Witam wszystkich!:) mam problem odnośnie mojego związku.
Jestem z moim chłopakiem już 4lata, poznaliśmy się w szkole. Był to mój pierwszy chłopak, kiedykolwiek. Jestem osoba z natury dość nieśmiałą, on natomiast-moje totalne przeciwieństwo. Myślę, że dlatego wtedy tak bardzo się zadurzyłam, bardzo mi imponował swoją odwagą i przebojowością. Obydwoje jednak mamy też sporo cech wspólnych- łączy nas poczucie humoru, uwielbiamy razem się wygłupiać, obydwoje posiadamy też artystyczne dusze. Być może dla niektórych nie jest to jakiś ważny szczegół, jednak mnie zawsze interesowali mężczyźni, którzy zamiast piłki nożnej i grania w gierki mają inne hobby, tacy z którymi mogę rozmawiać na temat książek, filmów, muzyki itp. Póki co wydaje się wszystko idealnie, wiec w czym problem? No właśnie.
Dogadujemy się jeżeli chodzi o błahe rzeczy, jeżeli możemy się pośmiać i miło spędzić czas. Problem zaczyna się wtedy, gdy rozmawiamy na poważniejsze tematy. Mamy kompletnie inne zdania na praktycznie każdy temat, czy chodzi o politykę, wychowanie dzieci czy nawet służbę zdrowia. Wynika to także, że pochodzimy z kompetnie różnych rodzin-on w rodzinie wielodzietnej, wychowany na wsi, ja-jedynaczka mieszkająca w mieście. Nasze rodziny przekazały nam różne wartości. On jest bardzo religijna osoba, jednak w takim tradycyjnym znaczeniu, ważne jest dla niego przestrzeganie zasad, ważniejsze nawet od ludzi. Ja religijna za bardzo nie jestem, jednak najważniejsze dla mnie jest to jaki człowiek jest, nie patrząc na jego pochodzenie, orientacje itp.
Ostatnimi czasu dużo się zastanawiam, boje się tego jak będzie wyglądać nasza przyszlosc, gdy zaczną się prawdziwe problemy. Co wtedy? Miło jest spędzać razem czas, bardzo go kocham, jest moją pierwsza miłością i zarazem jedyna. Jednocześnie brakuje mi siły w wiecznych sporach, nie przepadam szczególnie za jego rodziną, dla mnie jego świat jest kompetnie jak z innej bajki- po prostu siebie tam nie widzę. Moja mama doradziła mi kiedyś żebyśmy po prostu omijali takie tematy, ale nie wiem czy to dobre rozwiązanie- za każdym razem gdy coś chce powiedzieć muszę się powstrzymać. Czy tak to ma wyglądać? Byłabym wdzięczna za każda radę...
2 2020-08-23 12:27:10 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-08-23 12:34:55)
Witaj
To co opisałaś mnie bardzo przypomina w pewnych punktach historię jednej z "weteranek" forum
o nicku yessa (że wywołam ją przed front kompani sorry ) myślę że jak poczytasz niektóre jej posty te z ostatnich lat to się być może utożsamisz, choć różnice na pewno dostrzeżesz.
Ja bym oddzieliła tematy, które są ważne od tych, które są mniej ważne dla bycia w związku.
Nie musicie się zgadzać politycznie przecież.
Ale jeżeli chodzi o wychowanie dzieci, musicie mieć jakieś kompromisy i wspólny front.
Nie musicie mieć w każdym temacie takie samo zdanie, ważniejsze jest to by druga strona potrafiła zaakceptować odmienność zdania i umiejętność znalezienia kompromisów np w temacie religii
Uważam, że w podstawowych sprawach i wyznawanych wartościach między partnerami powinna panować zgodność. Różnić można a nawet trzeba się w kwestiach, które nie są fundamentalne.
6 2020-08-23 13:25:21 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2020-08-23 17:41:35)
Nie musicie mieć w każdym temacie takie samo zdanie, ważniejsze jest to by druga strona potrafiła zaakceptować odmienność zdania i umiejętność znalezienia kompromisów np w temacie religii
Wątpię, żeby w niektórych sprawach moglibyśmy odnaleźć kompromis. Co np kiedy on uważa, że lekarz to największe zło, że on nigdy nie będzie chodził bo to kłamcy itp., nigdy nie będzie szczepił dziecka i tym podobne. Ja badam się regularnie i mam z tego powodu problemy
Ja bym oddzieliła tematy, które są ważne od tych, które są mniej ważne dla bycia w związku.
Nie musicie się zgadzać politycznie przecież.
Ale jeżeli chodzi o wychowanie dzieci, musicie mieć jakieś kompromisy i wspólny front.
A co jeśli to niemożliwe? Nasze zdanie są całkowicie odmienne, ciężko znaleźć rozwiązanie bo obydwoje jesteśmy tez uparci. Czy warto planować życie z kimś takim?
Nasze zdanie są całkowicie odmienne, ciężko znaleźć rozwiązanie bo obydwoje jesteśmy tez uparci. Czy warto planować życie z kimś takim?
Nie warto to mało powiedziane. Jeśli nie będzie kompromisu i to takiego, w którym nikt nie będzie się męczył, to się pozabijacie.
Jestem niewierzący, żona wierząca, ale na szczęście nie tak, że radio w domu było nastawione na radio Rydzyka. Bez fundamentyzmu.
Moje ustępstwo było skrajne, ponieważ dla niej ślub był kościelny, do wychowania dzieci nie wtrącałem się.. Nawet do kościoła chodziłem z nią, aby dzieci nie mówiły: "A tata nie chodzi, to ja też nie będę". Na temat wiary zasada - nie bedzie się rozmawiało i kropka. Nikt nikogo nie przekona, a tylko kwas będzie. Tak że spięcia nie było w naszym pożyciu na żadnej płaszczyźnie.
Swoją drogą dzieciom to nic nie dało, bo są ateistami, że bez kija nie podchodź. Dla żony - jak mówi - jest to życiowa porażka, ale przyznaje, że nie maczałem w tym ręki.