Sanaha napisał/a:Mam 29 lat i od 4 lat jestem w związku, mam własne mieszkanie oraz pracę.
Brzmi super
Mój partner również pracuję i nie ma żadnej przeszkody abyśmy mieszkali razem. Jedynym problemem jest to, że on nie chce. Wciaz mieszka z mama i jest z nią bardzo zwiazany.
Yyyy... chcesz tego synka zabrać mamie? I na nowo wychować? Wg mnie jest na to za stary...
Wyobrażasz sobie sytuację, że masz niemowlaka, jesteś po cięciu cesarskim, a on ogarnia dom, całe życie, wspiera Cię? Jest idealnym, albo chociaż akceptowalnym mężem do tej roli?
Wg mnie będziesz z tym sama, a pomoc będzie świadczyć Ci teściowa, natomiast syn teściowej, czyli niby-mąż będzie jej synem, który pomaga w tym kieracie.
Często się przez to klocimy,
Moje tłumaczenie tego zdania "Przy próbie odbierania syna matce napotykam na niezrozumiały dla mnie opór... chcę uszczęśliwić siebie, tego syna oraz jego matkę... a oni nie rozumieją mnie i nie wiedzą co jest dla nich dobre."
ze on wciaz u mnie nie mieszka, ponieważ chciałabym aby nasz związek ruszył do przodu.
A teściowa przyszła też chce? W końcu to ona będzie decydentem w twoim związku... Lepiej byłoby uzgadniać z teściową... chociaż to bez sensu... (???).
Poruszanie tematu przyszłości o zalozeniu rodziny oraz slubie zawsze wywołuje u niego złość.
No bo stawiasz go w niezręcznej sytuacji. Matka o wszystkim decyduje, a wymagasz od niego, aby on matkę przekonywał. Właściwą drogą służbową byłoby uderzać od razu do matki.
Gdy zapytam, zartuje, że chce mieć dzieci za minimum 5 lat i nie jest gotowy na nie w tym momencie.
Przyjacióka mówiła mi "Związek starszej dziewczyny z młodszym chłopakiem ma za zadanie przygotować go do życia z młodszą dziewczyną, czyli jest skazany na niepowodzenie".
Sparafrazowałbym to tak, że wasz związek ma na celu oswojenie syna i matki z tym, że on kiedyś będzie chciał mieć żonę i dziecko. To pewnie będzie za 5 lat. I na pewno nie z Tobą, wszak relacja wtedy będzie już zmęczona.
Do tego dochodza stałe kontakty że swoją matką, komunikuje się z nią ciągle przez messanger oraz dzwoni.
W świetle powyższego to nic dziwnego. Tandem matka-syn to jest jedność, którą Ty usiłujesz rozbić. Jesteś jak kochanka, która chce odbić męża innej kobiecie. To taki romans... on obiecuje że się rozwiedzie, ale dobrze mu w obecnym małżeństwie, albo trudno odejść ze względów relacji rodzinnych czy prawnych czy finansowych.
Zapewniał już rok temu, że razem zamieszkamy A do tej pory do tego nie doszło.
Identycznie jak w romansie.
Przez jego zachowanie moja samoocena bardzo się obniżyła, zaczęłam się zastanawiać co jest że mną nie tak, że on nie chce się że mną związek na stałe i że mną zamieszkać.
Szkoda, że tak się z Tobą dzieje, ale to twoja wina. Logicznie rzecz biorąc to wcale nie jest twoja wina. Wystarczy się nieco zdystansować i zobaczyć reakcję. Ale pewnie boisz się samotności...
Popadłam w duze kompleksy i teraz glownie klocimy sie o to, ze ja narzekam na swoj wygląd. Nie wiem czy przyczyną tego, że nie chce mieszkać jest to, że nie chce odejść od mamy, czy to że nie myśli o mnie poważnie. Nie chce czekać jeszcze parę lat aż on zdecyduje sie na założenie rodziny. Mam wrażenie, że tracę swój czas w tym związku. Proszę o radę i ocenę sytuacji z perspektywy osoby 3-ciej
Z góry dzięki!
Zrób eksperyment, który nic nie zepsuje, a wiele Ci pokaże...
Tyci, tyci, maluteńko się zdystansuj... Jeśli coś robiłaś to przestań robić... Jeśli zabiegałaś to przestań zabiegać... Jeśli nie spotykałaś się z przyjaciółkamii, to zacznij... jeśli zrezygnowałaś z hobby, to przywróć hobby... Mniej pytaj, mniej oczekuj, zaprzestań wszelkich awantur... nie mów o sobie, nie narzejkaj...
Gdy się oddalisz nieco, to twój dystans do teściowej też się oddali. A syn teściowej będzie musiał się do Ciebie przybliżyć kosztem relacji z matką. Jeśli tego nie zrobi, to znowu zwiększ dystans, aby się przekonać, że gdy będziesz odchodzić, to nikt za Tobą nie będzie biegł...
W taki łagodny albo zdobędziesz tego syna albo odejdziesz łagodnie bez wojny...