Dezorientujace zachowanie meza - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dezorientujace zachowanie meza

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

Temat: Dezorientujace zachowanie meza

Witam, jestem tutaj nowa i postanowilam podzielic sie moim problemem. Chcialabym aby ktos obiektywnie ocenil zaistaniala w moim zyciu sytuacje.

Otoz, jestem w 5 letnim zwiazku, prawie 4 lata po slubie. Zwiazek byl bardzo burzliwy, oboje bardzo sie kochalismy i ja kocham nadal.
Od pewnego czasu moj maz zaczal mnie unikac, wiekszosc czasu spedzal poza domem, nie sluchal mnie gdy chcialam z nim rozmawiac, zamiatal problemy pod dywan.
Wszystko co mu sie niepodobalo dusil w sobie. Gdy ja w pewnym momencie wybuchlam i zaczelam rzucac wszystkim, obwiniac go, zle traktowac bo w moim przekonaniu to on mnie nie szanowal. Pewnej nocy doszlo do apogeum, postanowil zebysmy sie rozstali. Ja na poczatku zaczelam histeryzowac, kolejne dnie zmienilam sie o 180 stopni. Jednak on kazde moje starania gasil komentarzem: Zebys sie nie zdziwila jak Cie pozniej zostawie wiec nie wysilaj sie teraz za bardzo bo juz jest za pozno. Ja nie moglam sie z tym pogodzic, dostalam atakow paniki, stalam sie podejrzliwa, zaczelam sie upokarzac nawet przed nim byle by go tylko oddzyskac. Gdy postanowilam sie zdystansowac tak jak on, to on jakby caly czas szukal ze mna kontaktu.

Powiedzial mi 2 tygodnie temu ze mnie nie kocha, a mimo wszystko caly czas sie interesuje co robie, jak mi minal dzien itd. Gdy jestem dla niego zbyt mila, on sie wycofuje. Gdy ja mam go gdzies i nie chce rozmawiac on wymusza rozmowe. Caly czas mowi ze nie zmienil zdania i nawet jak bede dobra to on i tak odejdzie bo juz mi nie ufa itd. Tylko dlaczego dalej mowi do mnie pieszczotliwie, stara sie byc mily mimo ze ja juz wole zeby po prostu ze mna nie rozmawial bo tak mi jest po prostu latwiej i moge sie wtedy z tym pogodzic i skupic na swoim zyciu. Swojemu wujkowi powiedzial ze wie ze ja go kocham i on mnie tez ale ja nie wiem czego chce.

Nie rozumiem juz kompletnie jego zachowania. Mysle ze gdyby nie kochal to by sie mna tak nie martwil ale jak on mnie glaszcze i mowi przy tym ze mam zadbac o sama siebie bo w przyszlosci nie bedziemy razem to czuje sie jakbym byla z jakims sadysta psychopata. Mimo ze to bardzo dobry czlowiek, ale uwazam ze bardzo sie pogubil.

Przepraszam za haos wypowiedzi, tego jest tak duzo ze nie wiem jak to ubrac w slowa.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

Wyobraź sobie, że jest mąż i żona, którzy badzo się kochają. Mówią sobie czułe słówka, wysyłają serduszka sms-ikami, mówią rodzinie że są szczęśliwi. Noo... tylko on czasem strzeli sobie wieczorem kielicha, a jako że lubi "mieszane sztuki walki MMA", to bije żonę aż do nieprzytomności, do krwi. Ona sobie tam leży i krwawi, ale rano on znowu jest miłym misiem...

Co byś doradziła tej kobiecie? Ja bym doradził aby odeszła.
Co by ta kobieta powiedziała? Że mąż miał chwilę słabości, ale już jest dobrze... do następnej bitki.

Twój mąż to taki psychol włąśnie.
Twoja bitka:

Zebys sie nie zdziwila jak Cie pozniej zostawie wiec nie wysilaj sie teraz za bardzo bo juz jest za pozno.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

3

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

Z nim zakończ związek jak najszybciej. Jeśli czujesz, że ciężko będzie się pozbierać po całkowitym zerwaniu kontaktu idź na terapię. Podstawa 0 telefonów 0 spotkań usuń ze swojego otoczenia wszystko co po nim zostało. Daj sobie pół roku spokoju i nikogo nie szukaj.

Kłamstwa są iluzją. To legalne narkotyki niszczące organizm. Można łudzić się każdego dnia i karmić je jak pasożyta. Jeśli wyrwiesz się z ich szponów poznasz prawdę. Będzie to trudne i bolesne. One trzymają się kurczowo i będą chciały znów Ciebie objąć. Gdy przyjmiesz prawdę zakochasz się w niej bezgranicznie.

4

Odp: Dezorientujace zachowanie meza
Gary napisał/a:

Wyobraź sobie, że jest mąż i żona, którzy badzo się kochają. Mówią sobie czułe słówka, wysyłają serduszka sms-ikami, mówią rodzinie że są szczęśliwi. Noo... tylko on czasem strzeli sobie wieczorem kielicha, a jako że lubi "mieszane sztuki walki MMA", to bije żonę aż do nieprzytomności, do krwi. Ona sobie tam leży i krwawi, ale rano on znowu jest miłym misiem...

Co byś doradziła tej kobiecie? Ja bym doradził aby odeszła.
Co by ta kobieta powiedziała? Że mąż miał chwilę słabości, ale już jest dobrze... do następnej bitki.

Twój mąż to taki psychol włąśnie.
Twoja bitka:

Zebys sie nie zdziwila jak Cie pozniej zostawie wiec nie wysilaj sie teraz za bardzo bo juz jest za pozno.


