Jak zostaliscie zdradzeni, czy partner/partnerka przyznal sie sam czy wszystko wydalo sie inaczej? Co najbardziej zabolalo was, czy wybaczyliscie czy nie? Jesli nie, to dlaczego? Jesli tak, jak mozecie zyc dalej z ta swiadomoscia? Co zrobic, zeby nie popelnic bledu i podjac wlasciwa decyzje?
Podobne tematy
Mój partner zdradził mnie, kiedy byłam w ciąży. Wyszedł w trakcie awantury i poszedł do 'koleżanki'. Odreagować. Wybaczyłam. Gdybym mogła cofnąć czas, postąpiłabym inaczej. Wtedy byłam szaleńczo zakochana i rozedrgana hormonami.
Z dnia na dzień wrócił do swojej byłej. Byliśmy na imprezie, na kttórej ona tez była i po prostu wyszli razem z klubu poszli do niego. Jeszcze podczas związku ze mną z nią się spotykał, dowiedziałam się od jego znajomych. Chore... ![]()
Ja nie zostałam zdradzona. Ale moim zdaniem tak nie powinno sie robić. Albo sie kogos kocha albo nie. Jeśli sie kocha to sie nie ma romansu z inna osoba. A jesli nie to i tak sie nie powinno tak robic, tylko powiedziec tej osobie wszystko i wtedy odejsc. Nie rozumiem osób które zdradzają. I nie rozumiem też tłumaczenia "obie osoby kocham". Wtedy dba sie tylko o siebie, a nie mysli o tym co bedzie czuła druga osoba
London69 też to przerobiłam..przykre:(
Pare lat temu mialam chlopaka,kiedy wyjechalam za granice okazalo sie ,ze zaczal spotykac sie z innymi dziewczynami i tak sie wszystko skonczylo. Powiedzial mi na odchodne,ze nie chcialo mu sie tak dlugo czekac na to az bede gotowa zeby mu sie oddac.
Mi się w życiu zdarzyła tylko jedna zdrada (przynajmniej ta, o której wiem
).
Dowiedziałam się kompletnie przypadkiem i w dość zabawny sposób. Mój były chodził do przedszkola z moją kuzynką i pewnym Pawłem. Podczas spotkania kuzynki z owym Pawłem padło jedno, niefortunne zdanie "A pamiętasz Filipa? No, to ja jestem teraz z laską, którą "pukał" przez ostatnie miesiące". Na co moja kuzynka zszokowana mówi mu, że przecież Filip jest w związku, który trwa ponad półtora roku - i okazało się, że dziewczyna, z którą były mnie zdradzał sądziła, że sypia z wolnym facetem, którego nie chcą kobiety, a ponadto, że... Sypia z prawiczkiem
Najśmieszniejsze było wytłumaczenie mojego byłego, który rzecz jasna najpierw wszystkiego się wyparł, a potem twierdził, że spał z nią tylko jeden raz, przy czym to ona "Wlazła mu do łóżka, przyszła rano, był śpiący, wpuścił ją, pogadali, przysnął, a jak się ocknął to ona po nim 'skakała'". Mówię Wam, w życiu się bardziej nie uśmiałam, niż wysłuchując tej bajeczki...
A dziewczynie postawiłam kawę za to, że dała mi pretekst do zostawienia tego palanta ![]()
8 2010-04-02 14:18:00 Ostatnio edytowany przez vinnga (2010-04-02 14:19:47)
Piękny wątek do opisania niepięknej historii... Myślę, że mogę zająć wysokie miejsce w tym niechlubnym rankingu... Będzie długo, ale przecież nie musicie czytać ![]()
No wiec dawno dawno temu za górami za lasami czyli styczeń 2003 w sporej podlaskiej wsi Księżniczka poznała swoją Ropuchę, którą miała nadzieję zamienić w Królewicza...
Miałam wtedy 22 latka, on 21... Ja - ambitna studentka, towarzyska, radosna optymistka. Idealistka. On - chłopaczek po zawodówce, z kilkoma wpisami w kronice policyjnej, bardzo znany w swojej miejscowości, bynajmniej nie z pozytywnych działań... Ponurak i odludek. Zaskakiwał czułością, zaangażowaniem, miałam wrażenie, że jest gotów pyłek sprzed moich trampek sprzątać. Wszyscy byli na nie, ale ja zawsze lubiłam pływać pod prąd...
