Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

Temat: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Od 6 lat jestem w związku, który przez pierwsze 3,5 roku był bardzo burzliwy - zrywaliśmy i wracaliśmy do siebie, mieszkaliśmy rok razem, później 4 lata oddzielnie, teraz od ponad roku znowu razem ale... od marca każdy ma swój pokój. Śpimy ze sobą może 3-5 razy w miesiącu jak on ma na 1 zmianę a tak to każdy w swoim pokoju, bo on gra do późna (a w zasadzie do rana) wstaje i od razu idzie na drugą zmianę albo śpi do 16-17 i później na nockę... Jestem jego pierwszą dziewczyną i stwierdził że ostatnią. Ja trochę się dusze w tym związku, ale nie mam znajomych, prawa jazdy, ogólnie mam niskie poczucie własnej wartości. Czy ktoś był w podobnej sytuacji?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Ile Wy macie lat?
Pracujesz?

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

prawie po 26, tak pracuję

4

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Ja się zmęczyłam czytając ten opis...Co za życie. Dzięki Bogu nie ma dzieci. Rozstańcie się póki to łatwe.

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
PainIsFinite napisał/a:

Ja się zmęczyłam czytając ten opis...Co za życie. Dzięki Bogu nie ma dzieci. Rozstańcie się póki to łatwe.

Nie jestem wierząca, ale gdybym była to też dziękowałabym za to, bo wtedy szanse na zakończenie związku spadłyby pewnie do zera.

6

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

No to na co czekasz Autorko? Znarnowałaś 6 lat życia, nie marnuj więcej

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
Lendy123 napisał/a:

No to na co czekasz Autorko? Znarnowałaś 6 lat życia, nie marnuj więcej

Tak, ale stwierdził że nie da mi odejść, bo jemu zmarnowałam te lata i teraz dożywotnio muszę się męczyć hmm

8

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
zagubionaonaaa25 napisał/a:
Lendy123 napisał/a:

No to na co czekasz Autorko? Znarnowałaś 6 lat życia, nie marnuj więcej

Tak, ale stwierdził że nie da mi odejść, bo jemu zmarnowałam te lata i teraz dożywotnio muszę się męczyć hmm

I w związku z tym Ty nic nie robisz? Boisz się go?
Jesteś młoda pozwoliłaś jemu i sobie żyć w toksycznym związku, czas znaleźć kogoś wartościowego.
Chyba że podświadomie szukasz takich złamasów.
On nie chce Ciebie puścić bo gdzie znajdzie druga taką...naiwną która go jakoś toleruje.
Chcesz mieć dzieci, rodzinę?

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
maku2 napisał/a:
zagubionaonaaa25 napisał/a:
Lendy123 napisał/a:

No to na co czekasz Autorko? Znarnowałaś 6 lat życia, nie marnuj więcej

Tak, ale stwierdził że nie da mi odejść, bo jemu zmarnowałam te lata i teraz dożywotnio muszę się męczyć hmm

I w związku z tym Ty nic nie robisz? Boisz się go?
Jesteś młoda pozwoliłaś jemu i sobie żyć w toksycznym związku, czas znaleźć kogoś wartościowego.
Chyba że podświadomie szukasz takich złamasów.
On nie chce Ciebie puścić bo gdzie znajdzie druga taką...naiwną która go jakoś toleruje.
Chcesz mieć dzieci, rodzinę?

Chyba to kwestia braku wiary w siebie, braku znajomych i lęku, że jak strace pracę to sama sobie nie poradzę z utrzymaniem siebie i domu. Dzieci nie chcę mieć, a małżeństwa w przyszłości nie wykluczam

10 Ostatnio edytowany przez Julianka1 (2020-11-25 20:05:53)

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Nie dusisz się w tym związku, bo to nie jest związek. To kiedyś była karuzela chorych emocji ( rozstania, powroty), a teraz jest zimny grób. Szkoda życia, żeby się tak w nim kłaść i czekać na wielkie nic.
Skoro on twierdzi, że jesteś jego ostatnią, to pewnie ma rację. Jaka następna dziewczyna z własnej, nieprzymuszonej woli, wpędzi się w taką relację?
Jeśli dla niego gry są tak ważne, że spędza przy nich tyle czasu, to plis, ale chcesz stać na końcu listy jego priorytetów? Lepiej nie będzie, uwierz.
Nie czeka Cię z nim nic innego, jak powolne konanie w tym układzie. Nic, ale to nic kompletnie Was nie łączy. Przepraszam, nie ma Was, jest egoista i jego wygoda.

