Cześć, jestem tu nowa, szukam wsparcia i rad jak się pozbierać po tym co się stało.
Kilka tygodni temu wyprowadził się ode mnie mąż. Jeszcze rok od ślubu nie minął. Podobno nie ma nikogo na boku, ot różnica charakterów i czuł się przytłoczony moją osobą. Stwierdził, że tak będzie lepiej, pomimo mojego sprzeciwu (nie toleruję dezercji, problemy małżeńskie rozwiązuje się wspólnie w małżeństwie, a nie ucieka z pola bitwy)
Podobny numer wywinął 3 lata, po zaręczynach - wtedy wplątała się w to osoba trzecia. Po 7 miesiącach wrócił z podkulonym ogonem, a ja dałam "ostatnią" szansę. Myślałam, że coś przemyślał, dojrzał, wyciągnął wnioski.
Znamy się 11 lat, więc nasze charaktery nie są dla nas niespodzianką. Uważałam, że wiemy czego możemy się po sobie spodziewać, a po ślubie nie zamieniłam się w większą "wiedźmę" niż byłam przed
W moim odczuciu nawet przeciwnie. Faktem jest, że oboje mieliśmy trudne dzieciństwo i to rzutuje na problemy w komunikacji. Zgadzam się też, że nie pracowaliśmy nad tym wystarczająco sumiennie i to jest coś od czego trzeba by zacząć poprawę relacji, ALE...
Obecnie, mieszka osobno, odwołał wszystkie nasze wyjazdy wakacyjne (bo nie ma ochoty wyjeżdżać, zamiatać wszystkiego pod dywan, choć wie, że wspólny wyjazd mógłby pomóc relacji). Nie chce wrócić, kontakt jest nawiązywany tylko z mojej strony, brak inicjatywy z jego. Twierdzi, że aktualnie odpoczywa i nie wie kiedy wróci, czy wróci. Spędza czas z kolegami po knajpach, itd. Rozważa wszystkie opcje, łącznie z rozwodem. Nie ukrywam, że rozwód jest wbrew moim przekonaniom (mamy ślub kościelny i przysięgę traktuję poważnie), ale czuję się na tyle zniszczona i wymęczona psychicznie, że zaczynam się zastanawiać nad samodzielnym podjęciem decyzji, bez oczekiwania aż jego proces myślowy się zakończy. Jak to ujął - ma zamiar się zastanowić na spokojnie, samemu, w swoim tempie, tak, żeby być pewnym swojej decyzji w 100%, a nie tak jak 3 lata temu na szybko (przypomnę - 7 miesięcy o zgrozo). Przed psychologiem się broni, może pójdzie, może nie, w sumie nie wie. Odpowiedź na każde pytanie TAK/NIE jest NIE WIEM. Czuję jakbym mówiła do ściany. Wszystkie moje próby ratowania małżeństwa i tłumaczenia w jego rozumowaniu są "braniem na litość, manipulowaniem, czczym gadaniem, zawsze musi być po Twojemu". Brak mi już argumentów, sił i powoli chęci ...