Witam mam 22 lata i jestem z dziewczyną od 14 roku życia. Trwa to już 8 lat, niestety w sumie sytuacja wygląda tak że officialnie rozstaliśmy się 8 miesięcy temu. Z powodu po prostu braku zrozumienia i zamknięcia się w sobie z mojej strony jak i dziewczyny lecz to nie jest najważniejsze. Moim problemem jest to że, nie potrafię zmienić pewnych rzeczy. Spotykamy się regularnie lecz zawsze te spotkania się kończą kłótnia o totalne głupoty albo stare czasy. Obojgu zależy nam na sobie i udowadniamy to sobie bardzo często lecz uważam że jest w tym duża wina naszej rodziny. Ja pochodzę z rodziny w której wychowywała mnie mama nie miałem przykładu w domu jak powinien wyglądać związek ani w najbliższym otoczeniu pochodzę raczej z "ciężkiego" towarzystwa. Moja partnerka jest również po przejściach. Bardzo patologiczna rodzina była zmuszona w wieku dziecięcym 10 lat po prostu uciec w środku w nocy do babci która później znęcała się nad nią psychicznie do ukończenia 18 roku życia oraz również brak przykładu nikt nas nie nauczył nigdy jak kochać, okazywać uczucia oraz jak powinien wyglądać normalny związek. Chodź pochodzimy z takich rodzin oboje jesteśmy ambitni. Jedna z najlepszych uczennic w szkole oraz bardzo mądra i pracowita kobieta. Ja sam jestem sportowcem bez nałogów nie zdradzałem jej nigdy ani nic w tym stylu. Oboje doceniany siebie jednak dopiero wtedy gdy jesteśmy osobno i tesknimy. Gdy się spotkamy potrafimy się pokłócić o najmniejsza głupotę i wtedy padają bardzo przykre słowa typu: "Nigdy się nie zmienisz", "Nie chce cie" "Zawsze już będziesz taki sam/sama" nie potrafimy zapanować nad tym. Ale najczęstrzym prowodyrem tej kłótni jestem ja. Wiem że mnie kocha i jestem dla niej również całym światem. Ale jestem tak głupi że nagle potrafię powiedzieć czy mnie nigdy nie zdradziła albo że na pewno nie jestem jej jedynym chłopakiem potem myślę o tym analizuje to kłócę się poraz kolejny i cały czas wychodzą z tego awantury. Dzisiaj doszło do rozmowy pierwszy raz od dawna dosyć spokojnej i szczerej. Gdzie powiedziała mi że jestem zby nachalny zbyt bardzo wszystko chce. Nie daje jej szansy na wykazanie się oraz za dużo mówię i zadaje zbyt dużo pytań. Chciałbym to wszystko jakoś naprawić i zmienić. Nie wyobrażam sobie życia bez niej chciałbym byśmy ponownie zamieszkali razem lecz ona cały czas się obawia że wróci to wszystko gdzie mieszkajac razem zaczęliśmy ze sobą walczyć i zwalać wszystko na siebie. Jestem ciągle zazdrosny wiem że to jest przesada i jest mi wstyd ale nie potrafię sobie z tym poradzić. Ciągle ją o coś oskarżam i się czegoś doszukuje. Próbuje wymusić czasem by mi pokazała że jestem najważniejszy gdy się spytałem dlaczego tak jest to stwierdziła że jestem zbyt nachalny i zbyt bardzo nalegam. Lecz pytanie do was kobiety moje drogie. Co byście mi doradziły? Zależy mi na tej dziewczynie jak na niczym innym w życiu. Uważam ją za wszystko i nie. Widzę świata poza nią. Mieszkaliśmy 3 lata razem bywały gorsze i lepsze momenty mimo 8 miesięcznego rozstania oby dwoje nie potrafimy tego zakończyć i coś nas cięgnie do siebie. Jakieś rady jak to wszystko poukładać? Potrafię się do niej przyczepić o to że założyła stringi a wcześniej tego nie robiła i zaraz mam chore myśli że mnie zdradza... Chodź nigdy jej na tym nie złapałem. Czasem bywało dziwne zachowanie typu chowanie telefonów przed sobą itp. Itd. A w mojej chorej głowie od razu pojawiają się czarne scenariusze. Wiem o tym że jeżeli na niczym jej nie złapałem jest nie winna. I jak zaufać w 100 % i tego nie spieprzyć jeszcze bardziej. Jak to wszystko ugryźć. Przepraszam za brak składni tego wszystkiego i tak dziwnie napisane ale nie wiem również jak to ugryźć gdzie szukać pomocy i jak zmienić nie które rzeczy. Dodam jeszcze że podczas rozstania pisałem i spotykałem się z innymi dziewczynami lecz po prostu one mnie nie interesują. Mam wbite jedna kobietę w głowie i koniec. Proszę bardzo o pomoc i dziękuję za wyrozumiałość.
