netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

11 odpowiedzi1 920 wyświetleńzałożony przez Kolorowymotyl94, 06.04.2020

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Przyznam, że boje sie do końca byc tutaj szczera, bo wiem jakie mogą posypać się slowa w moja strone, ale jesli nie bede szczera to i wasze odpowiedzi nie bedą odnosiły sie w stu procentach do mojej sytuacji.
Postaram sie opisac wszystko w jaki najwiekszym skroci.
Jestem w zwiazku od prawie 4 lat. M spotkalam nie dlugo po zakończeniu toksycznego 3 letniego związku. Na poczatku mialam watpliwosci, aby z nim byc z byc moze glupiego, niewinnego powodu a otoz moj M jest odemnie nizszy o jakies 3 centeymetry. Ja mam 179 a on okolo 176, ale ja jestem dość mocnej budowy, szczupla, ale nie drobna. On jest natomiast drobny. Mówiąc krótko, poprostu czulam sie dziwnie idac obok niego, zawsze wolalam wyzszych i masywniejszych od siebie. Zapewne jak doczytacie moja post to nie zgodzicie sie ze mna, ale jestem wzglednie nie głupia osobą, i fakt ze M byl najfajniejszym człowiekiem jakiego spotkalam, to przetlumaczylam sobie, ze moge stracic kogos bardzo wartosciowego odrzucajac go z powodu jego wzrostu. I tak też rozpoczęliśmy swoj związek. M to mój najlepszy przyjaciel, najwieksze wsparcie, pomoc i do dziś zdania nie zmienilam ze to naprawdę jest najfajniejszy czlowiek jakiego w życiu spotkalam-moj najlepszy przyjaciel i mowie to z reka na sercu. Zawsze moge na niego liczyc.
Jest tylko problem, z M od poczatku byl problem z seksem. Czasem bylo dobrze, ale zazwyczaj nie mial orgazmu lub mowiac kolokwialnie 'opadal' mu podczas lub na starcie stosunku. Staralam sie, wspieralam, rozmawialam. Potem niestety - i teraz posypia sie w moja strone epitety byc moze, ale zdradziłam go fizycznie i to 2 razy z ta sama osoba... Wiem wiem, ze to zle i mialam wyrzuty sumienia i potem postanowilam sie 'zmienic' (kto sie teraz zasmial reka do gory)... I juz nie zdradziłam M fizycznie, ale emocjonalnie to juz nie wiem ile razy. Z M juz nie sypiam, bo na sama mysc mam ochote biec. Oczywiście on nie inicjuje nawet stosunku.
Jeszcze jakos to bylo jak chodziłam do pracy i mijalismy sie, ale teraz czas kwarantanny, a ja z nim widuje sie coraz czesciej czasem spędzając cale dnie. Czesto gdy jade do sklepu po zakupy i wracam z nich a wiem ze on za godzine idzie do pracy, to jezdze po mieście o kilka minut dluzej, byle tylko nie widzieć go w domu za dlugo (jak zalosne i smutne to jest? Bardzo). M wrecz 'zalewa' mnie swoja miloscia, ciagle caluje, ciagle sie piesci jak zapytam go np 'jak sie czujesz?' jego odpowiedz ' a dobźe', 'chce ci sie isc do pracy?' on 'nieee' i robi minki jak dziecko, albo caly czas sie na mnie patrzy i usmiecha, i to jest non stop no co ja nie zrobie to on oczy jak kot ze shreka (prosze sie nie smaic, ale mozna oszalec sad). Moze to, ze w lozku nie potrafi mnie zaspokoic, to stara sie wynagrodzic mi to swoim wylewem milosci niewiem. W kazdym razie jesli mam byc tutaj szczera i wylac swoje mysli to M wogole jest dla mnie teraz aseksualny i niemeski sad po drugie az nie mam ochoty z nim isc do znajonych, bo on jakby nie umie z innymi facetami sie komunikować, zawsze stoi z boku...jest mi go strasznie szkoda sad
Jest bardzo zdolny i zaradny zyciowa, ma swoja firme samochodowa, swoj komis i dodatkowo jest mechanikiem.
