Trudny dylemat- totalna pustka - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Trudny dylemat- totalna pustka

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 79 ]

1 Ostatnio edytowany przez Kacperjh (2020-07-09 01:27:29)

Temat: Trudny dylemat- totalna pustka

Cześć dziewczyny.

Przeczytałem na tym forum starą dosyć historie kobiety, która opisywała swój problem z partnerem. Wydaje mi się, że mam podobnie, ale czuje totalną pustkę w głowie i nic nie widzę.
Tak jakby okrywała mnie mgła i zupełne zamroczenie. Stąd prośba do osób nieznanych mi o pomoc i własną opinie na temat mojej sytuacji. To pomoże mi może zobaczyć coś czego ja zupełnie nie dostrzegam, a widzą to wszyscy w koło. Jak zwykle przez lata nic nie mówiąc, abym się nie obraził lub nie było mi smutno.

Z góry dziękuje za przeczytanie mojej opowieści życiowej, bo jest długa, a ciężko mi napisać konkrety.

W związku z tym, że jestem osobą zamkniętą, nie dziele się z nikim swoimi problemami, a w szczególności z rodziną trudno mi to wszystko ogarnąć w głowie. No ale do rzeczy.

Jestem w związku z partnerką od 6 lat i do tej pory wydawało mi się, że jestem szczęśliwy i zakochany. Sytuacja jednak diametralnie zmieniła się z dnia na dzień, gdy dosięgły mnie duże problemy życiowe i wpadłem w załamanie nerwowe.  Nie spodziewałem się tego, bo wydawało mi się, że jestem jak skała i nic nie potrafi mnie złamać.

Jestem osobą odpowiedzialną i opiekuńczą. Na swojej drodze spotkałem dziewczynę, która jest typowym dzieckiem.  Niedorosła emocjonalnie do życia, można powiedzieć duże dziecko.
A nie jesteśmy już młodymi ludźmi- swoje lata już mamy. Zawsze starałem się, aby dorosła. Pokazywałem jej, gdzie leży problem, że nie jest już dzieckiem i czas dorosnąć do pewnych zachować. Nie wypada robić pewnych rzeczy czy ubierać się jak mała dziewczynka cały czas. Być otwartym do ludzi, a nie bez kontaktu. Strałem się i nadal staram pokazać jej świat i jak należy właściwie postępować w nim- być otwartym, mieć swoje pasje, przyjaciół i realizować się w tym. Nie być tylko ze sobą i cały czas patrzeć sobie w oczy. Kaźdy powinien mieć swoją pasje, przestrzeń i wolny czas od siebie. Tego w naszym związku nie ma.

Zawsze jednak to ignorowała i tak naprawdę po 6 latach nic nie dorosła. Potrafi obrażać się na wszystko, często aby uzyskać swój cel. Tak mi się wydaje przynajmniej.
Z początku podobało mi się to, chciałem być opiekunem jej, poprowadzić za rączkę przez życie.Podświadomie zapewne, bo zależy mi na niej i chcę pokierować ją na odpowiednie tory życia. Wziąłem ją pod swoje skrzydła, pokazałem znajomych, inny świat pełen przyjaźni i miłości. Tego w życiu nigdy nie brakowało.

Mam dużo pasji, stale się rozwijam zawodowo / fizycznie/psychicznie i sporo mam znajomych.
Ona natomiast żyje w hermetycznym świecie. Nie ma  koleżanek, nie dogaduje się z obcymi ludźmi. NIe lubi ludzi i praktycznie nie dąży do ich poznania. Jest kłótliwa i zawsze ma problemy w relacjach z innymi ludźmi w pracy czy w otoczeniu. To dziwne, bo w otoczeniu nawet najbliższym bardzo mało się odzywa. Jak jest ze mną to chętnie wypowiada się na wszystkie tematy.

Tylko dzięki mnie ma jakieś koleżanki moich znajomych, ale nie są to wielkie przyjaźnie.
Jest o mnie obsesyjnie zazdrosna i nie pozwala na spotkania z koleżankami. Jest zazdrosna o każde spojrzenie kobiety w sklepie czy mimowolny uśmiech ekspedientki.
Najchętniej spędzałaby całe dnie ze mną sam na sam. Nie potrzebuje do życia innych ludzi oprócz swojej rodziny.
Muszę nagimnastykować się, aby wyjść ze znajomym porozmawiać po męsku. Nie jest zadowolona i często jest jakiś foch. Albo pyta o której wrócę i po 1,5 h są już teleofny i smsy. NIe zawsze, ale często. Niezbyt chce spotykać się ze wszystkimi moimi znajomymi, nie lubi ich. Polubiła tylko nielicznych z którymi chętnie się spotyka- reszty unika i muszę się naprosić, aby spotkać się razem lub samemu z innymi znajomymi, bo zależy mi na więzi z nimi.

Ja raczej jestem typem słuchacza- więcej słucham niż mówię. Opowiada chętnie i szczerze o swoich problemach i czeka na rady. Głównie jej brat doradza jej jak postępować w danych sytuacjach. Mnie również często radzi się o nawet najmniejsze sprawy.
Nie radzi sobie w życiu w kontaktach międzyludzkich i z problemami. Wynika to z dzieciństwa, które było trudne i bez większej miłości od najbliższych.

Jest słaba, często coś jej dolega. Przynajmniej tak twierdzi. Lubi, aby się nią zaopiekować. Ma swoje różne dziwne natręctwa, które również kieruje w moją strone i zmusza mnie do robienia rzeczy, których bym nie zrobił. Robię to jednak dla niej i dla spokoju- choć w nie nie wierzę i są to dziwactwa.
Ma zachowainia typowe o cechach autystycznych. Kto jednak nie ma tego typu zachowań- u siebie też je widzę choć nie są tak rozwinięte jak u niej.
Wszystko jej przeszkadza, mało co się jej podoba. Zmiany jej nie przeszkadzają, ale nie lubi zostawać sama. Często ma pretensje, robi wyrzuty o drobne rzeczy.

Daję od siebie sporo. Tak teraz dopiero patrzę, że nie mam w niej oparcia. Nie dopinguje mnie i nie wspiera w moich planach zawodowych czy pasjach. Raczej stara się zniechęcić- mówi,że to za dużo na mojej głowie i że będę miał problemy. Abym zajął się jednym, a nie wieloma rzeczami. A ja jestem ambitny i staram się robić wiele rzeczy. Kiedy coś się nie udaje- mówi- a nie mówiłam, że tak będzie... Trzeba było mnie posłuchać.

Gdy na czymś mi zależy nie jest w stanie raczej się poświęcić. Po krótszej chwili ciągnie mnie od nich znajdując różne powody. To jest głodna, to jej zimno, to zmęczona, to nie ma sił już.
Przez to odpuszczam i nie realizuje do końca swoich pasji, albo robię to połowicznie. Lub gdy ona jest czymś zajęta innym. Tylko wtedy mogę zrealizować w pełni te pasje. Choć wiadomo nie starcza zawsze na to czasu. Troche mi żal i brakuje mnie, ale odpuszczam. Może za dużo mam pasji i rzeczywiście za dużo czasu spędzam przy nich. Stąd to ograniczyłem.


Dla mnie jest osobą kochaną., wpatrzoną we mnie jak w obrazek, zakochaną po uszy. Nie widzi świata beze mnie. Gdy tylko zażartuje coś o rozstaniach obraża się nie na żarty. W takich sytuacjach długo zajmuje mi, aby ją udobruchać. Jest przyczepiona do mnie jak małpka. Najchętnie nie rozstawałaby się ze mną ani na chwilę. Gdy mnie chwile nie ma- mam jakieś sprawy do załatwienia wydzwania i każe wracać. I to nie raz a non stop. Często muszę zostać w pracy dłużej, ale smsy i telefony nakazują szybki powrót. Robię co mogę, aby być jak najszybciej, ale zawsze jestem później niż obiecam i napiszę, bo po prostu nie mogę się wyrobić. Wtedy czyli praktycznie zawsze jest obrażona i nadąsana. Szybko jej jednak przechodzi... Pokazuje tylko swoje niezadowolenie w ten sposób.

Wie, że mam jedną pasję bez której  życ nie mogę. Stara się zawsze być ze mną i wspólnie realizować ją. Choć widzę, że tak naprawde średnio ją to interesuje. Jednak zawsze jest u mojego boku i nigdy nie odpuszcza i nie daje mi przestrzeni.

Jestem w niej zakochany - możliwe, że bez pamięci. Chcę ją brać pod swoje skrzydła i strzec. Możliwe, że pomniejszam jej złe cechy. Mało kto ją lubi i tego niezbyt rozumiem. Na pewno nie stara się sama, aby na przyjaźń innych zasłużyć. Raczej jest osobą rozszczeniową. Chyba rzeczywiście mało daje od siebie w życiu. Nie stara się zbytnio zbudować więzi z innymi. Dla niej licze się tylko ja ja i raz jeszcze ja. Chce mnie tylko dla siebie- tego akurat jestem pewien.
Nie jest osobą, która coś zaplanuje- raczej czeka na mój ruch i to ja mam decydować co robimy i brać odpowiedzialność. W sumie tak patrząc to i tak koryguje moje plany. Robimy bardziej to co ona chce niż ja. Mi się wydaje jednak, że to ja podejmuje decyzje.  Jeśli jednak muszę coś koniecznie zrobić to nie powstrzyma mnie. Stawiam na swoim, ale nieczęsto chyba.

Zawsze to ona jest to słabsza i potrzebuje uwagi na sobie i opieki. Kiedy jestem zmęczony to ma wyrzuty, że za ciężko pracuje. To, że nie potrzebie coś robię.
Nie jest materialistką- tutaj dzielimy się finansowo po połowie. Nie zależy jej na kasie, aby być moją utrzymanką.
Zawsze jest ciekawa kto do mnie pisze, czemu tak późno. Wie, że nigdy nie zdradziłbym jej, bo ją kocham i nigdy nie miała powodu aby podejrzewać mnie. Jednak jest podejrzliwa i ciekawa o wszystkie smsy, telefony. Potrafi dać mi leki, gdy jestem chory zaopiekować się mną, zrobić dobry obiad. Jednak nie potrafi trzymać porządku, sama ponad to niewiele zrobi.

Głównie to raczej ja jestem maszyną napędową i organizuje życie. Mocno się staram i pracuje. Czy ona się stara? Sam nie wiem... Jestem zaślepiony i mam pustkę. Nie widzę pewnych rzeczy. Staram się zobaczyć w niej tą miłość dziewczęcą, którą mi okazuje. To spojrzenie ufne i bezgranicznej miłości. Takiej dziecięcej , może trochę zaślepionej miłości, w której nie ma dojrzałości.
Sam mam wiele wad i nikt nie jest doskonały.
Często ona naciska na mnie, aby coś zrobił. Ciągnie mnie na siłę- choć nie jestem gotowy.  Opowiada wspólnym znajomym o moich problemach i swoich smutkach.
Wychodzę często na brutala i znajomi mówią, aby nie skrzywdził tej kochanej dziewczyny. Abym opowiedział się. A podświadomie nie potrafie podjąć decyzji. Coś mnie zatrzymuje.

Tak wszystko długo by trwało i nic się nie zmieniało. Przyszedł jednak niespodziewany kryzys u mnie, który mną zachwiał. Miałem w sobie wszelkie problemy, które sam chciałem rozwiązać. Nie byłem w stanie. Presja nie tylko w związku, ale i w zawodowych życiu plus błędne decyzje mnie dobiły. Popadłem w załamanie.
Nie otrzymałem od niej pomocy w tych trudnych chwilach. Też moja wina, bo nie mówiłem o tych wszystkich problemach. O tym, że żyje pod presją zawodową i jej oraz bliskich. Wszystkim chciałem dogodzić, ale niestety wykoleiłem się psychicznie.
Dziewczyna nie potrafiła pomóc, więc zajeli się mna najbliżsi i powoli bardzo powoli wychodze z depresji. Jestem aktualnie w totalnym zawieszeniu. Nie wiem co robić- mam pustke w głowie.
Czy to moja wina czy nie. Dlaczego znalazłem się w takim położeniu? Wydawało mi się, że jestem silny jak tur.

Teraz nie wiem co robić dalej. Jak poskładać to życie. Dziewczyna czeka, a ja jestem wrakiem człowieka. Mam totalną pustkę w głowie- jak ubezwłasnowolnione dziecko nie mogące podjąć żadnej decyzji. A w końcu na codzień byłem operatywny w pracy i w życiu....

Pomocy kobiety. Czy problem jest ze mną czy coś nie tak z moją dziewczyną?
Naczytałem się o osobach bluszczach, które wysysają soki z drugiej osoby i ją osaczają. Tak się też czuje teraz, totalnie wyssany i wypluty z życia.
Nie jest to oczywiście głównie jej wina, ale wiele czynników miało na to wpływ. Życie w jednej chwili się zachwiało na kilku gruntach...

Jej miłość i oddanie oraz przywiązanie nie pozwala mi zobaczyć tego co widzą inni i mówi pokątnie. Nie mogę uwierzyć, że jest egoistką i kobietą bluszczem.
Miłość ta taka szczera i prawdziwa wydaje się. Jest tak bardzo zaanagważowana i zakochana we mnie. Nie mogłaby udawać przez te wszystkie laty i mnie krzywdzić.
Stąd nie rozumiem tego wszystkiego. Czytając jednak wiele artykułów może być kobietą bluszczem.... Sam już nie wiem co o tym sądzić.

Potrzebuję chłodnej oceny kogoś z zewnątrz- nieznajomego. POMOCY !

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez szpilka33 (2020-07-09 09:23:04)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Mam ochotę Ci napisać "uciekaj!", ale to raczej nie będzie takiego proste, więc...
To nie jest prawdziwa, zdrowa miłość. Stworzyliście układ toksyczny: ona ofiara, bluszcz, dziecko i Ty opiekun, "tatuś". Wydaje Ci się, że to miłość i pochlebia Ci jej wpatrzenie i uwieszenie, bo realizuje ona Twoją potrzebę, która się za tym kryje. Jaką? Posiadania kogoś pod skrzydłami, opieka, bycie rodzicem, posiadanie kogoś z bezbrzeżnym zachwytem w oczach, zależnego, kogo sobie "wychowasz". Taki obecnie jest Twoj model miłości (skądś go wyniosłeś).
Tak na marginesie jestem ciekawa co byś zrobił, kiedy ona by się faktycznie usamodzielniła. Pewnie nie umiał byś sobie miejsca znaleźć, bo jak to, już nie jesteś potrzebny na każde zawołanie, już nie musisz pilnować i wychowywać? Co byś zrobił z partnerką, która nie jest wpatrzona jak w obrazek, tylko faktycznie ma życie poza Tobą? (Do czegoś Ci jednak ta ciągła uwaga i wpatrzenie jest potrzebne, bo nie ciągnął byś tego tyle lat).
Nie jest to dla Ciebie (ani dla niej) zdrowe. W całym poście wymieniłeś same wady i trudności wynikające z jej postawy w związku: czepiastwo, zazdrość, nie dawanie Ci przestrzeni, problem z realizacją pasji, problem z wyjściem na chwilę (!),problem ze znajomymi, brak wsparcia, wieczna potrzeba niańczenia.
Było dobrze, dopóki byłeś silny, byłeś niezłomną skałą i oparciem. Problem wyszedł, kiedy to Ty miałeś gorsze chwile i potrzebowałem wsparcia,  a co dostałeś? Nic. To chyba nie tak powinno wyglądać w zdrowym związku. Myślę, że ten kryzys może być po to aby Ci uświadomić jak tak naprawdę wygląda Wasza relacja i co z niej masz.
A to, że nie mówiłeś jej o problemach? A co ona by z nimi zrobiła, skoro Ty jej rozwiazujesz niemal wszystkie JEJ problemy?
Zastanów się czy chcesz dziecka, które bedziesz wiecznie wychowywał, czy partnerki, która będzie rownorzędna. Zobacz, do czego doprowadziło Cię obecne postępowanie - kryzys, załamanie, depresja, a ze strony ukochanej osoby wyrzuty, że Twoja wina i czekanie aż łaskawie wrócisz na dawne obroty, żeby się nią zajmować. Nie brzmi to dobrze.
Pali Ci się jakaś lampka w głowie, to dobrze. Nie pozwól jej zagasnąć, bo może Cię uratuje. Idź do dobrego terapeuty, dowiedz się czemu uważasz taki toksyczny układ za wspaniałą miłość, zobacz czarno na białym co i jak wygląda w tym związku i zadecyduj całkiem świadomie, czy Ci to naprawdę odpowiada.

3

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Po pierwsze, związałeś się z niedojrzałą, zależną osobą, traktowałeś ją jak niepełnosprytną przez kilka lat i teraz się dziwisz, że wcale się nie zmieniła? Ty chyba żartujesz. Oczywiście, że nie dorosła, bo NIE MIAŁA JAK. Wszystko za nią robiłeś, podejmowałeś za nią wszystkie decyzję i podcierałeś nosek. Jak w takiej sytuacji można się usamodzielnić?

To nie jest zdrowy związek. Ani dla Ciebie, ani dla niej.

4 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2020-07-09 10:35:07)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Podzielam zdanie przedmówczyń w całej rozciągłości.

