netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

odszedł po roku małżeństwa

23 odpowiedzi3 106 wyświetleńzałożony przez abstrakcja90, 28.07.2018

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » odszedł po roku małżeństwa

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

1

Temat: odszedł po roku małżeństwa

Cześć, jestem tu nowa, szukam wsparcia i rad jak się pozbierać po tym co się stało.

Kilka tygodni temu wyprowadził się ode mnie mąż. Jeszcze rok od ślubu nie minął. Podobno nie ma nikogo na boku, ot różnica charakterów i czuł się przytłoczony moją osobą. Stwierdził, że tak będzie lepiej, pomimo mojego sprzeciwu (nie toleruję dezercji, problemy małżeńskie rozwiązuje się wspólnie w małżeństwie, a nie ucieka z pola bitwy)

Podobny numer wywinął 3 lata, po zaręczynach - wtedy wplątała się w to osoba trzecia. Po 7 miesiącach wrócił z podkulonym ogonem, a ja dałam "ostatnią" szansę. Myślałam, że coś przemyślał, dojrzał, wyciągnął wnioski.
Znamy się 11 lat, więc nasze charaktery nie są dla nas niespodzianką. Uważałam, że wiemy czego możemy się po sobie spodziewać, a po ślubie nie zamieniłam się w większą "wiedźmę" niż byłam przed wink W moim odczuciu nawet przeciwnie. Faktem jest, że oboje mieliśmy trudne dzieciństwo i to rzutuje na problemy w komunikacji. Zgadzam się też, że nie pracowaliśmy nad tym wystarczająco sumiennie i to jest coś od czego trzeba by zacząć poprawę relacji, ALE...

Obecnie, mieszka osobno, odwołał wszystkie nasze wyjazdy wakacyjne (bo nie ma ochoty wyjeżdżać, zamiatać wszystkiego pod dywan, choć wie, że wspólny wyjazd mógłby pomóc relacji). Nie chce wrócić, kontakt jest nawiązywany tylko z mojej strony, brak inicjatywy z jego. Twierdzi, że aktualnie odpoczywa i nie wie kiedy wróci, czy wróci. Spędza czas z kolegami po knajpach, itd. Rozważa wszystkie opcje, łącznie z rozwodem. Nie ukrywam, że rozwód jest wbrew moim przekonaniom (mamy ślub kościelny i przysięgę traktuję poważnie), ale czuję się na tyle zniszczona i wymęczona psychicznie, że zaczynam się zastanawiać nad samodzielnym podjęciem decyzji, bez oczekiwania aż jego proces myślowy się zakończy. Jak to ujął - ma zamiar się zastanowić na spokojnie, samemu, w swoim tempie, tak, żeby być pewnym swojej decyzji w 100%, a nie tak jak 3 lata temu na szybko (przypomnę - 7 miesięcy o zgrozo). Przed psychologiem się broni, może pójdzie, może nie, w sumie nie wie. Odpowiedź na każde pytanie TAK/NIE jest NIE WIEM. Czuję jakbym mówiła do ściany. Wszystkie moje próby ratowania małżeństwa i tłumaczenia w jego rozumowaniu są "braniem na litość, manipulowaniem, czczym gadaniem, zawsze musi być po Twojemu". Brak mi już argumentów, sił i powoli chęci ...

2

Odp: odszedł po roku małżeństwa

Czasami trzeba w życiu odpuścić i popłynąć z prądem, bo kijem Wisły nie zawrócisz. Wbrew wszystkiemu, a zawłaszcza mężowi, chcesz udowodnić, że uratujesz to małżeństwo? Po co ci taki mąż, nawet po ślubie kościelnym, który bardziej przypomina dezertera z wojska, ciągle  chwytanego przez komando i przyprowadzanego karnie do jednostki, do szeregu? Ani z takiego dezertera dobry żołnierz, ani z takiego faceta mąż. Nic na siłę...

Za dużo w nim tego "nie wiem", "nie chcę", "zobaczę". Facet ewidentnie zapomnial dojrzeć przez te 11 lat waszego związku, nie umiał podejmować przemyslanych decyzji i teraz są tego efekty. Ocknął się rok po slubie, że to nie jego bajka...

Wiem, że to bardzo boli, ale ty też pomyśl o sobie.. O swojej  wartości, godności i dumie. Są to walory, które kiedy ktoś zdepcze, bardzo trudno je w sobie odbudować, a ty własnie pozwalasz mężowi robić jatkę ze swojego życia i do tego zasłaniasz się czymś, co dla niego nie ma żadnej ceny. 

Jest taka piosenka "Bo do tanga trzeba dwojga"...

Ktoś musi nosić spodnie w związku, tutaj padło na ciebie. Daj mu odejść, skoro tak tego pragnie.

Trzymaj się.

3

Odp: odszedł po roku małżeństwa

Hej,
NIgdy nie byłam w takiej sytuacji, ale swoje już przeżyłam i życie mnie nauczyło jednego - żadnych relacji międzyludzkich nie da się tworzyć na siłę. Czy to przyjaźń, czy koleżeństwo czy właśnie miłość. Jak czujesz, że druga osoba tego nie chce ( a tu masz to podane na talerzu ) to niestety nic się z tym nie da zrobić a Twoje starania i odzywanie się do niego tylko pogarsza sytuacje  - On ma Ciebie coraz bardziej dosyć a Ty masz o sobie coraz gorsze mniemanie i tracisz do siebie szacunek. To droga do nikąd. Najlepsze co możesz zrobic dla siebie ( choć zdecydowanie nie najłatwiejsze) to odpuścić. Niech się gość łaskawie zastanawia a Ty się zajmij sobią. Jak trzeba to skasuj jego numer, żeby Cię nie korciło. Umów się z koleżankami, zrób sobie miłą kąpiel, idź na masaż, kup dobrą książkę. Na początku będziesz się do tego wszystkiego zmuszać, ale po czasie będziesz znajdywała w tym pocieszenie i ukojenie. Spędzanie życia nad zastanawianiem się czy Gość raczy się odezwać i do Ciebie wrócić to jakaś pomyłka - nic dobrego Ci nie przyniesie, nawet jeśli Ci się tak wydaje. A jeżeli człowiek po 11 latach zastanawia się czy chce z Tobą być czy nie to niech się goni. Daj mu spokój - jak się ogarnie to już wedle własnego uznania - daj mu szanse i pogoń, ale póki co też zrób przerwę.

Bardzo Ci współczuję i życzę żebyś była dzielna i silna smile Dasz radę! Powodzenia!

4

Odp: odszedł po roku małżeństwa

Skoro tamta szansa była ostania to nad czym się zastanawiasz?
Chcesz czekać, aż on w końcu skończy związek? Jak nie teraz, to za kilka lat znowu go weźmie na watpliwodci.

Gdybyś go wtedy  nie przyjęła, nie miałabys problemu z przysięgą, bo by do ślubu nie doszło.
Jak teraz go przyjmiesz to przy nastepnym razie do problemu przysięgi moze dojść jeszcze dziecko.

Ja bym jasno powiedziała, że jedną szansę dostał. Z godnością pierwsza bym wysłała pozew, nie czekając, aż on to zrobi pierwszy.

5

Odp: odszedł po roku małżeństwa

Dziękuję dziewczyny za odpowiedzi. Każda z Was ma rację tak naprawdę. I w momentach, gdy rozum dochodzi do władzy myślę podobnie.
Trudno jednak przekreślić mi ot tak 11 wspólnych lat i wiele miłych wspomnień.
W słabszych momentach obwiniam również siebie za rozwój sytuacji. Że mogłam odpuścić, że mogłam się czegoś nie czepiać, ugryźć się w język. Że może rzeczywiście nie dostrzegałam sygnałów, które mi daje, itp itd. Z drugiej strony nikt nie jest ideałem i jego wady/przyzwyczajenia nigdy nie spowodowałyby mojej wyprowadzki, bo "widziały gały co brały".

