Zazdrość co się że mną dzieje.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Zazdrość co się że mną dzieje....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

Temat: Zazdrość co się że mną dzieje....

Zacznę od początku bo myslę że ogólna sytuacja i początki mają znaczenie na stan teraźniejszy. Pochodzę z rodziny dość rozbudowanej zzytej, bliskie przyjacielskie relacje. Wiecie zero stresu jak bałagan. Ktoś przychodzi to jakby był u siebie w domu. Mąż mała rodzina, mało że sobą związana. Rodzice tylko że sobą. Odwiedziny kogoś z rodziny to takie oficjalne przy stole kawa, herbata itd. Rodzina o modelu bardzo tradycyjnym w sensie mąż pan i władca.Do tego z tego co wiem teraz w sensie dosłownym również. Byliśmy para przez 2 lata na zasadzie spotkań. Ja pochodze z małej miejscowości mąż z dużego miasta. Z racji pracy w mieście i możliwości finansowych zamieszkaliśmy z teściami. Dom w którym mamy osobne piętro. Osobno ale razem. Tu zaczęły się schody bo już od początku bardzo ciężko głównie dla mnie. Całkiem inne życie w wielu ograniczeniach które dla osoby zawsze decydującej o sobie były ciężkie. Mąż pomiędzy młotem a kowadłem lawirował pomiędzy nami. Jakoś się kręciło przede wszystkim ja - tak to widzę dostosowanie się do zasad domowych teściów. Mało wizyt. Mało odwiedzin. Zawsze zapowiedziane. Mąż wg mnie to rodzaj uzależnienia, teściowa również pod teścia. Wszystko aby on był zadowolony. Mąż pracował ja(przeciętna praca) również. Jedno dziecko, drugie. Mieszkanie nadal z teściami jakoś się ułożyło. Dostosowałam się w sumie a oni przywykli do mnie. Mąż z charakteru tych co nie lubią podejmować decyzji a jak już ją podejmą to i tak moja wina. Przykład. Poszliśmy na zakupy miał zabrać torbę, nie zabrał i oczywiście kogo wina moja bo mu nie przypomniałam. W związku z tym wiele decyzji podejmuje sama bo i tak zawsze jestem winna to co za różnica za co. Mąż zarzuca mi że o wszystkim chce Ja decydować tylko że on decyduje jeśli już o rzeczach korzystnych dla niego. Gdybym nie walczyła o swoje nic bym nie miała nic. W pewnym sensie wepchnął mnie w życie osoby która znalazła taka pracę aby była blisko domu i w godzinach abym ja mogła ogarniać wszystko. Mąż coś tam robi, pomaga, gotuję ale na zasadzie on może ja muszę. I tak sobie żyliśmy 15 lat w pewnym sensie w podobny sposób zamknięci. Bez jakiś większych imprez wyjść, grup znajomym delegacjii itp. Powiedzmy status towarzyski podobny. Ja z musu on bo tak było. Na zewnątrz mąż towarzyski i lubiany pomocny Bardzo dobry kontakt z kobietami bo pomaga, wysługa pozartuje. Zawsze taki był żeby nie było. W domu różnie, humorzasty często niezadowolony. W związku z tym i ja często zła. Zawsze były koleżanki w związku z tym plotki. W jednym przypadku bardzo zazdrosny narzeczony zrobił mojemu mężowi awanturę. W innym przypadku przez wiele lat koleżanka z którą się lubił w pracy co jak to w pracy chodziły plotki ze może się mają ku sobie. Nawet dostałam anonim że mąż ma romans. Od około 2 lat mąż zmienił pracę na taką która go bardzo interesuje. Praca bez stałych godzin z ludźmi a do tego w miłym młodym i ciekawym towarzystwie. Mąż zaczął się rozwijać. Jeździ na szkolenia. Towarzystwo lubi się bawić więc często są imprezy i spotkania powiedzmy pracownicze ale bardziej na zasadzie że się lubią to się spotykają. Mąż zaczął dużo wychodzić. Rozwinął się towarzysko gdzie ja zostałam w tym punkcie w domu przy garach. Zaczęłam się z nim bardzo kłócić o tą nierówność bo ze Mną ma wyjść czy z rodziną to zmęczony ale z towarzystwem to już nie. Tam miły dusza towarzystwa a tu lepiej zejdź mi z drogi. Z zasady wszystko na mojej głowie raczej. Mąż zaczął trochę bardziej się starać. Zaczęliśmy trochę wychodzić. Tam gdzie powiedzmy można było iść z osobą towarzyszącą mnie zabiera itd. Bardziej mi okazywał uczucie. W sumie starał się. Jego praca jest jaka jest, nie chce go ograniczać z drugiej strony przez to ja czuję się jeszcze bardziej ograniczona bo ja muszę ustawić się pod jego życie. Dzieci wczesno nastoletnie. Chcę aby choć jeden rodzic był z nimi. No i ostatnio pojawiła się kolejna koleżanką. Gada sobie z nią pisze. Ona jest w jego pracy więc mają wspolne tematy i zainteresowania. Ona jest po rozwodzie dość ciężkim więc opowiada swoje żale. I tu nadchodzi moja wielka zazdrość. Coś mi się strasznego stało, czuję się mega zazdrosna, ciągle się czepiam. Mąż mówi że on nic złego nie robi że to tylko znajowa że mam coś z głową. Lubi ja ogólnie tylko tyle, że kocha mnie. I powiem Wam że dla osoby która nic nie zrobiła moje zachowanie może być straszne. Wszędzie się doszukuje ze np wyszedł wcześniej do pracy to może chce sobie z nią pogadać. Czuję straszny gniew, bezsilność i zazdrość. Prosiłam żeby że względu na mnie jakoś ograniczył kontakty a on twierdzi że wcale nie ma ich dużych i nie będę mu dyktować z kim ma rozmawiać a z kim nie. Ze to jest chore. I w sumie ja się z nim zgadzam ale nie mogę się opanować. Czuję jakbym na duszy miała jakiś głaz który nie chce zejść ze mnie. Mąż się wscieka ze mu wkładam kobiety do łóżka, jak on się ma czuć, że nic złego nie robi. Potrzebuję rady jak sobie radzić. Innego spojrzenia na to wszystko. Nie chcę rad typu, psycholog bo to wiem jakby co. Nie chcę zacząć żyć swoim życiem bo sądzę że się totalnie rozjedziemy a nie chce żyć razem ale osobno. Czuję jak jakimś zamkniętym kręgu strachu. I chce powiedzieć że wierzę że mąż mnie nigdy nie zdradził bo nie mam dowodów ani nawet jakiś większych sytuacji żeby moglło tak być. Zawsze miał dobry kontakt z dziewczynami po prostu. Jedynie te różne plotki czy donośy więc niemiłe dla mnie rzeczy. Próbuję sobie to poukładać. Jakoś dać radę. Potrzebuję Waszych opinii. Odpowiem na pytania jeśli będę mogla. Mąż się czuję osaczony a ja z jednej strony go rozumiem a z drugiej on ma w nosie i sobie kontynuje znajomość nie patrząc na przeszłość i że to coś mnie boli. Bo to tylko znajoma i nie ma sobie niż do zarzucenia. A ja się boję że teraz znajoma ze w pewnym momencie przestanie nią być. On tego nie rozumie. Ja z tych co nie idą na kawę z kolegą aby dmuchać na zimne a on nie. Sytuacja się pogarsza bo mąż zaczyna mi nie mówić np z nią gada bo zna reakcje a z drugiej strony to budzi we mnie kolejne podejrzenia.Pezepraszam za tak długi post ale chciałam przedstawić jak najbliżej sytuację.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