Pomyśl o sobie, czego chcesz w życiu i uświadom sobie, że z nim tego nie osiągniesz. Tkwiąc , pozbawiasz się szansy na dobre, ciekawe życie.

Człowiek zwany kiedyś moim mężem, miał takie same zagrywki. Jego kretyński tekst : chciałaś K...., to się męcz, pamiętam do dziś. I jego minę, gdy po którymś takim haśle, użyłam słów mocno obraźliwych, jasno wskazujących, że jeszcze raz to usłyszę, a będzie zbierał manaty z klombu przed blokiem.
Nie zliczę ,ile razy odpływał w gry. Wszystko było ważniejsze, niż MY.
Dziś nie ma go w moim życiu ,ale zawsze będę miała żal, że tak długo zwlekałam.
Nie popełniaj tego błędu.
Kto jest ważny, jeśli nie Ty ?

Masz 2 życia. To drugie zacznie się w momencie, gdy zrozumiesz, że masz tylko jedno.

11

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
zagubionaonaaa25 napisał/a:
maku2 napisał/a:
zagubionaonaaa25 napisał/a:

Tak, ale stwierdził że nie da mi odejść, bo jemu zmarnowałam te lata i teraz dożywotnio muszę się męczyć hmm

I w związku z tym Ty nic nie robisz? Boisz się go?
Jesteś młoda pozwoliłaś jemu i sobie żyć w toksycznym związku, czas znaleźć kogoś wartościowego.
Chyba że podświadomie szukasz takich złamasów.
On nie chce Ciebie puścić bo gdzie znajdzie druga taką...naiwną która go jakoś toleruje.
Chcesz mieć dzieci, rodzinę?

Chyba to kwestia braku wiary w siebie, braku znajomych i lęku, że jak strace pracę to sama sobie nie poradzę z utrzymaniem siebie i domu. Dzieci nie chcę mieć, a małżeństwa w przyszłości nie wykluczam

Dlaczego masz stracić pracę? Uzależniasz swoją przyszłość od jego pieniędzy?

Małżeństwa nie wykluczasz a dzieci już wykluczasz czyli na starość chcesz być sama?

12

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Ona nie będzie na starość sama. Nie dożyje tej starości, bo ta pseudo relacja wyssie z niej wszystkie siły i przedwcześnie wykończy .


Chyba, że stawi temu czoła. Nie będzie łatwo ,ale da się.

13

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
Julianka1 napisał/a:

Ona nie będzie na starość sama. Nie dożyje tej starości, bo ta pseudo relacja wyssie z niej wszystkie siły i przedwcześnie wykończy .


Chyba, że stawi temu czoła. Nie będzie łatwo ,ale da się.

Oj no nie wiem. Wystarczy że on znajdzie dla siebie lepszą opcję.

14

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Tym bardziej nie ma na co czekać. Po co powiększać swoje upokorzenie ?
Co jeszcze powinien zrobić, żebyś zaczęła się uwalniać ?
Jak mocno jeszcze musi pokazać, że Twoja osoba nie ma dla niego znaczenia?

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Wczoraj zrobiłam drugą próbę w tym roku zakończenia tego związku... Pierwsza była w sierpniu, skończyło się na płaczu, dzwonieniu do mojej mamy że mnie kocha i na pewno nie przyjmie do wiadomości że to koniec. Miało być lepiej, pojechaliśmy na 2 dni na wakacje w góry (pierwszy raz w ciągu 6 lat gdzieś dłużej niż na jeden dzień). Niestety "poprawa" nie trwała długo. Wrócil i znowu komputer, jaranie (kolejny nałóg), każdy w swoim pokoju... Czasami nie mogę nawet na niego patrzeć, co z tego że jest przystojny jak nie całowaliśmy się chyba od sylwestra. Wczoraj znowu obietnica poprawy, "uzależniłaś mnie od siebie", "rozkochałaś mnie w sobie", "wcześniej mówiłaś że mnie kochasz więc dostaję sprzeczne sygnały i nie wierzę ze mnie nie kochasz", itd.. Jestem załamana. Pół nocy nie spałam, nie wiem już jak się uwolnić sad Boję się że zostanę sama, ale chyba większy strach jest przed tym, że nic się nie zmieni i przesiedzę całą młodość przed laptopem w pracy...

