Witam, mam problem z moim chłopakiem rok starszym chłopakiem. Jesteśmy razem już rok czasu. On ma 25 lat, kiedy go poznawałam(rok temu) kończył studia techniczne - mechanikę i budowę maszyn, jednak po skończeniu nawet takiego technicznego kierunku miał olbrzymi problem ze znalezieniem sensownej pracy, pomimo zapewnień, że wszystko wkrótce się ułoży. Obiecał mi również, że zrobi w końcu prawo jazdy i kupi auto, bo do tej pory tego nie zrobił(a miał już wtedy 24 lata!!!), planowaliśmy też wspólne wakacje(mieliśmy jechać w tym roku ale o tym za chwilę). Wszystko było super, wysyłał CV, chodził na rozmowy i nic! Przesiedział chyba z 3 miesiące na bezrobociu a potem poszedł do pracy za niewiele ponad najniższą krajową w akcie desperacji. Wytrzymał w 3 miesiące i rzucił bo stwierdził, że "za grosze nie będzie tyrał"
Już wtedy nie spodobało mi się bardzo to zachowanie, bo nawet nie spróbował zdobyć podwyżki, postarać się - to jedna kwestia. A druga byla taka, że rzucił prace przed znalezieniem kolejnej, ba, nawet sobie ogłoszeń nie sprawdził. Nagle oznajmił mi, że idzie na kurs informatyczny, na którym nauczą go tworzenia stron i czegoś tam. Gdy powiedział mi ile to kosztuje to prawie zemdlałam. Kurs za 12 tysięcy - 2 miesiące intensywnej nauki, po której rzekomo miał bez problemu dostać pracę za 5000 miesięcznie jako informatyk. No tu już mi się zapaliła poteżna czerwona lampka, zwłaszcza gdy przeczytałam sobie opinie w internecie i pisali, że to naciąganie i wyciąganie kasy od naiwniaków. Rozmawiałam z nim na ten temat, tłumaczyłam, że gdyby to było takie proste to każdy zrobiłby sobie kurs i zarabiał taką super kasę, prosiłam aby 3 razy się zastanowił, nie posłuchał.
Poszedł na ten kurs, uczył się rzeczywiście przez cały marzec i kwiecien, po kursie zapewniali go, że znalezienie pracy to lada moment. Od kwietnia do teraz wysłał ponad 100 albo nawet i 200 CV i zaprosili go tylko na ... 3 albo 4 rozmowy o pracę, której nie dostał. Od maja do teraz siedzi na bezrobociu i wysyła CV za CV, organizatorzy kursu ciągle pocieszają, że w końcu mu się uda a on dalej nie pracuje, rodzice dają mu kasę na "kredyt", o pójściu do normalnej pracy nawet nie myśli.
Z czym mam problem? Mój chłopak jest strasznie niezaradny finansowo ale najgorsze jest to, że nie dotrzymuje obietnic. Miał zrobić w końcu prawo jazdy i kupić auto, wstyd mi czasami, że muszę go wszędzie wozić, a tu lekarz a tu fryzjer bo rozkład autobusów mu "nie pasuje...". Mieliśmy w tym roku jechać na 2 tygodnie do Grecji ze znajomymi - oczywiście nie pojechaliśmy, bo całe oszczędności wydał na ten swój kurs.
Poza tym to naprawdę dobry chłopak, ułożony, porządny, nie imprezuje, nie pali, nie pije. Ale nie mogę z nim zaplanować przyszłości, bo on w ogóle mnie nie słucha, zawsze próbuję mu doradzać ostrzegam, a on i tak robi po swojemu i wychodzi na tym BEZNADZIEJNIE. Gdy próbuje mu pomóc to krzyczy i wrzeszczy na mnie, że go nie rozumiem i chce nim rządzić, a potem robi po swojemu i jest w czarnej dupie - 25 lat, na utrzymaniu rodziców, bez pracy, oszczędności, auta a to wszystko dlatego, że jest uparty i nie chce mnie słuchać.