Wybrałeś partnerkę wymagającą opieki, bluszczowatą, uwieszoną na Tobie.
Dlaczego wybrałeś taka partnerkę? Bo takiej właśnie chciałeś. Bo masz potrzebę niesienia pomocy bycia czyimś opiekunem, którą realizujesz ze słabszą partnerką. Z pewnością potrzebujesz czuć się potrzebny i lubisz być doceniany za swoją zaradność i umiejętność niesienia opieki. Dlatego pociąga Ciebie niezaradność w kobietach. Ta jej nieporadność i zagubienie Tobie daje poczucie siły.
Sęk w tym, że bycie opiekunem na pełen etat, który sam na wsparcie i oparcie liczyć nie może jest wykańczające. Ile czasu można skakać nad kimś bez chwili wytchnienia i odpoczynku. W końcu organizm nie daje rady i przychodzi załamanie. Pewnie właśnie to Ciebie spotkało

Nie wybrałbyś silnej, samodzielnej i samorządnej kobiety, bo taka Twojej ciągłej opieki i nadskakiwania by nie potrzebowała, więc nie mógłbyś z nią zrealizować swoich potrzeb. Wybrałeś mało rozgarniętą partnerkę, bo należysz do mężczyzn którzy lubią czuć się nawet nie tyle potrzebni, co wręcz niezbędni, bo bez Ciebie „dziecko” nie da rady. Może też lubisz być podziwiany i lubisz kierować w związku, więc nie interesuje Ciebie tworzenie związku partnerskiego z kimś na tym samym poziomie. Na końcu jesteś sam z uzależnioną od siebie, zależną partnerką, która wyciska z Ciebie życiową energię. A nie masz jej gdzie podładować. Bo w partnerskiej relacji ludzie dają sobie nawzajem, a w relacji, którą Ty preferujesz jest duża dysproporcja, co prawda zaspokajasz swoją potrzebę bycia dla kogoś pępkiem wszechświata niezbędnym do przeżycia, ale kosztuje Cię to tyle, że Twój organizm nie daje rady. Koło się zamyka.

5

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
szpilka33 napisał/a:

Mam ochotę Ci napisać "uciekaj!", ale to raczej nie będzie takiego proste, więc...
To nie jest prawdziwa, zdrowa miłość. Stworzyliście układ toksyczny: ona ofiara, bluszcz, dziecko i Ty opiekun, "tatuś". Wydaje Ci się, że to miłość i pochlebia Ci jej wpatrzenie i uwieszenie, bo realizuje ona Twoją potrzebę, która się za tym kryje. Jaką? Posiadania kogoś pod skrzydłami, opieka, bycie rodzicem, posiadanie kogoś z bezbrzeżnym zachwytem w oczach, zależnego, kogo sobie "wychowasz". Taki obecnie jest Twoj model miłości (skądś go wyniosłeś).
Tak na marginesie jestem ciekawa co byś zrobił, kiedy ona by się faktycznie usamodzielniła. Pewnie nie umiał byś sobie miejsca znaleźć, bo jak to, już nie jesteś potrzebny na każde zawołanie, już nie musisz pilnować i wychowywać? Co byś zrobił z partnerką, która nie jest wpatrzona jak w obrazek, tylko faktycznie ma życie poza Tobą? (Do czegoś Ci jednak ta ciągła uwaga i wpatrzenie jest potrzebne, bo nie ciągnął byś tego tyle lat).
Nie jest to dla Ciebie (ani dla niej) zdrowe. W całym poście wymieniłeś same wady i trudności wynikające z jej postawy w związku: czepiastwo, zazdrość, nie dawanie Ci przestrzeni, problem z realizacją pasji, problem z wyjściem na chwilę (!),problem ze znajomymi, brak wsparcia, wieczna potrzeba niańczenia.
Było dobrze, dopóki byłeś silny, byłeś niezłomną skałą i oparciem. Problem wyszedł, kiedy to Ty miałeś gorsze chwile i potrzebowałem wsparcia,  a co dostałeś? Nic. To chyba nie tak powinno wyglądać w zdrowym związku. Myślę, że ten kryzys może być po to aby Ci uświadomić jak tak naprawdę wygląda Wasza relacja i co z niej masz.
A to, że nie mówiłeś jej o problemach? A co ona by z nimi zrobiła, skoro Ty jej rozwiazujesz niemal wszystkie JEJ problemy?
Zastanów się czy chcesz dziecka, które bedziesz wiecznie wychowywał, czy partnerki, która będzie rownorzędna. Zobacz, do czego doprowadziło Cię obecne postępowanie - kryzys, załamanie, depresja, a ze strony ukochanej osoby wyrzuty, że Twoja wina i czekanie aż łaskawie wrócisz na dawne obroty, żeby się nią zajmować. Nie brzmi to dobrze.
Pali Ci się jakaś lampka w głowie, to dobrze. Nie pozwól jej zagasnąć, bo może Cię uratuje. Idź do dobrego terapeuty, dowiedz się czemu uważasz taki toksyczny układ za wspaniałą miłość, zobacz czarno na białym co i jak wygląda w tym związku i zadecyduj całkiem świadomie, czy Ci to naprawdę odpowiada.

Chciałam napisać mniej więcej podobną odpowiedż, ale całkowicie zgadzam się z tym co tu jest napisane.

6

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Mam kilka pytań, które pomogą mi zrozumieć Pana i odpowiedzieć na Pana rozterki.

1. Kim Pan jest, żeby mówić innym jak mają żyć, w co się ubierać, jak się zachowywać, co jest dla nich dobre a co złe?

2. Dlaczego Pan stara się być ratownikiem, psychologiem, trenerem i pomocnikiem osoby dorosłej która najwyraźniej nie widzi potrzeby zmiany swojego życia?

3. Po co wiązać się z kimś kto ma więcej problemów niż Pan? Po co wiązać się z kimś kogo tryb życia całkowicie Panu nie pasuje i z osobą którą uważa Pan za upośledzoną skoro sama nie potrafi żyć i postępować bez Pana?

4. Jak to możliwe że ta dziewczyna przed poznaniem Pana jakoś żyła, radziła sobie i w ogóle funkcjonowała?

7

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Uciekaj!!!

8 Ostatnio edytowany przez Kacperjh (2020-07-09 22:44:21)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
szpilka33 napisał/a:

Mam ochotę Ci napisać "uciekaj!", ale to raczej nie będzie takiego proste, więc...
To nie jest prawdziwa, zdrowa miłość. Stworzyliście układ toksyczny: ona ofiara, bluszcz, dziecko i Ty opiekun, "tatuś". Wydaje Ci się, że to miłość i pochlebia Ci jej wpatrzenie i uwieszenie, bo realizuje ona Twoją potrzebę, która się za tym kryje. Jaką? Posiadania kogoś pod skrzydłami, opieka, bycie rodzicem, posiadanie kogoś z bezbrzeżnym zachwytem w oczach, zależnego, kogo sobie "wychowasz". Taki obecnie jest Twoj model miłości (skądś go wyniosłeś).
Tak na marginesie jestem ciekawa co byś zrobił, kiedy ona by się faktycznie usamodzielniła. Pewnie nie umiał byś sobie miejsca znaleźć, bo jak to, już nie jesteś potrzebny na każde zawołanie, już nie musisz pilnować i wychowywać? Co byś zrobił z partnerką, która nie jest wpatrzona jak w obrazek, tylko faktycznie ma życie poza Tobą? (Do czegoś Ci jednak ta ciągła uwaga i wpatrzenie jest potrzebne, bo nie ciągnął byś tego tyle lat).
Nie jest to dla Ciebie (ani dla niej) zdrowe. W całym poście wymieniłeś same wady i trudności wynikające z jej postawy w związku: czepiastwo, zazdrość, nie dawanie Ci przestrzeni, problem z realizacją pasji, problem z wyjściem na chwilę (!),problem ze znajomymi, brak wsparcia, wieczna potrzeba niańczenia.
Było dobrze, dopóki byłeś silny, byłeś niezłomną skałą i oparciem. Problem wyszedł, kiedy to Ty miałeś gorsze chwile i potrzebowałem wsparcia,  a co dostałeś? Nic. To chyba nie tak powinno wyglądać w zdrowym związku. Myślę, że ten kryzys może być po to aby Ci uświadomić jak tak naprawdę wygląda Wasza relacja i co z niej masz.
A to, że nie mówiłeś jej o problemach? A co ona by z nimi zrobiła, skoro Ty jej rozwiazujesz niemal wszystkie JEJ problemy?
Zastanów się czy chcesz dziecka, które bedziesz wiecznie wychowywał, czy partnerki, która będzie rownorzędna. Zobacz, do czego doprowadziło Cię obecne postępowanie - kryzys, załamanie, depresja, a ze strony ukochanej osoby wyrzuty, że Twoja wina i czekanie aż łaskawie wrócisz na dawne obroty, żeby się nią zajmować. Nie brzmi to dobrze.
Pali Ci się jakaś lampka w głowie, to dobrze. Nie pozwól jej zagasnąć, bo może Cię uratuje. Idź do dobrego terapeuty, dowiedz się czemu uważasz taki toksyczny układ za wspaniałą miłość, zobacz czarno na białym co i jak wygląda w tym związku i zadecyduj całkiem świadomie, czy Ci to naprawdę odpowiada.

Bardzo dziękuje za poświęcony czas i przeczytanie mojej historii. Każda opinia wiele dla mnie znaczy, bo znalazłem się na życiowym zakręcie i mało co rozumiem. Choć na co dzień staram się być racjonalną osobą.
Myślałem i wierzyłem, że to jest ta jedyna, prawdziwa miłość. Nie dopuszczałem do myśli, że może być coś nie tak. Jedyna i na zawsze. Takiej zawsze poszukiwałem- może zbyt wyidealizowanej. Niczym z komedii romantycznej. Wiele jest racji w tym co piszesz.

Czy jestem tatusiem to ciężko mi powiedzieć. Staram się być w życiu pomocny dla innych. Wydaje mi się, że nie traktuje siebie jak pępka świata, ale staram się, aby inni byli zadowoleni. Czy to zawodowo czy prywatnie. Nie obciążam nikogo swoimi problemami. Myślę, ale może się myle i nie znam jednak siebie tak dobrze, ale nie chciałem być opiekunem dla kogoś. Raczej zależało mi na obustronnym związku na zdrowych zasadach i własnej niezależności. Nie chciałem, aby żyła tak jak ja chcę.

Chciałem być kochany i rzeczywiście taka postawa dziewczyny mi odpowiadała- każdy chyba chce być kochanym. Jednak tutaj była to miłość aż za bardzo. Nie chciałem, aby była ode mnie zależna. Zachęcałem do rozwijania pasji, spotykania ze znajomymi. Ona jednak tego nie potrzebowała. Skupiona jest na mnie wyłącznie i to jej chyba wystarczy....  Raczej nie chciałem uzależnić jej od siebie. Czerpie dobre wzorcem z kochającej się rodziny. Mam brata, któremu nigdy nic nie narzucałem, a staram się pomóc.


Wymieniłem te negatywne cechy, aby zobrazować sytuację. Nie widziałem tego wcześniej tak wyrażnie jak teraz. Starałem się to odsuwać od siebie i widziałem jedynie kochająca miłą dziewczynkę, która wymaga opieki. NIe znałem się na kobietach zbyt dobrze. Nieraz mówiłem, że czas wydorośleć i przestać być dzieckiem. Nic to nie zmieniało. Wierzyłem, że z biegiem czasu wydorośleje, nabierze cechy kobiety silnej, niezależnej. Starałem się wspierać w tym. Być opoką, aby wybiła się do przodu i stała się silniejsza. Jednak nic nie dało to.
Na siebie raczej nie skupiałem się, a bardziej na innych. Nie jestem asertywny.
Jednak ma wiele dobrych cech jako mówienie prawdy, lojalność, wierność. Te cechy dobre chciałem tylko zobaczyć.

Masz racje- kryzys uwypuklił wiele rzeczy. Nie oczekiwałem też nic w zamian. Sam zastanawiam się co powinienem dostać od kochanej osoby. Jakie wsparcie w trudnych chwilach powinienem dostać? Zawsze chciałem sam sobie poradzić z trudnościami i nikomu nie przysparzać trosk. Jak się okazało- tak się nie da. Nie widzę chyba jednak do końca jak najbliższa osoba powinna być wsparciem, jak powinna pomóc.Możliwe, że nawet nie liczyłem na wsparcie, ale gdzieś w głębi siebie tego potrzebowałem. Moje wewnętrzne" ja" wołało o to.

Myślę, że zawsze chciałem mieć osobę zakochaną we mnie, ale też równorzędną partnerkę. Zdrowy związek i wspólne wsparcie. Tak wydawało mi się, że do tej pory było. Starała się o nasz związek, gotowała, czasem coś sprzątnęła i pomogła w mojej pracy od czasu do czasu bezinteresownie.
Faktem jest, że nie dostałem od niej pomocy w trudnych chwilach. Nie potrafiła pomóc, doradzić. Nie rozumiała tej mojej sytuacji i problemów. Sama mówiła, że się źle czuje i chce abym się nią zajął teraz ja. Dla niej było to śmieszne, że tak ciężko to znoszę- tak mi się wydaje. Mój stan był zabawny jakby było to śmieszne, że jestem niedysponowany i dziwnie zachowuje się bo kłopoty się we mnie gromadzą...

Pali mi się lampa i zamierzam na dniach pójść do terapeuty. Nie myślałem, że będę potrzebował takiej pomocy. Myślałem, że jestem silny. Jestem osobą odpowiedzialną i ciężko "uciekać", gdy kogoś się kocha tyle czasu i ma się wspólne życie. Potrzebuje właśnie trzeźwego spojrzenia, aby z boku zobaczyć raz jeszcze to wszystko. Przeanalizować, bo sam nie potrafię.

Dziękuje Ci za mądre rady i trzeźwe spojrzenie na sytuacje. Wiele to dla mnie znaczy teraz.

9 Ostatnio edytowany przez Kacperjh (2020-07-09 22:06:11)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Beyondblackie napisał/a:

Po pierwsze, związałeś się z niedojrzałą, zależną osobą, traktowałeś ją jak niepełnosprytną przez kilka lat i teraz się dziwisz, że wcale się nie zmieniła? Ty chyba żartujesz. Oczywiście, że nie dorosła, bo NIE MIAŁA JAK. Wszystko za nią robiłeś, podejmowałeś za nią wszystkie decyzję i podcierałeś nosek. Jak w takiej sytuacji można się usamodzielnić?

To nie jest zdrowy związek. Ani dla Ciebie, ani dla niej.

Dziękuje za poświęcony czas. A jeśli ona nie chce dorosnąć i jest jej dobrze z tym ? Lubi jak ktoś zrobi coś za nią i nie musi brać odpowiedzialności?
Dużo czytałem artykułów na temat kobiety bluszcz lub syndromu DDA. Wiele- bardzo wiele w tym się pokrywało.

Nie żartuje- po prostu miłość mnie zaślepiła. Nie widziałem tego, że jest aż tak zależna.  Oczywiście- nie zwalam na nią winy, bo wiele w tym jest mojej. Ja tego po prostu nie widziałem albo nie chciałem zobaczyć. Źle postępowałem, że wyręczałem. Wierzyłem, że tak będzie najlepiej.

Jak się okazało dla nikogo z nas nie jest to dobre.... Człowiek potrafi być ślepy i ja nadal jestem częściowo.

10

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
MagdaLena1111 napisał/a:

Podzielam zdanie przedmówczyń w całej rozciągłości.

Wybrałeś partnerkę wymagającą opieki, bluszczowatą, uwieszoną na Tobie.
Dlaczego wybrałeś taka partnerkę? Bo takiej właśnie chciałeś. Bo masz potrzebę niesienia pomocy bycia czyimś opiekunem, którą realizujesz ze słabszą partnerką. Z pewnością potrzebujesz czuć się potrzebny i lubisz być doceniany za swoją zaradność i umiejętność niesienia opieki. Dlatego pociąga Ciebie niezaradność w kobietach. Ta jej nieporadność i zagubienie Tobie daje poczucie siły.
Sęk w tym, że bycie opiekunem na pełen etat, który sam na wsparcie i oparcie liczyć nie może jest wykańczające. Ile czasu można skakać nad kimś bez chwili wytchnienia i odpoczynku. W końcu organizm nie daje rady i przychodzi załamanie. Pewnie właśnie to Ciebie spotkało

Nie wybrałbyś silnej, samodzielnej i samorządnej kobiety, bo taka Twojej ciągłej opieki i nadskakiwania by nie potrzebowała, więc nie mógłbyś z nią zrealizować swoich potrzeb. Wybrałeś mało rozgarniętą partnerkę, bo należysz do mężczyzn którzy lubią czuć się nawet nie tyle potrzebni, co wręcz niezbędni, bo bez Ciebie „dziecko” nie da rady. Może też lubisz być podziwiany i lubisz kierować w związku, więc nie interesuje Ciebie tworzenie związku partnerskiego z kimś na tym samym poziomie. Na końcu jesteś sam z uzależnioną od siebie, zależną partnerką, która wyciska z Ciebie życiową energię. A nie masz jej gdzie podładować. Bo w partnerskiej relacji ludzie dają sobie nawzajem, a w relacji, którą Ty preferujesz jest duża dysproporcja, co prawda zaspokajasz swoją potrzebę bycia dla kogoś pępkiem wszechświata niezbędnym do przeżycia, ale kosztuje Cię to tyle, że Twój organizm nie daje rady. Koło się zamyka.

Dziękuje za rady. Taką właśnie wiele na to wskazuje wybrałem partnerkę i nie spodziewałem się. Znajomi zawsze mówili- zobacz jaka jest zakochana bez pamięci w Tobie.
Możliwe, że chcę pomagać aż za bardzo. Nie jestem jakimś samarytaninem- nie należę do fundacji- nie pomagam ciężko chorym.
W życiu jednak chce nieść pomoc bliskim- pomagać. Być napędem dla innych.  Nie szukam raczej świadomie poklasku i pięknych słów i podziękować. To mnie peszy i nie oczekuje tego. Najbardziej cieszy mnie to, że po prostu komuś pomogłem. Coś udało się załatwić. Możliwe, że podświadomie potrzebuje tego docenienia, a tego tak nie widzę.

