Rozbestwiony przez matkę brat - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Rozbestwiony przez matkę brat

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Rozbestwiony przez matkę brat

Mam dosyć duży problem z moim rok młodszym 29-letnim bratem. Mieszkam z matką, nie jestem w stanie się aktualnie wyprowadzić, napisałam tutaj by szukać innego rozwiązania na ten moment, więc proszę nie piszcie, że tylko przeprowadzka coś da. Mój brat z nami nie mieszka, ale przyjeżdża dość często, czasami zostaje na noc. Jest mu bardzo wygodnie, bo u mojej mamy ma się jak pączek w maśle. Niczego od niego nie wymaga tylko podkłada mu wszystko pod nos... tak było niestety zawsze. Zawsze go faworyzowała, jest do niej podobny fizycznie więc dlatego, a ja do ojca, z którym miała zawsze na pieńku dlatego ze mnie próbowała zrobić kozła ofiarnego. Są już dawno po rozwodzie. Jak byłam jeszcze dzieckiem to na mnie krzyczała, że mam sprzątać, a jak zapytałam co zrobi mój brat to naprawdę bardzo poważnie stwierdziła, że on nie musi, bo jest chłopcem... Powiedziałam to ojcu to się z tego śmiał i stwierdził, że u niego też tak było. Ona nie miała takiego podejścia, to był pretekst by go faworyzować, mnie było przykro, że mnie matka tak traktuje. Brak miłości od mojego ojca w ten sposób chce sobie zrekompensować u mojego brata... Moja matka jest naprawdę bardzo prymitywna. Jak się można domyślić, mój brat stał się narcyzem. Zaczął chodzić na kółko teatralne, wygrywał wszystkie niemal konkursy recytatorskie i oczywiście woda sodowa uderzyła mu do głowy. Jak nie wygrał, miał drugie miejsce to przez miesiąc nie mógł dojść do siebie, nie mógł pogodzić się z tym, że ktoś był od niego lepszy, jury oczywiście było oczerniane..., ja oczywiście też kiedy np. nie byłam zachwycona jego przecież "wybitną" grą aktorską bądź "cudownym" śpiewem albo ktokolwiek inny. Nie miało mi prawa się nie podobać... Jak się uczył w nocy na następny dzień na konkurs i hałasował to liczyło się tylko to, a nie, że ja potrzebuję się wyspać do szkoły nawet dla moich rodziców. Wywyższał się nade mną. Najgorsze jest właśnie to, że to większość ludzi ma takie jakieś kompleksy, płytkie myślenie i myśli sobie, że powinnam być nim zachwycona i mu chyba pokłony bić, przynajmniej takie ma moja matka.

