej sobie. Mam nadzieję, że moje życie ułoży się i odnajdę wreszcie upragniony emocjonalny spokój. Mąż mój teraz staje na głowie, by znów wpleść się w moje względy, kupuje kwiaty, obiecuje, ze się poprawi, ciągle mówi, że mnie kocha i życie beze mnie traci sens... Stara metoda, a za miesiąc znów będzie tak, jak kiedyś. Sprawdza mój telefon, moje połączenia, zagląda do internetu (czyta pocztę) nie daje mi prywatności, wmawia, że to przeze mnie, tylko, że ja go nie zdradziłam, a nawet kiedyś powiedziałam, że koresponduję z M. Chora sytuacja i w dodatku nasza 7 rocznica ślubu, kupił kwiaty (a nigdy tego nie robił) a z drugiej strony szantażuje, że trudno jest mu zaufać, bym znów go nie oszukała.
Wydzwania do M. i kłamie, że jestem w ciąży, by raz na zawsze dał mi święty spokój. Patologiczna sytuacja. Najgorsze w tej sytuacji jest to, ,że w nasze sprawy wkręcił syna, opowiadając mu, że "mamusia znalazła sobie przyjaciela" i obcego człowieka, który w ogóle nie jest niczemu winien (ta znajomość do efekt tego, co było dużo wcześniej, a nie powód mojej decyzji).
Bardzo męczy mnie ta sytuacja. Boję się o swoje dziecko, któremu może się to wszystko odbić na zdrowiu. Pozdrawiam.
NO MATKO KOCHANA ,NO nie mam sow jak czytam o tym twoim mezu ,ile on ma lat,wydzwania do calej rodziny opowiadajac im o twoim nibykochanku,potem do niego ze jestes w ciazy ,boshe ,brak mi slow ,nie dosyc ze jestescie wychowani w dwoch roznych swiatach to jeszcze facet pierze brudy na forum rodzinnym ,udaje udreczonego ,a oni co TA TWOJA RODZINA ROZUMU NIE MAJA?PRZECIEZ TO TY MASZ DEPRESJE A NIE TWOJ MALZONEK ,TO CO ZACIEMNIENIA DOSTALI,ZE SZCZESCIA TEJ DEPRESJI TO SIE CHYBA DZIEWCZYNO NIE NABAWILAS,nie wiem moim zdaniem powinnas jednak bardziej zaczac myslec o sobie ,twoje mlzenstwo to toksyny ,wiecznie nie majacy czasu mezulek ,co przed kompem spedza zycie ,wiesz w tym swoim malzenstwie i tak jestes sama ,wiec moze poki jestes mloda zrob porzadek w swoim zyciu,nie jestescie dla siebie stworzeni ,to widac nawet z jednego postu,troche odwagi w podjeciu decyzji i do przodu ,juz nie wspomne o agresji mezulka ktora bedzie niestety narastac on zostal wychowany na innych wzorcach wiec nawet nieswiadomie wprowadza je w wasze zycie
Jakbym czytała o swoim życiu. Tylko ja nie miałam dziecka. Też był ślub, którego nie chcieli moi rodzice, ani były już mąż. Była przemoc psychiczna i fizyczna z jego strony, której on nie nazwyał biciem, tylko "popychaniem" (czyli rzucanie mną o ścianę i inne takie). Moja depresja trwająca w sumie przez niemal całe małżeństwo i trochę dłużej. Przyjaźń z mężczyzną poznanym przez internet. W końcu, kiedy poczułam że moja dusza umiera, że mam dość, nie chcę ciągnąć tego dłużej, w ciągu jednego dnia spakowałam się i odeszłam.
Jeśli doszłaś do takiego punktu, że nie wyobrażasz sobie ani dnia dłużej z tym człowiekiem, jeśli jesteś w depresji, jeśli on podnosi na Ciebie rękę, niszczy Cię psychicznie szantażem emocjonalnym - odejdź. To nie jest łatwe, ale powiem więcej: będzie Ci łatwiej niż mnie. Z banalnego powodu - masz dziecko, więc masz dla kogo żyć. Pozbierasz się i weźmiesz w graść dla niego. Ja byłam sama i miałam ogromne problemy ze sobą, z emocjami, z depresją...