16

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
zagubionaonaaa25 napisał/a:

Wczoraj zrobiłam drugą próbę w tym roku zakończenia tego związku... Pierwsza była w sierpniu, skończyło się na płaczu, dzwonieniu do mojej mamy że mnie kocha i na pewno nie przyjmie do wiadomości że to koniec. Miało być lepiej, pojechaliśmy na 2 dni na wakacje w góry (pierwszy raz w ciągu 6 lat gdzieś dłużej niż na jeden dzień). Niestety "poprawa" nie trwała długo. Wrócil i znowu komputer, jaranie (kolejny nałóg), każdy w swoim pokoju... Czasami nie mogę nawet na niego patrzeć, co z tego że jest przystojny jak nie całowaliśmy się chyba od sylwestra. Wczoraj znowu obietnica poprawy, "uzależniłaś mnie od siebie", "rozkochałaś mnie w sobie", "wcześniej mówiłaś że mnie kochasz więc dostaję sprzeczne sygnały i nie wierzę ze mnie nie kochasz", itd.. Jestem załamana. Pół nocy nie spałam, nie wiem już jak się uwolnić sad Boję się że zostanę sama, ale chyba większy strach jest przed tym, że nic się nie zmieni i przesiedzę całą młodość przed laptopem w pracy...

Co znaczy próbowałaś? co mu powiedziałaś czy zrobiłaś żeby skończyć ten związek?
Jeśli to Twoje mieszkanie to każ mu się wyprowadzić, jeśli jego sama się wyprowadź.
Nie próbuj zrób to.
Ale chyba Twój strach że będziesz sama(skąd tai wniosek?) powstrzymuje ciebie przed radykalną reakcją/czynem.

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
maku2 napisał/a:
zagubionaonaaa25 napisał/a:

Wczoraj zrobiłam drugą próbę w tym roku zakończenia tego związku... Pierwsza była w sierpniu, skończyło się na płaczu, dzwonieniu do mojej mamy że mnie kocha i na pewno nie przyjmie do wiadomości że to koniec. Miało być lepiej, pojechaliśmy na 2 dni na wakacje w góry (pierwszy raz w ciągu 6 lat gdzieś dłużej niż na jeden dzień). Niestety "poprawa" nie trwała długo. Wrócil i znowu komputer, jaranie (kolejny nałóg), każdy w swoim pokoju... Czasami nie mogę nawet na niego patrzeć, co z tego że jest przystojny jak nie całowaliśmy się chyba od sylwestra. Wczoraj znowu obietnica poprawy, "uzależniłaś mnie od siebie", "rozkochałaś mnie w sobie", "wcześniej mówiłaś że mnie kochasz więc dostaję sprzeczne sygnały i nie wierzę ze mnie nie kochasz", itd.. Jestem załamana. Pół nocy nie spałam, nie wiem już jak się uwolnić sad Boję się że zostanę sama, ale chyba większy strach jest przed tym, że nic się nie zmieni i przesiedzę całą młodość przed laptopem w pracy...

Co znaczy próbowałaś? co mu powiedziałaś czy zrobiłaś żeby skończyć ten związek?
Jeśli to Twoje mieszkanie to każ mu się wyprowadzić, jeśli jego sama się wyprowadź.
Nie próbuj zrób to.
Ale chyba Twój strach że będziesz sama(skąd tai wniosek?) powstrzymuje ciebie przed radykalną reakcją/czynem.