Pięknie było 2 lata, potem zaczęło się psuć. Zwlekałam z decyzją o odejściu. I wtedy... wpadka. Dwie kreski na teście ciążowym, on cieszył się jak wariat.
I tu kończy się bajka i zaczyna horror. Pojechałam w delegację. Telefon od siostry - jej chłopak twierdził, że z mojego (NASZEGO) pokoju słychać babski chichot. Po powrocie zapytałam o to D. Zaprzeczył. Uwierzyłam. Kilka dni, może tygodni spokoju. D. coraz częściej wracał wstawiony lub po prostu pijany...
Pewnego dnia ok 23 usłyszałam dźwięk smsa w jego telefonie. Nigdy nie sprawdzałam jego telefonu, niczego. W końcu miałam ideały: zaufanie, wierność i takie tam. Myślałam że wszyscy je mają. Wtedy coś mnie tknęło. Przeczytałam "Dobranoc Kotku, śpij słodko". Rano, gdy wytrzeźwiał spokojnie zapytałam. Wściekł się, że grzebię mu w telefonie, powiedział, że to kolega sobie jaja robi. Przyjęłam do wiadomości. Ale potem przyszło otrzeźwienie: żaden z jego prymitywnych kolegów nie napisałby "Kotku" z dużej litery! Zaczęłam smsować z "kolegą" od kotka. Miał na imię Ania i 16 lat... Nic nie wiedziała o mnie, o naszym przyszłym dziecku. Podobno tylko z nim pisała. Potem były kolejne. W różnym wieku, z różnych miejscowości... Nic z tym nie zrobiłam. Nie umiałam. Nie potrafię tego wytłumaczyć - chyba hormony kobiecie w ciąży myślenie uniemożliwiają. W końcu D. zniknął. Szalałam z niepokoju, pojechałam go szukać do jego siostry 140 km od naszego mieszkania. Nie było go tam. Wtedy zadzwoniła kolejna dziewczyna z pytaniem czemu D się do niej nie odzywa. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że akurat z nią D. się przespał. Wróciłam do Warszawy - czekał w mieszkaniu. Nic nie tłumaczył. Jak zasnął przegrzebałam jego plecak - znalazłam fakturę z policyjnej izby wytrzeźwień. Wtedy nie wiedziałam, że policja zgarnęła go z mieszkania innej dziewczyny, która po seksie uznała, że jednak tego nie chciała i oskarżyła go o gwałt...
Pewnego dnia chciałam jechać do rodziców moim służbowym samochodem. D. wyrwał mi kluczyki twierdząc, że kobieta w ciąży nie może sama jechać tak daleko. Poszarpaliśmy się. Wyszedł trzaskając drzwiami. Z kluczykami. Pojechałam do rodziców pociągiem. Kilka dni później znów dorwałam jakiś nr z jego telefonu. Kasia, 14 lat z Mińska.. Nie chciał dać mi samochodu bo sam go potrzebował, żeby pojechać do niej... Mówiła, że się całowali, płakała do słuchawki, że przecież mówił, że ją kocha no i jak to teraz będzie? Pocieszałam dzieciaka podczas gdy serce wyło z rozpaczy...
Nikt nie zrozumie dlaczego go nie zostawiłam. Sama nie rozumiem. Były kolejne dziewczynki, wracał zawsze po północy, zawsze pijany. Praktycznie przestał się kryć. W łazience umawiał się z kolejną panienką "na kawę", telefonu nie odstępował na krok. Jeśli się do siebie odzywaliśmy to tylko po to, żeby na siebie powrzeszczeć. A ja? Radosna, pewna siebie optymistka umarła. Codziennie płakałam, uciekałam w pracę. Pracowałam po 16 godzin na dobę, mimo ciąży. Nocami wypłakiwałam się w rękaw mojego przyjaciela, czasem pozwalałam zabrać się z domu i włóczyliśmy się przez całą noc po Warszawie.
Czasem myślałam o dziecku, że robię mu krzywdę, w końcu tyle się słyszy o spokoju kobiety w ciąży... W ciąży schudłam 2 kg zamiast przytyć z 10... Mała urodziła się zdrowa. Była tak niesamowicie cicha i spokojna. Nie płakała nigdy. Widocznie obcy świat wydał jej się taki dobry i spokojny po wszystkim co czuła w brzuchu mamy...