On mnie nie bije, nigdy reki na mnie nie podniosl. Nie ma zadnych nalogow. Jest tylko jeden duzy problem w nim: nie potrafi otwarcie mowic o tym co mysli, czuje i co  go boli. Mowi o tym tylko gdy ja to na nim wymusze swoja zloscia. Mowi mi ze nie mial we mnie wsparcia, ja kilkukrotnie odchodzilam z pracy bo mnie dorosle zycie przerastalo. Mam 26 lat, on 28. Poznalismy sie jak mialam 21 lat. Ja zrozumialam swoje bledy i sie do nich otwarcie przyznalam jednak on mowi ze mi nie ufa ze znowu bedzie ze mna ok a po kilku miesiacach znowu odejde z pracy i zaszyje sie w domu na pol roku. Teraz gdy zmienilam sie z obawy przed tym ze go strace to on twierdzi ze ja sie zawsze zmieniam jak mam przyslowiowy noz na gardle i to sie jemu we mnie nie podoba. Przez ostatnie dwa tygodnie zmienilam sie jak nie do poznania, porzucilam calkowicie zle nawyki, zadbalam o siebie, dom, intensywnie szukam pracy i juz jedna nawet znalazlam. Mialam problem sama ze soba, on mi mowil ze przeciez nie mam powodow do bycia uzalezniona gdy on mnie dobrze traktowal. Mysle ze wzial to bardzo personalnie. Nie bylam uzalezniona od alkoholu czy uzywek typu papierosy czy narkotyki. Moim uzaleznieniem byl cukier, pochlanialam ogromne ilosci bo nie radzilam sobie z emocjami. Nie bylam otyla nigdy tylko brzuch wiecznie wydety od ilosci tego sztucznego jedzenia. Obecnie jestem zupenie innym czlowiekiem, za tydzien zaczynam moje kursy w college, ide do pracy, zachowuje sie tak jak powinnam ale on i tak caly czas mi nie wierzy. Nie wierzy ze jest mozliwa az tak drastyczna zmiana w przeciagu 2 tygodni. Ja wierze bo poznalam siebie i wiem ze stac mnie na jeszcze wiecej. Albo w to uwierzy albo odejdzie. Trudno, musze sie z tym pogodzic.

Mimo wszystko nie rozumiem jego postepowania, rozumiem ze jest zraniony ale takie teksty w stylu juz cie nie kocham i odtracanie to bardzo szczeniackie i niedojrzale zachowanie moim zdaniem.

5

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

moze pojdzcie do pscyhologa. probowaliscie? moze czegos nie mowic Ci wprost. albo wymus na nim szczera rozmowe.

6

Odp: Dezorientujace zachowanie meza
AgaBec napisał/a:

moze pojdzcie do pscyhologa. probowaliscie? moze czegos nie mowic Ci wprost. albo wymus na nim szczera rozmowe.


Gdy proponowalam mu terapie u psychologa powiedzial ze on sam tego psychologa "naprawi".
Szczera rozmowa z jego strony to tylko wbijanie szpili. Musial sie naprawde ostro wkurzyc ze az tak sie odsuwa.
Moim bledem bylo to ze go nie dowartosciowywalam. Nawet teraz widze, ze gdy ja go nie komentuje to on sam na glos sobie mowi komplementy.
Niby pol-zartem pol-serio. Gdy bylam z nim na zakupach w niedziele i jak widzial ze mu cos doradzam czy pytam o niego to czul sie wazniejszy.
Dzien byl dosyc mile spedzony ale po powrocie do domu znowu zaczal byc oziebly do mnie i widac bylo ze nie chce wiecej rozmawiac.

Rozmawialam na ten temat z jego rodzina, oni twierdza ze mu cos odwalilo. Mowia ze trzeba mu dac czasu ze mu przejdzie.
Dlatego ja sie zdystansowalam ale jak widac on jak dziecko wola o atencje. Czesto widze jak patrzy na mnie gdy ja go ignoruje.
Nie chce byc znowu zbyt mila bo on znowu bedzie sie odsuwal. Straszna dziecinniada. Na razie stwierdzilam ze po prostu skupie sie na sobie i czasem
go pochwale jak wyczuje ze tego potrzebuje. Jak po kilku miesiacach sie nic nie zmieni to wtedy faktycznie ja sama sie wyprowadze.
Nie w glowie mi obcy faceci, potrzebuje skupic sie na swoim prywatnym zyciu. On niech bedzie po prostu obok jak narazie.

7

Odp: Dezorientujace zachowanie meza
nella95 napisał/a:

Witam, jestem tutaj nowa i postanowilam podzielic sie moim problemem. Chcialabym aby ktos obiektywnie ocenil zaistaniala w moim zyciu sytuacje.

Otoz, jestem w 5 letnim zwiazku, prawie 4 lata po slubie. Zwiazek byl bardzo burzliwy, oboje bardzo sie kochalismy i ja kocham nadal.
Od pewnego czasu moj maz zaczal mnie unikac, wiekszosc czasu spedzal poza domem, nie sluchal mnie gdy chcialam z nim rozmawiac, zamiatal problemy pod dywan.
Wszystko co mu sie niepodobalo dusil w sobie. Gdy ja w pewnym momencie wybuchlam i zaczelam rzucac wszystkim, obwiniac go, zle traktowac bo w moim przekonaniu to on mnie nie szanowal. Pewnej nocy doszlo do apogeum, postanowil zebysmy sie rozstali. Ja na poczatku zaczelam histeryzowac, kolejne dnie zmienilam sie o 180 stopni. Jednak on kazde moje starania gasil komentarzem: Zebys sie nie zdziwila jak Cie pozniej zostawie wiec nie wysilaj sie teraz za bardzo bo juz jest za pozno. Ja nie moglam sie z tym pogodzic, dostalam atakow paniki, stalam sie podejrzliwa, zaczelam sie upokarzac nawet przed nim byle by go tylko oddzyskac. Gdy postanowilam sie zdystansowac tak jak on, to on jakby caly czas szukal ze mna kontaktu.

Powiedzial mi 2 tygodnie temu ze mnie nie kocha, a mimo wszystko caly czas sie interesuje co robie, jak mi minal dzien itd. Gdy jestem dla niego zbyt mila, on sie wycofuje. Gdy ja mam go gdzies i nie chce rozmawiac on wymusza rozmowe. Caly czas mowi ze nie zmienil zdania i nawet jak bede dobra to on i tak odejdzie bo juz mi nie ufa itd. Tylko dlaczego dalej mowi do mnie pieszczotliwie, stara sie byc mily mimo ze ja juz wole zeby po prostu ze mna nie rozmawial bo tak mi jest po prostu latwiej i moge sie wtedy z tym pogodzic i skupic na swoim zyciu. Swojemu wujkowi powiedzial ze wie ze ja go kocham i on mnie tez ale ja nie wiem czego chce.

Nie rozumiem juz kompletnie jego zachowania. Mysle ze gdyby nie kochal to by sie mna tak nie martwil ale jak on mnie glaszcze i mowi przy tym ze mam zadbac o sama siebie bo w przyszlosci nie bedziemy razem to czuje sie jakbym byla z jakims sadysta psychopata. Mimo ze to bardzo dobry czlowiek, ale uwazam ze bardzo sie pogubil.

