Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1 Ostatnio edytowany przez zaq1zaq1 (2021-12-05 20:59:29)

Temat: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Cześć wszystkim,

Chciałem was prosić o szczerą opinię ponieważ w obliczu sytuacji którą zaraz wam przedstawię ciężko mi sie odnaleźć. Jestem 27 letnim meżczyzną. Mam żonę i 3 letnią córeczkę. Z żoną jesteśmy razem od liceum. Później razem studiowaliśmy zarządzanie. Z racji tego, że miała się urodzić córeczka ja poprzestałem studiować po licencjacie i założyłem firmę. Małżonka po porodzie skończyła również magisterke. Te studia nie były jej marzeniem. Poszła na nie tylko ze względu, że ja na nie poszedłem. Jej marzeniem była medycyna. Niestety po maturze nie udało jej się dostać ze względu na zbyt słabe wyniki z matury.
Po porodzie żona zachorowała na tle psychicznym. W szpitalu zdiagnozowali to jako zespół paranoidalny z objawami schizofremii. To był jeden z najgorszych okresów w moim życiu. Miałem sporo pracy i stresu w związku z pierwszą inwestycją w firme, niemowlak i żona w szpitalu. Bardzo wtedy pomogli nam teściowie u których mieszkaliśmy i którzy w sporej mierze zajmowali się córeczką. Całe szczęście leki zaczęły działać i po miesiącu żona wróciła do domu teściów gdzie wspólnie zamieszkaliśmy. Ja kilka miesięcy później musiałem wyjechać z sprawach służbowych na około 4 miesiące. Bardzo chciałem żeby żona do mnie przyjechała z córeczką chociaż na połowę tego czasu. Ja pracowałem 7 dni w tygodniu po 10-11 godzin. Żona powiedziała, że się nie przeprowadzić ponieważ byłaby tam większość czasu sama, bez rodziny z niemowlakiem a w dodatku jest świeżo po chorobie i musi brać leki które ją bardzo osłabiają i zamulają. W dodatku wynajmowałem wtedy dom na wsi gdzie nie miałaby w ogóle co robić. Było mi przykro bo zawsze wyobrażałem sobie rodzinę w ten sposób, że mieszkają razem ale w obliczu jej argumentów nie miałem do nikogo pretensji. Mając wolną chwile dzwoniłem do żony i zazwyczaj słyszałem: jestem zajęta, nie mogę teraz rozmawiać bo oglądam serial z mamą. Bardzo mnie to bolało. Widzieliśmy się raz na dwa tygodnie jak przyjechałem. Po tych 4 miesiącach pracy wróciłem do domu teściów gdzie mieszkaliśmy razem. Mimo tego, że mieszkaliśmy już razem to żyliśmy osobno. Czułem się tam źle, jako dodatek. Żona poświęcała mi mało czasu. Ze względu na efekt uboczny leków często była senna i zmęczona. Ja czasem próbowałem z nią czasem spędzić czas. Czasem proponowałem: może coś razem ugotujemy? Ona zazwyczaj odpowiadala to ugotuj Ty a ja w tym czasie obejrze serial z mama. Ja w efekcie często starałem się stamtąd wychodzić do swoich rodziców, do znajomych. Moja żona wolała wtedy zostać w domu i odpocząć. Czasem żona próbowała ze mną spędzić czas, przychodziła do pokoju, zagadywała a ją wtedy też olewałem. Wieczorami jak córa usnęła małżonka od razu szła spać (ze względu na leki które brała). Prawie nie spędzaliśmy czasu tylko we dwoje. Powinienem być wtedy bardziej wyrozumiały a ja się obrażałem i często prowokowałem kłótnie. O co bym ją wtedy nie poprosił odpowiedzieć była zawsze negatywna argumentowana różnymi wymówkami.

Moja działalność gospodarcza jest sezonowa. Pracuje mniej więcej pół roku a kolejne pół mam wolne. Kolejną inwestycję  planowaliśmy w dużym mieście, gdzie małżonka wcześniej mówiła, że tam mogłaby ze mną zamieszkać. Mogłaby ale jej marzeniem było mieszkać blisko jej rodziców ale była w stanie myśleć o mieszkaniu w innym miejscu. Przeprowadziłem się tam sam. Kontakt z żoną mieliśmy nie najlepszy. Bardzo mnie męczyła ta sytuacja, że mieszkamy osobno. Czułem że w tym układzie jest ona, jej mama i córeczka. Ja jestem tylko dodatkiem. Powiedziałem jej, że chce żeby chociaż połowe tego czasu kiedy tam mieszkam spędziła ze mną bo w przeciwnym razie się rozstaniemy. Przez 5 miesięcy mieszkaliśmy razem 3 tygodnie i to po wielu moich prośbach, namowach i szantażach. Starałem się nie myśleć o tej sytuacji rzucając się w wir pracy. Miałem bardzo duże pretensje do żony a jak patrze z perspektywy czasu to też do siebie, że wtedy nie poszliśmy do kogoś kto mógłby nam w tej sytaucji pomóc. Ciągle miałem w głowie, że to etap przejściowy, że leki w tym wszystkim nie pomagają. Ze skończy brać leki i sam spróbuję ją zmienić. To był chyba największy błąd jaki mogłem zrobić. Żona sugerowała żebyśmy poszli na terapie dla par ale ja miałem wyobrażenie, że sami sobie z tym poradzimy.

Przez kolejne pół roku jak mieszkaliśmy u teściów było troche lepiej. Mało się kłociliśmy choć czasu i tak spędzaliśmy mało. Ona żyła głównie jako córeczka mamusi gdzie większosć czasu spędzały razem, ja się obrażałem i starałem się możliwie mało siedzieć z nimi w domu. W tym okresie małżonka studiowała zaocznie i to był już ostatni rok studiów. W związku z covidem nauka była zdalna i była to raczej formalność.