Miesiąc po narodzinach naszego dziecka zaczęły się moje problemy zdrowotne. Organizm wykończony stresem i ciążą zastrajkował. Mała pod opieką mojej mamy a ja - kolejne szpitale. Problem z kolanem, zakrzepica, wściekły ból, przykuta do szpitalnego łóżka. Po 2 miesiącach wróciłam do domu. Po operacji, o kulach, miałam przez 6 tygodni chodzić jak najmniej. Nie dało się. Małe dziecko, ciągle sama w domu, 4 piętro bez windy. D. wracał nad ranem lub nie wracał wcale. Zaczęłam się pakować. Dziecko miało 3 miesiące kiedy się wyprowadziłam. Zamykając drzwi czułam, że zostawiam swoje marzenia, nadzieje, plany. Wychodziłam z zamkniętym sercem przysięgając sobie, że żaden facet już tam wstępu miał nie będzie. Wychodziłam zimna, bezuczuciowa, ale silna, gotowa zmierzyć się z całym światem...
Prosił, błagał o powrót. Nie mogłam wytrzymać mieszkania z rodzicami - wróciłam do stolicy, wróciłam do pracy. Prosił, błagał, żebym wróciła. Byłam zupełnie inna niż kiedyś. Było mi wszystko jedno. Wiedziałam, że nie stworzę normalnego związku z innym facetem. Za bardzo zniszczył mi poczucie własnej wartości, zdeptał moje ideały. Nie umiałam nikomu zaufać. Dałam mu szansę. Nie mieszkaliśmy już razem ale oficjalnie byliśmy parą. Dziwną ale byliśmy. Kilka miesięcy później zaczęłam obserwować dawne syndromy - ciągle telefon w ręku, coraz dłuższa praca, coraz więcej alkoholu. Napisałam mu smska z nieznanego mu nr, jakieś niezobowiązujące "cześć". Odpisał. W kilku kolejnych umówiłam się z nim na spotkanie. Pojechałam. Zdziwił się nieziemsko ale... powiedział, że akurat czekał na kolegę... Kolejne spektakularne rozstanie i znowu przeżywałam to co wcześniej. Tak samo silne uczucie walącego się świata...
3 lata zajął powrót do normalności. Wiele niewinnych osób skrzywdziłam w ślepej zemście za własną krzywdę. Dla świata wróciłam jako radosna optymistka, tym bardziej wiarygodna, że niezniszczalna... Ale pewna część mojej duszy była zamknięta. Przez 3 lata uciekałam przed zaangażowaniem, wszystkie znajomości z mężczyznami ucinałam na etapie kiedy zaczynałam czuć jakiekolwiek przywiązanie. Starałam się odnaleźć w roli matki a w międzyczasie uciekałam w pracę, alkohol, imprezki i przygodne znajomości erotyczne.
Dla facetów byłam wyzwaniem - o dziwo wielu było rycerzy, którym wydawało się, że wyzwolą Księżniczkę z jej własnej Wieży Zagubienia. Dopiero niedawno połączone siły dwóch Królewiczów: Przyjaciela i Kochanka skruszyły grubą skorupę przez lata budowaną na uczuciach. Widzę w końcu światło...
Wniosek: dziewczyny, chrońcie siebie. Jeśli facet zdradza - odejdźcie jak najwcześniej. Dopóki umiecie trzeźwo myśleć, zanim wejdziecie w świat obłędu, w którym zgubicie siebie...
Podziw dla wszystkich, którzy dotrwali do końca ![]()
vinnga podziw raczej dla Ciebie, że tak długo trwałaś w tym związku... Dobrze, że po tylu nieszczęśliwych latach w końcu wychodzisz na prostą. Dałaś mi też nadzieję, że stres i łzy jaki teraz przeżywam niekoniecznie odbiją się na dziecku, które w sobie noszę...
Anastasis - zapewne urodzisz zdrowe dziecko, które będzie dla Ciebie siłą i szczęściem. Bądź silna, kobieto. I mądra. Bo ja jestem mądra dopiero z perspektywy czasu...
Jeśli potrzebujesz czasem pogadać, z kimś kto Cię zrozumie - podaj mi w mailu swój nr gg.
