Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 60 z 157 ]

Temat: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Witam!
    Od kilku dni miałam ten zamiar, żeby tutaj napisać. Zupełnie nie wiem jak zacząć, nie zwierzałam się od kilku, kilkunastu lat...może wieków….na pewno odkąd jestem lekarzem, żoną, matką – nie robiłam tego, ponieważ uważałam to, za pewnego rodzaju wstyd, że w mojej sytuacji, sama sobie powinnam umieć pomóc.
Otóż moje małżeństwo, a właściwie to co z niego zostało…Żyjemy z mężem trochę jak lokatorzy, każdy ma swoje życie, w ,,swoim’’ szpitalu i poza nim. Sypiamy razem- jedna z nielicznych sytuacji gdy jesteśmy ,,naprawdę blisko,, i oczywiście na rodzinnych i okolicznościowych uroczystościach pojawiamy się  razem jak przykładne małżeństwo tak wyglądamy na zewnątrz. Tylko, że to bardziej skomplikowane. Mamy wspaniałe dorosłe dzieci. Jesteśmy z nich bardzo dumni. I jedno serduszko, nasz, a przynajmniej mój największy wyrzut sumienia. Otóż jeden z naszych synów, zaczął poważnie chorować już jako dziecko, później było gorzej. Próbowaliśmy wszystkiego NAPRAWDĘ. Gdy wyczerpały się już wszystkie możliwości, było już jasne, że to nieodwracalne i co będzie w przyszłości następować. Zapadła decyzja, oddaliśmy go sióstr zakonnych do ośrodka. Powiecie, że jestem bez serca, ale ja naprawdę nie dałam rady, kompletnie mnie przerosła ta sytuacja. Nie, nie jako lekarza, ale jako matkę, kobietę. Tak jakby szewc bez butów chodził. To dobry renomowany ośrodek – specjaliści, zaufane osoby nam go polecili. Zależało nam na dyskrecji. To był i jest temat tabu. Na dobrą sprawę on, od lat już nie żyje, a ja nigdy go nie opłakałam do końca. Nigdy też nie mówiłam o tym, nie rozmawialiśmy na ten temat. Najgorsze, że ja czuje pustkę jakbym dawno zapadła się w sobie, ale żadnych uczuć, smutku, bólu, bardziej taki niepokój, niewytłumaczalny ogromny jakiś wewnętrzny niepokój. Staram się trzymać, nie mam takiego luksusu, żeby się rozklejać i płakać na co dzień. I teraz to co smuci i boli najbardziej to to, że ta cała przykra sytuacja nadała trwały i nieodwracalny wpływ na nasze małżeństwo. Oddaliliśmy się od siebie, jeszcze bardziej, niż kiedyś. Mój mąż zaczyna się denerwować gdy ktoś, a szczególnie ja, zaczyna mówić na niewygodne dla niego tematy. A ja znów zaraz zaczynam płakać jak się denerwuje. Więc z obawy, że to jeszcze wszystko bardziej skomplikuje nic nie mówię. Ale czuje, że to nadal gdzieś w nas jest, nieprzerobione, a może tak do końca życia będzie….
Napiszcie mi proszę coś doradźcie, może ktoś z Was/ Waszych bliskich był, lub jest w podobnej sytuacji...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Z góry przepraszam, że to zapewne i gramatyczna tragedia. Ale ja po prostu nawet nie umiem o tym ,,ładnie’’ pisać. Brak mi nawet odpowiednich słów.

3

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

"Ale czuje, że to nadal gdzieś w nas jest, nieprzerobione, a może tak do końca życia będzie…."

Tak, ale to powinnaś przepracować na terapii, z mężem lub sama, jeśli się nie zgodzi.

Mąż nie może i nie będzie Twoim terapeutą, ja rozumiem waszą decyzję, ale mąż też inaczej wszystko przeżywa, woli to mieć w sobie, nie chce rozdrapywać ran. Musisz też go zrozumieć.

Wspólna terapia by was zbliżyła, ale nic na siłę.

4

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Helen M napisał/a:

Witam!
    Od kilku dni miałam ten zamiar, żeby tutaj napisać. Zupełnie nie wiem jak zacząć, nie zwierzałam się od kilku, kilkunastu lat...może wieków….na pewno odkąd jestem lekarzem, żoną, matką – nie robiłam tego, ponieważ uważałam to, za pewnego rodzaju wstyd, że w mojej sytuacji, sama sobie powinnam umieć pomóc.
Otóż moje małżeństwo, a właściwie to co z niego zostało…Żyjemy z mężem trochę jak lokatorzy, każdy ma swoje życie, w ,,swoim’’ szpitalu i poza nim. Sypiamy razem- jedna z nielicznych sytuacji gdy jesteśmy ,,naprawdę blisko,, i oczywiście na rodzinnych i okolicznościowych uroczystościach pojawiamy się  razem jak przykładne małżeństwo tak wyglądamy na zewnątrz. Tylko, że to bardziej skomplikowane. Mamy wspaniałe dorosłe dzieci. Jesteśmy z nich bardzo dumni. I jedno serduszko, nasz, a przynajmniej mój największy wyrzut sumienia. Otóż jeden z naszych synów, zaczął poważnie chorować już jako dziecko, później było gorzej. Próbowaliśmy wszystkiego NAPRAWDĘ. Gdy wyczerpały się już wszystkie możliwości, było już jasne, że to nieodwracalne i co będzie w przyszłości następować. Zapadła decyzja, oddaliśmy go sióstr zakonnych do ośrodka. Powiecie, że jestem bez serca, ale ja naprawdę nie dałam rady, kompletnie mnie przerosła ta sytuacja. Nie, nie jako lekarza, ale jako matkę, kobietę. Tak jakby szewc bez butów chodził. To dobry renomowany ośrodek – specjaliści, zaufane osoby nam go polecili. Zależało nam na dyskrecji. To był i jest temat tabu. Na dobrą sprawę on, od lat już nie żyje, a ja nigdy go nie opłakałam do końca. Nigdy też nie mówiłam o tym, nie rozmawialiśmy na ten temat. Najgorsze, że ja czuje pustkę jakbym dawno zapadła się w sobie, ale żadnych uczuć, smutku, bólu, bardziej taki niepokój, niewytłumaczalny ogromny jakiś wewnętrzny niepokój. Staram się trzymać, nie mam takiego luksusu, żeby się rozklejać i płakać na co dzień. I teraz to co smuci i boli najbardziej to to, że ta cała przykra sytuacja nadała trwały i nieodwracalny wpływ na nasze małżeństwo. Oddaliliśmy się od siebie, jeszcze bardziej, niż kiedyś. Mój mąż zaczyna się denerwować gdy ktoś, a szczególnie ja, zaczyna mówić na niewygodne dla niego tematy. A ja znów zaraz zaczynam płakać jak się denerwuje. Więc z obawy, że to jeszcze wszystko bardziej skomplikuje nic nie mówię. Ale czuje, że to nadal gdzieś w nas jest, nieprzerobione, a może tak do końca życia będzie….
Napiszcie mi proszę coś doradźcie, może ktoś z Was/ Waszych bliskich był, lub jest w podobnej sytuacji...

Helen, masz dobre życie, pracę, dzieci z których jesteś dumna, a to wszystko przecież nie przyszło samo, zapracowałaś na to i myślę, że często nie było ci łatwo ale dałaś radę. Zrobiłaś też co mogłaś dla swojego syna który odszedł. Po prostu nie mogłaś zrobić dla niego nic więcej, ale zagwarantowałaś mu specjalistyczną opiekę i komfort, którego pewnie inne dzieci w jego sytuacji nie mają. Dlaczego więc się katujesz wyrzutami sumienia? Nie otrzymujemy tego, czego chcemy w życiu. Zamiast tego otrzymujemu  to, co możemy tolerować. Dostajemy to, co możemy zaakceptować po cichu, nawet jeśli chcieliśmy czegoś innego. Jeśli mogłabyś zrobić coś więcej, to pewnie zrobiłabyś to, ale niestety nie mogłaś, nie umiałaś, nie mialaś możliwości, nie dało się. Zaakceptuj tę prawdę i pogódź się ze swoim przeznaczeniem/losem.
Co do twojego małżeństwa ...
Spróbuj pokazać mężowi, że walczysz o swoje szczęście, że kochasz swoją rodzinę i zależy ci na niej i na nim. Na naprawę związku nigdy nie jest za późno, choć czasem nie szkoda róż, gdy płonie las.

5

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

No niestety skrywane emocje prędzej czy później znajdą ujście. Chyba nigdy nie pogodziłas się z podjęta przez Was decyzja i nie przeszliscie żałoby jak należy. Nie wiem czy uda Ci się przekonac meza żeby coś z tym zrobić jeśli jest zamknięty w sobie.

Ale sama powinnaś skorzystać z terapii wyrzucić z siebie te nagromadzone emocje żebyś mogła resztę życia przeżyć we względnym spokoju. Może Twój mąż się też do tego przekona a jeśli to musisz walczyć o siebie.

6 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-11-24 23:40:48)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

...

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

7

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Czyli był mąż, żona, dzieci (dwoje lub więcej, które teraz są dorosłe) oraz chore dziecko, które żyło pod opieką sióstr i umarło.

Mąż, żona, dziecko, dziecko... i chore dziecko...
Rodzice podjęli wszystkie sposoby, aby uratować chore dziecko, a potem zapewnili mu dobrą opiekę do końca życia.

Dobra decyzja przecież...
Bo jakie inne opcje? Żona poświęci swoje życie dla chorego dziecka? Mąż?

Chyba inaczej nie mogliście zdecydować. I temu choremu dziecku też chyba najlepsze życie zapewniliście?

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

8

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Co do terapii, może kiedyś się na taką zdecyduje. Ale póki co, obawiam się, że jakbym zaczęła rozkładać własne życie na części pierwsze, to bym się już całkiem rozpadła na kawałeczki i nigdy nie poskładała. Ryzykowna opcja.
Wiecie czasem mam wrażenie, że moje życie zostało ułożone beze mnie, tylko ktoś nie przewidział kilku rzeczy, że coś może pójść nie tak. Medycynę wybrali mi rodzice i to najpewniej jeszcze we wczesnym dzieciństwie. Od zawsze widzieli we mnie lekarza i bez dyskusji. To wręcz niezdrowe i nieetyczne, ale czasem porównuje się do królowej Elżbiety, ją chowali dla tronu, a mnie dla medycyny. Różnie bywało podobało mi się to, schlebiało, to znów się buntowałam, w końcu był czas, że zainteresowałam się bardzo poważnie aktorstwem, śpiewem, tańcem. Ku przerażeniu rodziców i rodziny, którzy starali się mi to wybić z głowy. Koniec końców, pogodziłam się z losem, zaakceptowałam wybór studiów medycznych, zaprzyjaźniłam się z medycyną,  polubiłam, pokochałam, z czasem  stała się moim światem, nieodłączną częścią mnie. I nie żałuje. Tyle, że coś, było za coś. Całe to poświęcenie kosztem życia prywatnego, tak naprawdę nigdy się nie wyszalałam, nie chodziłam na dyskoteki, prywatki, w liceum praktycznie 0 imprez, zero włóczenia się po nocach. Na studiach to już nie mówię nawet. Tyle, że na studiach miałam lepiej od koleżanek z roku,  pod tym względem, że one narzekały, że tyle nauki i zajęć praktycznych, że nie mają kiedy imprezować, spotykać się ze znajomymi, szaleć. A dla mnie w sumie był to dzień jak co dzień. Nie tęskniłam przecież do życia jakiego nie znałam. Dopiero później pod koniec studiów zaczęły się pierwsze poważne, miłosne komplikacje.
Męża przed ślubem znałam dość długo, zanim tak już na 100% zostaliśmy oficjalnie parą, a później małżeństwem. Z mojej strony to była miłość od pierwszego wrażenia. Nie były to klasyczne motylki w brzuchu, czy że serce zabiło mocniej. Bardziej on mi cholernie zaimponował, że lekarz, wojskowy, trenuje sztuki walki, i we wszystkim odnosi sukcesy. No geniusz, bardzo zdolny człowiek, imponował wiedzą, stylem bycia, do tego przystojny szczupły wysoki – no cholera, do dziś taki jest, słowa tylko, że 100 razy bardziej, na plus, bo nawet góra+ sukcesów zawodowych. A tak prywatnie, to chyba ja go do dziś do końca nie znam, bo ciągle potrafi mnie zaskoczyć. Zresztą kiedy miałam poznać??? Po ślubie dzieci, kariera, specjalizacje, wyjazdy, dyżury, sympozja, szpital, gabinet, badania i tak wkoło. Różne grafiki, coraz częściej osobne święta, sylwestry wakacje. I co gorsza nawet przestało to nam przeszkadzać, uznaliśmy to za standard. O ile jego życie to chyba w 80% zawodowe a tylko w 20% prywatne, ja musiałam jakoś to podzielić, zwolnić. Ale sama i tak całego świata nie zbawiłabym, a nawet nie zamierzałam. Nie dałam już rady. Ale też winie się za to, że byłam zimna, ostra, brakowało mi uczuć matczynych, ja  po prostu odrzuciłam własne dziecko, bo nie potrafiłam zaakceptować jego choroby.
Przerobiłam wszystkie możliwe uczucia. Nawet doszło do tego, że obsesyjnie myślałam czyja to jest wina, skąd ta choroba, u którego w rodzinie… - to było fatalne, bo racjonalne argumenty, naukowe do mnie nie przemawiały, kierowałam się emocjami. No obłędne myśli – że jak to możliwe, że syn akurat nie wdał się w ojca, bo ja przecież mam zdrową rodzinę – no i tak wkoło, bez sensu. A myślicie, że on tak nie myślał (oczywiście tego nie powiedział) ale że to ja zawiniłam.

