Chciałabym poruszyć z Wami kwestię dyskryminacji w miejscu pracy.
W sobotę miałam rozmowę kwalifikacyjną w sprawie dodatkowej pracy. Aplikowałam na stanowisko barmanki - dodam, że mam wszystkie kwalifikacje barmańskie, certyfikaty, za sobą drogie kursy, znam języki obce, jestem wykształcona, dyspozycyjna etc. Poszłam na tą rozmowę i co się okazało? Że szefostwo chce podziału "Mężczyźni za barem, kobiety na sali". Zbiło mnie to z tropu, bo sądziłam, że nie można czytelniej ująć w liście motywacyjnym, że aplikuje się o stanowisko barmanki, nie kelnerki, niż ja to zrobiłam. Podziękowałam temu klubowi za współpracę, muszę Wam jednak powiedzieć, że w moim mieście wcale to nie jest przypadek osobny - pierwszy raz zostałam zaproszona na rozmowę, bo do tej pory, kiedy ubiegałam się o posadę barmanki, słyszałam odmowę przyjęcia jakichkolwiek dokumentów, gdyż "nie chcą kobiety za barem". Mam więc lepsze kwalifikacje, niż niejeden pełniący swoją funkcję mężczyzna, a nie mam okazji pracowania w "zawodzie".
Nie jestem mocno nastawiona za stanie za barem - traktowałam aplikowanie o pracę barmanki jako coś absolutnie drugoplanowego, ale teraz dociera do mnie, że kobiety w moim mieście w ogóle nie mają możliwości pracy w klubach!
Czy Wy zostałyście kiedyś zdyskryminowane z uwagi na płeć? W trakcie rekrutacji, w trakcie trwania stosunku pracy, przy rozwiązywaniu umowy?
Czy w ogóle jesteśmy jako kobiety świadome, że pracodawcy nie mają prawa zatrudnić gorzej przygotowanego mężczyzny, a odrzucić naszą, lepszą merytorycznie aplikację?