By żyć własnym życiem, trzeba to własne życie mieć.

Pamiętasz jeszcze co lubisz?
Pamiętasz, czym się cieszyłaś?
Pamiętasz, co w pozytywny sposób ponosiło Ci adrenalinę?

Mam wrażenie, że weszłaś w różne role, ale zapomniałaś o dbaniu o najważniejszą osobę, o siebie.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

3

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Trochę nie pamiętam. Moje życie było inne o rzeczywistość była inna. Teraz pewne rzeczy są niemożliwe. Fakt że w pewien sposób żyje życiem męża do tego czuję się bardzo  odpowiedzialna za dzieci i tego że np jego nie nie wyobrażam sobie ze nie ma i mnie. Do tego jakbym poszła na jakiś kurs czy szkolenie to trochę mnie zniechęca bo mam uczucie wzięcia na bary kolejnego obowiązku. Jak się idzie np na angielski to trzeba się uczyć przecież a i tak brakuje mi czasu.

4 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-06 08:38:31)

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

A ja nie o tym, iż przed urodzeniem dzieci Twe życie było inne, ani o kolejnych obowiązkach, tylko o przyjemnościach. TU I TERAZ. Może nią być na przykład 15 minut leżenia do góry brzuchem z ciekawą książką w ręku, półgodzinny spacer bez obowiązków, za to z ciekawą osobą - sobą, it.d.


"Z pustego i Salomon nie naleje". Z czego Ty czerpiesz swą energię? Gdzie i czym doładowujesz swe akumulatory?
Mam wrażenie, że od dawna Twa lampa alarmowa pali się czerwonym ciągłym światłem, ale i ono coraz słabsze.


