Wypadek i jego konsekwencje - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Wypadek i jego konsekwencje

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: Wypadek i jego konsekwencje

Temat dla osób, które uległy w swoim życiu jakiemuś wypadkowi i chciałyby podzielić się swoimi przeżyciami z tym związanymi. Ile z tego pamiętacie? jakie emocje i myśli Wam towarzyszyły? Jaki wpływ miało to na Wasze życie? Jak radziliście sobie i radzicie obecnie w pracy? Czy odczuwaliście/odczuwacie skutki/objawy stresu pourazowego? Musieliście korzystać z pomocy specjalisty? Możecie wspomnieć krótko o rodzaju wypadku i obrażeniach, ale nie musicie, jeśli obawiacie się utraty anonimowości. smile

PS. chciałabym, aby wątek nie dotyczył kwestii odszkodowania, procesu, urazów fizycznych i ich skutków. Temat dotyczyłby jedynie konsekwencji natury emocjonalnej/psychicznej.

"Nagle, nieraz w ciągu kilku dni, powstaje więź, o wiele mocniejsza od wszystkich, ale to wszystkich więzi, jakie istnieją między nami, ludźmi. Nie ma wierności, która by nie została złamana, z wyjątkiem wierności naprawdę wiernego psa".
Konrad Lorenz
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Sainz (2022-01-17 00:58:59)

Odp: Wypadek i jego konsekwencje

Na wstępie pozdrawiam wszystkich użytkowników i użytkowniczki smile. Temat na tyle ciekawy, że w przełamał moje niezdecydowanie i w końcu od czytelnika przechodzę do statusu użytkownika - netfaceta.

W swoim życiu miałem różne mniejsze i większe wypadki. W tym poście skupię się na kwestiach psychicznych jednego zdarzenia, którego wynikiem są 2 bliznowce na ciele, ale mogło się skończyć dużo gorzej. Minuty, a może i sekundy dzieliły mnie od kalectwa i/lub śmierci. Nie rozpisując się nadmiernie - podczas parzenia kawy w wyniku mojej nieuwagi (spowodowanej zamyśleniem, czasowym odcięciem się od rzeczywistości) zapalił mi się rąbek koszuli, której materiał był stosunkowo łatwopalny i po pewnej chwili stałem się żywą pochodnią. Nie rozpisując się nadmiernie, reszta działa się bardzo szybko: moje połozenie się na ziemi, krzyk i wołanie o pomoc, gaszenie przez dziadków a potem rodziców, akcja chłodząca, zawiezienie do szpitala. Skończyło się to fizycznie wspomnianymi pamiątkami, ale psychicznie, no właśnie...

Pierwsza rzecz, która dała mi do myślenia, to powód, dla którego doszło do takiej sytuacji. Wspomniane odrealnienie, uciekanie myślami gdzieś po za aktualny świat i to naprawdę daleko. Ktoś może powiedzieć, że to nie jest nic nadzwyczajnego. Może i nie jest, ale gdy człowiek tak daleko ucieka po za świat doczesny, tak radykalnie się wyłącza, traci kontakt z rzeczywistością...to już nie jest dobrze. Na takie błądzenie myślami też musi być czas i miejsce by nie zrobić sobie krzywdy. Myślę też, że warto przyjrzeć się sobie, skontrolować, czy nie jest to jednak samo w sobie niepokojące, bo u mnie okresowe wyłączanie się jest wypadkową innych doświadczeń i zaburzeń o których zdałem sobie sprawę w późniejszym etapie swojego życia za pomocą specjalisty.