Zgadza się- ten pośpiech, stres, próba dogodzenia wszystkim, a szczególnie drugiej połowie plus inne życiowe problemy przelały czarę goryczy. Naprawdę starałem się i byłem wewnętrznie rozdarty, powoli wypalałem się. Nie nadążałem za wszystkim. Brak było spokoju, chwili wytchnienia. Za dużo spraw spoczywało na mojej głowie. Organizm zaprotestował- nie dał rady, a ja straciłem swoje atuty. Sam potrzebowałem pomocy. Od niej jej nie dostałem. Choć z drugiej strony nie wiem jak miałaby mi pomóc...


Wydawało mi się, że oczekuje silnej kobiety, która pomogłaby, ale może masz rację. Sam już niewiele wiem... Wydawało mi się, że związek z kobietą, która wspiera i daje napęd do życia to jest to. Może jednak masz rację i chciałem po prostu pomagać i zbawić innych. .. Sam nie wiem już...

Czuję się nadal odpowiedzialny za nią i tak właśnie mi się wydawało, że "dziecko" nie poradzi sobie beze mnie, że potrzebuje pomocy. ... Nie lubię być podziwiany- tak próżny raczej nie jestem i się nie czuje. Raczej zawsze bezinteresownie niosę pomoc i nie oczekuje nic w zamian. Bardziej ja pomagam niż mi pomagają.....
Myślę, że wolałbym aby tą odpowiedzialność podzielić się w życiu z drugą osobą, a nie dźwigać wszystkiego na swoich barkach... Może trafiłem na taką osobe jak ona i musiałem być tym przewodnikiem widząc jej nieporadność. Wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale za nią. Tak mi się wydaje, bo nie znałem się na kobietach zbyt dobrze....

Energię ładowałem innymi aktywnościami i pasjami, ale były mi one odbierane. Było tego coraz mniej. Doszły zawodowe problemy i już nie byłem taki silny jak wcześniej.
Ciekawy jestem dlaczego uważasz, że wyciska ze mnie wszelkie soki? Ciężko mi w to uwierzyć. Mówi i pokazuje swoim zachowaniem swoją lojalność, wierność i oddanie. Dlaczego miałaby spijać ze mnie soki, jeśli mnie kocha? Tego nie jestem w stanie pojąć. Nigdy nie traktowałem jej jako wyrachowanej i egoistycznej osoby...

11

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Lacrymossa55 napisał/a:

Mam kilka pytań, które pomogą mi zrozumieć Pana i odpowiedzieć na Pana rozterki.

1. Kim Pan jest, żeby mówić innym jak mają żyć, w co się ubierać, jak się zachowywać, co jest dla nich dobre a co złe?

2. Dlaczego Pan stara się być ratownikiem, psychologiem, trenerem i pomocnikiem osoby dorosłej która najwyraźniej nie widzi potrzeby zmiany swojego życia?

3. Po co wiązać się z kimś kto ma więcej problemów niż Pan? Po co wiązać się z kimś kogo tryb życia całkowicie Panu nie pasuje i z osobą którą uważa Pan za upośledzoną skoro sama nie potrafi żyć i postępować bez Pana?

4. Jak to możliwe że ta dziewczyna przed poznaniem Pana jakoś żyła, radziła sobie i w ogóle funkcjonowała?

Witam. Dziękuje za przeczytanie mojej wiadomości. Myślę, że nie do końca Pani mnie chyba rozumie. Odpowiem na pytania najlepiej jak umiem i zgodnie z prawdą:

1. Jestem zwykłym facetem, który zbytnio się nie wyróżnia. Nikomu życia nie chciałem układać i nie wtrącam się do życia innych. Taki zawsze był mój punkt widzenia.
W miłości również, nie chciałem nikomu życia układać i decydować za niego. Nie mówiłem co dobre a co złe. Chciałem aby druga połowa czuła się jak najlepiej. Aby mimo swoich problemów stała się silniejsza. Chciałem być jej opoką w trudnym życiu. Nigdy nie przeszkadzały mi jej stroje i w co się ubiera. Nie wtrącałem się do tego i nie byłem szowinistą jak Pani mnie odbiera.
To inni zwrócili mi na to uwagę, że w tym wieku nie wypada ubierać się jak mała dziewczynka cały czas, że to obciach.
Ja tym się nie przejmowałem. Widziałem jak się stara i że ubiera się dla mnie. Chce mi się podobać. Zawsze mówiłem, aby ubierała to w czym się dobrze czuje.
Chciałem aby wzięła odpowiedzialność za swoje życie.

2. Nie planowałem być ratownikiem ani pomocnikiem czy psychologiem. Zakochałem się w tej osobie. Nie wybrałem sobie jej, aby takie funkcje spełniać i nie robiłem tego świadomie.
Chciałem ją wspomóc, aby była silna, radziła sobie w życiu. Miała przyjaciół, pasje. Zawsze namawiałem jej do tego. Aby znalazła wartościowe rzeczy dla niej w życiu. Nic to nie dawało.
Dla niej liczyłem się tylko ja i we mnie jest wpatrzona jak w obrazek. Wcześniej tak tego aż nie widziałem. Dopiero teraz nachodzą refleksje. Myślałem, że to normalne, że nie widzi świata beze mnie, że to miłość zdrowa. Jedyna... Nadal jestem w tym wszystkim zagubiony.

3. Rzeczywiście miała ona więcej problemów niż ja. Ja sobie sam dobrze radziłem, zawsze miałem wsparcie rodziny. Jak ją poznałem to tak na to nie patrzyłem. Podobała mi się, zakochałem się.
Zawsze takie kobiety o cechach dziewczęcych mi się podobały. Myślałem, że to normalne, że takie są kobiety.
Nie uważam jej za osobę upośledzoną. Nie napisałem tego. Jej tryb życia był zbieżny ze mną. Interesuje się tym samym co ja w większości. Teraz nie wiem czy naprawdę tak jest czy chciała, aby tak było... Gdzieś te zainteresowania, większość poglądów była zbieżna. Inaczej nie doszlibyśmy do porozumienia. Miałem też swoje wymagania. Nie wszystko przyjmowałem za dobrą monetę.
Chciałem, aby była samodzielna i starałem się jej to pokazać. Zachęcałem do  bardziej otwartego życia, znalezienia pasji itd. Nie chciała....

4. Myślę, że przed poznaniem słabo sobie radziła w życiu. Miała problemy rodzinne, żyła w hermetycznym środowisku. Bez większych znajomych, zamknięta na świat. To ja byłem jej pierwszą miłością i wydaje mi się,że upatrywała nadzieji, że wyciągnę ją z tego emocjonalnego bagna w którym tkwiła.

12

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
szeptem napisał/a:

Uciekaj!!!

To już za późno raczej.... Gdyby to był początek znajomości. Teraz za dużo współnych chwil i ja ją nadal kocham...

13 Ostatnio edytowany przez Znowunicniewyszlo (2020-07-10 08:06:01)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Nigdy nie jest za późno żeby odciąć się od tokstycznej osoby i zacząć życie od nowa. chcesz żeby właśnie tak wyglądało Twoje życie do końca?   Tak na dobrą sprawę Ty nie możesz dosłownie nic... Pasja nie, znajomi nie, jak masz nadgodziny wydzwania Ci co  chwilę, to jeszcze trochę i będzie Cię chciała odciąć od rodziny bo do tego zmierza.. Bez przesady... Chcę Cię zamknąć w złotej klatce... Nie wyobrażam sobie jak mielibyście dziecko, Ty też musiałbyś się nim zająć?  Bo Ona nie daje rady, bo jest nieporadną mała dziewczynka?  Myślę że tak właśnie by było.. Więc jak większość radzi.. UCIEKAJ..  Ale oczywiście to Twoje życie i Ty będziesz o nim decydował. I za kilka lat obudzisz się z ręką w nocniku.  Ty zawsze bedzisz musiał radzić sobie sam.. Ona raczej wiele Ci nie pomoże...

14

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Z jednej strony piszesz, że chcesz i lubisz być czyimś napędem do życia, a z drugiej, że silna i dająca napęd do życia kobieta to jest to...
Twoja kobieta nie jest silna ani nie daje Ci wsparcia. Ty próbujesz ją na taką przerobić ale przez 6 lat Ci się nie udało, bo tak naprawdę ani Ty ani ona tego nie chcecie. Uczucie bycia komuś potrzebnym, pomagania, naprawiania, pokazywania dobrej drogi potrafią uzależnić. Jeśli robimy to aż do przesady, kosztem siebie to zawsze kryje się za tym drugie dno. Chociaż ciężko do niego dotrzeć, bo nie lubimy o sobie źle myśleć, ale warto to odkryć. Ja przykładowo doszłam do tego, że w ten sposób "gwarantuje" sobie sympatię innych,  bo jak tu nie lubić takiej milej osoby, a poza tym pomogłam Ci i (podświadomie myślę), masz mi się odwdzięczyć, masz jakiś dług, nie zostawiaj mnie.
Ale to przyszło w trakcie terapii. Więc dobrze że na nią idziesz i życzę Ci odwagi.
A tak w ogóle to co to za "dziewczęce cechy" o których mówisz, a które tak Cię pociągają?
No i tak, byłeś na, początki zakochany i zaślepiony, ale minęło 6 lat, a Ty tkwisz w tym samym miejscu, coraz bardziej ograniczany i wysysany z energii,  ciągle dając i dając i dając... Aż Twój organizm się zbuntował (psychika w sumie też). Zaufaj temu buntowi, że naprawdę coś jest bardzo nie tak i pomóż sobie.
Smutne bardzo jest to, że Twoja kobieta oczekuje w takiej chwili uwagi i jakiegoś zainteresowania. No ale w sumie tak ją przyzwyczaiłes przez te lata,  a teraz ona w centrum nie jest, nie ma ciągłej opieko, musi sobie radzić sama... I już jej coś nie pasuje. Bardzo egoistyczne podejście.
Dodatkowo wydaje mi się, że będziesz miał problem z jakimiś radykalnymi, krokami, bo czujesz się za nią odpowiedzialny i jak to tak ją zostawić albo jej się stawiać po tylu latach? Ale jeśli chcesz wyzdrowieć to musisz. Natomiast stopniowo w tym pomoże Ci terapia. Miej oczy otwarte i bądź gotowy do ratowania siebie. Masz pełne prawo być szczęśliwy i zdrowy, a jeśli ona nie umie żyć bez Twojego ciągłego pomagania to musi sobie jakoś z tym poradzić, bo jest DOROSŁYM, ROZUMNYM, SAMODZIELNYM człowiekiem, który ma dwie ręce, dwie nogi, mózg i wolną wolne. Jak będzie chciała, da radę (inna sprawa, że narazie nie chce, bo po co, skoro jej non stop pomagasz i prowadzisz za rękę).
A na koniec chciałabym powiedzieć że Ci współczuje, bo wiem że obudzenie się w czymś takim jest mega trudne i próba pozostania świadomym również, ale warto. Więc mam nadzieję, że sobie z tym poradzisz.

15 Ostatnio edytowany przez justa_pl (2020-07-10 09:45:14)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Wydaje mi się, że MagdaLena 111 najlepiej podsumowała cały ten mało partnerski związek i Twoje motywy - widać całkiem nieuświadomione.
Czy Twoja partnerka to kobieta bluszcz ?
Trudno powiedzieć.
Są kobiety niedojrzałe, dziecinne można powiedzieć infantylne - bo takie po prostu są, takie wyszły z domu, taką mają osobowość, do tego brak wiedzy i zero rozwoju. Często ciężko im w życiu bo przecież  nie potrafią zadbać o siebie a tym bardziej o innych,  to przekracza ich możliwości.
Ale są też kobiety, których ta nieporadność, dziecinne zachowanie to tylko pozory i sposób na życie. Tak naprawdę doskonale znają stan konta i status spoleczny swojej "ofiary" i precyzyjnie wybierają ją na swojego "żywiciela". Bazują na tych wszystkich słabościacj mężczyzn, o których pisze MagdaLena - poczucie siły, bycie docenianym, niezastąpionym przy kobiecie nieporadnej.
Jak rozpoznać z jaką kobietą ma się doczynienia, czy z osobą zwyczajnie nieporadną zyciowo i trochę ułomną, czy z kobietą bluszczem, pasożytem i egoistką ?
Moim zdaniem, ten drugi typ kobiety,  potrafi wytypować faceta o wysokim statusie materialnym, społecznym, potrafi rozbić jego małżeństwo/związek, rozkochać go w sobie i zwyczajnie "upolować". Wydawałoby się  to niemożliwe, bo taka nieporadna, dziecinna, ograniczona....a jednak.
Tylko Ty wiesz, czy Twój związek to spontan, spotkaliście się dwie wolne samotne osoby i wielka miłość, czy zostałeś "odłowiony" ze swojego poukładanego życia, związku, małżeństwa.
Zastanów się nad tym, wtedy odpowiesz sobie na pytanie.

16

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Zawsze starałem się, aby dorosła.

Tu popełniłeś pierwszy i najważniejszy błąd tej relacji i tak naprawdę (moim zdaniem). Jeśli chcesz kogoś wychować, to adpotuj dziecko. To jest zadanie rodzica: pokazywać świat, uczyć co jest dobre, co złe, wyciągać do ludzi, uspołeczniać, dbać o to, żeby miała kolegów i koleżanki... Chciałeś być dla kogoś ważny, najważniejszy. Chciałeś być całym światem. Jak rodzic. Chciałeś ją zmieniać, kształtować pod siebie. I tu zaczyna się piekielnie bo wybacz że tak prosto z mostu, ale jesteś toksyczny. KTO, na litość boską, wchodzi w związek z kimś TYLKO PO TO, żeby go zmieniać na swoją modłę, "pokierować na odpowiednie tory", krytykować zachowania, potrzeby, przyzwyczajenia i wciskać innej osobie, że tylko Twój sposób bycia jest dobry, słuszny. Mam ciarki. Wybrałeś sobie kogoś, żeby go sobie jak marionetkę ustawić zgodnie ze swoim widzimisię i się dziwisz, że się na 100% nie przyjęło?
Czy aby miłość nie powinna być bezwarunkowa? Czyje Ty potrzeby spełniasz, jej? Najwyraźniej nie, bo ani nie chciała się zmieniać, ani nie była szczęśliwsza dzięki Twoim zmianom, ani nowych hobby nie chciała, a tu widzę, że jednak warunki były, może nie wypowiedziane wprost, ale już do tolerowania twojego hobby się zmusiła, żeby tylko Cię nie stracić.

Jesteście tak kosmicznie uwikłani, że dlatego to trudno opisać.

Ja tego nie piszę ze złych intencji. Pewnie też nie masz. Zapewne Twoje skrzywienie w stronę bycia tatusiem dorosłej kobiety jakoś da się wyjaśnić psychologicznie, myślę, że nie miałeś takiego założenia, ale fakty są takie, jakie napisałeś. Chciałeś mieć kogoś pod opieką, komu życie naprostujesz, wychowasz, będziesz trzymał pod kloszem, a w zamian otrzymasz dozgonną adorację.
No to masz.
Tylko w tym wszystkim jest też druga strona. Jak tatuś się rozchoruje i padnie, to nie jest obowiązkiem dziecka go składać, wspierać, ciągać po lekarzach - to jest obowiązek partnerki. Której nie masz, bo masz dziecko. Które "nie dorosło" do bycia parterką, bo nigdy nie miało takiej szansy. Dziewczyna nigdy nie musiała dowiedzieć się jak to jest być w równorzędnym partnerskim związku, nie wie, co to znaczy wspierać, nie miała odpowiedzialności, więc nie dziwne, że nie potrafiła jej wziąć i działaś i pomagać.

W tym wszystkim jest jeszcze wątek Twojej zupełnie zrozumiałej depresji. Człowiek ma ograniczoną ilość zasobów: energii, troski, miłości. Jak masz 100% a potem idziesz na misje, zbawiać kogoś (dziewczynę), obdarzając ją troską, miłością, energią, to te zasoby tracisz. Jeśli ich nie ładujesz od niej - bo nie masz od niej troski, nie masz od niej energii, to sorry, ale w którymś momencie bak pokazuje "pusto". Jeśli gdzieś wydatkujesz miłość, to musisz się też zasilać. A Tobie się wydawało, że jesteś takim bohaterem, Chrystusem, co ma niezkończoną energię i sam sobie poradzi.

I tym jest Twoja depresja. Skończyła Ci się energia, a nie masz korzenia, nie masz podłączenia do dziewczyny, bo ona tylko bierze. A Ty tylko dajesz. Nie ma wymiany.

Oczywiście depresja nie jest taka prosta, a to jest duże uogólnienie, a człowiek nie jest bakiem, tylko nieskończenie bardziej skomplikowanym organizmem.

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

17

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Napisałeś, że już za późno, bo Ty ja kochasz. W takim razie czy napisałeś tu tylko dlatego, żeby utwierdzic się w przekonaniu, że faktycznie idziesz dobrym tropem odkrywając prawdę, że twoja kobieta jest po prostu bluszczem? Tobie nie chodzi chyba o to, żeby ktoś poradził Ci, co masz zrobić z takim fantem, lecz tylko o to, by potwierdził twoje odkrycie. Czyż nie tak?
Jeśli tak jest, to ja napiszę Ci, jakie jest moje zdanie na temat tej kobiety. Otóż na podstawie tego, co napisałeś uważam, że jest ona typowym, klasycznym bluszczem, typowym aż do bólu. Obojętne ile minie lat waszego związku ona na zawsze pozostanie tego typu człowiekiem. Nic z tym nie zrobisz, tak jak nie zrobisz wilka z zająca. Ta kobieta taka się urodziła, tak ukształtowało ją dzieciństwo, środowisko i doświadczenie życiowe. Ty też przyłożyłeś się do tego, by jeszcze bardziej zrobić z niej ułomna kobietę.
Nie wiem jak ona chodzi ubrana, skoro Ty uważasz, że nosi się jak mała dziewczynka, do tego stopnia, że aż razi to w oczy. Jakie nosi fryzury, jak się odzywa w towarzystwie, jakie robi miny i jakie ma zainteresowania oraz życiowe cele i priorytety. Czy wstydzisz się za nią w towarzystwie? Przecież to musi być okropne.
Tak czy siak ja uważam, że i z tobą musi być coś mocno nie halo, skoro pociąga cię taka kobieta. Czy jesteś mundurowym?