Czego dzieciom jest potrzeba? Matki.
A czego bardziej? Szczęśliwej matki.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

5

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Zgadzam się z Wielokropkiem.
Stałaś się taką Matką Polką. Poświęciłaś się dla męża i dzieci. Czy one potrzebują ciągle Twojej obecności? Wczesno- nastoletnie, czyli maja swoje zainteresowania i kolegów. Zaczynają mniej spędzać czasu z rodzicami. Więc możesz poszukać czasu dla siebie.
A mężowi jest wygodnie. Ty masz zaplecze na głowie, a on może się rozwijać. Może troszczyć się o innych, bo nie musi o najbliższych - przecież Ty to świetnie robisz. I sama o siebie także świetnie się troszczysz.
Mam wrażenie, że jego koleżanka jest taka ciekawa, bo go potrzebuje i ma ciekawe problemy, za które on nie odpowiada. Może bezpiecznie sobie doradzać i pocieszać, bo one go nie dotyczą.
Problemy domowe nie są ciekawe. Są żmudne i nudne, a poza tym ponosi odpowiedzialność za ich rozwiązanie, gdy są na jego głowie. Więc zwalił to na Ciebie.

6

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Ja potrafię nic nie robić. Kocham książki. Czytam. Nie mam z tym problemu. Bardziej czuję się zamknięta w domu. To jest tak że nie zostanę np na kawie z koleżanką z którą się spotkam na ulicy bo muszę iść do domu bo dzieci czekają. Mąż nie ma takich problemów. Do tego mam wrażenie że męża ten nowy swia pociąga ze chce w nim być a ja się miotam jakbym przeczuwała jakieś zło. Tylko może tego zła tam wcale nie ma. Tak jak dziewczyny piszą że np nie zauważyły ze coś się zmienia w związku i np doszło do zdrady. Mi się wydaje że to ten punkt i nie wiem w jaka stronę iść. Co zrobić aby było jaknajlepiej a może wcale nie. Nie ufam swoim osądom. Może prostu trochę inne nieznane i życie i jak się w nim ułożyć?

7

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
Tancerkaja napisał/a:

(...) Bardziej czuję się zamknięta w domu. To jest tak że nie zostanę np na kawie z koleżanką z którą się spotkam na ulicy bo muszę iść do domu bo dzieci czekają. (...)

Sama się w domu-klatce zamknęłaś i udowadniasz sobie, że musisz tam tkwić. Nastolatkom naprawdę nic się nie stanie, nie przeżyją traumy, gdy matka pójdzie na kawę z koleżanką.

Uznałaś i nie zamierzasz tego zmienić, że Twoje prawa są znacznie mniejsze (jeśli jakiekolwiek) od praw męża, od praw dzieci; jesteś za nimi na odległym szarym końcu. Możesz to zmienić?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

8

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Pewnie mogę tylko to moja własna praca nad sobą się kłania żeby sama sobie dać przyzwolenie. Tu się kłania model rodziny tradycyjnej w domu mojego męża który wkłada mi również na barki poczucie winy, że to matka jest odpowiedzialna za wszystko. Tu muszę się zmierzyć nie tylko że sobą ale osądem zewnętrznym. Będę nad tym pracować. Do tego moja praca jest nudna i bez jakiś perspektyw i towarzysko żadna. Myślę że jestem też zmęczona jakąś dziwna walka o swój kawałek podłogi.

9 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-06 09:26:29)

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Z Twych postów nie wynika, że do tej pory walczyłaś.
Masz wpływ na swe zachowanie, na zachowanie innych (w tym męża) bezpośredniego wpływu nie masz, ale i oni będą musieli się dopasować do zmian wprowadzonych przez Ciebie.

Pamiętasz, jaką byłaś osobą dawniej? Pamiętasz, w jakiej kobiecie mąż się zakochał? Jaką dzisiaj jesteś? Tylko, proszę, nie zasłaniaj się dziećmi jak jakimś sztandarem. Nie ma dzieci, które są szczęśliwe, bo ich matka się dla nich poświęciła.
I, wybacz, uciemiężona matka-Polka jest aseksualna.

Wiem, że warto walczyć z samą sobą o siebie.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

10

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Tylko po co on do niej pisze gada dzwoni czy odwrotnie. Może sobie z kumplami gadać. Ja tego nie rozumiem. To nie jest dla mnie właściwe. On nie uważa że robi coś złego. Tu się rozmijamy. On uważa że jakby do kumpla się odzywal a mi jednak ta płeć przeszkadza. To mi nie pasuje, jest dziwne. Nie radzę sobie z tym.

11

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Dzwonią/piszą, bo chcą, bo mają wspólne tematy, bo lubią siebie, bo są siebie ciekawi, bo... . Wyliczać można bez końca.