Przepraszam za chaos wypowiedzi, tego jest tak duzo ze nie wiem jak to ubrac w slowa.

Jesteś z psychopatą. To co robi Twój mąż, to przemoc.
Przemoc emocjonalna, psychiczna i uczuciowa.
Jesteś ofiarą przemocy.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

8

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

Po pierwszym poście pomyślałam co za psychol ten maz ale już po drugim nie...
Bo najważniejsze zostało napisane wlasnie tam. Autorka latami byla skupiona na swoim " nie radzeniu sobie z zyciem" rzucaniu pracy , zaszywania w domu a maz w tym czasie musiał brać na klatę sytuację również ekonomiczną i pewnie obchodzić się z żoną jak z jajkiem bo ona akurat wtedy zajadała po raz enty stres i miała półroczna przerwę na siedzenie w domu na którą on zapewne pozwolić sobie nie mógł a tez mial swoje problemy. Jak mniemam te porzucenia pracy nie były  z nim ustalane a nawet jeśli to był pewnie na nie a Autorka i tak robila swoje. Teraz jest w ciężkim szoku ze maz się od niej emocjonalnie i psychicznie zdystansował heh. Uznała ze zawrzeszczy go to się chłopina odblokuje a tu guzik. No to uznała ze jak przez 2 tygodnie weźmie się do kupy i zacznie dojrzałe odpowiedzalne życie które wiąże się rownie z obowiązkiem utrzymania domu a nie siedzenia i objadania się ( nieważne czy z efektem nadwagi czy nie) to maz juz powinien ja niemalże po stopach całować z wdzięczności ze sie ogarnęła. A tu ponownie zonk. Ja się mu wcale nie dziwię. Skoro już wielokrotnie porzuciłaś pracę to wielce prawdopodobne ze i ta porzucisz. Tak po prawdzie to jej nawet jeszcze nie zaczęłaś a już odtrąbiłas sukces. Po drugie latami znosił Twoje akcje i 2 tygodnie ani nawet 2 miesiące nie wystarcza zeby naprawić szkody które zaistniały. On może naprawdę mieć już dość takiego życia i Ciebie wiecznie skupionej na sobie i szukającej atencji. Bo to Ty jej wiecznie szukałaś. Musiałaś odejść z pracy bo to i tamto a on to musiał rozumieć, musiałaś uzyskać jego reakcje w danym momencie a on musiał tej reakcji udzielić inaczej egzekwowalas to wrzaskiem i rzucaniwm wszystkim. No ma dość chlop i postanowił wkoncu zadbac o siebie i swoje potrzeby emocjonalne. Stąd oczekiwanie ze  jego osoba będzie ważna. A może też testuje na ile naprawdę się ogarnęłaś i można Ci albo zaufać albo naprawdę odejść bez wyrzutów sumienia ze zostawia się bezrobotną i uzależniona od siedzenia w domu  sierotkę.

9

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

Skoro się zmieniłaś, było źle, jest dobrze, i jesteś na drodze do jeszcze lepszego, to w takim razie naprawiaj się sama i zobaczymy za parę miesięcy jak wasza relacja się układa.

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

10

Odp: Dezorientujace zachowanie meza
feniks35 napisał/a:

Po pierwszym poście pomyślałam co za psychol ten maz ale już po drugim nie...
Bo najważniejsze zostało napisane wlasnie tam. Autorka latami byla skupiona na swoim " nie radzeniu sobie z zyciem" rzucaniu pracy , zaszywania w domu a maz w tym czasie musiał brać na klatę sytuację również ekonomiczną i pewnie obchodzić się z żoną jak z jajkiem bo ona akurat wtedy zajadała po raz enty stres i miała półroczna przerwę na siedzenie w domu na którą on zapewne pozwolić sobie nie mógł a tez mial swoje problemy. Jak mniemam te porzucenia pracy nie były  z nim ustalane a nawet jeśli to był pewnie na nie a Autorka i tak robila swoje. Teraz jest w ciężkim szoku ze maz się od niej emocjonalnie i psychicznie zdystansował heh. Uznała ze zawrzeszczy go to się chłopina odblokuje a tu guzik. No to uznała ze jak przez 2 tygodnie weźmie się do kupy i zacznie dojrzałe odpowiedzalne życie które wiąże się rownie z obowiązkiem utrzymania domu a nie siedzenia i objadania się ( nieważne czy z efektem nadwagi czy nie) to maz juz powinien ja niemalże po stopach całować z wdzięczności ze sie ogarnęła. A tu ponownie zonk. Ja się mu wcale nie dziwię. Skoro już wielokrotnie porzuciłaś pracę to wielce prawdopodobne ze i ta porzucisz. Tak po prawdzie to jej nawet jeszcze nie zaczęłaś a już odtrąbiłas sukces. Po drugie latami znosił Twoje akcje i 2 tygodnie ani nawet 2 miesiące nie wystarcza zeby naprawić szkody które zaistniały. On może naprawdę mieć już dość takiego życia i Ciebie wiecznie skupionej na sobie i szukającej atencji. Bo to Ty jej wiecznie szukałaś. Musiałaś odejść z pracy bo to i tamto a on to musiał rozumieć, musiałaś uzyskać jego reakcje w danym momencie a on musiał tej reakcji udzielić inaczej egzekwowalas to wrzaskiem i rzucaniwm wszystkim. No ma dość chlop i postanowił wkoncu zadbac o siebie i swoje potrzeby emocjonalne. Stąd oczekiwanie ze  jego osoba będzie ważna. A może też testuje na ile naprawdę się ogarnęłaś i można Ci albo zaufać albo naprawdę odejść bez wyrzutów sumienia ze zostawia się bezrobotną i uzależniona od siedzenia w domu  sierotkę.


Idealnie opisalas to wszystko. Zdaje sobie sprawe, ze on tak latwo nie wybaczy bo za duzo zlego sie wydarzylo i nawet tego nie oczekuje. Jednak ja do bledu sie przyznalam i absolutnie biore odpowiedzialnosc za to co sie teraz dzieje. Masz racje z tym siedzeniem w domu. On tez czesto mowil: To ty idz do pracy a ja sobie posiedze. Jako ze bylam w swoim chorym swiecie to kompletnie nie rozumialam tych aluzji. Bardzo ale to bardzo gryzie mnie sumienie, bo gdy sie zorientowalam ile w zyciu namieszalam to po prostu az czulam nienawisc do samej siebie. Ostatnie 2 tygodnie to bardzo silna refleksja nad sama soba. Akceptuje kazda konstruktywna krytyke bo to ona wlasnie mnie wyzwala. Zdalam sobie sprawe ze po prostu koniec robienia z siebie ofiary losu. Zycie jest brutalne i po prostu trzeba sie z tym zmierzyc, w koncu ludzie 100 razy gorsze wydarzenia w zyciu przechodza i zyja. W pierwszym tygodniu mialam tak silny stres ze juz chyba nic mnie bardziej nie zestresuje niz utrata ukochanej osoby.