Terapię po to, żeby z kolejną kobietą było lepiej.
Terapię po to, żeby z kolejną kobietą było lepiej.
Kolejną? Dla nie których? Z całym szacunkiem ale chyba w takim razie podziękuję za rady i sam spróbuję coś wymyślec. Pozdrawiam
(...) Chciałbym to wszystko jakoś naprawić i zmienić. (...)
Co byście mi doradziły? (...)
I jak zaufać w 100 % i tego nie spieprzyć jeszcze bardziej. Jak to wszystko ugryźć. (...)
Proszę bardzo o pomoc i dziękuję za wyrozumiałość.
vs
(...) Z całym szacunkiem ale chyba w takim razie podziękuję za rady i sam spróbuję coś wymyślec. (...)
Nikt nie wyleczył choroby lecząc objawy, nie jej przyczyny.
niktwazny11 napisał/a:(...) Chciałbym to wszystko jakoś naprawić i zmienić. (...)
Co byście mi doradziły? (...)
I jak zaufać w 100 % i tego nie spieprzyć jeszcze bardziej. Jak to wszystko ugryźć. (...)
Proszę bardzo o pomoc i dziękuję za wyrozumiałość.
vs
(...) Z całym szacunkiem ale chyba w takim razie podziękuję za rady i sam spróbuję coś wymyślec. (...)
Nikt nie wyleczył choroby lecząc objawy, nie jej przyczyny.
Więc dlaczego mam skreślić obecną relacje skoro oboje chcemy nad tym pracować tylko szukam rozwiązania i pomocy ponieważ po prostu nie wiem w którą stronę iść i co zrobić.
Nie napisałam ani słowa o tym, byś skreślał cokolwiek.
Lady Loka zaproponowała terapię, bo jest sposobem na poradzenie sobie z przyczynami Twego zachowania. Dasz sobie, ale nie tylko, szansę?
Nie napisałam ani słowa o tym, byś skreślał cokolwiek.
Lady Loka zaproponowała terapię, bo jest sposobem na poradzenie sobie z przyczynami Twego zachowania. Dasz sobie, ale nie tylko, szansę?
Myslisz że może być to zespół otella?
Czepiasz się dziewczyny o stringi ? Chłopie dorośnij. Idź może na jakąś terapię, bo masz ze sobą problem.
Myslisz że może być to zespół otella?
Myślę, że korzystnym byłoby dla Ciebie podjęcie (i ukończenie) psychoterapii.
10 2021-04-30 13:03:45 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-04-30 13:05:38)
Lady Loka napisał/a:Terapię po to, żeby z kolejną kobietą było lepiej.
Kolejną? Dla nie których? Z całym szacunkiem ale chyba w takim razie podziękuję za rady i sam spróbuję coś wymyślec. Pozdrawiam
No ja uwazam, ze w tej relacji skopales popisowo wszystko, co dalo sie skopac. Podziwiam dziewczyne, ze tyle czasu z Toba wytrzymala. Tak czy inaczej potrzebujesz terapii, zeby ogarnac siebie samego i swoje mysli.
