Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;)) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2010-04-02 21:09:23)

Temat: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Użyłam w temacie określenia "przyjaciel płci żeńskiej", bo słowo "przyjaciółka" wielu osobom kojarzy się negatywnie - z koleżankami od plotek i gadek-szmatek o kosmetykach... A mi chodzi o Przyjaciela jako osobę, która jest nam najbliższa, na którą zawsze można liczyć, która jest naszym wsparciem i niekiedy Aniołem Stróżem. Na potrzeby tego tematu przyjmijmy, że takie właśnie - i tylko takie - znaczenie niesie ze sobą określenie "przyjaciółka" smile
Dodam, że chodzi mi jedynie o przyjaźń między dwiema kobietami (choć jeśli czytają to nasi forumowi Mężczyźni, zachęcam też do dzielenia się doświadczeniami z męsko-męskich przyjaźni smile chodzi mi po prostu o przyjaźnie jednopłciowe).

Czy macie Kogoś takiego? Kobietę, która jest Wam tak bliska - lub nawet bliższa - jak Wasz partner, z którą dzielicie sekrety, do której zwracacie się po radę, która zawsze jest przy Was, kiedy jej potrzebujecie?

Pozwolę sobie opisać, jak jest u mnie, bo jest to poniekąd mój problem.
Ja obecnie mam na pewno jedną taką przyjaciółkę - A. Poznałyśmy się 6 lat temu i jest to najbliższa mi kobieta spoza rodziny. Wiem, że zawsze mogę na nią liczyć, kiedy mam jakiś problem, to nic nie jest dla niej ważniejsze, zawsze mnie wesprze ciepłym słowem i doradzi. A oprócz tego uwielbiam z nią rozmawiać i spędzać czas.
Drugą dziewczyną, która co prawda jest mi bardzo bliska, ale boję się jeszcze nazwać ją przyjaciółką, bo znamy się dość krótko (2 lata) i nie miałam jeszcze okazji "sprawdzenia" jej w trudnej sytuacji, jest M. Świetnie się w jej towarzystwie czuję i wiem, że pomogłaby mi w trudnej sytuacji, choć ma dość trudny charakter i czasem ciężko jest jej zobaczyć świat poza sobą - koncentruje się często na swoich wewnętrznych przeżyciach i wtedy się "wyłącza", potrafi nie odzywać się kilka tygodni jeśli ma kiepski okres w życiu. Rok temu poznała swojego obecnego faceta, jest teraz mocno zakochana i większość czasu poświęca jemu.

Ale jest jeden kłopot. Mimo, iż wiem, że mam osoby, na które mogę zawsze liczyć i jestem pewna, że nie zostawiłyby mnie samej z problemami, to cholernie brakuje mi kontaktu z nimi. A. dużo pracuje (nieraz po 12 godzin dziennie), w weekendy studiuje, a do tego też ma faceta. Z jednej strony rozumiem, że czasem jest tak zmęczona i spracowana, że za przeproszeniem nie wie gdzie ma głowę, a gdzie tyłek, ale spotykamy się raz na miesiąc, dwa, w ciężkim okresie nie widziałyśmy się nawet przez 3 miesiące. Z M. jest podobnie, widujemy się średnio raz w miesiącu. Mam inne koleżanki, a nawet kolegów, ale oni też wiecznie nie mają dla mnie czasu, a poza tym najbardziej zależy mi na kontaktach z tymi najważniejszymi. W moim życiu niemal zawsze tak było, że jak już miałam jakąś osobę, którą uważałam za przyjaciela, to ja się starałam, dawałam z siebie wszystko, a ta osoba robiła coraz mniej w kierunku podtrzymywania naszej znajomości, aż w końcu ta znajomość umierała śmiercią naturalną - bo i ja nie jestem świętym, żeby cały czas walczyć o uwagę kogoś, komu widać nie zależy na kontakcie ze mną.
Wiem, że A. i M. to osoby, z którymi nie stracę kontaktu, a przynajmniej jestem tego stuprocentowo pewna w przypadku A. Jednak kontakt smsowy czy przez gadu-gadu nie jest dla mnie w pełni satysfakcjonujący. Brakuje mi takiej nieskrępowanej, siostrzanej przyjaźni, chciałabym móc po prostu złapać za telefon np. w sobotnie popołudnie i wyciągnąć przyjaciółkę na piwo czy kawę, nie słysząc "nie mogę" w odpowiedzi. Chciałabym mieć kogoś, z kim widywałabym się przynajmniej raz w tygodniu, kto dzwoniłby do mnie zmartwiony, jeśli nie odzywałabym się dłużej niż 3 dni, z kim mogę po prostu sobie pomilczeć i nie będzie niezręcznie. Kogoś, komu mogę powiedzieć w 100% szczerze co myślę i kto się wtedy nie obrazi. Niestety ani A., ani M. nie są dla mnie takimi osobami, pomimo wszystkich innych zalet.

Może to kwestia tego, że wzorem dla mnie była zawsze przyjaźń mojej mamy. Ona i jej przyjaciółka są nierozłączne od 5 klasy szkoły podstawowej, poszły potem razem do liceum, studium i teraz od 30 już lat pracują razem, rozmawiają codziennie przynajmniej przez godzinę przez telefon i często się odwiedzają. Ich relacja jest tak swobodna, że czują się u siebie nawzajem jak w domu, są ze sobą blisko jak siostry. Zdaję sobie sprawę, że taka przyjaźń jest skarbem i zdarza się niezwykle rzadko, ale za czymś takim właśnie cholernie tęsknię. Naprawdę nie wiem, jak to zrobić, żeby trafić na osobę, z którą zbuduje się taką przyjaźń? Nawet jak się już trafi, to jak coś takiego zbudować?
Mam w swoim życiu różne ważne osoby, a czasem czuję się tak samotna... Wychodzę z domu coraz rzadziej, bo po drugiej stronie słuchawki słyszę wciąż "nie mam czasu", "nie w tym tygodniu", "wybacz, ale jestem teraz zapracowana i nie wiem kiedy dam radę się spotkać"... Zaczyna mnie ten stan rzeczy coraz bardziej dołować.

A jak jest z Wami? Jak wyglądają Wasze przyjaźnie?


P.S. Dzięki wszystkim, którzy dobrnęli przez całość aż do tego miejsca wink

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-03 13:42:47)

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Anemonne, dobrnęłam i jestem (a teraz staram się, o wszystkie zawijasy i znaki interpunkcyjne wink robię to only for You bo lubię Twoje proste, pewne siebie spojrzenie na życie, ja jestem pełna symboli, empatii, więc u mnie z prostotą ciężko, czasem cholernie za dużo widzę i czuję:))) w każdym razie miało być o przyjaźni.

Miałam jedną przyjaciółkę i marzyłam tak jak ty, o tym aby właśnie tak jak w filmach smile można liczyć na nią.... kończyło się, że 99% spotkań u niej, bo tak jej jest wygodniej,  na 99% moich propozycji, "0" spontanu, gdy ja umierałam z emocji - ona wyznaczała mi termin za 3 tyg... A ostatnio tak jakoś się stało, że jeszcze trudniej się spotkać.

