Witam.
Nie wiem jak zacząć więc może od początku. Mam 34 lata, jestem dwa lata po rozwodzie, nie mam dzieci. Dotąd wydawało mi się, ze jestem dość atrakcyjną, niezależną i pewną siebie kobietą. No właśnie wydawało mi się do momentu aż nie uznałam, że czas może wreszcie zapomnieć o przeszłości i może kogoś znaleźć. I to chyba nie był najlepszy pomysł bo kompletnie nie radzę sobie z odrzuceniem. I przezywam wszystko jak nastolatka. A co najgorsze moja samoocena szybuje z zawrtoną prędkością w dół.
Wszystko zaczęło się od pewnego portalu randkowego. Nigdy nie byłam przekonana do takiego rozwiązania, ale cóż spróbowałam. Poznałam tam kilka osób, ale nie jestem typem pisarki więc postanowiłam sie spotkać z jednym panem. Na początku nie byłam zbyt zainteresowana bo nie odpowiadało mi to, ze nie mamy za bardzo o czym rozmawiać, ale chłopak był uparty i na początku bardzo zabiegał o spotkania. Dzwonił był troskliwy, czuły i ja zaczęłam się otwierać. Tyle tylko że po dwóch tygodniach wszystko się zmieniło o 180 stopni. Byłam na tyle głupia, ze chciałam pytac i rozmawiać, a usłyszałam tylko, ze dziwna jestem i mam jakieś jazdy. Niepotrzebnie też zadzwoniłam i szkoda gadać, niby jestem dojrzała kobietą. Pan się już nie odezwał, ale ja też nie wydzwaniałam do niego. Myślałam, ze jakoś to mnie nie obejdzie, ale obeszło bo cały czas szukam w sobie winy, co ze mną było nie tak i może gdybym nie naciskała, nie próbowała rozmawiać.
Ciężko mi jest wytłumaczyć tą sytuację, ale jest mi potwornie źle z tym. Tym bardziej, ze uwierzyłam, że moze mu zależeć i że ja być może wszystko spierdzieliłam. Pan nadal jest aktywny na portalu, wiem, ze z kimś się spotyka i pewnie nawet zapomniał kim ja jestem, a ja nie mogę przestać drążyć tej sytuacji. Mimo, ze sama widziałam, ze nie pasujemy do siebie to kompletnie nie poradziłam sobie z tym odrzuceniem i czuję się gorsza po prostu.
To nie jest tak, że spotkałam jednego i mi odwaliło. Wcześniej tez umawiałam się na randki, ale nie byłam gotowa i nie potrafiłam się otworzyć, więc nic nie wychodziło. A tu nie wiem co sie stało. Nie czułam się tak podle dawno, nawet kiedy znajomy wystawił mnie po randce i więcej się nie odezwał.
Naprawdę głupio mi się czyta co napisałam, ale czuję się podle i chciałabym, zeby to minęło...
Trudno mi porozmawiać o tym co czuję z przyjaciółmi bo jak miałabym wytłumaczyć, więc napisałam tutaj
1 2018-04-02 22:02:46 Ostatnio edytowany przez marta.rey (2018-04-02 22:11:56)
2 2018-04-02 22:12:34 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-04-02 22:18:29)
I to chyba nie był najlepszy pomysł bo kompletnie nie radzę sobie z odrzuceniem. I przezywam wszystko jak nastolatka. A co najgorsze moja samoocena szybuje z zawrtoną prędkością w dół.
To nie odrzucenie księżniczki z zamku, przez księcia na białym koniu. Teraz randki są szybkie, ciach pach i albo coś jest, albo następna. Takie czasy. Dorosła jesteś.
Żeby trafić na kogoś odpowiedniego, musisz wymieszać działanie z przypadkiem.
Myślałam, ze jakoś to mnie nie obejdzie, ale obeszło bo cały czas szukam w sobie winy, co ze mną było nie tak i może gdybym nie naciskała, nie próbowała rozmawiać.