Po kilku miesiącach przyszedł czas na nowy sezon w pracy. Wyprowadziłem się sam, bez namawiania już żony. We mnie była tylko złość. W momencie jak obroniła prace magisterską sama z siebie chciała przyjechać z córeczką do mnie. Podszedłem do tematu bardzo dziecinnie i zamiast się z tego ucieszyć podczas jej tygodniowego pobytu wylewałem na nią swoje żale i pretensje. Byłem oschły i nieprzyjemny. Bardzo ją to bolało.
Kilka miesięcy wcześniej pojawił się pomysł, że jak skończy te studia to może by zaczęła studiować to o czym zawsze marzyła- medycyne. W tym okresie lekarz odstawił jej leki przez co z powrotem miała siłe, uśmiech na twarzy. Nie była już senna i flegmatyczna. Jej studia nie były w parze z moimi planami i moimi marzenami, ale mocno ją do tego namawiałem, bo chciałem żeby była szczęśliwa. Jej wyniki maturalne nie były na tyle dobre, żeby miałą 100% pewność, że się dostanie dlatego ją namawiałem żeby złożyła też na studia płatne gdzie progi są niższe. Bardzo sie cieszyła na tą myśl ale po czasie stwierdziła, że jeżeli się dostanie na niepłatne to pójdzie a jeżeli nie to nie chce żeby jej za te studia płacić. Wyszła z załozenia, że jeżeli się nie dostanie to fajnie bo będzie miała czas dla córeczki, na pasję a jeżeli się dostanie to też fajnie bo spełni swoje marzenia. Ja ją w tym popierałem i to była nasza wspólna decyzja. Żona zakładala, że jedynym miejscem gdzie może studiować jest nasze miasto rodzinne ze względu na to, że będzie miał kto się zajmować córeczką. Ani moja ani jej mama nie pracują więc mają na tyle wolnego czasu, że bez problemu się zajmą wnuczką.
Ja zawsze miałem podejście że pracuje żeby żyć, że praca jest dodatkiem a nie celem. Konfiguracja pracy, że pracuje pół roku a pół roku mam wolne było spełnieniem moich marzeń, w wolnym czasie zawsze marzyły mi się rodzinne podróże, spędzanie czasu razem. W ostatnim czasie dostałem dwie oferty pracy, gdzie w okresie w którym nie mam swojej pracy mógłbym dorobić dodatkowe 70-80 tysięcy po konsultacjach z żoną odmówiłem.

Po złożeniu dokumentów była na liście rezerwowych a przed nią kilkaset osób. Z tygodnia na tydzień była coraz bliżej aż w końcu zadzwoniła, że się dostała. Przez pierwszą chwile się ucieszyłem, ale za chwile do mnie dotarło, że teraz to będzie ciężko to poukładać. Z dnia na dzień coraz bardziej mnie to gnębiło. Miałem w głowie, że teraz kiedy przestała brać leki i mogłoby być tak jak kiedyś nie będzie. Bałem się czy w tym wszystkim będzie miała też czas dla nas, dla rodziny. W rozmowie telefonicznej troche mnie uspokoiła, że zobaczy jak to będzie. Że na roku z nią są też mamy które mają dzieci więc nie jest sama w tej sytuacji. Że narazie jest bardzo dużo nauki ale to dlatego, że najgorsze są początki, że trzeba nauczyć się jak się uczyć. Powiedziała, że jeżeli będzie to tak wyglądało, że nie będzie miałą czasu na nic to sama zrezygnuje. Ja byłem 400km od niej i rozmawialiśmy jedynie telefonicznie. Przez kilka dni próbowałem sobie to poukładać w głowie ale bez skutecznie. Jestem osoba która sama sobie potrafiła poradzić a tutaj zderzyłem się z ścianą. Ja nigdy nie byłem skory to okazywania swoich uczyć w słowach. Przy żonie rozpłakałem się raz jak pierwszy raz zobaczyłem córeczkę. Zawsze starałem się to tłumić.

Po kilku dniach próbowałem z żoną porozmawiać jak to możemy poukładać. Ona z każdą rozmową coraz bardziej się na mnie złościła. Ja nie widziałem naszej przyszłości w takiej konfiguracji że pół roku mieszkamy w mieście rodzinnym razem a kolejne pół osobno. Po kilku dniach jej studiowania cięzko było się już do niej dodzwonić. Miała non stop wyłaczony telefon. Jak udało mi się z nią porozmawiać to podczas rozmowy się rozpłakałem, powiedziałem, ze ciężko mi sobie to pozytywnie wyobrazić. Stwierdziła, że mój płacz służy jedynie manipulacji i żebym się pogodził z sytuacja. Ja z tego wszystkiego nie mogłem spać. Z dnia na dzień czułem się tylko gorzej. Czułem, że to jest już koniec naszej rodziny. Podczas naszych rozmów żona była oschła w stosunku do mnie. Powiedziała mi, że teraz dla niej sa ważniejsze studia ode mnie i muszę się z tym pogodzić. Zawsze w moich oczach była ciepła, delikatna, rodzinna. Nie pasowała mi to co powiedziała do niej, ale zawsze była porywcza i wybuchowa i wtedy często gadała rzeczy które miały zaboleć. Po kupieniu ziołowych tabletek uspokających byłem w stanie dotrwać kilka dni do końca sezonu i przeprowadziłem się z powrotem do domu teściów.

Pierwszy raz w życiu miałem takie załamanie psychiczne. Chciałem z nią porozmawiać o tym, znaleźć jakies rozwiązanie, a ona tylko uczelnia i nauka. Jeżeli miała chwile była oschła i nieprzyjemna. W moim zachowaniu widziała podstęp. Zachowywała się zupełnie jak nie ona. Po kilku dniach powiedziałą, że postara się mnie zrozumieć i porozmawialiśmy jeszcze raz. Ustaliliśmy, że ona spróbuje mi poświęcić tyle czasu ile będzie mogła, że pójdziemy na terapie dla par i spróbujemy jakość dójść do porozumienia. Trochę mi się poprawiło, ale ciągle chodziłem smutny. Ciężko było mi sobie wyobrazić pozytywne zakończenie sytuacji. Ona miała wtedy do mnie pretensje bo mówiła, że jak widzi mnie smutnego nie może sie uczyć i wybuchała złością a ja płaczem. Później jak próbowałem z nią porozmawiać odbierała to jako zatruwanie jej życia. Wyprowadziłem się i było tylko gorzej. Bez przerwy o tym myślałem i znowu miałem problemy ze snem. Poszedłem do lekarza i dostałem leki uspokająco-nasenne. Po kilku dniach doszedłem do siebie i znowu spróbowaliśmy porozmawiać ale również zakończyło się to jej atakiem na mnie. Po kilku dniach poukładliśmy to sobie w głowie i spróbowaliśmy zamieszkać razem u teściów. Żona jest prawie ciągle zestresowana i rozmowa z nią to jak spacer po polu minowym. Byliśmy umówieni na terapie dla par i dzień wcześniej udało nam się porozmawiać tak jak kiedyś. Bez pretensji i żali pełni miłości przegadaliśmy 3 godziny. Aż żona zażartowała, że chyba już nie musimy iść na terapie. Jednak dnia następnego cały czar prysł bo wróciliśmy do punktu wyjścia czyli żona 12 godzin dziennie zajęta nauką i zajęciami a w pozostałym czasie zestresowana zaliczeniami. Doszliśmy do wniosku, że mamy trzy rozwiązania:

1. żona przeprowadza się na stałe do miasta w którym mam działalność gospodarcza i gdzie musze spędzać pół roku. Jest to rozwiązanie gdzie moglibyśmy pogodzić życie razem i studia żony. Żona tego rozwiązania nie akceptuje ponieważ ona jest w stanie studiować jeżeli wszystkie obowiązki dnia codzienniego przejmuje za nią mama. Dodatkowo chciałaby się widywać ze swoją rodziną chociaż raz w tygodniu a te dwa miasta oddalone są o 400km. Oprócz żony na roku były dwie dziewczyny które są mamami i obydwie już zrezygnowały ponieważ nie dały rady pogodzić studiów i obowiązków dnia codziennego więc mówi, że w przypadku jak ja mam negatywne nastawienie do jej studiów to jest niewykonalne. Ja nie byłem nastawiony negatywnie do studiów tylko jak kilka razy usłyszałem od żony, że studia są wazniejsze ode mnie i że ona nie chce tego zmieniać bo wie, że jak zmieni nastawienie to wtedy nie pogodzi studiów i życia rodzinnego.

2. żona zostaje w swoim domu rodzinnym gdzie może żyć w bezpiecznej bańce gdzie jej obowiązkiem są tylko i wyłącznie studia. Teściowa zajmie się wszystkimi innymi obowiązkami. Te studia to jest też wielkie marzenie teściowej. W tym układzie ja nie widze szansy na stworzenie normalnej relacji. Bede tylko dodatkiem gdzie żona może poświęcić rodzinie 3 godziny dziennie od poniedziałku do soboty i całą niedziele przy założeniu że nie ma innych obowiązków. Argumentuje to, że jest to tylko okres przejściowy i 6 lat minie bardzo szybko.

3.rozstajemy się i każde pójdzie w swoją stronę

Żona chodzi do psychoterapuety od jakiegoś czasu bo ma pewnego rodzaju zaburzenia. Ma objawy DDA, momentami jest bardzo spięta, nie odcieła pępowiny od swojej mamy... Wspólnie też umówiliśmy się na terapie dla par. Podczas tego okresu wałkowaliśmy ten temat na różne sposoby i za każdym razem nie dochodzimy do żadnego rozwiązania. Były dni gdzie mogliśmy normalnie porozmawiać i zagłębić się w nasze myśli a większość rozmów kończyło się na tym, że żona się denerwowała i zaczynała prowadzić monolog pełen wyrzutów i pretensji. Początkowo żona mówiła, żeby dac jej chwile czasu żeby mogła się ogarnać z nauką, że najtrudniejszy jest pierwszy miesiąc. Później pojawiły się kolejne zaliczenia i egzaminy i mówiła, że najgorsze są pierwsze dwa miesiące. Teraz pojawiają się kolejne zaliczenia gdzie jest zestresowana i nie ma czasu na nic.

Terapia dla par na którą poszliśmy początkowo zapowiadała się sensownie. Rozmawialiśmy o całej tej sytaucji i próbowaliśmy znaleźć jakieś rozwiązanie. W skrócie okazało się, że żona nigdy nie traktowała mnie jako męża i nie założyliśmy nowej rodziny, tylko zaprosiła mnie do swojej rodziny gdzie postrzegała mnie jako dodatkowego członka. Terapeutka zapytała żone, czy ona chce się bawić w studentke i córeczke czy w żone i mamę ponieważ jej zachowanie wskazuje na to pierwsze. Żona przez kilka dni się nad tym zastanawiała i według niej chce być przede wszystkim moją żona i mamą córeczki ale neistety jej zachowanie wskazuje na coś innego. Po kilku wizytach żona miała bardzo złe nastawienie do terapeutki ponieważ twierdziła, że jest ona po mojej stronie. Żona podsumowała, że tylko terapia nam zaszkodziła ponieważ terapeutka utwierdziła mnie w moim błędnym przekonaniu.

Na przestrzeni dwóch miesięcy podczas rozmów z żoną jak była spokojna to stwierdziła:
- studia muszą być ważniejsze ode mnie ponieważ jak zmieni nastawienie nie pogdzi studiów
- studia ją bardzo stresują w efekcie czego ciężko nam porozmawiać nawet jak ma chwile czasu bo ciężko jest się jej wyluzować i zapomnieć o tym
- w jej rodzinnym domu ciężko było się jej zrelaksować i spędzić bez stresu czas ze mną i córką ponieważ czuje presje ze strony mamy, ze musi się uczyć bo ona przejmuje jej obowiązki ale za to ma się uczyć
- że teraz gdy nie bierze leków i by nie studiowała moglibyśmy poukładać nasz związek żeby był taki jaki kiedyś

Dużo więcej było rozmów gdzie w złości mówi:
- to jest tylko okres przejściowy. Jak mnie wyrzuca z uczelni to sytuacja sama się rozwiąże
- bolą Cię moje studia ponieważ bedę niezależna. Jesteś chory i powinienes iść na terapie. Boli CIę to, że nie masz nade mną kontroli
- jak możesz być takim egoistom, że ty możesz się realizować zawodowo a ja nie moge