9

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

A racjonalnie jak oceniasz decyzję o oddaniu syna do sióstr? Gdybyś cofnęła się w czasie, to jak byś zdecydowała?

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

10

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Gdyby czas się cofnął postąpiłabym dokładnie tak samo. To była jedyna słuszna decyzja jaką można było podjąć. Jedyne co ja wtedy poczułam to ulga, bo już nie miałam na nic siły. Tyle, że ja w ogóle nie potrafiłam się na nic zdobyć, odwiedzałam go sporadycznie, nie zabieraliśmy go na święta, ani w ogóle do domu. Miałam nieczęsty kontakt z siostrą przełożoną, która zdawkowo przekazywała mi informacje.
W domu ten temat nie istniał. Bo był zbyt bolesny dla wszystkich. Raz sama siostra przełożona wezwała nas razem, na rozmowę przy której był też ksiądz, i zaproponowali nam terapię, byliśmy wściekli oburzeni i z perspektywy czasu po prostu uderzyli w bardzo czuły punkt. Jednakże obydwoje tylko wymieliliśmy spojrzenia i to też było nasze wspólne stanowisko. Ale we mnie się zagotowało, a właśnie mąż zachował zimną krew, i grzecznie, ale stanowczo i głosem nie znoszącym sprzeciwu odparł, że my tu płacimy za przyzwoita opiekę i dyskrecję, a nie za to żeby nas ksiądz z ambony nawracał. I wtedy takie było tez i moje zdanie. I w sumie jest. Tyle, że wiecie rozum i logiczne praktyczne rozumowanie to jedno. Ale ,,to w człowieku’’ zostaje, no to są za mocne emocje, sytuacje, żeby nie odcisnęły stałego piętna.

11

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Wiecie jak ja obłaskawiam los i staram się żyć lżej. Od czasu do czasu, robię coś dla siebie. Fryzjer, kosmetyczka, SPA. No i oczywiście na ciuchach i kosmetykach nie oszczędzam. Wiem, że to trywialne, a w mojej sytuacji, to już w ogóle brzmi jak sen wariata, ale kocham dobrze wyglądać. Jak mam nowa fryzurę, odświeżoną buzię,  makijaż, i modną kieckę, to od razu lepiej mi się pracuje, żyje, no jakoś tak lżej, lepiej. Uważam, że kobieta przede wszystkim powinna o siebie dbać, niezależnie od okoliczności, nawet jak jest nieszczęśliwa, to przynajmniej niech będzie zadbana.
W każdym razie ja w ten sposób zwalczam stres i próbuje sobie podnieść samopoczucie. I robię to też dlatego, żeby mąż cały czas widział we mnie kobietę, atrakcyjną i mocną, która jest jego żoną, w każdym tego słowa znaczeniu. Żeby nie szukał na boku...tak jak mnie słuchy dochodzą. Dobra kończę na dziś, nie ma siły o tym pisać. Dobranoc.

12 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-11-25 10:01:34)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Fryzjerem kosmetyczną spa nie obłaskawisz losu w takiej sprawie. .
Tylko nie wiem czy tu w ogóle o dziecko chodzi czy tylko z punktu widzenia ewentualnych podejrzeń o zdradę  jest rozpatrywane jako coś co zepsuło wam udane małżeństwo.
Może warto jednak skorzystać z terapii  chociażby sama.Wiadomo że terapia to nie spa.i nie będzie miła i przyjemna. Ale po co to odkładać?  Co to da?

Może faktycznie odezwie się na forum ktoś kto ma podobne doświadczenie wspólnych wyrzutów sumienia, że tak to nazwę.
Może wspólnej odpowiedzialnościza śmierć dziecka, chorobę. Bo to częstsze przypadki.
Jeśli jesteś chrzscijanką to pewnie w kręgach bliższych temu ośrodkowi uzyskasz pomoc.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

13

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Terapię nie są po to, żeby kogoś rozwalać na kawałki, wręcz przeciwnie, szkoda, że wtedy nie skorzystaliście, teraz jak najbardziej by się wam przydała wspólna terapia, ale mąż raczej się nie zgodzi, bo przecież nie może okazać słabości tongue

Co do robienia czegoś dla siebie, dobry wygląd itp. podnosi zadowolenie każdej kobiety, bez względu na okoliczności.

Co do męża, to rozmawiajcie więcej, ale nie o przeszłości, tylko waszej teraźniejszości.

14

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Ja tylko napisze że dobrą decyzje podjęliście, oddając dziecko do ośrodka.

15

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Tu chyba nie chodzi o tę trudną decyzję. zapewne była ona słuszna jeśli dziecko wymagało intensywnej opieki.
zrozumiałam że autorka ma wyrzuty do siebie o to że nie interesowali się nim/nią. pożniej.
jesli oczywiscie dziecko ich znało i kojarzyło jako bliskie osoby- a tak rozumiem, bo chorowało.
Nie mogli mu dać opieki, ale mogli może wiecej miłości?
Myślę że jak czujemy że zrobiliśmy wszystko jak trzeba, nawet eutanazję, to nie targają nami wyrzuty sumienia.
Moie jednak mąż cierpi jak autorka i nie okazuje tego- ale tez tej terapii potrzebuje?

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

16 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-11-25 12:54:05)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
wieka napisał/a:

Terapię nie są po to, żeby kogoś rozwalać na kawałki, wręcz przeciwnie, szkoda, że wtedy nie skorzystaliście, teraz jak najbardziej by się wam przydała wspólna terapia, ale mąż raczej się nie zgodzi, bo przecież nie może okazać słabości tongue
.

Współczuje jak potrafię straty Waszego dziecka i wątpliwości o niej  oraz całego waszego bólu i cierpienia ,szczególna rzadko spotykana to śmierć ,jedna z najtrudniejszych decyzji z takich co przerosną wielu, wielu ludzi .

Też tak po przeczytaniu tego wątku uważam jak Wieka ,dodam tylko od siebie ( wiem że nie proszony ale nie obchodzi mnie to) moją ocenę tej odmowy księdzu terapii przez męża Autorki .
Ta odmowa według mnie była pełna arogancji i tak zwanej pychy,fałszywej dumy, dlatego tacy obrażeni ,
chyba byliście na tego klechę ,bo śmiał wiedzieć lepiej od was i dostał kasę żeby wam nie śmierdziało i jak cały wasz ból po śmierci syna jest tego pełny a raczej tłumienie jego na różne sposoby bez sensu .
Ile w tym bólu jest udawania,ile cierpienia,żalu,rozterek,wyrzutów i ran ,smutku,przygnębienia ,miłości,złości i a ile radości i ulgi ,że macie dziecko z głowy skończyło się i kłopot przestał istnieć ,nie przestał bo on dalej żyje ,trudne pytania jak dla mnie ,mnie nie zależy i mało wiem ,ale chyba rozumiem i nie śmiem potępić czy osądzić Was za to oddanie dziecka do zakonnic,aż takim głupcem nie jestem.To pewnie było najlepsze co mogliście zrobić ,tylko to nie koniec to początek który trwa nadal.
Wiem że tylko postawienie się przed waszą prawdą wspólnie i razem dobrowolnie i z chęcią może uczynić krok do przodu
Waszej prawdy nie znam i nikt nie zna ,uczucia to uczucia wszystkie są prawdziwe najprawdziwsze ,ale uczucia to nie początek ani koniec waszego życia myśli tu też są ważne i stosunek do siebie co pod spodem się czai za tymi uczuciami.
Czy tego się boisz Autorko co tam zobaczysz jakiś byt podwójny rozdwojony szaroczarny niedobrozły,z doświadczenia po terapii to Ci powiem że nic takiego wielkiego
Więcej, strachu niż to warte co prawda miałem inne motywacje - to nie istotny szczegół .W sumie miałem łatwiej
Tyle że kombinując jak zrobić następną zmyłkę ,unik,robicie dalej za bóstwa dwa udzielne światy,przestraszone i  obrażone na rzeczywistość, że nie jest taka o jakiej marzyliście,nieidealna ,niedoskonała i wy tacy ładni a tacy jacyś ,bo nie według waszych jakichś wyobrażeń i nie według jakiegoś durnego wzorca,który chyba jest jeszcze przyjętym z okresu studiów albo wcześniej.
Teraz z pozycji tego tłumionego bólu dalej robicie z siebie bóstwa i kontrolerów rzeczywistości ,nic się między wami Autorko nie zmieni
jeżeli dalej wymagać od siebie będziecie doskonałości to nie zamkniecie przeszłości,
Problemem jest opłakać dziecko ,bo co lidzie pomyślą  rozwiązaniem jest przypudrować sobie nos  na chorą cierpiącą zbolałą duszę
i mizdrzenie się do męża ,w takich sprawach to ludzie których uważam za mądrych i mnie inspirowali inspirują zasuwają po ratunek
pomoc i wsparcie ,bez nadymanego  ego które kompletnie nie wydala i nie daje rady ,
chcesz sama dać radę dlatego jesteś samotna i Twój mąż też zdaje się że i tak nigdzie nie uciekniecie przed tym a sposoby udawania oszukiwania i okłamywania samych siebie już się wyczerpują ,chyba że to błaha sprawa ,a kolejna nowa kiecka załatwi ją .

Dajcie mu chociaż wolność po śmierci temu chłopcu i więcej miłości do siebie.Wspomnień waszych o nim wszystkich nie ma co się wypierać.
Możecie razem napisać list do syna i go razem przeczytać ,napiszcie mu prawdę całą co myśleliście o nim wszystkie za i przeciw niemu
i co czuliście kiedy czasem o nim pomyśleliście co robiliście żeby o nim nie myśleć jak próbowaliście zniszczyć świadomość że on jest i że jest taki jaki jest,o lękach,rozpaczy,uldze po wszystkim.Może wam wybaczy warunkowo jeżeli sobie odpuścicie i nie będzie wam potrzebne to poczucie winy te wszelkie sprzeczności .Nie wierzę w życie po życiu,nigdy nie byłem katolikiem, wierzę w życie i energię ale ja jestem nikim.
Tylko mam przeczucie ,że takie dwie kukły dwa manekiny jak wy nic nie zrobią bo być może tak wam dobrze i wygodnie jak jest i wystarczy sobie coś kupić w nagrodę .
Jak jesteś kumata Autorko to się nie obrazisz to te moje krzywa zdania Cię nie obrażą bo nie takie były moje intencje przysięgam trochę w tym mojej pretensjonalnej,małej,egzaltacji za którą przepraszam Ciebie  .