Powodzenia
to ona "Wlazła mu do łóżka, przyszła rano, był śpiący, wpuścił ją, pogadali, przysnął, a jak się ocknął to ona po nim 'skakała'". Mówię Wam, w życiu się bardziej nie uśmiałam, niż wysłuchując tej bajeczki...
A dziewczynie postawiłam kawę za to, że dała mi pretekst do zostawienia tego palanta
hahahaahah ale się uśmiałam
:D pewnie on myślał że to zabrzmi dość wiarygodnie ? faceci.... ![]()
12 2010-04-02 17:08:59 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-02 21:04:27)
Vinnga, to co przeżyłaś ... brakuje mi słów, uczucie jak ogień, kochasz i giniesz, zatracasz się, a potem ze strzępków siebie budujesz siebie na nowo.
Aga, szukasz bratnich dusz ciezko ci bedzie znaleźć je , pod hasłem zdrada - to co spotkało ciebie nie było zdradą, myślę, ze powoli rozumiesz to, Twój ukochany nigdy nie przestal cie kochac.
Aguś, jest przed wami próba, aby kochać się jeszcze bardziej , wejść w siebie głębiej i bezwarunkowo oddać sobie ... kiedyś to zrozumiesz i poczujesz. Znaleźć w sobie siłę, mimo bólu a może zrodzoną w bólu, dla siebie i tego, który jest z tobą i kocha cię.
Pokazuje ci to każdego dnia.
Gdzieś wyczytałam, ze w uczuciach za jedną złą rzecz trzeba zrobić pięć razy więcej dobrego dla ukochanego aby ją zmazać...
Aguś ty dostajesz tak dużo dobra, tak jakby mąż urodził się na nowo by kochać cię bardziej - nie spieprzcie tego.
___
Myślę, że najokropniejszą zdradą dla kobiety jest gdy zabija się w niej uczucie.
La Que Sabe chyba chcialas powiedziec, zebym to ja tego nie spieprzyla. Kazdy, kto choc pobieznie zajrzal do mojego watku bez najmniejszego problemu odgadnie moje intencje. Nie umiem zapanowac nad moimi demonami. Szrpia kazdego dniamoja dusze i serce, podpowiadaja najgorsze rzeczy, sprawiaja, ze zastanawiam sie, czy zyje ze zboczencem i zwyrodnialcem, czy ze zmanipulaowanym, niewinnym czlowiekiem. Jak dlugo mozna zyc ze zwiaezeciem, jak dlugo mozna szmacic niewinnego? Demony sprawiaja, ze moje sece jest przepelnione taka nienawiscia, taka zimna rzadza zemsty i niszczenia, ze po prostu staje przed moim mezem i po cichu bez podnoszenia glosu,jedynie z niopisanym wyrzutem mowie mu jakim jest zwiaerzeciem, ze zniszczylmoje zycie, ze zawiodl moje nadzieje, ze jest zwyrodnialcem i jeszcze raz, i jeszcze raz i jeszcze raz wszystko mu przypominam. I kiedy zrzuce juz na niego tyle ile sie da mojej goryczy, na chwile odzyskuje spokoj, burza w mojej glowie sie uspokoja a ja znow jasno i wyraznie widze, jak bardzo go kocham. A potem przez jakis czas znow jest cudownie, znow czuje te wszystkie malenkie cudowne przyczyny, dla ktorych go kocham,znow czuje sie bezpieczna jak dawniej.... A potem demony znow sie budza i gnebia mnie tak dlugo, az znow ide wylewac goryczna mojego meza... Jak dlugo tak mozna? Szukam kogos,ktoprzezylcos podobnego choc w najmniejszym stopniu, bo nie wiem jak opanowac swoje uczucia, te negatywne, ktore powoli zabijaj te wlasciwe,najpiekniejsze. La, chcialabym miec Twoja madrosc i sile, choc i TY masz swoje demony. Dzis kocham Go nad zycie, a jutra sama sie boje
14 2010-04-05 19:12:11 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-05 22:11:48)
Aga, dopóki nie pokochasz swoich demonów, nie oswoisz ich dając im dobre jedzonko
i patrząc, im prosto w oczy dopóty będziesz się szarpać... Myślę, że czas i mądrość będą twoimi sprzymierzęńcami.