Był taki moment, że zerwałem z żoną kontakt. Byliśmy w nieformalnej separacji. Mówiła, ze wtedy ją bardzo boli, że nie jesteśmy razem. Że chodzi na terapie i się zmieni. Zaczęła rozważać możliwość wyprowadzki ze mną. Po kilku dniach jak zaczęliśmy znowu wspólnie pomieszkiwać i się staraliśmy wróciliśmy do punktu wyjścia gdzie jedynie były studia. Wtedy powiedziałem, że chce się rozstać. Pogodziłem się wtedy z tą myślą i na ostatniej terapii wspólnie powiedzieliśmy, że każde idzie w swoją stronę. Jak wyszlismy z budynku żona spojrzała mi w oczy i powiedziała, że nie chce się rozstawać i wtedy znowu zmiękłem. Powiedziała, że spróbuje przemyśleć jak to poukładać, żebym dał jej chwile. Znowu się zaangażowałem zacząłem pisać i próbować porozmawiać. Ona po chwili rozmowy znowu zaczyna prowadzić pełen agresji monolog i rozmowa się kończy. Mówi, że teraz ma nauke i kolejne zaliczenia i nie ma czasu myśleć na ten temat. Ja wróciłem do punktu wyjścia gdzie mam problem ze snem i od momentu jak zasiała ziarno nadziei na bycie razem nie moge tego poukładać w głowie. Jest taka zależność im bardziej ja się angażuje tym ona ma to bardziej w dupie.

Pewne jest to, że siebie bardzo kochamy ale w zaistaniełej sytuacji ciężko nam znaleźć rozwiązanie. Same studia nie są problemem ale podejście do nich. Żona chodzi na terapie induwidualną ponieważ ma objawy DDA, jest bardzo sztywna, nie radzi sobie ze stresem, jest uzależniona od mamy...Kiedyś w rozmowach żona mówiła że ona by chciała się zajmować domem i dziećmi. Zawsze ja namawiałem do tego, żeby miała jakiś inny świat niż tylko dom. Chciałem partycypować w obowiązkach domowych. Często robiłem zakupy czy gotowałem. Nie chciałem żeby była kura domowa, ale nigdy bym nie chciał żeby stała się cyborgiem który ma dwa programy: nauka i zajęcia. Taki stan rzeczy może trwać jeżeli będzie ona żyła w "bańce" bezpieczeństwa którą zapewnia jej mama. Przez całą tę sytaucje z radosnego i uśmiechniętego chłopaka stalem się cieniem samego siebie.
Proszę o opinie bo brakuje mi w tym wszystkim dystansu

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Ciężko to będzie połączyć bo macie dwie zupełnie inne wizje i pomysł na życie i nikt z Was nie chce zrezygnować ze swojej.
Piszesz, że najlepiej dla Ciebie by było gdybyście przeprowadzili się do miasta w którym pracujesz pół roku, a które jest oddalone od jej rodziców 400 km. Jak to sobie wyobrażasz? Kto wtedy będzie zajmował się dzieckiem i przejmie wszystkie obowiązki? Ty? Niania? Pogodzenie wszystkiego, kiedy nie ma się pomocy z zewnątrz jest szalenie trudne.
Nie wiem jaka jest Wasza sytuacja finansowa ale jeśli możecie, to wyprowadziłabym się najpierw od matki tyle że gdzieś niedaleko by ona mogła pomagać ale żebyście mieli też własną przestrzeń.
Innym rozwiązaniem jest to czy Ty ew. mógłbyś bliżej przenieść swoją pracę? Albo w czasie kiedy nie pracujesz przejąć choćby część obowiązków? 
Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby gdybyście zamieszkali sami ale niedaleko jej rodziców, no chyba że w tym mieście gdzie pracujesz miałbyś pomoc np. swoich rodziców? Wtedy taka przeprowadzka miałaby sens.

3

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Niestety firmy nie da się przenieść. Przez pół roku jak mam mało pracy chętnie zajmę się dzieckiem i obowiązkami domowymi. Z nianią nie byłoby żadnego problemu tylko żona i tak nie bierze czegoś takiego pod uwagę.
Podczas naszego konfliktu w momencie jak zaczęliśmy być w separacji i żona mówiła, że ciężko jej wytrzymać w takim stanie rzeczy stwierdziła, że powoli zaczyna się przekonywać do tej myśli, ale największym nie jest myśl, że jestem nieugięty. Że zrobie wszystko żeby osiągnąć cel. Miała o tym porozmawiać na swojej terapii ale później już nic na ten temat nie mówiła.

Wydaje mi się, że mamy tutaj niezdrowe schematy i psychoterapeutka powiedziała, że jeżeli tego nie zmienimy to przeniesiemy błędne schamaty w nowe miejsce a to nic nie zmieni.

4 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-12-05 15:43:02)

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

No nie wiem czy chodzi o niezdrowe schematy. Mieszkanie z teściami nigdy, no prawie nigdy nie wychodzi na dobre. Oczywiści taka pomoc przy wychowywaniu małego dziecka i odciążeniu w obowiązkach domowych jest nieoceniona. Niestety nie każdy może na to sobie pozwolić. Studia medyczne są bardzo wymagające. Wspomniałam o sytuacji finansowej bo ona też nie jest bez znaczenia, wręcz przeciwnie. Czy byłbyś w stanie sam opłacić mieszkanie, życie Waszej 3-ki + nianię i to przez kolejne 5-6 lat? W tej sytuacji pomoc matki czy teściowej jest naprawdę nieoceniona choć może nie pod jednym dachem

EDIT: Przeczytałam raz jeszcze twoje 3 rozwiązania i żadne z nich nie wydaje mi się dobre. Tutaj, gdzie mieszkacie macie jak podejrzewam prawie darmowe mieszkanie, pomoc i w domu i przy dziecku, a żona jeszcze swoje studia. Ty w tamtym mieście oddalonym o 400 km pracę ale "tylko" przez pół roku.  Tam owszem bylibyście sami ale... koszty by wzrosły nieporównywalnie, z nianią też wcale nie jest łatwo, tzn. znaleźć dobrą i dyspozycyjną, twoja żona też musiałaby zmienić studia. Nie napisałeś czy są dzienne czy zaoczne ale jakie by nie były to bardzo duże obciążenie. Przecież ona tylko co je zaczęła, jak to sobie wyobrażasz?
Tak jak wyżej wspomniałam, dla mnie w tym momencie, po tym co opisałeś, najlepsze by było takie rozwiązanie byście zamieszkali oddzielnie ale niedaleko jej domu (mamy). Mielibyście jej pomoc ale też swój kąt w którym nie czułbyś się jak gość czy dodatek. Skoro pracujesz "tylko" pół roku i sezonowo (jak rozumiem w okresie wiosenno-letnim), to więcej obowiązków domowych i wychowawczych w okresie jesienno-zimowym mógłbyś wziąć na siebie lub ew jeśli nie byłoby takiej potrzeby znalazł na ten czas zajęcie by zająć czas. Wakacje na studiach są wolne, wtedy jak już dziecko podrośnie mogliby na ten czas wyjeżdżać z Tobą do tego miasta oddalonego te 400 km. Gdyby żona musiała mieć praktyki, to wtedy też by było łatwiej je tam znaleźć na pewien czas, a nie od razu zmieniać studia itd., choćby przez kolejne 3 lata, do magisterki. Wtedy myślę, że wszyscy mielibyście większe pole manewru bo i dziecko większe i żona by już wiedziała, że te studia to jest to itd.
Rozstać się zwsze możecie, tylko po co? Jeśli tak naprawdę tego nie chcecie.