Sprawił, że czuję się winna i analizuję swoje zachowania, a przecież to on odszedł i traktuje mnie z buta. Poza tym dobrze wie, co sprawi mi przykrość, więc afiszuje się ze swoim życiem na portalach społecznościowych - to zdjęcie z męskiego wypadu, to zdjęcie z obiadu u koleżanki... obrączkę też już ściągnął jak dało się zauważyć. Żałosne i na pokaz, ale boli. Powtarza się schemat z poprzedniej ucieczki.

Widzę jeszcze szansę w terapii u psychologa, indywidualnej lub małżeńskiej, ale tak jak mówicie, z koniem nie będę się kopać. Nikogo nie da się zmusić.
Taaaaak, odzywa się czasem we mnie Matka Teresa, żeby pomóc biednemu, zagubionemu misiaczkowi, który zapomniał, co jest w życiu najważniejsze.

To nie ma zupełnie sensu. Czasami się zastanawiam co tacy mężczyźni mają w głowie ...

6

Odp: odszedł po roku małżeństwa
Salomonka napisał/a:

Za dużo w nim tego "nie wiem", "nie chcę", "zobaczę". Facet ewidentnie zapomnial dojrzeć przez te 11 lat waszego związku, nie umiał podejmować przemyslanych decyzji i teraz są tego efekty. Ocknął się rok po slubie, że to nie jego bajka...

Zgadzam się z powyższym. Już jego odejście sprzed 3 lat dawało dużo do myślenia, zwłaszcza, że pojawił się ktoś trzeci. Obawiam się, że nie wrócił dlatego, bo przemyślał, tylko dlatego, że tam mu nie wyszło. Wrócił więc na "stare śmieci", najwyraźniej bez przekonania. Decyzji o ślubie też zapewne nie przemyślał, może czuł się zobligowany po tylu wspólnych latach? Niestety, jego niedojrzałość bije po oczach, podobnie jak brak miłości do Ciebie.
Tutaj żadna wspólna terapia nie pomoże, jeśli już, to pomyśl raczej o terapii dla siebie. Uważam, że nie ma sensu reanimować trupa, tymbardziej dawać mu kolejną szansę, gdyby znowu pojawił się zbłąkany i skruszony, szkoda czasu i życia. Zadbaj o siebie i nie czekając na jego decyzję, weź sprawy w swoje ręce.

7 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-07-28 19:02:33)

Odp: odszedł po roku małżeństwa
abstrakcja90 napisał/a:

Widzę jeszcze szansę w terapii u psychologa, indywidualnej lub małżeńskiej, ale tak jak mówicie, z koniem nie będę się kopać. Nikogo nie da się zmusić.
Taaaaak, odzywa się czasem we mnie Matka Teresa, żeby pomóc biednemu, zagubionemu misiaczkowi, który zapomniał, co jest w życiu najważniejsze.

.

Od czegoś  trzeba zacząc, więc zacznij od siebie. Terapia indywidualna u sprawdzonego terapeuty jak najbardziej wskazana.

Misio zapomnial, co jest w życiu najważniejsze? Przecież on realizuje swoje pomysły, robi wszystko by się czuć dobrze samemu ze sobą. To ty zapomnialaś, co jest w życiu najważniejsze i od nastu lat próbujesz udowodniać całemu światu, że misio zbłądził, ale wróci i wciąż będzie jak dawniej.
Nie będzie... Masz tego jasne sygnały z jego strony..

Nie matkuj mu, bo tylko matka wybacza wszystko. W zdrowym związku ludzi dojrzałych istnieje coś takiego, jak pewnego rodzaju umowa. Wiadomo co można, a poza jakie granice posunąć się nie wolno.  Jesli misio zerwał się ze smyczy i nie zamierza wracać, to puść go wolno!


Jest takie powiedzenie; Jesli puścisz wolno i to do ciebie wróci, znaczy jest twoje... Jesli nie wróci, nigdy twoje nie było.

Czas chyba, abys pomyslała nieco o sobie. Nie ganiała za nim, nie sprawdzała jego kont społecznościowych, nie pompowala jego durnego ego. Odpuść i pokaż, że ty też masz plany na życie, że nie wszystko obraca się wokól niego. Chyba, że jesteś od niego uzależniona, to wtedy potrzeba jest ci odpowiednia kuracja.

Jesteś?

8

Odp: odszedł po roku małżeństwa

Powinnaś gościa kopnąć bardzo mocno w cztery litery, a nie go żałować. To jakiś ekstremalny egoista, który ani przez moment nie pomyślał o Tobie. Zapewne facet doskonale wie, jakie masz podejście do małżeństwa i że poważnie to traktujesz, a jednak miał to tak głęboko w d..pie, żeby wziąć z Tobą ślub, chociaż nie był wcale do końca przekonany, czy chce. (Być może właśnie z tamtą drugą mu nie wyszło). Teraz koleś beztrosko zrobi z Ciebie rozwódkę i ma kompletnie wyje..ane, jak Ty się z tym czujesz. Takie są niestety fakty.

9

Odp: odszedł po roku małżeństwa

Macie rację dziewczyny. Egoistyczne podejście aż bije od niego, sama mu to powiedziałam zresztą.
Zgodnie z moimi przekonaniami to mąż jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie. To jest nie tyle kwestia uzależnienia co lojalności z mojej strony.
Ale zadałam mu pytanie do przemyślenia (na resztę nowego życia), czy dla niego żona jest na pierwszym miejscu wink

Z tamtą laską było tak, że to ona w pewien sposób nakręciła go przeciwko mnie (miał coś tam w głowie i ona to podsycała) i on ją kopnął w tyłek, gdy przejrzał na oczy. Ona jeszcze za nim łaziła, wydzwaniała, a on uciął kontakt. A potem jeszcze kilka miesięcy się zbierał, czy się do mnie odezwać, co mogło świadczyć, że odpowiedzialny proces myślowy przebiega. I tej odpowiedzialności starczyło na 3 lata.

Stwierdził, że poczuł się "mały" przy mnie, że mam mocny charakter i on obecnie już nie ma siły (walczyć o pozycję w stadzie??). Ale mojego mocnego charakteru nie wyciągnęłam z szafy po babci, taki był od 11 lat, więc heloł.
Poza tym nie trzymałam go na smyczy ani w klatce, wychodził z kolegami częściej niż ja, wracał później niż ja, a w domku posprzątane, ugotowane, wyprane.

Niemniej w momencie, gdy czuje się "mały" to wystrzeliwuje się w kosmos, znika, robi co chce, w ten sposób rosnąc i się dowartościowując (wiedząc, że ja odchodzę od zmysłów), aż znowu zatęskni,aż odezwą się jakieś wyrzuty sumienia i wraca skruszony. Niezła gratka dla terapeuty.

Faktem jest, że już psychicznie wysiadam i fizycznie częściowo też, więc zgodzę się z Wami, że pora zająć się sobą. To jest dorosły człowiek i bierze odpowiedzialność za swoje decyzje. Ja też się wystrzelę w kosmos (a konkretnie w ciepłe kraje) w przyszłym tygodniu i mam to wszystko w d**ie.

10

Odp: odszedł po roku małżeństwa
abstrakcja90 napisał/a:

Cześć, jestem tu nowa, szukam wsparcia i rad jak się pozbierać po tym co się stało.

