Byłam z chłopakiem 1,5 roku. Oboje mamy po 21 lat. Przez pierwszy rok było cudownie, mało się kłóciliśmy, sprawy omawialiśmy na bieżąco. Wiedziałam, że ma pewną przyjaciółkę, z którą utrzymuje kontakt. Nie miałam nic przeciwko. Ale od samego początku zaznaczałam, że szczerość jest dla mnie ważna i nie chcę kłamstw.
Kiedyś jak do niego przyjechałam to zostawił mnie samą w pokoju na dwie godziny żeby sobie z nią porozmawiać przez telefon. Oczywiście jeszcze w innym pomieszczeniu żebym niczego nie słyszała. Zabolało mnie to że musiałam tak długo czekać, bo skoro się umówiliśmy to powinien się skupić na mnie a z nią się umówić na inny termin. Niestety nie powiedziałam mu nic wtedy, bo nie chciałam wyjść na zaborczą.
W wakacje spotkaliśmy się z nią i jej chłopakiem. Od razu była negatywnie do mnie nastawiona. Przez całe spotkanie czułam się tam niepotrzebna. Co prawda, mój chłopak starał się mnie wplątać do rozmowy, ale ona zupełnie miała mnie gdzieś, jak chciałam coś powiedzieć to mi przerywała, nie słuchała mnie wcale, patrzyła na mnie takim wzrokiem jakby była wkurzona że ja w ogóle z nim przyjechałam. Czułam się okropnie po tym spotkaniu, powiedziałam o tym mojemu chłopakowi i przy okazji o tej ich długiej rozmowie też. Za tamto przeprosił, a co do spotkania to powiedział że porozmawia z nią na ten temat i zapyta dlaczego tak się zachowywała. Ona tak naprawdę nic nie wyjaśniła, powiedziała że było wszystko dobrze, ale ja widziałam że była do mnie negatywnie nastawiona. Niestety to trochę wjechało mi na głowę, bo wiem że jest to dla niego ważna osoba i naprawdę zależało mi na tym żebyśmy się dogadały. Dodatkowo zobaczyłam, że usuwa z nią wiadomości. Nigdy nie przeglądałam mu telefonu, ale najpierw pokazywał mi na messengerze co napisała na ten temat, a potem jak już pokazywał mi coś innego to zobaczyłam że nie ma jej nawet w ostatnich konwersacjach. Zapytałam o co chodzi, przeprosił, powiedział że nie chciał mnie stresować jakimiś niedopowiedzeniami. Okej. Przez kilka dni po tym spotkaniu byłam smutna z powodu tego jak mnie potraktowała, bo zwyczajnie męczyło mnie to że nawet nie wiedziałam o co jej chodziło. Ale przeszło, zapomniałam o sprawie.
Potem pojechaliśmy nad morze z jego rodziną i przyjaciółmi rodziny, w tym z jego najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. Kiedy zostałam z tym przyjacielem na chwilę sama, on zapytał jak nam do tej pory mijają wakacje, co robiliśmy. Powiedziałam, że spotkaliśmy się z tą dziewczyną (nie opowiadałam jak to spotkanie wyglądało). On na to "z jego pierwszą miłością?". Byłam w szoku, ale pomyślałam że może nie miał okazji mi powiedzieć albo uznał że nie jest to istotne, więc go o to zapytałam. On zaczął kłamać, wymyślać historyjki że temu koledze się chyba pomyliło i chyba mówi o kimś innym. Ale ja czułam, że coś kręci, bo wszystko co mówił mi o swojej byłej i wszystko co mówił mi o tej dziewczynie jakoś dziwnie się ze sobą łączyło. Więc zapytałam go ponownie i nie odpuściłam dopóki nie powiedział mi prawdy. W końcu się ugiął, powiedział że to naprawdę jest jego była. Pokłóciliśmy się (zaznaczam - nie byłam zła o to że ma z nią kontakt, tylko o to że mnie okłamał), ale udało się dojść do porozumienia, on przeprosił i obiecał że nie będzie już kłamał.
Niestety po tym miałam lekki problem żeby mu tak od razu w pełni zaufać, ale wiedziałam że to minie. Potrzebowałam po prostu trochę czasu. Nie urządzałam żadnych kłótni, nie oskarżałam o kolejne kłamstwa. Jedyne co zrobiłam to raz tylko zwyczajnie zapytałam czy były inne sytuacje w których mnie okłamał. Ale to pytanie nie padło z jakimiś pretensjami, zapytałam spokojnie, żeby się dowiedzieć. On się wkurzył i zapytał czy jak zerwie z kontakt z tą dziewczyną to czy pomoże mi to w jakiś sposób zaufać mu na nowo. Powiedziałam, że może pomóc. Ale potem dopowiedziałam, że nie wymagam tego od niego, że nie będę mu niczego zabraniać bo nie o to chodzi w związku, może mieć z nią kontakt a jeśli chce go zerwać to jest jego decyzja. On powiedział, że to zrobi, żebym była szczęśliwsza.
Jakiś czas później mieliśmy kryzys. Nie dotyczył on tej dziewczyny, po prostu było między nami trochę niewyjaśnionych spraw które w pewnym momencie się skumulowały i wyszły. On chciał zerwać, ja chciałam to wszystko przegadać, wyjaśnić i spróbować jeszcze raz z czystą kartą. Zgodził się. Przegadaliśmy wszystko i nie zerwaliśmy. Były warunki: szczerość i rozmowa o problemach. Potem byłam naprawdę szczęśliwa, jak pytałam jak in się czuje to powiedział że jest nawet lepiej niż na początku i że szczęśliwszy nigdy nie był. Raz z ciekawości zapytałam czy ma z nią kontakt, powiedział że od tamtego czasu w ogóle nie ma.