Na te chwile ja juz z tego wszystkiego weszlam w role 'gestapo' w domu i zaczynam byc dla niegi strasznie zlosliwa, jak np. Piesci sie odpowiadając mi na pytanie to ja zimnyn glosem mowie 'aha' i odchodze bo mam ochotę zapasc sie pod ziemię.
Ja z tego zalu, ze jestem w tej sytuacji to jak on idzie do pracy na noc to pije piwo i pale fajki i mysle non stop, chyba oszalalam heheh, mam 27 lat a po raz kolejny stalam sie swoim wlasnyn wrogiem dla siebie samego. Dlaczego zle wybieram partnerów? Jak miałabym zerwac, zawalic komus zycie. Komus tak dobremu? Zaraz powiecie, ze marnuje mu zycie bo go zdradzilam/ i pewnie zdradze znowu... Ale ja nie potrafie zerwac z nim bo jest mi zal go, naszych planow i boje sie, ze to błąd.
Druga kwestia, moj tata zmarl na raka 4 miesiace temu, moja mama choruje nadal na raka (rak terminalny), chcecie zasmiac z zalu? Moi rodzice w tamtym roku oboje tego samego dnia dowiedzieli sie ze maja raka. Moj ojciec umieral w takich meczarniach w domu, ze do konca zycia nie zapomne tego widoku. Mimo ze dobrym ojcem nie byl i duzo nabroil w stosunku do was w swoim zyciu, bo byl alkoholikiem to to jaka cene zaplacil na koniec wiemy tylko my i on. Moja mama twardzielka, udaje ze dobrze sie czuje a ja widze jak z dnia na dzien gasnie ( rak terminalny).
Mieszkamy za granica Polski i ja i moj M zaczynamy niedlugo remont mojego domu rodzinnego w Polsce. Pod koniec roku mamy wrocic do Polski. On juz tyle rzeczy spakowal, tak juz sie przygotowuje a jak ja mam mu teraz powiedziec, ze ja nie dam rady z nim byc?
Jakkolwikek teraz to zabrzmi, to bardzo chcialabym spędzić teraz z czas z jakims facetem, bo nie czuje sie tak przy swoim. A jeszcze jak wczoraj w nocy nogi mu sie trzesly i powiedzial, ze ma chorobe niespokojnych nog ze stresu i ze cale zycie go stresuje to chcialam uciec, ale oczywiacie bylam zlosliwa i powiedziałam ' ja twoim psychologiem nie bede'.... Nie jetsem taka z natury, ale tak jak mowilam zmienilam sie w gestapo przez ostatnie dni w domu i chyba sobie umyslilam, ze jesli bede zlosliwa i chamska dla niego to w niego jakis 'samiec' ( heh, niewiem jak to okreslic) sie obudzi...
Nie chce go ranic, jest wspanialym czlowiekiem, moim najlepszym przyjacielem, ale ja nie wiem czy chce z nim byc sad
Mysle sobie czasem, ze jeszcsw kilka lat i moze 'zneżnieje', ale przecież to glupie.
Chcialabym, aby ktos byl przy nim szczesliwy i zeby ktos kochal go tak jak ja nie potrafie, bo on naprawdę na to zasluguje.
I takim oto sposobem znowu stalam sie swoim wlasnym wrogiem. Nie umiem z nim zerwac, bo mam za miekki tylek, nie chce go zranic, a nie chce tez juz zdradzac, wiem ze to zle i sama nie pochlebiam zdrady, ale szczerze mi nie przeszkadzałoby gdyby on mnie teraz zdradzil.
A teraz na koniec aby utwierdzic was w tym jak bardzo dziwna jestem to powiem wam jeszcze cos :
Ja teraz mam nadzieje, ze on wkrotce ze mna zerwie, bo nie chce z nim juz nigdy sypiac (o ile on kiedykolwiek bedzie wogole inicjowal stosunek), ostatni raz kochalismy sie moze z miesiac temu, i my ogólnie kochamy sie tak raz na miesiac i to oczywiscie on nie ma orgazmu ani ja i na koniec sytuacja jest niezgrabna i niezręczna bo on znowu stracil wzwod. No i moze tez zerwie tez ze mna przez to ze jestem zlosliwa, ale szczerze to watpie...