Druga sprawa to reakcja na pierwszy płomień, który zajął rąbek koszuli, gdzie nie było "podbramkowo". Jak się to u mnie objawiło? I tutaj moja reakcja do dziś jest szokiem dla samego siebie, ale....nie zrobiłem nic. Mój umysł dosłownie się...zablokował. Stałem jak słup soli wpatrując się w płomień, który stawał się coraz większy - jednocześnie mając dosłownie 2 metry od siebie zlew z kranem do którego można było podejść ze stoickim spokojem, albo nawet angielską flegmą, odkręcić kran, zrobić "pssss" i po płomieniu. Brzmi nieprawdopodobnie? Ależ skąd! Myślę, że część osób będzie znała inne historie ludzi, którzy w sytuacjach zagrożenia nie potrafili uciec, tylko stali tak samo zamrożeni. Wydaje mi się, że jest to często spotykana sytuacja, gdy dochodzi do gwałtu na kobiecie a potem, gdy na jaw wyjdzie ten fakt, jest ona oskarżana na zasadzie "byłaś bierna, czyli chciałaś tego a teraz nie płacz". Dlaczego właśnie o czymś takim wspominam jak gwałt? Bo o takich historiach były nawet zakładane tematy na tym forum, więc może kogoś z Was uda mi się na to uczulić, szczególnie zwracam się do kobiet. Żeby się tego nie wstydzić drogie Panie, ale jednocześnie mieć świadomość i swoich zachowań i czuwać nad nimi, żeby nie zostać ich zakładnikiem. Przyznam się, że tego jeszcze nie mam przepracowanego do końca. Poznałem (także z pomocą specjalisty) powód, dla którego tak reaguję na sytuację dużego zagrożenia, ale nie wiem jak sobie z tym radzić, co z tą widzą zrobić na chwilę obecną. Tutaj jeszcze mam swoje do zrobienia.

Numer 3? To już klasyka gatunku, czyli działanie adrenaliny. U jednych wywołuje ona efekt spowolnienia czasu jak w filmie Matrix, u innych przyspieszenie. U mnie było zdecydowanie to drugie. Wszystko działo się szybko, jakby ktoś wrzucił prędkość powiedzmy 1.5 na youtube. Pamiętam, że gdy już zostałem ugaszony i wrzucony pod prysznic, to na fali adrenaliny znowu doszło do odrealnienia w mojej głowie, ale bardziej na zasadzie zmiany perspektywy - jakby to się działo wszystko bardziej z boku, przejście w tryb obserwatora tej sytuacji na zasadzie filmu a nie bycia a nie uczestnikiem. Do tego wszelkie rozmowy, krzyki były tępe, wytłumione, mało co tak naprawdę docierało w pełni do świadomości. Oprócz tego oczywiście działanie przeciwbólowe - w całej panice na początku jedynie co czułem to...przyjemne ciepełko, jakbym wskoczył do świeżo zagrzanej wody w wannie, mimo iż ogień zaczynał dostawać się w okolice tyłu głowy a ubranie pod łokciem zaczęło mi się "wtapiać" w skórę. Jak wsiadłem do karetki, to już percepcja świata wróciła do stanu "pierwszej osoby". Zostało tylko działanie przeciwbólowe, które zeszło dopiero na SORze. Żeby było śmieszniej - po podaniu leków przeciwbólowych.

Numer 4 to będzie też i zakończenie tej historii. Stresu pourazowego nie mam, natomiast w głowie siedzi co innego. Do dzisiaj trapi mnie poczucie winy wobec siebie, że doprowadziłem siebie i rodzinę niemal do tragedii przez coś tak błachego jak zamyślenie się przy parzeniu kawy. Część rodziny trapiły koszmary po tym zdarzeniu a ja dobrze zapamiętałem te krzyki i przerażone twarze - trudno po takim widoku przejść do porządku dziennego ot tak.

Więc tak na koniec...nie lekceważcie swojej świadomości, podświadomości, emocji, czy wszelakich zachowań, zagadnień związanych z Waszą psychiką, ktróe Was zastanawiają. Bądźcie ze sobą cały czas w kontakcie. Nie po to by karać się, gdy dopadają Was niewygodne emocje i zachowania których nie rozumienie. Próbujcie je zrozumieć a nie z nimi walczyć. Zrozumienie takich niuansów naszej psychiki moim zdaniem jest naprawdę ważne. Nieważne w tym jest czy uważacie się za osobę normalną, "nienormalną", zaburzoną we własnej ocenie, czy ze stwierdzonym przez profesjonalistę zaburzeniem. Ten wypadek co mnie spotkał był wynikiem pewnych moich zaburzeń, które po części zrozumiałem. Z jednymi już poukładałem życie, wiem jak z nimi funkcjonować, inne jeszcze na to czekają. Wierzę jednak, że nadejdzie dzień w którym będę mógł stwierdzić że poukładałem to wszystko, czego życzę wszystkim Wam. wszystkim bez wyjątku smile

3

Odp: Wypadek i jego konsekwencje

Nie da się tego nauczyć czy przewidzieć, każdy organizm inaczej reaguje w przypadku zagrożenia życia, u Ciebie tym bardziej, jak miałeś też inne problemy z uważnością, to było poza Tobą i nie możesz się obwiniać.