Mam koleżanki od serca o krótszym stażu, ale mocno zajęte swoim życiem i mam cudowną siostrę, też mocno zajętą:)

Teraz mam jeszcze forum  i liczę, że jak zamieszkam z moim mężczyzną dam mu więcej siebie, ale nie wszystko, są tematy, które są tylko pomiędzy kobietami, nie nadają się na cudownie:) zapracowaną męską głowę:)

Tak, że rozumiem cię Ane... i myślę, że jak o tym piszemy i mówimy, i tego pragniemy, to uda nam się znaleźć taką przyjaźń.

"Człowiek, który ma serce, niczego nie może stracić, gdziekolwiek by się znalazł" H.Murakami

3 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2010-04-02 22:57:18)

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

La Que Sabe, dziękuję Ci za odpowiedź. I za cierpliwość wink

No właśnie - w moim "pożyciu" z facetem nic nie brakuje, bo oprócz tego, że jest moim partnerem i kochankiem to jest też dobrym kumplem, ale wiadomo, że każdemu człowiekowi potrzebna jest też przyjaźń z osobą tej samej płci. Nie o wszystkim mogę i chcę mówić partnerowi, podobnie on na pewno ma swoje "męskie sprawy" z kolegami. Bardzo brakuje mi takich "girls' nights out", wspólnego oglądania filmów, rozmów przy szklance martini... Czasem, kiedy spotykam się z A., mam wrażenie, że rozmawiam z kobietą dwa razy starszą ode mnie (a jesteśmy w tym samym wieku), w dodatku zblazowaną i zmęczoną życiem... można z nią ponarzekać na problemy i porozmawiać o tym, jak ciężko jest w życiu, ale zabawić się - raczej nie... A ja, do licha, jestem jeszcze młoda i chcę się bawić, dopóki nie mam dzieci i pracy, która pożera 90% mojego czasu. Najbardziej chyba brakuje mi właśnie tej "dostępności" - tego, że mogę zadzwonić i umówić się na dziś wieczór lub na jutro... a nie na za 2 tygodnie, bo dopiero wtedy będzie czas.

Nie wiem, może ja po prostu zbyt wiele oczekuję od życia? Może rzeczywiście taka przyjaźń, jak ta, która jest udziałem mojej mamy, zdarza się tylko raz na 136628378 przypadków?

4

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Taka przyjaźń jak Twojej mamy nie jest raczej aż tak rzadka. Tylko wydaje mi się, ze bardziej chodzi o to by obydwie strony walczyły o ten kontakt.

Rozumiem jak to jest, bo też mam taką paczkę przyjaciół(ek) i teraz, gdy wszystkie jesteśmy na studiach, bardzo ciężko jest się zgrać. Nawet w wakacje. Walczy się o ten kontakt, bo gdybyśmy tego nie robiły, to już dawno wszystko by się rozsypało. Czuję, że właśnie już dąży wszystko do końca, ale jeszcze walczymy i jeśli nie da się spotkać nam wszystkim w jednym terminie, to jakoś to dzielimy na różne dni.

Wiem jak brakuje Ci takiej trzeciej osoby, kogoś innego niż partner do pogadania. Też bym chciała z jedną czy drugą móc pogadać o tym co mnie gnębi, ale nie mogę. Bo nie chcę się narzucać i wiem, że mają huk roboty i wciąż tylko nauka. Druga sprawa, to trochę boję się wyciągać pewne tematy (niby wszystkie jesteśmy pełnoletnie, każda ma JAKIEŚ doświadczenie z facetami, ale na temat seksu i takich spraw nie gadamy).

5

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Ja nigdy nie miałam przyjaciółki. Były owszem pseudo -przyjaciółki które mnie wykorzystywały i okradały i dlaczego na takie trafiałam? bo byłam naiwna bardzo naiwna,poznając mojego faceta troche wyszłam z tej naiwności i wiem ze nie mozna nikomu ufac w 100% zawsze jest jakis haczyk. Dlaczego nie miałam przyjaciólki nigdy? z powodu mojej niesmialosci i braku przebojowości zawsze tego zazdrościłam moim koleżanką które trzymały  sie razem  i zawsze miały o czym pogadać miedzy soba. Uważam  sie za osobę bardzo nudną zreszta nie tylko ja tak sądze i dziwnie  sie mojemu chł. ze ze mna jest on to moje przeciwnieństwo no ale jednak przeciwieństwa  sie przyciągaja , mam bardzo mało znajomych, nie daje  sie lubić  ludzie nie traktuja mnie poważnie  Nie "wyszalałam" sie czasem mam ochote pojsc gdzie zabawic sie to we mnie siedzi ale..... nie mam z kim. Brak mi takiej  przyjaciółki czy nawet kolezanki z ktora bym pogadala poszalala niestety... w sumie mam dobrego kumpla z ktorym moge o wszystkim pogadac  ale to nie to samo..   mam beznadziejny nastrój wrrrrrrrrrrrrr

..............................

6

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

A ja zawsze miałam "przyjaciółki" smile W cudzysłowiu tylko dlatego, że były to czasy podstawówki i co rok inna była tą najlepszą i siedziałyśmy razem w ławce smile Z tymi przyjaciółkami łączyły mnie takie kontakty o jakich marzysz Anemonne, tyle, że ze zrozumiałej wtedy niedojrzałości po roku się kończyły smile

Od 8 klasy szkoły podstawowej jest J. Dla odmiany nigdy nie chodziłyśmy razem do klasy. Nawet nie pamiętam jak się poznałyśmy smile Ale od początku czułyśmy pokrewieństwo dusz. Wspólne zainteresowania, tematy, poglądy... I nie przeszkadzało nam to, że obie byłyśmy strasznie uparte - między sobą się jakimś cudem dogadywałyśmy. J. nazywała mnie "My Love" i czasem mówiła, że szkoda, że nie jestem facetem bo by została moją żoną wink Razem włóczyłyśmy się nocami po lasach i cmentarzach, potem przyszła pasja rowerowa - brałyśmy plecaki, namiot i jechałyśmy przed siebie na kilka dni. Razem przeżywałyśmy swoje pierwsze miłostki i razem zaczynałyśmy pierwsze poważne związki. Podczas studiów mieszkałyśmy razem przez rok i to też nie popsuło naszych układów. Rozumiałyśmy się bez słów - dwie szalone, niepoprawne optymistki. Razem niepokonane...