18 Ostatnio edytowany przez Kacperjh (2020-07-10 13:27:17)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Znowunicniewyszlo - masz rację, ale jest to niezwykle trudne.  Te problemy nawarstwiły się, gdy zaczeliśmy razem mieszkać. Wcześniej była zła o wiele rzeczy, ale jak zamieszkaliśmy razem to praktycznie przestałem realizować swoje pasje., marzenia czy wypady ze znajomymi. Prawda jest taka, że odcieła mnie od tego i dopiero teraz to widzę.
Kiedy postawiłem na swoim, że chcę spotkać się z kumplem to postawiła barierę,że po godzinie mam wracać. Jak jeszcze mnie nie było to zaczęły się telefony.
Mówiła- obiecałeś przecież i słowa nie dotrzymałeś.
Często również była zła na moją pracę, że tak ciężko pracuje i nie poświęcam jej czasu. Jeździła ze mną wszędzie, aby spędzać ze mną czas. Nawet później do sklepu musiałem z nią iść, bo sama nie chciała.

Nie chcę, abym tak wyglądało moje życie, ale jeśli kogoś się mimo wszystko kocha ciężko porzucić go i sobie odejść.. Potrzeba czasu, aby to wszystko ułożyć w głowie.
Zatraciłem chyba własne jestestwo. Poświęciłem się dla innych- zapominając o sobie.

Co do dziecka to nigdy nie nalegała na to, a i chyba gdzieś w podświadomości nie była na to gotowa. Ja z każdą chwilą coraz bardziej...
Myślę, że teraz potrzebuje czasu, aby to ułożyć w głowie. Zastanowić się w końcu nad sobą i swoimi uczuciami. Brak mi asertywności. Kolejnym krokiem będzie wizyta u specjalisty.
Te rady wiele mi dały, bo otworzyły mi oczy na problemy. Wcześniej miałem pustkę i nic nie widziałem. Teraz widzę więcej. Dziękuje


Szpilka- dziękuje za miłe słowa i wsparcie. W tych trudnych chwilach wiele dla mnie to znaczy.

Prawda jest taka, że jak to bywa w życiu spotkaliśmy się i sobie spodobaliśmy. Nie szukałem partnerki, nie analizowałem jej zachowań, charakteru. Po prostu trafiliśmy na siiebie-spodobaliśmy się i zakochaliśmy. Ona od początku była we mnie wpatrzona niczym w obrazek. Te jej duże oczy patrzyły na mnie zakochany wzrokiem. Czy potrzebowałem kobiety, która trzeba się zaopiekować? Nie wiem. Możliwe, że samo to tak przyszło i stwierdziłem, że muszę jej pomóc, zająć się i pokazać życie. To strasznie zagubiona była osoba- takie robiła wrażenie.
Może gdybym poznał inną kobietę na swojej drodze- silną to inaczej by to wyglądało i byłbym szczęśliwy. Tego nie wiem, stało się tak a nie inaczej.
Myślę, że gdyby była kobietą, która mnie wspiera w mojej pracy, pasjach to byłoby dla mnie lepsze rozwiązanie. Może jeszcze niewiele wiem o sobie i w głębi jak pisałaś potrzebowałem się zająć kimś i to mnie nakręca do życia. Sam nie wiem....
Możliwe, że gdzieś jest drugie dno mojego zachowania, ale ja tego nie odkryłem. Lubię pomagać innym, ale nigdy nie oczekiwałem nic w zamian.  Może jednak jak Ty chcę zaskarbić sobie w ten sposób sympatie innych? Na te pytania myślę, że pomoże mi odpowiedzieć specjalista. Teraz widzę, że potrzebuje tej pomocy.
Dopiero bliscy uświadomili mi delikatnie temat. Zacząłem się zastanawiać nad tym wszystkim. Wcześniej nic nie widziałem- byłem jakby totalnie zakochany i zaślepiony. Tutaj dzięki Wam też widzę coraz więcej. Dużo czytałem różnych artykułach o syndromie DDA czy bluszczu. Wiele tam było zbieżnych rzeczy z tym co jest....

Nie twierdzę, że to nie moja wina też i chcę się wybielić. Na pewno wiele winy jest mojej, ale nie wszystko zapewne.
Nie jest mi łatwo wyspowiadać się z życia przed obcą osobą ani nawet najbliższą, ale muszę to zrobić, aby zobaczyć wyjście z sytuacji. Aby zrozumieć to czego nie widzę teraz !  Dzuękuje- odwaga będzie tutaj bardzo potrzebna !

Jeśli chodzi o dziewczęce cechy to delikatność, subtelność, wrażliwość....

Pomagałem wszystkim, ale nie sobie. Z wielu powodów życie wyssało ze mnie wszelki soki. Byłem wcześniej mega energiczny, ale z upływem czasu spadłem na dół.
Depresja mnie dorwała- dziś biorę leki, bo inaczej nie dałbym rady żyć....
Te ostatnie problemy uwidoczniły mi wiele rzeczy. Spadłem na dno i muszę z tego wyjść, ale jest ciężko. Dużo dawałem od siebie, a nie widziałem i nadal tego nie widzę co dostałem od ukochanej osoby. Co powiniem dostać? Jak to wsparcie powinno wyglądać? Jak kobieta powinna mnie wspierać? Tego właśnie nie widzę...

Dużo role odegrali bliscy, którzy uwidocznili problemy. Wcześniej nic nie widziałem. Tutaj dostrzegłem też coraz więcej dzięki Waszym radom. Poczytałem artykuły o bluszczach o DDA.
Tam naprawdę wiele rzeczy się zgadzało.

Tak- oczekuje ode mnie, aby szybko doszedł do siebie, poszedł do specjalisty i wrócił do niej najszybciej jak to możliwe. To, że to już za długo trwa. Boi się o nasz związek. To, że nie potrzebuje jej rady i nie czuje się potrzebna. To, że chce postawić mnie na nogi teraz. Nie chce żyć w takim zawieszeniu, a ja zawsze mam czas na wszystko.. Jest załamana sytuacją. Nie wie co ma zrobić ze sobą. Gdyby był ślub to nic nas by nie rozdzieliło.... Mam się określić. To jej ostatnie słowa. Wcześniej nic nie mówiła i starała się mnie wspierać. Mówiłem, że muszę dojść do siebie, że potrzebuje czasu i przemyślenia życia. Co uważasz?


Rzeczywiście to nie jest łatwe i sam nie wiem co zrobić. Myślę, że terapeuta pomoże naprowadzić mnie na właściwe tory. Zobacze więcej, bo teraz niewiele widzę....
Muszę być teraz egoistą i w końcu pomyśleć o sobie. Ciężko tak, gdy kogoś kochasz, wiążesz się na lata, masz wspólne chwile, życie.  Ciężko bardzo ciężko to wszystko ogarnąć.

Z jednej strony jest zależna jak opisałem. Z drugiej strony jednak ma dobrą pracę, dobre wykształcenie, wystarczające środki finansowe, aby się utrzymać, mobilna. Nie jest to tak, że sobie całkowicie nie radzi. Na pewno emocjonalnie tak, ale w życiu potrafi jak trzeba pójść do sklepu, załatwić jakieś rzeczy drobne, ogarnąć pracę.
Pytanie czy mnie kocha? Czy ta miłość opiera się dla niej na wygodnym życiu i czerpaniu ze mnie energii? Czy robi to umyślnie czy jednak nieświadomie ?
Wynika to zapewne z dzieciństwa i problemów, braku wzorców odpowiednich i ciężkiej sytuacji.
Tyle tylko czy to udawana miłość, aby czerpać korzyści czy naprawdę kocha mnie i podświadomie mnie rani? Nie rozumiem tego.  Pokazywała i mówiła, że jest bezgranicznie kocha.

No cóż dziękuje za wsparcie. Muszę iść dalej i coś zadziałać. Do czegoś dojść. Nie jest to jednak takie łatwe....

Justa  Możliwe, że taka jest osobowość zakorzeniona, nabyta jako sposób przetrwania. Nie jest jednak tak, że brak jej rozwoju. Rozwija się akurat w pracy i pogłębia wiedzę,ciągłe kursy. To wręcz takie natręctwo jej.
Mam wątpliwości właśnie czy jej zachowanie jest nieświadome czy świadome. Nie poluje na moje pieniądze, sama zarabia i wystarczy to, aby się utrzymała.
Dzielimy wszystko po równo w życiu. Raz ona płaci raz ja- nie jest tak że jest zależna ode mnie finansowo. Widać, że tego nie oczekuje.
Na pewno życiowo nie jest ułomna- jak trzeba to potrafi załatwić coś, ma pracę, zarabia w miare nieźle.
Nie dogaduje się z ludźmi, ale jak trzeba zadba o swój interes.
To teraz jest dla mnie podstawowe pytanie- czy robi to celowo czy jednak nieświadomie ? Czy jest egoistką czy może ja na nią też niezbyt dobrze- toksycznie wpływam?
Czy jednak ustawiła tak sobie życie ze mną- jest jej dobrze i ta miłość z jej strony jest naciągana?

Teraz już naprawdę niewiele wiem.Staram się znaleźć odpowiedź, ale im dłużej się zastanawiam tym mam większy mętlik..

19 Ostatnio edytowany przez szpilka33 (2020-07-10 14:09:48)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

To czy ona to robi świadomie czy nie to jest mniej ważna kwestia, chociaż rozumiem czemu uważasz ją obecnie za istotną. Natomiast jak Ty zaczniesz sobie układać po kolei wszystko w głowie, wyznaczać granice i dbać o siebie to ona powinna dać Ci przestrzeń, wsparcie i pomoc. Możliwe że sama też powinna się przejść do specjalisty, chociaż to już pozostaje w kwestii jej woli.
Nie rozumiem jakiego określenia oczekuje. Boi się, owszem, bo widzi, że nadchodzą zmiany i już tak dłużej fajnie jej nie będzie. Boi się, że wszystkoo straci, całą uwagę. Ona w ogóle jakaś lekliwa mi się wydaje, jakby ciągle się bała, że jak Cię na chwilę samego zostawisz to jej znikniesz. Nie może naciskać teraz nagle ba Ciebie. Sześć lat byłeś dla niej źródłem, które w końcu się wyczerpało. Jak naprawdę Cię kocha to niech zaciska zęby, daje Ci przestrzeń i stara się zrozumieć, co poszło źle z jej strony.
Obstawiam, że raczej nie jesteś gotowy zrywać relacji tu i teraz, więc niech wszystko się dzieje krok po kroku. Zdobywanie wiedzy, odbudowa siebie, rozmowa z nią o nowych zasadach.
Niestety mam przeczucie, że może jej się nie spodobać Twoja nowa wersja, bo już nie będziesz dawał jej tyle wszystkiego jak dotychczas. To trudne, ale najważniejsze żebyś Ty odczuł ulgę ,żebyś zadbał o siebie i swoje potrzeby, bo tylko wtedy będziesz w stanie wspierać i pomagać komukolwiek innemu.
Ona jest bardzo zależna od Ciebie emocjonalnie i psychicznie niedojrzała. Może coś zrobić, wyjść do sklepu, ale nie chce. Chce Cię mieć ciagle dla siebie, na każde zawołanie, w pełni. Tak się nie da.
Widzę, że masz w sobie na tyle autorefleksji i chęci, że powoli coś ruszyło. Czytasz, chcesz iść po pomoc, rozmawiasz. Jesteś w szoku, ale to normalne. Dobrze, że powoli się budzisz. Też kiedyś byłam w tym miejscu i warto przejść przez to wszystko, dotknąć dna i się odbić. Trzeba tylko dać sobie szansę.

20 Ostatnio edytowany przez Kacperjh (2020-07-10 14:18:49)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Monoceros  Możliwe, że tak było. Chciałem być najważniejszy dla najbliżej osoby i szukałem miłości jak z filmów romantycznych. Tej jedynej i prawdziwej.
Może nie dostrzegam problemu swojej toksyczności w związku. Może jednak tak się dobraliśmy- każde z nas szukało miłości i nie widzieliśmy pewnych rzeczy.
Ja chciałem jej pomóc, a jej to odpowiadało.
Nie wchodziłem w ten związek, aby narzucać coś komuś na siłę. Nie krytykowałem nigdy jej zachowania. Na siłe nie naprowadzałem na właściwe tory.
Dawałem jej wskazówki, mówiłem, że może warto dosrosnąć. Widzę jednak teraz, że nie skorzystała z tych rad i  robiła po swojemu.
Myślę, że nie do końca mnie rozumiesz, bo taki nie jestem, że narzucam komuś swoje poglądy, życie na siłę. Oczywiście mam swoje wartości, poglądy. Każdy je ma i uważa, że słusznie się nimi kieruje. Nie zawsze tak jest zapewne i u mnie. Jednak nigdy nic na siłę jej nie narzucałem. Nie rozkazywałem, nie krytykowałem jej zachowania, a delikatnie zwracałem uwagę jej na pewne rzeczy. Nie kazałem jej szukać pasji, nie chciałem nawet aby ona robiła wszystko co ja i ze mną moje pasje spełniała. Chciałem mieć swoją przestrzeń, spotkać się z kumplem sam na sam, wyjść ze swoją grupą znajomych. Nie ciągnełem ją do swoich zajęć, pasji. Wręcz na odwrót- nie chciałem aby uczestniczyła ze mną we wszystkich. To ona chciała sama i mnie prosiła, chciała uczestniczyć we wszystkim wręcz na siłę.
Może jednak sam dobrze siebie jeszcze nie znam? Może masz rację i mam jakieś skrzywienie, którego nie widzę? Na razie jestem zagubiony...\

Tutaj masz zupełną rację co do partnerki. Nie jest to też jej wina do końca- ona takie cechy wyniosła z domu. Nie znała dokładnie jak to powinno wyglądać. Nie umiała pomóc. Jest dzieckiem to fakt.  Czy ja mam problem? Tego nie widzę narazie- może specjalista znajdzie w zakamarkach to wszystko...

Rzeczywiście tak myślałem, ale bak wysechł, a ja po prostu nie byłem w stanie nic zrobić.

ulle  Nie napisałem tutaj z tego powodu. Pisałem tutaj będąc kompletnie zaślepiony i czując totalną pustkę, spowity we mgle. Liczyłem na pomoc, aby poznać opinie innych z daleka, z dystansu, aby móc jakoś wyjść z sytuacji. Zobaczyć coś czego nie widzę. Wiele rad mi pomogło, otwierają mi się oczy powoli. Jednak wciąż wielu rzeczy nie rozumiem i nie widzę.
Chodzi właśnie ulle o poradę, bo jestem zagubiony. Tutaj nie chciałem , aby ktoś się ze mną zgadzał.
Jak widać wiele krytycznych rad się pojawiło w moją strone. Nikt nie lubie tego słyszeć, ale właśnie o to mi chodziło. Jak widasz nie zaprzeczam temu i staram się zrozumieć swoje błędy i jej błędy. Wiele to mi pomgło plus wiele artykułów przeczytałem. Wcześniej nic nie widziałem.

Ulle jesteś kolejną osobą, która tak piszę. Na pewno wiele w tym mojej winy. Jednak ona się nie zmieniła od początku. Taka jest. Nie wiem tylko czy robi to specjalnie czy nie.
Czy to jej sposób na życie czy nieświadome działanie? To mnie teraz bardzo zastanawia. Wierzę,że mnie szczerze kocha i nie jest wyrafinowana. Po prostu takie przyjęła najwidoczniej wzorce. Tak dla niej wygląda życie normalne i miłość. Tego właśnie nie wiem....

Mnie to nie raziło w oczy, może innych. Mnine to nie przeszkadzało i nigdy nie zwracałem nadmiernie uwagi jej czy na to. Każdy robi tak jak lubi. Ona to robiła dla mnie tak wtwierdziła.
Czy fryzury czy ubrania. Czasami wstydziłem się po alkoholu czy też może tak podświadomie nie wszystko mi pasowało.
Nie jestem mundurowym i wydaje mi się, że nie jestem osobą taką która o wszystkim i wszystkich chce decydować. Może jestem jednak w błędzie

21 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2020-07-10 15:08:01)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Kacperjh napisał/a:

Ciekawy jestem dlaczego uważasz, że wyciska ze mnie wszelkie soki? Ciężko mi w to uwierzyć. Mówi i pokazuje swoim zachowaniem swoją lojalność, wierność i oddanie. Dlaczego miałaby spijać ze mnie soki, jeśli mnie kocha? Tego nie jestem w stanie pojąć. Nigdy nie traktowałem jej jako wyrachowanej i egoistycznej osoby...

Między innymi z powodów, o których sam napisałeś:

Kacperjh napisał/a:

problemy nawarstwiły się, gdy zaczeliśmy razem mieszkać. Wcześniej była zła o wiele rzeczy, ale jak zamieszkaliśmy razem to praktycznie przestałem realizować swoje pasje., marzenia czy wypady ze znajomymi. Prawda jest taka, że odcieła mnie od tego i dopiero teraz to widzę.
Kiedy postawiłem na swoim, że chcę spotkać się z kumplem to postawiła barierę,że po godzinie mam wracać. Jak jeszcze mnie nie było to zaczęły się telefony.
Mówiła- obiecałeś przecież i słowa nie dotrzymałeś.
Często również była zła na moją pracę, że tak ciężko pracuje i nie poświęcam jej czasu.