17

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Popieram to co napisał wyzęj Pasławek i uwazam że drogą nie na skróty mozecie sie do siebie zblizyć z mężem

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

18

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Nie rozumiem jak można oddać swoje dziecko, bo jest chore, przykre to bardzo, współczuję temu dziecku, nie tobie

19 Ostatnio edytowany przez Ajko (2021-11-26 00:04:58)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Współczuję wam tego, że jesteście taką rodziną, która nie potrafi się wspierać i rozmawiać. Nie macie tego komfortu by podzielić się z sobą bólem, smutkiem, płaczem, słabością. Trzymacie to wszystko w sobie, albo uciekacie, co powoduje błędne koło zadręczania.
Namawiam cię na rozmowy z sobą podczas spacerów. Na rozmowy z synem, na powiedzenie mu (mimo, że go już nie ma), co czujesz, że chciałaś dobrze, że zrobiłaś tak jak umiałaś, że jeśli być może jest jakieś kolejne życie po życiu, to masz nadzieję, że urodzi się zdrowy i będzie mu dobrze w życiu.
Po prostu wam współczuję tego, przed jakimi wyborami musieliście stawać, tych kurew**o ciężkich przeżyć.

20 Ostatnio edytowany przez ditta (2021-11-25 21:42:28)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Helen, los okazał się dla Was bardzo łaskawy. Nie wiem, w jakim stanie było Wasze dziecko, ale odeszło zaopiekowane do końca. Daliście tyle, ile mogliście dać, daliście to, co mogliście i potrafiliście dać. Więcej nic nie można było zrobić, bo gdyby było można, to zrobilibyście to. Nie dręcz się poczuciem winy. Mając chore, niepełnosprawne dziecko wszystkie wybory są trudne i nieoczywiste. Jestem taka matką jak Ty. Moje dziecko też jest chore/niepełnosprawne, obarczone dziwną aberracją chromosomową, po której nie wiemy czego się spodziewać. Takie niezwykłe jest. Kochamy ją ogromnie, choć to bardzo trudna miłość jest. Napisałam na początki, że los okazał się dla Was bardzo łaskawy, Wasze dziecko odeszło przed Wami. To jest coś, o co modli się wielu rodziców niepełnosprawnych dzieci. Ja też. Spróbuj być dobra dla siebie, pozwól sobie na żałobę - to żadna słabość ani wyrzut sumienia. Opłacz swoje dziecko i swój żal, jego chorobę, Wasze decyzje, niesprawiedliwość świata i to, co jeszcze wymaga opłakania. Pozdrawiam Cię ciepło.

edit. I jeszcze jedno - moje dziecko też jest w częściowej opiece pozadomowej, bo inaczej nie miałabym sił, nawet by kochać.

Wystarczy kochać słuchać i obejmować
x. Jan Twardowski

21

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Nie zgodzę się z Pasławkiem w kwestii oceny Autorki i jej męża. Gdyby uważali siebie za bóstwa i kontrolerów rzeczywistości nie byłoby tego tematu, tego płaczu i ciernia w sercu. W mojej ocenie Pasłwek patrzy z pozycji mężczyzny, spojrzenie kobiety może być zupełnie inne.

Poruszony temat jest bardzo trudny, bolesny, godzący w podstawy wartości człowieka. Duże znaczenie ma tutaj rola jaką społeczeństwo wyznacza kobiecie. Kobieta zawsze gdzieś z tyłu głowy ma poczucie, że jej życie jest przeznaczone do zaspokajania potrzeb innych członków rodziny. Wychowuje się nas w przekonaniu, że rolą kobiety jest poświęcać się dla męża i dzieci, dmuchać i chuchać na ognisko domowe, być odpowiedzialną za los i życie członków rodziny.  Autorka stanęła przed bardzo trudnym wyborem - albo żyć normalnie( pracować  w bardzo trudnym i wymagającym zawodzie, wychowywać dwójkę dzieci i prowadzić dom)  albo zaprzeć się siebie i dla chorego dziecka poświęcić się na ołtarzu macierzyństwa.
Jej wybór był tym bardziej trudny, że na swoją pozycję pracowała ciężko przez wiele lat. Lekarzem nie zostaje się ot tak. To lata wyrzeczeń i ciężkiej pracy, rezygnacja z własnych marzeń i przyjemności by zaspokoić wymagania rodziny i osiągnąć cel. I nagle z powodu choroby dziecka staje przed dylematem - być tylko matką dla trójki dzieci czy matką dla dwójki i lekarzem. Łatwiej jest rezygnować z ambicji gdy osobiste koszty nie były tak duże.
W Autorce mogły budzić się  wielkie emocje, bo prócz roli kobiety matki byłą też przygotowywana do zawodu wymagającego poświęceń dla drugiego człowieka.   By się z nimi uporać trzeba niejednokrotnie zaprzeć się swojej wrażliwości w tym temacie, zasklepić przed tym bólem, otoczyć murem serce by nie rozpadło się na kawałki. Wcale się nie dziwię jej obawom o skutki wejścia w te obszary i pozwolenie sobie na wybuch uczuć. To bardzo trudne zadanie i dobrze by było skorzystać z pomocy naprawdę dobrego fachowca, który pomoże jej przejść przez ten proces.

Zauważyłam też coś znamiennego - gdy Autorka pisze o swoim bólu i rozpaczy komentarze są współczujące. Gdy pokazuje się również w roli silnej, spełnionej kobiety nagle spotyka się z krytyką swojej postawy. Tak jakby już zawsze miała przepraszać za swój wybór i kajać się przed innymi, że mała odwagę spełniać się jako lekarz i być kobietą sukcesu. Rzecz w tym, że ten sukces nie spadł jej z nieba, ona ciężko na niego pracowała i nadal pracuje, ratując życie innych ludzi - może w tym czasie który miała poświęcić jednemu swojemu choremu  dziecku uratowała życie wielu innych dzieci, albo życie wielu rodziców by ich dzieci nie były sierotami.

22 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-11-26 19:34:03)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Teoretyzujesz Agnes bardziej niż inni męski,kobiecy punkt widzenia nie ma tu nic do rzeczy i przedstawiasz jakąś swoją ideologię ,oczywiście wolno Ci i masz prawo do tego.
Tylko małżeństwo Autorki i jej relacje z mężem nawet w jej ocenie są kiepskie, słabe,coraz gorsze,
pokazywanie siły i celebrowanie sukcesów nic nie pomogło,sukcesy i satysfakcja z nich blakną podobnie jak blaknie radocha z nowego zakupu to przestało działać już a relacja wisi na włosku ta cała siła to fasada.Tamten incydent z księdzem był dawno, od tamtego momentu zaczął się proces oddalania ,a nie zbliżania,wcześniej chyba też nie było szczególnie blisko miedzy nimi.
To nieszczęście ich nie połączyło albo tylko na moment,moment tego "buntu" nie wystarczył żeby dalej się wspierali
a jak nic oboje nie zrobię poprawiając tylko maseczki
to jeszcze bardziej się oddalą ,a na tym Autorce raczej nie zależy .
Chyba się nie rozumiemy jeżeli chodzi o ten "męski" punkt widzenia kobiet , postawy wobec problemów i nieszczęścia które dotyka związek, rodziców ,dziecko.
Fałszywy wstyd,izolacja stawianie ponad zdrowy rozsądek takiej niby "samodzielności" ,w trudnych, przerastających nas sytuacjach,niechęć i opór w sięganiu po pomoc i wsparcie, to wcale nie do końca jest męski punkt widzenia, choć wielu mężczyzn tak myśli i robi
niestety Autorka moim zdaniem przyjęła taki tok myślenia pod wpływem męża ,milczenie i samotne tłumienie emocji, które nie znikają udawanie twardej przed ludźmi, tak robi robiło wiele kobiet i nie jest to ani męski ani kobiecy punkt widzenia to rodzaj pychy, że wie się lepiej, choć w rzeczywistości się nie wie ,jest się rozsypanym, bezsilnym i bezradnym, a pomoc jest w zasięgu ręki.Mąż w zamian nie dał prawie nic tylko mam wrażenie wymaga milczenia i nie nic nie robienia ,nie okazywania ,moim zdaniem on właśnie wyznaje kult siły na siłę ,może samo zniknie a może nie trzeba zacisnąć zęby ,nie dla każdego jest to skuteczne,widocznie dal Autorki nie jest stąd ten wątek,mąż pewnie o nim nie wie .
Wielu też ludzi kobiet i mężczyzn, zasłaniając się niby siłą na siłę ,takim "kultem" etosu, wbrew sobie i emocjom które dają znaki ciału że jest źle ,z niby samodzielności traci zdrowie, energię i popada w depresje, nerwice, uzależnienia.
"Co ludzie powiedzą"- zabiło wiele istnień niepotrzebnie  oczywiście moim zdaniem. A dbanie o siebie swój wizerunek dbanie o samopoczucie z zewnątrz to też moim zdaniem tylko narzędzie pomocnicze ,nie rozwiążę problemu nawet uporem ,Autorka wcale nie musi przestawać o siebie dbać tylko dobrze sięgnąć głębiej jeżeli nie daje sama rady.
Edit :Owszem są ludzie co obywają się bez pomocy,a są tacy co po nią się gają i dobrze robią ,tu różnicowanie na lesze gorsze jest niepotrzebne .Terapia to też praca na sobą samodzielna tylko inaczej .Żaden wstyd.

23

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Na dobre relacje w związku składa się wiele rzeczy. Z tego co  zaobserwowałam w ich małżeństwie mógł się pojawić syndrom pustego gniazda.  W pustkę łatwo mogą wchodzić sprawy, które wcześniej można było trzymać w ryzach.

Wiesz, tak naprawdę oboje teoretyzujemy, właściwie wszyscy to robimy w jakimś stopniu. Nie da się w kilku postach przedstawić całej gamy emocji, uczuć, motywacji itp, prowadzących do obecnej sytuacji tej rodziny, poza tym, na pewno nie o wszystkim Autorka chce pisać, a o niektórych sprawach nie jest w stanie.

24 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-11-26 18:53:07)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Agnes76 napisał/a:

Na dobre relacje w związku składa się wiele rzeczy. Z tego co  zaobserwowałam w ich małżeństwie mógł się pojawić syndrom pustego gniazda.  W pustkę łatwo mogą wchodzić sprawy, które wcześniej można było trzymać w ryzach.

Wiesz, tak naprawdę oboje teoretyzujemy, właściwie wszyscy to robimy w jakimś stopniu. Nie da się w kilku postach przedstawić całej gamy emocji, uczuć, motywacji itp, prowadzących do obecnej sytuacji tej rodziny, poza tym, na pewno nie o wszystkim Autorka chce pisać, a o niektórych sprawach nie jest w stanie.

Ja nie teoretyzuje ,tylko nie mam jak tego udowodnić Agnes,mam doświadczenie jakie mam ,Ty nie musisz i nie masz obowiązku mi wierzyć i ufać w to co piszę nie mam o to pretensji i z tym problemu to jest kwestia ograniczenia w komunikacji na forum ,a Ty nie możesz mi udowodnić nie da rady zweryfikować tego po prostu moich przeżyć i refleksji obiektywnie ,to po za naszym zasięgiem jest takie porozumienie w sytuacji odmiennych punktów widzenia
jest to sytuacja gdzie anonimowość, zaufanie, wiara, doświadczenie są istotne, ale też może ich brak być barierą .

Poczekajmy na Autorkę proponuje odłożyć nasze punkty widzenia one nie są tu najważniejsze .

