Przybywam z zalpostem, za bardzo nie mam się komu wygadać, a chętnie poczytałabym wypowiedzi starszych koleżanek.
Mam niecałe 20 lat, skromne doświadczenie z mężczyznami. Pierwszego, z którym się spotykałam, poznałam w realu pod koniec liceum. Nie wyszło, namieszaliśmy oboje, potem przeżywałam, rozpamiętywałam wszystko przez kilka miesięcy.
Żeby się oderwać od ciągłego analizowania przeszłości, założyłam tindera i zaczęłam spotykac się z chłopakami tam poznanymi. Na nic się nie nastawiałam - zawsze szłam wyluzowna. Po prostu chcialammiło spędzić czas, rozmawiając o pierdołach z nowopoznaną osobą. Po każdym spotkaniu, dostawałam propozycję kolejnego. Z niektórymi decydowałam się na następne, innym grzecznie dziękowałam za spędzony czas i urywałam znajomość. Za każdym razem była to dla mnie forma baaardzo luźnego spotykania się. W żadnym nie widziałam kandydata na chłopaka, z żadnym do niczego nie doszlo.
Ostatnio spotkałam się z kolejnym. Nastawienie jak zawsze - pogadamy, pośmiejemy się, wrócę domu, może zostaniemy kumplami, a może z czasem coś więcej. No i nie do końca tak było.
Chłopak spodobał mi się od razu. Za równo fizycznie, jak i intelektualnie. Wiem, teraz będzie cringe, ale no mój typ, wręcz ideał.
Przegadaliśmy kilka godzin, trochę wypiliśmy, poszlismy do niego. Zawsze dziwiłam się ludziom, którzy decydują się na kontakt fizyczny we wczesnym etapie znajomości. I wcale nie chodzi mi tutaj o ten głupi pogląd "dziewczyna nie może się puszczać, powinna się szanować". Tylko uważałam, że absolutnie nie jestem w stanie zbliżyć się do kogoś, kogo nie znam wystarczająco długo.
Zawsze śmiałam się, że nie wiem, jak ogromne wrazenie musiałaby zrobić na mnie nowopoznana osoba, żeby w ogole doszlo do pocałunku, nie mówiąc już o innych rzeczach. Tutaj było inaczej. I wszystko działo się tak szybko. Do niczego mnie nie zmuszał. Wręcz sama pomyślałam, że mogę żałować, jeżeli nie wykorzytam tej chemii, która się wytworzyła. Nie zastanawiałam się, po prostu czulam, że tego chcę. Pomyślałam wtedy, że nawet, jeżeli już więcej sie nie spotkamy, to trudno i tyle. Przynajmniej będę miała co wspominać.
No i stało się - było tak miło, że nie mogę przestać o nim myśleć. Już wspominałam, nie jestem zbyt doświadczona, dlatego to wszystko było dla mnie absolutnie wyjatkowe.
Chłopak patrzył się na mnie maślanymi oczami i przytułał jak dziecko, nawet gdy rano byliśmy juz trzeźwi. Uszanował moje granice, po prostu się przytulalismy całą noc, prawie nie śpiąc.
Miałam wrażenie, że był bardziej delikatny i czuły ode mnie i nie było to sztuczne, wymuszone.
Wiecie - chłop nie ściąga gaci na odwal sie, po prostu całuje w czoło, obejmuje i mówi dużo miłych rzeczy.
Wiem, że kontakt fizyczny nie zobowiazuje, nie planowałam małżeństwa i dzieci, spokojnie XDD Tylko jak to kobieta, przez tę intymność nieźle się zauroczyłam, tym badziej, że chłopak jest w stu procentach w moim typie.
Pocałował mnie na pożegnanie. Gdy wróciłam do domu, zapytał, czy dotarłam. Potem odpisał z dużym opóźnieniem i przepraszał, bo niby był zajęty. Teraz nawet nie odpisuje od 3 dni XD
Teraz myślę o tych wszytskich poradnikach, które mówią, że nie można ulegać emocjom i trzeba trzymać faceta na dystans jak najdłużej, zachowywac się jak uciekajacy króliczek, byc wyzwaniem.
A przytulanki na pierwszym spotkaniu są dla hmmm małociekawych dziewczyn.
Podsumowujac - przeżywam po prostu. Wydawalo mi się, że facet wyglądał na zainteresowanego, a najwyraźniej nie jest, jeżeli kolejny dzień nawet nie odpisuje.