Mimo, że nasze kontakty teraz są nieco rzadsze - wciąż intensywne smile

7

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Może wiele osób nie wierzyć, mam 3 przyjaciólki. Z jedna znam się ok 12 lat, a z tymi dwoma ok 8-9 lat. Mogę napisać że z każdymi laczy mnie nieco inny rodzaj przyjaźni, nieco różnią się nasze tematy do rozmów, sposób rozmowy, miejsca spotkań. Znamy się wszystkie, i stosunkowo często się widujemy, tylko, że ja jestem przyjaciólką dla każdej z nich, ale one dla siebie już nie.  NIe widujemy się już codziennie jak kiedyś w gimnazjum,czy liceum, każda z nas studiuje gdzie indziej,ale zawsze kiedy zjeżdzamy na weekand, spotykamy się. Przeżywalyśmy wiele smutków, radości razem, mamy masę różnych wspomnień. Czasem zdarzają się nieporozumienia, ale jakoś zawsze udaje nam się je rozwiązać... To chyba i mam nadzieje prawdziwa przyjaźń na zawsze. Spotkaam na swojej drodze bardzo wartościowe osoby, na które myślę że mogę liczyć zawsze. jestem wdzięczna komuś za to niesamowicie.:)

Nigdy Nie Mów Nigdy.Nigdy Nie Mów Zawsze.

8

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Anemonne twoje posty są ciekawe,klarowne,przejrzyste, więc czyta się je jednym tchem.Nie wymuszają na palcu wskazującym kręcenia kółkiem myszki...Dobrnąłem więc do końca  wink
Tak sobie myślę że za taki stan rzeczy, czyli (niemy) telefon i dzwonek do drzwi,sami sobie jesteśmy winni...
Kiedyś byłem światkiem pewnego zdarzenia..
Jestem sobie u kuzynki w domu w jakichś rodzinnych sprawach, nieważne.Wchodzi do niej koleżanka i z progu do niej mówi:
-Idziemy na miasto,na zakupy, potem może gdzieś do pubu.
Kuzynka "zblazowana" i z grymasem na twarzy odpowiada że niema czasu, ani pieniędzy i w ogóle to się nie ciekawie czuje.
Koleżanka a właściwie przyjaciółka , bez namysłu chwyciła kurtkę kuzynki i wcisnęła jej na plecy po czym mówi :
-Musisz się trochę rozerwać,odpocząć od codzienności,ja już zadbam o to  że nie będziesz żałować
,po czym szarpnęła ją za rękę  w stronę drzwi i wyszły..

No właśnie...NACHALNOŚĆ?? Nie taktowne zachowanie, że nie uszanowała decyzji kuzynki?
A może to  nasze lenistwo nakazuje nam tak myśleć..

Po przyjściu, kuzynka rozpromieniona stwierdziła, że bez niej to by sobie chyba w życiu rady nie dała...
Tak to już chyba w życiu jest że czasem w partnerstwie, miłości,przyjaźni jest strona bierna i aktywna.
Czy zadawaliśmy sobie kiedyś pytanie do jakiej strony my należymy?
Czy może wiecznie czekamy na szarpnięcie ręki, Na tą stroną aktywną która już może niema dla nas cierpliwości,albo w ogóle jej niema i nie było.
No i w końcu czy, o ile jesteśmy bierni potrafimy stać się aktywni wręcz nachalni? bo przecież trzeba było by sobie też odpowiedzieć,czy osoba do której skierujemy naszą energię jest tego warta...
"Jak cię widzą tak cię piszą" (biorąc pod uwagę stronę bierną) czy to trochę nie naiwne, że wymagamy od innych żeby kochali nas tylko za to że jesteśmy?.
Pod patronatem  "Jesteś kowalem własnego losu" Zadać sobie,a może innym pytanie co możemy wnieść od siebie,by nasze życie towarzyskie zakwitło...

"Ce­lem nasze­go życia nie po­win­no być po­siada­nie bo­gac­tw, lecz bo­gac­two bycia."- E.Fromm

9

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))
Paweł-1979 napisał/a:

Anemonne twoje posty są ciekawe,klarowne,przejrzyste, więc czyta się je jednym tchem.Nie wymuszają na palcu wskazującym kręcenia kółkiem myszki...Dobrnąłem więc do końca  wink

Dzięki, staram się wink

Ja w swoim życiu przechodziłam przez różne fazy "aktywności". Na początku faktycznie byłam bierna, bo chciałam poczuć, że komuś na mnie zależy i będzie zabiegał o naszą znajomość. Potem zaczęłam być aktywna - starałam się właśnie wyciągać kumpelki gdzieś, nawet na popołudnie, kiedy każda z nas pracuje lub siedzi w szkole do 15-16. Dzwoniłam i proponowałam, co prawda nigdy nie stanęłam tak po prostu w czyichś drzwiach, chociażby dlatego że mieszkam poza miastem, ale starałam się organizować jakieś wyjścia. I wtedy szczególnie często spotykałam się z odmową, bo nie ma teraz czasu, bo już się umówiła, bo musi akurat dziś zostać w domu... Jak nie umówiłam się na konkretny dzień odpowiednio wcześniej, to nie było szans. Znudziło mi się to, bo ileż można walczyć samemu. Teraz znów pogrążyłam się w bierności z powodu zniechęcenia, bo przestałam już wierzyć, że aktywność mi się kiedyś opłaci.

10

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Anemonne - aktywność się opłaca! U mnie większość znajomych się "porozłaziła" - praca, rodzina itp. Często mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która podtrzymuje dawne znajomości. I nawet jeśli czasem słyszę odmowę to wiem, że jest ona uzasadniona. Za to częściej widzę błysk radości w oczach koleżanki "kurki domowej" kiedy odrywam ją od garów, informuję jej męża, że wieczorem mu żonę przywiozę i znikamy smile
Sporadycznie zdarza mi się taka "nachalność" opisana przez Pawła. Ale cel uświęca środki przecież smile Kiedyś próbowałam namówić kolegę na wyjście do ludzi. Facet był smętny i zniechęcony, zostawiła go dziewczyna i nic mu się nie chciało. Wykręcał się brakiem czasu, kasy itd. Więc zadzwoniłam, powiedziałam, że czekam pod blokiem i ma 15 minut na ogarnięcie się bo zabieram go na bilarda w babskim towarzystwie. Na owym bilardzie smętny kolega poznał moją wcale niesmętną koleżankę i za 4 miesiące zostaną rodzicami smile

11

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Oplaci się... Kiedyś za swoje starania zbierzesz plony. Przez moje przeszle starania aby zawsze być na miejscu gdzie ktoś mnie potrzebuje, teraz ja mogę liczyć również na to. Nie moge niestety liczyć na to zawsze i wszędzie ze względu na odleglości jakie nas teraz dzielą. Warto się starać, choćby dla swoich czystych sumieni smile Pozdrawiam:)

Nigdy Nie Mów Nigdy.Nigdy Nie Mów Zawsze.

12

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Ja też chętnie przyłączę się do ciekawego wątku smile.

Anemonne, ja, można powiedzieć, jestem w podobnej sytuacji, aczkolwiek u mnie wygląda to chyba nawet nieco gorzej.