25

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
paslawek napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Na dobre relacje w związku składa się wiele rzeczy. Z tego co  zaobserwowałam w ich małżeństwie mógł się pojawić syndrom pustego gniazda.  W pustkę łatwo mogą wchodzić sprawy, które wcześniej można było trzymać w ryzach.

Wiesz, tak naprawdę oboje teoretyzujemy, właściwie wszyscy to robimy w jakimś stopniu. Nie da się w kilku postach przedstawić całej gamy emocji, uczuć, motywacji itp, prowadzących do obecnej sytuacji tej rodziny, poza tym, na pewno nie o wszystkim Autorka chce pisać, a o niektórych sprawach nie jest w stanie.

Ja nie teoretyzuje ,tylko nie mam jak tego udowodnić Agnes,mam doświadczenie jakie mam ,Ty nie musisz i nie masz obowiązku mi wierzyć i ufać w to co piszę nie mam o to pretensji i z tym problemu to jest kwestia ograniczenia w komunikacji na forum ,a Ty nie możesz mi udowodnić nie da rady zweryfikować tego po prostu moich przeżyć i refleksji obiektywnie ,to po za naszym zasięgiem jest takie porozumienie w sytuacji odmiennych punktów widzenia
jest to sytuacja gdzie anonimowość, zaufanie, wiara, doświadczenie są istotne, ale też może ich brak być barierą .

Pasławku, przecież każdy z nas odbiera problemy na podstawie własnych doświadczeń albo obserwacji, które prowadzą go do takich czy innych wniosków. Piszę, że teoretyzujemy właśnie to mając na myśli - że każdy ma swoją teorię co tak naprawdę inni mogli poczuć, albo co zaważyło na decyzjach.
Każdy z nas przyjmuje różne postawy w trudnej sytuacji - jedni uciekają, drudzy walczą, trzeci zamka się w sobie a inny kłamie itp. Ty reakcję rodziców na słowa księdza odczytałeś jako przejaw pychy i dumy. Masz do tego prawo i zapewne wiele osób się zgodzi z Tobą, ze powinni przyjąć postawę  ludzi pokornych i dać się księdzu poprowadzić. Rzecz w tym, że nie zawsze ludzie tak reagują - gdy sprawa jest szczególnie bolesna jedyny ratunkiem jest dla nich zaprzeczenie albo odgrodzenie się murem. Nie wiemy czy postępowanie zakonnicy i księdza było odpowiednie i w jaki sposób chcieli zwrócić uwagę na potrzeby dziecka.  Na pewno mieli dobre intencje, tego nie odważam. Jednak największe znaczenie ma sposób w jaki chcemy do kogoś dotrzeć - czy zwracamy się do niego z miłością i zrozumieniem podając pomocną dłoń, czy rozliczamy i pouczamy jak należy postępować, nie uwzględniając wszystkich aspektów ważnych dla drugiej osoby. To ma bardzo wielki wpływ na naszą reakcję.

26

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
paslawek napisał/a:

Poczekajmy na Autorkę proponuje odłożyć nasze punkty widzenia one nie są tu najważniejsze .

Jak najbardziej.
Dobrze tutaj zaznaczyć, że to tylko i wyłącznie nasze punkty widzenia, jakieś domyślanie się co mogło wpływać na ich decyzje itp.
Napisałam swój punkt widzenia mając na celu wsparcie Autorki. Jeśli coś z tego jej odpowiada niech przyjmie , jeśli coś nie jest o niej, niech to odrzuci, a przede wszystkim, niech  nie czuje się w jakimkolwiek stopniu oceniana.

27 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-11-26 23:18:04)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

To nie jest prawdą  że doświadczenia własne kształtują  myslenie, Agnes .
Gdyby tak było to każda zdradzona żona potepialaby zdradzajacych mezow xzy nienawidzila z marszu kochanek.
Ocena sytuacji życiowej innych jest zależna od stopnia rozwoju moralnego. Wiele książek na ten temat jest.
I na pewnym etapie rozwoju naturalnym jest że nie trzymasz się tylko własnej perspektywy tylko widzisz sytuację pod różnymi kątami.
Warto przeczytać uważnie czyjś  post by zobaczyć jego bolączki. A tu autorka sama pisze o wyrzutach sumienia. W tak poważnej sprawie nie można przypuszczać  że wystarczy  ją poklepać po plecach bo uratowała inne dzieci.
A co to jest syndrom pustego gniazda?
Czy nie oznaka braku więzi  między małżonkami?
Czy to dziwne że wtedy wypływają wady relacji?
Ale czy w tym stwierdzeniu tkwi jakiekolwiek rozwiązanie?
Zaproponowanie terapii przez księdza nie było zlosliwoscią. Tylko może obserwacją człowieka który pracując w takim miejscu niejedno widział?
Zaznaczę  że nie chodzę do kościoła jeśli to ma znaczenie dla oceny mojego zdania.
Właściwie to Agnes chcesz dac jakieś rozgrzeszenie z góry w imię  wyznawanej ideologii ucisnienia kobiet walczysz i duszę  autorki. ?
Odważne.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

28 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2021-11-27 09:47:18)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Helen M napisał/a:

Co do terapii, może kiedyś się na taką zdecyduje. Ale póki co, obawiam się, że jakbym zaczęła rozkładać własne życie na części pierwsze, to bym się już całkiem rozpadła na kawałeczki i nigdy nie poskładała. Ryzykowna opcja.
Wiecie czasem mam wrażenie, że moje życie zostało ułożone beze mnie, tylko ktoś nie przewidział kilku rzeczy, że coś może pójść nie tak. Medycynę wybrali mi rodzice i to najpewniej jeszcze we wczesnym dzieciństwie. Od zawsze widzieli we mnie lekarza i bez dyskusji. To wręcz niezdrowe i nieetyczne, ale czasem porównuje się do królowej Elżbiety, ją chowali dla tronu, a mnie dla medycyny. Różnie bywało podobało mi się to, schlebiało, to znów się buntowałam, w końcu był czas, że zainteresowałam się bardzo poważnie aktorstwem, śpiewem, tańcem. Ku przerażeniu rodziców i rodziny, którzy starali się mi to wybić z głowy. Koniec końców, pogodziłam się z losem, zaakceptowałam wybór studiów medycznych, zaprzyjaźniłam się z medycyną,  polubiłam, pokochałam, z czasem  stała się moim światem, nieodłączną częścią mnie. I nie żałuje. Tyle, że coś, było za coś. Całe to poświęcenie kosztem życia prywatnego, tak naprawdę nigdy się nie wyszalałam, nie chodziłam na dyskoteki, prywatki, w liceum praktycznie 0 imprez, zero włóczenia się po nocach. Na studiach to już nie mówię nawet. Tyle, że na studiach miałam lepiej od koleżanek z roku,  pod tym względem, że one narzekały, że tyle nauki i zajęć praktycznych, że nie mają kiedy imprezować, spotykać się ze znajomymi, szaleć. A dla mnie w sumie był to dzień jak co dzień. Nie tęskniłam przecież do życia jakiego nie znałam. Dopiero później pod koniec studiów zaczęły się pierwsze poważne, miłosne komplikacje.
Męża przed ślubem znałam dość długo, zanim tak już na 100% zostaliśmy oficjalnie parą, a później małżeństwem. Z mojej strony to była miłość od pierwszego wrażenia. Nie były to klasyczne motylki w brzuchu, czy że serce zabiło mocniej. Bardziej on mi cholernie zaimponował, że lekarz, wojskowy, trenuje sztuki walki, i we wszystkim odnosi sukcesy. No geniusz, bardzo zdolny człowiek, imponował wiedzą, stylem bycia, do tego przystojny szczupły wysoki – no cholera, do dziś taki jest, słowa tylko, że 100 razy bardziej, na plus, bo nawet góra+ sukcesów zawodowych. A tak prywatnie, to chyba ja go do dziś do końca nie znam, bo ciągle potrafi mnie zaskoczyć. Zresztą kiedy miałam poznać??? Po ślubie dzieci, kariera, specjalizacje, wyjazdy, dyżury, sympozja, szpital, gabinet, badania i tak wkoło. Różne grafiki, coraz częściej osobne święta, sylwestry wakacje. I co gorsza nawet przestało to nam przeszkadzać, uznaliśmy to za standard. O ile jego życie to chyba w 80% zawodowe a tylko w 20% prywatne, ja musiałam jakoś to podzielić, zwolnić. Ale sama i tak całego świata nie zbawiłabym, a nawet nie zamierzałam. Nie dałam już rady. Ale też winie się za to, że byłam zimna, ostra, brakowało mi uczuć matczynych, ja  po prostu odrzuciłam własne dziecko, bo nie potrafiłam zaakceptować jego choroby.
Przerobiłam wszystkie możliwe uczucia. Nawet doszło do tego, że obsesyjnie myślałam czyja to jest wina, skąd ta choroba, u którego w rodzinie… - to było fatalne, bo racjonalne argumenty, naukowe do mnie nie przemawiały, kierowałam się emocjami. No obłędne myśli – że jak to możliwe, że syn akurat nie wdał się w ojca, bo ja przecież mam zdrową rodzinę – no i tak wkoło, bez sensu. A myślicie, że on tak nie myślał (oczywiście tego nie powiedział) ale że to ja zawiniłam.

Obwinianie przez męża, świadczy tylko o nim i jego niedojrzałości. Wpędzanie siebie w poczucie winy też nie ma sensu, bo trzeba zamknąć ten rozdział i iść do przodu.Jeśli uważasz , że terapia rozdrapie rany, to spróbuj pomóc sobie sama i nawiązać kontakt z innymi rodzinami chorych dzieci. Musisz wybaczyć sobie i być wdzięcznym za każdy dzień. Brzmi  jak bajka, ale bez wybaczenia sobie nie uwolnisz się od nadmiaru emocji.Wierzącym pomaga modlitwa. Może pomóc zmiana dotychczasowego trybu życia, zwolnienie tempa, zauważanie drobiazgów, które  wcześniej dla ciebie nie istniały, kolej na duże zmiany.

29

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Piszę tyle ile mogę, ile daje radę, na te tematy z siebie wydobyć, na daną chwilę. Więc wybaczcie niesystematyczność. To są tematy, w których zdobycie się na szczerość absolutną, bolą, bardzo nawet bolą.
Jeżeli o szczerości mowa. Gdybym w ciąży dowiedziała się, że dziecko będzie chore. To bym usunęła. Nie zdecydowałabym się na urodzenie chorego dziecka. Nasza sytuacja była o wiele bardziej nieszczęśliwie skomplikowana. On urodził się zdrowy, i przez pierwsze lata nic nie zapowiadało… to znaczy był słabszy, od innych, przykro mi to mówić jako matka, ale był słabszy pod wieloma względami, taki bardzo kruchy, delikatny, wycofany. To była nawet choroba, bardziej duszy niż ciała.
Nie takie przypadki, choroby i nie jedną śmierć w życiu widziałam. Brutalnie to zabrzmi, ale pod tym względem jestem zahartowana i silna, żeby podołać nawet w najcięższych przypadkach. I tu jestem rozdarta, na dwie sytuacje. Gdy widzę, że ktoś w danym momencie pilnie, potrzebuje pomocy z medycznego punktu widzenia, odruchowo zaczynam działać, od razu chce go zbadać, żeby ocenić co mu dolega i pomóc w najlepszy z możliwych sposobów, przede wszystkim jak słyszę od pacjentów ,, żeby tak bardzo nie bolało’’. I druga sytuacja. Trzymam pacjentów na dystans i jestem daleka od tego, żeby ingerować w ich życie prywatne. Nie pozwalam sobie na żadne trzymanie za rękę, przechodzenie na ty, czy jakiekolwiek kontakty prywatne. Sytuacje gdy pacjenci, lub ich rodziny zaczynają mi się zwierzać z problemów osobistych, są dla mnie niezwykle niekomfortowe. To tak do sytuacji z księdzem i zakonnicami. Zawsze im będę wdzięczna, za wszystko co dla nas zrobili, mam dla nich, i dla ich pracy ogromny szacunek. Ale poglądowo nie zgadzamy się ze sobą. Ok, chcieli nam pomóc, z dobrego serca, to jest niezaprzeczalny fakt. Tyle, że my nie potrzebowaliśmy pomocy. Pierwszy warunek jest taki, że zawsze należy zacząć od siebie samu chcieć, się zmotywować, zmienić, zbliżyć. A my wtedy w danym momencie nie chcieliśmy nic zmieniać. Nie potrafiliśmy po prostu inaczej, stąd irytacja.

