Cześć,
3 tygodnie temu zostawił mnie chłopak z którym byłam prawie 6 lat. Powodu rozstania za bardzo podać nie umiał (albo nie chciał), choć ja podejrzewam, że pojawił się ktoś inny.
Ogólnie serducho tęskni i chciałabym, żeby wrócił... ale wiem, że jak mnie nie kocha to moje uczucia do Niego nic nie zmienią i tak jest nawet lepiej.
Dużo myślę o Nim, bo rozstania się nie spodziewałam... do samego końca mówił, że mnie kocha, że dobrze mu ze mną i chce być ze mną... głowa, która analizuje ostatni okres nie chce wierzyć, że jego uczucia wygasły, bo się tak nie zachowywał.
Za każdym razem gdy moje myśli kierują się w jego stronę, gdy myślę o Nim, tęsknię, staram się sobie powtarzać, że najwyraźniej tak musiało być, że skoro zdecydował się na rozstanie to znaczy, że mnie nie kochał.
Ale jest bardzo ciężko
Bardzo brakuje mi Jego obecności i Naszego życia...
Myślę, że piszę to, żeby po prostu się wygadać, bo wiem, że znajomi i rodzina pomału mają dość mojego humoru i ciągłego wracania myślami do całej sytuacji... Jednak ja nie potrafię się od tego tak całkiem odciąć...