Zwykle jest tak, że przyznając sobie większe prawa niż dotąd (co z tego, że teoretycznie się je ma, gdy z nich świadomie się rezygnuje), że wstając z klęczek i stając mocno na swych nogach, osoby zyskują pewność siebie, doceniają siebie, dokonują zmian w swym myśleniu i  sobie, i o relacjach. Przez to stają się wyraźne a ich głos, choć spokojny, jest mocny i liczący się.


I po raz kolejny na tym forum napiszę.
Zajmowanie się innymi osobami, ich motywacją i ich zachowaniem skutecznie odsuwa na odległy plan własną osobę i w niebyt posyła pracę nad sobą.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

12

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
Wielokropek napisał/a:

Dzwonią/piszą, bo chcą, bo mają wspólne tematy, bo lubią siebie, bo są siebie ciekawi, bo... . Wyliczać można bez końca.


Zwykle jest tak, że przyznając sobie większe prawa niż dotąd (co z tego, że teoretycznie się je ma, gdy z nich świadomie się rezygnuje), że wstając z klęczek i stając mocno na swych nogach, osoby zyskują pewność siebie, doceniają siebie, dokonują zmian w swym myśleniu i  sobie, i o relacjach. Przez to stają się wyraźne a ich głos, choć spokojny, jest mocny i liczący się.


I po raz kolejny na tym forum napiszę.
Zajmowanie się innymi osobami, ich motywacją i ich zachowaniem skutecznie odsuwa na odległy plan własną osobę i w niebyt posyła pracę nad sobą.

Chyba chciałabym żeby było jak przedtem a tu są zmiany na które nie mam wpływu. Myślę że będzie co ma być ale mam problem z akceptacją tego stanu. Mogę się z tym wszystkim pogodzić tylko nie wiem jak. Mogę stać okoniem i mogę się rozstać. Szukam czegoś co mi pozwoli bardziej zainwestować w siebie. W poczucie własnej wartości. Nie mogę nic znaleźć na tą chwile. Jakąś pustka mnie ogarnia. Na zewnątrz raczej jestem pewna siebie ale w środku już nie.skończyłam 40widze jak się zmieniam. Moja samoocena spada. Chciałabym zaangażować się w coś to też da mi mój świat osobny od męża i rodziny. Tak to jest mój problem tylko że go nie ogarniam.

13 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-07-06 13:14:00)

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Nie wiem, jaka byłaś przed ślubem, ale teraz jesteś z zewnątrz sterowna: mąż już nie chce, byś oplatała się wokół niego (dzieciom też to nie służy, zresztą i tak wyjdą z domu; syndrom opuszczonego gniazda przed Tobą), to usiłujesz znaleźć oparcie znowu w czymś na zewnątrz Ciebie. I tak, z jednej zależności, przejdziesz w kolejną i po jakimś czasie po raz kolejny staniesz przed identycznym dylematem. Póki nie będziesz silna (ale i słaba) dla samej siebie, póki dla samej siebie nie będziesz wartościową, póty smutne wieść będziesz życie. Zaangażuj się nie w coś, ale w siebie.


Ponieważ w pierwszym poście przestrzegłaś przed udzielaniem pewnej rady, to nie wspomnę nic, że będąc na Twym miejscu zainwestowałabym w siebie i swą psychoterapię.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

14 Ostatnio edytowany przez Tancerkaja (2020-07-07 08:05:40)

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Moja samoocena to jedno ale drugie pytanie brzmi dlaczego nie ufam mezowi. Bo w sumie gdybym mu ufała to nie wiem co, nawet myśl by mi nie przeszło że mógłby mnie zdradzic. I tak sobie nad tym myślę i myślę że ja dopiero niedawno przejżałam na oczy że świat nie jest taki uczciwy. Ze faceci zdradzają i perfidnie oszukują swoje żony i partnerki, że lekka ręką wymieniają je na młodszy model. Ze nie ma niczego pewnego. Ze nie ma nigdzie bezpieczeństwa i ostoi. Że ludzie są okrutni, że mówią jedno a robią drugie, że nie można nikomu ufać.  Tak naprawdę człowiek jest sam. Ja wszystko wiem, że pewne rzeczy nie mamy wpływu ale związek to dwie osoby. To komunikacja i zrozumienie także partnera dlatego staram się rozumieć męża ze dla niego to tylko znajoma jednak moje wewnętrzne granice biją na alarm bo dla mnie są przekroczone. Może ja mam je za blisko, nie wiem ale zalatuje mi to nie lojalnością i stąpaniem po cienkim gruncie. Stąd moje pytanie. Czy moje granice są tak wyśrubowane ze aż absurdalne? Nie chce udawać tego kim nie jestem. Edytuje aby dodać coś w sprawie dzieci. Zdecydowanie nie jestem matka Polka. Nie mam problemu gdy ich nie ma. Cieszę się luzem i że nic nie muszę robić. Ja mam poczucie że skoro mam dzieci i powołałam je na świat to nie po to żeby wychowywała je ulica bo np rodzice pracują całe dnie i nie widzą co się u dzieci dzieje. Ja z nimi jestem. Chcę wiedzieć co u nich mieć więź, uczestniczyć w ich życiu i wyłapywać jak coś złego zacznie się dziac. Skoro mąż tego nie robi to robię to ja żeby potem nie było że nie widziałam  i nie reagowałam.