Od dwóch lat mieszkam w Irlandii i odkąd moja noga stanęła na obcej ziemi, nie znalazłam na niej bratniej duszy; Notabene człowiek na obczyźnie czuje się podwójnie osamotniony, potrzebuje z kimś porozmawiać, choćby o pierdołach- to zapewnia takie małe, domowe poczucie "swojskości". Wszystkie moje koleżanki, w tym jedna przyjaciółka od serca, zostały tam, gdzie je poznałam, czyli w Polsce. Kontakt potwornie sporadyczny, bo ograniczający się do kontaktu mailowego, sms-owego czy "skajpowego".

Wracając do meritum. Ta JEDNA przyjaciółka, która idealnie pasuje do Twojego opisu, to A. Znamy się bodajże ok. 16 (!) lat, bo wychowywałyśmy się na jednym podwórku. Spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu na placach zabaw i u siebie w domach jako grzdyle. Później los zrobił nam niespodziankę i przydzielił do tych samych klas. Tym sposobem spędziłyśmy razem całą podstawówkę, gimnazjum oraz liceum. Być może nie należałyśmy do typowych "papużek nierozłączek", ale nasza przyjaźń była i jest w pewien sposób unikatowa. Jak tylko jedna z nas potrzebowała pomocy, druga zaraz leciała jak z pieprzem; gdy jedna była chora i potrzebowała przepisać lekcje, nawet nie musiała prosić o wizytę. Rozumiałyśmy się i nadal rozumiemy bez słów. Dodatkowo obydwie mamy to samo poczucie humoru; Zawsze komentowałyśmy, że "takich jak my dwie nie ma ani jednej". Gadałyśmy nieraz do siebie totalne bzdury, wymyślałyśmy własne języki, robiłyśmy głupie miny. Kiedy jednak przychodził smutek i czas zwątpienia, twarze ściągały się w zmartwieniu i następowały długie godziny pocieszających, całkowicie poważnych rozmów. O miłości, seksie, a nawet o polityce i religii. Zawsze byłyśmy wobec siebie szczere- nawet do bólu. Ona nawet potrafiła mi bez cienia zawahania powiedzieć, że wyglądam jak kretynka w takim i takim makijażu, a w innym jestem według niej piękniejsza. To była i jest taka przyjaciółka od wszystkiego. Chyba nie ma tematu, którego jeszcze nie poruszyłyśmy. Nawiasem pisząc, to tak otwarta babka, że nie miała nawet oporów, żeby szczypnąć mnie za tyłek z tytułem na ustach: "ale ty dzisiaj fajna d... jesteś!" wink.

Ja humanistka, ona umysł ścisły i właśnie ta różnica pomagała nam nieraz w szkole wink. Ja pomagałam pisać jej prace z polskiego, ona tłumaczyła mi zadania z matematyki i chemii. Wiele jej zawdzięczam.

Myślałam, że mam także jeszcze dwie przyjaciółki, ale po czasie życie zweryfikowało te relacje. J. nigdy mnie nie odwiedzała, bo to zawsze ja musiałam do niej przychodzić ("zwariowałaś? mam tłuste włosy, jak ja mam tak wyjść z domu?!", "nie możesz umyć?...", "nie, bo będą mokre!", "przecież masz suszarkę, do diaska!", "ale mi się nie chce suszyć"); pomagała mi wprawdzie w trudnych chwilach, ale rozdzieliły nas różnice poglądowe, które de facto dopiero po czasie wypłynęły na powierzchnię. Była dobrą, ale zmanipulowaną dziewczyną.

Druga "przyjaciółka", kolejna zaczynająca się na A., okazała się być zadufaną w sobie lalą. Gdy tylko zabierała mnie gdzieś ze sobą na miasto, to głównie w celu zapewnienia sobie darmowej damy do towarzystwa. Zawsze byłam jej cieniem, ilekroć wyruszałyśmy z domu. To zawsze ona chciała brylować, być najlepszą, najpiękniejszą, bla bla bla. Gdy znalazła sobie pierwszego chłopaka zniknęła na rok bez oznaki życia, a potem wróciła jak gdyby nigdy nic, gdy on ją rzucił.

Wychodzi więc na to, że mam tylko jedną najlepszą przyjaciółkę, ale dzieli nas jakieś 2200 km wink. Teraz pracuję, ale gdy wracam do domu, brakuje mi dźwięku sms'a i tej treści w typie "przyjdź do mnie- mam zajebiste ciastka!", która mnie zawsze tak rozczulała. Brakuje mi nawet kadzidełkowego zapachu jej pokoju, aromatu herbaty i dźwięku jej głosu (donośnego i wręcz "chłopskiego" wink ). Brakuje mi rozmów o pierdołach, ale także tych rozbuchanych dyskusji, które nawet, jeśli często obfitowały w scysje, zawsze prowadziły prostą drogą do porozumienia. Eh... Mam nadzieję, że idąca w przód technika wprowadzi wreszcie teleportację w praktykę wink.

Pozdrawiam, Anemonne smile.

There is no emotion, there is peace. There is no ignorance, there is knowledge. There is no passion, there is serenity. There is no chaos, there is harmony. There is no death, there is the Force.

13

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Ech, youngwind, opis Twojej przyjaciółki stuprocentowo właśnie zgadza się z moim wyobrażeniem przyjaźni "idealnej" (w cudzysłowie, bo jak wiemy ideałów nie ma wink) i tego właśnie mi najbardziej brakuje. Właśnie smsów w stylu

youngwind napisał/a:

"przyjdź do mnie- mam zajebiste ciastka!"

, bywania u siebie w domach, totalnej swobody.

Kiedyś miałam taką przyjaciółkę - poznałyśmy się w trzeciej klasie podstawówki. Co prawda, już wtedy ujawniła się jej skłonność do "zdradzania mnie" z innymi dziewczynami, bo miała chyba dość silną potrzebę bycia zauważaną i lubianą, ale koniec końców wracała, a ja ją przyjmowałam z powrotem, bo cholernie mi zależało na tej przyjaźni. Mieszkała bardzo blisko mnie (notabene, nadal mieszka), więc odwiedzałyśmy się codziennie oprócz tego, że w szkole siedziałyśmy w jednej ławce, w zasadzie traktowałyśmy nawzajem swoje rodziny jak własne. Szybko okazało się, że łączy nas pasja - jazda konna, więc we dwie przesiadywałyśmy w stajni kiedy tylko nie byłyśmy u którejś w domu. I tak było do końca podstawówki. Potem ona poszła do gimnazjum o profilu plastycznym w mieście (obie mieszkamy na "prowincji" wink) i poznała nowe, świetne koleżanki, a kontakt ze mną trochę ograniczyła. Co prawda nadal się widywałyśmy co najmniej raz w tygodniu i jeździłyśmy razem na "końskie" wakacje, ale nie było to już to samo co wcześniej. Potem ja zmieniłam gimnazjum i traf chciał, że nasze szkoły ze sobą sąsiadowały, więc widywałyśmy się częściej po lekcjach, ale ona wciąż dawała mi odczuć, że jej nowe koleżanki są o wiele bardziej fascynujące... Potem poszła do liceum, poznała chłopaka i "zniknęła". Była w nim zakochana wręcz chorobliwie moim zdaniem, widywali się codziennie, a jak on pojechał na praktyki na miesiąc, to nie spała, nie jadła i niemal dostała depresji... Poszła na studia, poznała kolejnych nowych znajomych, swój czas dzieliła jedynie na faceta, szkołę i pracę - dla mnie nie zostało już nic. Najbardziej denerwuje mnie, że do tej pory z racji na bliskość zamieszkania spotykam ją przypadkiem w sklepie czy na przystanku, wtedy cieszy się jak dzika, pyta z entuzjazmem co u mnie słychać, mówi że koniecznie musimy się spotkać... Za każdym razem mówi, że na razie nie wie kiedy będzie miała czas, bo a to sesja, a to praca, i obiecuje, że zadzwoni. Nigdy nie zadzwoniła. Potem spotykamy się przypadkiem znowu i historia się powtarza, a ona znów się potem nie odzywa... Więc pewnego razu sama się do niej odezwałam i zaproponowałam to spotkanie, to mi odpowiedziała: "pracuję w knajpie X, wpadnij w godzinach takich a takich, to jak będę miała chwilkę to pogadamy". Rozumiem, że może być zapracowana, ale żeby nie wykrzesać choćby godzinki na spokojne spotkanie? Nie umiem w to uwierzyć...