Teraz sobie uświadamiam, że przez te wszystkie lata, żyłam w stresie. Praca, pacjenci, dzieci, dom, mąż, jego kariera. I były takie rzeczy, które gdzieś tam z tyłu głowy siedziały, ale po prostu gdzieś ich nie dopuszczałam do siebie. Jak choćby domniemane romanse męża. Już od bardzo dawna dochodziły do mnie takie plotki. Ignorowałam je, traktowałam za czystą złośliwość, zazdrość, ludzką nieżyczliwość. Wszystko inne. Zresztą o lekarzach od wieków krążą plotki i legendy. Najpopularniejszy dowcip świata: ,,przychodzi baba do lekarza…’’ chyba doczekał się 1 000 000 wersji.  Moja ulubiona i najbliższa prawdzie jest ta:  ,,przychodzi baba do lekarza, a lekarz na to: nich Pani już idzie, bo kawały o nas już opowiadają’’ – no nic dodać nic ująć. No więc na plotki też w pewnym sensie jestem uodporniona. Ale akurat, tą słyszę od dłuższego czasu i nie wiem, czy to wyjątkowa złośliwość z czyjejś strony, czy ja jestem przewrażliwiona…. Bardzo bym chciała móc z przekonaniem 100%  powiedzieć, że tych plotkach nie ma, nawet ziarna prawdy. Chyba najbardziej obawiam się tego, że mogłabym zostać sama. Na świecie sytuacja jest coraz bardziej niebezpieczna, moje dzieci mają niebezpieczną pracę.  No litości, przecież ja nie mogę stracić ich wszystkich. ! I czy to jest moja kara, pokuta?! Bo nie chciałam się zmienić.

30

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Bardzo mnie to boli, że mąż praktycznie nie nosi obrączki. Cieszą mnie jego sukcesy, a jednocześnie bywają, dla mnie monetami przykrości i upokorzenia. No taka sytuacja, jakbyście się poczuli: po odniesionym dużym sukcesie naukowym, wygłasza krótką przemowę w której dziękuje, całemu zespołowi, wszystkim razem i każdemu z osobna, dziękuje wszystkim, tym którzy się zaangażowali i przyczynili. WSZYSTKIM, z wyjątkiem własnej żony, stojącej tuż obok. Owszem ja do tego zespołu nie należę, nie pracuje z nimi. Ale wymienił też kilka osób, które go w tym wspierały. Tylko nie mnie. Gdym była inaczej wychowana, na osobę bardziej śmiałą i pewną siebie, zwyczajnie bym wyszła i może powinnam. Zostałam schowałam dumę w kieszeń, zrobiłam jak najlepszą minę, chociaż mnie to mocno uraziło wewnątrz jak cierń.

31 Ostatnio edytowany przez GangOlsena (2021-11-27 12:00:24)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Helen M napisał/a:

Gdyby czas się cofnął postąpiłabym dokładnie tak samo. To była jedyna słuszna decyzja jaką można było podjąć. Jedyne co ja wtedy poczułam to ulga, bo już nie miałam na nic siły. Tyle, że ja w ogóle nie potrafiłam się na nic zdobyć, odwiedzałam go sporadycznie, nie zabieraliśmy go na święta, ani w ogóle do domu. Miałam nieczęsty kontakt z siostrą przełożoną, która zdawkowo przekazywała mi informacje.
W domu ten temat nie istniał. Bo był zbyt bolesny dla wszystkich. Raz sama siostra przełożona wezwała nas razem, na rozmowę przy której był też ksiądz, i zaproponowali nam terapię, byliśmy wściekli oburzeni i z perspektywy czasu po prostu uderzyli w bardzo czuły punkt. Jednakże obydwoje tylko wymieliliśmy spojrzenia i to też było nasze wspólne stanowisko. Ale we mnie się zagotowało, a właśnie mąż zachował zimną krew (...).

I zachowuje ją nadal a w Tobie łamią się podstawy człowieczeństwa (nie oceniam Cię). Nie cofniesz czasu, nie cofniesz podjętych decyzji, nie odwrócisz skutków własnych zachowań i zaniechań. Piszesz że w domu ten temat nie istniał bo był zbyt bolesny. Mnie się jednak wydaje, że był zbyt wstydliwy. W żaden sposób nie naprawisz już tego, że zapewniając dziecku dobrą i fachową opiekę na co dzień a rodzinie komfort życia jednocześnie pozbyliście się nie tylko  fizycznie problemu, lecz emocjonalnie także. Potraktuj swoje wyrzuty sumienia jako swoisty rodzaj pokuty. Jeśli czujesz się tym stłamszona może zbierz się na odwagę i wykrzycz mężowi prosto w oczy, to co czujesz, to co tutaj napisałaś nam. Może otwarte wyrzucenie z siebie tego, co po tym pozostało w Tobie, przyniesie jakiś rodzaj ulgi.
Niestety, pogódź się z tym, że będziesz już musiała z tym żyć. Pewnie tak samo jak wasze dziecko, które święta spędzało w odtrąceniu od rodziny, które zapewniając mu opiekę tak naprawdę wyrzekła się go.
I nie łam się. Sądzę, że ów duchowny z zakonnicą na tyle na ile mogli okazali serce Twojemu dziecku.
Ogromnie Ci współczuję.

32 Ostatnio edytowany przez wieka (2021-11-27 12:24:18)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Może mąż nie czuł Twojego wsparcia, bo raczej nie jesteście blisko że sobą w relacji, nie potraficie rozmawiać, więc ja bym tu odpuściła te nieszczere, jakby nawet były, podziękowania.

Mogłabyś napisać, co się stało z dzieckiem, czyli co było bezpośrednim powodem oddania dziecka, bo chyba nie to, że było delikatne i kruche, jaka też była przyczyna śmierci. Ale jak nie chcesz, to nie pisz.

Co do tego księdza, to wg mnie ośrodek powinien zorganizować spotkanie z psychoterapeutą, nie z księdzem, bo specjalista być może by był w stanie was przekonać, choć uważaliście, że terapia jest wam niepotrzebna, choć też nie wiadomo.

Ja bym Ci radziła teraz rozmawiać chociaż online z psychologiem, będzie Ci lżej.
Nawet takie wygadnie się na forum pomaga, ale to nie to co rozmowa że specjalistą.

33 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-11-27 14:53:47)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Helen M napisał/a:

Bardzo mnie to boli, że mąż praktycznie nie nosi obrączki. Cieszą mnie jego sukcesy, a jednocześnie bywają, dla mnie monetami przykrości i upokorzenia. No taka sytuacja, jakbyście się poczuli: po odniesionym dużym sukcesie naukowym, wygłasza krótką przemowę w której dziękuje, całemu zespołowi, wszystkim razem i każdemu z osobna, dziękuje wszystkim, tym którzy się zaangażowali i przyczynili. WSZYSTKIM, z wyjątkiem własnej żony, stojącej tuż obok. Owszem ja do tego zespołu nie należę, nie pracuje z nimi. Ale wymienił też kilka osób, które go w tym wspierały. Tylko nie mnie. Gdym była inaczej wychowana, na osobę bardziej śmiałą i pewną siebie, zwyczajnie bym wyszła i może powinnam. Zostałam schowałam dumę w kieszeń, zrobiłam jak najlepszą minę, chociaż mnie to mocno uraziło wewnątrz jak cierń.

Dzieki Heleno za dodatkowe odpowiedzi i odzew
Jeżeli prosiłabyś mnie o radę  typu tak ,nie, nie mam zdania ( no nie prosisz jakoś uparcie ale trudno i tak mam zszarganą opinię na forum smile  z góry przepraszam za wyrwanie się przed szereg z dobrą radą )
To moja byłaby taka - rozwiedź się z mężem ,idź do adwokata ,radcy prawnego , uwolnij się od tego człowieka ,ze swojej głowy to figura kukła i manekin właśnie 
nie śmierć syna jest teraz moim zdaniem Twoim największym problemem (moim zdaniem jeszcze raz podkreślę) ,analizujesz przeszłość jesteś wnikliwa ,proces żałoby u Ciebie
długo ( ani krótko tyle ile Trzeba )trwa ,ostatnia faza, etap przed Tobą uwolnienie i akceptacja ,nic nie musisz i nie musisz mieć poczucia winy do końca życia,wiem że jest to możliwe i pewnie też dla Ciebie ,jedyny warunek to odejdź od tego człowieka jak najprędzej,uczucia które masz do niego czynią Ciebie  nieszczęśliwą to te Twoje oczekiwania ,jak z nim zostaniesz będzie co raz gorzej .
Z jego strony to raczej nie jest miłość on panuje nad Tobą po coś u to potrzebne nie wiem po co.Jak odejdziesz myślę poczujesz się wolną ,on milczeniem zimnem ,myślę że częściowo świadomie wpędza Cię w poczucie winy, tak na Ciebie wpływa ,a Ty z nim walczysz od lat o miłość ze sobą też .
o jedno jeżeli mogę to Cię proszę nie rób z siebie jego ofiary i nie wchodź w tę rolę
Rozumiem lęk przed tym krokiem ,ostatnim odejściem ,wiadomo rodzina ,dzieci znajomi powiązania ,jak zostaniesz to uschniesz z nim
wasz związek to fasada.
Idź też przedtem do psychologa ,wydaje mi się że psychoterapia nie potrzebujesz takiej długofalowej  ,bo jesteś zdrowa
potrzebujesz kopa interwencji i wsparcia prze tym ostatnim krokiem .
Przemyśl sprawę ani Ty ani on nie wymusicie już do siebie uczuć .To jest zależność służbowa a nie związek  pani Doktor .
Masz wybór pokochać męża bezwarunkowo,pokochać go bardziej niż siebie ,uzależnić się od niego i u wieścić jeszcze bardziej,żyć z nim na dupo ścisku i w lęku udawać ze nic nie wiesz ,dla dzieci które jak piszesz są dorosłe poradzą sobie nie szukaj wymówek ani w przeszłości ani teraz szukasz powodów nie przyczyn swego stanu ,one te stany i przyczyny ich są teraz przeszkadzają jednak zamknąć przeszłość i iść do przodu.
a najprostsze rozwiedź się z nim i zacznij żyć ,z nim nie zrobisz tego o czy ci pisałem nie pożegnasz się z synem .

