Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Przyznam, że boje sie do końca byc tutaj szczera, bo wiem jakie mogą posypać się slowa w moja strone, ale jesli nie bede szczera to i wasze odpowiedzi nie bedą odnosiły sie w stu procentach do mojej sytuacji.
Postaram sie opisac wszystko w jaki najwiekszym skroci.
Jestem w zwiazku od prawie 4 lat. M spotkalam nie dlugo po zakończeniu toksycznego 3 letniego związku. Na poczatku mialam watpliwosci, aby z nim byc z byc moze glupiego, niewinnego powodu a otoz moj M jest odemnie nizszy o jakies 3 centeymetry. Ja mam 179 a on okolo 176, ale ja jestem dość mocnej budowy, szczupla, ale nie drobna. On jest natomiast drobny. Mówiąc krótko, poprostu czulam sie dziwnie idac obok niego, zawsze wolalam wyzszych i masywniejszych od siebie. Zapewne jak doczytacie moja post to nie zgodzicie sie ze mna, ale jestem wzglednie nie głupia osobą, i fakt ze M byl najfajniejszym człowiekiem jakiego spotkalam, to przetlumaczylam sobie, ze moge stracic kogos bardzo wartosciowego odrzucajac go z powodu jego wzrostu. I tak też rozpoczęliśmy swoj związek. M to mój najlepszy przyjaciel, najwieksze wsparcie, pomoc i do dziś zdania nie zmienilam ze to naprawdę jest najfajniejszy czlowiek jakiego w życiu spotkalam-moj najlepszy przyjaciel i mowie to z reka na sercu. Zawsze moge na niego liczyc.
Jest tylko problem, z M od poczatku byl problem z seksem. Czasem bylo dobrze, ale zazwyczaj nie mial orgazmu lub mowiac kolokwialnie 'opadal' mu podczas lub na starcie stosunku. Staralam sie, wspieralam, rozmawialam. Potem niestety - i teraz posypia sie w moja strone epitety byc moze, ale zdradziłam go fizycznie i to 2 razy z ta sama osoba... Wiem wiem, ze to zle i mialam wyrzuty sumienia i potem postanowilam sie 'zmienic' (kto sie teraz zasmial reka do gory)... I juz nie zdradziłam M fizycznie, ale emocjonalnie to juz nie wiem ile razy. Z M juz nie sypiam, bo na sama mysc mam ochote biec. Oczywiście on nie inicjuje nawet stosunku.
Jeszcze jakos to bylo jak chodziłam do pracy i mijalismy sie, ale teraz czas kwarantanny, a ja z nim widuje sie coraz czesciej czasem spędzając cale dnie. Czesto gdy jade do sklepu po zakupy i wracam z nich a wiem ze on za godzine idzie do pracy, to jezdze po mieście o kilka minut dluzej, byle tylko nie widzieć go w domu za dlugo (jak zalosne i smutne to jest? Bardzo). M wrecz 'zalewa' mnie swoja miloscia, ciagle caluje, ciagle sie piesci jak zapytam go np 'jak sie czujesz?' jego odpowiedz ' a dobźe', 'chce ci sie isc do pracy?' on 'nieee' i robi minki jak dziecko, albo caly czas sie na mnie patrzy i usmiecha, i to jest non stop no co ja nie zrobie to on oczy jak kot ze shreka (prosze sie nie smaic, ale mozna oszalec
). Moze to, ze w lozku nie potrafi mnie zaspokoic, to stara sie wynagrodzic mi to swoim wylewem milosci niewiem. W kazdym razie jesli mam byc tutaj szczera i wylac swoje mysli to M wogole jest dla mnie teraz aseksualny i niemeski
po drugie az nie mam ochoty z nim isc do znajonych, bo on jakby nie umie z innymi facetami sie komunikować, zawsze stoi z boku...jest mi go strasznie szkoda
Jest bardzo zdolny i zaradny zyciowa, ma swoja firme samochodowa, swoj komis i dodatkowo jest mechanikiem.
Na te chwile ja juz z tego wszystkiego weszlam w role 'gestapo' w domu i zaczynam byc dla niegi strasznie zlosliwa, jak np. Piesci sie odpowiadając mi na pytanie to ja zimnyn glosem mowie 'aha' i odchodze bo mam ochotę zapasc sie pod ziemię.
