Cześć.
Jakiś czas temu poznałam mężczyznę, który ma rodzinę. Najpierw zaprzyjaźniliśmy się, potem pojawiła się fascynacja. Żona, standardowo, nie rozumie go, popełnił błąd, że związał się z nią, prędzej czy później ją zostawi, ale są dzieci, one są ważne. Pierwszym powiedział, że się zakochał, nie wyklucza, że kiedyś będziemy razem i wisi mu, czy ktoś dowie się czy nie. Oglądał zdjęcia mieszkań itd.
Jednak ja tak nie potrafiłam. Wszystko co mówił wydawało się takie typowe, typowe teksty faceta, co chce mieć laskę na boku. A ja tego nie chciałam - chciałam czegoś więcej. Zżerało mnie to, nie miałam do siebie szacunku. W końcu to zakończyłam. Był smutny, ale zrozumiał. Nie naciskał.
Nie umiem pójść naprzód. Ciągle myślę o tym, że może był to ten mały procent przypadków, który by się udał, a ja popełniłam błąd, że urwałam to zanim zrobiło się poważne. Nie mamy teraz żadnego kontaktu, zrobiłam wszystko, by go już nie widywać. Czuję, że odrzuciłam coś wyjątkowego i że już nigdy nie ułożę sobie życia.
Czytałam milion tematów, książek, nawet próbowałam go znienawidzić i nic nie pomogło.
Jakieś rady? Jak to przeżyć? Jak walczyć z myślami i samoobwinianiem się? Ciągle płaczę, czas leci i wcale nie jest mi lepiej, wręcz przeciwnie coraz więcej wątpliwości.