5

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów
zaq1zaq1 napisał/a:

Niestety firmy nie da się przenieść. Przez pół roku jak mam mało pracy chętnie zajmę się dzieckiem i obowiązkami domowymi. Z nianią nie byłoby żadnego problemu tylko żona i tak nie bierze czegoś takiego pod uwagę.
Podczas naszego konfliktu w momencie jak zaczęliśmy być w separacji i żona mówiła, że ciężko jej wytrzymać w takim stanie rzeczy stwierdziła, że powoli zaczyna się przekonywać do tej myśli, ale największym nie jest myśl, że jestem nieugięty. Że zrobie wszystko żeby osiągnąć cel. Miała o tym porozmawiać na swojej terapii ale później już nic na ten temat nie mówiła.

Wydaje mi się, że mamy tutaj niezdrowe schematy i psychoterapeutka powiedziała, że jeżeli tego nie zmienimy to przeniesiemy błędne schamaty w nowe miejsce a to nic nie zmieni.

Widzę trochę winy Twojej żony w tym, co opisujesz, ale pozwól, że skupię się na Tobie, bo to Ty przyszedłeś z tematem.
Straszliwie męcząco to wszystko brzmi. Mam wrażenie, że wszystko, co nie jest po Twojej myśli jest nie tak. Nawet to, że jak Ty idziesz się pogodzić, to ona powinna skakać koło Ciebie, ale jak ona idzie się pogodzić, to Ty strzelasz focha i zaogniasz sytuację.
Do tego pół roku mieszkasz osobno, ja się jej nie dziwię, że się nie chce wyprowadzić od matki. Prawda jest taka, że mieszkanie z osobą, która pracuje tak jak Ty pracujesz to ciągłe przyzwyczajanie się. Albo do tego, że Cię nie ma, albo do tego, że nagle jesteś, nagle masz masę czasu i nagle chcesz jej życie organizować wg swojego uznania.
Tak się nie da żyć na dłuższą metę. Zamęczycie się, ona już się zamęcza.
Na dodatek jak znalazła sobie pasję, poszła na studia, wspierałeś ją, to teraz nagle Ci się to nie podoba i nagle przez te jej studia wszystko jest źle.

Z Twojej strony nie ma wsparcia w jej kierunku, są fochy, ciąganie na terapię, ale nie ma normalnej rozmowy, normalnego życia.
Nie dziwię się jej, że w takiej sytuacji woli mieszkać z matką.

Dla mnie rozwiązaniem byłoby u Ciebie zmienienie pracy na taką, w której po pierwsze nie wyjeżdżasz tak daleko, a po drugie masz czas dla swojej rodziny. Kolejny krok to przeprowadzka gdzieś niedaleko, ale blisko teściowej, żeby mogła pomóc przy dziecku. Skoro wyraża taką gotowość i cieszy się, że córka studiuje, to warto to wykorzystać zamiast narzekać.
I tak macie luz, bo nie każda teściowa tolerowałaby cyrki, które robicie.

I moim zdaniem ta Wasza terapeutka też nie podeszła do tego od dobrej strony. Bo faktycznie zwaliła winę na żonę, tymczasem ona przez połowę czasu jest sama. To jak ona ma założyć z Tobą rodzinę, skoro Ciebie nie ma? Ja bym najpierw jednak zadbała w pierwszej kolejności o jakiekolwiek normalne kontakty miedzy Wami, a nie naskakiwałabym na nią, bo wiadomo, że to wywoła odwrotny skutek.

Dopóki nie zaczniecie żyć cały czas w tym samym miejscu, gdzie będziecie musieli ze sobą rozwiązywać konflikty na bieżąco, to żadna terapia nie ma sensu. Bo co po terapii, jak Ciebie za chwile nie będzie, a potem nagle wrócisz i znowu zaczniesz jej organizować życie?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

6 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-12-05 16:18:07)

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów
Lady Loka napisał/a:

Dla mnie rozwiązaniem byłoby u Ciebie zmienienie pracy na taką, w której po pierwsze nie wyjeżdżasz tak daleko, a po drugie masz czas dla swojej rodziny. Kolejny krok to przeprowadzka gdzieś niedaleko, ale blisko teściowej, żeby mogła pomóc przy dziecku. Skoro wyraża taką gotowość i cieszy się, że córka studiuje, to warto to wykorzystać zamiast narzekać.
I tak macie luz, bo nie każda teściowa tolerowałaby cyrki, które robicie.

