...
1 2021-12-19 15:34:46 Ostatnio edytowany przez Shirall (2021-12-19 18:19:09)
Podobne tematy
Dziwne, że on z normalnego męża zmienił się w potwora. To tak wygląda, jakby odbiło mu, jak spezlo na niczym posiadanie syna, niby niewiarygodne...
Nie wiem czy teraz będziesz miała siły, bo dużo wcześniej powinnaś to zgłosić, w gminnym centrum pomocy rodzinie, ale postaraj się wykrzesać z siebie siłę, żeby zawalczyć o siebie.
A najpierw skorzystać z pomocy pchychologa, bo musisz przestać się bać, postawić wszystko na jedną kartę.
Jeśli nie dasz rady, to powinnaś się wyprowadzić, złożyć pozew o rozwód, podział majątku i alimenty.
Tymczasem na pewno gdzieś byś znalazła schronienie, chociażby w domu samotnej matki.
Jesteś IMO autorko współuzależniona, czyli uwikłana w długotrwały związek z osobą uzależnioną.
Poszukaj w swojej okolicy ośrodka, miejsc, które pomagają osobom takim jak Ty.
Póki co robisz z siebie straszną ofiarę losu, sama odbierasz sobie sprawczość i tworzysz problemy, rzucasz kłody pod nogi. A tak naprawdę masz mnóstwo możliwości, aby zadbać o siebie i swoje córki.
4 2021-12-19 17:57:33 Ostatnio edytowany przez Shirall (2021-12-19 18:10:08)
...
Witam Zdecydowałam się w końcu na opisanie tu w mojej historii, chodź przyznaję że dużo kosztuje mnie takie otwarcie się.
W tej chwili jestem wrakiem człowieka, całkowicie złamana psychicznie bez nadziei na lepsze jutro.
Nie mam w nikim żadnego wsparcia, więc może chociaż troszeczkę ulży mi gdy wyrzucę z siebie to co mnie zatruwa.
Ale może od początku. W rodzinnym domu czułam się samotna , nie kochana. Nigdy nie miałam w rodzicach wsparcia. Za wzór zawsze stawiali mojego brata który był bardziej pracowity, który skończył lepsze liceum.
Ja nie byłam nigdy za nic chwalona, nigdy nie byli ze mnie dumni. Nie pamiętam żeby mama powiedziała mi że mnie kocha, czy przytuliła mnie. Bałam się zwrócić do nich o jakąkolwiek pomoc czy radę w obawie że zostanę wyśmiana, niezrozumiana. Marzyłam o tym żeby jak najszybciej się stamtąd wyrwać, żeby założyć swoją rodzinę, żeby kochać i być kochaną.
Wyszłam za mąż w wieku 22 lat. Ja pochodzę ze wsi, mój mąż również. Po ślubie zamieszkaliśmy u niego. Jego rodzice przepisali nam gospodarstwo oraz działkę pod budowę domu. Zaraz po ślubie przyszła na świat nasza pierwsza córka. Mąż dodatkowo miał swoją firmę, dobrze zarabiał i szybko wybudowaliśmy swój domek. To były najszczęśliwsze lata mojego życia.
Chciałam odchować trochę córkę i iść do pracy, ale mąż inaczej to widział. Zaczął nalegać na kolejne dziecko. Delikatnie i umiejętnie zaczął mnie urabiać. Chwalił jaką jestem świetną żoną, zaradną, pracowitą, że jestem świetną mamą, super gotuję i jeszcze pomagam mu w gospodarstwie. Było by wprost cudownie gdyby otaczała nas większa gromadka dzieciaczków. Cóż, uległam. Zaczęliśmy się starać o dziecko, ale tym razem trochę się to komplikowało i nie mogłam zajść w ciążę. Druga córka urodziła się sześć lat po pierwszej i ze względu na duże zagrożenie mojego życia nie powinnam mieć więcej dzieci.
Mąż niby się cieszył ale czułam że czuje się zawiedziony. Nie miał syna o którym marzył i nigdy nie będzie go miał.
Coraz częściej wracał z pracy pijany. Tłumaczył, że załatwia interesy i inaczej się nie da. Wtedy jeszcze nie przejmowałam się tym zbytnio. Zazwyczaj kładł się potulnie spać a rano wszystko wracało do normy.
Powoli a systematycznie pił coraz więcej. Zaczęły się o to awantury. Nie tolerowałam tego, chciałam żeby nie pił tyle, prosiłam, namawiałam na terapię, obiecywałam swoje wsparcie. Nie działało nic. Doszło do tego że wychodził do pracy po to tylko żeby pić w spokoju, potem jeszcze poprawiał w domu. Zaczęła w nim wzrastać agresja. Czepiał się wszystkiego. Co bym nie zrobiła było źle. Chodziłyśmy po domu na palcach żeby pana nie zdenerwować.
Firma oczywiście padła, a co najśmieszniejsze, winą za to po dziś dzień obarczana jestem ja.