Jesteś młoda, nie masz dzieciaków, pewnie też nie wyglądasz jak ogar. Tracisz czas na rzeczy, które są kompletnie nieistotne. Mogłaś zawinić, a mogłaś nie zawinić. Po co Ci to? Nie pykło i tyle.
No właśnie jestem świadoma tego, ze marnuję czas i emocje na coś takiego. Po prostu nie rozumiem jak okiełznać to co się ze mną teraz dzieje. Bo mam wrażenie, ze zmarnowałam być może fajną relację. Za bardzo się przejmuję, ale nie potrafię tego opanować. Chyba rzeczywiście coś ze mną nie tak
Zwróć uwagę na to, co napisałaś: na początku nie odpowiadał Ci Pan, nie mieliście o czym rozmawiać, a jednak zgodziłaś się z nim spotykać- mimo tego
Uwierzyłaś, że JEMU zaczynało zależeć. a Ty gdzie w tym jesteś.? Ufaj trochę swojej intuicji- czujesz na początku, ze coś nie tak, nie ma dobrego kontaktu?- to moze szkoda czasu? Bo to, co Ty czułaś na początku, On zrozumiał dopiero potem-- ale tego nie rozkminiał, tylko stwierdził, ze Ty jesteś dziwna- co czytaj- znaczy-- nie pasujemy do siebie..I jak myślisz? Czy taka historia z niedopasowaniem ludzi powinna Ci wpływać na samoocenę? przecież to absurd.:) On szuka dalej, a nie zastanawia się, czy coś z nim nie tak- weź przykład z Pana ![]()
5 2018-04-02 22:28:00 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-04-02 22:29:06)
Wg mnie zareagowałeś nieadekwatnie do sytuacji, bo to nie chodzi wcale o tego pana, tylko o twoje niestabilne poczucie własnej wartości. Wydawało ci się, że już stanęłaś na nogi, a tu niewielkie niepowodzenie i ZNOWU jesteś w rozsypce. Moim zdaniem masz nieprzepracowane tematy z przeszłości, które nie pozwalają ci iść do przodu.
6 2018-04-02 22:29:17 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-04-02 22:32:14)
No właśnie jestem świadoma tego, ze marnuję czas i emocje na coś takiego. Po prostu nie rozumiem jak okiełznać to co się ze mną teraz dzieje. Bo mam wrażenie, ze zmarnowałam być może fajną relację. Za bardzo się przejmuję, ale nie potrafię tego opanować. Chyba rzeczywiście coś ze mną nie tak
Piszesz jak ogarnięta kobieta. Nie wyżywaj się na sobie. Jesteś zwyczajnym człowiekiem jak każdy. Od emocji nie uciekniesz, ale jesteś też dorosła. Masz możliwość trochę innej analizy, niż nastolatka. Nawet jeśli czujesz tak samo. Ludzi w Twojej i jego sytuacji w danym czasie jest masa. Kwestia żebyś zdała sobie sprawę, że ta sytuacja nie była wyjątkowa i tak naprawdę, nic nie znaczyła. Jeśli nie ma tego czegoś, miedzy dwojgiem ludzi to choćbyś była seks bombą, profesorem nadzwyczajnym i chodziła na rzęsach i tak niczego nie zmienisz.
Najchętniej wzięłabym przykład z Pana, ale mam wrażenie, że skoro on mnie odrzucił to teraz już tak za każdym razem będzie bo coś ze mną jest nie tak. Wiem, ze to nieadekwatna reakcja do całej sytuacji, ale tak przytłoczyło mnie to.
I pewnie racja, że to przeszłość mnie blokuje i coś czego ze sobą nie przepracowałam i nie zmieniłam. Nie jestem desperatką, która musi mieć faceta za wszelką cenę, ale obawiam się tego, że może już nikogo nie znajdę i chyba trudno jest mi się z tym pogodzić.
Najchętniej wzięłabym przykład z Pana, ale mam wrażenie, że skoro on mnie odrzucił to teraz już tak za każdym razem będzie bo coś ze mną jest nie tak. Wiem, ze to nieadekwatna reakcja do całej sytuacji, ale tak przytłoczyło mnie to.