Jednak od jakiegoś zauważyłam że dziwnie się zachowuje. Cały czas nosił telefon przy sobie, nie mogłam nawet go dotknąć żeby sprawdzić godzinę. Nigdy czegoś takiego nie robił, dlatego wydawało mi się to podejrzane. Nie rozumiałam co się dzieje, co przede mną ukrywa, tym bardziej że ja nigdy nie sprawdzałam mu telefonu. W ten weekend jeszcze u niego byłam, było super, odwiózł mnie do domu w poniedziałek, jeszcze mi mówił jak bardzo mnie kocha, rozmawialiśmy o planach na przyszłość.
Jednak mnie dalej zastanawiało jego zachowanie, więc we wtorek po prostu zapytałam o co chodzi. Początkowo nie chciał nic mi powiedzieć, ale w końcu się przyznał, że znowu kłamał. Miał z nią dalej kontakt, powiedział mi że dzwonił do niej żeby się wyżalić i dostać jakieś rady wtedy jak mieliśmy ten kryzys. Trochę nie rozumiem dlaczego chciał rad akurat od niej, skoro sam widział jak negatywnie była do mnie nastawiona od samego początku. Ale okej. Zapytałam dlaczego nie mógł mi normalnie powiedzieć tylko tak się z tym ukrywał. Powiedział, że chciał uniknąć kłótni. Powiedziałam że nie byłoby żadnej kłótni, że przecież niczego mu nie zabraniałam. On powiedział że czasami woli skłamać niż porozmawiać i przyznał mi, że zamierza tak robić dalej i nie widzi w tym nic złego. Zdenerwowałam się, bo moim zdaniem w związku się powinno rozmawiać a nie kłamać, bo tak jest wygodniej. I jeszcze fakt, że powiedział że zamierza to robić dalej, jak ja mam zaufać komuś kto mówi mi wprost coś takiego? Skąd ja miałabym wiedzieć kiedy mówi prawdę a kiedy kłamie? Próbowałam mu przedstawić swój punkt widzenia, poprosiłam o to żeby szczerze ze mną rozmawiał zamiast kłamać, ale w sumie na tym się skończyło bo już mi nie odpisał.
W środę napisał że ma tego dosyć, że to już koniec i że przyjedzie we wtorek po swoje rzeczy. Byłam w szoku że coś takiego napisał, tym bardziej że zrobił to przez Instagrama. Wieczorem do niego zadzwoniłam, żeby jeszcze raz całą tę sprawę przegadać. Przedstawiłam mu swój punkt widzenia, powiedział że rozumie, ale zaczął mnie o całą sytuację oskarżać, powiedział że nie był ze mną szczęśliwy, że czuł się źle i oskarżył mnie o stosowanie przemocy psychicznej. Nie powiedzial konkretnie o co chodziło. Wcześniej też mi o tym nie mówił, cały czas słyszałam jak to mu jest dobrze ze mną. Jeśli faktycznie czuł się tak źle to powinien mi o tym powiedzieć, ja nie potrafię czytać w myślach i jeśli mi nie powie że jakieś moje zachowanie go boli, to ja nie wiem że mam je zmienić. Jeśli udaje że jest dobrze, to ja nie będę wiedziała jak on się naprawdę czuje. Powiedziałam mu to wszystko, zapytałam dlaczego jeszcze w poniedziałek mówił że jest super, że mnie kocha, że mu zależy a teraz nagle taka zmiana. Powiedziałam że ja jeszcze widzę dla nas szansę, ale musimy się nauczyć komunikowania się, bo bez mówienia o problemach to druga połówka nie domyśli się co jest nie tak. Powiedział że dalej coś do mnie czuje ale nie ma już siły psychicznie i nie widzi dla nas przyszłości. Jednak nadal nie wytłumaczył mi jakie moje zachowania go bolały. Podczas tej rozmowy słychać było że był pod wpływem silnych emocji.
Następnego dnia nie odzywałam się do niego. Wieczorem wysłał mi czarny ekran na snapchacie, nie wiem czy miało to na celu przypomnieć o sobie czy o co mu chodziło.
Jak myślicie, jest jeszcze szansa że do tego wtorku przemyśli sprawę i zmieni zdanie? Ja naprawdę chciałabym żeby to się udało, ale naprawdę on też musi zrozumieć że nie był idealny. Ja za swoje błędy przeprosiłam, chciałam to wyjaśnić żeby wiedzieć czego w przyszłości mam unikać, ale on nie chciał podać mi konkretów. Kocham go i zależy mi na nim, tak bardzo chciałabym żeby jeszcze nam się udało. Jednak poczekam do tego wtorku, dam mu czas i nie będę się na razie odzywać. Myślicie, że jak przyjedzie to warto jeszcze raz spróbować omówić sprawę? Pisząc o tym może mi nie odpisać, rozmawiając przez telefon może się rozłączyć a na żywo trudniej będzie mu uciec przed moimi pytaniami.
Myślicie, że jest jeszcze szansa? Może on to wszystko powiedział pod wpływem tych silnych emocji, może jeszcze naprawdę wszystko przemyśli?