14 Ostatnio edytowany przez liva (2010-04-06 17:29:00)

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Ja kiedyś miałam przyjaciółkęm, która poza rodzicami moimi była dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Byłyśmy jak siostry- nocowałyśmy u siebie, jadłysmy na przemian raz u niej, raz u mnie, moi rodzice traktowali ją jak drugą córkę. Z racji tego, że ona miała ciężko jeśli chodzi o sprawy finansowe, jezdziła ze mną na wakacje, całkowicie na moj koszt i nigdy nie miałam z tym problemu, cieszyłam się, ze moze byc razem ze mną, tylko zawsze zabrakło słowa 'dziekuję' . Nie z racji wydanych na nią pieniedzy, ale z racji tego, ze chciałoby się coś takiego usłyszeć, że ktoś jest Ci wdzięczny i widzi, że coś dla niego robisz, albo gdy ubieram się na imprezę, a ona mówi 'boże, jaka cudna bluzka' a ja ją zdejmuję i mówię, zeby w niej poszła, a sama zakładam coś innego, zadnego zdania 'boże, jesteś taka kochana! ' kompletnie nic. Zadufana w sobie jak cholera.

Poszłysmy razem do gimnazjum, udało się załatwić zebyśmy były w tej samej klasie. No i tu się zaczeły problemy. Mając 13 lat już się zaczynają 'sprawy damsko meskie' .  Poróżniło nas to, że ona chciała być w centrum uwagi (teraz z perspektywy czasu myślę, że dlatego, że pochodziła z rodziny wielodzietnej i jako najstarsza była najbardziej pomijana) więc stawała dosłownie na głowie zeby wszyscy zwracali na nią uwagę. A ja odwrotnie, nigdy tego nie potzrebowałam, nigdy nie zabiegałam o powodzenie u płci przeciwnej, zamiast sie mizdrzyć wolałam założyc dresy i iść z chłoapakmi na boisko grać w nogę. I tym samym chyba sprawiłam, że to wokół mnie było zainteresowanie. Wiec zaczęło się. Zeby się podbudować pisała do moich chłopaków (każdego po kolei, którego miałam) rzeczy niby normalne, ale z drugiej strony mnie to drażniło, bo gdzies jakiś podtekst się znalazł. Albo inne sytuacje- w gimnazjum prowadziłam aerobik. Kiedyś na zajecia przyszedł fotograf i robił zdjęcia, aby umieścić na stronie szkoły jako reklamę tej szkoły. No a potem te zdjecia wisiały w szkolnej gablocie z fotkami. Kiedyś Pani od wfu zapytała mnie o te zdjecia i wogóle, pytała czy się tym zajmuję, skąd umiem, powiedziałam, ze od dziecka tanczę, pytała się gdzie- ja powiedziałam, że tam i tam, a moja ukochana przyjaciółka 'ja tez tam tancze, ja tez!' . Sytuacja była na tyle smieszna, ze Pani od wfu jej nie usłyszała, bo było głosno jak to w szkole, a również w tym samym momencie mówiła coś do mnie. Tym samym K. miała cały dzień do mnie wielki uraz bo jak ja mogłam nie powiedzieć, że ona tanczy razem ze mną...

Przyjaźń skonczyła się kiedy ona nagadała mojemu chłopakowi, że ja się umawiam z chłopakami po cichu i, ze mnie widziała z innym. A to było nie prawdą i miałam mocne alibi, ze mnie tam być nie mogło. Więc powiedziałam jej papa.
Ale po jakimś czasie się odezwała. No i znowu zaczełysmy się przyjaźnić.
Potem K. miała problemy z angielskim w szkole. Poprosiła mnie zebym jej pomogła. Zaproponowałam jej, a raczej moja mama, czy nie chce miec korepetycji, ze zna super nauczyciela i że nie musi się martwić o koszty ani być jej głupio z tego powodu. No i tak przez miesiąc solidnie się uczyla. W szkole szło super, z angielskiego stała się asem, najlepsza w klasie. Podczas pisania klasówki, pamietam to jak dziś, poprosiłam zeby odwróciła kartkę na drugą stronę. Udawała, że nie słyszy, a pozniej wstała i klasówkę oddała udając, ze nie wiedziała o co mi chodzi. Wyszłysmy tylko na korytarz i rozpętałam burzę. Cała klasa powiedziała, że dokładnie słyszała i widziała, ze probowałam sciagać a ona siedząc kikanascie cm ode mnie biedna nie wiedziała o co mi chodzi. Wygarnełam jej, że ja jej pomogłam a ona teraz idzie po trupach do celu, że nawet nie powiedziała mojej mamie, ze jej dziekuje za pomoc z korepetycjami. A ona 'nie rób z tego wielkiego halo, należało mi się, nie każdy ma tak łatwo jak ty! ' ja jej na to, że właśnie to doceniam i dlatego pomagam innym i czy myśli, że jak ktoś nie ma pieniedzy to nie musi dziękować, powiedziała, że tak uważa. Na tym przyjaźń się skonczyła na szczęscie był to już koniec gimnazjum, rozeszłysmy się w swoje strony.

Czasami się przez przypadek spotkamy, pogadamy chwilę, ale ja nadal przeboleć tego nie potrafię. W liceum totalnie zamknęłam się na dziewczyny, praktycznie tylko z chłopakami rozmawiałam. Teraz zaczęłam studia, mam trzy super kumpele, urządzamy sobie babskie noce, wino, karaoke, bawimy się świetnie.