Rodzicami nie ma się co przejmować. Moi katoliccy rodzice również nie uznawali rozwodów i twierdzili, że powinnam wypić to piwo... do czasu. Też się na byłym poznali. Dziś moja mama cieszy się że jestem szczęśliwa, Twoja też będzie. Oni tak naprawdę na pierwszym miejscu są rodzicami, a dopiero potem "katolikami". Piszę w cudzysłowiu, bo wiara nie polega na tym, by odwracać się od swego dziecka, kiedy nas potrzebuje. Bóg jest najlepszym ojcem - to takie wyświechtane zdanie - ale rodzice powinni brać z Niego przykład - przyjąć pod swój dach dziecko, które do nich wraca pokaleczone przez życie.
Jeszcze jedno podobieństwo: były, kiedy odeszłam, obdzwonił wszystkich naszych znajomych i rodzinę z hasłem, że odeszłam do kochanka, zdradziłam go i w ogóle. Chamstwo jakich mało, zwykłe kłamstwo. Ale dziś widzę pozytywny aspekt: ci, którzy uwierzyli po prostu nie są dziś moimi przyjaciółmi, nie istenieją dla mnie. Wiem, z kim tak naprawdę miałam do czynienia.
Moja rada dla Ciebie: odejdź od tego człowieka. On Cię nie kocha i Ty jego pewnie też już nie. Nie ma sensu niszczyć sobie życia w toksycznym związku.
Agau, właściwie sama już sobie odpowiedziałaś na gnębiące Cię pytania: nie kochasz go, boisz się w własne dziecko, uciekaj, gdzie pieprz rośnie razem z dzieckiem od tej chorej sytuacji, rękoczyny .... te będzie trudno powstrzymać przy następnej okazji czy sposobności. Wszystko jeszcze przed Tobą, inny udany związek, przyszłość Twoja i Twojego dziecka, to ważniejsze od zwidów Twojego partnera i wyimaginowanych sytuacji. Trzymam kciuki.
Moi rodzice (o katolickich zasadach) uważają, że powinnam wypić piwo, które nawarzyłam sama, czyli za wszelką cenę nie dopuścić do rozwodu, kosztem mojego zdrowia.
Pytam sie grzecznie gdzie mieli swoje katolickie zasady, gdy...
nie chcieli bym wyszła za mąż
... dziecko mialoby wychowywac sie w zwiazku nieformalnym? Zgroza! ![]()
Co do ogolnej sytuacji, to ewakuuj sie szybko z predkoscia co najmniej warp 5
.
Długo teraz rozmawiam z mamą, wreszcie przekonuje się,że nie da się niczego ratować na siłę, dała słowo, że będzie przy mnie, bez względu na moją decyzję. To wzmacnia.
Zakończyłam już jeden etap w życiu, czas zakończyć drugi i nabrać tchu, żyć i się nie bać!
Dziękuję wszystkim za obiektywne opinie, czuję się zrozumiana. Pozdrawiam życząc, jak najmniej zakrętów w życiu.
14 2010-07-16 10:08:51 Ostatnio edytowany przez agau (2010-07-17 09:50:01)
Ciągłe kłótnie, szantaż emocjonalny, werbalna i niewerbalna agresja, brak poczucia bezpieczeństwa. Kto nie doświadczył, ten nie zrozumie.