Ja z tego zalu, ze jestem w tej sytuacji to jak on idzie do pracy na noc to pije piwo i pale fajki i mysle non stop, chyba oszalalam heheh, mam 27 lat a po raz kolejny stalam sie swoim wlasnyn wrogiem dla siebie samego. Dlaczego zle wybieram partnerów? Jak miałabym zerwac, zawalic komus zycie. Komus tak dobremu? Zaraz powiecie, ze marnuje mu zycie bo go zdradzilam/ i pewnie zdradze znowu... Ale ja nie potrafie zerwac z nim bo jest mi zal go, naszych planow i boje sie, ze to błąd.
Druga kwestia, moj tata zmarl na raka 4 miesiace temu, moja mama choruje nadal na raka (rak terminalny), chcecie zasmiac z zalu? Moi rodzice w tamtym roku oboje tego samego dnia dowiedzieli sie ze maja raka. Moj ojciec umieral w takich meczarniach w domu, ze do konca zycia nie zapomne tego widoku. Mimo ze dobrym ojcem nie byl i duzo nabroil w stosunku do was w swoim zyciu, bo byl alkoholikiem to to jaka cene zaplacil na koniec wiemy tylko my i on. Moja mama twardzielka, udaje ze dobrze sie czuje a ja widze jak z dnia na dzien gasnie ( rak terminalny).
Mieszkamy za granica Polski i ja i moj M zaczynamy niedlugo remont mojego domu rodzinnego w Polsce. Pod koniec roku mamy wrocic do Polski. On juz tyle rzeczy spakowal, tak juz sie przygotowuje a jak ja mam mu teraz powiedziec, ze ja nie dam rady z nim byc?
Jakkolwikek teraz to zabrzmi, to bardzo chcialabym spędzić teraz z czas z jakims facetem, bo nie czuje sie tak przy swoim. A jeszcze jak wczoraj w nocy nogi mu sie trzesly i powiedzial, ze ma chorobe niespokojnych nog ze stresu i ze cale zycie go stresuje to chcialam uciec, ale oczywiacie bylam zlosliwa i powiedziałam ' ja twoim psychologiem nie bede'.... Nie jetsem taka z natury, ale tak jak mowilam zmienilam sie w gestapo przez ostatnie dni w domu i chyba sobie umyslilam, ze jesli bede zlosliwa i chamska dla niego to w niego jakis 'samiec' ( heh, niewiem jak to okreslic) sie obudzi...
Nie chce go ranic, jest wspanialym czlowiekiem, moim najlepszym przyjacielem, ale ja nie wiem czy chce z nim byc
Mysle sobie czasem, ze jeszcsw kilka lat i moze 'zneżnieje', ale przecież to glupie.
Chcialabym, aby ktos byl przy nim szczesliwy i zeby ktos kochal go tak jak ja nie potrafie, bo on naprawdę na to zasluguje.
I takim oto sposobem znowu stalam sie swoim wlasnym wrogiem. Nie umiem z nim zerwac, bo mam za miekki tylek, nie chce go zranic, a nie chce tez juz zdradzac, wiem ze to zle i sama nie pochlebiam zdrady, ale szczerze mi nie przeszkadzałoby gdyby on mnie teraz zdradzil.
A teraz na koniec aby utwierdzic was w tym jak bardzo dziwna jestem to powiem wam jeszcze cos :
Ja teraz mam nadzieje, ze on wkrotce ze mna zerwie, bo nie chce z nim juz nigdy sypiac (o ile on kiedykolwiek bedzie wogole inicjowal stosunek), ostatni raz kochalismy sie moze z miesiac temu, i my ogólnie kochamy sie tak raz na miesiac i to oczywiscie on nie ma orgazmu ani ja i na koniec sytuacja jest niezgrabna i niezręczna bo on znowu stracil wzwod. No i moze tez zerwie tez ze mna przez to ze jestem zlosliwa, ale szczerze to watpie...
I co wy o tym wszytskim mysliscie?
Jestem gotowa na kazda odpowiedz.