netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Za moich czasów:)

27 odpowiedzi4 821 wyświetleńzałożony przez margolcia, 17.03.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

1

Temat: Za moich czasów:)

Ha! Słowa znienawidzone przez młodzież każdego pokolenia, ale przyszły mi do głowy w trakcie czytania różnych postów i wątków na tym forum.

Otóz nie chciałabym w dzisiejszych czasach mieć lat nastu czy nawet trzydziestu. Uważam (jest to tylko moje odczucie), że kiedy byłam młoda (tzn. dalej jestem, ale trochę inaczej), to życie moich rówieśników i moje było o niebo łatwiejsze i prostsze.

Wiadomo czego nie było: mięsa, cukru, butów, komputerów, komórek, klocków Lego, pampersów, bandytyzmu na stadionach i setek innych rzeczy.

Co było: inwencja twórcza od przedszkola po studia, ruch, śmiech, zabawy na powietrzu, cymbergaj, kolarze, zośka.

Gdy czytam wypowiedzi młodziutkich dziewczyn o samotności, anoreksji, bulimii to daję słowo nie zazdroszczę. Może mój charakter pozwolił mi uniknąć w młodości tego typu problemów, a może jednak żyło się inaczej. Rodzice nie gonili wyłącznie za kasą, mieli dla nas więcej czasu, nie było kultu chudości, nikt, albo mało kto, miał pojęcie co to cellulit, znajomości i przyjaźnie trwały latami, a niektóre trwają do dzisiaj.

Nie przypominam sobie, aby wśród moich koleżanek któraś się odchudzała, ale faktem jest, że wolny czas spędzaliśmy na tzw. łonie natury, chociaż w kraku takie łono ciężko znaleźć, ale zawsze były Błonia, Rudawa i przede wszystkim chęci. Siedzenie w domu to była KARA. Brało się psa, rower czy wrotki i migusiem z domu.

Żal mi dzisiejszej młodzieży, pomimo rozwoju techniki, poprawy warunków bytowych są samotni i nieszczęśliwi. A może właśnie dlatego.

Co o tym sądzicie? Zapraszam do dyskusji.

2

Odp: Za moich czasów:)

Margolciu wydaje mi się że dzięki własnie technice te sprawy wyszły na wierzch.
To jak bedziemy spędzać swój czas zależy niezmiennie od nas samych.
To co mnie boli w dzisiejszej rzeczywistości to pogoń za pieniądzem i bardzo wysokie poprzeczki aby się wybić- trzeba być silnym.
Za to podoba mi się okres PRL - seriale czy książki są wesołe i łatwo poprawiają humor.

zawsze to co przeszliśmy wydaje się nam prostsze niz w czasie kiedy się z tym zmagaliśmy.

Pozdrawiam smile

3 Ostatnio edytowany przez London69 (2010-03-17 12:58:59)

Odp: Za moich czasów:)

Ja ostatnio rozmawiałam z moją przyjaciółką na ten temat. Patrząc na młodość naszych rodziców (z tego co wiemy z opowiesci, widzimt na zdjeciach, itp) to kiedyś wszystko było całkiem inaczej. Nie było komputerow, komórek, niby teraz z tym jest łatwiej. Ale prosty przykład- pomyśleć jaka to frajda pisać z kimś listy zamiast e-maili ? smile Nie narzekam na to, że żyję w tych czasach, ale i tak zazdroszczę moim rodzicom, bo kiedyś było calkiem inaczej, łatwiej.

Teraz dzieci, mlodziez zamiast wiecej przebywac na swiezym powietrzu, spacery, wycieczki to wolą siedziec w czterech scianach przy komputerze, bo przeciez przez internet tez mozna poznac znajomych. Ale to już nie to samo. Gdzieś czytałam ostatnio ile teraz rozwodów jest przez portal nasza-klasa. Dawna miłośc sie odezwie i takie tam.