Dla mnie to ma wydźwięk taki, że ona jest jak pijawka, która pozbawia Ciebie i wysysa z Ciebie wszystko to, co daje Ci siły i radość. W zamian zostawiając tylko siebie, czyniąc z siebie jedyny obiekt Twojej uwagi.
Zresztą słowa, które powyżej zacytowałam, to są przejawy przemocy psychicznej, wśród których można odnaleźć chociażby:
- Kontrolowanie Twojego zachowania. Twoja partnerka sama ustalała zasady, które określały na co i do jakiego stopnia możesz sobie pozwolić. W tzw. „zdrowym związku” to jest element relacji dwojga i dialogu między nimi, w którym deklarują swoje potrzeby i wyobrażenia o związku, a u ciebie była zwykła manipulacja, fochy i zakazy w celu kontrolowania Twojego zachowania.
- Izolowanie Ciebie od innych. Każdy potrzebuje czasami spotkać się że znajomymi, zmienić otoczenie, więc po co te ograniczenia dla Ciebie i pretensje, że poświęcasz czas innym kosztem czasu dla niej. Osoby z zewnątrz często są w stanie wychwycić niepokojące sygnały, więc odcięcie Cię od znajomych mogło mieć także takie podłoże, aby pozbawić Ciebie opinii z zewnątrz. No i jesteś teraz na forum, bo straciłeś rozeznanie, zagubiłeś się.


Nie sądzę, że ona to robiła świadomie i z wyrachowania, ale z tego, co opisujesz wnioskuję, że tak bardzo oplotła Ciebie bluszczem, że straciłeś rozeznanie, co jest dla Ciebie dobre, a co niekorzystne.

Z drugiej strony, to Ty ją wybrałeś. To nie jest przypadek. Miałeś ku temu inklinacje z pewnością już wcześniej. Nie doczytałam, czy pisałeś tutaj coś o swojej rodzinie pochodzenia. Czy opiekowałeś się kimś w domu rodzinnym? Bo często w dorosłym życiu odtwarzamy to, co jest nam znajome i bliskie. A u Ciebie tak bardzo widać skłonność do poświęceń, podporządkowywania swojego życia pod cudze oczekiwania. U facetów nie tak znowu częste.

22

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Jeszcze raz sprawdza się powiedzenie, że nieszczęścia chodzą parami. Posypało ci się mnóstwo spraw i na dodatek okazało się, że chociaż masz kogoś, to jednak tak naprawdę jesteś sam. To tak jakbyś dotknął dna i teraz próbujesz odbić się od niego. Nie chcesz na tym dnie pozostać, chociaż trochę ci to grozi, ponieważ nie wiesz od czego zacząć nowe życie i kto wie czy nie zaniechasz swoich działań, gdy przyjdzie ten odpowiedni czas. .
Czy pomoże specjalista? To zależy na kogo trafisz, bo różnie z tym bywa. Czasem żeby trafić na kogoś, kto mówi w twoim języki jest ciężko, ale bywa, że od razu trafia się dziesiątkę. W każdym razie pomysł, by udać się do psychologa jest bardzo dobry.
Pomysł, by obce osoby np z tego forum rzuciły ci nowe światło na twoje problemy też wydaje się dobrym.
Ja ze swojej strony spróbuję przyjrzeć się bliżej tej kobiecie, oczywiście przypominam, że bazuje tylko na tym, co sam napisałeś i na tym, co wyczytałam między wierszami.
Zwróciłam uwagę na to, że ludzie jej nie lubią i że trochę cię to dziwi. Mnie nie dziwi to wcale, ponieważ jest ona aspołeczna i jako taka sama tez nie lubi ludzi. Nie potrafi nic z siebie dawać, bo uważa, że to inni powinni dawać jej. Inni, na czele z tobą istnieją tylko po to, by czynić jej życie wygodnym i pozbawionym kłopotów. Mocno trzyma się ciebie, bo intuicyjnie czuje, że bez ciebie zginęłaby marnie. Jesteś dla niej czymś w rodzaju łodzi, w której ona sobie pływa nie ponosząc za nic odpowiedzialności.
To osoba, która innych zawsze będzie ciągnęła na dno, pod warunkiem, że trafi oczywiście na odpowiednią osobę, taka np jak ty. Jest zachowawcza i bardzo zaborcza. W swoim życiu nauczyła się kilku metod manipulacji innymi, by osiągnąć swoje cele. Ona jakby instynkownie czuje, że jesteś jej ratownikiem, opiekunem, wychowawca, człowiekiem któremu ona jest tak samo potrzebna, jak ty jej.
To typowy układ jednostronny z dawca i biorcą. Wszystko gra i buczy, gdy ratownik jest silny i sprawny. Gorzej, gdy ratownik sam potrzebuje pomocy. Jak ona reaguje, gdy widzi twoja słabość, to sam się o tym przekonałeś. Oczywiście wyśmiewa twoje problemy i pokazuje ci, że hola mój panie, ale na to, że teraz to ja będę cię wspierać, ja się nie umawiałam. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie. Niech inni martwią się o Cibie i pomagają ci, ja nie mam na to ochoty i właśnie okropnie boli mnie głowa, jestem zmęczona i przerazona. Ty się mną zajmuj, bo to ja jestem w gorszej sytuacji.
Bogu dziękuj, że miałeś ten kryzys i że w porę zobaczyłeś, z kim żyjesz na co dzień pod jednym dachem.
To typ człowieka, który w trudnym momencie dowali ci jeszcze bardziej. Według mnie to straszny typ człowieka. Wyobraź sobie, że zakładasz z nią rodzinę i pojawiłyby się dzieci. Lata by płynęły, ty robiłbyś za wola roboczego i to na każdym froncie , robilbys za bankomat, za wszystko, na czym siedziałaby Twoja rodzina. Ona natomiast występowałaby w roli paniusi, której wszystko się należy, bo jej największym wyczynem oraz poświęceniem było, że urodziła CI dzuecko/dzieci. W mieszkaniu panowałby wieczny bałagan, bo pani nie potrafiłaby ogarnąć się na tyle, żeby w domu było czysto i schludnie. Wiecznie coś by ją bolało i wiecznie czegoś by od ciebie chciała. Miałbyś cały dom na głowie począwszy od drobiazgów i na sprawach arcypowaznych kończąc. I niechby, nie daj Boże, coś Ci się stało. No wyobraź sobie, co wtedy działoby się w twoim domu? Jesteś w stanie wyobrazić to sobie?
To kobieta bluszcz, która nie nadaje się do życia w rodzinie. Ten typ kobiety nadaje się tylko i wyłącznie do jakiegoś tam związku z facetem, który jest dominantem, silnym i stanowczym, który lubi ustawiać sobie drugiego człowieka pod swoje dyktando i wiecznie jest silny, młody oraz nie ma żadnych słabości. Taka zabawka dla super mena. Dlatego zapytałam czy nie jesteś mundurowym, bo oni lubią takie puste i wpatrzone w nich uległe lalunie, bez ikry i własnego zdania, proste w obsłudze i bałwochwalczo zakochane w swoim życiowym dowódcy i przewodniku.
Tylko czy na tym polega życie?
Czy takiego małżeństwa byś dla siebie chciał?
Napisałeś, że ona ma też dobre cechy, bo nie kłamie, jest wierna i bardzo cię kocha.
No pewnie, że taka jest, ale czy jej przywary warte są tego, by afirmować kilka dobrych cech?
Patrz raczej na to czy możliwe byłoby dla ciebie życie z nią w małżeństwie, w rodzinie, na stare lata, w niemocy lub w chorobie.
Ludzie mają ja za roszczeniowa egoistke. Podejrzewam, że sporo ludzi ma o niej takie właśnie zdanie. Pomyśl więc o tym, że skoro tyle osób wskazuję Ci coś takiego, to może powinieneś wziąć sobie do serca ich spostrzeżenia? Jaki interes mieliby ci ludzie w tym, żeby obrzydzac ci te kobiete?
Myślę, że oni po prostu widzą coś, czego ty nie jesteś w stanie zauważyć, ponieważ patrzysz na te kobiete z perspektywy człowieka kochającego. A może to tylko twoje pobozne życzenia? Nie czaruj rzeczywistości, bo ja jeszcze nie słyszałam o takim przypadku, by ktoś zbudował w życiu coś solidnego bazując na ułudzie.

Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło. Może więc i tobie uda się teraz, w najbliższej przyszłości przekuć źle doświadczenia na własną korzyść.
Życzę Ci tego, bo wydajesz się naprawdę porządnym facetem. Odczep tylko od siebie te pijawkę.

23 Ostatnio edytowany przez justa_pl (2020-07-10 17:25:32)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Dużo już opowiedziałeś o swoim związku, dziewczyny powiedziały co o takiej relacji sądzą - w większości zgadzam się z tymi opiniami. Ale ja widzę to tak :
jesteście w korcu maku dobrani; Ty dawca, opiekun, kapitan; ona biorca, podporzadkowana, bluszcz. Oboje szczęśliwi w swoich rolach, harmonia, miłość. No i super. Jeśli ludzie dobierają się wg. wlasnych potrzeb i są szczęśliwi to właśnie o to chodzi.
Ale niestety układ się posypał. Ty, z powodu różnych zewnętrznych okoliczności wypadłeś ze swojej roli. Zburzyłeś ten dobrze prosperujący układ.  Ona nie może się odnaleźć w nowej sytuacji. Ty potrzebujesz wsparcia - ale ona nie jest w stanie Ci go dać, bo tego nie potrafi, bo to osoba, ktora sama potrzebuje wsparcia. Szkoda, że dopiero kryzys otworzył Ci oczy, że to niekoniecznie kobieta, która jest dla Ciebie odpowiednia. Teraz szukasz odpowiedzi, co z nią nie tak. A z nią wszystko ok, jaka była taka jest, nie potrafiła o siebie i nikogo dbać, nie potrafi tego także dziś - kiedy przyszedl dla Ciebie zły czas.
Oczekujesz od niej niemożliwego. Ona tego nie potrafi, bo jest jaka jest. Pewnie trochę w niej nieporadności ale i egocentryzmu i braku empatii. Przyjmij to do wiadomości i nie oczekuj cudów.

24

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Jeszcze raz to powiem: uciekaj! nie jest na późno, absolutnie. Nie macie ślubu i dzieci. Nic nie jesteś jej winny, wbrew pozorom. Uwierz że za jakiś czas - jeśli teraz to zakończysz - będziesz z niedowierzaniem łapał się za głowę, zastanawiając się "gdzie ja miałem oczy?"...  To, jak ona sobie potem sama poradzi itd to nie Twój problem. Zatroszcz się o siebie, póki możesz. Serio.

25

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Zgodzę się z powyższą opinią. Twoja kobieta stosuje po prostu przemoc psychiczną, ograniczając Cię na każdym kroku i wysysając Twoją energię.

Dodam jedynie, że na Twoim miejscu szukałabym też pomocy terapeutycznej dla siebie, żeby sytuacja się znowu nie powtórzyła w przyszłości. Bo dziewczynę można zmienić, ale schematy jest zmienić ciężko.

26 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-07-10 20:16:48)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Autorze, dodam jeszcze, że jeśli zdecydujesz rozstać się z nią, to będziesz świadkiem niesamowitych scen. Kobieta ta z całą pewnością zacznie histeryzować, typowe dla osobowości zależnej, manipulującej i wymuszającej swoje racje. Będzie więc płacz, groźby i różne teatralne zachowania, nie wyłączając szantażu, jak to ona targnie się na własne życie. Wszystkie te scenki będą autentycznie przez nią przeżywane, ponieważ ona poczuje się tak, jakby grunt się pod zapadał. Do tej pory żyła sobie na twoich plecach niczym pączek w masle, tylko ptasiego mleka jej brakowało. Była pewna, że tak będzie zawsze. Tymczasem stało się tak, że ty na skutek różnych życiowych wydarzeń zrobiłeś krok milowy naprzód, a ona została dalej na swoim miejscu.
Poczytaj sobie o takich kobietach, o ludziach z osobowością zależna, czyli po prostu o bluszcz ach, a włos zjeży ci się na głowie. Z tymi ludźmi nawet da się jakoś żyć, ale oni nadają się tylko na dobre czasy. Gdy przychodzą czasy złe wtedy zawodzą na całej linii i najczęściej szybko szukają kolejnej zdrowej oraz mocnej gałęzi. Silny instynkt samozachowawczy wyzwala w nich nagła energię i potrafią być niezwykle kreatywni w szukaniu kolejnego dawcy. Ci ludzie czują obrzydzenie do słabszych, pogardzaja nimi, ponieważ odrzuca ich od osób, które chciałyby jakiejś pomocy. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni zawsze szukają silnego dawcy i robią to intuicyjnie, niektórzy z wielkim wyrachowaniem. Zauważ, że często zdarza się, że silny facet nosi na plecach taka słodką idiotke i dopóki życie temu chłopu nie przywali, to i jemu jest dobrze z taką kobieta, i jej jest dobrze. Układ z bluszczem zawsze kończy się źle, no chyba że ktoś poświęci własne życie do podtrzymywania bluszcza na powierzchni, zrobi to świadomie, no dokona takiego a nie innego wyboru.

27

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Wszystko fajnie, tak sobie czytam te wątki i odpowiedzi i jedna rzecz mnie bardzo zaskakuje. A mianowicie robienie z autora ofiary i poszkodowanego a z kobiety tą złą i okropną.
OKEJ ta Pani ma nie równo pod sufitem.
ALE.
Po pierwsze, to on sobie ją wybrał i on się zdecydował na bycie z kimś kogo widział od samego początku jaka ona jest. To on próbował ją zmieniać na siłę, myśląc że jest taki mądry żeby dorosłej osobie mówić jak należy a jak nie należy żyć (i sam to napisał dokładnie tak). To on, pomimo że podstawowe rzeczy mu nie pasowały, zaczynając od ubioru a kończąc na tym że nie ma znajomych wybrał tą kobietę i myśląc że jest taki mądry odmieni życie biednej księżniczki. A tu się okazuje że ten który był taki mądry i silny sam jest teraz bardziej zależny od niej niż ona od niego. I teraz nie wie co zrobić. I okazuje się że o dziwo ona ma większy wpływ na niego niż on na nią. Tak się kończy ratownictwo osób, które tego nie chcą i nie proszą nas o to.
I teraz analiza zachowania tej Pani i czy ona jest taka czy siaka nie ma sensu. I mówienie że jak się okazało Pan został dziwnym trafem bez wsparcia i pomocy że strony partnerki. ALE ONA BYŁA TAKA CAŁY CZAS. Jaki sens wiązać się z alkoholikiem i potem jęczeć że on mnie nie wspiera a w dodatku pije. To jest dla mnie ta sama sytuacja. Więc jeśli Pan chce na prawdę zmienić tą sytuację, to proszę się przestać skupiać na tym co ona mówi, czego ona chce, czemu ona winna. Takie analizy nie mają w ogóle sensu i to czy ona jest psychopatka czy bluszcem czy kosmitą to nie ma dla Pana żadnego znaczenia, to nie jest Pana problem. Pana problem teraz polega na natychmiastowym urwaniu kontaktu z tą osobą, odseparowaniu się od niej, zrozumieniu że "chciałem być księciem w czyichś oczach", pójściu na terapię i zrozumieniu tego, dlaczego Pan postępuje tak a nie inaczej. I nie obwiniać nikogo innego, to była Pana świadoma decyzja żeby wejść w ten związek, dziewczyna była taka od początku, nie udawała kogoś innego i odpowiedzi proszę szukać w sobie.

28

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Lacrymossa55, chyba uważnie nie przeczytałaś wątku, bo ja, ale nie tylko zwróciliśmy uwagę autorowi na to, że to ją wybrał, że nic się nie dzieje przypadkiem i że on czerpie z tego „układu” dla siebie profity, których sam nie jest świadomy. Nawet wydawało mi się, że w pierwszej swojej wypowiedzi nieco zbyt mocno po nim „pojechałam” :-/

Co do meritum Twojej wypowiedzi pełna zgoda. Też uważam, że opisana tutaj historia związku to koluzja i autor oraz jego partnerka są oboje w ten związek uwikłani i funkcjonują w sieci wzajemnych zależności.

29

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Lacrymossa55 napisał/a:

Wszystko fajnie, tak sobie czytam te wątki i odpowiedzi i jedna rzecz mnie bardzo zaskakuje. A mianowicie robienie z autora ofiary i poszkodowanego a z kobiety tą złą i okropną.
OKEJ ta Pani ma nie równo pod sufitem.
ALE.
Po pierwsze, to on sobie ją wybrał i on się zdecydował na bycie z kimś kogo widział od samego początku jaka ona jest. To on próbował ją zmieniać na siłę, myśląc że jest taki mądry żeby dorosłej osobie mówić jak należy a jak nie należy żyć (i sam to napisał dokładnie tak). To on, pomimo że podstawowe rzeczy mu nie pasowały, zaczynając od ubioru a kończąc na tym że nie ma znajomych wybrał tą kobietę i myśląc że jest taki mądry odmieni życie biednej księżniczki. A tu się okazuje że ten który był taki mądry i silny sam jest teraz bardziej zależny od niej niż ona od niego. I teraz nie wie co zrobić. I okazuje się że o dziwo ona ma większy wpływ na niego niż on na nią. Tak się kończy ratownictwo osób, które tego nie chcą i nie proszą nas o to.
I teraz analiza zachowania tej Pani i czy ona jest taka czy siaka nie ma sensu. I mówienie że jak się okazało Pan został dziwnym trafem bez wsparcia i pomocy że strony partnerki. ALE ONA BYŁA TAKA CAŁY CZAS. Jaki sens wiązać się z alkoholikiem i potem jęczeć że on mnie nie wspiera a w dodatku pije. To jest dla mnie ta sama sytuacja. Więc jeśli Pan chce na prawdę zmienić tą sytuację, to proszę się przestać skupiać na tym co ona mówi, czego ona chce, czemu ona winna. Takie analizy nie mają w ogóle sensu i to czy ona jest psychopatka czy bluszcem czy kosmitą to nie ma dla Pana żadnego znaczenia, to nie jest Pana problem. Pana problem teraz polega na natychmiastowym urwaniu kontaktu z tą osobą, odseparowaniu się od niej, zrozumieniu że "chciałem być księciem w czyichś oczach", pójściu na terapię i zrozumieniu tego, dlaczego Pan postępuje tak a nie inaczej. I nie obwiniać nikogo innego, to była Pana świadoma decyzja żeby wejść w ten związek, dziewczyna była taka od początku, nie udawała kogoś innego i odpowiedzi proszę szukać w sobie.