Podejrzewam rowniez, ze mnie testuje. Nie jest taki calkiem obojetny, pamietam jak jego wujek mi powiedzial: "Nie wiem co sie miedzy wami wydarzylo ale widac ze musialas go naprawde porzadnie wkurzyc. Po prostu daj mu byc mezczyzna, przymknij sie na jakis czas az mu sie emocje uspokoja i bedzie dobrze"

Niestety ja jak to baba nie do konca zrozumialam calego sensu bo dalej bylam rozemocjonowana. Codziennie probuje metoda prob i bledow rozgryzc mojego meza. Dzis jednak pierwszy raz poczulam sie na tyle wyciszona, ze stwierdzialam ze po prostu bede dostosowywac sie pod jego nastroj. Jak on potrzebuje interakcji to ja bede mu ja dawac. Jak jest nie w humorze to po prostu milczec. Mysle ze potrzeba wiele czasu, intensywnej pracy nad soba oraz nad relacja miedzy nami. Nawet jego siostra mi mowila ze on jej wszystko wyjasnil i powiedzial ze daje mi czas na poukladanie sobie wszystkiego w glowie. Jednak gdy on mi powiedzial ze mimo wszystko gdy juz bede stabilna finansowo to on sie wyprowadzi. Pozniej po roku dojdzie do rozwodu... Te slowa tak bola ze szok. Moze on tak mowi teraz bo to jest swieze. Jego rodzina mnie bardzo lubi, wiedza o moich bledach bo im wszystko powiedzialam. Probuja go naklonic do zmiany decyzji, zeby tak latwo wszystkiego ie przekreslal ale ja tak sobie dzisiaj mysle zeby dali mu spokoj na jakis czas az on ochlonie. W przeciwnym razie bedzie sie czul zaszczuty a wiem ze to dobry facet, w sumie to az za dobry i jak widac wrazliwy tez.

11

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

Mąż otoczył Cię parasolem ochronnym, ale nie doceniałaś tego, a być może zupełnie nie zauważałaś, w końcu ocknął się, stwierdzając, że nie chce takiego życia.
Wyraźnie potrzebowałaś mocnej terapii szokowej, aby wziąć się za siebie, choć metoda jaką wybrał jest naganna, bo nosi znamiona przemocy.

Wspomniałaś kilkukrotnie, że popełniłaś jakieś błędy, że robiłaś z siebie ofiarę losu - możesz przybliżyć o co chodzi?

nella95 napisał/a:

Dzis jednak pierwszy raz poczulam sie na tyle wyciszona, ze stwierdzialam ze po prostu bede dostosowywac sie pod jego nastroj. Jak on potrzebuje interakcji to ja bede mu ja dawac. Jak jest nie w humorze to po prostu milczec. Mysle ze potrzeba wiele czasu, intensywnej pracy nad soba oraz nad relacja miedzy nami.

Nie rób tego, to jest ogromny błąd w myśleniu. Powinniście być dla siebie partnerami, a w ten sposób wejdziesz w rolę chodzącej na palcach żony - byleby nie narazić się na gniew pana męża. Taka relacja jest toksyczna i dla Ciebie destrukcyjna. Mało tego, w ten sposób na pewno nie wzbudzisz w nim szacunku, bez którego nie ma mowy o zdrowo funkcjonującym związku.

nella95 napisał/a:

Jednak gdy on mi powiedzial ze mimo wszystko gdy juz bede stabilna finansowo to on sie wyprowadzi. Pozniej po roku dojdzie do rozwodu... Te slowa tak bola ze szok. Moze on tak mowi teraz bo to jest swieze.

Moim zdaniem on już podjął decyzję, ale w poczuciu odpowiedzialności odkłada w czasie jej realizację - do chwili kiedy staniesz się samowystarczalna. W kontekście zaistniałej sytuacji tutaj wykazuje się sporą dozą dojrzałości.
Oczywiście z czasem może zmienić zdanie, jeśli zauważy realną i - co wydaje się najważniejsze - trwałą zmianę, ale na ten moment jemu chyba naprawdę się przelało.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

12

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

Wiesz co,  mężczyznom zwykle imponują kobiety dojrzałe  emocjonalne,  co potrafią zatroszczyć się o stabilność finansową.  On po prostu  ma już dość bycia z dziewczynka  co tupnie  nóżka  i rzuci pracę...  Ale to już wiesz,  wyraźnie to wyraził.  Natomiast  martwię się,  że  Twoja przemiana  jest motywowana możliwością  straty  bliskiej osoby.  Mam tylko nadzieję,  że Twoje refleksje  były przede wszystkim  kierowane  naprawdę  chęcią  zmiany - dla siebie.  Inaczej to nie ma sensu. Co możesz zrobić?  Po prostu  żyć,  zatroszczyć się o siebie a cała reszta się ułoży.  Nawet biorąc pod uwagę rozwód.  Nie ten mężczyzna,  to inny ale wejdziesz  w relacje  już po lekcji  życia,  oby dojrzała.  Natomiast  myślę,  że potrzebujesz sama przede wszystkim terapii,  która  pomoże  Ci dojrzeć,  uporządkować pewne sprawy.  Powodzenia.

Nie ma rewolucji, jeśli nie ma buntu.

13

Odp: Dezorientujace zachowanie meza
Olinka napisał/a:

Mąż otoczył Cię parasolem ochronnym, ale nie doceniałaś tego, a być może zupełnie nie zauważałaś, w końcu ocknął się, stwierdzając, że nie chce takiego życia.
Wyraźnie potrzebowałaś mocnej terapii szokowej, aby wziąć się za siebie, choć metoda jaką wybrał jest naganna, bo nosi znamiona przemocy.

Wspomniałaś kilkukrotnie, że popełniłaś jakieś błędy, że robiłaś z siebie ofiarę losu - możesz przybliżyć o co chodzi?

nella95 napisał/a:

Dzis jednak pierwszy raz poczulam sie na tyle wyciszona, ze stwierdzialam ze po prostu bede dostosowywac sie pod jego nastroj. Jak on potrzebuje interakcji to ja bede mu ja dawac. Jak jest nie w humorze to po prostu milczec. Mysle ze potrzeba wiele czasu, intensywnej pracy nad soba oraz nad relacja miedzy nami.