Pytanie, czy Twoja ex chce czekac az to zrobisz, skoro Ty przez te 8 miesiecy nie miales problemu w tym, zeby umawiac sie z innymi dziewczynami.
Ona zreszta tez powinna podjac wlasna terapie. Bo po prostu jestescie obecnie dla siebie toksyczni. Nie stworzycie niczego zdrowego i normalnego. A terapie powinien kazdy podjac dla siebie, a nie po to, zeby reanimowac trupa, jakim jest Wasz zwiazek.
A co do wybijania sobie z glowy, byliscie razem 8 lat. To bardzo dlugo. I nie dziwie sie, ze po 8 miesiacach nie masz glowy na randki z innymi dziewczynami. Tez musi minac troche czasu.
Myslisz że może być to zespół otella?
A co jesteś alkoholikiem?
Niemniej jednak przychylam sie do zdania Loki ze jestescie dla siebie toksyczni i powinniscie indywidualnie dla samych siebie pojsc na terapie a pozniej pomyslec nad ewentualnym zwiazkiem ( jesli bedzie dalej chec z obu stron).
12 2021-04-30 21:13:53 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-04-30 21:24:46)
//
Witam mam 22 lata i jestem z dziewczyną od 14 roku życia. Trwa to już 8 lat, niestety w sumie sytuacja wygląda tak że officialnie rozstaliśmy się 8 miesięcy temu. Z powodu po prostu braku zrozumienia i zamknięcia się w sobie z mojej strony jak i dziewczyny lecz to nie jest najważniejsze. Moim problemem jest to że, nie potrafię zmienić pewnych rzeczy. Spotykamy się regularnie lecz zawsze te spotkania się kończą kłótnia o totalne głupoty albo stare czasy. Obojgu zależy nam na sobie i udowadniamy to sobie bardzo często lecz uważam że jest w tym duża wina naszej rodziny. Ja pochodzę z rodziny w której wychowywała mnie mama nie miałem przykładu w domu jak powinien wyglądać związek ani w najbliższym otoczeniu pochodzę raczej z "ciężkiego" towarzystwa. Moja partnerka jest również po przejściach. Bardzo patologiczna rodzina była zmuszona w wieku dziecięcym 10 lat po prostu uciec w środku w nocy do babci która później znęcała się nad nią psychicznie do ukończenia 18 roku życia oraz również brak przykładu nikt nas nie nauczył nigdy jak kochać, okazywać uczucia oraz jak powinien wyglądać normalny związek. Chodź pochodzimy z takich rodzin oboje jesteśmy ambitni. Jedna z najlepszych uczennic w szkole oraz bardzo mądra i pracowita kobieta. Ja sam jestem sportowcem bez nałogów nie zdradzałem jej nigdy ani nic w tym stylu. Oboje doceniany siebie jednak dopiero wtedy gdy jesteśmy osobno i tesknimy. Gdy się spotkamy potrafimy się pokłócić o najmniejsza głupotę i wtedy padają bardzo przykre słowa typu: "Nigdy się nie zmienisz", "Nie chce cie" "Zawsze już będziesz taki sam/sama" nie potrafimy zapanować nad tym. Ale najczęstrzym prowodyrem tej kłótni jestem ja. Wiem że mnie kocha i jestem dla niej również całym światem. Ale jestem tak głupi że nagle potrafię powiedzieć czy mnie nigdy nie zdradziła albo że na pewno nie jestem jej jedynym chłopakiem potem myślę o tym analizuje to kłócę się poraz kolejny i cały czas wychodzą z tego awantury. Dzisiaj doszło do rozmowy pierwszy raz od dawna dosyć spokojnej i szczerej. Gdzie powiedziała mi że jestem zby nachalny zbyt bardzo wszystko chce. Nie daje jej szansy na wykazanie się oraz za dużo mówię i zadaje zbyt dużo pytań. Chciałbym to wszystko jakoś