Dokładnie tak samo uważam. Wybacz Zaq1zaq1 ale moim zdaniem nie podchodzisz do Waszego małżeństwa, życia w sposób dojrzały. Ja na miejscu Twojej żony też bym miała obawy by zostawiać wszystko i jechać za Tobą. Już na początku przecież miałeś pretensje do niej, że nie pojechała za Tobą za granicę z niemowlakiem bo przecież miejsce żony jest przy mężu ale... raz, że miała problemy zdrowotne, a dwa, na miejscu pomoc matki itd.
I jeszcze raz zapytam, dałbyś radę w tamtym mieście utrzymać Was i opłacić nianię? Przecież musisz doskonale zdawać sobie sprawę z tego, że Twoja żona nie pójdzie do pracy mając te studia. Jeżeli to było jej marzenie, a jej matka ją w tym wspiera i pomaga przy dziecku, to macie z tej strony BARDZO komfortową sytuację. Żona może się skupić na studiach, Ty na pracy, problemem jest komunikacja i wzajemne wyrzuty.
Nie ma sytuacji bez wyjścia, tylko trzeba chęci i kompromisów z obu stron. Ani mieszkanie z teściami, ani tym bardziej osobno przez dłuższy czas nie jest dobre dla związku ale trzeba też mieć priorytety i patrzeć na 2 osobę. A Tobie się wydaje, że problemy miną, jeśli tylko żona z dzieckiem pojadą za Tobą te 400 km. To jednak najprawdopodobniej będzie się wiązało z tym, że będzie zmuszona rzucić studia, a tym samym swoje marzenia.
Wyprowadźcie się gdzieś blisko, wtedy ani ona ani Ty, nie będziecie mieli poczucia, że ktoś się poświęca i coś traci (podejrzewam, że też nie jesteś skłonny zmieniać pracę), a możecie tylko zyskać. Pomieszkacie osobno, dalej będziecie mieli nieocenioną pomoc jej matki, może zaczniecie w końcu ze sobą rozmawiać, a potem zobaczycie. Jak zaczniecie się dogadywać, to nie powinno być problemu by ona na czas Twojej pracy, kiedy będzie miała wolne, z Tobą wyjechała. Dziecko też będzie coraz większe. Na tą perspektywę najbliższych 3 czy nawet 6 lat to nawet ciekawa opcja. Potem, jak ona skończy studia, lub choćby zrobi licencjat, może i sama będzie chciała zmienić miejsce zamieszkania na inne miasto. Dziecko też już podrośnie i pójdzie do przedszkola, a potem szkoły. U Ciebie też w tym czasie może wiele rzeczy zmienić w pracy.
Nie jesteście w beznadziejnej sytuacji bez wyjścia. Potrzeba tylko więcej wyrozumiałości i chęci z obu stron. A Twoje propozycje brzmią tak: albo przeprowadzasz do tego miasta oddalonego o 400 km i jakoś to będzie albo się rozstajemy bo ja nie będę z Twoją matką mieszkał, podczas gdy istnieje całkiem dobre rozwiązanie pomiędzy.

7

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

1. Pieniądze w tym przypadku nie są żadnym problemem.
2. Firmę budowałem kilka lat. Jestem zobowiązany umowami i zobowiązaniami. Nie da się tego zmienić z dnia na dzień.
3. W okresie jak żona będzie miała wakacje ja niestety nie będę miał więcej niż 3-4 dni wolnego.
4. Ja nie pracuje sam dla siebie tylko pracuje dla rodziny.
5. Jeżeli nie byłoby możliwości przeniesenia się ze mną nie miałbym do nikogo pretensji. Jeżeli jest taka możliwość to dziwne wydaje mi się rozwiązanie życia w połowie razem a w połowie osobno. Żona podczas rozmów zaczęła się w pewnym momencie przekonywać do tego rozwiązania ale mówiła że nie może sobie poradzić z sytuacją że nie chce się ugiąć tylko namawiam ją na te rozwiązanie. Później swierdziła, że w momencie jakby przyszły obowiązki dnia codziennego to skoro inni nie dadzą rady tego pogodzić to ona też nie da.
6. Przez te 3 lata nie było mnie połowy czasie przy żonie i córce. Nie dlatego, że ja nie chciałem. W pierwszym roku usprawidliwiam to choroba i o to pretensji nie mam. Jakbyście się wy czuli jakbyście nie widzieli połowy życia swojego dziecka i czekała by was taka sama przyszłość przez następne 6 lat?
7. Dla mnie rodzina jest najważniejsza. Praca czy inne rzeczy są sprawą podrzędną.
8. Jeżeli żona nie widzi problemu żebym spotykał się z nią i córką w okresie jak pracowałem raz na miesiąc a z mamą to się musi widzieć chociaż raz w tygodniu to dla mnie jest zachwiana proporcja.
9. W okresie kiedy bym nie pracował to ja przejmowałbym prawie wszystkie obowiązki domowe.

8

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

2. Czy ktoś mówi, że z dnia na dzień? Zawsze  można to rozlożyć w czasie na kilka miesięcy, rok, ważne żeby robić jakieś ruchy w tej sprawie.
3. I wtedy będzie siedziała sama, bo matka daleko a Ciebie nie ma.
4. Jeśli praca zaczyna być jednym z problemów rodziny, to oznacza że chyba niekoniecznie.
5. I ma rację, nie możesz od Niej wymagać bycia superbohaterem.
6. Tutaj właśnie zaprzeczasz pkt 4.
7. Jeśli jest najważniejsza, to zrealizuj pkt 2
8. Różnica jest taka, że jesteś ograniczony czasowo bardziej niż mama.
9. A co w okresie gdybyś pracował?

9

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Jesteś niekonsekwentny, sam namawiałeś na studia, chyba zdawałeś sobie sprawę z konsekwencji.
Żona ma do tego problemy natury psychicznej, to, że ma remisję choroby, nie znaczy, że tak będzie zawsze, Nawet z racji tego, dziwię się, że namawiałeś ją na studia.
Z mamą czuje się też bezpiecznie, też ze względu na psychikę, potrzebny jest jej spokój.

Z tych zawirowań sam masz problemy, dlatego najlepiej pogódź się z tą sytuacją, pół roku mieszkajcie razem, następne pół przyjeżdżaj co dwa tygodnie, czyli jak było wcześniej.
Pozwól jej studiować spokojnie. Chyba zdajesz sobie sprawę, że bez pomocy mamy, byłoby jej za ciężko fizycznie i psychicznie.
Dlatego odpuść, wyluzuj, przecierp te studia, jak chcesz oczywiście zachować rodzinę, bo bez niej, widzę, też nie będziesz się dobrze czuł.

10

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Punkt 2 i 7 się wzajemnie wykluczają.
Ja się nie dziwię, że ona woli siedzieć z matką, skoro zostawiałeś ją na pół roku z małym dzieckiem bez pomocy.

Ja rozumiem, że ciężko Ci nie widzieć dziecka połowę roku, ale miałeś już 3 lata, żeby coś z tym zrobić. I nie zrobiłeś nic poza namawianiem żony do swojej racji. Nie widać po Tobie tego, że rodzina jest ważna. Nie widać po Tobie chęci kompromisu i spróbowania znalezienia rozwiązania dobrego dla żony. Szukasz dla siebie i pod siebie.

