Witam,
ten post będzie się odnosił do mojego poprzedniego tematu. Po relacji z Panem X (ostatni temat) postanowiłam ochłodzić nasze stosunki. Bez sensu jest znajomość w której jedna osoba tylko "daje", a druga jak grochem o ścianę. Skończyły się smsy i wspólne wyjścia. Ochłodzenie naszej relacji wynika z tego, że Pan X ani nie raczył w ostatnim czasie odp., a spotkania tłumaczył :"może przełożymy to na potem". No ok, jak tak to tak. Słyszysz nie, raz, drugi, trzeci, to w końcu się poddajesz. Zwyczajnie w świecie jest przykro. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak się widzimy twarzą w twarz, to jest zupełnie inaczej. Wszystko na przekór. Facet zachowuje się jakby przeczył sam sobie, to złapie za rękę itp. Staram się go unikać, i nie odwzajemniać spojrzeń i całej reszty, ale jak zawsze jest jakieś ale. Powiedziałam mu, że miał czas żeby zrobić coś od siebie nie zrobił nic i, że się odsuwam. Powiedział, że no najlepiej, mam się na niego jeszcze obrazić... Swoje zachowanie tłumaczy problemami, tym że nie lubi ludzi, że jego problemy tylko sprawią że się będę czuła gorzej i, że nie chce mi dokładać. Czasami mam wrażenie, że nie chce powiedzieć o co dokładnie chodzi, bo myśli, że się całkowicie odsunę, skończy się wszystko. On wie, że mi zależy, oboje wiemy, że pomimo wszystkiego się bardzo lubimy (wyznaliśmy to sobie), tylko jakby nie patrzeć liczą się czyny niż słowa... słyszysz 200 razy nie to nie. Logika, facet nie chce to się nie spotyka (brak zainteresowania ?). Tłumaczyłam mu, że mogę mu pomóc itd., nic. Teraz pytanie, zachować swoje resztki dumy i wyciągnąć do niego rękę, napisać, wyjść itd., czy olać (bo w sumie znowu się zasłoni problemami, nie da sobie pomóc). Nie wiem czego mogę się po nim podziewać, czy jeszcze czegokolwiek...