Poza tym patrząc na naukę- jak ja chodzilam do szkoły podstawowej, przychodziłam do domu, odrabiałam lekcje, uczyłam się, co było tego skutkiem ? Każdy rok z czerwonym paskiem. Na świadectwie oczywiście tongue A teraz tak wygląda dzień moich kuzynów/kuzynek: przychodzą ze szkoły, siadają przy komputerze, spiszą z neta zadanie domowe. Skutek ? Jakimś cudem mają 4, ale nie uczą się więc na świadectwie jest maasa dwój. Moim zdaniem to nie tylko wina rodziców, ale także tego internetu. To jest przecież największy 'złodziej czasu'. Kiedyś trzeba było szukać po książkach, biegać po bibliotekach- nawet w tak niewiele odległych czasach. A dziś ? Wszystko mamy podane na tacy.

4

Odp: Za moich czasów:)

Margolcia zdecydowanie się z tobą zgadzam, w twoich czasach i moich zresztą też było milej weselej radośniej mimo octu na wystawie. Teraz ludzie są w izolacji nikt z nikim nie rozmawia, prawdziwa bezinteresowna rozmowa z panią w sklepie czy na ulicy zanikła.
Teraz nikt nikomu nie ufa, w każdym widzimy zagrożenie dla nas , naszych rodzin, dzieci.
Kiedyś młodzież jeździła na obozy, zloty i ludzie puszczali swoje dzieci a teraz a gdzie okradną cie, zgwałcą porwą i sprzedadzą.

A gdzie zaufanie do młodzieży, do samych siebie. Pogoń za dobrami materialnymi i po co to wszystko, tracimy zdrowie i chwile z życia naszych bliskich. A po latach okazuję sie że w rodzinach nie ma więzi, dzieci odeślą bez żalu rodziców do domów opieki bo kiedyś sami byli odsyłani po babciach , nianiach czy ciociach.
Okropne jest zatracanie sie kosztem bliskich w szczurzym wyścigu po złota trumnę.

Moja babcia jak mi mówiła za moich czasów to były wartości honor , ojczyzna, to cos znaczyło a teraz powiedz komuś jesteś odpowiedzialny za kraj to wyśmieje cię.
A ilu młodych ludzi dzieci zginęło żebyśmy my doceniali i szanowali nasz kraj? Obchodzimy święta nią zastanawiając sie nad nimi.Straszne to okropne.
Babcia kiedyś patrząc jak gadam przez komórkę, kręciła głową ze rozmawiam z koleżanka która mieszka kilometr ode mnie zamiast w piękne lato wyjść i pogadać z nią w cztery oczy.
Technika zamyka nas w domu i upośledza , choć daje tez nie ograniczone pole nauki.
Tęsknie za beztroskim dzieciństwem gdzie biegałam bez komórki i nikt mnie nie śledził gdzie jestem i kiedy wrócę.

5

Odp: Za moich czasów:)

London69, własnie, macie wszystko podane na tacy i tak naprawdę nic Was nie cieszy. Chcesz dżinsy idziesz do galerii handlowej i kupujesz. A ja pierwsze dżinsy kupiłam w pewexie mając 19 lat. Jak dziś pamiętam, że były to rurki Rifle. Boże, jaka byłam szczęśliwa! A te ciuszki upolowane w Modzie Polskiej...

Różyczko i o to też mi chodzi. Rokrocznie, przez trzynaście lat jeździłam na kolonie, obozy i zimowiska, praktycznie z tą samą paczką. Było super. Nikt się nie upijał, nie dźgał nożem. Dziś jak młodszy syn wychodzi z domu wieczorem, to nie zasnę dopóki nie wróci.
Masakra.

6 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2010-03-17 13:31:43)

Odp: Za moich czasów:)

Mnie najbardziej przeraża, że sama urodziłam się w końcówce PRL-u, a zdarza mi się dość często wypowiadać zdanie "za moich czasów...", co pewnie śmiesznie brzmi w ustach dwudziestoparolatki, ale... jak patrzę na to, co dzieje się dziś, jak zachowują się i wyglądają dzisiejsze nastolatki, to mam wrażenie, że jestem dinozaurem... i mentalnie bliżej mi do czasów młodości mojej mamy, niż do dzisiejszej młodzieży.