Ja w sytuacji, kiedy nie widzę dziecka pół roku, od razu próbowałabym to zmienić, a nie czekałabym 3 lata.
Ja się dziwię tak serio Twojej żonie, że ona jeszcze nie rzuciła ci papierami rozwodowymi. Posiadanie męża przez pół roku, a reszta z doskoku to strasznie trudna sytyacja, destrukcyjna dla małżeństwa i tu też dopatrywałabym się przynajmniej części Waszych problemów.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

11 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-12-06 10:43:28)

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

1. Pieniądze w tym przypadku nie są żadnym problemem.
To daje spore możliwości ale pieniądze to nie wszystko. Znam osoby, które chcieliby/mogliby zapłacić sporo za dobrą nianię ale znaleźć taką ciężko.

2. Firmę budowałem kilka lat. Jestem zobowiązany umowami i zobowiązaniami. Nie da się tego zmienić z dnia na dzień.

No ok ale nikt nie mówi byś to robił z dnia na dzień, Twoja żona przecież też dopiero co zaczęła studia a Ty chyba od niej oczekujesz, że już je będzie zmieniać i/lub rzucać.

3. W okresie jak żona będzie miała wakacje ja niestety nie będę miał więcej niż 3-4 dni wolnego.

W takim razie jaki sens by ona przez pół roku siedziała tam sama, skoro może tu z matką?

4. Ja nie pracuje sam dla siebie tylko pracuje dla rodziny.

Ok ale Twoja żona też chce się rozwijać i w przyszłości być niezależna i robić to co zawsze było jej marzeniem.

5. Jeżeli nie byłoby możliwości przeniesenia się ze mną nie miałbym do nikogo pretensji. Jeżeli jest taka możliwość to dziwne wydaje mi się rozwiązanie życia w połowie razem a w połowie osobno. Żona podczas rozmów zaczęła się w pewnym momencie przekonywać do tego rozwiązania ale mówiła że nie może sobie poradzić z sytuacją że nie chce się ugiąć tylko namawiam ją na te rozwiązanie. Później stwierdziła, że w momencie jakby przyszły obowiązki dnia codziennego to skoro inni nie dadzą rady tego pogodzić to ona też nie da.

Ja tu akurat Twoją żonę rozumiem bo ciężko by jej było pogodzić studia z wychowywaniem małego dziecka i prowadzeniem domu. Ona ma teraz pomoc mamy a i tak te studia są dla niej sporym obciążeniem, a jej koleżanki zrezygnowały bo nie dały rady tego połączyć.  Poza tym ona by przecież musiała te studnia zmienić, a przecież tylko co je zaczęła. Jeżeli już by zaistniała taka potrzeba to rozsądniej by to było zrobić po roku, a najlepiej po licencjacie.

6. Przez te 3 lata nie było mnie połowy czasie przy żonie i córce. Nie dlatego, że ja nie chciałem. W pierwszym roku usprawidliwiam to choroba i o to pretensji nie mam. Jakbyście się wy czuli jakbyście nie widzieli połowy życia swojego dziecka i czekała by was taka sama przyszłość przez następne 6 lat?

Wcześniej pisałeś, że kiedy pracujesz nie masz w ogóle wolnego, więc co by to zmieniło poza tym, że ona miałaby mamę daleko i dodatkowe obowiązki.

7. Dla mnie rodzina jest najważniejsza. Praca czy inne rzeczy są sprawą podrzędną.

Jakoś tego nie widać. Z tego co piszesz, zależy Ci głównie na tym by było tak jak Ty chcesz i myślisz tylko o sobie.

8. Jeżeli żona nie widzi problemu żebym spotykał się z nią i córką w okresie jak pracowałem raz na miesiąc a z mamą to się musi widzieć chociaż raz w tygodniu to dla mnie jest zachwiana proporcja.

No widzisz, ona nie ma problemu z tym byś się w pracy rozwijał, a przecież też by mogła robić Ci wyrzuty, że tak mało masz dla nich czasu i najlepiej jakbyś zrezygnował z pracy.

9. W okresie kiedy bym nie pracował to ja przejmowałbym prawie wszystkie obowiązki domowe.

Ale to "tylko" pół roku. Skoro teraz masz czas, to jaki problem byś to robił? Dlaczego matka, tzn. teściowa Cię wyręcza? Tylko mi nie mów, że byś chciał ale nie jesteś do dziecka dopuszczany.
Myślę, że dużo teoretyzujesz, a jakby przyszło co do czego, to guzik z ustaleń. Pewnie znów strzeliłbyś focha i stawiał kolejne wymagania bo np. miejsce kobiety jest w domu, studia do niczego jej nie są potrzebne bo przecież stać Cię na to by Waszą trójkę utrzymać. Myślę, że obawy Twojej żony, że chcesz ją od siebie uzależnić nie są bezpodstawne.

12

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Na miejscu Twojej żony zostałabym z mamą i studiowała swój wymarzony kierunek. Czytam co piszesz i jak pies dziwujący się przechylam głowę w bok. Dlaczego ze względu na swoje własne ego próbujesz rozpierniczyć jej wszystko co dla niej ważne?

I am red hot kitchen and I am cool...

When you hear a profound teaching, do not follow it; treat it as a fresh breeze that brushes past your ears but is gone in the blink of an eye.
https://m.youtube.com/watch?v=8tA7qsQYGBs

13

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Twój plan, autorze, ma zerowe szanse powodzenia. Żona jest córeczką mamusi i niestety lubi towarzystwo więc albo będzie siedziała w domu z matka albo, jak dobrze pójdzie, z tobą jak zdecydujesz się może w końcu zmienić pracę na standardowe 8h 5 dni w tygodniu. Dziwię się dorosłej babie, że mieszka z mamusią mimo, że na nianię byś uzbierał ale z drugiej strony rozumiem, że lepsza matka i serial niż mąż którego nie ma pół roku w domu od rana do wieczora.
Proponuję ustalić jak ona widzi waszą przyszłość za np 10 lat. Bo może się okazać, że ty rzucisz firmę a ona stwierdzi, że i tak sie od matki nie wyprowadzi nigdy. Jeżeli jednak wyraźnie się wypowie, że nie chce mieszkac z matką ale z tobą i chce żebyś codziennie po południu meldował się w domu na wspólną kolację o 18 no to już wszystko zależy od ciebie. Swoją drogą takie rozmowy to się powinny odbywać przed poczęciem potomka. Tak na przyszłość:D