15

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Wbrew temu co napisałaś samoocena łączy się z ufnością. Kiepskiej samoocenie towarzyszy brak zaufania.



I do tej pory nie wiedziałaś, że ludzie (bo nie tylko mężczyźni) zdradzają, że są zdradzani (i nie tylko kobiety)? Wolne żarty.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

16

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

No, ale czego się boisz? Że Cię zdradzi? Że odejdzie?
Kolejne pytanie: dla czego tego się boisz?

17 Ostatnio edytowany przez Tancerkaja (2020-07-07 08:38:18)

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
Wielokropek napisał/a:

Wbrew temu co napisałaś samoocena łączy się z ufnością. Kiepskiej samoocenie towarzyszy brak zaufania.



I do tej pory nie wiedziałaś, że ludzie (bo nie tylko mężczyźni) zdradzają, że są zdradzani (i nie tylko kobiety)? Wolne żarty.

Wiedziałam ale wydawało mi się że to rzadkość że to raczej odosobnione przypadki, tak samo przemoc czy narkotyki i nagle przebudzenie. Wychowałam się w fajnej dużej rodzinie. Nie było w moim otoczeniu rozwodów, jakiś większych patologi. Zakładałam że tak jest wszędzie. Jak to moja siostra mówi. Rodzice nas za dobrze wychowali. I nagle zaczęłam to widzieć obok siebie że to jest blisko, że to nie rzadkość a już robi się standardem. 
Aaa i wiedzieć to nie znaczy faktycznie "wiedziec" uzmysłowić sobie, odczuć, zauważyć. Teraz poczułam i zauważyłam co to jest.

18

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
Marata napisał/a:

No, ale czego się boisz? Że Cię zdradzi? Że odejdzie?
Kolejne pytanie: dla czego tego się boisz?

Tak boję się. Bo go kocham, bo nie chce stracić rodziny. Bo bycie z nim blisko jest dla mnie ważne. A dla mnie to byłby koniec. Miałam też partnera który zostawił mnie dla naszej wspólnej znajomej stąd być może nie wierzę w przyjaznie damsko męskie.

19

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

To wszystko wypływa z twojej samooceny, nie próbuj tego tłumaczyć jakimiś zawiłymi historiami i wielką miłością do męża. Boisz się, że w porównaniu do innych kobiet wypadasz słabo i mąż uzna je za bardziej interesujące, że czas z nimi będzie ciekawszy i lepszy niż z tobą, nie dlatego ze macie dzieci i go tam mocno kochasz.

20

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Wiem jedno, związek bez zaufania nie ma sensu.


Po napisaniu przeze mnie poprzedniego posta, edytowałaś swój

Tancerkaja napisał/a:

(...) Ja mam poczucie że skoro mam dzieci i powołałam je na świat to nie po to żeby wychowywała je ulica bo np rodzice pracują całe dnie i nie widzą co się u dzieci dzieje. Ja z nimi jestem. Chcę wiedzieć co u nich mieć więź, uczestniczyć w ich życiu i wyłapywać jak coś złego zacznie się dziac. Skoro mąż tego nie robi to robię to ja żeby potem nie było że nie widziałam  i nie reagowałam.

Ooooo! Strzelasz z grubej rury.
W którym miejscu proponowałam, by wasze dzieci były wychowywane przez ulicę?
Kiedy nalegałam, byś nie miała z nimi więzi, nie uczestniczyła w ich życiu?
Kiedy namawiałam, by nie było Cię w domu całymi dniami?

Przypomnę, napisałam tylko, że nastolatkom nic się nie stanie, gdy pod nieobecność w domu swego męża, ojca dzieci, pójdziesz z koleżanką na kawę.
Z jakiegoś jednak powodu napisałaś to, co napisałaś. Dla mnie to decyzja, wycofuję się z dyskusji.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

21

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
krolowachlodu87 napisał/a:

To wszystko wypływa z twojej samooceny, nie próbuj tego tłumaczyć jakimiś zawiłymi historiami i wielką miłością do męża. Boisz się, że w porównaniu do innych kobiet wypadasz słabo i mąż uzna je za bardziej interesujące, że czas z nimi będzie ciekawszy i lepszy niż z tobą, nie dlatego ze macie dzieci i go tam mocno kochasz.