Nie rób tego, to jest ogromny błąd w myśleniu. Powinniście być dla siebie partnerami, a w ten sposób wejdziesz w rolę chodzącej na palcach żony - byleby nie narazić się na gniew pana męża. Taka relacja jest toksyczna i dla Ciebie destrukcyjna. Mało tego, w ten sposób na pewno nie wzbudzisz w nim szacunku, bez którego nie ma mowy o zdrowo funkcjonującym związku.

nella95 napisał/a:

Jednak gdy on mi powiedzial ze mimo wszystko gdy juz bede stabilna finansowo to on sie wyprowadzi. Pozniej po roku dojdzie do rozwodu... Te slowa tak bola ze szok. Moze on tak mowi teraz bo to jest swieze.

Moim zdaniem on już podjął decyzję, ale w poczuciu odpowiedzialności odkłada w czasie jej realizację - do chwili kiedy staniesz się samowystarczalna. W kontekście zaistniałej sytuacji tutaj wykazuje się sporą dozą dojrzałości.
Oczywiście z czasem może zmienić zdanie, jeśli zauważy realną i - co wydaje się najważniejsze - trwałą zmianę, ale na ten moment jemu chyba naprawdę się przelało.




Doceniac zawsze bardzo docenialam ale nie zawsze potrafilam to okazac. Jak teraz widac powinnam zawsze to robic, to byl moj blad. On pochodzi z bardzo cieplej, tradycyjnej rodziny z dobrymi wartosciami. Tam kazdy utrzymuje ze soba dobre relacje, nawet z daleka rodzina. Moja rodzina tez ma te wartosci i jest dobra, jednak u nas od kilku pokolen byl problem z komunikacja i okazywaniem sobie uczuc. Sama to niedawno zauwazylam i powiedzialam o tym mojej mamie i ona tez to stwierdzila ale jak widac nigdy sie nad tym nie zastanawiala. Powielam nieswiadome wzorce wyniesione z domu, teraz juz to widze. Wybralam tego mezczyzne na meza bo wiedzialam, ze jest zaradny, silny i z nim bede miec dobre zycie. Niestety nie zdawalam sobie sprawy, ze wchodzac w zwiazek dwie osoby musza byc kompletne aby to wszystko funkcjonowalo na zdrowych zasadach a nie ze jedno jest obciazeniem dla drugiego. Jednak moj pogubiony umysl do  tej pory myslal inaczej stad teraz to cale nieporozumienie. On juz kilkukrotnie probowal przemowic mi do rozsadku ale to nie przynosilo dlugotrwalych rezultatow bo zrodlo problemu jakim byla moja postawa tzw malej dziewczynki dalej byla nierozwiazana. W koncu musial podjac drastyczne srodki. Nieco traumatyczne ale bardzo skuteczne bo teraz wszystkie moje leki odnosnie pracy, poznawania obcych ludzi czy zalatwiania spraw na miescie to stal sie pikus. Sama az jestem zdziwiona. Tak jakby cos mi sie w glowie odblokowalo. Zaczelam zupelnie inaczej postrzegac rzeczywistosc. To wszystko dzieki temu ze w koncu zmierzylam sie ze swoimi wlasnymi slabosciami.

Od bardzo dawna widzialam, ze cos bardzo zlego sie ze mna dzieje, probowalam o tym z nim porozmawiac jednak on byl juz tym przytloczony. Ostatnio w czerwcu powiedzial mi, ze mam sie okreslic czego tak naprawde chce od zycia. Sugerowal mi nawet dziecko, ze skoro siedze w domu to moglabym odchowac dziecko ale ja tego unikalam. Dlatego, ze nie chcialam aby dziecko mialo taka pogubiona matke, ktora sama nie jest w stanie zadbac o siebie a co dopiero o malutkiego czlowieka. Po prostu bylabym jeszcze bardziej zla na sama siebie.  Tak mi podpowiadal moj rozsadek.

Robilam z siebie ofiare losu na zasadzie takiej ze za wszystkie niepowodzenia w zyciu obwinialam wszystkich dookola tylko nie siebie. Typowe szczeniackie zachowanie. Po prostu weszlam z entuzjazmem w doroslosc a gdy napotkalam trudnosci czy jakies krzywe spojrzenia to juz byl dramat do potegi bo nagle jak cos nie pasowalo i mialo sie focha to innych to nie ruszalo i bylo wielkie zdziwnienie ze jak to tak. W ogole na ten temat to moglabym ksiazke napisac co to za niestworzone historie moja glowa wymyslala. Na szczescie w koncu zaczelam wyciagac wnioski i na podstawie bledow dzialam inaczej i juz widze efekty. Trwalo to latami bo sama do tego dochodzilam, bez pomocy fachowcow, po prostu sama szukalam wiedzy. Od dawna potrzebowalam  takiej porzadnej przemiany ale brakowalo mi takiego intensywnego bodzca. To tez mnie sama przytlaczalo i frustrowalo. Potrzebowalam porzadnego kopa w tylek bo takiej checi i motywacji jak mam teraz nie mialam nigdy w zyciu. Uwazam, ze caly ten stres byl mi potrzebny aby wyjsc z marazmu.


Wiem co masz na mysli. Chodzi o nie ponizanie sie przed nim i nie robienie z siebie sluzacej. To juz mialo miejsce w pierwszym tygodniu i widzialam jak on negatywnie reagowal. To bylo chore ale taki nastapil mechanizm. Takie naskakiwanie na sile aby wynagrodzic mu to wszystko czego mu wczesniej nie dalam. Facet po prostu za kazdym razem sie jezyl i byl bardzo opryskliwy. Probowalam rozmawiac rowniez normalnie ale nie dalo sie przekazac logicznych argumentow gdyz w nim bylo rowniez zbyt duzo tych negatywnych emocji i widac bylo ze go to przerasta. Poprosilam jego siostre aby z nim porozmawiala bo wiem, ze jej ufa. Oczywiscie przedstawilam jej tez moj punkt widzenia i to, ze boje sie o niego. Balam sie ze przez moje chore zachowanie ten dobry facet zaczal zatracac sam siebie, ze zwatpil sam w siebie. Czulam sie winna, bo on tyle razy mi wybaczal a ja caly czas jak ten glupi dzieciak nie uczylam sie na bledach i nie wyciagalam wnioskow.