Ma Pani święta rację, tyle tylko że autor dobrze robi próbując zrozumieć z kim właściwie się związał. Jak sam napisał wcześniej pojęcia nie miał, że istnieją takie kobiety. Dopiero, gdy zobaczył, jak zachowuje się ta księżniczka w obliczu jego problemów zaczął drążyć i po raz pierwszy usłyszał o kobietach bluszczach. Wcześniej, nawet gdy znajomi zwracali mu uwagę na pewne rzeczy on ignorował to, ponieważ w tamtym czasie nie wiedział, na jakiej planecie żyje. To dobrze, że on teraz chce rozpoznać problem. Miał szczęście w nieszczęściu, bo dzięki temu ma teraz szansę zmienić swoje życie.
Zauważyłam też, że autor nie ma żadnego problemu z tym, jeśli ktoś zwróci mu uwagę, że sam sobie wyhodował żmije na własnej piersi. On od początku wziął sobie żmiję, tyle tylko że wtedy jeszcze małą. Przez sześć lat rozrosła mu się jednak niemiłosiernie i to on zawdzięcza sobie.
Ja sama osobiście napisałam mu w pierwszym swoim poście, że mocno przyczynił się do tego.
Ona, z tego co zrozumiałam wyskarza się teraz znajomym, których poznała właśnie przez autora, że nie wiadomo czy on ożeni się z nią, a ona taka biedna. Widać więc, że chciałaby przykleić się do niego na dobre, tak że potem ciężko byłoby ja zdrapać nawet nożem.
W ich przypadku swój trafił na swego i gdyby nie poważne kłopoty autora, które dały mu do myślenia, dalej by sobie żyli i spijali z dzióbków.
Autor pójdzie do specjalisty i jest otwarty na zmiany. Musi mieć jednak pewność, że podejmie dobra decyzję, lecz wcześniej musi dokonać właściwej oceny zachowań swoich i tej kobiety. Nic dziwnego, że drąży ten temat i pyta, bo koniec języka za przewodnika. Autor jest typowym ratownikiem i opiekunem, więc przyciągnął do siebie niedojrzała infantylna kobiete która natychmiast przylgnęła do niego niczym małpka.
Autorze. Poruszyłeś bardzo interesujące temat w swoim wątku i mam nadzieję, że dalej będziesz pisal, co u ciebie.

30

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Z boku ten związek wygląda na toksyczny. Nie wyobrażam sobie takiej relacji... Jak to nie możesz spotykać się ze znajomymi, czy realizować swoich pasji? Dostałeś tutaj teraz wiele rad i to tylko od Ciebie zależy co dalej zrobisz. Zastanów się dobrze, czy chcesz, aby Twoje życie tak wyglądało. Ona się nie zmieni. Planujecie założenie rodziny? Jeśli teraz sobie nie radzisz to co będzie później? Wiem, że gdy się kocha to ciężko sobie wyobrazić życie bez tej osoby, ale wydaje mi się, że tu jest trudniej myśleć o dalszym życiu z tą osobą.

31

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Nigdy nie twierdziłem, że wina leży po jej stronie. Wiele jest mojej w tym winy. Nie miałem wcześniej doświadczenia z kobietami i nigdy nie słyszałem o tego typu zaburzeniach.
Oczywiście miałem dobre wzorce z domu, ale już w dorosłym związku myślałem, że jej miłość jest szczera i zdrowa i tak ma to wyglądać.
Myślę, że nie chciałem zupełnie uzależnić od siebie drugiej osoby. Wydaje mi się bardziej, że tak się dobraliśmy i każdy z nas przyjął określoną rolę.
Ja tego nie widziałem i myślałem, że tak powinno być.Inni zwracali uwagę, czy aby to dobry wybór, ale ja nie brałem tego pod uwagę. Zakochałem się i koniec.
Jej dziewczęcość mi się podobała, mamy wspólne zainteresowania.

W pewnych momencie rzeczywiście straciłem świadomość czy to jest dobre czy złe. Myślałem że tak ma być i to jest ok. 
Jest takie stare powiedzenie, którym się kieruje i mówi: Każdy ma to na co zasłużył. I tak właśnie jest.

Nie byłem nigdy jakimś wielkim opiekunem, ale w domu pomagałem od zawsze wszystkim. Byłem na zawołanie- zwarty i gotowy. Tyle tylko, że nie działało to wtedy w jedną stronę.
Ja pomagałem, ale i najbliżsi pchali mnie na przód. Była ta wymiana o której mówicie.

Rzeczywiście w jednej chwili spadło na mine wiele nieszczęść. Ta z partnerką wydawała się najmniej istotna i niezauważalna. Cho ta presja też już wykańczała. Zaciskałem zęby i dalej parłem do przodu.

Wiem, że nie zostanę na dnie, bo nie pozwolą mi na to najbliższe osoby, ale jest ciężko. Dopadła ostra depresja. Teraz dopiero odnalazłem lekki spokój i zaczyna się refleksja nad życiem.
Staram się słuchać ludzi i czerpie z ich rad. Nie jest na nie głuchy i wiem, że jest w tym wiele racji. Myślę, że wcześniej nikt dosadnie mi nie powiedział o tej sytuacji, bo nie chciano mi sprawiać takiej przykrości. Mówione było między wierszami, ale ja to ignorowałem.

Ulle  to co napisałaś w ostatnich postach to wiele w tym racji. Ten opis się poniekąd zgadza, gdy tak z daleka się na to spojrzy. Nie starała się w kontaktach z innymi. Była milcząca i nie dawała wiele. Zawsze to ja musiałem wprowadzać ją do znajomych. Często zgłaszała dolegliwości zdrowotne i choroby, gdy czegoś nie chciała. Trochę mi tutaj nie pasuje ta osobowość zależna z opisów.
Nie było tak, że wykonywała wszystko co ja chcę. Jak coś nie pasowało jej to się obrażała, mówiła, że dalej już nie idzie. To, że jest zmęczona, głodna i czas wracać.
Kiedy bardzo mi zależało jeszcze chwile coś zrobić, zobaczyć, wtedy obrażała się i wykonywałem jej zachcianki.
Czy była z jej strony jakaś realna pomoc? Nie pamiętam, gdy tak bliżej spojrzeć. Czasem coś zorganizowała, coś posprzątała. Lubi gotowaći to jej pasja, więc robiła pożywienie.
Pomagała mi w pracy czasem jak i ja jej. Realnie jednak emocjonalnie nie pomogła. Nie było rozmowy o moich problemach i nie szukała rozwiązań.
Czasem pocieszała, ale na zasadzie, a nie mówiłam- trzeba było tego nie robić. Teraz masz problem na własne życzenie.
Na pewno nie napędzała mnie do życia. Była wiecznie zmęczona, bez sił, bez wielkich ambicji. Robiła tylko to co od niej wymagano.

Rzeczywiście wyśmiewała moje słabości, nie była wsparciem.Ona emocjonalnie nie była gotowa na dziecko. Finansowo nie było zależności. Każdy zrzucał się po połowie w związku.
Trudne decyzje życiowe wspólne podejmowałem ja. Chyba, że bardzo jej zależało jak wyporwadzka to ona wszystko zorganizowała na początku. Potem dalej ja.
Pewnie byłoby tak jak pieszesz.
Dziwi mnie tylko,że nie widzicie dla niej szans na zmianę. To, że już taka pozostanie. Co do ludzi to masz rację. Większość nie ma dobrego zdania. W jej pracy ciągle są konflikty, często ją zmienia. Zawsze winny jest ktoś inny, ona raczej nie. Po prostu źle trafia...

Życie pokaże co dalej...

32

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
justa_pl napisał/a:

Dużo już opowiedziałeś o swoim związku, dziewczyny powiedziały co o takiej relacji sądzą - w większości zgadzam się z tymi opiniami. Ale ja widzę to tak :
jesteście w korcu maku dobrani; Ty dawca, opiekun, kapitan; ona biorca, podporzadkowana, bluszcz. Oboje szczęśliwi w swoich rolach, harmonia, miłość. No i super. Jeśli ludzie dobierają się wg. wlasnych potrzeb i są szczęśliwi to właśnie o to chodzi.
Ale niestety układ się posypał. Ty, z powodu różnych zewnętrznych okoliczności wypadłeś ze swojej roli. Zburzyłeś ten dobrze prosperujący układ.  Ona nie może się odnaleźć w nowej sytuacji. Ty potrzebujesz wsparcia - ale ona nie jest w stanie Ci go dać, bo tego nie potrafi, bo to osoba, ktora sama potrzebuje wsparcia. Szkoda, że dopiero kryzys otworzył Ci oczy, że to niekoniecznie kobieta, która jest dla Ciebie odpowiednia. Teraz szukasz odpowiedzi, co z nią nie tak. A z nią wszystko ok, jaka była taka jest, nie potrafiła o siebie i nikogo dbać, nie potrafi tego także dziś - kiedy przyszedl dla Ciebie zły czas.
Oczekujesz od niej niemożliwego. Ona tego nie potrafi, bo jest jaka jest. Pewnie trochę w niej nieporadności ale i egocentryzmu i braku empatii. Przyjmij to do wiadomości i nie oczekuj cudów.

Możliwe, że tak właśnie było. Jak pisałem - nie widziałem tego tak, że realizowałem swoje zachcianki i chciałem być przewodnikiem i opiekunem. Chciałem po prostu kochać i być kochany.
Później rzeczywiście powtarzałem jej, że jest dzieckiem. Możliwe, że przybrałem tą rolę i mi odpowiadała. Na pewno nie świadomie, ale pewnie tak było.

Masz rację- ona taka jest. Ludzie rzadko się zmieniają, choć wierzę, że to możliwe. Przyjmuje to do wiadomości. Nawet teraz, gdy jesteśmy z dala od siebie to jest zła.
Mówi, że chciała mi pomoc, ale pozwoliłem jej na to.  To, że została potraktowana jak śmieć.
A ja poprosiłem ją, że potrzebuje trochę czasu na przemyślenia aby pobyć sam ze sobą. Próbuje wywołać we mnie wyrzuty sumienia,że pije, że czuje się jak śmieć.  A ja nawet nie odpisuje jej natychmiast tylko po godzinie czy dwóch....
Jest trudno...

33

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
szeptem napisał/a:

Jeszcze raz to powiem: uciekaj! nie jest na późno, absolutnie. Nie macie ślubu i dzieci. Nic nie jesteś jej winny, wbrew pozorom. Uwierz że za jakiś czas - jeśli teraz to zakończysz - będziesz z niedowierzaniem łapał się za głowę, zastanawiając się "gdzie ja miałem oczy?"...  To, jak ona sobie potem sama poradzi itd to nie Twój problem. Zatroszcz się o siebie, póki możesz. Serio.

Teraz wiem, że muszę pomyśleć w końcu o sobie. Pójść do specjalisty. Uciekać łatwo nie jest. Muszę mieć pewność, że jest jak mówicie. To, że nie jest to dobre dla mnie ani jej.
To, że do niczego to nie prowadzi.Tyle wspólnych lat i wspomnień. Jej listów zapewniających o miłości bezgranicznej. Potrzeba czasu.

Teraz sobie przypominam, że często analizowała każdego mojego smsa czy wiadomość. Czytała nasze rozmowy od deski do deski. Potem wytykała mi pewne nieścisłości z tym związane i moje zapewnienia. Znała wręcz moje wypowiedzi na pamięć. Myślę, że teraz też analizuje tak samo to wszystko. Czy to zdrowe?

34

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Beyondblackie napisał/a:

Zgodzę się z powyższą opinią. Twoja kobieta stosuje po prostu przemoc psychiczną, ograniczając Cię na każdym kroku i wysysając Twoją energię.

Dodam jedynie, że na Twoim miejscu szukałabym też pomocy terapeutycznej dla siebie, żeby sytuacja się znowu nie powtórzyła w przyszłości. Bo dziewczynę można zmienić, ale schematy jest zmienić ciężko.

Właśnie się zapisuje na terapię. Potrzebuje tego. Może wtedy jeszcze inaczej na wszystko spojrze. Dostrzegę swoje błędy jak i jej.

35 Ostatnio edytowany przez Kacperjh (2020-07-10 23:05:37)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
ulle napisał/a:

Autorze, dodam jeszcze, że jeśli zdecydujesz rozstać się z nią, to będziesz świadkiem niesamowitych scen. Kobieta ta z całą pewnością zacznie histeryzować, typowe dla osobowości zależnej, manipulującej i wymuszającej swoje racje. Będzie więc płacz, groźby i różne teatralne zachowania, nie wyłączając szantażu, jak to ona targnie się na własne życie. Wszystkie te scenki będą autentycznie przez nią przeżywane, ponieważ ona poczuje się tak, jakby grunt się pod zapadał. Do tej pory żyła sobie na twoich plecach niczym pączek w masle, tylko ptasiego mleka jej brakowało. Była pewna, że tak będzie zawsze. Tymczasem stało się tak, że ty na skutek różnych życiowych wydarzeń zrobiłeś krok milowy naprzód, a ona została dalej na swoim miejscu.
Poczytaj sobie o takich kobietach, o ludziach z osobowością zależna, czyli po prostu o bluszcz ach, a włos zjeży ci się na głowie. Z tymi ludźmi nawet da się jakoś żyć, ale oni nadają się tylko na dobre czasy. Gdy przychodzą czasy złe wtedy zawodzą na całej linii i najczęściej szybko szukają kolejnej zdrowej oraz mocnej gałęzi. Silny instynkt samozachowawczy wyzwala w nich nagła energię i potrafią być niezwykle kreatywni w szukaniu kolejnego dawcy. Ci ludzie czują obrzydzenie do słabszych, pogardzaja nimi, ponieważ odrzuca ich od osób, które chciałyby jakiejś pomocy. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni zawsze szukają silnego dawcy i robią to intuicyjnie, niektórzy z wielkim wyrachowaniem. Zauważ, że często zdarza się, że silny facet nosi na plecach taka słodką idiotke i dopóki życie temu chłopu nie przywali, to i jemu jest dobrze z taką kobieta, i jej jest dobrze. Układ z bluszczem zawsze kończy się źle, no chyba że ktoś poświęci własne życie do podtrzymywania bluszcza na powierzchni, zrobi to świadomie, no dokona takiego a nie innego wyboru.

Ciężko myśleć na tą chwilę o rozstaniu. Do tego długa droga. Jak pisałem muszę mieć pewność, że wyniszczy to nas i do niczego nie dojdzie. Serce krwawi.
Już teraz jest problem, gdy nie jestem z nią. Piszę,że ona nigdy by mnie nie zostawiła, gdyby to ona była chora. To,że została potraktowana jak śmieć.
A ona chciała pomóc i gdyby to ona była chora to by mnie nie zostawiła.
Wzbudza we mnie poczucie winy, że pije teraz.  Pyta dlaczego ją zostawiłem. Jak nie odpisuje 1-2 godzin to pyta czemu nic nie piszę.
Prosiłem ją o to, że potrzebuje czasu na przemyślenia. Pobyć sam ze sobą, aby jakoś życie poskładać. To, że jestem wrakiem i muszę się ogarnąć.
Wyznacza już granicę, że mam do niej wracać. Wymusza na mnie, że miałem podjąć już decyzję w tym tygodniu. Stawia żądania...

Czy to normalne? Jak na to reagować? Jak dodatkow upewnić się,że rzeczywiście może być bluszczem?
Obecnie nie jesteśmy razem- rodzice wzieli mnie pod swoje skrzydła i zajęli się mną widzą mnie w takim złym stanie......
Ona widziała przez ostatnie 2-3 tygodnie, że nie jest ze mną dobrze. Nie reagowała nic. Podawała mi jedynie leki.
Mimo, że stres przygniatał do końca sprzątałem, pracowałem. Aż w końcu padłem...