I pewnie racja, że to przeszłość mnie blokuje i coś czego ze sobą nie przepracowałam i nie zmieniłam. Nie jestem desperatką, która musi mieć faceta za wszelką cenę, ale obawiam się tego, że może już nikogo nie znajdę i chyba trudno jest mi się z tym pogodzić.
Zbyt dużo uzależniłaś od tego, czy okażesz się wystarczająco atrakcyjna/interesująca dla KAŻDEGO. Twoją równowaga zachwiało pierwsze niepowodzenie nie dlatego, że z tobą jest coś nie w porządku, ale dlatego, że tak to sobie wyjaśniłaś. Wywodzi się to wprost z opinii, jaką masz o sobie.
9 2018-04-02 23:01:04 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-04-02 23:06:01)
Dla większości nie będziesz odpowiednia, tak jak większość dla Ciebie. Z większością nie zbudujesz relacji, z częścią przeżyjesz fajne chwilę, możliwe też, że i przykre. Gdzieś tam może trafisz na kogoś, kto trafi też na Ciebie. Ale nie ma co się oszukiwać. Trzeba próbować, żeby zaistniała szansa.
10 2018-04-02 23:08:38 Ostatnio edytowany przez Znerx (2018-04-02 23:09:14)
portalu randkowego. Nigdy nie byłam przekonana do takiego rozwiązania, ale cóż spróbowałam. Poznałam tam kilka osób, ale nie jestem typem pisarki więc postanowiłam sie spotkać z jednym panem.
Specyfika randek online.
Jako kobieta to możesz spokojnie iść w ilość. Odsiewać kandydatów (zdjęcie, bzdury w opisie, ortografy, propozycja seksu na dzień dobry, spam głupot, itd....) i szybko się spotykać. Chętnych raczej nie zabraknie.
W 20+ randkach to pewnie trafi się jakiś fajny.
Marta, jestem w bardzo podobnej sytuacji. Zaledwie kilka dni temu dostałam kosza (z tym, że u mnie to było już 4 odrzucenie od października 2017). Ja wiem, że na pewno zawaliłam, choć nie wiem, czy moje błędy były decydujące, czy aż tak dużego znaczenia nie miały, bo z jego strony tak czy siak raczej nie zaiskrzyło. I wiesz, ja także na początku miałam pewne wątpliwości, ale mój również zabiegał o spotkanie, więc w końcu się zgodziłam (wiem, że głupio to zabrzmi, ale też trochę z litości...). W tym wątku padło wiele mądrych rad. Dzięki, ludzie
Ale ja od dzisiaj praktykuję też swoją osobistą metodę - jak tylko o nim pomyślę to wyobrażam sobie, że to ja go odrzuciłam
Wszak na początku nie był dla mnie aż tak interesujący, przecież jak najbardziej mogłam to zrobić. Przewrotne i dziwne pewnie, ale działa... ![]()
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sama chciałam już mu powiedzieć, że nic z tego nie będzie, a tu sama dostałam kosza. Przewrotność całej sytuacji.
Dzięki za wszystkie odpowiedzi, czasem warto przeczytać coś co jest prawdą, ale niekoniecznie chcemy w nią uwierzyć.
Najtrudniej jest przestać mysleć, analizować. I tak może to głupie, ale nawet mysleć, w czym ta kolejna laska jest lepsza, a ja byłam gorsza.
Mam wrażenie, ze jako młoda dziewczyna nie zdążyłam przeżyć tych wszystkich młodzieńczych zawodów, randek, flirtów i na teraz na starość mi przyszło.
Być może ten facet nie jest wart takich rozterek i wydaje mi się, że zaczynam go nawet idealizować.
Nya mi też go było żal i też spotkałam się z nim z litości, jakkolwiek to brzmi. I zrobiłam sobie kuku...