Ja rozumię! Doswiadczyłam czegoś podobnego. Nadal tkwię w podobnym związku, moze na nieco innych zasadach ale długo by o tym pisać. Powiem Ci jedno: żałuję, że nie skończyłam tego wtedy gdy był jeszcze na to czas i radzę Tobie byś to zrobiła!
uciekaj z tego zwiazku w rownym stopniu dla siebie jak i dla syna bo twoja dusza umrze w tym zwiazku a syn gdy dorosnie przeniesie te wzorce do swojego zycia i zgotuje pieklo sobie i swojej rodzinie ratuj go
Wczoraj wyszłam z koleżanką na piwo, wróciłam do domu o 21.oo cała rodzina zrobiła mi raban, że byłam z kochankiem, ponieważ mój mężulek pojechał do moich rodziców i nakręcił sytuację. Wariatkowo. Nie spałam całą noc, podjęłam decyzję, dziś idę do adwokata. Sprawa rozwodowa będzie koszmarem, ale dam radę, chyba...
Adwokat nie rozwiąże Twoich problemów. Może tylko w pewien sposób ukierunkować Twoje działania. Ale to dobrze, że podjęłaś taka decyzję. To ważna decyzja życiowa. Ja bym jednak poczekała na razie z tym rozwodem. Papierek do niczego Ci nie jest potrzebny. W tym momencie. Zacznij budować sobie zaplecze dla siebie i synka. A potem dopiero idź do sądu z pozwem. Rozwód to nie sielanka. A rozwodu nie może żądać małżonek wyłącznie winny rozpadu pożyci. Chyba, że druga strona wyrazi na to zgodę. Myślę, że jeżeli Twój mąż ma dowody na tą znajomość twoją z tym owym panem M. To może być trudno. A pacząc na to jak się teraz zachowuję. To wnioskuję, że być może robi to z premedytacja, ale jednak się stara. Być ok. Przy rozwodzie będzie brane pod uwagę wiele innych czynników. Nie tylko te uczuciowe. Ale i takie:, kto się zajmował dzieckiem, kto domem, kto zarabiał na utrzymanie rodziny itp. Nie odradzam CI rozwodu broń Panie Boże. Ale sugeruje tylko by wszystko robić z głową. A decyzje podejmować po głębokiej analizie. Życzę powodzenia.
skad ja to znam...
przeczytaj ksiazke "KOBIETY KTORE KOCHAJA ZA BARDZO I WCIAZ WIEZA ZE ON SIE ZMIENI"
wielu kobietom ja radze z tego forum, jest wlasnie o przykladach kobiet ktore traktuja wlasnie facetow jak dzieci i chca ich wychowywac poprawiac, naprwiac-a oni s aduzi i sie nie zmienial.
wiesz co gdybym ja miala kase i prace to bym odeszla dawno temu.
on cie nie szanuej klamiac, udezajac, nie szanuje twojej prywatnosci.
widze ze ejstes zdecydowana i to wspaniale, a on..wie ze nawazyl piwa, byc moze si eobudzil i bedzie tak zwany miesiac miodowy a potem powrot do tego co bylo, wasnie temu ze on taki jest i choc by nawet chcial to si enie zmieni-natura-a ty bardzo dobrze robisz, idz do prawnika i walcz o siebie i dziecko
a powiem szczeze ze ta znajomosc z M....mysle ze to wspanialy pomysl miec przyjaciela i mysle ze i z niego nie powinnas rezygnowac i czekam na ciag dalszy
zycze duuzo sil. trzymam kciuki
Nigdy nie przypuszczałam, że zaznam życiowego zakrętu. Wiem, że to trochę naiwne, ale w momencie, kiedy traci się grunt pod nogami, jest trudno pogodzić się ze zmianami. Postanowiłam zaczekać z rozwodem, aż wszystko się wyciszy, a ja nabędę 100% pewności, że nie warto czekać, jak na razie wystarczy separacja. Jeśli nic się nie zmieni (a przypuszczam, że nic się nie zmieni), to wówczas podejmę ostateczne kroki. W głowie mam ciągle dziecko i teraz ono jest dla mnie najważniejsze. Moje serce, mój syn. On musi, jak najmniej zła wynieść z całej tej sytuacji. Pozdrawiam wszystkie netkobietki. Dziękuję za słowa otuchy, to ważne dla mnie.