Przede wszystkim dziekuje Wam wszystkim za poprzednie rady, jakie otrzymalam - byly bardzo pomocne!
Tym razem pisze na forum, gdyz w moim zwiazku czesto trafiaja sie "dziwne" awantury o naprawde blahostki, ale koncza sie tym, ze czuje sie zmanipulowana, niedojrzala i gorsza.... I pytanie jest takie: czy rzeczywiscie jest tak jak mowi ON, ze to ja musze popracowac nad swoim zachowaniem, czy moze to ON naprawde przesadza...
Opisuje tylko ostatnia sytuacje jaka zdarzyla sie kilka dni temu, aczkolwiek bylo ich wiecej w przeszlosci:
A wiec zdecydowalismy sie pojsc na miejski festiwal. Szlismy takimi schodkami a ja trzymalam mala plastikowa butelke wody mojego partnera. Byla ona prawie pusta - bylo w niej doslownie pol lyku wody, bo wszystko juz wczesniej wypil. Nagle zauwazylam mloda, mala jaszczurke, jakiej jeszcze nigdy w zyciu nie widzialam i stwierdzilam, ze obleje ja ta pozostaloscia wody, by zobaczyc jak zareaguje. (Bylam po prostu ciekawa czy jaszczurka sie przestraszy czy moze nastawi na prysznic...). Jaszczurka nie zareagowala, ale moj partner za to tak i to jak! Bardzo sie oburzyl i zdenerwowal, ze zmarnowalam jego wode.. Byl wsciekly tak, ze az odechcialo mu sie isc na ten festiwal.
Po pierwsze za to, ze wyrzucilam jego lyk wody a on byl bardzo spragniony, po drugie dlatego, ze w koncu to jego woda i on decyduje co z nia zrobic, a po trzecie za to, ze jak juz mi powiedzial o tym, ze jest zly na mnie, to ja bylam zdziwiona i nie przeprosilam ani nie zrozumialam swojego bledu - czyli on zdenerwowal sie wtedy jeszcze bardziej.
Uslyszalam, ze ja nie szanuje innych ludzi, nie biore pod uwage jego uczuc ani tego, co on chce. Bo w koncu to byla jego woda i on chcial ja wypic.
Staralam sie na chlopski rozum wytlumaczyc, ze to byl lyk i nie ugasilby on jego pragnienia, dodatkowo, ze i tak zaraz mialam zamiar kupic nowa wode dla obojga, bo przeciez wiedzielismy, ze bedziemy duzo chodzic i ze bedziemy potrzebowac wode, a na koniec, ze po prostu nie sadzilam, ze ten lyk bedzie jego ostatnia kropelka zycia. On dalej obrazony, wiec przeprosilam (musialam przeprosic, On doslownie sie tego domagal) ze zuzylam jego rzecz nie biorac pod uwage jego uczuc.
Ale szczerze, wewnatrz mojego JA wydaje mi sie, ze to jest po prostu chore! 5 min po klotni tak jak mowilam kupilam mu butelke wody, ale On i tak smial powiedziec, ze woda jest niedobra i ze teskni za ostatnim lykiem tamtej lepszej wody, ktora wyrzucilam! Mowilam mu, ze chyba troche za ostro reaguje na taka mala sytuacje, ze przeciez nie musi tak tego przezywac, ale uslyszalam, ze ja zawsze to robie, ze zawsze tak samo nie licze sie z jego uczuciami w takich sytuacjach i na dodatek, ze na koniec nie przepraszam za moje zachowanie.... Mi sie to troche w glowie nie miesci i nie rozumiem tego swoim malym mozdzkiem, ale moze ma racje?
Moze sytuacja wydaje sie Wam smieszna, ale ja naprawde nie wiem co o tym myslec.
Czy to ja powinnam popracowac nad swoim egoistycznym podejsciem i bardziej go szanowac? Pytac sie zawsze o wszystko zanim cokolwiek zrobie? Czy powiedziec mu, ze to on powinien popracowac nad soba?
Jak wspomnialam, takich sytuacji jest sporo i co jakis czas sie powtarzaja i wynik jest zawsze taki sam: to ja cos zle zrobilam, ja jestem egoistka i nie szanuje jego uczuc...
Mam nadzieje, ze powiecie co o tym myslicie. Ach, dodam tylko, ze jestesmy razem od 4 lat.