Kilka tygodni temu wyprowadził się ode mnie mąż. Jeszcze rok od ślubu nie minął. Podobno nie ma nikogo na boku, ot różnica charakterów i czuł się przytłoczony moją osobą. Stwierdził, że tak będzie lepiej, pomimo mojego sprzeciwu (nie toleruję dezercji, problemy małżeńskie rozwiązuje się wspólnie w małżeństwie, a nie ucieka z pola bitwy)

Podobny numer wywinął 3 lata, po zaręczynach - wtedy wplątała się w to osoba trzecia. Po 7 miesiącach wrócił z podkulonym ogonem, a ja dałam "ostatnią" szansę. Myślałam, że coś przemyślał, dojrzał, wyciągnął wnioski.
Znamy się 11 lat, więc nasze charaktery nie są dla nas niespodzianką. Uważałam, że wiemy czego możemy się po sobie spodziewać, a po ślubie nie zamieniłam się w większą "wiedźmę" niż byłam przed wink W moim odczuciu nawet przeciwnie. Faktem jest, że oboje mieliśmy trudne dzieciństwo i to rzutuje na problemy w komunikacji. Zgadzam się też, że nie pracowaliśmy nad tym wystarczająco sumiennie i to jest coś od czego trzeba by zacząć poprawę relacji, ALE...

Obecnie, mieszka osobno, odwołał wszystkie nasze wyjazdy wakacyjne (bo nie ma ochoty wyjeżdżać, zamiatać wszystkiego pod dywan, choć wie, że wspólny wyjazd mógłby pomóc relacji). Nie chce wrócić, kontakt jest nawiązywany tylko z mojej strony, brak inicjatywy z jego. Twierdzi, że aktualnie odpoczywa i nie wie kiedy wróci, czy wróci. Spędza czas z kolegami po knajpach, itd. Rozważa wszystkie opcje, łącznie z rozwodem. Nie ukrywam, że rozwód jest wbrew moim przekonaniom (mamy ślub kościelny i przysięgę traktuję poważnie), ale czuję się na tyle zniszczona i wymęczona psychicznie, że zaczynam się zastanawiać nad samodzielnym podjęciem decyzji, bez oczekiwania aż jego proces myślowy się zakończy. Jak to ujął - ma zamiar się zastanowić na spokojnie, samemu, w swoim tempie, tak, żeby być pewnym swojej decyzji w 100%, a nie tak jak 3 lata temu na szybko (przypomnę - 7 miesięcy o zgrozo). Przed psychologiem się broni, może pójdzie, może nie, w sumie nie wie. Odpowiedź na każde pytanie TAK/NIE jest NIE WIEM. Czuję jakbym mówiła do ściany. Wszystkie moje próby ratowania małżeństwa i tłumaczenia w jego rozumowaniu są "braniem na litość, manipulowaniem, czczym gadaniem, zawsze musi być po Twojemu". Brak mi już argumentów, sił i powoli chęci ...


a ja to widzę zupełnie inaczej.

serio związek to dla Ciebie poligon i pole walki, z którego nie będziesz tolerowala dezercji?
i co? rozstrzelasz go jak ucieknie? postawisz przed sądem? wsadzisz do aresztu?
wiesz jak to brzmi?
może i jemu nie mówisz tego wprost, ale takie podejście czuć. i nie jest ono fajne.

jego decyzje są niedojrzałe i głupie, no chyba ze robi to co Ty chcesz i wszystko idzie po Twojej myśli.
skoro kiedyś byłaś większą jedzą, to pewnie jeszcze bardziej konsekwentie niż teraz dążyłaś do wypełnienia swojego planu. a gdzie w tym wszystkim był on?
moze nawet Cie kochal na poczatku, chcial zebys byla szczęśliwa, więc zgadzal sie na rozne rzeczy.

a teraz nawet uwolnić sie od Ciebie nie moze, bo ciagle nie dajesz mu spokoju, choc wyraznie powiedział, że potrzebuje sobie przemyśleć rozne rzeczy na spokojnie.

i co Ty na to? wink

11

Odp: odszedł po roku małżeństwa
_v_ napisał/a:
abstrakcja90 napisał/a:

Cześć, jestem tu nowa, szukam wsparcia i rad jak się pozbierać po tym co się stało.

Kilka tygodni temu wyprowadził się ode mnie mąż. Jeszcze rok od ślubu nie minął. Podobno nie ma nikogo na boku, ot różnica charakterów i czuł się przytłoczony moją osobą. Stwierdził, że tak będzie lepiej, pomimo mojego sprzeciwu (nie toleruję dezercji, problemy małżeńskie rozwiązuje się wspólnie w małżeństwie, a nie ucieka z pola bitwy)

Podobny numer wywinął 3 lata, po zaręczynach - wtedy wplątała się w to osoba trzecia. Po 7 miesiącach wrócił z podkulonym ogonem, a ja dałam "ostatnią" szansę. Myślałam, że coś przemyślał, dojrzał, wyciągnął wnioski.
Znamy się 11 lat, więc nasze charaktery nie są dla nas niespodzianką. Uważałam, że wiemy czego możemy się po sobie spodziewać, a po ślubie nie zamieniłam się w większą "wiedźmę" niż byłam przed wink W moim odczuciu nawet przeciwnie. Faktem jest, że oboje mieliśmy trudne dzieciństwo i to rzutuje na problemy w komunikacji. Zgadzam się też, że nie pracowaliśmy nad tym wystarczająco sumiennie i to jest coś od czego trzeba by zacząć poprawę relacji, ALE...

Obecnie, mieszka osobno, odwołał wszystkie nasze wyjazdy wakacyjne (bo nie ma ochoty wyjeżdżać, zamiatać wszystkiego pod dywan, choć wie, że wspólny wyjazd mógłby pomóc relacji). Nie chce wrócić, kontakt jest nawiązywany tylko z mojej strony, brak inicjatywy z jego. Twierdzi, że aktualnie odpoczywa i nie wie kiedy wróci, czy wróci. Spędza czas z kolegami po knajpach, itd. Rozważa wszystkie opcje, łącznie z rozwodem. Nie ukrywam, że rozwód jest wbrew moim przekonaniom (mamy ślub kościelny i przysięgę traktuję poważnie), ale czuję się na tyle zniszczona i wymęczona psychicznie, że zaczynam się zastanawiać nad samodzielnym podjęciem decyzji, bez oczekiwania aż jego proces myślowy się zakończy. Jak to ujął - ma zamiar się zastanowić na spokojnie, samemu, w swoim tempie, tak, żeby być pewnym swojej decyzji w 100%, a nie tak jak 3 lata temu na szybko (przypomnę - 7 miesięcy o zgrozo). Przed psychologiem się broni, może pójdzie, może nie, w sumie nie wie. Odpowiedź na każde pytanie TAK/NIE jest NIE WIEM. Czuję jakbym mówiła do ściany. Wszystkie moje próby ratowania małżeństwa i tłumaczenia w jego rozumowaniu są "braniem na litość, manipulowaniem, czczym gadaniem, zawsze musi być po Twojemu". Brak mi już argumentów, sił i powoli chęci ...


a ja to widzę zupełnie inaczej.

serio związek to dla Ciebie poligon i pole walki, z którego nie będziesz tolerowala dezercji?
i co? rozstrzelasz go jak ucieknie? postawisz przed sądem? wsadzisz do aresztu?
wiesz jak to brzmi?
może i jemu nie mówisz tego wprost, ale takie podejście czuć. i nie jest ono fajne.

jego decyzje są niedojrzałe i głupie, no chyba ze robi to co Ty chcesz i wszystko idzie po Twojej myśli.
skoro kiedyś byłaś większą jedzą, to pewnie jeszcze bardziej konsekwentie niż teraz dążyłaś do wypełnienia swojego planu. a gdzie w tym wszystkim był on?
moze nawet Cie kochal na poczatku, chcial zebys byla szczęśliwa, więc zgadzal sie na rozne rzeczy.