Ale do sedna. On uważa, że wszystko mu się należy... nie musi dziękować, nie musi prosić, tylko żąda, bo jak potrzebuje to mu się należy... tak to argumentuje, że "on potrzebuje" więc w domyśle nie mam prawa odmówić, bo zaraz zaczyna mnie obrażać. Pożyczyłam mu kiedyś pieniądze, to później stwierdził jak przypomniałam by mi oddał, że coś sobie wymyśliłam... że za dużo wymagam kiedy oczekiwałam by był wdzięczny za to... i np. traktował mnie z szacunkiem i nie wyzywał. Jeszcze było kilka sytuacji, że nie chciał oddać. Byłam w szoku, stwierdziłam, że mu już ani grosza nie pożyczę. Żądał np. skorzystania z mojego laptopa, oczywiście nie uległam, bo żądał. Pożyczyłam mu lustrzankę, bo jego dziewczyna mnie prosiła, inaczej bym w życiu mu nie dała, bo kiedykolwiek coś mu pożyczałam było zniszczone... bo nie potrafi szanować czyjejś własności (zaraz oczywiście słyszę "to jest Twój brat, jak możesz swojemu bratu nie pożyczyć") oczywiście niestety tym razem też zniszczył kartę, oczywiście znowu stwierdził, że to było wcześniej i coś wymyśliłam... Musiałam bardzo długo mu perswadować, napsuć sobie krwi, żeby oddał mi za nią pieniądze. Myślę, że gdyby nie jego dziewczyna by tego nie zrobił.
Przez jakiś czas studiował daleko więc długo go nie było na szczęście. Później go wyrzucili z dobrej aktorskiej państwowej uczelni z tych gdzie na jedno miejsce przypada chyba 100 kandydatów (najprawdopodobniej przez jego buńczuczność, zapewne wywyższał się nad wykładowcami, podobno nie chodził na zajęcia) i zaczął studiować w naszym mieście, więc przychodził częściej... na całe szczęście z nami nie mieszkał...
ale... np. zaczął mieszkać ze swoją dziewczyną, pozabierał bez pytania zupełnie m.in. moje rzeczy do swojego mieszkania... oczywiście ich nie oddał. Teraz przyjeżdża co chwilę ze wszystkiego korzysta, nie myśli żeby w czymś pomóc, a matka przepracowana jeszcze na mnie krzyczy, że czegoś od niego wymagam... Nie sprząta po sobie nawet, znajduje sobie wymówkę, mówi że musi już iść i wychodzi.... tak wielokrotnie... Jak w końcu stanowczo mu powiedziałam, że ma po sobie posprzątać i nie wyjdzie zanim tego nie zrobi to chlasnął mnie mocno w rękę i powiedział, że tylko dotknął. Kazałam mu wynieść śmieci to rzucił się na mnie chwycił mnie za szyję i podrapał. Przychodzi, otwiera lodówkę i zjada co mu się żywnie podoba jakby był u siebie, nie zapyta co może zjeść... oczywiście nic nie robi... nie sprząta nawet po sobie. Jak np. włączę tv, to zaczyna przeklinać, zrzędzić, jak przedstawię mu spokojnie swoją opinię to zaczyna na mnie szczerzyć autentycznie zęby... jest bardzo impulsywny. Jak pracowałam, położyłam się spać, a on przyjechał i miał kompletnie to gdzieś. Nawet jak zamknęłam drzwi było go słychać, jak rozmawia z moją matką, nie chciał mówić ciszej, albo włączył sobie tv na niemal cały regulator... i twierdził, że mam iść na kompromis... a ja jak zamknęłabym drzwi to musiałabym otworzyć okno a tam też by ten głos dochodził. Raz już straciłam cierpliwość wulgarnie kazałam mu się wynosić to go nie było ciut dłużej... i chyba to jest najlepsze wyjście... bo działa. Orientuje się, że nie jest mile widzianym gościem. W tym roku wyrwał pokrętło w gazowym podgrzewaczu wody, bo nie umie nic zrobić po lekku, tak, że zaczęło się całe obracać wokół własnej osi i zaczęło z niego kapać... czasami co chwilę sam się wyłącza i nie chce włączyć. Naprawa kosztuje 400 zł, a moja mama ma już bardzo duże długi i się zadłuża coraz bardziej. Oczywiście nie poczuwa się do odpowiedzialności, moja matka jak zwykle żeby nie było na niego to jeszcze mnie obwinia, że to ja zepsułam... a ja nawet nie mam tyle sił w rękach, a to on ewidentnie to zepsuł... Mojego ojca to nie obchodzi niestety... nie mam mu nawet co tego mówić... jego nie interesują cudze problemy nawet własnej córki. Proszę poradźcie co z tym zrobić, bo mi już ręce opadają... obawiam się, że kiedyś stracę cierpliwość... Powiedziałam, że go nie wpuszczę dopóki nie zapłaci za ten zepsuty podgrzewacz i tak zrobiłam. Pieniądze ma, bo pracuje, ostatnio zrobił sobie prawo jazdy więc ma. Kilka razy zgubił klucze do naszego mieszkania, do dziewczyny zwraca się okropnie jak do jakiegoś śmiecia, zwracałam mu na to uwagę. Przez cały rok tak z nią rozmawiał przez tel. że naprawdę się dziwiłam, że ona z nim jest. Chyba musi mieć jakieś zaniżone poczucie własnej wartości, że sobie tak pozwala... choć już chyba ze 2 razy się rozstawali, ona z nim zerwała. Aha 23 grudnia wieczorem przyszedł do mojego pokoju i mówi do mnie, że uwaga "śmierdzę kupą" to chyba miał być taki żarcik w jego stylu z resztą nie pierwszy raz.

"Nie krytykuj, nie podskakuj, siedź na d.... i przytakuj."
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat
Karliczek napisał/a:

Mam dosyć duży problem z moim rok młodszym 29-letnim bratem. Mieszkam z matką, nie jestem w stanie się aktualnie wyprowadzić, napisałam tutaj by szukać innego rozwiązania na ten moment, więc proszę nie piszcie, że tylko przeprowadzka coś da. Mój brat z nami nie mieszka, ale przyjeżdża dość często, czasami zostaje na noc. Jest mu bardzo wygodnie, bo u mojej mamy ma się jak pączek w maśle. Niczego od niego nie wymaga tylko podkłada mu wszystko pod nos... tak było niestety zawsze. Zawsze go faworyzowała, jest do niej podobny fizycznie więc dlatego, a ja do ojca, z którym miała zawsze na pieńku dlatego ze mnie próbowała zrobić kozła ofiarnego. Są już dawno po rozwodzie. Jak byłam jeszcze dzieckiem to na mnie krzyczała, że mam sprzątać, a jak zapytałam co zrobi mój brat to naprawdę bardzo poważnie stwierdziła, że on nie musi, bo jest chłopcem... Powiedziałam to ojcu to się z tego śmiał i stwierdził, że u niego też tak było. Ona nie miała takiego podejścia, to był pretekst by go faworyzować, mnie było przykro, że mnie matka tak traktuje. Brak miłości od mojego ojca w ten sposób chce sobie zrekompensować u mojego brata... Moja matka jest naprawdę bardzo prymitywna. Jak się można domyślić, mój brat stał się narcyzem. Zaczął chodzić na kółko teatralne, wygrywał wszystkie niemal konkursy recytatorskie i oczywiście woda sodowa uderzyła mu do głowy. Jak nie wygrał, miał drugie miejsce to przez miesiąc nie mógł dojść do siebie, nie mógł pogodzić się z tym, że ktoś był od niego lepszy, jury oczywiście było oczerniane..., ja oczywiście też kiedy np. nie byłam zachwycona jego przecież "wybitną" grą aktorską bądź "cudownym" śpiewem albo ktokolwiek inny. Nie miało mi prawa się nie podobać... Jak się uczył w nocy na następny dzień na konkurs i hałasował to liczyło się tylko to, a nie, że ja potrzebuję się wyspać do szkoły nawet dla moich rodziców. Wywyższał się nade mną. Najgorsze jest właśnie to, że to większość ludzi ma takie jakieś kompleksy, płytkie myślenie i myśli sobie, że powinnam być nim zachwycona i mu chyba pokłony bić, przynajmniej takie ma moja matka.

Ale do sedna. On uważa, że wszystko mu się należy... nie musi dziękować, nie musi prosić, tylko żąda, bo jak potrzebuje to mu się należy... tak to argumentuje, że "on potrzebuje" więc w domyśle nie mam prawa odmówić, bo zaraz zaczyna mnie obrażać. Pożyczyłam mu kiedyś pieniądze, to później stwierdził jak przypomniałam by mi oddał, że coś sobie wymyśliłam... że za dużo wymagam kiedy oczekiwałam by był wdzięczny za to... i np. traktował mnie z szacunkiem i nie wyzywał. Jeszcze było kilka sytuacji, że nie chciał oddać. Byłam w szoku, stwierdziłam, że mu już ani grosza nie pożyczę. Żądał np. skorzystania z mojego laptopa, oczywiście nie uległam, bo żądał. Pożyczyłam mu lustrzankę, bo jego dziewczyna mnie prosiła, inaczej bym w życiu mu nie dała, bo kiedykolwiek coś mu pożyczałam było zniszczone... bo nie potrafi szanować czyjejś własności (zaraz oczywiście słyszę "to jest Twój brat, jak możesz swojemu bratu nie pożyczyć") oczywiście niestety tym razem też zniszczył kartę, oczywiście znowu stwierdził, że to było wcześniej i coś wymyśliłam... Musiałam bardzo długo mu perswadować, napsuć sobie krwi, żeby oddał mi za nią pieniądze. Myślę, że gdyby nie jego dziewczyna by tego nie zrobił.
Przez jakiś czas studiował daleko więc długo go nie było na szczęście. Później go wyrzucili z dobrej aktorskiej państwowej uczelni z tych gdzie na jedno miejsce przypada chyba 100 kandydatów (najprawdopodobniej przez jego buńczuczność, zapewne wywyższał się nad wykładowcami, podobno nie chodził na zajęcia) i zaczął studiować w naszym mieście, więc przychodził częściej... na całe szczęście z nami nie mieszkał...
ale... np. zaczął mieszkać ze swoją dziewczyną, pozabierał bez pytania zupełnie m.in. moje rzeczy do swojego mieszkania... oczywiście ich nie oddał. Teraz przyjeżdża co chwilę ze wszystkiego korzysta, nie myśli żeby w czymś pomóc, a matka przepracowana jeszcze na mnie krzyczy, że czegoś od niego wymagam... Nie sprząta po sobie nawet, znajduje sobie wymówkę, mówi że musi już iść i wychodzi.... tak wielokrotnie... Jak w końcu stanowczo mu powiedziałam, że ma po sobie posprzątać i nie wyjdzie zanim tego nie zrobi to chlasnął mnie mocno w rękę i powiedział, że tylko dotknął. Kazałam mu wynieść śmieci to rzucił się na mnie chwycił mnie za szyję i podrapał. Przychodzi, otwiera lodówkę i zjada co mu się żywnie podoba jakby był u siebie, nie zapyta co może zjeść... oczywiście nic nie robi... nie sprząta nawet po sobie. Jak np. włączę tv, to zaczyna przeklinać, zrzędzić, jak przedstawię mu spokojnie swoją opinię to zaczyna na mnie szczerzyć autentycznie zęby... jest bardzo impulsywny. Jak pracowałam, położyłam się spać, a on przyjechał i miał kompletnie to gdzieś. Nawet jak zamknęłam drzwi było go słychać, jak rozmawia z moją matką, nie chciał mówić ciszej, albo włączył sobie tv na niemal cały regulator... i twierdził, że mam iść na kompromis... a ja jak zamknęłabym drzwi to musiałabym otworzyć okno a tam też by ten głos dochodził. Raz już straciłam cierpliwość wulgarnie kazałam mu się wynosić to go nie było ciut dłużej... i chyba to jest najlepsze wyjście... bo działa. Orientuje się, że nie jest mile widzianym gościem. W tym roku wyrwał pokrętło w gazowym podgrzewaczu wody, bo nie umie nic zrobić po lekku, tak, że zaczęło się całe obracać wokół własnej osi i zaczęło z niego kapać... czasami co chwilę sam się wyłącza i nie chce włączyć. Naprawa kosztuje 400 zł, a moja mama ma już bardzo duże długi i się zadłuża coraz bardziej. Oczywiście nie poczuwa się do odpowiedzialności, moja matka jak zwykle żeby nie było na niego to jeszcze mnie obwinia, że to ja zepsułam... a ja nawet nie mam tyle sił w rękach, a to on ewidentnie to zepsuł... Mojego ojca to nie obchodzi niestety... nie mam mu nawet co tego mówić... jego nie interesują cudze problemy nawet własnej córki. Proszę poradźcie co z tym zrobić, bo mi już ręce opadają... obawiam się, że kiedyś stracę cierpliwość... Powiedziałam, że go nie wpuszczę dopóki nie zapłaci za ten zepsuty podgrzewacz i tak zrobiłam. Pieniądze ma, bo pracuje, ostatnio zrobił sobie prawo jazdy więc ma. Kilka razy zgubił klucze do naszego mieszkania, do dziewczyny zwraca się okropnie jak do jakiegoś śmiecia, zwracałam mu na to uwagę. Przez cały rok tak z nią rozmawiał przez tel. że naprawdę się dziwiłam, że ona z nim jest. Chyba musi mieć jakieś zaniżone poczucie własnej wartości, że sobie tak pozwala... choć już chyba ze 2 razy się rozstawali, ona z nim zerwała. Aha 23 grudnia wieczorem przyszedł do mojego pokoju i mówi do mnie, że uwaga "śmierdzę kupą" to chyba miał być taki żarcik w jego stylu z resztą nie pierwszy raz.

