Witam, nie jestem kobietą, ale jest tu wiele kobiet, dlatego proszę o radę płeć przeciwną, bo może ja coś pominąłem w moim życiu..:
Związek trwający 2 lata (jest i roczne dziecko):
Jesteśmy razem już (dopiero) 2 lata, było w miarę ok wszystko, dogadywaliśmy się, pomagaliśmy sobie nawzajem, znaliśmy podział obowiązków i trzymaliśmy się go. Oczywiście jak w każdej bajce wszsytko zaczęło się psuć. Skończyło się (1000 zl) po urodzeniu dziecka, zostało 500 plus i ja pracujący od 10 do 12 godzin, żeby tylko starczyło do 10. Wszystko było okey, teściu obiecał mi pracę za granicą, wyjadę, będę zarabiał, będę według niego kimś, a jego córka przeprowadzi się do domu swojego rodzinnego. Pomyślałem, że fajna opcja, ale do czasu. Zacząłem się stawiać... Przyszedł czas gdy postanowiliśmy się pobrać . Odbyło się wesele, był to ślub cywilny wraz z imprezą na sali dla gości. Moi rodzice wyłożyli połowę pieniędzy, oraz ja pozbyłem się oszczędności, a połowę wyłożyli rodzice partnerki. Zaraz po 2 dniach od tej daty, musiałem , podkreślam musiałem oddać połowę za wesele rodzicom płci przeciwnej , bo niby nie mają pieniędzy. Odparłem, że rozumiem, że może i mają jakieś długi więc do pomocy byłem skory. Minął jakiś czas, partnerce zażyczyło się wesele i ślub kościelny... Zgodziłem się, ta sama sytuacja, ale powiedziałem, że wyprawmy sami, nie będzie trzeba nic oddać. Jak to wiadomo nic z planem nigdy nie idzie , i historia się powtórzyła.. Po jakimś czasie, jej rodzice poprosili mnie o pożyczkę, było to około 3 tysięcy, nie miałem tyle więc zgodziłem się podżerować. Spłacili bez problemu , ale w tym czasie dowiedziałem się ile zarabia teściu , są to pieniądze ok. 10 tys na miesiąc...Po krótkim czasie, zacząłem zadawać nie wygodne pytania w stylu: Kochanie twoi rodzice zarabiają tyle, nie chcą nam pomóc z czynszem, ja pracuje po 10-12 h, moi rodzice mają najniższą krajową jak braknie pieniędzy pomagają jak mogą, o co tu chodzi ? Oraz pytanie, słońce może podejmniesz się pracy ?,, Każda taka rozmowa kończyła się kłótnią. Jedna kłótnia była ostrzejsza co zabiło jakąś cząstkę mnie... Kobieta wstała podniosła dłoń nadęmną (przygotowała się do ataku) i odparła zaraz CI zaje***... Zamurowało mnie... Mijał jakiś czas, ja ciągle przychodząc o 16-18 z pracy nie mam obiadu, rzadko kiedy jest kolacja , czasami i ja zrobię ale to tylko jeżeli wcześniej praca mnie nie wykończy, za każdym razem słyszę , że nei miała czasu bo mały płakał , czy broił... Odpowiadałem, że rozumiem do czasu gdy zoabczyłem jak zaczynam wyglądać... wziąłem się za siebie, "urosłem" i jem troszke inaczej, a tu się do mamy poszło, a to siostrę odwiedziło , a tu dalej obiadu jak nie było tak nie ma... po krótkim czasie, moja mama wraz z siostrą nie wytrzymały i odwiedziły moją partnerkę, kiedy byłem w pracy, i spytały się co się dzieje... DLaczego przez 12 godzin, nie jest w stanie zrobić chociaż obiadu ?, i czy sobie radzi z dzieckiem?, pytanie numer jeden podobno spłynęlo po niej , ale to drugie przyprawiło jej nerwy , wygoniła moją własną mame, siostre , zagroziła im, i odparła ,że nie mają prawa wejścia do mojego własnego mieszkania... Minął czas, do tej pory nie ma szacunku do mojej mamy... nie raz jak ta pip* usiadł bym i płakał, bo nigdy nie proszę , aby kobieta całowała moją mame po stopach, ale szacunek się należy...a pozatym właśnie ona mnie urodzila ??, a może ja się myle co do tego ??, .. MIjały kolejne dni....musiałem zmienić samochód bo brakowało pieniędzy, sprzedałem swoje marzenie ( tak to określiła os. 3 która stała z boku , całkowicie obca) ...ten tekst cholernie mnie zabolał....bo zawsze powtarzałem, że chcę mieć motor, nie duży ale chcę...ojciec mi go kupił bo widział jak się ślinie na motory....wziął pożyczkę i z bez mojej wiedzy kupił mi go.... myślałem, że z radosci nie wytrzymam no ale cóż , teraz tego nie ma.... Następna sytuacja...Śmiejcie się śmiało, ale jak człowiek zakręcony to naprawde podstawowe błędy popełnia...w samochodzie wlałem benzyny do diesela...tak ..zrobiiłem to, sam nie wiem jak to się stało...troszke ujęchałem , i zdałem sobie sprawę z błędu...powiedziałem, juz koniec, teraz to nawet nie mam środka transportu...a tu nagle partnerka wyskoczyła z doskonałą inicjatywą : Wes pozyczke, pojde do pracy splacimy... zabolało mnie to , odparłem, że przez ten czas nawet tyłka nie ruszyła , a teraz nagle zachcianka do pracy ??, .... Nie wiem co robić, mam powoli tego dość, jak chcę dojść do porozumienia to zawsze wybucha do mnie agresją i to totalną...jej rodzice są święci (mama nie pracuje całe życie , mogłaby przypilnowac malego w godz. pracy) ale ten pomysl tez skonczyl sie klotnia, bo odparla, że może to moja przypilnuje ? (moja mama pracuje od 18 roku życia za rok ma emeryture) , a moja cała rodzina jest nienormalna i jak to powiedziała matka z córką szczegolnie pojeba**....co mnie tez bardzo zabolało.., wydaję mi się , że to zbliża się ku końcowi... Ja rozumiem jestem od pracy... od zarabiania, nie zawsze jest w zyciu tak jak sie chce , ale ja juz nie mam nic oprócz pracy.., nie mam co sprzedać, żeby nie brakło pieniędzy...Obiecaną Belgie widzę tylko na zdjęciach... Pragnę dodać, że na początku zarabiałem ok. 3 tysięcy.. plus pieniądze za dziecko.. nie starczyło jej... Zacząłem pracować na lewo , remonty, miałem od 5 do 6... nie starczyło jej, poszedłem do normalnej pracy bo pomyślałem, że po co mam to w ogóle wszystko robić jak i tak wychodzi to samo.., co mam zrobić w tej sytuacji ??...nie wiem już jak "zagrać" aby było fairplay i dobrze w życiu... to zbyt trudne dla mnie....popadam w lęki...powoli sobie nie radzę...