Wymyślił sobie że będzie wyjeżdżał do roboty za granicę. Obawiałam się tego, ale też liczyłam na to że zatęskni, doceni to co miał i znów będzie jak kiedyś. Oj, bardzo się myliłam. Puściły mu wszelkie hamulce, ukazało się najgorsze oblicze. Kiedy jest za granicą do pracy chodzi trzeźwy, ale pije przy każdej możliwej okazji. Codziennie są piwa a w weekendy alkohol leje się strumieniami. Gdy wraca do domu to nie trzeźwieje.
Zrobił się agresywny, mściwy. Ogromną radość sprawia mu gdy sprawi mi przykrość czy jakoś dokuczy. A stał się w tym mistrzem. To się w głowie nie mieści do czego jest zdolny. Wyzwiska są na porządku dziennym. Ciągle słyszę że jestem szmatą, wieprzem, nierobem, że się kur...ę jak jego nie ma. Krzyczy żebym wypierdalała z jego domu, bo to wszystko jest jego. Zabrał mi samochód żebym nie mogła jeździć do kochanków. Mieszkając na wsi jestem totalnie uziemiona. Nie mam jak zrobić zakupów, jechać do lekarza czy na wywiadówkę. Nie ma mowy żeby oddał mi samochód. Próbowałam tłumaczyć, prosić i nic nie dociera. Muszę prosić starszą córkę o pożyczenie auta, albo o załatwienie czegokolwiek. I to w tajemnicy przed nim.
Wyrzuca mi z garderoby moje rzeczy, tłucze naczynia, wyrzuca z lodówki jak coś mu nie pasuje, wykręca korki od prądu, zakręca mi ciepłą wodę gdy biorę prysznic. Nie mogę iść do fryzjera czy kosmetyczki, nie mogę mieć kremu i to nie jakiegoś bardzo drogiego a nawet takiego za 20 zł. Ciągle muszę pamiętać żeby pochować przed nim ładowarki , mój portfel z dokumentami bo jak znajdzie to schowa albo wyrzuci. Muszę mieć wyciszone dzwonki w telefonie, bo jak by ktoś przy nim do mnie zadzwonił to wpadł by w szał.
Jak jest zagranicą to kontroluje mnie w ten sposób że dzwoni do którejś z córek i karze im żeby dały mnie do telefonu. Jak odbiorę to jest ok, ale jakby nie to od razu że jestem u kochanka.
Parę lat temu znalazłam sobie pracę w knajpie. Jeździł i sprawdzał czy faktycznie tam jestem i pracuję czy z kochankiem. W końcu musiałam z tej pracy zrezygnować bo kilka razy zabrał mi kluczyki i nie mogłam dojechać.
Ulgą jest dla mnie czas kiedy go nie ma, choć i tak czuję wtedy jego kontrolę nad sobą (brak możliwości korzystania z auta, kontrole telefoniczne, niespodziewane, spontaniczne przyjazdy do domu żeby mnie przyłapać )
Po 20 latach małżeństwa mam stany lękowe, depresję, myśli samobójcze. Totalnie złamał mnie psychicznie. Nie widzę żadnego wyjścia z mojej sytuacji.
Każe mi pakować manatki i wypierdalać i grozi że grosza nie dostanę. Starsza córka jest na studiach, dorabia sobie ile może, ale bez dodatkowego wsparcia nie da rady. A on grozi że jej też nie będzie utrzymywał i młodszej też .
Wiem że musiałby płacić alimenty ale zanim cokolwiek uzyskam to zejdą lata. Cały czas słyszę że nic mi nie da , więc o wszystko musiała bym walczyć a ja nie mam ani na to siły, ani pieniędzy.
Nie mam też gdzie się podziać. Bez mieszkania, bez pracy, bez żadnej pomocy z zewnątrz. Czuję się jakbym wpadła do głębokiej ciemnej dziury z której nie wydostanie się samemu bez niczyjej pomocy.
Mam 42 lata, a czuję się na drugie tyle. Ciężko jest żyć kiedy się wie, że już nic dobrego człowieka nie spotka, kiedy nie ma nadziei na lepsze jutro.
Autorko, a ja myślę, że napisałaś ten post, ponieważ akurat dzisiaj Twój mąż znowu urządził Ci jakąś awanturę. Uzalasz się więc nad sobą bo czuć to nawet przez klawiaturę. Przyjdzie jednak dzień jutrzejszy i minie tydzień, a Ty na nowo zakaszesz rękawy, by mankiety nie przeszkadzały Ci w robocie, zacisniesz zęby, by na koniec paść na wyrko ze zmęczenia. Wroslas już po prostu w takie życie.
Szkoda, bo przecież ciagle jeszcze jesteś młodą kobietą. Niestety z mentalnością staruszki.
Gdzieś tam po drodze zagapilas się i pozwoliłas na to, by jakiś pijak wdeptal Cię w ziemię.
Uważam, że jeśli naprawdę będziesz chciała uwolnić się z tej patologii, to znajdziesz na to i siły, i sposób, dla chcącego nie ma nic trudnego.
Jeśli natomiast nie będziesz chciała niczego zmieniać, to dalej tak będziesz żyła albo jeszcze gorzej.