I co wy o tym wszytskim mysliscie?
Jestem gotowa na kazda odpowiedz.

2 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-04-06 23:40:18)

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

Niezły numer zawsze jest z tym "nie chce ranić " jakby nie było nic przed i ukryte działania nie miały konsekwencji.
Już go zraniłaś a teraz dręczysz i wyżywasz się na nim za własną nieudolność życiową  i brak odwagi.
Znalazłaś przyjaciela i plastra po toksycznym związku ciekawe jak udało ci się wyjść z tamtego związku bez szwanku i czy stałaś się lepsza od siebie samej po toksycznej relacji cokolwiek to znaczy.
Po co Ci ten facet jeżeli traktujesz go jak worek do bicia i jeszcze twierdzisz że to przyjaciel a w łóżku tragedia,facet Cię nawet już nie pociąga.
wyolbrzymiasz coraz bardziej pewnie jego wady i wyszukujesz coraz nowe nie pasuje Ci i to głównie Twój problem udajesz i brniesz w relacje która jest bez przyszłości,może czekasz na nowego bardziej rokującego egzemplarza a takiego nie ma w pobliżu i ten od skoków  w bok nie rokował .
Masz rację przede wszystkim robisz sobie krzywdę a co za tym zawsze idzie krzywdzisz kogoś.
To prowokowanie też jest słabe i kiepsko wróży na przyszłość jak nie przepracujesz swoich zachowań ,oczekiwań przekonań dokładnie i precyzyjnie kwestia odwagi też ważna psychoterapia lub jakiś trening asertywności mógłby pomóc.
Jak tak dalej pójdzie to i tak go będziesz zdradzać, bo po to go będziesz trzymać przy sobie będzie ci taśmowo dostarczał powodów uraz do odbijania sobie na nim  im gorszym go będziesz widzieć tym romans będzie fajniejszy i jeszcze te tajemnice sekrety sama frajda ,wyrzuty łatwo zagłuszyć.Jeszcze Ci się podoba jego zachwyt Tobą ale coraz mniej nudzisz się i irytujesz byle czym .
Po co to ciągnąć ? I tak go ranisz bo sama nie umiesz pewnie być szczęśliwa że sobą i masz jakieś zmulone oczekiwania z kosmosu bo on się nie zmieni jak na razie nic nie zrobił żeby rozwiązać swój problem Ty mu nie pomagasz raczej tylko się nakręcasz , ten facet był po prostu pod ręką i taki zapatrzony oddany nie spełnił jednak warunków a Ty nie dasz rady zaakceptować go z jego niesprawnością seksualną ,bo Ciebie i wiele osób to przerośnie, a stan tego chłopaka po takiej kuracji z Tobą może być jeszcze gorszy .To "nie chcę ranić" to wymówka wygodna ale coraz mniej. Ten związek też ma cechy toksycznego związku nie ma to tamto jesteś trochę jak pijawka a on pewnie też coś z tego ma jeżeli trwa w tym czymś nie jest to jednak chyba nic zdrowego,gorzej bo chyba niewiele facet widzi w co się wpakował .Lepiej to zakończ i zacznij pracować nad sobą bo predyspozycja do tworzenia toksycznych relacji sama cudownie może nie zniknąć i nie ważne że możesz się łudzić tym że jak spotkasz innego faceta  to wszystko co chore nie zniknie bez śladu zawsze będzie coś nie tak.

3

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić
paslawek napisał/a:

dubel

Poprostu szkoda mi go, i nie chciałabym go zranic, bo jest dobrym i fajnym człowiekiem.
Co moglabym zrobić aby mu pomoc? Wogole co ja mam zrobic aby bylo dobrze?

4

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

To z litości będziesz go ranić tylko po kryjomu udając miłość.Nie pomażesz mu bo nie jesteś pielęgniarką opiekunką i penie nie masz jak sam powiedziałaś ani cierpliwości anie kwalifikacji żeby mu w jego problemie pomagać .
Jak sam nic z tym nie zrobi nikt mu nie pomoże.
Moim zdaniem masz już zbyt wiele awersji do niego i to takich na siłę jakby urojonych pochodnych od tego że facet zwiódł Cię w sferze seksu szukasz w nim wad a jednocześnie wiesz że to w miarę dobry chłopak to sprzeczność i walka wewnątrz ciebie.
Pewnych rzeczy się w sobie bez na przykład psychoterapii nie przeskoczy i ne zmieni.
W dziedzinie seksu to delikatne sprawy trudne i bywa że dużo czasu potrzeba żeby wyleczyć jakieś zaburzenie czy problem który może być głębszy.
Żeby było dobrze czasem jest na początku źle i boli ,myślę że rozstanie będzie początkiem czegoś lepszego dla was dwojga będzie bolało trudno ale takie ranienie siebie i kogoś na raty latami jest moim zdaniem gorsze to tortury z chwilowymi przebłyskami niby ulgi a to tylko pozorny spokój,takie ciepłe znane bagienko jakby nic innego nie istniało na świecie najistotniejsze tam jakie masz lęki przed samodzielnym życiem po co i do czego potrzebujesz drugiej osoby ,ludzie to nie narkotyki jak widzisz anie nie powody żeby ich kosztem czuć co się czuje raz lepiej raz gorzej to ślepa uliczka droga do donikąd.
Ty decydujesz o tym jak istotne jest Twoje szczęście nikt inny nie musi to być idealne ważne żeby to w sobie rozwijać i dbać o to.
Wtedy nie uzależnisz się od emocji związanych z drugą osobą i od takiej chorej regulacji uczuć z tymi huśtawkami odgrywaniem się wyżywaniem na kimś oraz oczekiwaniem że ktoś sprawi cud w Tobie.