Powiedziałam, że już dłużej psychicznie tego nie wytrzymuję i nic już do niego nie czuję. Oczywiście standardowe ze niedawno planowaliśmy u kogo spędzimy święta, a teraz mówię mu takie rzeczy, że na pewno tak nie myślę tylko teraz są dziwne czasy i ludziom odwala... To mieszkanie moich rodzicow, kupili je jak szłam na studia i wynajmowali a od ponad roku mieszkam w nim z chłopakiem. Niestety on nie umawia się sam do fryzjera, nie chce mu się nic nawet z wynoszeniem śmieci jest problem, nigdy nie sprzątał, nie gotuje, jak mu nie podam pod nos to cały dzień nic nie zje, płaci tylko 500 zł za czynsz, rachunki naprawy itd. opłacam ja. Tak samo piorę, zmywam, itd. Także myślę że w dużej mierze jemu po prostu nie chce się wyprowadzać i wie że nigdzie za taką cenę nie znajdzie mieszkania 50 m2 nawet z tylko jednym lokatorem.... To bardzo skoplikowane. Nie mam oparcia w rodzinie, jak mówię że nie chcę z nim być to słysze od babci czy mamy "Aha.. zrobić kupie kotlety mielone to u zamrozisz i będzie na kilka obiadów?"... To jest takie podejście. Jak tylko mówię o zerwaniu nawet siostrze to nagle musi kończyć rozmowe (oni mieszkają 60 km dalej, ale nie ma tam bezpośredniego dojazdu komunikacją, a ja nie mam prawka...) Jestem załamana sad(((

18

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
zagubionaonaaa25 napisał/a:
maku2 napisał/a:
zagubionaonaaa25 napisał/a:

Wczoraj zrobiłam drugą próbę w tym roku zakończenia tego związku... Pierwsza była w sierpniu, skończyło się na płaczu, dzwonieniu do mojej mamy że mnie kocha i na pewno nie przyjmie do wiadomości że to koniec. Miało być lepiej, pojechaliśmy na 2 dni na wakacje w góry (pierwszy raz w ciągu 6 lat gdzieś dłużej niż na jeden dzień). Niestety "poprawa" nie trwała długo. Wrócil i znowu komputer, jaranie (kolejny nałóg), każdy w swoim pokoju... Czasami nie mogę nawet na niego patrzeć, co z tego że jest przystojny jak nie całowaliśmy się chyba od sylwestra. Wczoraj znowu obietnica poprawy, "uzależniłaś mnie od siebie", "rozkochałaś mnie w sobie", "wcześniej mówiłaś że mnie kochasz więc dostaję sprzeczne sygnały i nie wierzę ze mnie nie kochasz", itd.. Jestem załamana. Pół nocy nie spałam, nie wiem już jak się uwolnić sad Boję się że zostanę sama, ale chyba większy strach jest przed tym, że nic się nie zmieni i przesiedzę całą młodość przed laptopem w pracy...

Co znaczy próbowałaś? co mu powiedziałaś czy zrobiłaś żeby skończyć ten związek?
Jeśli to Twoje mieszkanie to każ mu się wyprowadzić, jeśli jego sama się wyprowadź.
Nie próbuj zrób to.
Ale chyba Twój strach że będziesz sama(skąd tai wniosek?) powstrzymuje ciebie przed radykalną reakcją/czynem.

Powiedziałam, że już dłużej psychicznie tego nie wytrzymuję i nic już do niego nie czuję. Oczywiście standardowe ze niedawno planowaliśmy u kogo spędzimy święta, a teraz mówię mu takie rzeczy, że na pewno tak nie myślę tylko teraz są dziwne czasy i ludziom odwala... To mieszkanie moich rodzicow, kupili je jak szłam na studia i wynajmowali a od ponad roku mieszkam w nim z chłopakiem. Niestety on nie umawia się sam do fryzjera, nie chce mu się nic nawet z wynoszeniem śmieci jest problem, nigdy nie sprzątał, nie gotuje, jak mu nie podam pod nos to cały dzień nic nie zje, płaci tylko 500 zł za czynsz, rachunki naprawy itd. opłacam ja. Tak samo piorę, zmywam, itd. Także myślę że w dużej mierze jemu po prostu nie chce się wyprowadzać i wie że nigdzie za taką cenę nie znajdzie mieszkania 50 m2 nawet z tylko jednym lokatorem.... To bardzo skoplikowane. Nie mam oparcia w rodzinie, jak mówię że nie chcę z nim być to słysze od babci czy mamy "Aha.. zrobić kupie kotlety mielone to u zamrozisz i będzie na kilka obiadów?"... To jest takie podejście. Jak tylko mówię o zerwaniu nawet siostrze to nagle musi kończyć rozmowe (oni mieszkają 60 km dalej, ale nie ma tam bezpośredniego dojazdu komunikacją, a ja nie mam prawka...) Jestem załamana sad(((