Niedawno rozmawiałam o tym z koleżanką ze studiów (zaledwie rok starszą ode mnie) i ona zwróciła uwagę, że kiedy byłyśmy dziećmi, zimą, kiedy spadł śnieg, wszędzie były "ślizgawki" - fragmenty chodnika pokryte lodem czy "wyjeżdżonym" przez dzieci śniegiem, po których ślizganie się było pyszną zabawą. A teraz ciężko gdziekolwiek zauważyć "ślizgawkę", bo dzieciaki, zamiast wychodzić na dwór, jeździć na sankach i ślizgać się - siedzą w domu przy komputerach...

Na podwórkach i placach zabaw widuje się tylko młodsze dzieci, te pod opieką rodziców, bo starsze w wolnych chwilach, zamiast wyjść na powietrze, grają na komputerze. Kiedy ja byłam dzieckiem, na podwórku można było spotkać dzieciaki praktycznie w każdym wieku, włącznie z nastolatkami - jeżdżące na rowerze, bawiące się, biegające... Dzień, w którym się nie wybiegałam do utraty tchu i nie wybrudziłam, był dniem straconym.

Do tego dochodzą "problemy" nastolatków - wczesny seks, brak szacunku do siebie i swojego ciała, alkohol, papierosy, narkotyki, wulgaryzmy... Jak widzę 12-13 latków z petami, rzucających mięsem aż uszy więdną, to aż mnie trzęsie. Podobnie w autobusach - zaczęłam jeździć zawsze ze słuchawkami i jakąś muzyką, bo nie jestem w stanie już słuchać opowieści młodych dziewczątek w stylu: "zrobiłam ostatnio kolesiowi loda na dyskotece, bo postawił mi drinka". TAK, opowiadają sobie o tym w autobusie, tak, że wszyscy to słyszą. Niedobrze się robi.

7 Ostatnio edytowany przez London69 (2010-03-17 14:34:32)

Odp: Za moich czasów:)

Ja chodzę do szkoły w której jest LO i gimn. I jak myślicie ? Jak wygladają dziewczyny z gimnazjum ? Oglądał ktoś film "Galerianki" ? Jeśli taK NIC nie musze wyjaśniac.... To ja, uczennica liceum nie ubieram się ani nie maluje tak jak one... Jak chodziłam do podstawówki, szósta klasa, jak ktoraś dziewczyna miała pomalowane paznokcie, a niedaj Boże oczy, to dostawała uwagę do dzienniczka. I kiedy to było ? Zaledwie 8 lat temu. Szkoda mi, że teraz wszystko dzieje się tak niepoprawnie.

Wolę pojechać z przyjaciółmi na kolonie, jak jeździmy od 12stego roku zycia, tam jest super towarzystwo i opieka, o alkoholu nigdy nie było i nie ma mowy. Nie wiem czemu, ale wolę taką dyscyplinę i surowość, która prznajmniej uczy nas czegoś w życiu. Dlatego właśnie lubię wakacje. smile A na wycieczkach szkolnych jak jest ? Już wam mówię. Uczniowie piją, a nauczyciele co na to ? Nic, bo oni też piją. Na wycieczce szkolnej byłam tylko raz i już więcej na taką nie pojadę. Każdy chodzi samopas a nauczyciele nawet się nie interesują. (nie mówię tu o SP, bo w podstawówce wycieczki to była sama frajda i z chęcią jeździłam).