a teraz nawet uwolnić sie od Ciebie nie moze, bo ciagle nie dajesz mu spokoju, choc wyraznie powiedział, że potrzebuje sobie przemyśleć rozne rzeczy na spokojnie.

i co Ty na to? wink

V z jednej strony sie z Toba zgodze. Faktycznie jak sie czyta posta Autorki i to "nie toleruje tego i owego" to brzmi to bardzo nieprzyjemnie, nie jak slowa zony zrozpaczonej po odejsciu meza tylko przelozonego ktory pietnuje przewinienia podwladnego\ewentualnie matki ktora karci smarkatego 5 latka.
Z drugiej jednak strony opcja wyprowadze sie i bede sobie prowadzil kawalerskie zycie w ramach "przemyslen o moim malzenstwie" to tez dla mnie nieporozumienie. Skoro mu zle w malzenstwie to albo mowi nie dziekuje, wnosze o rozwod albo siadaja i mysla razem co tu zrobic zeby to jakos ulozyc. A tymczasem koles sie fajnie ustawil. Oficjalnie odszedl wiec on sobie moze hulac, sypiac z innymi laskami i dobrze bawic bo przeciez hello powiedzial na legalu ze poki co zawiesza tryb malzenstwo. Z drugiej strony zostawil to wlasnie w takim zawieszeniu i jak sie za pare mscy juz wybawi, wyflirtuje i wybzyka co ma wybzykac to moze wrocic i rzec "zono przemyslalem i jednak łaskawie chce dam szanse naszemu zwiazkowi" a Autorka co? No w imie 11 lat i swoich przekonan o trwalosci malzenstwa powinna go przyjac spowrotem (niewykluczone ze z choroba weneryczna w komplecie) i udawac ze nic sie nie stalo, wkoncu "mieli przerwe". Raz juz jej taki myk zrobil i łyknela to wiec teraz trenuje ten sam scenariusz. Jesli wiec kobieta ma szacunek do siebie to powinna postawic sprawe jasno-albo oboje probujemy to ratowac albo zegnam-skladam pozew.

12

Odp: odszedł po roku małżeństwa
_v_ napisał/a:
abstrakcja90 napisał/a:

Cześć, jestem tu nowa, szukam wsparcia i rad jak się pozbierać po tym co się stało.

Kilka tygodni temu wyprowadził się ode mnie mąż. Jeszcze rok od ślubu nie minął. Podobno nie ma nikogo na boku, ot różnica charakterów i czuł się przytłoczony moją osobą. Stwierdził, że tak będzie lepiej, pomimo mojego sprzeciwu (nie toleruję dezercji, problemy małżeńskie rozwiązuje się wspólnie w małżeństwie, a nie ucieka z pola bitwy)

Podobny numer wywinął 3 lata, po zaręczynach - wtedy wplątała się w to osoba trzecia. Po 7 miesiącach wrócił z podkulonym ogonem, a ja dałam "ostatnią" szansę. Myślałam, że coś przemyślał, dojrzał, wyciągnął wnioski.
Znamy się 11 lat, więc nasze charaktery nie są dla nas niespodzianką. Uważałam, że wiemy czego możemy się po sobie spodziewać, a po ślubie nie zamieniłam się w większą "wiedźmę" niż byłam przed wink W moim odczuciu nawet przeciwnie. Faktem jest, że oboje mieliśmy trudne dzieciństwo i to rzutuje na problemy w komunikacji. Zgadzam się też, że nie pracowaliśmy nad tym wystarczająco sumiennie i to jest coś od czego trzeba by zacząć poprawę relacji, ALE...

Obecnie, mieszka osobno, odwołał wszystkie nasze wyjazdy wakacyjne (bo nie ma ochoty wyjeżdżać, zamiatać wszystkiego pod dywan, choć wie, że wspólny wyjazd mógłby pomóc relacji). Nie chce wrócić, kontakt jest nawiązywany tylko z mojej strony, brak inicjatywy z jego. Twierdzi, że aktualnie odpoczywa i nie wie kiedy wróci, czy wróci. Spędza czas z kolegami po knajpach, itd. Rozważa wszystkie opcje, łącznie z rozwodem. Nie ukrywam, że rozwód jest wbrew moim przekonaniom (mamy ślub kościelny i przysięgę traktuję poważnie), ale czuję się na tyle zniszczona i wymęczona psychicznie, że zaczynam się zastanawiać nad samodzielnym podjęciem decyzji, bez oczekiwania aż jego proces myślowy się zakończy. Jak to ujął - ma zamiar się zastanowić na spokojnie, samemu, w swoim tempie, tak, żeby być pewnym swojej decyzji w 100%, a nie tak jak 3 lata temu na szybko (przypomnę - 7 miesięcy o zgrozo). Przed psychologiem się broni, może pójdzie, może nie, w sumie nie wie. Odpowiedź na każde pytanie TAK/NIE jest NIE WIEM. Czuję jakbym mówiła do ściany. Wszystkie moje próby ratowania małżeństwa i tłumaczenia w jego rozumowaniu są "braniem na litość, manipulowaniem, czczym gadaniem, zawsze musi być po Twojemu". Brak mi już argumentów, sił i powoli chęci ...


a ja to widzę zupełnie inaczej.

serio związek to dla Ciebie poligon i pole walki, z którego nie będziesz tolerowala dezercji?
i co? rozstrzelasz go jak ucieknie? postawisz przed sądem? wsadzisz do aresztu?
wiesz jak to brzmi?
może i jemu nie mówisz tego wprost, ale takie podejście czuć. i nie jest ono fajne.

jego decyzje są niedojrzałe i głupie, no chyba ze robi to co Ty chcesz i wszystko idzie po Twojej myśli.
skoro kiedyś byłaś większą jedzą, to pewnie jeszcze bardziej konsekwentie niż teraz dążyłaś do wypełnienia swojego planu. a gdzie w tym wszystkim był on?
moze nawet Cie kochal na poczatku, chcial zebys byla szczęśliwa, więc zgadzal sie na rozne rzeczy.

a teraz nawet uwolnić sie od Ciebie nie moze, bo ciagle nie dajesz mu spokoju, choc wyraznie powiedział, że potrzebuje sobie przemyśleć rozne rzeczy na spokojnie.

i co Ty na to? wink

Raczej miałam na myśli, że nie toleruję ucieczki w obliczu problemów wink Ludzie mają różne kryzysy w małżeństwie, ale sztuka polega na tym, żeby usiąść, porozmawiać i wspólnie poszukać rozwiązania, a nie spakować swoje rzeczy i wyjść. Tego nie potrafię zrozumieć. I jeszcze wyjść na czas nieokreślony.
On mi do teraz nie powiedział, że nie chce ze mną być, nie powiedział, że nie kocha. Osobiście wolałabym taki cios, ale przynajmniej konkret niż wodzenie za nos. Może też dlatego na niego naciskałam - żeby się określił, zdecydował.

Ale on mówi, że rozważa wszystkie scenariusze. Że wróci i będziemy szczęśliwi, że pójdzie lub pójdziemy na terapię (ja się też do tego zobowiązałam, bo wiem, że bywam wymagająca i dominująca) lub że nie wróci i złoży pozew. A mi pozostaje czekać co postanowi, a potem grzecznie przytaknąć? To jest ten dialog i wspólne podejmowanie decyzji w małżeństwie?

Spokój ode mnie dostanie, bo ja już też nie widzę sensu w zabieganiu o niego. Co ma być to będzie.

13

Odp: odszedł po roku małżeństwa
abstrakcja90 napisał/a:
_v_ napisał/a:
abstrakcja90 napisał/a:

Cześć, jestem tu nowa, szukam wsparcia i rad jak się pozbierać po tym co się stało.