36 Ostatnio edytowany przez Kacperjh (2020-07-10 23:26:47)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Lacrymossa55 napisał/a:

Wszystko fajnie, tak sobie czytam te wątki i odpowiedzi i jedna rzecz mnie bardzo zaskakuje. A mianowicie robienie z autora ofiary i poszkodowanego a z kobiety tą złą i okropną.
OKEJ ta Pani ma nie równo pod sufitem.
ALE.
Po pierwsze, to on sobie ją wybrał i on się zdecydował na bycie z kimś kogo widział od samego początku jaka ona jest. To on próbował ją zmieniać na siłę, myśląc że jest taki mądry żeby dorosłej osobie mówić jak należy a jak nie należy żyć (i sam to napisał dokładnie tak). To on, pomimo że podstawowe rzeczy mu nie pasowały, zaczynając od ubioru a kończąc na tym że nie ma znajomych wybrał tą kobietę i myśląc że jest taki mądry odmieni życie biednej księżniczki. A tu się okazuje że ten który był taki mądry i silny sam jest teraz bardziej zależny od niej niż ona od niego. I teraz nie wie co zrobić. I okazuje się że o dziwo ona ma większy wpływ na niego niż on na nią. Tak się kończy ratownictwo osób, które tego nie chcą i nie proszą nas o to.
I teraz analiza zachowania tej Pani i czy ona jest taka czy siaka nie ma sensu. I mówienie że jak się okazało Pan został dziwnym trafem bez wsparcia i pomocy że strony partnerki. ALE ONA BYŁA TAKA CAŁY CZAS. Jaki sens wiązać się z alkoholikiem i potem jęczeć że on mnie nie wspiera a w dodatku pije. To jest dla mnie ta sama sytuacja. Więc jeśli Pan chce na prawdę zmienić tą sytuację, to proszę się przestać skupiać na tym co ona mówi, czego ona chce, czemu ona winna. Takie analizy nie mają w ogóle sensu i to czy ona jest psychopatka czy bluszcem czy kosmitą to nie ma dla Pana żadnego znaczenia, to nie jest Pana problem. Pana problem teraz polega na natychmiastowym urwaniu kontaktu z tą osobą, odseparowaniu się od niej, zrozumieniu że "chciałem być księciem w czyichś oczach", pójściu na terapię i zrozumieniu tego, dlaczego Pan postępuje tak a nie inaczej. I nie obwiniać nikogo innego, to była Pana świadoma decyzja żeby wejść w ten związek, dziewczyna była taka od początku, nie udawała kogoś innego i odpowiedzi proszę szukać w sobie.

Nie unikam przecież odpowiedzialności. Jasno mówię, że wiele w tym mojej winy. Tyle tylko naprawdę tego nie widziałem. To co dla Pani jest jasne jak słońce dla mnie nie było i nadal do końca nie jest. Kierowałem się miłością, a racjonalne przesłanki schowałem głęboko.Była to moja pierwsza kobieta i nie do końca zdawałem sobie sprawę.
Wydaje mi się, że jej nie zmieniałem wcale na siłę. Chciałem daj jej wsparcie jak w związku i dać dobre wskazówki od siebie. Na siłę nic nie robiłem o czym świadczy fakt, że byliśmy razem a ona nic się nie zmieniła.
To nieprawda, że jej ubiór mi nie odpowiadał. To inni na to zwracali uwagę, że ubiera się nieprzywoicie. Mi to nie przeszkadzało i nie widziałem w tym nic złego. Nie zwracałem jej uwagi. Jej stroje mi odpowiadały.
Co do znajomych to je miała, ale wszystko się posypało. Zależało mi, aby wyjść do ludzi. Poznawała moich znajomych, większość jej nie odpowiadała i nie zmuszałem jej do tego, aby ich polubiła. Do dziś ma jednak koleżanki, które trzymają jej strone i znimi spędza czas. Nie chciałem żyć w zamknięciu. Byliśmy razem i chodziliśmy do znajomych razem.
Myślałem, że taka pomoc w związku to normalna rzecz. Nie sądze, że chciałem ją zmienić, bo zawsze wiedziałem, że się nie da zmieniać ludzi.
W końcu ona jest taka jak była na początku. Nic się nie zmieniło.

Wybieram się właśnie do specjalisty, aby poznać swój problem. Jest to mi potrzebne. Nie potrafię jednak nie myśleć o niej i po prostu uciec bez słowa.
Gdzieś czuje się cały czas odpowiedzialny i ciężko mi zostawiać ją. W końcu jak Pani piszę to też ja ją skrzywdziłem. Ciężko od tak odseparować się od problemy i od niej.
Chcę też wziąć odpowiedzialność za tą sytuacje i nie zostawiać jej na lodzie albo powiedzieć jej, że to tylko jej wina a ja umywam ręce i nara.
Na pewno jeśli rozstaniemy się- chciałbym aby i ona coś zrozumiała i mogła żyć dalej.

37

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Cloverek15 napisał/a:

Z boku ten związek wygląda na toksyczny. Nie wyobrażam sobie takiej relacji... Jak to nie możesz spotykać się ze znajomymi, czy realizować swoich pasji? Dostałeś tutaj teraz wiele rad i to tylko od Ciebie zależy co dalej zrobisz. Zastanów się dobrze, czy chcesz, aby Twoje życie tak wyglądało. Ona się nie zmieni. Planujecie założenie rodziny? Jeśli teraz sobie nie radzisz to co będzie później? Wiem, że gdy się kocha to ciężko sobie wyobrazić życie bez tej osoby, ale wydaje mi się, że tu jest trudniej myśleć o dalszym życiu z tą osobą.

Dziękuje za rady. Potrzeba czasu, aby dojść do wszystkiego. Wasze rady te krytyczne i mniej bardzo mi pomagają. Wiele naprawdę zrozumiałem za co dziękuje.
Jeszcze 2 dni temu nie widziałem zupełnie nic. Teraz mgła powoli rozstępuje.

38 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2020-07-11 09:52:33)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Kacperjh napisał/a:

Nie unikam przecież odpowiedzialności. Jasno mówię, że wiele w tym mojej winy. Tyle tylko naprawdę tego nie widziałem. To co dla Pani jest jasne jak słońce dla mnie nie było i nadal do końca nie jest. Kierowałem się miłością, a racjonalne przesłanki schowałem głęboko.Była to moja pierwsza kobieta i nie do końca zdawałem sobie sprawę.
Wydaje mi się, że jej nie zmieniałem wcale na siłę. Chciałem daj jej wsparcie jak w związku i dać dobre wskazówki od siebie. Na siłę nic nie robiłem o czym świadczy fakt, że byliśmy razem a ona nic się nie zmieniła.
To nieprawda, że jej ubiór mi nie odpowiadał. To inni na to zwracali uwagę, że ubiera się nieprzywoicie. Mi to nie przeszkadzało i nie widziałem w tym nic złego. Nie zwracałem jej uwagi. Jej stroje mi odpowiadały.
Co do znajomych to je miała, ale wszystko się posypało. Zależało mi, aby wyjść do ludzi. Poznawała moich znajomych, większość jej nie odpowiadała i nie zmuszałem jej do tego, aby ich polubiła. Do dziś ma jednak koleżanki, które trzymają jej strone i znimi spędza czas. Nie chciałem żyć w zamknięciu. Byliśmy razem i chodziliśmy do znajomych razem.
Myślałem, że taka pomoc w związku to normalna rzecz. Nie sądze, że chciałem ją zmienić, bo zawsze wiedziałem, że się nie da zmieniać ludzi.
W końcu ona jest taka jak była na początku. Nic się nie zmieniło.

Wybieram się właśnie do specjalisty, aby poznać swój problem. Jest to mi potrzebne. Nie potrafię jednak nie myśleć o niej i po prostu uciec bez słowa.
Gdzieś czuje się cały czas odpowiedzialny i ciężko mi zostawiać ją. W końcu jak Pani piszę to też ja ją skrzywdziłem. Ciężko od tak odseparować się od problemy i od niej.
Chcę też wziąć odpowiedzialność za tą sytuacje i nie zostawiać jej na lodzie albo powiedzieć jej, że to tylko jej wina a ja umywam ręce i nara.
Na pewno jeśli rozstaniemy się- chciałbym aby i ona coś zrozumiała i mogła żyć dalej.

Po przeczytaniu tego jestem przekonana, że jedynym rozwiązaniem jest absolutne odcięcie się od tej kobiety. To jest toksyk level hard. Ona wcale nie jest bezradną, małą dziewczynką, ale perfidną manipulantką, która przez lata zrobiła Ci niezłe pranie mózgu. Dosłownie chamsko żeruje na Twojej dobroci i wykorzystuje Twoje poczucie odpowiedzialności by wkręcić Cię w poczucie winy. Jesteś jedynie narzędziem dla niej.

Ona jest DOROSŁA i sama za siebie odpowiedzialna. To, co ze sobą zrobi, to jej prywatna sprawa. Nie daj sobie wkręcić, że coś jej wisisz. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak szybko znajdzie sobie inną gałąź na której się uwiesi- ten typ tak ma. I absolutnie nie wdawaj sie w żadne dyskusje. Ona tylko czeka na okazję by Cię wpędzic w poczucie winy i użyć całego wachlarza szantaży.

Po prostu uciekaj.

39

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Aż głupio zapytać, bo to powinno być oczywiste, ale nie dla mnie widocznie.
Na czym powinno wyglądać wsparcie w związku, gdy partner jest w złym stanie?
Jak to jest u Was?  Jakiego wsparcia mógłbym w takiej sytuacji oczekiwać od tej drugiej osoby?

40

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Autorze, czas pokaże, co zrobisz. Teraz nie jest to chyba najlepszy moment na podejmowanie decyzji ani na za, ani na nie. Z tego, co napisałeś wczoraj, późnym wieczorem wynika, że od dwóch tygodni mieszkasz u rodziców i że dalej jesteś w kompletnej rozsypce. Rodzice pomagają Ci w taki sposób, jaki Ty potrzebujesz i dlatego wolisz być z nimi niż z nią. Ona, jak rozumiem, została w waszym mieszkaniu, ale macie kontakt. Ty wytłumaczyłeś jej dlaczego wyprowadzasz się do rodziców, natomiast ona robi Ci z tego powodu wyrzuty, co jeszcze bardziej roztraja cię i dobija.
Dobrze, że nie odpowiadasz jej od razu na smsy oraz, że nie ulegasz presji, jaką ona na ciebie wywiera. Bo jeszcze tego by brakowało, żebyś dalej uczył ją, że masz skakać tak, jak ona ci zagra. Uważam, że powinieneś nawet wzmocnić swoją opieszałość w kontaktach z nią, sprowadzić do minimum, bo niechby do tej kobiety wreszcie coś zaczęło docierać.
Pytasz czy jest to normalne, że ona po wysłaniu do ciebie smsa od razu oczekuje odpowiedzi, a gdy Ty milczysz szantażuje cię różnymi zarzutami i robi z siebie ofiarę. Tak, to jest normalne dla bluszcza. Potrzymaj ja jeszcze dłużej, a przekonasz się do czego jest zdolna. Może zaczniesz wierzyć w to, że ta kobieta nie zachowuje się normalnie.
Ciekawa jestem czy twoi rodzice wiedzą, jakie masz wątpliwości odnośnie tej kobiety i czy wspierają Cię w tym, żebyś wycofał się, czy też zachęcają do tego, byś jednak dalej to ciągnął.
Myślę, że jest to jednak osobowość zaburzona, zależna, a fakt że nie zawsze robiła to, co jej proponowałeś o niczym nie świadczy, ponieważ ona nigdy wcześniej nie bała się, że możesz ją zostawić. Myślę, że doskonale czuła, iż jej pozycja w związku jest bardzo mocna i stabilna. Od samego początku wiedziała, że jesteś za nią i dlatego pozwalała sobie na różne zachowania, które nie powinny mieć miejsca. Może teraz, jeśli dalej będziesz trzymał ją na dystans będziesz miał okazję przekonać się do czego jest zdolna. Będziesz w szoku i może nawet lekko się przerazisz, ale być może, dzięki temu, jeszcze dobitniej dotrze do ciebie, a jakim żyłeś układzie.
Jeśli przyjdzie mi do głowy coś sensownego napisze do Ciebie.

41

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Ja bym się z nią w ogóle nie komunikowała. Jesteś w rozsypce, w depresji i ostatnią rzeczą jakiej potrzebujesz teraz to kontakty z emocjonalnym wampirem.

42

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Kacperjh napisał/a:

Aż głupio zapytać, bo to powinno być oczywiste, ale nie dla mnie widocznie.
Na czym powinno wyglądać wsparcie w związku, gdy partner jest w złym stanie?
Jak to jest u Was?  Jakiego wsparcia mógłbym w takiej sytuacji oczekiwać od tej drugiej osoby?

Takie rzeczy po prostu się czuje, każda komórka ciała czuje się, że ktoś martwi się o ciebie i stara się pomóc. Ty czegoś takiego nie czułeś, bo najwyraźniej po prostu nie było tego wsparcia. Do czego to podobne, żebyś musiał szukać pomocy u rodziców. Wsparcie rodziców czujesz, prawda? Takie rzeczy po prostu się wie.
Pomagać można na różne sposoby w zależności od tego, czego wymaga sytuacja. Trzeba też być osoba empatyczna i wrażliwą, by umieć rozmawiać z osobą potrzebująca pomocy. Takie umiejętności po prostu w sobie się ma.
Opisałeś jak ona zachowała się w obliczu twojego załamania nerwowego i jak zachowuje się dalej. Przecież ta kobieta naprawdę jest beznadziejna, zero jakiejś wrazlowisci i empatii. Ona nie czuje tego, co teraz dzieje się z tobą, ponieważ nie jest do tego zdolna. To egocentryczka i potworna egoistka. Jako przyjaciel zero, jako materiał na towarzyszą życia zero.
Ona rozlicza cię teraz że wszystkiego i jeszcze śmie czegoś od ciebie żądać.
Porozmawiaj szczerze z jakimiś bliskimi ci osobami, bo naprawdę Zieje od ciebie potwornym zmęczeniem oraz poczuciem beznadziei. Ta kobieta wygląda mi na zwykła pijawe, która przyssala się do żywiciela, by nie zdechnąć.
Uciekaj od niej jak najszybciej.

43

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Kacperjh napisał/a:

Aż głupio zapytać, bo to powinno być oczywiste, ale nie dla mnie widocznie.
Na czym powinno wyglądać wsparcie w związku, gdy partner jest w złym stanie?
Jak to jest u Was?  Jakiego wsparcia mógłbym w takiej sytuacji oczekiwać od tej drugiej osoby?

W normalnym związku ludzie są sobie partnerami, a nie jakąś karykaturą rodzica i dziecka. Dzielą się swoimi radościami, jak i problemami. Pomagają sobie nawzajem. Nie ograniczają, nie stawiają żądań, dają sobie przestrzeń i szacunek.

Jestem w związku od praktycznie dziewięciu lat i na palcach jednej ręki mogę policzyć jakieś poważne klótnie. Nie chodzi o to, że nigdy nie mieliśmy problemów. Oboje ciężko pracujemy i był moment, że bardzo oboje się pogubiliśmy, ale przegadaliśmy to, pojawilo się parę zmian, daliśmy sobie wsparcie i w rezultacie związek stał się mocniejszy. Nie wyobrażam sobie, że mialabym wisieć niczym bezwolna lalka na moim facecie i oczekiwać, że wszystko za mnie ogarnie, jak i on nie oczekuje ode mnie, że mu naprawię świat. Pomagamy sobie wzajemnie na ile możemy, ale traktujemy się jako samostanowiące, dorosłe, odpowiedzialne osoby.

44 Ostatnio edytowany przez Kacperjh (2020-07-11 11:12:06)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Dziękuje Wam- teraz rozmowy i rady bardzo mi pomagają. Jestem wdzięczny za tą bezinteresowność i poświęcenie czasu na przeczytanie moich esejów.
Łatwiej mi tutaj pisać niż rozmawiać, a szczególnie z bliskimi. Jestem niesamowicie wdzięczny, że są ludzie, którzy służą bezinteresowną radą. Dziękuje za słowa krytyczne wobec mnie i otworzenie oczu na wiele spraw. Piekielnie to teraz ważne dla mnie. Zawsze to ja pomagałem, byłem słuchaczem dla innych, nasłuchiwałem się problemów różnych osób. Sam wszystko trzymałem w sobie.

Co do uzupełnienia Waszych wypowiedzi:

Beyondblackie- to co napisałaś o niej, że jest manipulantką, udaje dziecko dla swoich celów- dokładnie to powiedzieli mi najbliżsi ostatnio. Dodając, że jest aspołeczna.
Nie byłem w stanie nic wykrztusić, było mi wtedy bardzo żal, że najbliżsi nie akceptują moich wyborów. Teraz wiem, że bardzo im zależy na mnie stąd  to wszystko.
Zapytałem czemu wcześniej mi o tym nie mówilście. Powiedzieli, że dawali delikatnie znać, ale nie chciałem słuchać. I to, że nie jest to też ich zdanie, ale wielu osób z otoczenia...
Mówili- co ten chłopak robi z tą dziewczyną.

ulle - dziękuje za te wszystkie wypowiedzi i to, że Ci się chce. To, że bezinteresowanie poświęcasz swój czas, aby pomóc. Bardzo to doceniam. To bardzo ważne dla mnie teraz.
Tak- wróciłem do rodziców co uważałem za porażkę. To, że dorosłym chłopem zająć muszą się rodzice i go niańczyć. Przyszedłem do nich z prośbą o pomoc, aby pomogli mi rozwiązać sytuacje biznesową. Zobaczyli mój stan i nie pozwolili mi na powrót. Byłem niczym dziecko, które jest totalnie załamane i najlepiej chciałoby się schować w ramionach najbliższych, aby go uratowali, bo sam nie jest w stanie nic zrobić. W jeden dzień znalazłem się na samym dnie. Myślałem, że nie ma wyjścia, po głowie chodziły złe myśli. Nigdy do najgorszych rzeczy bym się nie posunął.
Prosiłem o pomoc partnerki, ale ona nie potrafiła znaleźć rozwiązania. Stąd powiedziałem, aby zawiozła mnie do rodziców. To od nich uzyskałem to wsparcie o które pytałem jak wygląda.
Ona nie była zdolna do żadnych decyzji poza zawiezieniem mnie. Nie było rozmowy, a podświadomie chyba wiedziałem, że nie mogę na nią liczyć.