34

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Ale ja mu wiele razy wykrzyczałam, prosto w twarz co o nim myślę, jak mnie traktuje, jak się czuje, że mnie traktuje, jakie chodzą o nim słuchy i wiele więcej.
Ale on w takich sytuacjach, też zachowuje zimną krew. I będą szczera wobec Was i wobec siebie, za tą kamienną twarz, i zimną krew – za to go tak bardzo pokochałam, dlatego umiem z nim żyć. Chociaż to czasem boli. Od dziecka mam wstręt do krzyczakczy, nie znoszę jak ktoś się drze i awanturuje. U mnie w domu, w rodzinie i nauczyciele się darli. I to mi uszami wyszło. Po prostu jak ktoś wychodzi z mordą, to we mnie budzą się najmroczniejsze instynkty.
Mój mąż to przeciwieństwo, to jest naprawdę niespotykanie spokojny człowiek. Tyle, że on jednym zdaniem, potrafi każdego sprowadzić na zimie, czym nie do parteru. Jednocześnie to ten typ, nieznoszący słowa sprzeciwu i jak ktoś się z nim na siłę, próbuje się kłócić, to ja widzę, tą złość wypisaną oczach, w wyrazie twarzy, ułożeniu rąk. I wiem, że należy odpuścić.
Ja jak próbuje do niego dotrzeć i nie mogę, a próbuje na różne sposoby, to zaczynam krzyczeć, czasem z  bezsilności. Ale nigdy nie wyzywam, nie nadużywam jakiś okropnych słów. A on  i tak; nie bądź wulgarna, opanuj się, zastanów się nad sobą. Ogólnie, rzecz biorąc, rzeczywiście tak jest, on jest rzeczowy, logiczny, a ja podchodzę emocjonalnie. I to on jest górą. Kilka lat temu, przerabialiśmy scenariusz rozwodu. Doszłam do takiego momentu, w którym poczułam, że już mimo wszystko, nie dam rady. I co usłyszałam, że on nigdy nie zgodzi się na rozwód. Mam świadomość, że zrobiliby ze mnie największą Femme Fatale w mieście. Oczywiście, jakbym się tak bardzo mocno uparła i obstawiła przy swoim, to pewnie nie zrezygnowałabym. Pytanie tylko po co. I dla kogo.  Zapytałam wtedy wprost, dlaczego nie da mi odejść, skoro mnie nie kocha, żyjemy praktycznie osobno.  On się zaparł, że mnie kocha, że nigdy nie powinnam w to wątpić. Nie żałuje, że wtedy, całkowicie zrezygnowałam z rozwodu. Bo czuje, że to by mnie wcale nie uszczęśliwiło, ani na pewno nie dało żadnego poczucia szczęścia czy wolności. Gdybym go nie kochała to pewnie tak. Ale w tej sytuacji to jakbym sama sobie wbiła sztylet w serce.

35

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

I teraz Was poproszę o radę i ocenę sytuacji i szczere odpowiedzi, póki mam odwagę zapytać,  powinno mi być wstyd zapytać – naprawdę.

Czy wierzycie, że teoretycznie lekarz mógłby mieć romans z pielęgniarką (razem pracują)? Znacie w ogóle chociaż jeden taki przypadek? Czuje, że tracę kontakt z rzeczywistością, że w ogóle o to pytam, o coś tak głupiego.
To tak niemoralne nieetyczne. Mam tu na myśli osoby będące w stałych związkach małżeńskich. Takie przypadki o których znam i słyszałam w większości okazywały się zwykłymi plotkami i pomówieniami zawistnych, zakompleksionych ludzi. Ja wiem, że wielu ludziom się wydaje, że lekarz w pracy to ma wakacje, a ma dzień w dzień dyżur wypełniony po brzegi, i jak jest 10 minut wolnego czasu to już jest luksus. Więc kiedy by to miał niby mieć czas? Jeszcze jak pracuje w kilku miejscach i ma dodatkowe zajęcia? Być może, to ja idealizuje świat albo dałam się zmanipulować. Ale to nie daje mi spokoju. I bardzo mi zależy na szczerości. Proszę, niech ktoś spojrzy trzeźwym okiem, ktoś zupełnie bezstronny i napiszcie mi swoje opinie...bo ja już nie wiem w co i komu wierzyć.

36

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Sorry, ale ja tu nie widzę żadnego żywego malżeństwa, a jedynie parę ludzi, którzy żyją dla pozorów. On się nie chce rozwieść, bo traktuje Cie jak swoja wlasność, a Ty się panicznie boisz zostać sama. Niby udajesz taką silna pania doktor co wszystko ogarnia, a w rzeczywistości jesteś neurotyczka, która ciagle żyje w strachu co ludzie powiedzą.

Nie wiem na ile to Wasze dziecko bylo świadome, że się go po prostu pozbyliście (jaki wstyd przed ludźmi!), ale mam nadzieję, że było na tyle chore, że je to ominęło. Bo nie wyobrazam sobie jak bardzo by cierpialo gdyby uświadomiło sobie, że dla jego rodziców liczyła się bardziej fasada super doskonałej rodziny niż jego dobro.

37 Ostatnio edytowany przez GangOlsena (2021-11-27 14:32:56)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

O co Tobie tak naprawdę chodzi?

Z tego, co i jak piszesz wynika, że to nie jest przemilczane nieszczęście w małżeństwie (to dziecko, jego oddanie i nieinteresowanie się nim potem), lecz przemilczana zmowa pozbycia się kłopotu, która wraca jak bumerang. Problem zamieciony kiedyś pod dywan nie pozwala cieszyć się pełnią szczęścia małżeńskiego, rodzinnego. A jak ma pozwalać w takiej sytuacji, wobec takiej postawy życiowej. Oddać i zapomnieć. Oddać i udawać że nie ma. Opłacony pobyt w dobrym ośrodku, lecz gdzie w tym wszystkim prawdziwe, ludzkie oblicze i uczucia? To wszystko było i jest sztuczne i udawane, bezduszne. Nie da się budować niczego szczerze wartościowego na takich posadach.

38

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Helen M napisał/a:

I teraz Was poproszę o radę i ocenę sytuacji i szczere odpowiedzi, póki mam odwagę zapytać,  powinno mi być wstyd zapytać – naprawdę.

Czy wierzycie, że teoretycznie lekarz mógłby mieć romans z pielęgniarką (razem pracują)? Znacie w ogóle chociaż jeden taki przypadek? Czuje, że tracę kontakt z rzeczywistością, że w ogóle o to pytam, o coś tak głupiego.
To tak niemoralne nieetyczne. Mam tu na myśli osoby będące w stałych związkach małżeńskich. Takie przypadki o których znam i słyszałam w większości okazywały się zwykłymi plotkami i pomówieniami zawistnych, zakompleksionych ludzi. Ja wiem, że wielu ludziom się wydaje, że lekarz w pracy to ma wakacje, a ma dzień w dzień dyżur wypełniony po brzegi, i jak jest 10 minut wolnego czasu to już jest luksus. Więc kiedy by to miał niby mieć czas? Jeszcze jak pracuje w kilku miejscach i ma dodatkowe zajęcia? Być może, to ja idealizuje świat albo dałam się zmanipulować. Ale to nie daje mi spokoju. I bardzo mi zależy na szczerości. Proszę, niech ktoś spojrzy trzeźwym okiem, ktoś zupełnie bezstronny i napiszcie mi swoje opinie...bo ja już nie wiem w co i komu wierzyć.

Moja masz jak wyżej
Tak znam potwierdzone przypadki romansu pielęgniarek i lekarzy, szczegółów oczywiście nie podam bo na forum to wiadomo kwestia wiary i niewiary a szczegóły  choć ciekawe są i tak bez znaczenia.
znam je  z różnych stron  i z pierwszej ręki i od lekarzy pielęgniarek ,nie były to plotki ,ale plotki też istnieją ,stereotyp puszczalskich pielęgniarek, nabuzowanych doktorów wiadomo jest przenoszony i jak to stereotyp bywa krzywdzący i niesprawiedliwy,ale coś w nim z realnych zdarzeń jest ,takie rzeczy się zdarzają po prostu.
Zaufaj intuicji choć to trudne i zastanów się czy to zniesiesz jeżeli się potwierdzi.

39

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Helen M napisał/a:

To tak niemoralne nieetyczne. Mam tu na myśli osoby będące w stałych związkach małżeńskich.

Serio? Przecież Ty żyjesz z bezwzględnym człowiekiem. Dlaczego tym razem miałby się liczyć z Twoimi uczuciami. Nie dostrzegasz tego?

40

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Helen M napisał/a:

I teraz Was poproszę o radę i ocenę sytuacji i szczere odpowiedzi, póki mam odwagę zapytać,  powinno mi być wstyd zapytać – naprawdę.

Czy wierzycie, że teoretycznie lekarz mógłby mieć romans z pielęgniarką (razem pracują)? Znacie w ogóle chociaż jeden taki przypadek?.

Helen przepraszam ,ze to napisze -w jakim swiecie Ty zyjesz? Wiekszosc romansow szpitalnych dotyczy konstelacji ktorej sie najbardziej obawiasz. I taki stan moze ciagnac sie latami.

41

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Beyondblackie, GangOlsena, pasławek, pełna zgoda co do Waszych komentarzy. Żal duszę ściska. Kariera, spa, ładny ciuch, prezencja, środowisko, tytuły, rauty i chore, kruche dziecko. Bez odwiedzin, przytuleń.....lód. Mam w rodzinie osobę, ma dwoje chorych dzieci, niedorozwiniętych umysłowo, dziś już dorośli ludzie. Oboje w ośrodku dla dzieci niepełnosprawnych. Wyobrażacie sobie? Najpierw miała je na końcu Polski od swojego miejsca zamieszkania, częste odwiedziny, wtedy jeszcze pociągiem. Robiła wszystko by przenieść je bliżej domu, udało się po jakimś czasie. Dziś ma je w jednym ośrodku. Kilkadziesiąt lat (są po 40) odwiedzała je tak często o ile jej sił starczyło, brała na weekendy, na każde święta, wakacje by być z nimi choć z tydzień. O bardzo częstych wizytach w ośrodku już nie wspomnę. Była szczęśliwa, choć ciężar był przeogromny. Do czego nawiązuję w tym wątku? Do braku odwiedzin, bliskości, ukrywania przed innymi, by nie popsuć fasady małżeństwa? I co? Małżeństwo jak budynek, spróchniał od środka. Oschła, zimna, wyrachowana lekarka. Tyle.

42 Ostatnio edytowany przez wieka (2021-11-27 15:41:51)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Na pewno ciężko żyć z kimś, kto nie znosi sprzeciwu, więc można powiedzieć, że to on miał we wszystkim decydujący głos, Ty się zgadzałaś, bo wiedziałaś, że nie masz siły przebicia.
Tak samo było z dzieckiem, ta decyzja jego głównie obciąża, bo Ty zgadzając się z nim, udawałaś tylko, że masz takie samo zdanie, żeby nie wyjść na taką, z której zdaniem mąż się wcale nie liczy.

Jednym słowem dawno powinnaś się z nim rozejść, obecnie musisz patrzeć, jak będzie Ci lepiej, z nim czy bez niego.

Co do dania rozwodu, to nie ma znaczenia, bo jak nie będziecie razem mieszkać jakiś czas to dostaniesz rozwód bez zgody męża, bo sąd stwierdzi całkowity rozkład pożycia małżeńskiego.

Co do zdrady, to pewnie jest jak w każdym zakładzie pracy, zawsze się zdarza, na pewno sprzyjają dyżury nocne, ale to wszystko zależy od moralności ludzi w każdym zawodzie.

Ale powiedz, co to między wami zmieni, nawet jakbyś miała czarno na białym, że Cię zdradza?
A jeśli tak, to wynajmij detektywa, jeśli nie, to po co wiedzieć... Nie pomoże, a zaszkodzi.

Znam małżeństwa, gdzie żony wiedziały/domyślały się, że mąż je zdradza na prawo i lewo praktycznie całe życie i nic z tym nie robiły, może udawały przed sobą, że to nieprawda. Jedna nawet miała pretensje do córki, jak ta powiedziała jej, że widziała ojca w jednoznacznej sytuacji z inną kobietą.
Czyli da się żyć że zdradzaczem, bo lepiej w sumie się na tym wychodzi, nic więcej, jak widać się da. Ale nie każdy tak potrafi.
Ci faceci  byli najwidoczniej z tych co "kochali" żony, ale im to nie wystarczało, bo seksu z żoną nie unikali.