Kilka tygodni temu wyprowadził się ode mnie mąż. Jeszcze rok od ślubu nie minął. Podobno nie ma nikogo na boku, ot różnica charakterów i czuł się przytłoczony moją osobą. Stwierdził, że tak będzie lepiej, pomimo mojego sprzeciwu (nie toleruję dezercji, problemy małżeńskie rozwiązuje się wspólnie w małżeństwie, a nie ucieka z pola bitwy)

Podobny numer wywinął 3 lata, po zaręczynach - wtedy wplątała się w to osoba trzecia. Po 7 miesiącach wrócił z podkulonym ogonem, a ja dałam "ostatnią" szansę. Myślałam, że coś przemyślał, dojrzał, wyciągnął wnioski.
Znamy się 11 lat, więc nasze charaktery nie są dla nas niespodzianką. Uważałam, że wiemy czego możemy się po sobie spodziewać, a po ślubie nie zamieniłam się w większą "wiedźmę" niż byłam przed wink W moim odczuciu nawet przeciwnie. Faktem jest, że oboje mieliśmy trudne dzieciństwo i to rzutuje na problemy w komunikacji. Zgadzam się też, że nie pracowaliśmy nad tym wystarczająco sumiennie i to jest coś od czego trzeba by zacząć poprawę relacji, ALE...

Obecnie, mieszka osobno, odwołał wszystkie nasze wyjazdy wakacyjne (bo nie ma ochoty wyjeżdżać, zamiatać wszystkiego pod dywan, choć wie, że wspólny wyjazd mógłby pomóc relacji). Nie chce wrócić, kontakt jest nawiązywany tylko z mojej strony, brak inicjatywy z jego. Twierdzi, że aktualnie odpoczywa i nie wie kiedy wróci, czy wróci. Spędza czas z kolegami po knajpach, itd. Rozważa wszystkie opcje, łącznie z rozwodem. Nie ukrywam, że rozwód jest wbrew moim przekonaniom (mamy ślub kościelny i przysięgę traktuję poważnie), ale czuję się na tyle zniszczona i wymęczona psychicznie, że zaczynam się zastanawiać nad samodzielnym podjęciem decyzji, bez oczekiwania aż jego proces myślowy się zakończy. Jak to ujął - ma zamiar się zastanowić na spokojnie, samemu, w swoim tempie, tak, żeby być pewnym swojej decyzji w 100%, a nie tak jak 3 lata temu na szybko (przypomnę - 7 miesięcy o zgrozo). Przed psychologiem się broni, może pójdzie, może nie, w sumie nie wie. Odpowiedź na każde pytanie TAK/NIE jest NIE WIEM. Czuję jakbym mówiła do ściany. Wszystkie moje próby ratowania małżeństwa i tłumaczenia w jego rozumowaniu są "braniem na litość, manipulowaniem, czczym gadaniem, zawsze musi być po Twojemu". Brak mi już argumentów, sił i powoli chęci ...


a ja to widzę zupełnie inaczej.

serio związek to dla Ciebie poligon i pole walki, z którego nie będziesz tolerowala dezercji?
i co? rozstrzelasz go jak ucieknie? postawisz przed sądem? wsadzisz do aresztu?
wiesz jak to brzmi?
może i jemu nie mówisz tego wprost, ale takie podejście czuć. i nie jest ono fajne.

jego decyzje są niedojrzałe i głupie, no chyba ze robi to co Ty chcesz i wszystko idzie po Twojej myśli.
skoro kiedyś byłaś większą jedzą, to pewnie jeszcze bardziej konsekwentie niż teraz dążyłaś do wypełnienia swojego planu. a gdzie w tym wszystkim był on?
moze nawet Cie kochal na poczatku, chcial zebys byla szczęśliwa, więc zgadzal sie na rozne rzeczy.

a teraz nawet uwolnić sie od Ciebie nie moze, bo ciagle nie dajesz mu spokoju, choc wyraznie powiedział, że potrzebuje sobie przemyśleć rozne rzeczy na spokojnie.

i co Ty na to? wink

Raczej miałam na myśli, że nie toleruję ucieczki w obliczu problemów wink Ludzie mają różne kryzysy w małżeństwie, ale sztuka polega na tym, żeby usiąść, porozmawiać i wspólnie poszukać rozwiązania, a nie spakować swoje rzeczy i wyjść. Tego nie potrafię zrozumieć. I jeszcze wyjść na czas nieokreślony.
On mi do teraz nie powiedział, że nie chce ze mną być, nie powiedział, że nie kocha. Osobiście wolałabym taki cios, ale przynajmniej konkret niż wodzenie za nos. Może też dlatego na niego naciskałam - żeby się określił, zdecydował.

Ale on mówi, że rozważa wszystkie scenariusze. Że wróci i będziemy szczęśliwi, że pójdzie lub pójdziemy na terapię (ja się też do tego zobowiązałam, bo wiem, że bywam wymagająca i dominująca) lub że nie wróci i złoży pozew. A mi pozostaje czekać co postanowi, a potem grzecznie przytaknąć? To jest ten dialog i wspólne podejmowanie decyzji w małżeństwie?

Spokój ode mnie dostanie, bo ja już też nie widzę sensu w zabieganiu o niego. Co ma być to będzie.

No i dokladnie o tym pisze wyzej. Mezus sobie zostawia otwarta furteczke powrotu ktora ma mu pozwolic bez konsekwencji sobie teraz poszalec z kolegami i kolezankami wink a Ty masz Autorko czekac na decyzje Pana.

14

Odp: odszedł po roku małżeństwa

ale wcale nie trzeba nie kochać, zeby nie chciec z kims byc
bo jezeli kogos kocham, ale ten ktoś robi mi krzywdę, to ja odchodzę

tyle ze autorka nie chce rozmawiac
ona juz ma gotowa wizje jak ma byc
on ma wrocic
ona laskawie go przyjmie
i da mu jeszcze bardziej laskawie kolejna szanse
w koncu to 11 lat

tez o bzykaniu jakos nic nie widze, zresztą autorka sama powtarza, ze on nikogo nie ma, więc jakie bzykanie?
poza tym on nadal żyje - ma siedziec w domu zamknięty na cztery spusty i rozmyslac 24/7 zeby zona byla usatysfakcjonowana, bo wtedy bedzie oznaczalo, ze on mysli wystarczająco?

15

Odp: odszedł po roku małżeństwa
abstrakcja90 napisał/a:
_v_ napisał/a:
abstrakcja90 napisał/a:

Cześć, jestem tu nowa, szukam wsparcia i rad jak się pozbierać po tym co się stało.

Kilka tygodni temu wyprowadził się ode mnie mąż. Jeszcze rok od ślubu nie minął. Podobno nie ma nikogo na boku, ot różnica charakterów i czuł się przytłoczony moją osobą. Stwierdził, że tak będzie lepiej, pomimo mojego sprzeciwu (nie toleruję dezercji, problemy małżeńskie rozwiązuje się wspólnie w małżeństwie, a nie ucieka z pola bitwy)

Podobny numer wywinął 3 lata, po zaręczynach - wtedy wplątała się w to osoba trzecia. Po 7 miesiącach wrócił z podkulonym ogonem, a ja dałam "ostatnią" szansę. Myślałam, że coś przemyślał, dojrzał, wyciągnął wnioski.
Znamy się 11 lat, więc nasze charaktery nie są dla nas niespodzianką. Uważałam, że wiemy czego możemy się po sobie spodziewać, a po ślubie nie zamieniłam się w większą "wiedźmę" niż byłam przed wink W moim odczuciu nawet przeciwnie. Faktem jest, że oboje mieliśmy trudne dzieciństwo i to rzutuje na problemy w komunikacji. Zgadzam się też, że nie pracowaliśmy nad tym wystarczająco sumiennie i to jest coś od czego trzeba by zacząć poprawę relacji, ALE...