Wytłumaczyłem, że potrzebuje czasu, że pomogą mi poukładać sprawy różnego kalibru. Praca zawodowa legła w gruzach, a byli jedynymi osobami, którzy byli w stanie pomóc.
Wiele im zawdzięczam. Ona nie mogła zrozumieć tego.Stwierdziła, że ona chce pomóc. Żyjemy razem i powinniśmy sami rozwiązywać problemy. Czuje się jak osoba ubezwłasnowolniona, która nie może wziąć odpowiedzialności za swoje dorosłe życie. Tak jak napisałem- oczekuje natychmiastowego powrotu do mieszkania. Dopiero od roku mieszkamy razem.
Jest mi głupio, że dorosły facet musiał wrócić do rodziców, którzy nim opiekują się jak małym dzieckiem. Myślę, że chce mi to uświadomić.
Zrozumiałem jednak, że jeśli chodzi o własne zdrowie to nieważne jest co myślą inni. Teraz muszę pomyśleć o sobie i nie wstydzić się, że inni będą patrzyć na mnie jak nieudacznika, który z życiem nie może sobie poradzić.
Nie odpowiadam od razu na jej wiadomości, bo nie potrafie. Spotykaliśmy się co 2 dni. Oczekiwała moich decyzji. Mówiła, że tak być nie może dalej, że muszę się określić.
Boi się, że rodzice nie wypuszczą mnie już do niej. Teraz, gdy wyszedłem z tego szoku chciałem pobyć sam ze sobą i powiedziałem jej, że tego potrzebuje i na razie muszę odpocząc od spotkań na kilka dni. Jak pisała o swoich wyrzutach- zapytałem a co ze mną? NIe odpowiedziała.

Rodzice starali się nie mieszać w dorosły związek. Mimo, że nie wiedzą o moich dylematach- myślą, że jestem nadal zaślepiony to starali mi się przetłumaczyć to wszystko jak napisałem wyżej.
Ona zawsze twierdziła, że opowiadam o wszystkim rodzicom. To, że rodzice wszystko o mnie wiedzą. A to nie była nigdy prawda, bo jak wspomniałem jestem zamknięty w sobie i zostawiałem wszystko dla siebie. Nic negatywnego o niej nigdy rodzicom nie mówiłem. Ani słowem.

Co do jej zachowań teraz to żali się moim znajomym na mnie.Nie wszystkim, ale tym podatnym na jej urok. Tym, którzy traktowali ją jak biedną małą słodką dziewczynkę.
To ja byłem dla nich tym złym. Mówili- tylko nie skrzywdź tego słodkiej dziewczyny.
Już wcześniej, gdy raz był kryzys- gdy była zaborczo zazdrosna o koleżankę to Ci znajomi stanęli po jej stronie.Wzięli ją pod swoje skrzydła.
Nie mogła pogodzić się, że mam kontakt z kumpelą. O dziwo odeszła ode mnie i zostawiła mnie na 3-4 miesiące, ale zawsze chciała wiedzieć co u mnie. Byłem załamany, ale gdy już dochodziłem powoli do siebie- wróciła. NIby przypadkiem spotkaliśmy się i zrobiła wszystko, abyśmy byli razem. Nie miałem wielkich pretensji- wróciłem do niej...
Teraz Ci znajomi chcą na mnie wpłynąć, abym wrócił do niej. Wcześniej namawiali ją nawet,a bym mnie zostawiła przy poprzednim kryzysie. Tak przynajmniej twierdziła...

Ulle nawet nie chcę przekonywać się do czego jest zdolna, bo się boję w tej mojej formie.....

Co do wsparcia masz rację- rodzice staneli na głowie i pomagają mi. Martwią się, poświęcają się, abym tylko poczuł się lepiej. Zdjeli z głowy obowiązki- wszystko robią za mnie praktycznie, bo byłem w takim stanie, że już nic nie mogłem. Co do mnie nie podobne... Tutaj czuję to wsparcie..

Od niej nie czułem tego- raczej tylko wymagania co do mnie. Myślałem, że jest inaczej.
Przede wszystkim daje sobie trochę czasu dla siebie. Potem spotkam się z takimi najbliższymi znajomymi, którzy zawsze byli po mojej stronie. Zapytam ich o wszystko.
Wcześniej nic mi nie mówili, a szkoda.....

45

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Klasyka gatunku. Niby taka nieporadna dziewuszka, a jak trzeba, to w mig okręca sobie ludzi wkolo palca i używa jako broni przeciwko Tobie. To ma swoją nazwę: flying monkeys (latajace małpy). Manipulanci jej pokroju otaczają się takimi orbiterami, których w razie potrzeby wykorzystują do ataku, żeby sobie rączek nie pobrudzić. Przygotuj się na to, że przedstawia Cię jako skończonego drania, a siebie jako bezbronną ofiarę.

Powtarzam, na Twoim miejscu w ogóle bym się z nią ani nie komunikowała, ani nie spotykała przez dłuższy okres czasu (kilka tygodni) i przeszła detoks od jej trucizny. Przejżysz na oczy.

46

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Beyondblackie napisał/a:

Klasyka gatunku. Niby taka nieporadna dziewuszka, a jak trzeba, to w mig okręca sobie ludzi wkolo palca i używa jako broni przeciwko Tobie. To ma swoją nazwę: flying monkeys (latajace małpy). Manipulanci jej pokroju otaczają się takimi orbiterami, których w razie potrzeby wykorzystują do ataku, żeby sobie rączek nie pobrudzić. Przygotuj się na to, że przedstawia Cię jako skończonego drania, a siebie jako bezbronną ofiarę.

Powtarzam, na Twoim miejscu w ogóle bym się z nią ani nie komunikowała, ani nie spotykała przez dłuższy okres czasu (kilka tygodni) i przeszła detoks od jej trucizny. Przejżysz na oczy.

Coraz więcej rzeczy jest dla mnie jasnych. Masz rację- potrzebuje teraz wyłącznie spokoju i odpoczynku od niej. Stane na nogi i spojrze na wszystko z dystansem.
Urywać kontakt na jakiś czas się nie da, bo muszę kilka spraw posprzątać, a bez kontaktu tego się nie da zrobić. A to sprawy, które nie mogą niestety czekać. Narazie jednak odpoczywam.

Już mnie tak przedstawiła do jednych znajomych. Nie boje się- to pokaże kto przyjacielem w życiu był, a kto nie.

47

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Kacperjh napisał/a:

Coraz więcej rzeczy jest dla mnie jasnych. Masz rację- potrzebuje teraz wyłącznie spokoju i odpoczynku od niej. Stane na nogi i spojrze na wszystko z dystansem.
Urywać kontakt na jakiś czas się nie da, bo muszę kilka spraw posprzątać, a bez kontaktu tego się nie da zrobić. A to sprawy, które nie mogą niestety czekać. Narazie jednak odpoczywam.

Już mnie tak przedstawiła do jednych znajomych. Nie boje się- to pokaże kto przyjacielem w życiu był, a kto nie.

Jeżeli musisz się z nią kontaktować, to rób to w jak najbardziej służbowy i suchy sposób. Żadnych wycieczek osobistych, żadnych rozmów o związku, zero o emocjach. Jeżeli sama zacznie poruszać takie tematy, to je ignoruj, albo powiedz, że nie czas o tym rozmawiać. Po prostu ucinaj tego typu zagrywki. Jest to metoda na tzw. kamień, która dobrze się sprawdza w przypadku takich narcystycznych manipulantów, bo nie maja czym Cię zaatakować, jeżeli nie wchodzisz w ich podpuchy.

Trzymaj się mocno smile

48

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Autorze, dopiero wkraczasz w mroczna krainę wiedzy psychologicznej i zapewniam Cię, że im więcej będziesz wiedział, tym szybciej będziesz uciekał od tej kobiety. Przyznam Ci się, że gdy przeczytałam opis tej kobiety, aż mną wzdrygnelo z wrażenia, bo jak na osobę, która dopiero co zaczęła otwierać oczy potrafiłeś dostrzec właśnie te najbardziej dające do myślenia jej zachowania i reakcje na różne sprawy i do tego jeszcze opis jej wyglądu, ubieranie się i czesanie jak mała dziewczynka. Okropna kobieta. Ja raczej bałabym się kogoś takiego niż chciała spędzać czas i to pod wspólnym dachem.
Ona jest taka niezaradna, a przecież przypomnij sobie, jak szybko potrafiła załatwić sprawę przeprowadzki. Dlaczego nagle umiała tak skutecznie się obrócić? Otóż dlatego, że zależało jej na tym.
Dobrze, że nie masz z nią ślubu ani dziecka.

49

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

"Nie sądze, że chciałem ją zmienić, bo zawsze wiedziałem, że się nie da zmieniać ludzi."

A właśnie, że chciałeś - bo pisałeś wielokrotnie, że czekałeś aż dojrzeje - czyli zmieni się. Takie osoby jak ona nie dojrzewają, nigdy - najwyżej że dostają tzw "kopa w tyłek" i są niejako zmuszone do tego, co okazuje się dla nich czymś najlepszym w życiu. Więc Wasze rozstanie może być dla niej szokiem ale jednocześnie i milowym krokiem ku rozwojowi - najwyżej, że zaraz złapie kolejną ofiarę...

Sądząc z tego, co i jak piszesz nie jesteś skłonny odejść od niej, a szkoda. Zwłaszcza dla Ciebie.

50

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

No tak - czekałem aż dojrzeje. Masz rację.

No nic na razie unikam kontaktu do minimum, potrzebuje czasu, aby sobie to wszystko przemyśleć.
Chciałbym jeszcze poczytać więcej, ale za dużo haseł jak dla minie: osoba bluszcz, bordeline, osobowość narcystyczna, syndrom DDA..
Gdzie w takim razie szukać informacji? Wiem, że w sobie, bo i ja mam problem. Tyle tylko najpierw chciałbym dowiedzieć się więcej o tym jej zaburzeniu.

Wiele rzeczy się pokrywa, a najbardziej pasuje osoba bluszcz. 

Teraz odpoczywam od niej, nie kontaktuje się- odpoczywam i układam sobie w głowie.
Dzięki za rady- wrócę tutaj za jakiś czas i napiszę co się dalej działo.

Pozdrawiam Was serdecznie.

51 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2020-07-12 10:01:11)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Kacperjh napisał/a:

No tak - czekałem aż dojrzeje. Masz rację.

No nic na razie unikam kontaktu do minimum, potrzebuje czasu, aby sobie to wszystko przemyśleć.
Chciałbym jeszcze poczytać więcej, ale za dużo haseł jak dla minie: osoba bluszcz, bordeline, osobowość narcystyczna, syndrom DDA..
Gdzie w takim razie szukać informacji? Wiem, że w sobie, bo i ja mam problem. Tyle tylko najpierw chciałbym dowiedzieć się więcej o tym jej zaburzeniu.

Wiele rzeczy się pokrywa, a najbardziej pasuje osoba bluszcz. 

Teraz odpoczywam od niej, nie kontaktuje się- odpoczywam i układam sobie w głowie.
Dzięki za rady- wrócę tutaj za jakiś czas i napiszę co się dalej działo.

Pozdrawiam Was serdecznie.

Nie, to wcale nie jest ani żaden borderline ani DDA, tylko zwykły przypadek narcyzmu z cechami psychopatycznymi. Ta kobieta nie ma empatii, żeruje na Tobie, ograniacza Cię, pierze Ci mózg i ma z tego ubaw. Nieważne, co z nią psychologicznie jest nie tak- ona jest toksyczna.

Zresztą nie powinieneś się babrać w tym. Zajmij się sobą. Bo teraz jest bardzo prawdopodobne, że wyuczone schematy będą Cię skłaniały do ponownego ratowania jej od samej siebie. Odpuść. Pamiętaj, że ona jest dorosła i to wyłąccznie jej problem.

52

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Zdobywanie wiedzy i jej poszerzanie to zawsze super sprawa. Na razie, przez jakiś czas będziesz rozczytywał się na temat zaburzeń osobowości i rób to, jeśli przyniesie ci to jakaś ulge i da pewność, że ta kobieta jest do odrzutu na dalszą metę.

Ja jednak jestem pewna, że za jakiś czas tego zytania, tych analiz psychologicznych poczujesz się zmęczony tym śledztwem, ponieważ tak czy siak nie będziesz miał pewności czy ona jest narcyzka, czy osobowiścią zależną, czy taką albo śmiaką. Bo obojętne z czym ona ma problem na partnerkę dla ciebie się nie nadaje, bo żaden z niej przyjaciel ani towarzysz życia. Złe to drzewo, które daje złe owoce. Zły to związek, który sprawia, że jedna ze stron czuje się na koniec, jak rozjechana przez walec drogowy.
Gdy to zrozumiesz zajmiesz się wreszcie sobą i przestanie obchodzić Cię to jakiego rodzaju ma ona zaburzenia.
Życzę powodzenia, siły i podjęcia mądrej decyzji.

53

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

Powoli staram skupić się na sobie. Na razie chcę mieć pewność, że ma osobowość narcystyczną. Chcę też dla siebie zrozumieć jak to możliwe, że tego nie widziałem tyle lat.
Jeśli byłem na każdym kroku manipulowanym to jak na to pozwoliłem. Zastanawiam się i cofam wstecz, aby zrozumieć to w jej zachowaniu.
Wszystkie techniki manipulacyjne o których czytałem są straszne. Nieodzywanie się, aby wymusić coś. Dawanie i odbieranie. Widzę bardzo wiele teraz, że to było robione na mnie, ale wciąż nie mogę uwierzyć. Nie czuję złości na tą chwilę.

W między czasie udam się to terapeuty, aby znaleźć odpowiedź dlaczego tak się stało, gdzie moja wina. Co zrobić  i jak się zmienić.
Jak już wszystko ułożę- będę mógł zająć się sobą.

Będe pisał dalej tutaj co jakiś czas. Dziękuje za każdą radę.

54 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-07-12 14:58:59)

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka
Kacperjh napisał/a:

Powoli staram skupić się na sobie. Na razie chcę mieć pewność, że ma osobowość narcystyczną. Chcę też dla siebie zrozumieć jak to możliwe, że tego nie widziałem tyle lat.
Jeśli byłem na każdym kroku manipulowanym to jak na to pozwoliłem. Zastanawiam się i cofam wstecz, aby zrozumieć to w jej zachowaniu.
Wszystkie techniki manipulacyjne o których czytałem są straszne. Nieodzywanie się, aby wymusić coś. Dawanie i odbieranie. Widzę bardzo wiele teraz, że to było robione na mnie, ale wciąż nie mogę uwierzyć. Nie czuję złości na tą chwilę.

W między czasie udam się to terapeuty, aby znaleźć odpowiedź dlaczego tak się stało, gdzie moja wina. Co zrobić  i jak się zmienić.
Jak już wszystko ułożę- będę mógł zająć się sobą.

Będe pisał dalej tutaj co jakiś czas. Dziękuje za każdą radę.

To żadna Twoja wina. Tak się stało, że ślepy los postawił Ci na drodze zaburzona kobiete, wpadła Ci w oko i poszło.
Nie miałeś wtedy żadnej wiedzy, więc tym bardziej wszedłeś w to, jak w masło.
A potem, jak dzieje się zazwyczaj, zaangażowałeś się uczuciowo, wiec już wpadłeś niczym ta żaba, najpierw w zimna wodę, a potem skończyła ugotowana we wrzątku.
Jak większość ludzi, którzy nie mają żadnej wiedzy na temat zaburzonych nie widziałeś żadnego dla siebie zagrożenia, dziwaczna osobę postrzegales poprzez pryzmat swoich pobożnych życzeń, byłeś tak podekscytowany faktem, że znalazłeś miłość życia, że nawet czerwone lampki potrafiłeś przekuć na twoja i jej korzyść.
Wiem jak to działa, bo przecież sama przechodziłam przez taki proces i też trwało to latami. Gdybym dzisiaj poznała takiego człowieka, to po pierwsze od razu bym go rozpoznała, a po drugie nawet chwili bym się nie zastanawiała nad dalszym ciągiem. Skończyłabym taka znajomość natychmiast, żeby nie wiem jak podobał mi się ten facet i żeby nie wiem kim był. No ale za swoją wiedzę, wcześniej zapłaciłam straconymi latami, zdrowiem i nerwami.
Wracając do Ciebie. Widziałeś, że z kobietą jest coś nie halo, ale zależało Ci na niej, więc starałeś się jakoś jej pomóc, by łatwiej się kobiecie żyło.
Twój błąd polegał na tym, że byłeś nadgorliwy i na tyle siebie nie cenisz, że potrafisz swoje zasoby walić w wor bez dna.
Najpierw trzeba człowieka dobrze poznać, przekonać się czy jest twoim przyjacielem, czy nie, budować w sobie zaufanie do tej osoby, a nie od razu powystrzelac się ze wszystkiego, co masz najlepsze. Być przyjacielem, ale robić to z głową, a nie postępować, jak pierwszy naiwny.
Ona najprawdopodobniej jest narcyzka i rzeczyscie nie brakuje jej cech psychopatycznych, ale uwierz mi, to jej problem, a nie twój.
Na razie takie słowa, doskonale o tym wiem, nie docierają do ciebie w pełni, ale za jakiś czas sam przekonasz się, że będziesz miał w tyle na czym polegają jej zaburzenia i jak je nazywać. Będziesz miał tak dość tej roszczeniowej i egoistycznej baby, że nawet myślenie o niej będzie cię mierziło. Będzie liczyło się tylko to, że nie chcesz kogoś takiego dla siebie.
Pisz koniecznie i walcz o siebie, żeby różne zdziry nie zeżarły Cię żywcem.

55

Odp: Trudny dylemat- totalna pustka

ulle, litości. Facet był w tym związku 6 lat. Przez 6 lat nie zorientował się, że coś jest nie w porządku. Nadal zresztą myśli o kontynuacji tej relacji, bo przemożne uczucie nim włada.
Pecież wiesz, że nikt bez własnych deficytów nie trwałby przez tak długi czas w związku jako dawca. Dobrze, że autor wybiera się do terapeuty, bo jak nic z sobą nie zrobi, to kolejna jego partnerka będzie taka sama.

Posty [ 1 do 55 z 79 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Trudny dylemat- totalna pustka

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018