Wiesz jak ja to widzę? Co więcej, wszyscy z Twojego otoczenia najprawdopodobniej też tak myślą. Otóż, ja uważam, że skoro on jest taki beznadziejny, taki zły, a Ty przy nim trwasz, to do licha, kim Ty właściwie jesteś?
Mąż jest Twoja wizytówką, to nie dziw się kobieto, że każdy ma w nosie Twoje problemy, każdy ma prawo i o Tobie źle myśleć.
Jesteś dorosła kobieta, matka dorosłych dzieci, a nie potrafisz pozbyć się agresywnego pijaka? Naprawdę jest tak źle, że nie dasz sobie rady z tym problemem? Masz jeszcze przed sobą kawał życia. Nie warto więc poświęcić teraz np roku, by uwolnić się z patologii?
Z pierwszego postu faktycznie może wynikać że bezpośrednią zmianą zachowania jest brak syna. Nie jest to jedyny powód. Jeden z wielu z pewnością, bo nie raz słyszałam jaką jestem beznadziejna i zdechlak ze mnie bo ledwie dwoje dzieci urodziłam.
On od początku przejawiał takie zachowanie że należało od niego wiać ale ja wolałam jak najszybciej wiać z domu. Od rodziców nie dostałam "tylko" miłości. Nie było alkoholu, patologii. Rodzice byli pracowici i może nie jakoś bardzo majętni ale nigdy niczego nam nie brakowało. Może właśnie w ten sposób okazywali mi miłość. Ale ja najbardziej na świecie pragnęłam żeby mama mnie przytuliła i powiedziała że jest że mnie dumna. Żebym mogła zwierzyć się jej że jakiś chłopak bardzo mi się podoba i nie została z tego powodu wyśmiana i odprawiona ze zdaniem żebym zajęła się nauką a nie głupotami.
Gdybym miała ciepły rodzinny dom dłużej szukała bym tego jedynego. Wyszłam za pierwszego który mnie chciał bo uważałam że gorzej niż w rodzinnym domu już nie może być.
Imponowało mi że jest taki władczy, bezkompromisowy, silny. Teraz wiem że należało od niego uciekać gdzie pieprz rośnie.
Od samego początku zaczął mnie odseparować od moich dwóch przyjaciółek. No bo były głupie i jak ja mogę z nimi się zadawać.
Zawsze musiał mieć decydujące zdanie, ale umiał mnie tak zmanipulować że ja jego zdanie uważałam za swoje.
Powiedz, co Tb daje rozpamiętywanie to, co otrzymałaś i nie otrzymałaś od swoich rodziców? Czasu nie cofniesz. Tego już się nie da odkręcić.
Podobnie z mężem. Co masz z tego, że sobie teraz wyrzucasz, że nie uciekłaś od męża po pierwszych oznakach, że życie będzie z nim trudne?
Bo moim zdaniem chowasz się w przeszłości po to, żeby nie zajmować się teraźniejszością i mieć jakiś realny wpływ na swoją przyszłość. Tak wygodniej.
Może chciałabyś być dzieckiem, którym ktoś się zajmie, ukocha je i rozwiąże problemy, ale tak nie jest. Musisz zrobić sobie listę swoich zasobów i możliwości (jak pisałam wcześniej - masz ich wiele), a potem działać, żeby je wykorzystać dla własnego dobra.
Nic się nie zmieni jak nic z tym nie zrobisz.
Twoja siła, umniejsza jego siłę, dlatego pomoc psychologiczna powinna dać Ci siłę do zmian, póki jesteś młoda, im dłużej będziesz zwlekać, będzie tylko gorzej.
Przesluchaj audiobook "Koniec współuzależnienia". Na youtube mozesz go znalezc. Mozesz znalezc tez grupę dla rodzin alkocholikow lub dda. Wiem, ze sa jakies otwarte mitingi rowniez online.
Zadbaj o siebie, o prace. Reszta niech dba o siebie, corki nie sa male i maja swoje sprawy.
To czy spotka Cie jeszcze cos fajnego w zyciu zalezy od Ciebie.
Jakis czas temu kolezanka opowiadala o swojej mamie, ktora cale zycie byla "gospodynia domu" zalezna od meza, na swoje zyczenie z reszta. Maz przestal sobie z czymkolwiek radzic, rozpil sie, corki wyjechaly za granice a ona wisiala na nich i oczekiwala, ze sie nia zajmą. Jest tak pod szescdziesiątkę. W koncu sama sie zebrala, przyjechala z Ukrainy do Polski, wynajela pokoj, znalazla sobie prace, kolezanki, z ktorymi sie spotyka, wyjezdza na urlopy. Mozna? Mozna.
Miałam podobną stuację. Mój ukochany był przemocowcem, alkoholikiem, maniakiem kontroli i wszystkim co najgorsze. Najpierw było sielsko, ale potem to już dramat. Wysyłałam go na klka terapii, ale bez skutku. W końcu zagroziłam że odejdę, wyprowadziłam się z domu. Chyba zrozumiał, bo poszedł SAM na kolejną terapią do Centrum Krajna i tam po terapii mu pomogli. Teraz jest innym człowiekiem. Bardzo się stara wyjść na prostą. Jak na razie miajają 3 miesiące odkąd nie pije i jest ok.