Mojego faceta poznałam prawie 2 lata temu dzięki mojej teraz już byłej przyjaciółce. Na początku tylko pisaliśmy ze sobą i byłam pewna na 100 %,że któregoś dnia tak po prostu zerwie kontakt lub napisze że znalazł dziewczynę i nasza znajomość się zakończy (nigdy nie mialam szczęścia do mężczyzn). Jednak nie zerwał kontaktu, nie znalazł nikogo za to coraz częściej zaczął nalegać na spotkanie, również chciałam się z nim spotkać ale bardzo się bałam, więc siłą rzeczy wykręcałam się od spotkania na wiele możliwych sposobów.Złościło go to strasznie ale w końcu spotkaliśmy się ile można się wykręcać;)
To spotkanie pamiętam jak dziś ten pierwszy pocałunek na przywitanie:) Wtedy też poczułam że go kocham.
Od tamtego dnia spotykaliśmy się codziennie, pamiętam jak kiedyś powiedziałam mu że go kocham odparł tylko wiem wtedy ja powiedziałam z nadzieja w głosie że może i on mnie kiedyś pokocha a on uśmiechnął się i błyskiem w oczach powiedział może, wtedy zadałam mu pytanie na które nie chciałam znać odpowiedzi zapytałam się czy mnie kocha..Odpowiedział zaraz zobaczysz i pocałował mnie jak wcześniej nikt mnie nie całował..długo z pasją z namiętnością:) To był najlepszy pocałunek taki już nigdy więcej się nie powtórzył.
Z czasem X ( tak będe określać swojego faceta) poznała moja mama, tata przyjaciele i dalsza rodzina:) Polubili go, jego nie da się nie lubić. Spędziliśmy razem 3 miesiące i wyjechałdo Anglii tam spędził kolejne 6 ale te miesiące przed jego wyjazdem które spędziliśmy razem były najpiękniejsze zero kłótni zero nieporozumień wszystko razem. Gdy wyjechał nie mogłam się pozbierać wstawałam z łóżka z myślą, że pewnie zaraz go zobacze,że pewnie zaraz przyjdzie pocałuje mnie przytuli i spędzimy kolejny piękny dzień razem ale po wstaniu z łóżka zdawałam sobie sprawe, że jest daleko i zobacze go dopiero za kilka miesięcy:(..
Kiedy dowiedziałam się, że wraca jednak za 3 zaczęłam odliczać czas, a on jak na złość dłużył sie niemiłosiernie.
Ciężko mi się to wszystko pisze.. Po jego przyjeździe znów było między nami bajecznie:)
Mniej więcej w tym czasie rozpadła sie też na dobre moja przyjaźń z (nazwijmy ją Kasia) Kasią...X mnie bardzo wspierał wiedział ze jest mi ciężko pogodzić się z utratą Kasi..
Z miesiąc-dwa po powrocie X do Polski zaczęłam przychodzić ja do niego:) wtedy też pierwszy raz poszliśmy ze sobą do łóżka. Był i jest moim pierwszym. Tamtego dnia nigdy nie zapomne ,tamten dzień tak naprawde był tylko mój, to czego wtedy czułam nie opiszą żadne słowa .Mówi sie ze ten pierwszy raz zawsze boli mnie jednak nie bolał nic a nic:) Było cudownie nie do końca tak jak to sobie wymarzyłam ale przeciez marzenia nigdy nie spełniają sie do końca..Szkoda..
Jednak nie od dziś wiadomo ze nic co piękne nie trwa wiecznie tak było i w moim naszym przypadku..Nagle wszystko zaczęło się psuć pojawiły sie pierwsze łzy i to nie były łzy szczęścia..zaczęły się pierwsze pretensje..pierwsze wyrzuty..Pierwsze nasze "zerwania" tak naprawde nigdy to nie były zerwania jedno z nas mówiło to koniec tylko po to by chwile później lub na następny dzień sie pogodzić i znów być ze sobą..W wakcje trafiłam do szpitala..to był najgorszy czas wiele razy mialam dość on umawiał sie z nasza znajomą...nawet do szpitala do mnie nie przyszedł sam..a jeżeli przyszedł to w jego oczach bylo tyle wyrzutu tyle nieopisanej złości..Po tygodniu wyszłam ze szpitala niestety przez kolejne 7 mialam leżeć w łóżku i nie mialam prawa wstać..Liczyłam że coś sie zmieni że będzie czuły i taki jak wcześniej jednak sie pomyliłam..Wtedy też bardzo sie pokłóciliśmy zerwaliśmy..powiedział, że nie będzie powrotu uwierzyłam nie biorąc pod uwage faktu ,że za każdym razem tak mówi..W ten sam dzień w którym zerwalismy z X zgodzilam się na to by przyjechał do mnie znajomy Y i chyba nie musze pisać jaki miał być to cel wizyty..
Najsmutniejsze jest to że 20 minut po tym jak zgodziłam się by Y do mnie przyjechał pisałam X że go kocham..Zachowałam się podle..Do dziś żałuje..
Y przyjechał do mnie na następny dzień..rozmawialiśmy w końcu mnie pocałował..i doszło do kilku innych rzeczy o których nie chce pisać jednak do pełnego zbliżenia nie doszło..nie mogłam..cały czas przed oczami miałam X ..Po wyjściu Y poczułam ulge..zadzwonił do mnie X z zapytaniem czy nie wejde na gadu weszłam zaczęły się rozmowy o naszym powrocie do siebie on mówił że nie chce wracać ja płakałam przyznałam mu sie do wizyty Y u mnie zdenerwował sie:(:(, ale zgodził sie do mnie przyjechać na nastepny dzień w celach rozmowy i pogodzenia:)..Była rozmowa i czułe pogodzenie:] ale kochajac sie z X myślałam o tym co chciałam zrobić z Y ..Z jednej strony chciałam się przyznać i nie mogłam..Ale od tamtego rozstania i pogodzenia się było coraz lepiej bylo super..:) Jednak po kilku miesiacach powiedziałam X o calym zajściu z Y i to bylo najgorsze co mogłam zrobić..Ból jaki wtedy zobaczyłam w jego oczach ranił i mnie...X mi wierzył ufał ,że czegoś takiego bym mu nigdy nie zrobiła zwłaszcza po tym jak wcześniej zapewniałam że nie jestem taka..
Straciłam jego zaufanie nadszarpnęłąm szacunku w jego oczach..Było cholernie ciężko:(:(:(:(:(..
Od tamtego dnia upłynęło już troche czasu niby wszystko wróćiło do normy on kocha mnie ja kocham jego..jestesmy kochającą się parą..jednak znów przestaje coś grać..Dla niego wszystko jest ok..dla mnie coś jest nie tak..on nie widzi w niczym problemu ja płacze coraz częściej..
Opowiedziałam wam swoją bajke w małym skrócie a teraz napiszcie co o niej myslicie..Bo ja mam myśli sprzeczne..
Moze nasunęły wam sie jakieś refleksje po przeczytaniu tego..Z góry tez przepraszam za nieskładnnie..;]