Ale szczerze? Brakuje mi tej bliskości, którą miałam z K.
Teraz mam kumpelki, a brakuje tej takiej najlepszej psiapsióły od wszystkiego, która wyjdzie na spacer, pogada, wysłucha...

15

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Ja mam najlepszą przyjaciółkę od lat tą samą, chłopaka i mamę.:) Całej reszcie świata wszystkiego nie powiem.

"...w grzywie wiatr, a w kopytach magia..."
Zdolniacha
Napaleniec
Spryciarz smile

16 Ostatnio edytowany przez P&P (2010-05-05 18:11:11)

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Znalezienie prawdziwej przyjaźni jest trudniejsze niż znalezienie prawdziwej miłości. Ja w określaniu stopnia znajomości z dziewczynami jestem bardzo ostrożna i do tej pory nie ma osoby, o której mogłabym powiedzieć: moja przyjaciółka. Mam jedną taką... (i tu nie wiem jak nazwać) koleżankę (?), której ufam, rozmawiamy o seksie, problemach, umawiamy się na babskie wieczorki bez naszych facetów, pijemy wino, śmiejemy się, czasem płaczemy... ale mimo to nie potrafię się jej tak do końca otworzyć.

Osobą, której mówię najwięcej jest mój facet. Chociaż to też ciężko wytłumaczyć, bo o nim, bezpośrednio z nim nie porozmawiam. Czasem potrzebuje punktu widzenia kobiety, liczenia kalorii po zjedzeniu wspólnie tysiąca litrów lodów, pośmiania się z byłych facetów. odwiedzania się bez zapowiedzi, skrępowania... kurcze, szkoda, bo nawet nie wiem gdzie/czy szukać takiej osoby.

Umieć żyć to najrzadziej spotykana umiejętność na świecie.

Oscar Wilde

17

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Anemonne
- mam pyszne ciastka - wpadniesz?;)

kurcze - ciesze się, że trafilam na ten temat:) - myśłałam, że tylko ja mam tak przerąbane.fakt, zła kobieta ze mnie;) ale chyba nie aż tak, aby nie miec prawdziwej przyjaciółki...tzn - nie do końca - mam jedną przyjaciółkę - ale niestety widać, że z biegem czasu nasze wyobrażenie o świecie, nasze priorytety zaczęły się mijać - coraz trudniej nam się rozmawia itd...bardzo ją kocham - i myśle - nie - Wiem- że ona mnie też kocha ale obie zdajemy sobie sprawę, że to juz nie to. Zawsze bedzie miala bardzo ważne miejsce w moim życiu i wiem, że to działa w dwie strony, ale myśle, że spotkania raz na jakis czas nam już w zupełnosci wystarczają...jakos tak...no nie wiem...
Z drugą znajomą bardzo dobrze się rozumiemy - mamy takie same podejście do zycia(no prawie), taki sam styl, lubimy mniej więcej te same filmy, muzyke..mamy dużo wspólnego...i wszystko byloby poprostu zajebiste .... ale.... niestety kilkakrotnie już się na niej zawiodłam - i choc wiem, że to jest "toksyczny związek" jakos nie mogę jes powiedzieć sorry, nic z tego nie będzie....bo boje się, że jak nie bedzie jej to już naprawdę zostane sama....oczywiście mam swoją rodzinę itd...ale człowiek potrzebuje jakies drugiej osoby do powiedzenia - Cześć!. Nie jestem gadatliwa osobą(choć to zależy od sytuacji) ale lubię pogadac o niczym...co mi slina na język przyniesie...nie zastanawiając się czy jest to dobre czy złe, poprawne gramatycznie czy nie - mam to w d..pie!

a tam...szkoda gadać...

to co - jest jakaś chetna do stworzenia własnych osobistych lejdis, gotowych na wszystko czy klubu szalonych dziewic?? jest kilka podstawowyh warunków - kompletna szczerośc(do bólu) - mówimy - piszemy to co myślimy w danym momencie bez tworzenia idealnych, napompowanych zdań i ...żadnych zasad!;) to jak?

"Dobrzy ludzie śpią lepiej od złych, ale ci drudzy bawią się znacznie lepiej, kiedy nie śpią." Woody Allen

18

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Turkusówka- ja też chwilowo nie mam takiej 100 % przyjaciółki.I czasem chciałabym z kimś pogadać...ale nie mam z kim ;(

Jeśli stoisz przed trudnym zadaniem, pamiętaj, że stary dąb był kiedyś małą roślinką.

19 Ostatnio edytowany przez London69 (2010-05-08 17:35:08)

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Ja mam jedną jedyną wspaniałą przyjaciółkę, z którą znam się wręcz od urodzenia. smile Nasze mamy się przyjaźnią i razem pracowały (teraz już moja mama zmieniła miejsce pracy) i mniej więcej w podobnym czasie zaszły w ciąże. Moja przyjaciółka urodziła się w sierpniu, a ja w październiku. Znamy się od samego początku, nasze mamy chodziły z nami na spacerki. Posłały nas do tego samego przedszkola, do tej samej szkoły podstawowej, następnie razem poszłyśmy do gimnazjum i teraz jesteśmy razem w liceum. Zawsze mogę na nią liczyć i ona na mnie. Razem się śmiejemy, razem płaczemy, imprezujemy i plotkujemy oczywiście też. smile Jesteśmy jak siostry, wakacje spędzamy razem i NIGDY przenigdy nie mamy siebie dosyć. Jesteśmy sąsiadkami, ja mieszkam w bloku numer X1 a ona w X2, które są zaraz obok siebie. Widujemy się codziennie, ale oprócz tego wydzwaniamy jesli mamy coś ważnego do opowiedzenia, jakąś przygodę, czy chociażby ploteczkę. A jak nie widzimy się parę dni to następne pare nadrabiamy gadulstwem. lol Nigdy się poważnie nie pokłóciłyśmy, jak byłyśmy młodsze to były takie dziecinne sprzeczki, po których obraza majestatu trwała zaledwie 5 minut. big_smile Po 5 minutach była zgoda hehe. tongue A tak na poważnie nigdy się nie pokłóciłyśmy, takie kłotnie po prostu u nas są zbędne. wink Cieszę się, zę mam tak wspaniałą przyjaciółkę, która zawsze mi pomoże jesli mam problem, pocieszy, z wzajemnością oczywiście. Oj żebyście nas zobaczyły nieraz jak mamy atak śmiechu hehe, aż chce się żyć. big_smile No i to by było na tyle. smile

19.02.2017 - Oskarek, 62cm i 4600g

20 Ostatnio edytowany przez Turkusówka (2010-05-08 17:49:30)

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Jeśli ktoś chce pogadać to proszę bardzo - facet, babka, stara -młoda, gruba czy chuda - specjalnie utworzone konto gg;)  - nie ma mnie w danym momencie - nie ma sprawy zostaw wiadomośc napewno odpisze jak tylko bede mogła - pisz wszystko na co masz ochote  - mam nadzieję tylko że nie bedziesz miała za złe , że zrobię to samo - nie ważne czy o pogodzie czy o męzu, o facecie czy o spodniach ktore dzisiaj kupiłaś, z przeklenstwami czy bez-możesz opsiać całe swoje życie - jestem za! - wszytsko to z czego chcesz się wygadać - żeby uniknac obcych ludzi - proszę podaj tylko nazwę z netkobiet przy pierwszym kontakcie:)
wielkie buziaki!!!

