Witam wszystkich, postaram się krótko opisać sytuację.
Związek około 8 miesięcy, na początku wiadomo bajka i książę. Starania, komplementy, kwiaty i wszystko co najlepsze.
Z obu stron równomierne zaangażowanie. Potem sytuacja podbramkowa która naruszyła moje zaufanie i postanowilam zakończyć ten związek. Ale Pan stawał na głowie, zmienił się, zaczął jeszcze bardziej się starać i postanowiłam : dobra każdy ma prawo do błędu a nie było to coś tak strasznego żebym nie mogła dać szansy.
Potem miesiąc miodowy, mnóstwo czułości, miłości, seksu - sama czekolada.
Pan od początku był bardzo sfokusowany na zaangażowanie, troszeczkę za bardzo nawet czasem miałam wrażenie że mnie trochę osacza, np jak nie odpisywałam dłuższą chwilę to się martwił, jak nie odpowiedziałam na jego kocham to był również bardzo przejęty i kilka innych tego typu sytuacji. Ale po tym jak był miesiąc miodowy, zaczęłam w sumie jeszcze bardziej się angażować. Natomiast po jakimś czasie on zaczął się delikatnie dystansować.
Bardzo powoli takie malutkie rzeczy które zaczęłam zauważać. Czyli np. Teraz sam długo nie odpisuje a wiem że w tym czasie siedzi na telefonie, zaczęło być coraz mniej czułości, coraz mniej miłych słów, w pracy (pracujemy razem) jak zawsze się uśmiechał, szukał mnie wzrokiem, czasem gdzieś dał mi buziaka po kryjomu tak teraz przeważnie nawet się na mnie nie patrzy, już o reszcie nie wspominając.
Oczywiście jak to ja zaczęłam panikować i nic z tego nie rozumiejąc, a czując że coś się zmienia postanowiłam podjąć rozmowę mając nadzieję że dowiem się czegoś konkretnego.
Dowiedziałam się że nic się nie dzieje, wszystko jest tak samo, on nic nie robi a ja wymyślam.
Pomyślałam okej może faktycznie. Ale nadal było tak samo a moja frustracja rosła. To wszystko tylko wprowadziło napiętą atmosferę i w sumie od jakiś dwóch tygodni było wiele kłótni co na pewno nie pomogło.
Aż do wczoraj kiedy nastąpiła kulminacja w totolotku i wybuch wulkanu Etna. Pokłóciliśmy bardzo, padło kilka niemiłych słów z dwóch stron, Pan trzasnął drzwiami i poszedł sobie. Ja również zaraz po tym opuściłam mieszkanie żeby się przewietrzyć i ochłonąć.
Kiedy wyszłam okazało się że on wrócił ale mnie nie było a telefonu też nie wzięłam ze sobą i on stwierdził że specjalnie wyszłam bo wiedziałam że on wróci i że najwyraźniej nie chcę tego związku i mam się trzymać ciepło.
Od tamtej pory cisza w eterze.
A ja siedzę i się zastanawiam czy ja jestem chora psychicznie, czy to wszystko moja wina, czy jestem toksyczną osobą z którą nie da się żyć, czy wszystko co zrobiłam doprowadziło do tego że odrzuciłam go od siebie i już ma mnie tak dość że nie chce mnie widzieć.
Bardzo trudno w tej chwili mi spojrzeć z dystansem i logiką na tą sytuację i bardzo proszę was mądre głowy o waszą opinię.
Dziękuję z góry ![]()