Obecnie on ma raczej przyjazne nastawienie do mnie, pyta sie jak sie czuje. zartuje sobie nawet, widac ze stres z niego po czesci zszedl. Spotyka sie ze znajomymi, ma swoje hobby i widac ze to mu pomaga. Ja nie biegam za nim, daje mu przestrzen. Powiedzialam mu nawet, ze akceptuje jego decyzje. Mimo wszystko wolalam przez kilka dni milczec calkowicie nie z powodu focha ale zeby po prostu wyciszyc sie i nie gadac jakis glupot pod wplywem emocji. Jednak on widac probuje rozmawiac, martwi sie o mnie ze duzo schudlam, mysli ze nic nie jem itp... Czyli jednak nie ma mnie gdzies, mimo wszystko nadal sie troszczy. Czyli jest tam, jakis 1% nadziei, ze cos jeszcze kiedys z tego bedzie. Najwazniejsze to pogodzic sie z przeszloscia i juz nigdy nie dopuscic do tych samych bledow. 


Oczywiscie ze mu sie przelalo, to jest w zupelnosci zrozumiale. Sama nie wytrzymalabym w takim zwiazku. Oto przyklad jak mozna samemu na wlasne zyczenie sabotazowac dobra relacje. Wystarczylo odstawic: media spolecznosciowe, slodycze, smieciowe jedzenie i kawe. Usiasc na tylku z kartka papieru i przeanalizowac wszystko po kolei.

Glowa zaczela logicznie myslec, minal pociag do uzywek bo przyznalam sie przed sama soba do bledu. Nauczylam sie zyc z kazda emocja. Zle nawyki zamienilam pozytywnymi. Zaczelam rozmawiac z ludzmi. Poczulam zycie na nowo. To jest silna motywacja aby juz nigdy nie wracac do tego co bylo.

Czy maz mi znowu zaufa? To juz tajemnica przyszlosci

Jednak plus jest taki, ze napewno dostalam bardzo cenna lekcje od zycia.

14 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2021-09-15 07:59:30)

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

A ja Ci średnio wierzę Autorko. Bo motywacja wynikajaca z własnych przemyslen i dojrzenia do pewnych spraw to jedno a motywacja wynikajaca ze strachu ze maz odejdzie to chwilowe paliwo do działania.
Nie zgodzę się również z opinia części piszących ze mąż stosuje przemoc. On poprostu nie wierzy juz, węszy podstęp, manipulację ktora ma go kolejny raz urobic by  został a Ty byś mogła wrócić do swoich starych nawyków Autorko.
Zresztą  jeśli mowa o przemocy to rozpoczęła ja sama Autorka. Bo czym jest rzucanie przedmiotami w szale i robienie awantur? Gdyby to robił facet to byłoby skojarzenie ze za chwilę rzuci o ścianę żoną. Gdy rzuca i awanturuje się zona łatwiej uznać ze no cóż ekspresyjna, nieszkodliwa furiatka. Żeby nie było piszę to będąc kobietą wink
Także ja akurat męża Autorki rozumiem i również dzielę  przez 4 jej deklaracje. Zresztą brzmią dla mnie jakoś tak malo autentycznie jak cytowane z jakiegos podręcznika. Nie kupuję totalnej przemiany sposobu myślenia w 2 tygodnie. Predzej kupuję wersję ze Autorka zawsze miała świadomość jak powinna postępować ale dopóki udawało się być rozpieszczonym bachorem / pasożytem  a nie żoną to korzystała z tego chętnie. Teraz już się przelało mężowi  wiec trzeba szybko zmienić taktykę i nienadwyrezac dłużej juz i tak prawie nieistniejącej wyrozumiałości.

15 Ostatnio edytowany przez Orientalna (2021-09-15 11:38:58)

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

Ta motywacja o której mówisz to jest wychodzenie do ludzi w sposób silny nie jest długa i to efekt traumy. Chyba w psychologii jest to nazwane "wzrostem potraumtaycznym" i rzeczywiście można na tym skorzystać. No ale to jest jak wzięcie dopingu. Można tylko raz, po raz drugi go nie weźmiesz. Po tej dawce którą dostałaś, albo rzeczywiście utrwalisz nowe wzorce, albo wrócisz do punktu wyjścia.

Dopiero po kilku miesiącach się zobaczy którą drogą cię to zaprowadzi, oby pozytywną, ale w tej chwili jak bardzo podniosłych deklaracji byś nie dawała, to tylko słowa. Mechanizmy w mózgu muszą się zmienić trwale.

EDIT: W tej chwili masz w mózgu wyrzut dopaminy - taki neuroprzekaźnik stymulujący do działania. To jest właśnie ta "motywacja" Fajnie nie? No niekoniecznie bo po chwili wzrostu (tj. kilka tygodni) zacznie sie najcięższy etap czyli stan depresyjny. Duża dawka utrzymująca się dopaminy bez udziału serotoniny (to jest przekaźnik szczęścia) doprowadza do zaburzeń nastroju i irracjonalnie spadku motywacji. Organizm czuje się wycieńczony i spada wydzielanie dopaminy. Nie ma dopaminy, nie ma serotoniny jest przygnębienie.
Najlepiej by było jak będzie tak się działo właśnie robić coś co spowoduje wyrzut serotoniny (wtedy będziesz szczęśliwa) i w twoim przypadku to najlepiej nic wspólnego z mężem. Wybierz sobie jakiś sport, serotonina + adrenalinka razem zdziałają cuda, albo jakieś nowe hobby dzięki którem będziesz czuła się spełniona. Na pewno to nie będą filmy, jedzenie, czy coś co spełnia Ciebie na "chwilę" bo wtedy z kolei produkcja dopaminy spadnie do całkowitego zera i nie będziesz miała motywacji zwlec się z łóżka, a w konsekwencji mózg się uodporni również na działanie serotoniny i jedzenie czy filmy też nie dadzą żadnego szczęścia > czyli wrócisz do początku.