Moja samoocena się obniżyła co nie znaczy że jest całkiem na dnie. W pewnym sensie masz rację no nowe jest często ciekawsze od starego. A tak ogolnie ja prawdę jestem ładna i całkiem zgrabna. Do tego jestem bardzo zaradna i dałabym sobie radę sama.

22

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
Wielokropek napisał/a:

Wiem jedno, związek bez zaufania nie ma sensu.


Po napisaniu przeze mnie poprzedniego posta, edytowałaś swój

Tancerkaja napisał/a:

(...) Ja mam poczucie że skoro mam dzieci i powołałam je na świat to nie po to żeby wychowywała je ulica bo np rodzice pracują całe dnie i nie widzą co się u dzieci dzieje. Ja z nimi jestem. Chcę wiedzieć co u nich mieć więź, uczestniczyć w ich życiu i wyłapywać jak coś złego zacznie się dziac. Skoro mąż tego nie robi to robię to ja żeby potem nie było że nie widziałam  i nie reagowałam.

Ooooo! Strzelasz z grubej rury.
W którym miejscu proponowałam, by wasze dzieci były wychowywane przez ulicę?
Kiedy nalegałam, byś nie miała z nimi więzi, nie uczestniczyła w ich życiu?
Kiedy namawiałam, by nie było Cię w domu całymi dniami?

Przypomnę, napisałam tylko, że nastolatkom nic się nie stanie, gdy pod nieobecność w domu swego męża, ojca dzieci, pójdziesz z koleżanką na kawę.
Z jakiegoś jednak powodu napisałaś to, co napisałaś. Dla mnie to decyzja, wycofuję się z dyskusji.

Wielokropek masz rację z tym zaufaniem. Stąd próbuje coś z tym zrobić i szukam rozwiązania które mi pomoże bo to we mnie jest jakiś problem i szukam go. Tak jak pisałam moje granice są blisko mnie stąd mąż który ma je dalej wzbudza we mnie niepokój. To tak jakbym widziała przepaść w oddali. Od razu idę w inna stronę. Mąż idzie ale czy zawróci.
Co do dzieci zrozumiałam co napisałas. Może ja się nie precyzyjnie wyrażam. Ja chodzę na kawę. Ogólnie spotykam się z kolezankami bardziej chodzi mi o spontanicznosc o branie czegoś co w tym momencie mi pasuje (mąż to ma) a co nie zawsze jest dobre dla rodziny gdybyśmy oboje tak postepowali. Stąd może ta gruba rura jak to nazwałaś.

23

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
Tancerkaja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Wiem jedno, związek bez zaufania nie ma sensu.


Po napisaniu przeze mnie poprzedniego posta, edytowałaś swój

Tancerkaja napisał/a:

(...) Ja mam poczucie że skoro mam dzieci i powołałam je na świat to nie po to żeby wychowywała je ulica bo np rodzice pracują całe dnie i nie widzą co się u dzieci dzieje. Ja z nimi jestem. Chcę wiedzieć co u nich mieć więź, uczestniczyć w ich życiu i wyłapywać jak coś złego zacznie się dziac. Skoro mąż tego nie robi to robię to ja żeby potem nie było że nie widziałam  i nie reagowałam.

Ooooo! Strzelasz z grubej rury.
W którym miejscu proponowałam, by wasze dzieci były wychowywane przez ulicę?
Kiedy nalegałam, byś nie miała z nimi więzi, nie uczestniczyła w ich życiu?
Kiedy namawiałam, by nie było Cię w domu całymi dniami?

Przypomnę, napisałam tylko, że nastolatkom nic się nie stanie, gdy pod nieobecność w domu swego męża, ojca dzieci, pójdziesz z koleżanką na kawę.
Z jakiegoś jednak powodu napisałaś to, co napisałaś. Dla mnie to decyzja, wycofuję się z dyskusji.

Wielokropek masz rację z tym zaufaniem. Stąd próbuje coś z tym zrobić i szukam rozwiązania które mi pomoże bo to we mnie jest jakiś problem i szukam go. Tak jak pisałam moje granice są blisko mnie stąd mąż który ma je dalej wzbudza we mnie niepokój. To tak jakbym widziała przepaść w oddali. Od razu idę w inna stronę. Mąż idzie ale czy zawróci.
Co do dzieci zrozumiałam co napisałas. Może ja się nie precyzyjnie wyrażam. Ja chodzę na kawę. Ogólnie spotykam się z kolezankami bardziej chodzi mi o spontanicznosc o branie czegoś co w tym momencie mi pasuje (mąż to ma) a co nie zawsze jest dobre dla rodziny gdybyśmy oboje tak postepowali. Stąd może ta gruba rura jak to nazwałaś.