pamietajcie baby - jesteśmy najwspanialsze, najpiekniejsze i niepowtarzalne!!!! już was kocham:)
no tak zapomniałam podac numeru..... oj głupia ty glupia 23189814

"Dobrzy ludzie śpią lepiej od złych, ale ci drudzy bawią się znacznie lepiej, kiedy nie śpią." Woody Allen

21

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Przyjaciele to ludzie, którzy pytają jak minął Ci dzień, którzy podają Ci paczkę chusteczek gdy płaczesz, którzy o północy wpuszczają Cię do swojego mieszkania, piją z Tobą wódkę, a potem ścielą dla Ciebie łóżko na nocleg, którzy przed podróżą mówią Ci "uważaj na siebie". którzy o 2 nad ranem podnoszą słuchawkę telefonu i przez godziny słuchają jak przeklinasz życie.....


Tak, mam prawdziwe przyjaciółki, za które wskoczyłabym w przysłowiowy ogień.... Traktuję je jak członków rodziny...są dla mnie jak siostry... kocham je miłością braterską.... smile

22

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))
liva napisał/a:

Potem K. miała problemy z angielskim w szkole. Poprosiła mnie zebym jej pomogła. Zaproponowałam jej, a raczej moja mama, czy nie chce miec korepetycji, ze zna super nauczyciela i że nie musi się martwić o koszty ani być jej głupio z tego powodu. No i tak przez miesiąc solidnie się uczyla. W szkole szło super, z angielskiego stała się asem, najlepsza w klasie. Podczas pisania klasówki, pamietam to jak dziś, poprosiłam zeby odwróciła kartkę na drugą stronę. Udawała, że nie słyszy, a pozniej wstała i klasówkę oddała udając, ze nie wiedziała o co mi chodzi. Wyszłysmy tylko na korytarz i rozpętałam burzę. Cała klasa powiedziała, że dokładnie słyszała i widziała, ze probowałam sciagać a ona siedząc kikanascie cm ode mnie biedna nie wiedziała o co mi chodzi. Wygarnełam jej, że ja jej pomogłam a ona teraz idzie po trupach do celu, że nawet nie powiedziała mojej mamie, ze jej dziekuje za pomoc z korepetycjami. A ona 'nie rób z tego wielkiego halo, należało mi się, nie każdy ma tak łatwo jak ty! ' ja jej na to, że właśnie to doceniam i dlatego pomagam innym i czy myśli, że jak ktoś nie ma pieniedzy to nie musi dziękować, powiedziała, że tak uważa. Na tym przyjaźń się skonczyła na szczęscie był to już koniec gimnazjum, rozeszłysmy się w swoje strony.

A to mi przywiodło na myśl moją wielką przyjaźń...

Generalnie aktualnie mam 3 przyjaciółki. Opisze jednak moją eks-przyjaciółkę...

Otóż, pod koniec liceum poznałam swojego eks. To była super wielka, licealna miłość. On, artysta. Ja, artystka wink. Można sobie tylko wyobrazić. Jak zdałam maturę dostałam od rodziców obiecane mieszkanie po babci w Warszawie. Oczywiście zamieszkaliśmy razem. Szybko jednak okazało się, że jesteśmy jednak za młodzi na takie dojrzałe relacje. Ja chciałam jeszcze poznawać ludzi, imprezować, eksperymentować w zasadzie ze wszystkim. Rozstaliśmy się po około 2 latach związku.
Chociaż sama tego rozstania chciałam było mi bardzo przykro. Tym bardziej, że po dwóch tygodniach on już miał nową dziewczynę. Kojarzyłam ją bo wiedziałam wcześniej od jakiejś "dobrej duszyczki", że jest w nim zakochana.
Przyznam szczerze, że nie znosiłam jej wtedy.
Los jednak chciał tak, że po jakimś czasie - a opisywać tu całej historii nie chcę bo zajęłaby dużo więcej miejsca niż należy - stałyśmy się najpierw koleżankami a wkrótce potem przyjaciółkami.
Wszystko robiłyśmy razem. Ona po jakimś czasie rozstała się ze swoim - i moim zresztą też wink - eks. W efekcie ciągle balowałyśmy, wyjeżdżałyśmy albo siedziałyśmy w domu całymi dniami zamawiając pizzę i oglądając MTV. Była moją bratnią duszą. To samo poczucie humoru, to samo wyczucie stylu, podobne charaktery.

Cóż, wtedy jednak poznałam mojego aktualnego chłopaka. Początki nie były łatwe - później zresztą też bywało różnie. Jego picie, ranienie mnie spowodowało, że moja przyjaciółka wprost go znienawidziła. Po jakimś czasie dochodziło między nimi do utarczek słownych itd.
Kiedy on po raz kolejny mnie zranił i zadzwoniłam do niej z płaczem przyjechała i wywaliła go z mojego domu. Była przy mnie i to było super.
Jednocześnie jednak zrobiła coś, co odmieniło moje życie. Pomogła mi być konsekwentną. Dzięki temu mój chłopak poszedł na terapię i przestał pić. Gdy po miesiącu poprosił mnie o spotkanie zgodziłam się - wcześniej byliśmy w kontakcie. Zgodziłam się również na kolejną - ostatnią szansę.
Przyjaciółce bałam się powiedzieć.
Czekałam na "odpowiedni moment" i oczywiście skończyło się tak, że dowiedziała się od kogoś innego.
Wtedy poznałam jej drugą twarz... Napisała mi między innymi, że jestem "uzależnioną debilką, która kieruje się swoją niezaspokojoną piz...ą", a także, że jestem pusta, niewdzięczna.
Przeprosiłam ją oczywiście za to, że jej nie powiedziałam. Napisałam, że wiem, że bardzo się zaangażowała, ale ja muszę spróbować. Nie chciałam całe życie żałować, że nie dałam mu szansy po tym jak poszedł na terapię (teraz wiem, że danie tej szansy było jedną z najmądrzejszych decyzji w moim życiu).