Jeżeli wyprowadzka jest niemożliwa obecnie, to pozostaje odcięcie psychiczne. Jeżeli funkcjonujesz w dysfunkcyjnej rodzinie odcięcie fizyczne pomaga w nabraniu perspektywy i skupieniu się na sobie w procesie terapii, ale nie jest to konieczne. Po prostu trzeba będzie włożyć więcej wysiłku w emocjonalne odcięcie.
Zacząć należałoby od stwierdzenia, że członkowie Twojej rodziny są jacy są, nie masz na to wpływu, nie jesteś w stanie kontrolować ich zachowań, nie jesteś w stanie ich zmienić, zaakceptuj stan rzeczywisty. Jedyną osobą, którą jesteś w stanie kontrolować to Ty sama. Masz wpływ na to jakie nadasz znaczenie słowom i działaniom ludzi w Twoim otoczeniu. Możesz zasklepiać się w poczuciu pokrzywdzenia i tworzyć mentalną listę krzywd doznanych od brata, mamy i taty. Możesz też wyjść z roli ofiary i z poczucia gorszości, postawić wyraźne granice i trzymać się ich.
W Twoim poście widać opór w stosunku do rodziny, ale jest to opór pozorny. W rzeczywistości nie masz wyraźnych granic, każdy może je przekraczać kiedy tylko chce i budzi to w Tobie poczucie krzywdy. Niby zwracasz uwagę na sposób traktowania dziewczyny przez brata, na jej niskie poczucie wartości, ale z Twojego postu przebija identyczne poczucie wartości u Ciebie. Stawiasz opór bratu, ale jest to opór pozorny, bo ostatecznie albo uzyskuje to co chciał, albo uzyskuje zburzenie spokoju Twojego ducha na długi czas. Tak czy siak pozwalasz sobie na to by był on w centrum Twoich myśli i kierował Twoimi działaniami, na to by jego słowa, choćby nie wiem jak głupie i nieadekwatne rozbrzmiewały w Twoich uszach jeszcze długo po ich wypowiedzeniu. Roztrząsasz każde jego słowo i zachowanie, skupiasz na nim całą swoją energię. Kiedy on pojawia się w domu, liczy się tylko on, nawet jeśli przejawia się to w negatywnym sensie. Reagujesz, a nie obserwujesz. W ograniczonej obserwacji zaś skupiasz się wyłącznie na otoczeniu, a nie na sobie w danym momencie.
Wpojono Ci poczucie gorszości w stosunku do niego i wpaja się nadal poczucie winy („Bratu nie pożyczysz? Bratu nie pomożesz? Brata tak traktujesz?” wink ). Nie potrafisz wyrazić spokojnego, stanowczego, nieporuszalnego „nie”. W dzieciństwie Twoje „nie” nie liczyło się i łamano Twój opór, a obecnie widać, że nie potrafisz odmawiać. Kiedy odmawiasz widać, że gryzie Cię bardzo i nie ma w Tobie przekonania, że możesz po prostu czegoś nie chcieć, możesz po prostu powiedzieć nie, jest to Twoja decyzja i nie wymaga roztrząsania.
Opis relacji matki z synem pokazuje, że... to Ty w największym stopniu nie odcięłaś pępowiny od matki.
Wydaje mi się, że w relacjach z  mężczyznami, o ile w takie wchodziłaś, Twoja postawa była podobna do postawy dziewczyny Twojego brata. Nie pisałabym tego, gdybym w poście znalazła chociaż wskazówkę, że potrafisz stawiać granice w relacjach z najbliższymi, że cenisz siebie również w tych relacjach, że masz poczucie ważności.
Generalnie w tym jednym poście jest kopalnia zagadnień do omówienia i przepracowania. Forum może Cię naprowadzić na pewne tory, ale polecałabym jednak systematyczną pracę z terapeutą.

