Witajcie,
nie wiem od czego zacząć, jesteśmy kilka lat po ślubie i mamy małe dziecko. Moja żona ma zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i leczy się psychiatrycznie. Ma lęk na tle brudu. Ciągle sprząta, pierze (nawet czyste ubrania i koce założone raz), myje wszystko środkami do dezynfekcji, miesięcznie złużywamy u nas około 16-20m3 wody co w przeliczeniu jest jakby to było 5 dorosłych osób w rodzinie. Moi teściowie wiedzą o jej chorobie, u mnie nie wie nikt. Nie mam się komu wygadać tutaj zawsze trzymana jest jej strona. Czasem w nerwach mnie uderzy, miałem nie raz podbite oko albo siniaki na rękach, teściowa wie o tym bo zdarzało się że przy niej też dostałem. Zawsze to było odwacane że ona się denerwuje przeze mnie, ale ja naprawdę nie wiem dlaczego? Mówi że nie okazuję jej miłości, ale ja ją bardzo kochałem, jednak przez te jej wachania nastrojów i przez to że mnie pobiła nie raz to wszystko z mojej strony wygasło całkowicie. Czasem tak się denerwuje że gdy chce abym zajął się naszym synem bo ona coś musi zrobić (najczęściej jest to pójscie do pralki która co dzieć chodzi od od 1 do 3 razy dziennie) a ja powiem że robię sobie kanapkę, to potrafi mi odpowiedzieć "Weź go do kurwy nędzy, gówno mnie to obchodzi nie zdechniesz od razu..." oczywiście tak odezwie się do mnie tylko na osobności, przy swojej mamie robi z siebie ofiarę i pokazuje że ja jej nie okazuję miłości i wygląda to jakbym to ja był wszystkiemu winny. Często powtarza że ta choroba jest przeze mnie bo właśnie nie ma między nami miłości, ale ja naprawdę nie wiem kiedy ona odpali się, wystarczy jakaś bzdura, czegoś źle dotknę co ona sądzi że jest brudne i zaraz zrobi z tego awanturę. Zdarzało się że były jakieś jej skarpety w kuchni w kącie i jak robiłem cherbatę i miałem pod opieką naszego syna to ona gdy zobaczyła że on je dotkną to potrafiła wybuchnąć na mnie jak ja się nim zajmuję? Ale ja nie wiedziałem że te skarpetki coś dla niej znaczą, zresztą nie chce mi się już pisać na ten temat to jest bez sensu, ale wiele jest takich sytuacji, które niszczą mi psychikę. Dziś np. byliśmy na zakupach, aha dodam że tylko ja pracuję na naszą rodzinę, ona siedzi w domu z małym, tzn. oboje siedzmy bo moja praca jest zdalna, mamy ze sobą kontakt non stop, a wiec dziś pojechaliśmy było nawet spoko, powiedziała mi że mnie kocha itp. a po powrocie coś jej odbiło i zaczęła sprzątać bo byli wcześniej teściowie u nas i ona ma manię ze jest wtedy brudno, zmiana koców, mycie podłogi od góry do dołu mopem (ostatni raz robiła to wczoraj) strasznie się przy tym denerwuje (ale nie okaże tego przy swojej mamie, tamta mysli że wszystko jest ok choć wie że się leczy) i puściły jej hamulce i coś do mnie znów zaczęła pić, sądzę ze ona wtedy luzuje nerwy które w niej siedzą. Kilka dni temu mieliśmy już konkretną awanturę z udziałem teściów, miałem już dość i wszystko powiedziałem co myślę, wtedy już naprawdę rozmawialiśmy o rozwodzie a jedynym tematem na koniec było że nasz dom pójdzie teraz za bezcen, bo mamy wybudowany i mieszkamy sami z synem. A więc jak już chciałem jechać i porozmawiać o tym z moją rodziną która naprawde nic nie wie, to zaczęli mi mówić że ja sam nigdzie się nie ruszę i niech tamci tutaj przyjadą. Ogólnie uspokoiliśmy się, i jakoś to się rozeszło po kościach ale ja tak myślałem ciągle przez te kilka dni co dalej, najbardziej jest mi szkoda naszego syna, ale naprawdę chcę dla niego jak najlepiej i nie chcę aby patrzył na takie sytuacje kiedyś i myślał czemu rodzice się kłucą, ja już odpuszczam naprawdę ze wszystkim, jestem spokojny biorę tez jej tabletki na uspokojenie po kryjomu aby nie prowokować sytuacji ale to mnie przerasta, tzn. mam naprawdę ochotę spakować się i wyjechać do rodzinnego domu żeby odpocząć od niej. Moja teściowa cały czas wierzy w to że się uda i jak są takie sytuacje to nie wiem ale udaje że się nic nie dzieje, nawet jak mnie uderzyła na walentynki (tak dostałem wtedy w twarz i miałem lekkie limo) to teściowa przy tym była nic nie powiedziała, jechaliśmy w ten dzień do moich rodziców bo to był piątek i tam miałem powiedzieć ze klockiem mnie uderzył syn, i tak też zrobiłem bo nie dało się tego nie zauważyć. W ostatnim czasie słowa jakie od niej słyszałem w kłutni to