Cóż, po czasie zaczęłam odkrywać jednak i inne rzeczy. Jej zazdrość o to, że mam "więcej". Że mam mieszkanie od rodziców (ona mieszkała pod warszawą), że mam samochód, że mam dobrą pracę i zarabiam konkretne pieniądze. Wciąż słyszałam, że jej nie rozumiem bo mam za łatwo.
Dodam tylko, że jej rodzina do biednych nie należała a wręcz przeciwnie. Rodzice jednak niespecjalnie chyba chcieli jej pomagać ponieważ zawalała bardzo drogą szkołę, za którą płacili a nie robiła w życiu niczego oprócz tego (na dodatek miała zajęcia tylko 3 dni w tygodniu).
Nagle zaczęłam sobie przypominać bardzo wiele sytuacji, które wydawały mi się banalne.
Na przykład kiedy pomogła mi wyrzucić mojego chłopaka z mieszkania a następnego dnia zapytała czy mogłabym jej wynająć drugi pokój bo na wynajęcie kawalerki jej nie stać...
Zdałam sobie sprawę z tego, że wiecznie czułam się winna, że mam to, co mam. Że musiałam wiecznie za to przepraszać i odpokutowywać. Ponieważ miałam samochód to non stop po nią jeździłam do jej miejscowości - około 30 km (dodam, że nigdy nie dorzuciła się do benzyny - bo przecież nie ma). Nie pamiętam bym chociaż raz usłyszała "dziękuję".
Zdarzało jej się dzwonić do mnie o 1 w nocy, z informację że z jakimś chłopakiem utknęła 40 km od warszawy bo padł im akumulator (można się domyślić co robili). Kiedy zaproponowałam, że sprawdzę jej w internecie numer do jakiejś taksówki w okolicy to niemal się obraziła. No bo jak to - nie mogłabym po nich pojechać?!
Przykłady można by mnożyć..

I chociaż bardzo, bardzo za nią tęsknię. Za naszymi rozmowami godzinnymi, za żartami, za super pomysłami...
to jednak cieszę się, że mam moje inne przyjaciółki.

Takie, które mnie rozumieją - bo też pracują, bo też się uczą. Bo ich życie to nie jest wieczna impreza i obwinianie całego świata za swoje niepowodzenia.
Takie, które wiedzą, że jeśli pracuję się tydzień od rana do popołudnia to nie zawsze ma się siłę na spotkania, nie mówiąc już o całonocnych balangach.
Takie, które mają chłopaków i rozumieją jak trudno jest "odpuścić" sobie kogoś, kogo się kocha i w kim widzi się zmianę. Takie, które ucieszyły się !, że mój chłopak poszedł na terapię i trzymały za niego i za nas kciuki a nie bluzgały na mnie w smsach.


Być może nie spotykam się z nimi tak często i nasz kontakt nie jest tak intensywny. Na pewno jednak jest dużo mniej toksyczny.

Are you an idiot? No, sir, I'm a dreamer
Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Anemonne,nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem.

Mam przyjaciółkę,M chodzimy razem do klasy,więc widzimy się codziennie,jest ok.
druga M mieszkała niedaleko,ale się przeprowadziła;( bardzo dobrze się z nia dogadywałam,
a teraz ona poisze maturę,więc ma mało czasu,poza tym ciągle lata za swoimi
nowymi facetami,których ma notabene na pęczki.Co tydzien nowy,ale cóż taka jest;)

Trzecia Monia, ma faceta,któremu poświęca całyn czas.Mimo 5 km dzielących nas,widzimy sie
raz na pół roku(o zgrozo).


Miałam jeszcze E,ale kontakt sie urwał(dużo by pisać) a właściwie same go urwałyśmy.
Jednak w piątek spotykamy się.

Oprócz to tego jeszcze dwie A,ale one to kuzynki;)

w sumie to tylko z M nr 1 się spotykam i ona jedt mi najblizsza.

Niestety ale tez czasami mi brakuje ich.Mimo tego zawsze jestesmy na bieżąco
swoich problemów itp.

24

Odp: Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Też mam ten problem, ale ja na to patrzę troszeczkę inaczej. Ja osobiście nie wierzę w przyjaźń między kobietami. Zbyt wiele razy się przejechałam. Jest kilka dziewczyn które bardzo lubię i mam z nimi bardzo dobry kontakt, ale nazwę je tylko świetnymi kumpelami.
Pierwsza A. - przez 2 lata liceum byłyśmy nierozłączne, imprezowałyśmy, było między nami dużo zgrzytów, wiele razy się na niej przejechałam. Poza tym zdarzały się osoby które potrafiły nas poróżnić, skłócić, tzn wyglądało to tak, że A. w środku imprezy potrafiła przyjść do mnie z pretensją odnośnie sprawy która wogóle jej nie dotyczyła. Raz zdarzyła się sytuacja że podobał mi się pewien facet i podobał się też A, on chciał ze mną być ale jakoś tak wyszło że się całowali na jakiejś tam imprezie na moich oczach, na drugi dzień mieliśmy się w 3 spotkać i wszystko wyjaśnić, ale A. oczywiście w ostatniej chwili wymyśliła bajeczkę dlaczego ona nie może przyjść wink Skończyło się to oczywiście lamentami i przeprosinami z jej strony, ale cóż, ja oczywiście wybaczyłam, po raz kolejny.   A. pod koniec liceum znalazła sobie chłopaka, przez niego nasze stosunki się ochłodziły, ale nie tylko nasze bo wszystkie przyjaciółki i kumpelki się od niej odwróciły. Do dziś z nim jest, ja go nie cierpię, widuję się z nią czasem, jak tylko czas nam pozwala, ale brakuje mi tych naszych częstych pogawędek przy kawce.
W momencie kiedy ochłodziła się moja "przyjaźń" z A. zaczęłam się mocno kumplować z M. która jest fantastyczną dziewczyną, ale niestety jest teraz za granicą więc widzimy się raz na pół roku. Z nią się świetnie rozumiałam, miałyśmy te same poglądy, ale odkąd ja wyszłam za mąż zmieniły się nasze priorytety.
Niestety odkąd wyszłam za mąż osoby które mnie otaczały pourywały kontakt z czystej zazdrości że ja mam ustabilizowane życie i jestem w szczęśliwym małżeństwie, a one nie... Paranoja... Czasami też ja zrywałam kontakt bo nie lubię uszczypliwych aluzji pod swoim adresem w rodzaju "nie ma dla nas czasu bo ma mężusia i musi z nim spędzać czas", tym bardziej że ja walczyłam o utrzymanie tego kontaktu ale wysłuchiwanie wrednych dogadywanek wypowiedzianych ironicznym tonem - podziękuję.

Na szczęście jest przy mnie ciocia z którą nie dzieli nas duża różnica wieku więc możemy o wszystkim swobodnie pogadać, mamy szczere i zdrowe relacje. Ciężko nam się umówić na pogaduchy bo i ona pracuje i ja więc mamy bardzo ograniczony czas ale jak już się spotkamy to potrafimy przegadać kilka godzin. Ja sobie bardzo cenię szczerość, zaufanie, potrafienie wysłuchać, ale nie doradzać jeśli tego w danej chwili nie chcę. Ona te wszystkie cechy posiada więc rozumiemy się bez słów. Każdemu życzę takiej osoby obok siebie.

Śmieję się na samą myśl o ludziach, którzy robią różne rzeczy myśląc, że zrobią mi na złość.

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Przyjaciółka (tudzież przyjaciel płci żeńskiej ;))

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018