Taki wywód... psychologiem nie jestem, ale prawie-farmaceutą ;-)

16

Odp: Dezorientujace zachowanie meza
feniks35 napisał/a:

A ja Ci średnio wierzę Autorko. Bo motywacja wynikajaca z własnych przemyslen i dojrzenia do pewnych spraw to jedno a motywacja wynikajaca ze strachu ze maz odejdzie to chwilowe paliwo do działania.
Nie zgodzę się również z opinia części piszących ze mąż stosuje przemoc. On poprostu nie wierzy juz, węszy podstęp, manipulację ktora ma go kolejny raz urobic by  został a Ty byś mogła wrócić do swoich starych nawyków Autorko.
Zresztą  jeśli mowa o przemocy to rozpoczęła ja sama Autorka. Bo czym jest rzucanie przedmiotami w szale i robienie awantur? Gdyby to robił facet to byłoby skojarzenie ze za chwilę rzuci o ścianę żoną. Gdy rzuca i awanturuje się zona łatwiej uznać ze no cóż ekspresyjna, nieszkodliwa furiatka. Żeby nie było piszę to będąc kobietą wink
Także ja akurat męża Autorki rozumiem i również dzielę  przez 4 jej deklaracje. Zresztą brzmią dla mnie jakoś tak malo autentycznie jak cytowane z jakiegos podręcznika. Nie kupuję totalnej przemiany sposobu myślenia w 2 tygodnie. Predzej kupuję wersję ze Autorka zawsze miała świadomość jak powinna postępować ale dopóki udawało się być rozpieszczonym bachorem / pasożytem  a nie żoną to korzystała z tego chętnie. Teraz już się przelało mężowi  wiec trzeba szybko zmienić taktykę i nienadwyrezac dłużej juz i tak prawie nieistniejącej wyrozumiałości.




Rozumiem i doceniam Twoja szczerosc. Dlatego wolalam napisac to tutaj gdyz sie nie znamy i obcy ludzie moga spojrzec na ta sytuacje z dystansu bez stronnosci. Okreslic realia, jak to wyglada z zewnatrz. Oczywiscie nikt nie musi i nie bedzie mi wierzyl przez ten czas bo to faktycznie jest maloprawdopodobne dla ludzi z zewnatrz i ja jestem tego swiadoma.  Wazne jednak abym ja w to wierzyla i dala z siebie wszystko. Pragnienie zmiany nie wynika tylko ze strachu przed utrata meza lecz rowniez mojej wlasnej frustracji. Zawsze chcialam zyc inaczej, moja wlasna glowa mnie blokowala. Kiedy jest sie uzaleznionym w umysle jest mgla i niby cos tam swita ze tak nie powinno byc a mimo wszystko brak silnej woli i wiary w siebie ma wladze. Pewnie dlatego, ze sie nie kontrolowalam, szukanie pracy odkladalam w nieskonczonosc bo przeciez tam sa ludzie i trzeba z nimi rozmawiac albo mysli w stylu: i tak znowu trafie w miejsce gdzie bedzie dobrze przez pol roku a pozniej sie wypale i znowu to rzuce. Mialam problem z podejmowaniem decyzji, wyzwan, wiele rzeczy mnie przerastalo, trzesly mi sie rece i zwyczajnie nie radzilam sobie z wlasnymi emocjami. To mnie wprowadzilo w nalog. Mialam takie momenty w zyciu ze potrafilam przez 5 dni nie wychodzic w domu, bo na mysl ze na ulicy bedzie mnostwo ludzi mnie przerazalo. To sie nasilalo gdy coraz wiecej sie izolowalam i jadlam slodycze. Po odstawieniu calkowitym, nie czuje juz tych lekow, wychodze do ludzi bo teraz z kolei boje sie sama zostawac w domu przez dlugi czas. Obserwuje sama siebie i widze co mi szkodzi a co pomaga. Odkad rozmawiam z ludzmi czy to w internecie czy w realu, zupelnie inaczej sie czuje. Nie dusze juz tych zmartwien w sobie.

Rowniez nie zgodze sie z ta przemoca. Moim zdaniem on jest bardzo zraniony i dlatego mowi te wszystkie przykrosci pewnie z zemsty i to rowniez rozumiem bo sama tak mam. Byc moze mysli, ze to podstep bo tak to z zewnatrz moze wygladac. Dzis mysle, ze ta manipulacja byla nieswiadoma. To znaczy wiedzialam ze cos jest nie tak bylam egoistka. Nie myslalam o tym, ze to przeciez rani tez jego. Masakra

Po co mi nawyki przez ktore wpadam w agresje, placze, spie bardzo zle i jestem lekliwa, wrecz nieznosna? Po co mam do tego wracac skoro teraz jest mi duzo lepiej samej ze soba nawet jesli maz trzyma mnie na dystans?

Masz absolutne prawo mi nie wierzyc. Uwazam, ze czas pokaze.

Przemiana nie trwala w ciagu 2 tygodni, to byl proces ktory trwal intensywnie od 4 miesiecy, szlo mi to bardzo wolno ale zlosc meza to zwyczajnie przyspieszyla i cale szczescie. Stwierdzam przed sama soba, ze to byl strach przed odpowiedzialnoscia jaka spada na doroslego czlowieka. Syndrom Piotrusia Pana.
Szczerze, to ja nawet chcialam zeby na mnie nakrzyczal, dal wieksza presje, tak zeby dosadnie do mnie dotarlo. Nawet jesli nic juz nie da sie naprawic to w przyszlosci nie popelnie juz tych samych bledow w relacjach damsko-meskich.

Jak kolwiek glupio to dla was zabrzmi, nie mialam pojecia czego tak naprawde potrzebuje mezczyzna od kobiety, nigdy wczesniej sie nad tym nie zastanawialam, gdy pytalam meza to mowil, ze powinnam to wiedziec i czuc. Fajnie, tylko ze byloby duzo latwiej gdybysmy oboje usiedli do stolu i otwarcie porozmawiali o swoich oczekiwaniach i potrzebach a nie ze ja mam sie domyslac i on tez. Mysle ze to tez wynika z domu w ktorym sie wychowywalam (i oczywiscie to nie tlumaczy mojego zachowania, bo w koncu jestem dorosla i moge zyc inaczej) jednak moi rodzice tez mieli dziwna relacje. Mama miala caly dom na glowie a ojca trzeba bylo do wszystkiego poganiac. Cale zycie nie dbal o swoje zdrowie, teraz gdy zachorowal na raka nagle przestal palic calkowicie bo tak sie przerazil. To mi rowniez dalo sporo do myslenia, jesli ja tez bede postepowac tak jak on to znaczy zaniedbywac zycie to kiedys moze juz byc za pozno na zmiany. Podobnie jak moj ojciec mialam kochajacego partnera, ktory krytykowal mnie dla mojego dobra ale oczywiscie ja odbieralam to jako atak bo jak widac prawda w oczy kole.