było "Ja chcę się z tobą rozwieść, bo ja mam dosyć tego i tak siedzę sama sobiee, nie chcę być z tobą, czuję do ciebie wstręt i obrzydzenie, nie chcę być z tobą, ja mysze być na siłę z kimś kogo nie kocham kurwa" to był cytat bo mam to nagrane i nawet teraz to słucham, ona nic nie wie że nagrywam takie sytuacje, mam też jedną nagraną jak siedzę przy komputerze a ona podchodzi i mówiąc do mnie uderza mnie w głowę kilka razy, czy to jest znęcanie się psychiczne czy fizyczne? Nie wiem, ja ciągle żyję w przekonaniu, że to ja coś źle zrobiłem i to przez to ona tak się zachowuje w stosunku do mnie, naprawdę czuję się winny całej tej sytuacji, słuchając czesto że to moja wina... Nie wiem co robić, nie wiem jak to dalej będzie, ale nie chcę sobie zniszczyć całego życia, mam dopiero 35 lat. Myślę już o tym od kilku miesięcy, najbardziej przy tym cierpię jak patrzę na ansze dziecko które podczas zabawy ze mną usmiecha się do mnie, oczy wypełniają mi się łazami, ale nie daję tego po sobie poznać. Jestem z natury silnym człowiekiem i ciągle po takich momentach kłótni liczyłem zawsze że będzie dobrze, to trwa już 8 lat i ja już zrozumiałem że nie będzie, ale boję się podjąć ten krok, w sumie to nie wiem jak on miałby wyglądać, ale wracając do tej ostatniej kłótni z udziałem teściów, naprawdę miałem już dość i już szykowałem się do wyjazdu aby porozmawiać z moimi rodzicami (to nie jest przecież rozmowa na telefon nawet jakby mieli przyjechac, ale w sumie nigdzie nie pojechałem). Od tamtej sytuacji nie umiem juz jej okazać nic, ona niby dzień później starała się bo zrobiła dobry obiad, i kolację, ale ja wiem że to tylko chwilowe i za moment dalej będzie to samo, poniżanie mnie a potem pokazywanie jaką ona jest ofiarą, choć gdy jest miła to jest naprawdę cudowną kobietą, tylko że to jest chwilowe... Mam ją ciągle adorować, ale ja już nie potrafię, nie umiem, nie chcę skoro były sytuacje które mocno na to wpłynęły, ponieważ jeśli ludzie się kochają to nie powinno być takich sytuacji prawda? Proszę was o wyrozumiałość i o to abyście mnie już nie poniżali nawet jeśli widzicie moją winę w tym, ja już i tak dostaje za swoje. Nie wiem co mam pisać dalej ale z tego mogłaby być naprawdę długa powieść, na wstępie chcę się tylko przywitać i porozmawiać, ponieważ chcę podjąć ten krok, ale waham się bardzo. Aha, dodam jeszcze że ona mnie strasznie inwigilowała zawsze, patrzyła z kim piszę lub z kim rozmawiam, często bierze mój telefon i wchodzi na mojego messegera lub w ostatnie połączenia, to chyba nie jest normalne prawda? Jej rodzice przy kłótni mówili mi że to moja wina bo ona nic nie ma, ale to ja za wszystko płacę i kontroluję wydatki, utrzymuję dom, rachunki, naszego syna, kupuję jedzenie, ona nie nosi do domu nic. Dla niej wydanie 100zł czy 1000zł nie robi różnicy ponieważ nie zna wartości pieniądza gdyż nigdy nie musiała pracować. Nie widzę aby miała jakieś perspektywy na przyszłość, na wszystko mam zarobić ja, ale ja się zaraz zajadę, chcę isć też do psychiatry, wygadać się bo potrzebuję tego. Wiem że jestem silny i poradziłbym sobie z tym, ale nie chcę aby to odwróciło się przeciwko mnie, że jej choroba jest przeze mnie, mam dowody na to że mnie biła, robiłem zawsze wtedy zdjęcia, mam też kilka nagrań jak unosi się, krzyczy, a czasem nawet wpada w histerię... ostatnio jest tego mniej, ale mam ślady duszenia na szyji bo przy klutni gdy byli jej rodzice to właśnie robiła, dobrze że teść był między nami. Co byście zrobili na moim miejscu, próbowali ratować to ze względu na nasze dziecko, czy dla jego dobra rozwieźć się na ugodowych warunkach dla dobra naszego dziecka i żyć w odosobnieniu ale mieć z nim stały kontakt? Proszę was o poradę, ale taką prawdziwą, tutaj już nie mam czasu na myślenie, muszę zacząć działać, dziękuję za wyrozumiałość, pozdrawiam serdecznie p.s. nie jesteśmy jakąś patologią, żyjemy na średnim poziomie, jestem z wykształcenia inżynierem i moi klienci traktują mnie jako człowieka na poziomie i nie raz słyszałem od nich że moje rozwiażania są naprawdę mądre, uważam się też że jestem inteligentny ze względu na wykonywaną pracę (muszę rozwiązywać trudne zadania w pracy aby uzyskać cel dla klienta) ale przez jej stosunki do mnie moja samoocena strasznie spada...