3

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat

1. wyprowadzić się... ale twierdzisz, że się nie da...

2. zatem separacja emocjonalna -- dbać tylko o siebie, trochę o mamę, swoje rzeczy (swój pokój) zamykać na klucz;   matka będzie się bronić przed tymi zmianami, ale masz dwa wyjścia:

-- stać się niewolnicą matki i dalej cierpieć
-- albo iść swoją drogą jak dorosły człowiek

Nie wszystkie żyją z tymi, których kochają. Szczęśliwe, które kochają tych, z którymi żyją. Niektóre kochają dwóch. Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie jest czasami kolorowe, ale w większości szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinniśmy odnajdować szczęście.

4

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat

Dlaczego wyprowadzka jest niemożliwa? Pracujesz? Jeśli nie, to znajdź pracę i się jednak wyprowadź.

Rzucasz oskarżenia na brata, że jet taki czy siaki, ale Ty też idealna nie jesteś, bo jednak nadal mieszkasz z rodzicami, a oczekujesz od brata, że dostosuje się do Ciebie i będzie zachowywał tak, jak tego chcesz. OTóz nie będzie. On jest jaki jest. Ne bronię go, absolutnie. Ale na jego zachowanie nie masz wpływu. Masz wpływ jedynie na swoje zachowanie, na to, co Ty zrobisz. Najlepszym rozwiązaniem byłaby wyprowadzka, bo odcięcie emocjonalne nie będzie możliwe póki jesteś w samym centrum tego pierdolnika tongue

5

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat

Zajrzałam do Twoich wcześniejszych postów Karliczku i zwróciłam uwagę na coś, z czego chyba nie zdajesz sobie sprawy. Narcyzem w waszej dysfunkcyjnej rodzinie jest przede wszystkim matka. Twój brat został wychowany na takiego, bo w waszym układzie rodzinnym on był "złotym dzieckiem". Twoja matka wykorzystywała go w triangulacji i rozgrywania was przeciwko sobie. Nie skupiasz się na właściwym źródle manipulacji i konfliktu, stąd coraz bardziej plączesz się w jej sieci. Twój brat zarzuca własne, ale one są drugorzędne.

6 Ostatnio edytowany przez Karliczek (2018-12-30 11:51:38)

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat

Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Masz trochę racji Klio, ale nie do końca.