8 Ostatnio edytowany przez Paweł-1979 (2010-03-17 15:36:17)

Odp: Za moich czasów:)

Już bardzo dawno temu Alfred Adler pisał:
"Braterstwo to jedyne co zdoła nas ustrzec przed spłonięciem na krzyżu szkodliwej fikcji"
A przez "Szkodliwą fikcję" rozumiem dzisiejszą ,toksyczną  wylewność medialną,jak i tgz. Zdobycze techniki
coraz większe odizolowanie międzyludzkie zawdzięczamy konsumpcjonizmowi i w pogoni za dobrem materialnym,co skutkuje tym,że nie widzimy co się wokół nas dzieje i co robią nasze dzieci np.
Smutne, bo spada to po równi pochyłej...Nikt ani nic już tego nie zmieni.. sad
Nikt nam komputerów ani telewizorów nie wyrzuci a czasów PRLu nie przywróci..

9

Odp: Za moich czasów:)

A ja pragnę zwrócić uwagę na jedną rzecz: dlatego dzieciarnia tak dużo siedziała na powietrzu, bo zwyczajnie miała na to CZAS. Obecnie jest tyle zadań do zrobienia i nauki (bo przecież na lekcji nie ma na to czasu i wszystko zostaje do zrobienia w domu), że jak wracają późnym popołudniem ze szkoły i z wszelakich kółek, to najpierw trzeba obiad, zadania, nauka i dziecko nie ma sił nigdzie iść.

Ja sama pamiętam, że wystarczyło mi jakieś pół godziny na odrobienie wszystkich zadań i hajda na pole. Szło się albo na bloki by powygłupiać się na trzepakach lub połazić na drzewach i wracało zmęczonym na kolację, wykąpać się i spać.

Oczywiście nie twierdzę, że żadne dzieci nie przesiadują już na powietrzu, ale ja pamiętam, że przez cały dzień place zabaw i trzepaki były stale okupywane, a teraz w moim mieście rzadko widzę, by ktokolwiek się tam bawił.

10

Odp: Za moich czasów:)

Margolcia,fajny temat.
Ja tez dodam trzy grosze.
rzeczywiscie ....za moich czasow bylo inaczej.Ale kto jest temu winien?Caly system.Poczawszy od rodzicow i konczywszy na naszym ustroju.


Swiatem obecnie rzadzi pieniadz.Niestety.Rodzice w pogoni za kasa nie maja czasu na rozmowe z dziecmi.W pogoni za kasa lub z powodu takiej a nie innej organizacj pracy.Dzieci sa niedopilnowane.
Kiedys dzieciom czytalo sie ksiazki,wyprawa do DK konczyla sie zakupem bajek,ktore kiedys tez byly drogie.a teraz?Wlacza sie DVD i z glowy mamy dzieciaka.
Kiedys kupilo sie gry planszowe lub puzzle i poswiecalo sie czas dzieciakom.Byla swoista wiez rodzic-dziecko.A teraz?Teraz dzieciak ma kupiona gierke w komputerze i sobie pogrywa.
A_normalna,piszesz ,ze teraz jest duzo nauki.A myslisz ,ze kiedys mysmy sie nie uczyli?To nie jest wytlumaczenie ,ze jest szkola.
kiedys byla szkola ,bylo i wyjscie do kolezanek.Teraz po co wychodzic ,jak mozna wlaczyc gg i z glowy?



Mozna mnozyc przyklady i mnozyc.

11

Odp: Za moich czasów:)

mon,oczywiście, że nauka była zawsze, ale w porównaniu z tym ile zadań mają do zrobieniu w domu dzieci, a ile my mieliśmy dawniej, to jest spora różnica. Wiem, bo mam siostrzenicę w podstawówce i słyszę ile czasu trzeba dziennie poświęcić razem z nia, by odrobić wszystkie zadania z każdego przedmiotu, bo nauczyciele nie mają czasu robić tych ćwiczeń na lekcji.

12

Odp: Za moich czasów:)

Wiecie, mnie się słabo robi, jak widzę tych młodych ludzi, zblazowanych, smętnych, jakby już całe życie mieli za sobą i niczego już nie oczekiwali...