15 2010-04-05 19:36:11 Ostatnio edytowany przez onaonaonaona (2010-04-05 19:37:39)
Nie byliśmy wtedy ze sobą dlugo, ale byliśmy. Wiedział jak mi na Nim zależało. Pracował jako stróż w barze i tam pewnego wieczoru podobno calkiem przypadkiem znalazla sie pewna dziewczyna z 2 panami. Byla pija, panowie sobie poszli a ona nie miala gdzie iść... Oczywiście mój wspaniały wtedy chlopak musial jej pomoc i wziął ją do siebie do mieszkania, bo biedaczka nie miala sie gdzie podziac;D
Potem rano gdy się juz z Nią przespał jak zwykle rano wszedl na gg, zeby do mnie cos napisac i napisał mi ze ma GOŚCIA
to mu napisalam ze mu w takim razie nie przeszkadzam, a on na to ze ona spi u niego;D wierzyć mi się nie chcialo ze ma jakias laske u siebie, to ten glupek zaproponowal ze zrobi jej zdjecie jak spi w jego lozku i wysle mi ne emaila;D no i wyslal... co za pfff słow brak, potem przez polroku mi wmawial ze sie z nia nie przespal tylko jej pomogl, ;D
No to skad pewnosc,ze sie z nia przespal? ![]()
Witam!
Czytam wasze historie i zdaje sobie sprawę jak ciężko jest pojąć jaki to musiał byc dla was cios.
Przeżyłam w swoim życiu zdradę... ale z innej perspektywy niż wy, ponieważ to nie ja zostałam zdradzona ( po części) lecz moja mama , przez mojego ojca . Byłam wtedy mała , miałam ok 9 lat. To były ciężkie chwile dla nas, pamiętam cierpienie mojej mamy ... Mimo bólu i zarazem złości była w stanie spotkać się z kochanką mojego taty ( w nawiasie , wtedy jej przyjaciółką ... )i prosić ją o to by z niego zrezygnowała , by pozwoliła mu wrócić do rodziny. Wszystko pamiętam jak urywki filmu , ale wystarczająco by nie móc o tym zapomnieć. Wtedy nie potrafiłam wszystkiego zrozumieć... teraz wiem jak mojej mamie było cięzko , była na skraju załamania , mimo to była silna , dla mnie nie zmieniała nazwiska , żebyśmy miały te same... podziwiam ją , że wyszła na prostą. Przyznam , ze mi również było ciężko, mój świat przewrócił się do góry nogami, zaczęły się bezsenne noce, nerwy , aż w końcu psycholog , ale dałyśmy razem rade. To długa historia...
Aż w końcu moja mama poznała obecnego męża i przyznam , ze na początku cięzko było mi go zaakceptować ale z czasem był mi momentami bliższy niż ojciec .
Teraz mimo iż minęło już sporo czasu czuje , ze to wszystko siedzi we mnie ... ciężko jest mi w 100% zaufać swojemu chłopakowi mimo , ze jesteśmy razem juz 3 lata i bardzo go kocham to gdzieś w środku czuje obawę, boje się zaufać. Drugi problem pojawia się wtedy gdy jade do taty i musze normalnie rozmawiać z kobietą , która zrujnowała nam życie , musze znosić jej szcztuczną dobroć,musze na nią patrzeć ...
No to skad pewnosc,ze sie z nia przespal?
Po jakimś czasie "sumienie" nie dawało mu spokoju i się przyznał, że się z Nią przespał i "że nawet fajnie było i nie żałuje" ![]()
paulina20 napisał/a:No to skad pewnosc,ze sie z nia przespal?
Po jakimś czasie "sumienie" nie dawało mu spokoju i się przyznał, że się z Nią przespał i "że nawet fajnie było i nie żałuje"
jakim to trzeba być ograniczonym..
brak słów..
paulina20 napisał/a:No to skad pewnosc,ze sie z nia przespal?
Po jakimś czasie "sumienie" nie dawało mu spokoju i się przyznał, że się z Nią przespał i "że nawet fajnie było i nie żałuje"
Palant....
Czasami myślę, że takie doswiadczenie jest w życiu potrzebne( mi było), żeby potrafiło sie docenić kogoś, kto potem stanie nam na drodze i będziemy dla niego/niej wyjątkowi. Faktem jest, że ciężko jest zaufać po zdradach fizycznych bądź "platonicznych", ale życie to ciągła nauka. Są ludzie, którzy nigdy nie docenią tych co ich kochają i zdradzają, ale uważam, że to do nich wróci i sami kiedyś beda w takiej sytuacji, albo zostaną sami bo nikt nie bedzie chciał z nimi być..