Jestem od matki odcięta emocjonalnie, gdybym nie była nie zdzierżyłabym tego i zapewne bym płakała cały czas, albo w jakąś depresję wpadła... a to nie ma miejsca. To nie chodzi o to zupełnie w tym wątku. Jeżeli coś przytaczam to po to by nakreślić jaka jest sytuacja, a nie po to żeby robić z siebie ofiarę. Już dawno przestałam mieć do matki pretensje za to jak mnie kiedyś traktowała czy jak mnie traktuje teraz staram się być odporna, chociaż przecież niezniszczalna nie jestem. Tak moja matka jest również narcyzem i zdaję sobie z tego doskonale sprawę, pewnie każdy z nas coś z narcyza ma, napisałam, że jest prymitywna, dlatego właśnie nie tyle chcę dotrzeć do mojego brata co do mojej matki, która doprowadza do tego jak on się zachowuje, że robi sobie co chce. Jej intencją nie było skłócenie nas tylko gloryfikowanie mojego brata również przeze mnie, w którym dostrzega przedłużenie siebie, we mnie nie, mnie zawsze wypominała, że jestem cała jak mój tatuś i babcia. Problemem jest to jak on się zachowuje, że panoszy się w mieszkaniu, w którym jest tylko gościem nie tylko mamusi, która mu na wszystko niemal pozwala, ale też siostry, która płaciła jak pracowała za połowę czynszu, rachunków i mieszka tam na co dzień. Zapłacę również wstecz jak zacznę pracować, mam prawo wymagać od niego nawet gdybym nie płaciła przestrzegania pewnych zasad np. ciszy nocnej, sprzątania po sobie, czy brania odpowiedzialności za to co robi. Skoro on ma prawo korzystać to ja też na równych zasadach. Ja nie mieszkam tylko w swoim pokoju, korzystam z pomieszczeń w całym mieszkaniu. Nie mam zamiaru akceptować takiego stanu, w którym on sobie robi co mu się żywnie podoba, bo zakochana po uszy w nim mamusia mu na to pozwala. Jak narobi za przeproszeniem na stole w dużym pokoju to też mam zaakceptować taki stan rzeczy, bo ich nie da się zmienić? Owszem da się. Szukam rozwiązania jak na nich jeszcze bardziej wpłynąć. Ostatnio jak mnie chlasnął w rękę nie wytrzymałam i szarpnęłam go za włosy, nakrzyczałam, tak, że w końcu zaczął myć po sobie naczynia, nawet sam z siebie wziął od matki klucze, by jak wraca do domu w nocy nie dzwonić na domofon i mnie nie budzić. Powiedziałam, że jeszcze raz mnie uderzy to pójdę na policję i tak naprawdę zrobię. Da się, tylko szukam sposobu, jak jeszcze bardziej wpłynąć szczególnie na matkę, by go tak nie rozbestwiała, bo to pewnie nie będzie trwało długo, wystarczy jak tylko lekko popuszczę to wtedy znowu zacznie robić sobie co chce. Mówię jej, że brakuje tylko, żeby go po tyłku jeszcze całowała, by się szanowała, ale to dla niej za mało jeszcze by ją przekonać. Ona czasami też się na niego wkurzała, więc da się na nią wpłynąć by go tak nie rozbestwiała, zaczęła od niego czegoś wymagać, ale jeszcze właśnie nie znalazłam tego punktu :) Jak mieszkał z nami nasz tata to jeszcze jak przychodził potrafił postawić go do pionu.

"Nie krytykuj, nie podskakuj, siedź na d.... i przytakuj."