43 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-11-27 17:51:01)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

To pytanie czy lekarz może mieć romans z pielęgniarką  to żart?
Masz dorosłe dzieci, więc gdzieś koło 50. Jak piszesz jesteś lekarką i serio o to pytasz??
Raz z emocjami piszesz o dziecku a potem zadajesz naiwne pytania.
O chorobie dziecka piszesz jak na lekarza bardzo poetycko: był kruchy itd bardziej choroba  duszy niz ciała .
Przepraszam. Może się mylę i Cię skrzywdze.
Ale dla mnie na 99 procent jesteś trollem i to mocno niefajnym bo ten temat przeczytają ludzie którzy zetknęli się że śmiercią i niepełnosprawnością dzieci i ciezkimi decyzjami.
50 letnia kobieta nie napisalabym tego w takim tonie i jak egzaltowana nastolatka.
Dla oburzonych: zaznaczam że to moje zdanie i możecie mieć inne i pomagać autorce. Mogę się mylić. Ale pisać tutaj nie mogę.
Gdybym się tu podzieliła z Tobą swoim doświadczeniem na temat ciężkiej choroby i śmierci dziecka   a  mam takowe, czulabym się wykorzystana.
Bye. Miłej zabawy Helen.
A jeśli jesteś na ten 1 % prawdziwa to polecam psychiatrę  jako lekarz znajdziesz dobrego.
A jak piszesz scenariusze to polecam klasyków literatury poczytać. Wyobraźnia Ci się poszerzy.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

44

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Po nitce do kłębka ,pani detektyw chylę czoła smile możesz mieć rację mnie coś w innym momencie tknęło ale mniejsza z tym ,i tak nie ma jak sprawdzić .

Reca/ MartaW ? Czy debiutant?

45 Ostatnio edytowany przez random.further (2021-11-27 16:34:08)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Ela210 napisał/a:

Bye. Miłej zabawy Helen.

smile Na drzewo, szybkim skokiem, Helen big_smile dlaczego : Helen się nazywasz ?

46 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-11-27 17:53:31)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Alez mozna sohie moje odczucia pominąć;) i pomagać  dalej w wątku.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

47

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

nie bądź taka cwana big_smile

48

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Nie jestem matką dziecka oddanego do ośrodka, ale siostrą. On nie umarł, ale tak jakby nie żył (nie ma z nim kontaktu). Właśnie zaczęłam terapię. Gdy czytam Ciebie autorko, to widzę w tym bezpośrednie cytaty z mojego życia. Dokładnie te same rzeczy przeżywałam i przeżywam nadal i o nich mówię na terapii.
Nic Ci nie pomoże to, że to tutaj napsizę, choć wiem, o co chodzi. Bo nie chodzi o wiedzę - chodzi o uświadomienie sobie i dotknięcie tych emocji, przeżyć, które wypierasz. A wypierasz, mówisz jasno - nigdy nie opłakałaś do końca, nie przeżyłaś żałoby tego co on stracił, co straciłaś Ty, co straciła cała wasza rodzina. Wypierasz bo nie rozmawiacie o tym - nie pozwalasz na żadne emocje, na żadne leczenie, żadne wsparcie. Czujesz pustkę? Coraz więcej stresu? Nie dziwne. Ja zaczęłąm mieć migreny, ataki paniki, coraz większe problemy zdrowotne, coraz więcej zmęczenia i rozpaczy, której nie potrafiłam nazwać. Pozbyłaś się emocji, ale tak się nie da - zgasić tylko część z nich...

Polecam terapię. Stać Cię. Zasługujesz na to, żeby zacząć żyć, pustkę wypełnić życiem. Nie zrobiłaś niczego haniebnego, by karać siebie już zawsze. Polecam znaleźć kogoś w nurcie Gestalt, bardzo.

If you can be anything, be kind.

49

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Rita?

50

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
Helen M napisał/a:

Witam!
    Od kilku dni miałam ten zamiar, żeby tutaj napisać. Zupełnie nie wiem jak zacząć, nie zwierzałam się od kilku, kilkunastu lat...może wieków….na pewno odkąd jestem lekarzem, żoną, matką – nie robiłam tego, ponieważ uważałam to, za pewnego rodzaju wstyd, że w mojej sytuacji, sama sobie powinnam umieć pomóc.
Otóż moje małżeństwo, a właściwie to co z niego zostało…Żyjemy z mężem trochę jak lokatorzy, każdy ma swoje życie, w ,,swoim’’ szpitalu i poza nim. Sypiamy razem- jedna z nielicznych sytuacji gdy jesteśmy ,,naprawdę blisko,, i oczywiście na rodzinnych i okolicznościowych uroczystościach pojawiamy się  razem jak przykładne małżeństwo tak wyglądamy na zewnątrz. Tylko, że to bardziej skomplikowane. Mamy wspaniałe dorosłe dzieci. Jesteśmy z nich bardzo dumni. I jedno serduszko, nasz, a przynajmniej mój największy wyrzut sumienia. Otóż jeden z naszych synów, zaczął poważnie chorować już jako dziecko, później było gorzej. Próbowaliśmy wszystkiego NAPRAWDĘ. Gdy wyczerpały się już wszystkie możliwości, było już jasne, że to nieodwracalne i co będzie w przyszłości następować. Zapadła decyzja, oddaliśmy go sióstr zakonnych do ośrodka. Powiecie, że jestem bez serca, ale ja naprawdę nie dałam rady, kompletnie mnie przerosła ta sytuacja. Nie, nie jako lekarza, ale jako matkę, kobietę. Tak jakby szewc bez butów chodził. To dobry renomowany ośrodek – specjaliści, zaufane osoby nam go polecili. Zależało nam na dyskrecji. To był i jest temat tabu. Na dobrą sprawę on, od lat już nie żyje, a ja nigdy go nie opłakałam do końca. Nigdy też nie mówiłam o tym, nie rozmawialiśmy na ten temat. Najgorsze, że ja czuje pustkę jakbym dawno zapadła się w sobie, ale żadnych uczuć, smutku, bólu, bardziej taki niepokój, niewytłumaczalny ogromny jakiś wewnętrzny niepokój. Staram się trzymać, nie mam takiego luksusu, żeby się rozklejać i płakać na co dzień. I teraz to co smuci i boli najbardziej to to, że ta cała przykra sytuacja nadała trwały i nieodwracalny wpływ na nasze małżeństwo. Oddaliliśmy się od siebie, jeszcze bardziej, niż kiedyś. Mój mąż zaczyna się denerwować gdy ktoś, a szczególnie ja, zaczyna mówić na niewygodne dla niego tematy. A ja znów zaraz zaczynam płakać jak się denerwuje. Więc z obawy, że to jeszcze wszystko bardziej skomplikuje nic nie mówię. Ale czuje, że to nadal gdzieś w nas jest, nieprzerobione, a może tak do końca życia będzie….
Napiszcie mi proszę coś doradźcie, może ktoś z Was/ Waszych bliskich był, lub jest w podobnej sytuacji...

Bardzo współczuję sad
Nie potrafię sobie nawet wyobrazić tego bólu
Siostra koleżanki miała prawie identyczną sytuację. Miała starszego syna- Damiana. Z nim wszystko jest okej. Zaszła w drugą ciążę z bliźniakami. Dwie dziewczynki. Jedna zmarła niedługo po urodzeniu a druga chorowała. Od początku i to latami. Biedna dziewczynka, z tego co pamiętam nie widziała, nie słyszała na jedno ucho, miała jakieś porażenie. Nie miała szansy przeżyć, ta matka zrezygnowała z pracy, praktycznie z mężem nabawili się komornika przez to.
Pamiętam ją dobrze. Tak samo jak Ty była medykiem- była farmaceutką. I mówiła to samo o tym szewcu, albo "Mam leczyć ludzi a własnego dziecka już nie potrafię!"
Jednak uważam, że w jej przypadku to nie była jej wina, wypruwała sobie flaki, żeby dogodzić tej dziewczynce. W tym przypadku to też nie Twoja wina. Taki niesprawiedliwy los, bardzo przykre wydarzenie
Najlepsza by była chyba psychoterapia. Może wspólna, rodzinna, z mężem?
Jak wykrzyczycie sobie wspólnie złe rzeczy to przejdzie

51

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

W zasadzie nie udzielam się tu w wątkach dotyczących prywatnego życia. Ale twój wyjątkowo mnie poruszył. I bardzo chce Ci to napisać, zupełnie bezinteresownie i od serca. Ludzie współczują, dopóki cierpisz na ich zasadach. Jak Ci jest lepiej, albo nie cierpisz i nie przeżywasz, tak jak oni to sobie wyobrażają, to jak kameleony, zmienią się w oskarżycielskie potwory, które zaczynają kąsać – masz tu próbkę.
-----------------------------------------------------------------------------
Mój post będzie bardzo kontrowersyjny ( i też możecie się z nim nie zgadzać, to jest moja opinia, ja przeżyłam to w ten sposób, ktoś może w całkowicie inny)

Ja stanowczo odradzam psychologa albo terapie, to wszystko jest psu na budę, to jest teraz po prostu modne, łatwe i lekkie w doradzeniu komuś, idź do psychologa. A to wielkie GG da, czym nie zaszkodzi. Jestem tego na szczęście moje ---- żywym przykładem.
Otóż w szkole średniej miałam silne załamanie nerwowe, depresje. To się działo z dnia na dzień, było coraz gorzej, gorzej, miałam coraz silniejsze ataki płaczu, paniki, aż w końcu nie miałam nawet siły wstawać rano, przestałam chodzić do szkoły, lęk panika, płacz, zasypianie. Do dziś nie umiem tego do końca logicznie wytłumaczyć, Co się tak naprawdę wtedy stało i od czego się zaczęło. Uczęszczałam do prestiżowego liceum, gdzie był nieustanny wyścig szczurów, i kompletna fiksacja na punkcie matury i tego kto gdzie się dostanie za ile punktów. W szkole nikt tak naprawdę z grona pedagogicznego nie martwił się o mnie tylko, żeby w żadnym wypadku nie zaszkodziła szkole w dobrej sławie jaką się cieszy. Jako osoba wówczas nieletnia musiałam się stawić z rodzicem w SPPP – to był największy koszmar w moim życiu Panie psycholog były nieprzyjemne, nieprzystępne, katowały mnie testami. Podczas gdy ja ledwo trzymałam się na nogach one ciągle mnie testowały, jakieś durne puzzle układanki, kolory ja ledwo na oczy patrzyłam, zadawałam nielogiczne i z kosmosu, pytania ale musiałam, to robić to wypisywały mi coraz gorsze opinie. Groził mi kurator, umieszczenie w ośrodku. Chodziłam też na terapie, ale psychoterapeutka łapała mnie za słowa, gdybym tak od serca powiedziałam co myślę zaraz był telefon do mamy, wmawiały mi myśli samobójcze, chociaż ja nigdy nawet żadnej próby S nie miałam i byłam od tego daleka. Znaczy chciałam umrzeć, chciałam żeby mnie po prostu nie było, nie musieć tego znosić wszystkiego, czułam się bez wyjścia. Ale zawsze bardzo bałam się bólu i nie zrobiłabym tego mamie, i najbliższym których i tak czułam jak bardzo rozczarowałam i zawiodłam.
Jedyne co mi naprawdę pomogło to lekarz psychiatra i leki. To mnie postawiło na tyle na nogi, że miałam chociaż siłę, ubrać się i wyjść z domu, przejść się. Wiedziałam, że ze szkoły wyleją mnie lada dzień. Moja sytuacja była beznadziejna i całkiem przypadkiem spotkałam kumpelę, która przenosiła się do liceum wieczorowego z dziennego i uświadomiła mi, że mogę zapisać się razem z nią i dokończyć klasę i zdać maturę. I to było to, strzał w 10. Tam atmosfera była o wiele inna luźna, nie było tego wyścigu szczurów, ciągłej gonitwy i dopasowania się do innych. Ogarnęłam maturę i przede wszystkim zdałam sobie sprawę, że wcale nie muszę aż tak walczyć o punkty, bo ja tak naprawdę wcale nie chce iść znów na jakieś prestiżowe studia dzienne. Poszłam na zaoczne, połączyłam je z pracą. Później pojawiły się kolejne trudności, problemy i przyszły następne łzawe dni i też jak tu pisałam to zalecali mi psychologa, a ja odpisałam, że może pójdę wink Ale póki co nie poszłam, bo ja tam w żadnych psychologów i terapię nie wierze. W moim przypadku narobili mi więcej krzywdy niż pożytku, w oczach nauczycieli i ludzi z klasy byłam ta dziewczyną która w liceum oszalała. Tak naprawdę nie otrzymałam żadnej pomocy. Na marginesie mojej mamie tez nie pomogli, bo ona tez była w szoku co się ze mną dzieje, a oni ją tylko dołowali.
Także Heleno jeżeli naprawdę jesteś lekarzem i ty i twój mąż macie pozycję na które ciężko pracowaliście od lat. TO KOBITO NIE ZNISZCZ TEGO, BŁAGAM CIĘ!!!! Uważaj co piszesz,  i już najbardziej do kogo co mówisz. I licz się z tym (czego Ci tu nie napiszą), że nie jedna terapia małżeńska zakończyła się rozwodem. Oni Wam nie pomogą. A mogą zaszkodzić, pomyśl, chcesz obudzić stare demony i nowe, żeby o Was mówili, żeby Was wytykali. Ja uważam, że psycholog to już naprawdę ostateczności ostateczności. Zrobiłam w życiu jeszcze wiele głupot i złych rzeczy i też muszę z nimi żyć, chociaż bywa ciężko i niekomfortowo. Ale życie jest jakie jest. To całkiem normalne, że będą smutne dni, ale zawsze po największych ulewach i burzach przychodzą te lepsze słoneczne dni.
Mam jeszcze dużo w temacie do powiedzenia, le wybaczcie dziś mi się już nie chce. Facet to w ogóle temat morze, ocen, nie na jedne post