Mon, masz całkowitą rację, że za naszych czasów też była nauka i to chyba trudniejsza, bo bez możliwości ściągnięcia bryków z kompa, streszczenia lektur itp. Lekturę TRZEBA było przeczytać.

Przez siedem lat trenowałam wyczynowo sport i ani szkoła, nauka ani treningi nie przeszkadzały mi w tym, aby jeszcze pograć w piłkę na podwórku, czy wyskoczyć w tajemnicy przed rodzicami o 23ej na zamknięty już basen Cracovii. To była dopiero frajda! I fantazja.

Nie zwalajmy więc wszystkiego na nadmiar nauki.

13 Ostatnio edytowany przez schiz49 (2010-03-17 17:42:26)

Odp: Za moich czasów:)

Margolcia - świetny wątek!!!!
No ta ja powspowinam : a za moich czasów.....

pamiętacie gre podwórkową w palanta,w ubijanego,gra w kometkę ,obijanie piłki o mur??,skakanka???,zabawa w chowanego!! -
na ulicy malowanie kredą gier do skakania,może bardziej chłopięce kolarzyki,gra w gumę???
gotowanie obiadów w takich małych harcerskich garnuszkach na takich białych kostkach., szycie dla lalek ubranek>obok ławki budowanie namiotów z kocy - nawet po burzy letniej była frajda latać boso po kałużach..
Całe dnie w szczególności w lecie spędzało się na ogródkach - a obiad jadłam na szybkiego na murku od piwnicy,bo nie było czasu iść do domu !!!! Bajki w TV np. Jacek i Agatka- wogóle to były 2 programy - przynajmniej wszyscy jedno oglądali  - przedtem był jeden telewizor w domu - i oglądało się całą rodziną!!!
Krótko - teraz tak nie jest!!!!!
i jeszcze jedno znało się wszystkie dzieciaki dookoła - chodziło się do domu każdego!!!

14

Odp: Za moich czasów:)

A_normalna masz rację ! Widzisz, ja przyjeżdżam ze szkoły ok. 16:00, lekcje robię do 18:00 (nie, nie spisuje wszystkiego z internetu.......) a po 18:00 godzinka przerwy na posiłek, poleżę chwilkę i o 19:00 chcociaż już mi się nie chce, uczę się..... W tygodniu mam po 2 sprawdziany, codziennie trzeba być przygotowanym na j.polski. I gdzie tu czas na odpoczynek, spacer ? Po tej nauce to nie mam ochoty na nic innego jak położyć się spać, i tak codziennie do weekendu.

15 Ostatnio edytowany przez agileo (2010-03-17 20:48:34)

Odp: Za moich czasów:)

witajcie Wspominające smile
Margolcia, extra wątek!
Fakt- popołudniu Zwierzyniec albo Pankracy i wieczorynka 10 minut!! Ja takze nie tęskniłam do TV, marzyłam żeby jak najszybciej odrobić lekcje, choćby w połowie i w nogi z domu. Dojeżdzałam do szkoły autobusem szkolnym i tez byłam ok. 15,30 w domu, ale to nie miało znaczenia. Nawet zimą. Niedaleko domu miałam tzw. górkę na sanki, tyłki na gnat zmarznięte mieliśmy, ciemnica okropna, a my miedzy drzewami poobijani, a jeszcze było nam mało. Bylejaki stawek ledwo zamarzał, a my na pewno za wcześnie sprawdzaliśmy stan lodu. Skakanie po drzewach, zabawa w Indian, okopy i walka wiejskich obozów. Piłki to nam się darły i niszczyły w oczach, a z murów tynk odpadał. Na pewno rodzice nie bali się tak o pociechy jak dziś. Na głowę wprost dostaje jak moje dzieci nie wrócą zanim się położę.. Nie śpię na pewno.
Teraz mieszkam nad jeziorem, super miejsce na łyżwy, hokej, bo w mieście. I co? Dzieciaków brak.