Obecnie, mieszka osobno, odwołał wszystkie nasze wyjazdy wakacyjne (bo nie ma ochoty wyjeżdżać, zamiatać wszystkiego pod dywan, choć wie, że wspólny wyjazd mógłby pomóc relacji). Nie chce wrócić, kontakt jest nawiązywany tylko z mojej strony, brak inicjatywy z jego. Twierdzi, że aktualnie odpoczywa i nie wie kiedy wróci, czy wróci. Spędza czas z kolegami po knajpach, itd. Rozważa wszystkie opcje, łącznie z rozwodem. Nie ukrywam, że rozwód jest wbrew moim przekonaniom (mamy ślub kościelny i przysięgę traktuję poważnie), ale czuję się na tyle zniszczona i wymęczona psychicznie, że zaczynam się zastanawiać nad samodzielnym podjęciem decyzji, bez oczekiwania aż jego proces myślowy się zakończy. Jak to ujął - ma zamiar się zastanowić na spokojnie, samemu, w swoim tempie, tak, żeby być pewnym swojej decyzji w 100%, a nie tak jak 3 lata temu na szybko (przypomnę - 7 miesięcy o zgrozo). Przed psychologiem się broni, może pójdzie, może nie, w sumie nie wie. Odpowiedź na każde pytanie TAK/NIE jest NIE WIEM. Czuję jakbym mówiła do ściany. Wszystkie moje próby ratowania małżeństwa i tłumaczenia w jego rozumowaniu są "braniem na litość, manipulowaniem, czczym gadaniem, zawsze musi być po Twojemu". Brak mi już argumentów, sił i powoli chęci ...


a ja to widzę zupełnie inaczej.

serio związek to dla Ciebie poligon i pole walki, z którego nie będziesz tolerowala dezercji?
i co? rozstrzelasz go jak ucieknie? postawisz przed sądem? wsadzisz do aresztu?
wiesz jak to brzmi?
może i jemu nie mówisz tego wprost, ale takie podejście czuć. i nie jest ono fajne.

jego decyzje są niedojrzałe i głupie, no chyba ze robi to co Ty chcesz i wszystko idzie po Twojej myśli.
skoro kiedyś byłaś większą jedzą, to pewnie jeszcze bardziej konsekwentie niż teraz dążyłaś do wypełnienia swojego planu. a gdzie w tym wszystkim był on?
moze nawet Cie kochal na poczatku, chcial zebys byla szczęśliwa, więc zgadzal sie na rozne rzeczy.

a teraz nawet uwolnić sie od Ciebie nie moze, bo ciagle nie dajesz mu spokoju, choc wyraznie powiedział, że potrzebuje sobie przemyśleć rozne rzeczy na spokojnie.

i co Ty na to? wink

Raczej miałam na myśli, że nie toleruję ucieczki w obliczu problemów wink Ludzie mają różne kryzysy w małżeństwie, ale sztuka polega na tym, żeby usiąść, porozmawiać i wspólnie poszukać rozwiązania, a nie spakować swoje rzeczy i wyjść. Tego nie potrafię zrozumieć. I jeszcze wyjść na czas nieokreślony.
On mi do teraz nie powiedział, że nie chce ze mną być, nie powiedział, że nie kocha. Osobiście wolałabym taki cios, ale przynajmniej konkret niż wodzenie za nos. Może też dlatego na niego naciskałam - żeby się określił, zdecydował.

Ale on mówi, że rozważa wszystkie scenariusze. Że wróci i będziemy szczęśliwi, że pójdzie lub pójdziemy na terapię (ja się też do tego zobowiązałam, bo wiem, że bywam wymagająca i dominująca) lub że nie wróci i złoży pozew. A mi pozostaje czekać co postanowi, a potem grzecznie przytaknąć? To jest ten dialog i wspólne podejmowanie decyzji w małżeństwie?

Spokój ode mnie dostanie, bo ja już też nie widzę sensu w zabieganiu o niego. Co ma być to będzie.


ale kto Ci kaze siedziec i czekac?
nie chcesz to sama podejmij decyzje
chyba ze wolisz narzekać jaki to on jest zly, ze Cie trzyma w zawieszeniu.
to nie on Cie trzyma w zawieszeniu, tylko Ty sama to robisz.

no i jeszcze to dawanie szansy - Ty taka dobra, a on tego nie potrafi zobaczyć smile
poza tym nie ma to jak dawanie szansy komuś, kto jej nie chce wink

16

Odp: odszedł po roku małżeństwa
_v_ napisał/a:

ale wcale nie trzeba nie kochać, zeby nie chciec z kims byc
bo jezeli kogos kocham, ale ten ktoś robi mi krzywdę, to ja odchodzę

tyle ze autorka nie chce rozmawiac
ona juz ma gotowa wizje jak ma byc
on ma wrocic
ona laskawie go przyjmie
i da mu jeszcze bardziej laskawie kolejna szanse
w koncu to 11 lat

tez o bzykaniu jakos nic nie widze, zresztą autorka sama powtarza, ze on nikogo nie ma, więc jakie bzykanie?
poza tym on nadal żyje - ma siedziec w domu zamknięty na cztery spusty i rozmyslac 24/7 zeby zona byla usatysfakcjonowana, bo wtedy bedzie oznaczalo, ze on mysli wystarczająco?

Co to znaczy nikogo nie ma? A musi miec zeby isc do lozka? No i skad ona ma ta wiedze? Z jego slow? czy tych fot z imprez z kolegami i kolezankami?

17

Odp: odszedł po roku małżeństwa
_v_ napisał/a:
abstrakcja90 napisał/a:
_v_ napisał/a:

a ja to widzę zupełnie inaczej.

serio związek to dla Ciebie poligon i pole walki, z którego nie będziesz tolerowala dezercji?
i co? rozstrzelasz go jak ucieknie? postawisz przed sądem? wsadzisz do aresztu?
wiesz jak to brzmi?
może i jemu nie mówisz tego wprost, ale takie podejście czuć. i nie jest ono fajne.

jego decyzje są niedojrzałe i głupie, no chyba ze robi to co Ty chcesz i wszystko idzie po Twojej myśli.
skoro kiedyś byłaś większą jedzą, to pewnie jeszcze bardziej konsekwentie niż teraz dążyłaś do wypełnienia swojego planu. a gdzie w tym wszystkim był on?
moze nawet Cie kochal na poczatku, chcial zebys byla szczęśliwa, więc zgadzal sie na rozne rzeczy.

a teraz nawet uwolnić sie od Ciebie nie moze, bo ciagle nie dajesz mu spokoju, choc wyraznie powiedział, że potrzebuje sobie przemyśleć rozne rzeczy na spokojnie.

i co Ty na to? wink

Raczej miałam na myśli, że nie toleruję ucieczki w obliczu problemów wink Ludzie mają różne kryzysy w małżeństwie, ale sztuka polega na tym, żeby usiąść, porozmawiać i wspólnie poszukać rozwiązania, a nie spakować swoje rzeczy i wyjść. Tego nie potrafię zrozumieć. I jeszcze wyjść na czas nieokreślony.
On mi do teraz nie powiedział, że nie chce ze mną być, nie powiedział, że nie kocha. Osobiście wolałabym taki cios, ale przynajmniej konkret niż wodzenie za nos. Może też dlatego na niego naciskałam - żeby się określił, zdecydował.

Ale on mówi, że rozważa wszystkie scenariusze. Że wróci i będziemy szczęśliwi, że pójdzie lub pójdziemy na terapię (ja się też do tego zobowiązałam, bo wiem, że bywam wymagająca i dominująca) lub że nie wróci i złoży pozew. A mi pozostaje czekać co postanowi, a potem grzecznie przytaknąć? To jest ten dialog i wspólne podejmowanie decyzji w małżeństwie?