7

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat

Piszesz, że jesteś odcięta emocjonalnie od matki, a następnie rozpisujesz sie o technikach wpływu na nią jakie wypracowujesz wink Na tym polega sieć jaką narcyz zarzuca. Nawet nie wiesz kiedy się nią oplotłaś i że jesteś nią opleciona.
Podejrzewam, że pod odcięciem emocjonalnym w Twoim wydaniu kryje się udawanie, że krzywdzące słowa i zachowania z jej strony już Cię nie obchodzą, podczas gdy obchodzą Cię bardzo, choć starasz się temu przeczyć sama przed sobą. To co robisz to nie jest odcięcie. Poświęcasz jej  i jemu cały czas uwagę, a o to chodzi narcyzom. Twoja uwaga jest podstawą do wciągnięcia Cię w kolejne manipulacje. Opis sytuacji, w której Tobie wydaje się, że wpływasz na brata, jest w rzeczywistości opisem jego wpływu na Ciebie. Już dwa razy napisałaś o tym, że po tym jak zwyzywałaś go od najgorszych, nakrzyczałaś i doszło do rękoczynów z Twojej strony, on coś zrozumiał i zmienił zachowanie. Może i zmył naczynia, ale jakim kosztem się to odbyło? W relacjach z narcyzem druga strona jest poddawana tresurze podobnie jak pieski, ale w tym przypadku wzmocnieniu podlegają złe zachowania. Twoje spokojne tłumaczenie, prośby, okazywanie empatii i zrozumienia spotkają się z olaniem, bądź skarceniem. Kiedy zostaniesz doprowadzona do ostateczności, a każdy ma swój limit, Twoja furia spotka się z reakcją. Narcyz spokojnie zrobi to, co chciałaś aby zrobił. Uzyska od Ciebie gratyfikację w postaci tejże furii, bo to też rodzaj skupienia na nim uwagi. Ponadto to Ty powoli, acz systematycznie będziesz się zmieniać w furiatkę, która do agresji i krzyku będzie się odwoływać by uzyskać choćby najdrobniejsze zachowania. Z czasem usłyszysz „spójrz na siebie, jesteś wariatką i histeryczką, powinnaś się leczyć” i w duchu przyznasz mu rację, bo rzeczywiście Twoje zachowania normalne i adekwatne do bodźca już nie są/nie będą. To będzie kolejny powód do poczucia winy i poczucia się gorszą, a to są podstawy do kolejnego wymanewrowywania Cię.
Twoja matka nie stanie po Twojej stronie, bo ona ma jedną stronę o którą dba, swoją własną. Nie będzie dbała o Twój komfort, bo jej nie interesuje. Pożywką dla niej jest drama i dzieci wychowane w niej dostarczają jej do tej pory. Czujesz się odpowiedzialna za matkę i za mieszkanie, bo już dawno temu doszło do odwrócenia ról i Twojej parentyfikacji. Bierzesz za nią odpowiedzialność i pomimo, że z jej strony spotykają Cię raz po raz przykrości, to jej nieporadność wykorzystywana przez nią do uzyskania od Ciebie uwagi i obecności oraz więzi zadzierzgnięte dawno temu, mają na Ciebie ogromny wpływ. Próbujesz stać się w jej oczach tym „złotym dzieckiem” i od czasu do czasu na krótki moment pewnie Ci się udaje. Sporadyczne pozytywne interakcje między wami spajają was mocno, bo jesteś wygłodniała miłości z jej strony i od dziecka robisz wszystko by ją uzyskać. Stąd się wziął Twój perfekcjonizm i pedantyzm. Dążysz do zarobienia na miłość z jej strony poprzez pracę i pożyteczność. Nie uzyskasz od niej miłości jakiej potrzebowałaś i jakiej nadal potrzebujesz, za to ona jeżeli się nie ockniesz będzie miała konika w kieraciku, który dostanie od niej tylko batem. Tu nie chodzi tylko o skłócenie Ciebie z bratem, ale o wpędzenie was w wyznaczone wam przez nią role. Ty swoją spełniasz, dzięki temu m.in. że Twój brat odwraca Twoją uwagę od niej i od tego co ona wam zrobiła i robi nadal. Walczysz o ten czysty stół jakby od tego zależało Twoje życie. Pucowałaś dom od dziecka i w roli sprzątającej zastąpiłaś matkę. Od wysprzątania zależy czy dostaniesz pochwałę, czy naganę od matki, od wysprzątania zależy czy będziesz miała spełnione poczucie obowiązku. Ten obowiązek napędza Cię, a co by się stało gdybyś odpuściła... Podstawą dla emocjonalnego odcięcia tu jest odpuszczenie, nie reagowanie na bodźce na które zostałaś wytresowana do reagowania. Dajesz się wplątywać w ich wyreżyserowane dramy. Przestań, bo nikogo do pionu nie stawiasz. Tak Ci się tylko wydaje. W rzeczywistości robisz to, co oni chcą abyś robiła i nie uzyskasz za to pochwały. Odpuść.

8

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat

Faktycznie tak było, że próbowałam przez jakiś czas jako dziecko zasłużyć na jej miłość przez to np. sprzątanie, którego tak wymagała ode mnie a od niego nie lub prawie nic. Przez jakiś czas faktycznie tak było, dopóki się nie zorientowałam, że żadnej pochwały od niej nie dostałam a tylko o dziwo jeszcze mnie zganiła, że nie zrobiłam 1 rzeczy z 10. Nigdy nie pamiętała tego co zrobiłam, ile np. ciast upiekłam, nie dla niej ale oczywiście nie pamiętała, a mój brat wystarczył, że zrobił jedno i do dziś go za to wychwala. Odpuściłam już wtedy, miałam to gdzieś, sprzątałam tylko w swoim pokoju... wiedziałam, że to nie ma sensu, albo jeśli coś zrobiłam w domu to on też musiał coś zrobić.

Tak zorientowałam się, że do tego perfekcjonizmu ostatnio ona mnie doprowadziła, bo to ostatnio tak się u mnie rozwinęło, chciałam na coś zasłużyć, ale raczej nie na miłość. Już sama jej mówię, że naczyń po niej nie pozmywam, nie będę po niej sprzątać, czy nie będę robiła jakiś rzeczy ponad moje siły, więc już naprawdę w ten sposób nie próbuję się wkupić w jej łaski.