A co ma Twoja rodzina do Waszego zerwania? Nawet jezeli oni go uwielbiaja, to Twoj facet i im nic do tego. Jak checsz z nim zerwac to zerwij i nie przejmuj sie do kogo on zadzwoni i co im naopowiada.
Skoro on nie chce sam sie wyprowadzic, to wywal mu rzeczy przed drzwi, wymien zamki i do widzenia. Skoro po dobroci nie wychodzi, to trzeba zrobic sila.

Ja naprwde nie widze problemu. Nie mozesz na niego patrzec, nie chcesz z nim byc, to po co z nim jestes?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

19

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
Lady Loka napisał/a:
zagubionaonaaa25 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Co znaczy próbowałaś? co mu powiedziałaś czy zrobiłaś żeby skończyć ten związek?
Jeśli to Twoje mieszkanie to każ mu się wyprowadzić, jeśli jego sama się wyprowadź.
Nie próbuj zrób to.
Ale chyba Twój strach że będziesz sama(skąd tai wniosek?) powstrzymuje ciebie przed radykalną reakcją/czynem.

Powiedziałam, że już dłużej psychicznie tego nie wytrzymuję i nic już do niego nie czuję. Oczywiście standardowe ze niedawno planowaliśmy u kogo spędzimy święta, a teraz mówię mu takie rzeczy, że na pewno tak nie myślę tylko teraz są dziwne czasy i ludziom odwala... To mieszkanie moich rodzicow, kupili je jak szłam na studia i wynajmowali a od ponad roku mieszkam w nim z chłopakiem. Niestety on nie umawia się sam do fryzjera, nie chce mu się nic nawet z wynoszeniem śmieci jest problem, nigdy nie sprzątał, nie gotuje, jak mu nie podam pod nos to cały dzień nic nie zje, płaci tylko 500 zł za czynsz, rachunki naprawy itd. opłacam ja. Tak samo piorę, zmywam, itd. Także myślę że w dużej mierze jemu po prostu nie chce się wyprowadzać i wie że nigdzie za taką cenę nie znajdzie mieszkania 50 m2 nawet z tylko jednym lokatorem.... To bardzo skoplikowane. Nie mam oparcia w rodzinie, jak mówię że nie chcę z nim być to słysze od babci czy mamy "Aha.. zrobić kupie kotlety mielone to u zamrozisz i będzie na kilka obiadów?"... To jest takie podejście. Jak tylko mówię o zerwaniu nawet siostrze to nagle musi kończyć rozmowe (oni mieszkają 60 km dalej, ale nie ma tam bezpośredniego dojazdu komunikacją, a ja nie mam prawka...) Jestem załamana sad(((

A co ma Twoja rodzina do Waszego zerwania? Nawet jezeli oni go uwielbiaja, to Twoj facet i im nic do tego. Jak checsz z nim zerwac to zerwij i nie przejmuj sie do kogo on zadzwoni i co im naopowiada.
Skoro on nie chce sam sie wyprowadzic, to wywal mu rzeczy przed drzwi, wymien zamki i do widzenia. Skoro po dobroci nie wychodzi, to trzeba zrobic sila.

Ja naprwde nie widze problemu. Nie mozesz na niego patrzec, nie chcesz z nim byc, to po co z nim jestes?

Dokładnie tak, nie chce sam? to jak on będzie w pracy pakujesz go w wory i rzeczy przed drzwi, jak się będzie dobijał telefon na Policję.
Autorko z tego co napisałaś nie zrobiłaś nic żeby go si pozbyć. Pewnie on się przyzwyczaił do Twojego "gadania" i nic sobie z tego nie robi.
Musisz być stanowcza.
A mieszkanie sama utrzymasz bo teraz utrzymujesz siebie i jego.