Spokój ode mnie dostanie, bo ja już też nie widzę sensu w zabieganiu o niego. Co ma być to będzie.


ale kto Ci kaze siedziec i czekac?
nie chcesz to sama podejmij decyzje
chyba ze wolisz narzekać jaki to on jest zly, ze Cie trzyma w zawieszeniu.
to nie on Cie trzyma w zawieszeniu, tylko Ty sama to robisz.

no i jeszcze to dawanie szansy - Ty taka dobra, a on tego nie potrafi zobaczyć smile
poza tym nie ma to jak dawanie szansy komuś, kto jej nie chce wink

I tu sie zgadzam w 100%. Nikt Autorki nie trzyma w szachu. Sama sie trzyma brakiem swojej decyzji.

18

Odp: odszedł po roku małżeństwa
feniks35 napisał/a:
_v_ napisał/a:

ale wcale nie trzeba nie kochać, zeby nie chciec z kims byc
bo jezeli kogos kocham, ale ten ktoś robi mi krzywdę, to ja odchodzę

tyle ze autorka nie chce rozmawiac
ona juz ma gotowa wizje jak ma byc
on ma wrocic
ona laskawie go przyjmie
i da mu jeszcze bardziej laskawie kolejna szanse
w koncu to 11 lat

tez o bzykaniu jakos nic nie widze, zresztą autorka sama powtarza, ze on nikogo nie ma, więc jakie bzykanie?
poza tym on nadal żyje - ma siedziec w domu zamknięty na cztery spusty i rozmyslac 24/7 zeby zona byla usatysfakcjonowana, bo wtedy bedzie oznaczalo, ze on mysli wystarczająco?

Co to znaczy nikogo nie ma? A musi miec zeby isc do lozka? No i skad ona ma ta wiedze? Z jego slow? czy tych fot z imprez z kolegami i kolezankami?

tak naprawdę to wszystko jedno
on zrobi co będzie chciał
owszem, autorka moze namawiac, przekonywać, moze manipulować, ale nawet jak on sie zgodzi, ale w głębi serca nie będzie chcial, to i tak nic z tego nie będzie
ona nie ma na niego wplywu
ma wplyw na siebie

robienie z siebie tej dobrej,która daje szanse i wybacza, to tez rodzaj manipulacji i to opierajacej sie na zasadzie wzajemności: zobacz, jaka jestem dobra dla ciebie, teraz ty odwdzięcz sie tym samym.

19 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-07-29 10:04:54)

Odp: odszedł po roku małżeństwa
_v_ napisał/a:
feniks35 napisał/a:
_v_ napisał/a:

ale wcale nie trzeba nie kochać, zeby nie chciec z kims byc
bo jezeli kogos kocham, ale ten ktoś robi mi krzywdę, to ja odchodzę

tyle ze autorka nie chce rozmawiac
ona juz ma gotowa wizje jak ma byc
on ma wrocic
ona laskawie go przyjmie
i da mu jeszcze bardziej laskawie kolejna szanse
w koncu to 11 lat

tez o bzykaniu jakos nic nie widze, zresztą autorka sama powtarza, ze on nikogo nie ma, więc jakie bzykanie?
poza tym on nadal żyje - ma siedziec w domu zamknięty na cztery spusty i rozmyslac 24/7 zeby zona byla usatysfakcjonowana, bo wtedy bedzie oznaczalo, ze on mysli wystarczająco?

Co to znaczy nikogo nie ma? A musi miec zeby isc do lozka? No i skad ona ma ta wiedze? Z jego slow? czy tych fot z imprez z kolegami i kolezankami?

tak naprawdę to wszystko jedno
on zrobi co będzie chciał
owszem, autorka moze namawiac, przekonywać, moze manipulować, ale nawet jak on sie zgodzi, ale w głębi serca nie będzie chcial, to i tak nic z tego nie będzie
ona nie ma na niego wplywu
ma wplyw na siebie

robienie z siebie tej dobrej,która daje szanse i wybacza, to tez rodzaj manipulacji i to opierajacej sie na zasadzie wzajemności: zobacz, jaka jestem dobra dla ciebie, teraz ty odwdzięcz sie tym samym.

Dlatego ja tez jestem przeciwnikiem dawania tej kolejnej szansy. Nic to nie da a dodatkowo pokaze facetowi ze on juz zawsze  moze robic co mu sie podoba bezbolesnie i bez konsekwencji. Skoro to malzenstwo okazalo sie takie do d...y z jego winy/z jej winy/z winy ich obojga to niech zbiera manele i znika z jej zycia konsekwentnie a nie warunkowo, na jakis czas. On znajdzie sobie taka przy ktorej poczuje sie wielki a ona takiego ktoremu jej mocny charakter bedzie pasowal. Tymczasowa rozlake juz raz przerabiali i jak widac to sie nie sprawdza.

20

Odp: odszedł po roku małżeństwa
feniks35 napisał/a:
_v_ napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Co to znaczy nikogo nie ma? A musi miec zeby isc do lozka? No i skad ona ma ta wiedze? Z jego slow? czy tych fot z imprez z kolegami i kolezankami?

tak naprawdę to wszystko jedno
on zrobi co będzie chciał
owszem, autorka moze namawiac, przekonywać, moze manipulować, ale nawet jak on sie zgodzi, ale w głębi serca nie będzie chcial, to i tak nic z tego nie będzie
ona nie ma na niego wplywu
ma wplyw na siebie

robienie z siebie tej dobrej,która daje szanse i wybacza, to tez rodzaj manipulacji i to opierajacej sie na zasadzie wzajemności: zobacz, jaka jestem dobra dla ciebie, teraz ty odwdzięcz sie tym samym.

Dlatego ja tez jestem przeciwnikiem dawania tej kolejnej szansy. Nic to nie da a dodatkowo pokaze facetowi ze on juz zawsze  moze robic co mu sie podoba bezbolesnie i bez konsekwencji. Skoro to malzenstwo okazalo sie takie do d...y z jego winy/z jej winy/z winy ich obojga to niech zbiera manele i znika z jej zycia konsekwentnie a nie warunkowo, na jakis czas. On znajdzie sobie taka przy ktorej poczuje sie wielki a ona takiego ktoremu jej mocny charakter bedzie pasowal. Tymczasowa rozlake juz raz przerabiali i jak widac to sie nie sprawdza.


i z tym sie zgadzam smile)

tylko ze to autorka za kazdym razem mocno zabiega o powrot. podejrzewam tez, ze zabiegała o ślub
a to tak nie działa

21 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-07-29 10:13:57)

Odp: odszedł po roku małżeństwa
_v_ napisał/a:
feniks35 napisał/a:
_v_ napisał/a:

tak naprawdę to wszystko jedno
on zrobi co będzie chciał
owszem, autorka moze namawiac, przekonywać, moze manipulować, ale nawet jak on sie zgodzi, ale w głębi serca nie będzie chcial, to i tak nic z tego nie będzie
ona nie ma na niego wplywu
ma wplyw na siebie

robienie z siebie tej dobrej,która daje szanse i wybacza, to tez rodzaj manipulacji i to opierajacej sie na zasadzie wzajemności: zobacz, jaka jestem dobra dla ciebie, teraz ty odwdzięcz sie tym samym.