22 2013-05-20 14:07:09 Ostatnio edytowany przez supermassive (2013-05-20 14:11:04)
Bardzo kłóciłam się z moim facetem. Doszło do mega awantury. Wiedzialam, że coś jest nie tak z moim zachowaniem - w pierwszej kolejności psychiatra, na szczeście mądry, bo zamiast przepisać proszki wysłal mnie do endokrynologa. Tam diagnoza - noradrenalina i adrenalina na poziomie konia wyścigowego. USG - guz nadnercza.W tym czasie przepraszałam partnera, prosiłam o czas. Jak jechałam do szpitala na zabieg, wział mojego psa, tego ranka jeszcze się kochaliśmy. W szpitalu byłam ok 10 dni. Ani raz do mnie nie przyjechał. Kiedy wyszłam ze szpitala, wróciłam obolała, przyjechał i bez słowa zostawił mi psa. Nie chciał ze mną gadać. 3 dni później dowiedziałam się, że jak byłam w szpitalu zaczął się spotykać z inną dziewczyną. Byłam zdruyzgotana, załamana, na to wszystko przyszły wyniki z histopatologii i masakra. To był najczarniejszy okres w moim życiu. Zmagałam się ze świadomością śmierci, a mój facet spotykał się z kimś innym, mówiąc, że jest miła i dobra, nie tak jak ja. Ciosem było, kiedy powiedzial mi,że z nia spał i dla niego było to ostatnie łamanie granic. Nie chciałam żyć, nie podjęłam leczenia. Było mi wszystko obojętne.
Cały czas mimo wszystko rozmawialiśmy, nawet nie miałam w tym szoku i traumie siły się wściekac. Tylko bolało. Wrócił po 2 miesiącach. Zachowanie tłumaczył nagromadzoną złością i desperacją w odcięciu się- inna kobieta miała mu to ułatwić. Kiedy jednak porównał ją do mnie, przyszło otrzeźwienie. Przyjęłam go. Cieszyłam się z tego.
No a potem przyszedł właściwy boom emocjonalny- co on mi zrobił. Było cieżko, nienawiść sięgnęła zenitu. Starał się, a im bardziej się starał, tym bardziej dostawałam wścieklizny. Groził odejściem, uspokajałam się.
Horror trwa do dnia dzisiejszego. 8 -mcy od zdrady.
Sprowadził panienkę z internetu, z portalu erotycznego, na który zarejestrował się "dla jaj, żeby się pośmiać". Wyjechałam na weekend - banalna historia: wróciłam wcześniej niż mu mówiłam, bo chciałam zrobić mu niespodziankę, wpadłam do mieszkania z samego rana, a oni baraszkowali w najlepsze, ona w moim łóżku, pościeli i w mojej seksownej koszulce nocnej dojeżdżająca mojego faceta. On spojrzał przerażony na mnie i niewiele myśląc wyjechał mi z tekstem: "Kochane to tylko żarty". Nie chcę tu opisywać szczegółów mojego upokorzenia, generalnie wybiegłam z mieszkania. Ostatecznie rozstaliśmy się i natychmiast się wyprowadziłam. Widać nie mam poczucia humoru.
Faceci to świnie, nie wszyscy, ale nie potrafią żyć z jedną kobietą...
LadyCampari- ja tez zlapalam bylego meza na goracym u siebie w domu , nikomu tego nie zycze.
to teraz ja
moj Jm zdradzil mnie z nimfomanka.. Chyba malo wartosciowy z niego facet skoro wzial taka latwizne.. O wszystkim dowiedziaalm sie na fb przez jakiegos informatora.. Zaczelam byc ostrozna i szperac w jego prywtnych rzeczach... Wydrukowalam maile ktore podalam mu na talerzu zamiast obiadku .. Zakonczylam malzenstwo.. A w tym wszystkim smieszne bylo jego dlumaczenie.. Spytalam dlaczego?? Bo mi sie nudzilo hahah i tym sposobem z nudow zakonczyl nasze 10 lat porazki.. Mysle ze z nudow mogl sobie przytrzasnac w drzwiach ale wolal inna koncepcje.. Co czulam? Na pocztaku bol teraz szczescie...