5

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić
Kolorowymotyl94 napisał/a:

Na poczatku mialam watpliwosci, aby z nim byc z byc moze glupiego, niewinnego powodu a otoz moj M jest odemnie nizszy o jakies 3 centeymetry. Ja mam 179 a on okolo 176, ale ja jestem dość mocnej budowy, szczupla, ale nie drobna. On jest natomiast drobny. Mówiąc krótko, poprostu czulam sie dziwnie idac obok niego, zawsze wolalam wyzszych i masywniejszych od siebie.

tyle mi wystarczy....Statystycznie partnerka jest wyzsza od partnera w 1 na 720 związków, więc jak widać nie jest to przypadek. A reszta twojego zachowania to już jest klasyk. Ty mu rogi przyprawiasz, a on jest needy do potęgi, co oczywiście cie od niego odrzuca jeszcze bardziej...dalej nic nowego jak dla mnie.
Moja rada. Przestań mu bułę zawracać, bo się chłopak załamnie, do tego zbliża sie kryzys, jak piszesz ma biznes, to się jeszcze przez to wychuśta całkiem.

6

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

Nie kochasz go i tyle.
Daj mu szansę na znalezienie kobiety, która go pokocha, pozwól mu odejść.

7

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

Boje sie, bo wiem ze juz nikt dla mnie nie bedzie taki dobry jak on...

8

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić
Kolorowymotyl94 napisał/a:

Boje sie, bo wiem ze juz nikt dla mnie nie bedzie taki dobry jak on...

I dlatego zamierzasz zmarnować mu życie i zostać psem ogrodnika - sama nie zeżresz, ale drugiemu nie dasz?
Sorry, ale postawa obrzydliwa.

9

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

Poprostu szkoda mi go, i nie chciałabym go zranic, bo jest dobrym i fajnym człowiekiem.
Co moglabym zrobić aby mu pomoc? Wogole co ja mam zrobic aby bylo dobrze?

Dość to przewrotne, tkwić przy kimś dla własnej wygody a tłumaczyć się troską o to by osoby, którą zdradzasz i oklamujesz, nie zranić.

Nie pasujecie do siebie absolutnie. Odrzuca Cię od tego człowieka, szukasz seksu poza związkiem, niby co takiego dobrego dajesz Twojemu niby-chłopakowi, że rzekomo w trosce o niego się z nim nie rozstajesz?

Boje sie, bo wiem ze juz nikt dla mnie nie bedzie taki dobry jak on...

I to jest dobry powód żeby żerować na czyichś uczuciach ? Skoro Tobie jego dobroć nie wystarcza by widzieć w nim faceta i partnera najwyraźniej masz pecha, ktoś może pokochać w nim  tę dobroć i ciapowatość równocześnie a jak narazie to okradasz go z szansy na prawdziwe uczucie z pobudek samolubnych.

10

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

Żeby wszystko było takie proste jak piszecie...
Kilka razy staralam sie z nim rozmawiać mowia ze 'coraz bardziej zle czuje sie w naszym związku... On jest bardzo wyrozumialy i kochany... Daje mi czas, ale po smutniał, a ja nadal niewiem co chce i co robić..

11

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

A kochasz Go w ogóle?

12

Odp: Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

Jesteś w stosunku do niego zwyczajnie nieuczciwa - nie kochasz go, nie szanujesz, nie pociąga Cię, wyżywasz się na nim, zdradzasz, sama jego obecność Cię irytuje, jednocześnie twierdzisz, że nie odchodzisz dla jego dobra. Przeczytaj to, proszę, kilka razy, a potem spokojnie zastanów jak brzmi. Absurdalnie, prawda?

Nie wiesz co robić? Może po prostu powiedz mu jakie wywołuje w Tobie odczucia i jeśli to go wystarczająco nie zniechęci, zaproponuj układ - on nadal niech będzie dla Ciebie dobry, poprawia Ci humor, kiedy będziesz smutna, w zamian Ty z litości pozwolisz mu nazywać się swoją dziewczyną. Tylko niech on świadomie o tym zdecyduje.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy w związku, choroba rodzicow, co ja mam zrobić

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026