Zabiegani rodzice, zapracowani pozwalają na wiele więcej młodziakom niz wtenczas. No kochane, po części jesteśmy też takie, czyż nie? Ja się przyznaję, moim dzieciom więcej można niż mi było. Sama czasem twierdzę, że maja za dobrze, ale jak widzę ich niektórych rówieśników, to nie mam do nich pretensji. Jeszcze bardziej ich kocham!! Mogę śmiało stwierdzić, ze nie mam z nimi kłopotu. Ukryli coś na pewno przede mną, jak my kiedyś, ale...
Na marginesie, kiedyś weszłam do gimnazjum... wstyd, ale pomyliłam(widziałam od tyłu osobę) uczennicę z nauczycielką.   hmm
Pozdr. smile

16

Odp: Za moich czasów:)

Ojej, fantastycznie jest wyobrażać sobie dzień w dzień na podwórku...
Kobietki, wierzcie mi, że gdybym tylko miała na to wszystko czas to bardzo chętnie bym powtórzyła wszelkie zabawy na świeżym powietrzu! Ale wracam ze szkoły późno, zanim odrobię lekcję i się nauczę, do tego jakieś ćwiczenia na rozruszanie się, to po prostu... marzę o tym, aby spać... Ewentualnie wchodzę na forum wink.  Jak byłam młodsza zawsze zjeżdżałam z górki na sankach, bawiłam się w chowanego, butelkę (taką co się kopie - coś jak zabawa w chowanego), gumę... A przecież jestem z tej "nowej epoki". Więc to nie jest tak, że technologia objęła wszystkich... Chociaż mam siostrę młodszą prawie osiem lat i drobne różnice były... Wciąż siedziała przed komputerem, nawet wiosną, dopóki nie odkryła gumy i skakanki. W słoneczne dni brała do szkoły i dziewczynki z jej klasy od razu podłapały! Myślę, że gdyby trochę dzieciom ograniczyć komputer, a pokazać im stare zabawy, to chętnie przesiadywałyby na podwórku smile.

17

Odp: Za moich czasów:)

Mamba, widzę że jesteś z tej 'epoki' co ja wink znasz ten ból... szkoła, lekcje, spanie.... Brak czasu...

18

Odp: Za moich czasów:)

Ależ szkoła, lekcje....były zawsze. Powiem więcej - uczniowie spedzali w szkole więcej godzin niż teraz, mieli więcej w planie. Do tego kółka i "eskaesy", chór szkolny. Harcerstwo. Każdy uprawiał jakąś dyscypline sportu, bo były takie możliwości.
I nie boję się zaryzykować stwierdzenia - młodzież wiedziała więcej i ta wiedza była usystematyzowana.

19

Odp: Za moich czasów:)

koma5 ma absolutną rację. Tak naprawdę im więcej ktoś ma zajęć, tym lepiej potrafi sobie organizować czas i na więcej rzeczy mu go starcza. I kiedyś dzieciaki naprawdę się uczyły, coś wynosiły z lekcji - dzisiaj niby nikt nie ma czasu na nic poza szkołą, a rośnie pokolenie analfabetów i dyskalkulików, którzy nie umieją poprawnie zapisać jednego zdania (to pewnie też po części przez pisanie sms-ów i maili, w których "nie trzeba" trzymać się żadnych reguł, nie ma polskich znaków itd.) ani pomnożyć przez siebie ułamków zwykłych. Dziwne, że za czasów moich rodziców i dziadków nie było dzieci z tymi wszystkimi dysfunkcjami, nikt się nie wykręcał "papierkiem" i wszyscy pisali tę samą maturę, a błędy były oceniane u wszystkich jednakowo.

20

Odp: Za moich czasów:)

Owszem szkoła, lekcje były zawsze, są i będą. Ale z tego co wiem, np. mojej mamie wystarczała godzinka na odrobienie lekcji. Jak ja wracam ze szkoły po 16:00 (czasem nawet lekcje kończę o 16:45, więc w domu jestem ok. 18:00) to naprawde już nic mi się nie chce... Ale lekcje odrobić trzeba, nauczyć się wypada- dla siebie, bo w końcu nie uczymy się dla kogoś. I tak uważam, że warto to wszystko przemęczyć, bo później czeka nas zasłużona nagroda- wiedza i szkoła wyższa. Nauka nie przychodzi sama, tak czy inaczej musimy się do niej przyłożyć.

