Użyłam w temacie określenia "przyjaciel płci żeńskiej", bo słowo "przyjaciółka" wielu osobom kojarzy się negatywnie - z koleżankami od plotek i gadek-szmatek o kosmetykach... A mi chodzi o Przyjaciela jako osobę, która jest nam najbliższa, na którą zawsze można liczyć, która jest naszym wsparciem i niekiedy Aniołem Stróżem. Na potrzeby tego tematu przyjmijmy, że takie właśnie - i tylko takie - znaczenie niesie ze sobą określenie "przyjaciółka" ![]()
Dodam, że chodzi mi jedynie o przyjaźń między dwiema kobietami (choć jeśli czytają to nasi forumowi Mężczyźni, zachęcam też do dzielenia się doświadczeniami z męsko-męskich przyjaźni
chodzi mi po prostu o przyjaźnie jednopłciowe).
Czy macie Kogoś takiego? Kobietę, która jest Wam tak bliska - lub nawet bliższa - jak Wasz partner, z którą dzielicie sekrety, do której zwracacie się po radę, która zawsze jest przy Was, kiedy jej potrzebujecie?
Pozwolę sobie opisać, jak jest u mnie, bo jest to poniekąd mój problem.
Ja obecnie mam na pewno jedną taką przyjaciółkę - A. Poznałyśmy się 6 lat temu i jest to najbliższa mi kobieta spoza rodziny. Wiem, że zawsze mogę na nią liczyć, kiedy mam jakiś problem, to nic nie jest dla niej ważniejsze, zawsze mnie wesprze ciepłym słowem i doradzi. A oprócz tego uwielbiam z nią rozmawiać i spędzać czas.
Drugą dziewczyną, która co prawda jest mi bardzo bliska, ale boję się jeszcze nazwać ją przyjaciółką, bo znamy się dość krótko (2 lata) i nie miałam jeszcze okazji "sprawdzenia" jej w trudnej sytuacji, jest M. Świetnie się w jej towarzystwie czuję i wiem, że pomogłaby mi w trudnej sytuacji, choć ma dość trudny charakter i czasem ciężko jest jej zobaczyć świat poza sobą - koncentruje się często na swoich wewnętrznych przeżyciach i wtedy się "wyłącza", potrafi nie odzywać się kilka tygodni jeśli ma kiepski okres w życiu. Rok temu poznała swojego obecnego faceta, jest teraz mocno zakochana i większość czasu poświęca jemu.
Ale jest jeden kłopot. Mimo, iż wiem, że mam osoby, na które mogę zawsze liczyć i jestem pewna, że nie zostawiłyby mnie samej z problemami, to cholernie brakuje mi kontaktu z nimi. A. dużo pracuje (nieraz po 12 godzin dziennie), w weekendy studiuje, a do tego też ma faceta. Z jednej strony rozumiem, że czasem jest tak zmęczona i spracowana, że za przeproszeniem nie wie gdzie ma głowę, a gdzie tyłek, ale spotykamy się raz na miesiąc, dwa, w ciężkim okresie nie widziałyśmy się nawet przez 3 miesiące. Z M. jest podobnie, widujemy się średnio raz w miesiącu. Mam inne koleżanki, a nawet kolegów, ale oni też wiecznie nie mają dla mnie czasu, a poza tym najbardziej zależy mi na kontaktach z tymi najważniejszymi. W moim życiu niemal zawsze tak było, że jak już miałam jakąś osobę, którą uważałam za przyjaciela, to ja się starałam, dawałam z siebie wszystko, a ta osoba robiła coraz mniej w kierunku podtrzymywania naszej znajomości, aż w końcu ta znajomość umierała śmiercią naturalną - bo i ja nie jestem świętym, żeby cały czas walczyć o uwagę kogoś, komu widać nie zależy na kontakcie ze mną.
Wiem, że A. i M. to osoby, z którymi nie stracę kontaktu, a przynajmniej jestem tego stuprocentowo pewna w przypadku A. Jednak kontakt smsowy czy przez gadu-gadu nie jest dla mnie w pełni satysfakcjonujący. Brakuje mi takiej nieskrępowanej, siostrzanej przyjaźni, chciałabym móc po prostu złapać za telefon np. w sobotnie popołudnie i wyciągnąć przyjaciółkę na piwo czy kawę, nie słysząc "nie mogę" w odpowiedzi. Chciałabym mieć kogoś, z kim widywałabym się przynajmniej raz w tygodniu, kto dzwoniłby do mnie zmartwiony, jeśli nie odzywałabym się dłużej niż 3 dni, z kim mogę po prostu sobie pomilczeć i nie będzie niezręcznie. Kogoś, komu mogę powiedzieć w 100% szczerze co myślę i kto się wtedy nie obrazi. Niestety ani A., ani M. nie są dla mnie takimi osobami, pomimo wszystkich innych zalet.
Może to kwestia tego, że wzorem dla mnie była zawsze przyjaźń mojej mamy. Ona i jej przyjaciółka są nierozłączne od 5 klasy szkoły podstawowej, poszły potem razem do liceum, studium i teraz od 30 już lat pracują razem, rozmawiają codziennie przynajmniej przez godzinę przez telefon i często się odwiedzają. Ich relacja jest tak swobodna, że czują się u siebie nawzajem jak w domu, są ze sobą blisko jak siostry. Zdaję sobie sprawę, że taka przyjaźń jest skarbem i zdarza się niezwykle rzadko, ale za czymś takim właśnie cholernie tęsknię. Naprawdę nie wiem, jak to zrobić, żeby trafić na osobę, z którą zbuduje się taką przyjaźń? Nawet jak się już trafi, to jak coś takiego zbudować?
Mam w swoim życiu różne ważne osoby, a czasem czuję się tak samotna... Wychodzę z domu coraz rzadziej, bo po drugiej stronie słuchawki słyszę wciąż "nie mam czasu", "nie w tym tygodniu", "wybacz, ale jestem teraz zapracowana i nie wiem kiedy dam radę się spotkać"... Zaczyna mnie ten stan rzeczy coraz bardziej dołować.
A jak jest z Wami? Jak wyglądają Wasze przyjaźnie?
P.S. Dzięki wszystkim, którzy dobrnęli przez całość aż do tego miejsca ![]()