2 2020-04-24 20:22:31 Ostatnio edytowany przez antique (2020-04-24 20:26:36)
Jej zachowanie jest nienormalne. Uważam, że musisz działać. Rozwód powinien być z jej winy. Przy tym musisz być TWARDY I SILNY przez cały czas, nie poddawać się.
Ona będzie najprawdopodobniej wywierała na Tobie przez cały czas presję, NIE MOŻESZ się poddać, musisz działać żeby uratować zdrowie psychiczne swoje i swojego syna. Uważaj na nią.
To co robi ta kobieta jest bardzo złe, chyba nawet leczenie jej nie pomaga, a teściowie jako jej rodzice będą pewnie stać za nią. Musi to dotrzeć do Ciebie, że oni na rozprawie rozwodowej będą przeciwko Tobie? Czemu? Bo wiedzą jaka jest ich córka i chcieli się pozbyć kłopotu, ale się im nie udało.
Najlepiej jakby Twoi bliscy dowiedzieli się o tym, jeśli masz w nich wsparcie. Będzie Ci lżej jak się wygadasz im. Idź również z tym do specjalisty, psychologa.
Najlepiej jakbyś się od niej już odseparował z dzieckiem albo też zbierać konkretne dowody na rozprawę.
Musisz przygotować się na walkę, ale chyba chcesz się uwolnić od niej dzięki temu? Może tak być że ona będzie ci utrudniać żebyś sobie ułożył życie na nowo.
3 2020-04-24 20:22:42 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-04-24 21:23:59)
Dla Ciebie Autorze ta decyzja jak widzę jest najtrudniejszą i nie ma co się temu dziwić .
Twoja żona ma ciężką chorobę jedną chyba z najtrudniejszych w leczeniu i do współżycia.
Nie wiem czy poddała się i bierze udział w psychoterapii czy tylko leczy się farmakologicznie .
Jeżeli to życie z nią Ciebie przerasta to się rozwiedź wykończysz się jak tak dalej będziesz trwał dla niby dobra ,samo się nic nie naprawi cudownie , mam wrażenie że nie masz już skąd czerpać siły.
Potrzebujesz spokoju od żony, nie uodpornisz się, jak stale jesteś narażony na przemoc i żyjesz w niepokoju,napięciu, musiał byś być nadczłowiekiem, żeby to wytrzymać, nawet ludzie bardzo świadomi choroby partnera mają załamania,miłość i dbanie o siebie nie wystarcza,potrzebna pomoc dla was dwojga i to już.Nawet po to żeby się rozstać .
Zastanowiłeś się kto przejmie główną opiekę nad synem po rozwodzie i jak żona może zachowywać się po tym wobec Ciebie was z tym naprawdę różnie może być bez terapii z nią , może być marnie jeszcze bardziej - teraz używa przemocy i jest bezkarna nie ponosi konsekwencji teściowa ciągle ją broni przed tym, a to samo cudownie nie mija to silna pokusa mieć moc nad kimś i poczucie władzy żona wyżywa się na tobie to część choroby, nawet po rozstaniu przemoc i używanie szantażu eskaluje na różne sposoby.
Pogoń teściową ona tam niby pomaga, ale tak naprawdę szkodzi podtrzymuje i ochrania chore zachowania żony pewnie nieświadomie i mimowolnie niechcący.Zapoznaj z sytuacją swoją rodzinę,nie daj się izolować od innych ludzi zwłaszcza bliskich,nie wahaj się zwracać o pomoc, moim zdaniem dobrze że masz i zbierasz dowody na wszelki wypadek nagrywałeś to co się dzieje, ale nie prowokuj sam tego.
Teściowa chyba nie mieszka z wami na stałe i nie jest narażona na przemocowe oddziaływanie córki,a obwinianie Ciebie o chorobę córki jest słabe i świadczy o ignorancji i być może o współuzależnieniu emocjonalnym przez matkę, to jej niby łatwo doradzać i mieć złudną nadzieję a Ty nie uciągniesz za dwoje małżeństwa.Zonie jest wygodnie nie zdrowieć, wszyscy chodzą na paluszkach wkoło niej.
Autentycznie współczuje Ci żyć latami z osobą chorą to ogromny wysiłek i wyzwanie żeby znosić objawy wymaga to niemal bycia świętym,ale udawanie bohatera na wyrost to nie najlepsze wyjście,zacznij myśleć o sobie i synu,taka nadopiekuńczość w stosunku do żony jest bezskuteczna jak być może sam już widzisz.Obwinianie siebie też nic nie pomoże.Nie widzą w Tobie premedytacji przecież nie chcesz żeby żona była chora to też nie jej wybór i wina tak do końca ważne co sama zrobi z tym.
Temat jest dziełem trolla prowokatora, dlatego zostaje zamknięty.