17

Odp: Dezorientujace zachowanie meza
Orientalna napisał/a:

Ta motywacja o której mówisz to jest wychodzenie do ludzi w sposób silny nie jest długa i to efekt traumy. Chyba w psychologii jest to nazwane "wzrostem potraumtaycznym" i rzeczywiście można na tym skorzystać. No ale to jest jak wzięcie dopingu. Można tylko raz, po raz drugi go nie weźmiesz. Po tej dawce którą dostałaś, albo rzeczywiście utrwalisz nowe wzorce, albo wrócisz do punktu wyjścia.

Dopiero po kilku miesiącach się zobaczy którą drogą cię to zaprowadzi, oby pozytywną, ale w tej chwili jak bardzo podniosłych deklaracji byś nie dawała, to tylko słowa. Mechanizmy w mózgu muszą się zmienić trwale.

EDIT: W tej chwili masz w mózgu wyrzut dopaminy - taki neuroprzekaźnik stymulujący do działania. To jest właśnie ta "motywacja" Fajnie nie? No niekoniecznie bo po chwili wzrostu (tj. kilka tygodni) zacznie sie najcięższy etap czyli stan depresyjny. Duża dawka utrzymująca się dopaminy bez udziału serotoniny (to jest przekaźnik szczęścia) doprowadza do zaburzeń nastroju i irracjonalnie spadku motywacji. Organizm czuje się wycieńczony i spada wydzielanie dopaminy. Nie ma dopaminy, nie ma serotoniny jest przygnębienie.
Najlepiej by było jak będzie tak się działo właśnie robić coś co spowoduje wyrzut serotoniny (wtedy będziesz szczęśliwa) i w twoim przypadku to najlepiej nic wspólnego z mężem. Wybierz sobie jakiś sport, serotonina + adrenalinka razem zdziałają cuda, albo jakieś nowe hobby dzięki którem będziesz czuła się spełniona. Na pewno to nie będą filmy, jedzenie, czy coś co spełnia Ciebie na "chwilę" bo wtedy z kolei produkcja dopaminy spadnie do całkowitego zera i nie będziesz miała motywacji zwlec się z łóżka, a w konsekwencji mózg się uodporni również na działanie serotoniny i jedzenie czy filmy też nie dadzą żadnego szczęścia > czyli wrócisz do początku.

Taki wywód... psychologiem nie jestem, ale prawie-farmaceutą ;-)


Dziekuje za informacje. Jest to niesamowita motywacja dlatego korzystam z niej tyle ile sie da. Codziennie wychodze z domu na spacer, na silownie sprzatam dom na bierzaco, gotuje, dbam o swoj wyglad, ubieram sie tak jakbym miala gdzies wychodzic dlatego ze nawet to wprowadza mnie w lepszy nastroj, po prostu lepiej sie ze soba czuje. Jem tylko to co zdrowe i w malych ilosciach. Czasami musze sie zmuszac bo pewnie mam jeszcze stres w sobie. Jednak zaczelam sypiac o normalnych porach, serce mi sie uspokoilo juz nie kolacze. Jestem spokojna bo nawet jak maz probowal mi dogryzac i zazwyczaj wpadalam w zlosc tak teraz reaguje ze spokojem lub po prostu nie biore jego zlosliwosci do siebie. Wczoraj przed snem poczulam smutek bo zaczelam analizowac wszystkie moje zle zachowania wzgledem jego i po prostu zrobilo mi sie go szkoda. Jednak wiem ze nie moge teraz siebie za to wszystko biczowac bo to mi w niczym nie pomoze a tylko pogorszy moj stan psychiczny.


Nie ogladam filmow, bardzo rzadko. Unikam seriali z tego wzgledu ze w przeszlosci potrafilam sie tak w nie wciagac ze potrafilam nic nie robic tylko ogladac jeden po drugim caly dzien i to mnie meczylo. Tak jakby to bralo nade mna kontrole. Pozniej mialam wyrzuty sumienia.

TV nie oglladam od 8 lat i dobrze mi z tym. Z jedzeniem tez uwazam bo mam niedoczynnosc tarczycy, ktora  sieje spustoszenie w moim organizmie po wielu produktach. Nabial, nadmiar weglowodanow, przetworzone jedzenie wyniszcza mnie fizycznie i psychicznie. Jak zle wygladam to zle sie ze soba czuje. Jak zle sie ze soba czuje to sama sie blokuje. Jak sie blokuje to jestem nieszczesliwa ze moje zycie nie wyglada tak jak bym chciala i tak kolo sie zatacza. Dlatego mam dosc.
Robie tylko to co sprawia ze nabieram wiekszego szacunku do samej siebie.

18 Ostatnio edytowany przez beckett (2021-09-15 23:46:08)

Odp: Dezorientujace zachowanie meza

To co opisujesz, może być klasycznym, dość powszechnym "tańcem" przyciągania i odpychania osób o dwóch przeciwstawnych stylach przywiązania - zaabsorbowanym (lękowym) i unikającym. Niestety takie związki są silnie toksyczne ale i jest w nich dużo emocji.

Wszystko wywodzi się od tzw. teorii przywiązania, którą zaczął opisywać Bowlby obserwując typy więzi między dziećmi i matkami. Potem, w latach 80-tych nowoczesna psychologia na zachodzie zaczęła zauważać związki pomiędzy tymi wyuczonymi w dzieciństwie wzorcami na zachowanie w dorosłych relacjach. Od ok. 20 lat na zachodzie teoria przywiązania jest dominującym podejściem w terapii par, u nas w Polsce niestety jest nadal mało znana, co najwyżej w archaicznej teorii przywiązania w dzieciństwie. Czego niestety ja i moja partnerka doświadczyliśmy u kilku psychologów, do czasu aż nie trafiliśmy na panią psycholog, która otworzyła nam oczy.

Generalnie wg badań w USA ludzie dzielą się na mających bezpieczny i pozabezpieczny styl przywiązania. W zasadzie tak po 50% i odpowiada to liczbom rozwodów w USA. Pozabezpieczne style generalnie dzielą się na zaabsorbowano-lękowe i unikające i te dwa style często dobierają się w pary tworząc toksyczne relacje. Polecam poczytać, choć przyda się znajomość angielskiego, bo w Polsce temat jest mało znany, a ewentualne artykuły bardzo płytkie i nie ujmujące sprawy choć w podstawowy sposób. Myślę że potrzeba kilku lat edukacji nowego pokolenia psychologów.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dezorientujace zachowanie meza

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021