14

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów
krolowachlodu87 napisał/a:

Twój plan, autorze, ma zerowe szanse powodzenia. Żona jest córeczką mamusi i niestety lubi towarzystwo więc albo będzie siedziała w domu z matka albo, jak dobrze pójdzie, z tobą jak zdecydujesz się może w końcu zmienić pracę na standardowe 8h 5 dni w tygodniu. Dziwię się dorosłej babie, że mieszka z mamusią mimo, że na nianię byś uzbierał ale z drugiej strony rozumiem, że lepsza matka i serial niż mąż którego nie ma pół roku w domu od rana do wieczora.
Proponuję ustalić jak ona widzi waszą przyszłość za np 10 lat. Bo może się okazać, że ty rzucisz firmę a ona stwierdzi, że i tak sie od matki nie wyprowadzi nigdy. Jeżeli jednak wyraźnie się wypowie, że nie chce mieszkac z matką ale z tobą i chce żebyś codziennie po południu meldował się w domu na wspólną kolację o 18 no to już wszystko zależy od ciebie. Swoją drogą takie rozmowy to się powinny odbywać przed poczęciem potomka. Tak na przyszłość:D

Zgadzam ie z taką opinią, tylko trzeba brać pod uwagę też inne aspekty i jej problemy psychiczne.

15

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Autorze, dobrze to nie zabrzmi, ale jeśli chcesz zmaksymalizować szanse na przetrwanie Twojego małżeństwa, to musisz zrobić, co w Twojej mocy, żeby Twoja żona spełniła swoje marzenie o skończeniu medycyny i zostaniu lekarzem.
Jeśli rzeczywiście zależy Tobie na przeprowadzce żony i dziecka do innego miasta, gdzie ona będzie pozbawiona wsparcia matki w wychowywaniu dziecka i w tym upatruje zagrożenia dla pogodzenia obowiązków domowych z uczelńianymi, to musicie znaleźć rozwiązanie, które zniweluje to zagrożenie. 3-letnie dziecko może iść do przedszkola, a dodatkowo kilka godzin można się wspomagać pomocą opiekunki. Może jej matka mogłaby z Wami moeszkać w okresie, w którym Ty dużo pracujesz. Nie wiem, szukajcie rozwiązania.
W każdym bądź razie, jeśli ona zgodzi się na to rozwiązanie i nie podoła, to ani sobie, ani Tb tego nie wybaczy. To Wam rozwali relację do końca. Bo ona już teraz nie widzi w Tb przyjaciela i partnera, ale kogoś, kto stawia ją między młotem a kowadłem.

16

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

A ja myślę, że tu już jest pozamiatane i de facto musicie się rozstać. Nie ma innego sensownego wyjścia. Wasze potrzeby i drogi się mocno rozjechały, w sumie żyjecie już i tak jakby osobno. Nie wygrasz z jej medycyną, a Ty nie zniszczysz dla rodziny swojego dorobku, czyli firmy. Sypiacie w ogóle z sobą, jest jakaś czułość, dotyk itd czy już nic? Tak czy siak ja bym się ewakuowała z takiego związku - zarówno na jej jak i Twoim, Autorze, miejscu.

17

Odp: Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów
szeptem napisał/a:

A ja myślę, że tu już jest pozamiatane i de facto musicie się rozstać. Nie ma innego sensownego wyjścia. Wasze potrzeby i drogi się mocno rozjechały, w sumie żyjecie już i tak jakby osobno. Nie wygrasz z jej medycyną, a Ty nie zniszczysz dla rodziny swojego dorobku, czyli firmy. Sypiacie w ogóle z sobą, jest jakaś czułość, dotyk itd czy już nic? Tak czy siak ja bym się ewakuowała z takiego związku - zarówno na jej jak i Twoim, Autorze, miejscu.

Ja także uważam, że szansa na Waszą wspólną, szczęśliwą przyszłość są równa zeru. Mimo, że w Waszej relacji są też pewne błędy po Twojej stronie, które Ci tutaj wytknięto, to jednak postawa Twojej żony jest wyjątkowo egoistyczna. Dorosła, niedojrzała dziewczynka, choć matka i żona, jednak skoncentrowana tylko na sobie, na realizacji swoich pasji i marzeń. Ty zrezygnowałeś ze studiów magisterskich, bo mimo młodego wieku wziąłeś na siebie obowiązek utrzymania rodziny. Ona, będąc już matką i żoną postanowiła dokończyć pierwsze studia. Byłoby to godne podziwu, gdyby nie fakt, że kierunek studiów zupełnie ją nie interesował. Rozumiem, że nie zamierzała podejmować pracy w wyuczonym  zawodzie.
Teraz w wieku 27 lat spełnia swoje marzenia i zaczęła studia medyczne, które o ile dobrze pójdzie, skończy w wieku 33 lat. W tym czasie szanowna żona i matka nie zamierza pracować (oczywiście nie jest w stanie tego pogodzić), matką jest na pół gwizdka, bo przecież ma mnóstwo nauki i seriale do obejrzenia, a w dużej mierze obowiązek rodzicielski przejęła jej matka. Ty jesteś tylko sponsorem i uciążliwym marudą dla którego szkoda nawet odejść od telewizora.
Czego ona od Ciebie oczekuje?... że znowu dla jej dobra przetasujesz swoje życie, zrezygnujesz z prowadzenia działalności (tak jak kiedyś ze studiów magisterskich), która jest Waszym źródłem utrzymania, zajmiesz się dzieckiem i domem, a pieniądze na utrzymanie wiecznie niedojrzałej, zapatrzonej w siebie królewny spadną z nieba?
Współczuję Ci, bo widać, że ją kochasz, ale już całą sytuację przypłacasz problemami zdrowotnymi, a lepiej nie będzie. Ona nie tęskni za Tobą, jej odpowiada takie życie; matka wyręcza ją w opiece nad dzieckiem i obowiązkach domowych, Ty utrzymujesz, a ona - wieczna studentka. Zastanawiam się, czy ona nie "trzyma Ciebie" jako męża, tylko ze względów praktycznych i formalnych, bo może dla niej lepiej być oficjalnie mężatką, niż jednak rozwódka z dzieckiem?

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Problem małżeński- rodzina w obliczu studiów

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021