Nie zawsze jest dobre dla rodziny.... no spadłam z krzesła teraz. To że spontanicznie pójdziesz na kawę z koleżanką nie będzie dobre dla twojej rodziny? Jesteś moja droga matką polką w stu procentach i dopóki nie przyznasz tego sama przed sobą to nie znajdziesz tego problemu który cię gnębi. Nikt w domu za tobą płakać nie będzie jak przyjdziesz 2h później niż planowałaś. Baaa! Może nawet nikt nie zauważy, że cię nie ma big_smile Między zaniedbywaniem dzieci a spontaniczną zmianą planów na popołudnie jest droga tak daleka że to nawet nie wiem jak skomentować big_smile

24

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Zrozumiałaś jedno, napisałaś drugie; sama wiesz, dlaczego.




Wiem, że próbowanie jest świetnym usprawiedliwieniem nicnierobienia.

Skoro masz problem ze sobą, skoro nie ufasz, skoro ustawiłaś swe granice tak blisko siebie, skoro dawne doświadczenia negatywnie interweniują w teraźniejszość, skoro masz niską samoocenę, skoro musisz być potrzebna, skoro..., skorzystaj z psychoterapii. Tam w bezpiecznych warunkach skonfrontujesz się (ale tylko gdy podejmiesz taką decyzję) ze swymi demonami.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

25

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
krolowachlodu87 napisał/a:
Tancerkaja napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Wiem jedno, związek bez zaufania nie ma sensu.


Po napisaniu przeze mnie poprzedniego posta, edytowałaś swój
Ooooo! Strzelasz z grubej rury.
W którym miejscu proponowałam, by wasze dzieci były wychowywane przez ulicę?
Kiedy nalegałam, byś nie miała z nimi więzi, nie uczestniczyła w ich życiu?
Kiedy namawiałam, by nie było Cię w domu całymi dniami?

Przypomnę, napisałam tylko, że nastolatkom nic się nie stanie, gdy pod nieobecność w domu swego męża, ojca dzieci, pójdziesz z koleżanką na kawę.
Z jakiegoś jednak powodu napisałaś to, co napisałaś. Dla mnie to decyzja, wycofuję się z dyskusji.

Wielokropek masz rację z tym zaufaniem. Stąd próbuje coś z tym zrobić i szukam rozwiązania które mi pomoże bo to we mnie jest jakiś problem i szukam go. Tak jak pisałam moje granice są blisko mnie stąd mąż który ma je dalej wzbudza we mnie niepokój. To tak jakbym widziała przepaść w oddali. Od razu idę w inna stronę. Mąż idzie ale czy zawróci.
Co do dzieci zrozumiałam co napisałas. Może ja się nie precyzyjnie wyrażam. Ja chodzę na kawę. Ogólnie spotykam się z kolezankami bardziej chodzi mi o spontanicznosc o branie czegoś co w tym momencie mi pasuje (mąż to ma) a co nie zawsze jest dobre dla rodziny gdybyśmy oboje tak postepowali. Stąd może ta gruba rura jak to nazwałaś.

Nie zawsze jest dobre dla rodziny.... no spadłam z krzesła teraz. To że spontanicznie pójdziesz na kawę z koleżanką nie będzie dobre dla twojej rodziny? Jesteś moja droga matką polką w stu procentach i dopóki nie przyznasz tego sama przed sobą to nie znajdziesz tego problemu który cię gnębi. Nikt w domu za tobą płakać nie będzie jak przyjdziesz 2h później niż planowałaś. Baaa! Może nawet nikt nie zauważy, że cię nie ma :D Między zaniedbywaniem dzieci a spontaniczną zmianą planów na popołudnie jest droga tak daleka że to nawet nie wiem jak skomentować :D

słowo pisane nie jest moja mocna stroną. Łatwo jest nie zrozumieć co druga osoba ma na myśli. Ciężko jest przedstawić złożoność pewnych rzeczy i relacji rodzinnych gdy to wbrew wszystkiemu ja w całym naszym domu jestem najbardziej wyluzowana pod względem roli matki i kobiety w domu. Uważam że jestem bardzo waleczna bez bezpośrednich konfliktow i ciągle walczę ze wszystkimi, ich podejściem ze mam sprzątać gotować siedzieć z dziećmi. Wychodzić tylko z mężem itd itd Fakt dobrze trafiają w poczucie mojej odpowiedzialności bo tam jestem słaba. Ale poza tym brak możliwości życia tak jak się chce jest wielkim ciężarem głównie dla mnie bo mąż w tym domu żył i jest przyzwyczajony a poza tym jest facetem to nic nie musi wg standardów tego domu.