52

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

"Ludzie współczują, dopóki cierpisz na ich zasadach. Jak Ci jest lepiej, albo nie cierpisz i nie przeżywasz, tak jak oni to sobie wyobrażają, to jak kameleony, zmienią się w oskarżycielskie potwory, które zaczynają kąsać – masz tu próbkę."

Tu się z Tobą zgodzę, dalej nie do końca. Czytając o Twojej historii z psychologiem, od razu pomyślałam, że powinnaś zacząć od psychiatry, Twoje objawy wskazywały na depresję, więc nie od tej strony było leczenie. Terapia powina w takim przypadku być tylko pomocnicza, jeśli by była potrzebna.

Nie da tu się porównać do autorki wątku, bo jej nic nie dolega, poza chorą "duszą", więc w jakimś stopniu powinna pomóc, ale tego nikt nie wie, dlatego warto spróbować. Pomaga rozmowa z przyjaciółką, czy nawe tu na forum, zrozumieć pewne elementy naszej psychiki.
I to ma dać  do myślenia.

53

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
paslawek napisał/a:

Po nitce do kłębka ,pani detektyw chylę czoła smile możesz mieć rację mnie coś w innym momencie tknęło ale mniejsza z tym ,i tak nie ma jak sprawdzić .

Reca/ MartaW ? Czy debiutant?

Mam inny typ. Taki od tragicznych historii w infantylnej narracji.

A tak w ogóle, to od jakiegoś czasu coraz tu dziwniej.

54

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
MagdaLena1111 napisał/a:
paslawek napisał/a:

Po nitce do kłębka ,pani detektyw chylę czoła smile możesz mieć rację mnie coś w innym momencie tknęło ale mniejsza z tym ,i tak nie ma jak sprawdzić .

Reca/ MartaW ? Czy debiutant?

Mam inny typ. Taki od tragicznych historii w infantylnej narracji.

A tak w ogóle, to od jakiegoś czasu coraz tu dziwniej.

To chyba co się dzieje to efekt jakiegoś "eksperymentu" jednak na forum, albo jakiś bezwład ,ale może ja mam manię na punkcie trolli i jestem nadgorliwy, nie tylko jak widać ja się przejmuje nie wiadomo po co smile luz ,przecież nie ma żadnego przymusu się angażować w to miejsce za wszelką cenę i przejmować sprawami na które nie ma się wpływu co zrobić takie życie, świat się zmienia
jedynie to se mogę kupić trąbkę smile albo skończyć z kompulsywnym ratownictwem smile

55

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Od jakiegoś czasu to forum wygląda tak, jakby się kończyło. Nie ma moderacji, za to coraz więcej jest dziwnych wpisów. Może są to jakieś opłacone osoby, które za swoją twórczość dostają kasę albo zwykle trolle.

Wątek tej Heleny też nie spodobał mi się, bo jakoś ciężko jest mi wyobrazić sobie, że wzięta lekarka nagle zapragnęła omawiać swój aż tak osobisty problem na internetowym forum. Ja odbieram ja tak, jakby ta kobieta/ mężczyzna (?)urwali się z choinki, na dodatek ten jej infantylny ton wypowiedzi, dla mnie cuchnie tu kłamstwem na mile. Dlatego też w ogóle nie miałam zamiaru produkować się na tym wątku. Zwykła kpina z ludzi dotkniętych podobnymi życiowymi tragediami.
Ale przecież nie tylko ten wątek jest podejrzany?

Co się dzieje z Izabellą?

No zobaczymy, co będzie dalej z tym forum. Szkoda by było, żeby przestało istnieć.
Forum dla kobiet " Idziemy do przodu" też się rozpadło i do tej pory nie wiem dlaczego. Ktoś to podkupił, żeby potem rozwalić?
Dziwne sprawy.

56 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (Wczoraj 14:45:36)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
paslawek napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
paslawek napisał/a:

Po nitce do kłębka ,pani detektyw chylę czoła smile możesz mieć rację mnie coś w innym momencie tknęło ale mniejsza z tym ,i tak nie ma jak sprawdzić .

Reca/ MartaW ? Czy debiutant?

Mam inny typ. Taki od tragicznych historii w infantylnej narracji.

A tak w ogóle, to od jakiegoś czasu coraz tu dziwniej.

To chyba co się dzieje to efekt jakiegoś "eksperymentu" jednak na forum, albo jakiś bezwład ,ale może ja mam manię na punkcie trolli i jestem nadgorliwy, nie tylko jak widać ja się przejmuje nie wiadomo po co smile luz ,przecież nie ma żadnego przymusu się angażować w to miejsce za wszelką cenę i przejmować sprawami na które nie ma się wpływu co zrobić takie życie, świat się zmienia
jedynie to se mogę kupić trąbkę smile albo skończyć z kompulsywnym ratownictwem smile

paslawku, wg mnie masz anielską cierpliwość do autorów wątków, którzy śmierdzą trollem, tj. nie odrzucasz potencjalnie potrzebujących, nawet gdy wydaja się podejrzani. Tak jakby z Twojej perspektywy lepiej było zostać naciągniętym na czas i uwagę niż przeoczyć kogoś rzeczywiście zagubionego. Szlachetne to, ale ma tez oczywiste minusy :-/

57 Ostatnio edytowany przez paslawek (Wczoraj 16:17:08)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
MagdaLena1111 napisał/a:
paslawek napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Mam inny typ. Taki od tragicznych historii w infantylnej narracji.

A tak w ogóle, to od jakiegoś czasu coraz tu dziwniej.

To chyba co się dzieje to efekt jakiegoś "eksperymentu" jednak na forum, albo jakiś bezwład ,ale może ja mam manię na punkcie trolli i jestem nadgorliwy, nie tylko jak widać ja się przejmuje nie wiadomo po co smile luz ,przecież nie ma żadnego przymusu się angażować w to miejsce za wszelką cenę i przejmować sprawami na które nie ma się wpływu co zrobić takie życie, świat się zmienia
jedynie to se mogę kupić trąbkę smile albo skończyć z kompulsywnym ratownictwem smile

paslawku, wg mnie masz anielską cierpliwość do autorów wątków, którzy śmierdzą trollem, tj. nie odrzucasz potencjalnie potrzebujących, nawet gdy wydaja się podejrzani. Tak jakby z Twojej perspektywy lepiej było zostać naciągniętym na czas i uwagę niż przeoczyć kogoś rzeczywiście zagubionego. Szlachetne to, ale ma tez oczywiste minusy :-/

Dzięki Magda
przed minusami i byciem potencjalnie łatwowiernym, naiwniakiem czyli dudkiem i frajerem, chroni mnie też moja diabelska cierpliwość i moja mroczna ponura strona no wiesz........ ciekawość i sapersko minerskie doświadczenie
czyli upodobanie do konfrontowania przez prowokowanie na różne sposoby ,a dobrze mi się współpracuje z różnymi "zimnymi,"zuymi" wyniosłymi, zołzami" na forum czasem bez słów więc jest git.Sam zresztą wcale taki bezinteresowny nie jestem cały czas coś czerpie z doświadczeń innych.Nieważne czy "starych" czy młodych chomików smile
a równowaga w przyrodzie musi być ,czasem tylko szkoda kogoś nowego na forum co dostaje trollem z główki,mam pewnie i takie coś na koncie co zrobić ,raz się uda a raz nie ,ale jak ktoś naprawdę potrzebuje pomocy to nie zwraca moim zdaniem uwagi na takie rzeczy ,a jeszcze jak w miarę dojrzały to ma może świadomość że nikt nie jest nieomylny i się nie zraża mając czyste sumienie.

58 Ostatnio edytowany przez Ela210 (Wczoraj 17:07:28)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Być może forum zostało wykupione przez jakiegoś  "Janusza biznesu" który myśli że jak zamówi wierszówkę u studentów  to forum zakwitnie.
Trochę  spełniamy jego życzenie pisząc tu, ale to ma tak samo krótkie nóżki jak w gastronomii   gotowanie sałatek z nieświezych warzyw.
Wątek brzmi jakby pisała to 20 latka.
Po zadaniu poważnego tematu nie byla w stanie odpowiadać na nasze pierwsze posty bo za dużo energii umysłowej by zużyla to się przerzucila na lżejszy temat typu czy kobieta ma się stroić dla męża i weszła w temat zdrad.
A przynajmniej pŕobowala bo tu popisała się naiwnymi haslami .
Tak więc Helen Mirren nie zasługuje na angaż w tym dziale.
Może w temacie o paznokciach czy jak?.
Wątek o złych ksiezach też tu nie chwycił.a miał być hit.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

59 Ostatnio edytowany przez GangOlsena (Wczoraj 20:09:48)

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej
paslawek napisał/a:

To chyba co się dzieje to efekt jakiegoś "eksperymentu" jednak na forum, albo jakiś bezwład ,ale może ja mam manię na punkcie trolli i jestem nadgorliwy,


ulle napisał/a:

ciężko jest mi wyobrazić sobie, że wzięta lekarka nagle zapragnęła omawiać swój aż tak osobisty problem na internetowym forum. Ja odbieram ja tak, jakby ta kobieta/ mężczyzna (?)urwali się z choinki, na dodatek ten jej infantylny ton wypowiedzi, dla mnie cuchnie tu kłamstwem na mile. Dlatego też w ogóle nie miałam zamiaru produkować się na tym wątku. Zwykła kpina z ludzi dotkniętych podobnymi życiowymi tragediami.
Ale przecież nie tylko ten wątek jest podejrzany?

Co się dzieje z Izabellą?


MagdaLena1111 napisał/a:

paslawku, wg mnie masz anielską cierpliwość do autorów wątków, którzy śmierdzą trollem/


A może to Wy jesteście największymi trollami tego forum? Nadgorliwi forumowicze śmierdzący wąską wyobraźnią? Za kogo Wy się uważacie. Po co piszecie swoje uwagi w wątku nie zasługującym - Waszym zdaniem - na uwagę z uwagi na małą "wiarygodność". Takie z Was gwiazdy w necie, a w realnym świecie kto...?



„Dziwna rzecz, ale nawet cierpieć trzeba według szablonu, żeby być zrozumianą przez ludzi.“ — Włodzimierz Perzyński

60

Odp: Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Niewiele chyba zrozumiałeś .

Posty [ 1 do 60 z 157 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Przemilczane nieszczęście w małżeństwie. Jak obłaskawić los, żyć lżej

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021