naprawić i zmienić. Nie wyobrażam sobie życia bez niej chciałbym byśmy ponownie zamieszkali razem lecz ona cały czas się obawia że wróci to wszystko gdzie mieszkajac razem zaczęliśmy ze sobą walczyć i zwalać wszystko na siebie. Jestem ciągle zazdrosny wiem że to jest przesada i jest mi wstyd ale nie potrafię sobie z tym poradzić. Ciągle ją o coś oskarżam i się czegoś doszukuje. Próbuje wymusić czasem by mi pokazała że jestem najważniejszy gdy się spytałem dlaczego tak jest to stwierdziła że jestem zbyt nachalny i zbyt bardzo nalegam. Lecz pytanie do was kobiety moje drogie. Co byście mi doradziły? Zależy mi na tej dziewczynie jak na niczym innym w życiu. Uważam ją za wszystko i nie. Widzę świata poza nią. Mieszkaliśmy 3 lata razem bywały gorsze i lepsze momenty mimo 8 miesięcznego rozstania oby dwoje nie potrafimy tego zakończyć i coś nas cięgnie do siebie. Jakieś rady jak to wszystko poukładać? Potrafię się do niej przyczepić o to że założyła stringi a wcześniej tego nie robiła i zaraz mam chore myśli że mnie zdradza... Chodź nigdy jej na tym nie złapałem. Czasem bywało dziwne zachowanie typu chowanie telefonów przed sobą itp. Itd. A w mojej chorej głowie od razu pojawiają się czarne scenariusze. Wiem o tym że jeżeli na niczym jej nie złapałem jest nie winna. I jak zaufać w 100 % i tego nie spieprzyć jeszcze bardziej. Jak to wszystko ugryźć. Przepraszam za brak składni tego wszystkiego i tak dziwnie napisane ale nie wiem również jak to ugryźć gdzie szukać pomocy i jak zmienić nie które rzeczy. Dodam jeszcze że podczas rozstania pisałem i spotykałem się z innymi dziewczynami lecz po prostu one mnie nie interesują. Mam wbite jedna kobietę w głowie i koniec. Proszę bardzo o pomoc i dziękuję za wyrozumiałość.
Oboje ciągniecie za sobą jakieś traumy z dzieciństwa i młodości i oboje jednocześnie jesteście bardzo niedojrzali do związku. Macie problem z zaufaniem, jest między wami dysfunkcjonalna komunikacja, brak empatii, stosowanie schematów pasywno-agresywnych, manipulacja i inne mało dojrzałe zachowania. Moim zdaniem bez pomocy specjalisty nie dacie sobie rady. Wy nie potraficie nawet z sobą romawiać, dlatego tak bardzo podkreślasz, że udało się wam raz jedyny normalnie porozmawiać nie robiąc przy tym zadymy i awantury.
Pewnie byliście dla siebie pierwszymi partnerami w życiu i to was do siebie ciągle zbliża, bo to jedyne czego naprawdę stałego i dobrego zaznaliście, ale to nie jest aksjomat i wcale to nie znaczy, że musicie ze sobą być do końca swoich dni. Ludzie się spotykają, są ze sobą, czerpią z siebie doświadczenia i się rozstają, by w kolejnym związku osiągnąć wyższy poziom i robiąc mniej błędów stworzyć związek lepszy, dojrzalszy i pełniejszy. Nie obrażaj się, że Loka napisała o terapii i poszukaniu kogoś innego. Tak wygląda życie, a ty w wieku 22 lat nie rób za emeryta który już niczego w swoim życiu nie zmieni, bo nie chce. Przede wszystkim terapia, a potem dojrzałe spojrzenie na ten związek. Jeśli oboje będziecie chcieli nad nim pracować, to alleluja i do przodu. Jeśli jednak po terapii dotrze do was, że jednak mimo wszystko to nie jest to o co wam obojgu chodzi, to będzie to nic nowego pod słońcem. Samo życie ![]()