20 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2020-11-26 09:54:18)

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
zagubionaonaaa25 napisał/a:

Powiedziałam, że już dłużej psychicznie tego nie wytrzymuję i nic już do niego nie czuję. Oczywiście standardowe ze niedawno planowaliśmy u kogo spędzimy święta, a teraz mówię mu takie rzeczy, że na pewno tak nie myślę tylko teraz są dziwne czasy i ludziom odwala... To mieszkanie moich rodzicow, kupili je jak szłam na studia i wynajmowali a od ponad roku mieszkam w nim z chłopakiem. Niestety on nie umawia się sam do fryzjera, nie chce mu się nic nawet z wynoszeniem śmieci jest problem, nigdy nie sprzątał, nie gotuje, jak mu nie podam pod nos to cały dzień nic nie zje, płaci tylko 500 zł za czynsz, rachunki naprawy itd. opłacam ja. Tak samo piorę, zmywam, itd. Także myślę że w dużej mierze jemu po prostu nie chce się wyprowadzać i wie że nigdzie za taką cenę nie znajdzie mieszkania 50 m2 nawet z tylko jednym lokatorem.... To bardzo skoplikowane. Nie mam oparcia w rodzinie, jak mówię że nie chcę z nim być to słysze od babci czy mamy "Aha.. zrobić kupie kotlety mielone to u zamrozisz i będzie na kilka obiadów?"... To jest takie podejście. Jak tylko mówię o zerwaniu nawet siostrze to nagle musi kończyć rozmowe (oni mieszkają 60 km dalej, ale nie ma tam bezpośredniego dojazdu komunikacją, a ja nie mam prawka...) Jestem załamana sad(((

Faktycznie wygodny układ dla niego i może być problem z wygonieniem go. Przydałoby się zaangażować rodzinę. Może ojca? Wydaje się, że on może dzwonić do twojej matki, aby nie udzielili ci wsparcia. Z nadzieją, że sama go nie wygonisz. Nie dyskutuj z nim tylko powiedz, że kończysz związek i ma max 2 tygodnie na wyprowadzkę. Spróbuj zaangażować rodziców. Rodzina pewnie już się nasłuchała twojego narzekania przez lata i puszczają to co mówisz mimo uszu bo uważają, że i tak nic z tego nie wyniknie.
Ten twój związek lepiej już nie będzie wyglądał.
W ostateczności znajdź sobie pokój, wyprowadź się - będziesz miała przynajmniej towarzystwo. A rodzice niech robią co chcą z mieszkaniem. Jak się okaże, że chłopak ma normalnie płacić za wynajem całego mieszkania, to się pewnie wyprowadzi.
Nie bój się i tak masz dobrą sytuację jak rodzice udostępniają ci mieszkanie.
W sumie to mając mieszkanie 2 pokojowe możesz podnająć jeden pokój - będzie i towarzystwo i dodatkowy dochód.

21

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

A z jakiej racji ma ona się wyprowadzać? Absolutnie nie. Niech da mu czas do końca tego miesiąca bo za niego zapłacił i wypad.
A on pochodzi z miasta gdzie mieszkacie?

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...
maku2 napisał/a:

A z jakiej racji ma ona się wyprowadzać? Absolutnie nie. Niech da mu czas do końca tego miesiąca bo za niego zapłacił i wypad.
A on pochodzi z miasta gdzie mieszkacie?

Nie, pracuje 1,5 kilometra od mieszkania, a do domu rodzinnego ma ok. 150 km

23

Odp: Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Dlaczego zrywaliście i wracaliście?
Dlaczego wróciliście, co tobą kierowało?
Czego ty byś chciała w związku?
Co sama dla siebie robisz?
Dlaczego nie robisz prawa jazdy?
Dlaczego nie masz znajomych, skoro chyba chcesz?
Czy pracujesz nad swoim niskim poczuciem wartości?
Czy masz takie wyobrażenie, że jak trafisz na "właściwego człowieka" to wszystkie twoje problemy, kompleksy znikną?
Czy ty pracujesz?

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Chyba nie jestem stworzona do bycia w związku refleksja po 6 latach...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018