Dlatego ja tez jestem przeciwnikiem dawania tej kolejnej szansy. Nic to nie da a dodatkowo pokaze facetowi ze on juz zawsze  moze robic co mu sie podoba bezbolesnie i bez konsekwencji. Skoro to malzenstwo okazalo sie takie do d...y z jego winy/z jej winy/z winy ich obojga to niech zbiera manele i znika z jej zycia konsekwentnie a nie warunkowo, na jakis czas. On znajdzie sobie taka przy ktorej poczuje sie wielki a ona takiego ktoremu jej mocny charakter bedzie pasowal. Tymczasowa rozlake juz raz przerabiali i jak widac to sie nie sprawdza.


i z tym sie zgadzam smile)

tylko ze to autorka za kazdym razem mocno zabiega o powrot. podejrzewam tez, ze zabiegała o ślub
a to tak nie działa

Z tym tez sie zgodze smile

22

Odp: odszedł po roku małżeństwa

Podsumowując - czas odpuścić i zająć się sobą.

Ostatnim razem też odpuściłam po kilku próbach rozmowy. Zajęłam się sobą, zaczęłam spotykać się z ludźmi, poznawać nowe osoby i co?
Jego męski radar wyczuł, że pojawił się inny facet mną zainteresowany i wówczas postanowił wkroczyć do akcji wink póki siedziałam i płakałam - ok, ale jak próbowałam po kilku miesiącach zacząć układać życie (to nie było nic poważnego, ot nowa znajomość, na początkowym etapie) nagle postanowił wrócić ... Jak się dowiedziałam po fakcie, wypytywał wtedy moich znajomych i ktoś wypaplał, że kogoś poznałam.

Do ślubu nie namawiałam wbrew pozorom, wydaje mi się, że oboje chcieliśmy tak samo, i w sumie to ja miałam więcej wątpliwości (nie jakieś obsesyjne, ale uważam, że przed podjęciem życiowej decyzji wątpliwości skłaniające do zdrowej refleksji są objawem dojrzałości), a on mnie utwierdzał, że wszystko będzie dobrze wink
Chodziło raczej o sytuację rodzinną, poważna choroba uniemożliwiła kilku osobom przybyć na ślub i było to dla mnie smutne.
Poza tym na miesiąc przed ślubem przeniosłam się do moich rodziców - żebyśmy oboje mieli czas dla siebie, na przygotowania, na zastanowienie, na wieczory panieńskie, kawalerskie itp wink Taki ostatni miesiąc "zupełnej" wolności. Wydaje mi się, że to był również dobry czas, żeby cokolwiek przemyśleć w razie wątpliwości z jego strony.

23 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-07-29 14:43:53)

Odp: odszedł po roku małżeństwa
abstrakcja90 napisał/a:

Podsumowując - czas odpuścić i zająć się sobą.

Ostatnim razem też odpuściłam po kilku próbach rozmowy. Zajęłam się sobą, zaczęłam spotykać się z ludźmi, poznawać nowe osoby i co?
Jego męski radar wyczuł, że pojawił się inny facet mną zainteresowany i wówczas postanowił wkroczyć do akcji wink póki siedziałam i płakałam - ok, ale jak próbowałam po kilku miesiącach zacząć układać życie (to nie było nic poważnego, ot nowa znajomość, na początkowym etapie) nagle postanowił wrócić ... Jak się dowiedziałam po fakcie, wypytywał wtedy moich znajomych i ktoś wypaplał, że kogoś poznałam.

Do ślubu nie namawiałam wbrew pozorom, wydaje mi się, że oboje chcieliśmy tak samo, i w sumie to ja miałam więcej wątpliwości (nie jakieś obsesyjne, ale uważam, że przed podjęciem życiowej decyzji wątpliwości skłaniające do zdrowej refleksji są objawem dojrzałości), a on mnie utwierdzał, że wszystko będzie dobrze wink
Chodziło raczej o sytuację rodzinną, poważna choroba uniemożliwiła kilku osobom przybyć na ślub i było to dla mnie smutne.
Poza tym na miesiąc przed ślubem przeniosłam się do moich rodziców - żebyśmy oboje mieli czas dla siebie, na przygotowania, na zastanowienie, na wieczory panieńskie, kawalerskie itp wink Taki ostatni miesiąc "zupełnej" wolności. Wydaje mi się, że to był również dobry czas, żeby cokolwiek przemyśleć w razie wątpliwości z jego strony.


Twój mąż wykazuje wszelkie oznaki niedojrzałości, jeśli zachowuje się tak, jak opisujesz. Poza tym, nie masz żadnej pewności, że wtedy, 3 lata temu wrócił właśnie z tych pobudek, jakie podałaś. Zdaje sie, że tak ogólnie niewiele wiesz o swoim mężu, a jeśli już, to tylko poznałaś  spektrum jego zachowań. O nim samym, o jego motywacjach, przemysleniach, lękach nie wiesz prawie nic.

Cyt;
"Wydaje mi się, że to był również dobry czas, żeby cokolwiek przemyśleć w razie wątpliwości z jego strony."

Nie wystarczą przypuszczenia, ani "wydaje mi się". Przed podjeciem tak ważnej decyzji, trzeba wiele czasu poświęcić na rozmowy o tym co tu i teraz, o tym co będzie za ileś tam lat, jak wyobrażamy sobie siebie i nasze malżeństwo, kiedy już wygaśnie zauroczenie i motylki w brzuchu. Ustalenie pewnych granic, poza które nie wolno się przemieścić, oraz co wtedy, gdy któreś z partnerów taką granicę przekroczy. Takie rozmowy, ustalenia, często otwierają oczy na to, jak partner postrzega przyszłe życie w związku.

Na pewno zaraz zapewnisz, że takie rozmowy między wami były.. jednak jest jeszcze coś.. W czasie takich rozmów, nie można mówić  "wszystko będzie dobrze", gdy partner ma jakieś, nawet najmniejsze wątpliwości.  Cała akcja ze ślubem, nie może być jednostronna, bo druga strona czasem zwyczajnie milczy, pozwala się prowadzić, z różnych pobudek. Najgorszą jest ta, gdy po jakimś czasie jedno z partnerów mówi:
Cyt:
"Do ślubu nie namawiałam wbrew pozorom, wydaje mi się, że oboje chcieliśmy tak samo, i w sumie to ja miałam więcej wątpliwości (nie jakieś obsesyjne, ale uważam, że przed podjęciem życiowej decyzji wątpliwości skłaniające..... itd."

Czyli znów coś ci się wydaje, nie masz pewności, za to wiele watpliwości, które pewnie manifestowałaś już po podjęciu decyzji o ślubie. Wtedy facet rzadko mówi o swoich, tacy już są.

Kiedy decyzja o ślubie zapada, to wątpliwości nie może mieć żadna ze stron.  Jest na to czas w narzeczeństwie.

Nie usprawiedliwiam twojego męża, ale próbuje zrozumieć co się między wami stalo. Skąd nagle w nim ten wybuch "samczych" zachowań, manifestacja swojej niezalezności i tego, ze mu na tobie i waszym związku nie zależy. Odbieram to tak, że w koncu chce na tobie wziąć odwet i pokazać, jak bardzo sam potrafi podejmować decyzje o sobie i jak się tym bawi i cieszy.

Nie wiem, czy mąż cię jeszcze kocha, ale jedno wiem na pewno; Nie zdziałasz niczego kontrolując jego zachowania, wypytując znajomych o jego poczynania i sledząc jego Fb. Robisz dokładnie to, na czym mu zależy.

24

Odp: odszedł po roku małżeństwa
abstrakcja90 napisał/a:

Podsumowując - czas odpuścić i zająć się sobą.

To by było najrozsądniejsze wyjście. 11 lat to sporo, mieliście wcześniej innych partnerów?

abstrakcja90 napisał/a:

Taaaaak, odzywa się czasem we mnie Matka Teresa, żeby pomóc biednemu, zagubionemu misiaczkowi, który zapomniał, co jest w życiu najważniejsze.

Matka Teresa nie jest najlepszym wzorem do naśladowania, robiła wiele wątpliwych moralnie rzeczy.

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » odszedł po roku małżeństwa

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026