26

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
Tancerkaja napisał/a:

(...) ja w całym naszym domu jestem najbardziej wyluzowana pod względem roli matki i kobiety w domu. Uważam że jestem bardzo waleczna bez bezpośrednich konfliktow i ciągle walczę ze wszystkimi, ich podejściem ze mam sprzątać gotować siedzieć z dziećmi. Wychodzić tylko z mężem itd itd Fakt dobrze trafiają w poczucie mojej odpowiedzialności bo tam jestem słaba. Ale poza tym brak możliwości życia tak jak się chce jest wielkim ciężarem głównie dla mnie bo mąż w tym domu żył i jest przyzwyczajony a poza tym jest facetem to nic nie musi wg standardów tego domu.

To kolejny (jeśli nie podstawowy) powód, dla którego będąc na Twym miejscu błyskawicznie znalazłabym psychoterapeutę i podjęła pracę nad sobą, nad swym sposobem myślenia.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

27

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
Wielokropek napisał/a:

Zrozumiałaś jedno, napisałaś drugie; sama wiesz, dlaczego.




Wiem, że próbowanie jest świetnym usprawiedliwieniem nicnierobienia.

Skoro masz problem ze sobą, skoro nie ufasz, skoro ustawiłaś swe granice tak blisko siebie, skoro dawne doświadczenia negatywnie interweniują w teraźniejszość, skoro masz niską samoocenę, skoro musisz być potrzebna, skoro..., skorzystaj z psychoterapii. Tam w bezpiecznych warunkach skonfrontujesz się (ale tylko gdy podejmiesz taką decyzję) ze swymi demonami.

Myślę o tym aczkolwiek póki co proboje sobie radzić sama. Koniec końców wszystko musimy zrobić sami bo nikt nie jest w stanie zrobić tego za nas. Dziękuję za dyskusje. Będę myśleć nad zmianami w tym co napisałyście. Gdzie mogę jeszcze w zgodzie ze sobą otwierać nowe drzwi.

28

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....
Tancerkaja napisał/a:

Myślę o tym aczkolwiek póki co proboje sobie radzić sama. Koniec końców wszystko musimy zrobić sami bo nikt nie jest w stanie zrobić tego za nas. (...)

"Myślę", "próbuję", "musimy".
Zdecydowałaś o sposobie życia. Skoro tak, to nikomu nic do tego.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

29

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Tak sama umrę, tak sama musiałam poradzić sobie z chorobą i śmiercią bliskiej osoby bo nikt nie jest w stanie za kogoś przepracować emocji mimo najlepszego wsparcia. Jeszcze raz dziękuję za pomoc.

30

Odp: Zazdrość co się że mną dzieje....

Mieszkasz w tym domu już 15 lat. Kawał czasu. To jest już Twój dom. Sama także go tworzysz i masz ogromy wpływ na jego funkcjonowanie. Na funkcjonowanie Twojej rodziny także.
Może pora zacząć coś zmieniać?
Może pora zająć się sobą? Albo czymś, co sprawia Ci przyjemność?
Ja poszłam na studia, zaczęłam pracować w moim wymarzonym zawodzie.
Wyszłam ze strefy komfortu, trochę obowiązków przejął mąż (bo musiał) i jakoś to dalej funkcjonuje. Świat się nie zawalił, mąż nie ma czasu na głupoty. A ja stałam się bardzo dla niego interesująca - mamy o czym pogadać (oprócz co u dzieci - niech sam się zorientuje i zobaczy), na koleżanki już nie ma czasu i ochoty (nudne są ze swoimi wydumanymi problemami), i stara się o mnie smile
Bo odczuł, że bez niego świetnie dam sobie radę, że tak na prawdę jestem z nim bo chcę, a nie bo muszę. Bo miłość po tylu latach potrzebuje czegoś więcej niż wiechcia kwiatków i buzi na dobranoc, a gołe słówka już dawno nie działają.
Nie mówię, że mamy drugi miesiąc miodowy, ale zaczął widzieć MNIE. Ale najpierw ja musiałam dostrzec siebie. Okazało się, że moim celem i szczęściem największym z możliwych wcale nie było wychowywanie dzieci, a po prostu spełnione życie rodzinne (mąż w takim samym stopniu ponosi odpowiedzialność za nie, jak ja), zawodowe (tu moja inicjatywa) i kontakty z ludźmi dla mnie wartościowymi (a nie tylko mamuśki, zupki, kupki, i co będzie na obiad?).

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Zazdrość co się że mną dzieje....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018