Dobry  przykład z gwałtem, wierzę w ten paraliż, o którym nie jedna ofiara wspomina.

4 Ostatnio edytowany przez DeepAndBlue (2022-01-17 11:29:10)

Odp: Wypadek i jego konsekwencje

To prawda, ludzie mają różne reakcje na zagrożenie. Dopisałabym trzecią: panikę bez składu i ładu. Osobiście mam zwolnienie czasu, wyostrzenie zmysłów, sprecyzowane działanie i jasne strategiczne myślenie, do tego zdolności organizmu do wysiłku jak np wysoki i daleki skok niemal atletyczne, aczkolwiek na codzień też jestem taki zamulony Dyzio marzyciel. Tak właśnie się zastanawiałam, że będąc w kuchni Sainz nie skorzystałeś z wody w kranie albo sam pod prysznic nie pobiegłeś. Dziwne ale byłam świadkiem takiego wydarzenia. Trzeba było tą osobę szarpnąć i pociągnąć, bo by się dała rozjechać. Uniknęłam kilku gwałtów, zawsze tą samą metodą, czubkiem buta prosto w nabiał, jeden wycelowany ale mocny kop. Koleżanka, która ze mną była podczas jednej próby z kolei miała właśnie ten paraliż, znieruchomiała i tylko się patrzyła przerażona po czym jak napastnik skupił się na mnie odtajała i uciekła.

I am red hot kitchen and I am cool...

When you hear a profound teaching, do not follow it; treat it as a fresh breeze that brushes past your ears but is gone in the blink of an eye.
https://m.youtube.com/watch?v=8tA7qsQYGBs

5 Ostatnio edytowany przez Herlina (2022-01-18 23:42:42)

Odp: Wypadek i jego konsekwencje

Sama miałam 3 sytuacje, które wpłynęły w ogromnym stopniu na moje życie, jednak to jedna do teraz wpływa regularnie na moje życie. Było to porwanie z pobiciem i przetrzymywaniem w domu przez ex chłopaka. Bił mnie, gwałcił, groził.
Musiałam robić i mówić to czego chciał, by móc uciec, co cię ostatecznie udało.
Nie wniosłam oskarżenia mimo obdukcji, nagrań glosowych i filmowych, ze względu na strach i reakcję otoczenia.
Myślałam, że nie dam rady unieść procesu i ewentualnych problemów, bałam się jak może mi zniszczyć życie.
Cały czas widzę go w innych ludziach mimo, że mieszkam  już w innym mieście. Bałam się, że mnie oskarży o jego zaburzenia, zniszczenie życia czy cokolwiek, i, że mnie zadźga na ulicy, obleje kwasem, odwiedzi w domu. Do tej pory się boję pukania do drzwi. Czekam na moment gdy się w końcu zabije, bo wiem, że to nastąpi.
Moje PTSD to przede wszystkim widzenie go we wszystkich ludziach którzy w 10% przypominają go, bądź po prostu nachalne myśli i wspomnienia scen które czy chcę czy  nie, wracają. Czasem wpadam w złość i przypominam sobie co się działo, próbując wyobrazić sobie co by było gdybym zrobiło to czy tamto, ale najczęściej po prostu się trzęsę jak ktoś go wspomina bądź muszę mówić o tym okresie.

edit. był moment, gdy byłam pewna, że nie przeżyję, i czułam głównie to, że faktycznie nie wierzę w boga. Byłam pogodzona ze śmiercią i nicością później.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Wypadek i jego konsekwencje

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021