Mnie nie zależy na jej "miłości" teraz naprawdę, chociaż nie potrafiłabym ją zostawić samej sobie to jednak moja matka, potrafi mi w najczulszy punkt zadać cios, naprawdę musiałam się na to uodpornić. Chcę mieć spokój w miejscu, w którym mieszkam. Chcę się wyprowadzić czy się zmienią czy nie, ale to jeszcze może trochę potrwać zanim się uda. Ja nie poświęcam ani mojemu bratu ani matce swojej uwagi, zajmuje się sobą naprawdę. Nie sądzę też by mojemu bratu czy mamie podobało się to jak się na nich wkurzam... raczej mnie właśnie oczerniają jak pisałaś. Mogą sobie mówić co chcą naprawdę, ja nie mam zamiaru pozwalać sobie wchodzić na głowę. Jak odpuszczę i pozwolę mojemu bratu robić co chce to wygra, będzie sobie robił co chce a ja mam nie reagować? to jest dla niego idealna sytuacja. Szczególnie mam nie reagować jak nie mogę przez niego spać a muszę się wyspać, jak mnie budzi w środku nocy rozmową albo domofonem... to z tym przykładem nie chodziło o porządek. A jak mi narobi na środku głowy albo zacznie pluć to też mam nie reagować, tylko twierdzić że deszcz pada ? smile No bez przesady muszę reagować jeżeli ktoś narusza moje granice. Ten przykład z narobieniem na stole to chodzi mi nie o porządek ze względu na matkę przecież... Nie będzie sobie robił co chciał oj nie smile W swoim własnym mieszkaniu tak, ale nie tutaj, musi się nauczyć, że nie jest tylko u matki, ale siostra póki co też tu mieszka i ma się z nią liczyć.

"Nie krytykuj, nie podskakuj, siedź na d.... i przytakuj."

9

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat

Zgadza się, że trzeba wyznaczyć własne granice, zdawać sobie sprawę z tego gdzie przebiegają i nie pozwalać na ich przekraczanie. Twoje wpisy sugerują jednak, że Twoje granice są płynne i masz problem z odmawianiem. Być może Twoje niedawne problemy ze zdrowiem wbrew pozorom pomogły Ci, bo zmusiły Cię do zrezygnowania z roli supermenki i do zadbania również o siebie, do ograniczenia kręgu osób wykorzystujących Twoje płynne granice.
Na miłości wszystkim zależy, ale trzeba umieć spojrzeć prawdzie w oczy i zdać sobie sprawę gdzie tej miłości nie zaznamy i że nie warto poświęcać siebie by w wyschniętym źródle jej szukać. Ty sama z czasem staniesz się dla siebie bijącym źródełkiem. To jest proces, którego początkiem jest identyfikacja problemu z jakim się zmagasz. Wiesz na czym stoisz, więc czas wykorzystać tę wiedzę.
Jeśli się wyprowadzisz będziesz mogła również odciąć się całkowicie od brata, skoro czujesz, że ma on tak destrukcyjny wpływ na Ciebie. Ja ponownie zwracam Twoją uwagę na właściwe źródło dysfunkcji w rodzinie, tj. narcystyczną matkę. Przede wszystkim odetnij tę pępowinę.
Tymczasem poczytaj o rodzinach DDD, o narcyzmie i wpływie na dzieci, o triangulacji, zagłęb się w zagadnieniach, które dotyczą Ciebie tak, byś mogła lepiej zrozumieć rzeczywistość w jakiej się znajdujesz i żebyś mogła odnaleźć się w sieci manipulacji i odpowiednio dostosowała swoje zachowanie. Z książek, które pierwsze przyszły mi na myśl to: Susan Forward, Matki, które nie potrafią kochać i Karyl McBridge, Nigdy dość dobra. Z dostępnych w internecie materiałów wydaje mi się, że blog Katarzyny Płatnerz będzie dla Ciebie dobrym wprowadzeniem w te tematy. Zajrzyj tam i jeśli będziesz miała jakieś refleksje to śmiało dziel się nimi.

10

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat

Tak może nie jestem najlepsza w asertywności i to prawda, że muszę nad tym bardziej popracować.
Nie wiem czy chcę się całkowicie odcinać od brata, jestem otwarta na dialog, ale oczywiście nie za wszelką cenę smile
Dziękuję Ci za podanie literatury, na pewno chętnie zajrzę, tylko trochę się boję, że jeszcze coś we mnie odżyje ze starych ran, jakaś złość we mnie się na nowo narodzi do mamy, a już wydaje mi się, że to przerobiłam, nie czuję do niej złości już albo sporadycznie.

"Nie krytykuj, nie podskakuj, siedź na d.... i przytakuj."

11

Odp: Rozbestwiony przez matkę brat

Może być tak, że poczujesz złość i rany zostaną odkryte, ale to będzie etap na drodze ku zrozumieniu i wyleczeniu tych ran. Obecnie są one schowane, ale nie wyleczone. Stłumiłaś w sobie uczucia i wspomnienia, a to nie jest przepracowanie.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Rozbestwiony przez matkę brat

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018