I to jest właśnie wyższość tych panów nad nami (Ela też o tym napisała: "to, co Ty czułaś na początku, On zrozumiał dopiero potem-- ale tego nie rozkminiał, tylko stwierdził, ze Ty jesteś dziwna- co czytaj- znaczy-- nie pasujemy do siebie"). Oni (jak sądzę) nie analizują, nie dzielą włosa na czworo, nie zastanawiają się, czy aby na pewno postąpili właściwie, czy za x lat nie będą żałować. Takie grzebanie w sobie może zupełnie sparaliżować jakiekolwiek działania i wprowadzić w stany depresyjne. Ja nie widzę innej metody na tę przesadną autoanalizę jak działanie. Zaczynam rozkminiać, więc idę porobić coś konkretnego, żeby się oderwać od tych myśli. No bo jeśli teraz zaczniemy zastanawiać się jak walczyć z tymi nachalnymi myślami to właściwie zostajemy w tym samym punkcie - nadal grzebiemy w sobie, skierowujemy się do wewnątrz, analizujemy. To jest jakieś upiorne zaklęte koło.
Oni (jak sądzę) nie analizują, nie dzielą włosa na czworo, nie zastanawiają się, czy aby na pewno postąpili właściwie, czy za x lat nie będą żałować. Takie grzebanie w sobie może zupełnie sparaliżować jakiekolwiek działania i wprowadzić w stany depresyjne. Ja nie widzę innej metody na tę przesadną autoanalizę jak działanie. Zaczynam rozkminiać, więc idę porobić coś konkretnego, żeby się oderwać od tych myśli. No bo jeśli teraz zaczniemy zastanawiać się jak walczyć z tymi nachalnymi myślami to właściwie zostajemy w tym samym punkcie - nadal grzebiemy w sobie, skierowujemy się do wewnątrz, analizujemy. To jest jakieś upiorne zaklęte koło.
Nie rozumiesz a prawisz dla samego prawienia. Ci "oni" przecież przez to, że nie analizują swojego zachowania, nikogo nie potrafią znaleźć. Trzeba analizować swoje zachowanie. Ale trzeba to robić konstruktywnie. Dostosowując swoje zachowanie do celów jakie chcemy osiągnąć. Musimy ciagle się siebie uczyć i obserwować. Niekiedy jak małe dziecko, nieudolnie stawiać małe kroczki.
Autorko Ty jest po prostu wygodna. Wolisz uderzać w lamenty, zamiast cokolwiek w sobie zmieniać. Traktujesz pierwszego lepszego jako największą miłość swojego życia. Jeśli posłuchasz co tu prawi Nya, to za chwilę będziesz wyluzowana, bezmyślna i będziesz z takimi pierwszymi lepszymi szła do łózka. Tylko po to by udowodnić sobie, jaka to jesteś atrakcyjna. Nie lamentuj, nie użalaj się nad sobą. Każde spotkanie z innym człowiekiem, to taki test. Pokazujący jak potrafisz nad sobą panować, jak w miarę szybko wiesz z kim masz do czynienia i co chcesz z tego osiągnąć.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sama chciałam już mu powiedzieć, że nic z tego nie będzie, a tu sama dostałam kosza. Przewrotność całej sytuacji. (...)
To żadna przewrotność. Porzucenie lub bycie porzuconym to dwie zupełnie różne sprawy, zwłaszcza dla osoby o kiepskim poczuciu własnej wartości.
(...) też go było żal i też spotkałam się z nim z litości (...)
A on, ten wymagający litości biedak, zrezygnował ze złota. A miało być na odwrót.
Moja rada? Wiosna przyszła, zrób porządki w swoim wnętrzu.
16 2018-04-03 11:08:06 Ostatnio edytowany przez Nya (2018-04-03 11:12:02)
Nie rozumiesz a prawisz dla samego prawienia.
To raczej ty nie zrozumiałeś nic z tego co napisałam. Nie chodziło mi o jakąś bezmyślność w ogóle i nie zastanawianie się nad swoimi decyzjami, ale o nieanalizowanie dalej i bez końca tej konkretnej sytuacji i tego gościa, bo co takie grzebanie w sobie da.