21

Odp: Za moich czasów:)

Koma, Anemonne, macie rację. Nie pamiętam z czasów mojej nauki dyslektyków itp. dysfunkcji.

A jak zobaczyłam jak mój młodszy syn uczył się tabliczki mnożenia, to myślałam, że padnę. Zamiast na pamięć, to jakimś sposobem i efekt jest taki, że ma 19 lat i musi nieźle pogłówkować jak go o coś z tejże tabliczki zapytam. Nie wiem, jakim cudem jest w technikum...

agileo, to fakt, że naszym dzieciom wolno więcej niż nam, ale to mi nie przeszkadza. Wkurza mnie natomiast brak szacunku u młodych ludzi, już nie piszę, że generalnie do starszych, ale do rodziców. Gdybym tylko spojrzała krzywo na Mamę, to zaraz zaliczyłabym od ojca cięgi. A dzisiaj? Młodzi pyskują, warczą, a gdzie niegdzie do bicia się biorą. Strach myśleć.

22

Odp: Za moich czasów:)

No z tymi dyslektykami to po prostu żarty... Każdy kto nie radzi sobie z ortografią zamiast poćwiczyć, to od razu stwierdza, że jest dyslektykiem i już. Wystarczy papierek żeby wykręcić się od pisania poprawną polszczyzną.

23

Odp: Za moich czasów:)

Mamba, masz rację. A w dzisiejszych czasach z pewnością nie trudno załatwić taki papierek... hmm

24

Odp: Za moich czasów:)

hej smile
Margolciu, ja także nie mam im tego za złe, tak długo jak nie wykroczą poza jakieś normy obyczajowe i społeczne. Cóż, wystarczy spojrzeć na wątek "odtajała mi chrześniaczka". Właśnie, popieram Cię w 100 %, brak szacunku drażni niesamowicie.

Mój mąż niegdyś pracował w szkole, w dodatku także jako opiekun dzieci na dowozach. Wracał wykończony, pyskówka, nierobienie sobie nic z opiekuna, a czasem wyśmiewki typu- "ha ha, no i co mi zrobisz? Nic, bo masz przej...". Skłamałabym mówiąc, że moje dzieci nie burzą się, nie pyskną itd., ale jak słyszę co niektórzy potrafią... Masz rację, krew zalewa. A wiecie, rodzice czasem przychodzili na skargi, bo opiekunowie to i tamto. I kto w takim przypadku powinien iść na resocjalizację?

Kobietki, piękna dziś wiosna u mnie, otworzyłam sezon tarasowy pijąc kawusię i ogladając krokusy na trawniku. Rozmarzyłam się jak to fajnie i pachnąco było latem na łąkach, gdy robiłyśmy wianki z kwiatów.

25

Odp: Za moich czasów:)

I boso biegać rankiem po łące, spać na sianie, siedzieć z gitarą przy ognisku do świtu...

Ech, to se ne wrati...

26

Odp: Za moich czasów:)

hej smile
nie płaczmy, że się skończyło, cieszmy się, że w ogóle było smile smile smile pa

27

Odp: Za moich czasów:)

Ech to i ja powspominam lata dzieciństwa choć nie było to tak znowu bardzo dawno Ja ok 7 lat spędziłam w harcerstwie Tak mi się właśnie przypomniało ile się tam działo biwaki obozy ogniska ech Poszłam do Liceum i oczywiście znudziło mi się harcerstwo Może po prostu z tego wyrosłam Jedno jest pewne Mam z tego okresu wiele wspomnień które przychodzą mi do głowy jak słyszę jakaś pieśń harcerską np Płonie Ognisko I Szumią Knieje wink

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026