17 2018-04-03 11:18:42 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-04-03 11:19:37)
(...) co takie grzebanie w sobie da.
Faktycznie. Grzebanie w sobie (dla samego grzebania, czyli uspokojenia sumienia = utwierdzenie się w myśleniu, że ja taka śliczna, a on teki 'be') do niczego dobrego nie doprowadzi. Czym innym jest jednak praca nad sobą i zrozumienie prawdziwych motywów swego myślenia i zachowania.
Nya ok są mury, których nie przeskoczymy. Dalej się ciesz, że kolejny facet nie był Ciebie wart.
19 2018-04-03 11:26:07 Ostatnio edytowany przez Nya (2018-04-03 11:26:30)
Wielokropku, tak, ale pisząc o grzebaniu w sobie miałam tez na myśli ciągłe zastanawianie się i analizowanie, gdzie popełniłam błąd skoro mnie odrzucił, tworzenie jakichś alternatywnych scenariuszy co by było, gdybym powiedziała w tamtym momencie coś innego i tak dalej. No i karcenie się, za to, że gdybym wtedy czegoś nie powiedziała albo wręcz przeciwnie, gdybym powiedziała albo trochę inaczej się zachowała albo cośtam cośtam to pewnie nie dałby mi kosza, roztkliwianie się nad tym, że pewnie straciło się szansę na wielką miłość. To miałam na myśli pisząc, że przesadne autoanalizowanie jest głupie, beznadziejne i niebezpieczne.
Nya ok są mury, których nie przeskoczymy. Dalej się ciesz, że kolejny facet nie był Ciebie wart.
Gdzie coś takiego napisałam czy zasugerowałam, że ktoś nie był mnie wart?
(...) przesadne autoanalizowanie jest głupie, beznadziejne i niebezpieczne.
To, o czym napisałaś nie ma nic wspólnego z myśleniem, ani tym bardziej z autoanalizą.
Użyłam również określeń przesadne, grzebanie w sobie i rozkminianie. Wiadomo chyba już o co chodzi.
Gdzie coś takiego napisałam czy zasugerowałam, że ktoś nie był mnie wart?
Służę uprzejmie ![]()
Ale ja od dzisiaj praktykuję też swoją osobistą metodę - jak tylko o nim pomyślę to wyobrażam sobie, że to ja go odrzuciłam
Wszak na początku nie był dla mnie aż tak interesujący, przecież jak najbardziej mogłam to zrobić. Przewrotne i dziwne pewnie, ale działa...
24 2018-04-03 11:38:02 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-04-03 11:42:04)
Użyłam również określeń przesadne, grzebanie w sobie i rozkminianie. Wiadomo chyba już o co chodzi.
Zwłaszcza w kontekście tych Twych słów
(...) Ale ja od dzisiaj praktykuję też swoją osobistą metodę - jak tylko o nim pomyślę to wyobrażam sobie, że to ja go odrzuciłam
Wszak na początku nie był dla mnie aż tak interesujący, przecież jak najbardziej mogłam to zrobić. Przewrotne i dziwne pewnie, ale działa...
W psychologii ta strategia nosi nazwę 'kwaśne winogrona'.
Pozwolę sobie pozostać przy swojej opinii, a Ciebie do zmiany zdania nie namawiam. ![]()
25 2018-04-03 11:41:54 Ostatnio edytowany przez Nya (2018-04-03 11:44:31)
balin, a gdzie tu jest o tym, że on nie był mnie wart?
Na początku miałam wątpliwości m.in. dlatego, że w dość zasadniczych kwestiach mamy różne poglądy (on prawicowiec wychowany w patriotycznym i konserwatywnym domu, a mnie bliżej na lewo).
I to jest właśnie wyższość tych panów nad nami (Ela też o tym napisała: "to, co Ty czułaś na początku, On zrozumiał dopiero potem-- ale tego nie rozkminiał, tylko stwierdził, ze Ty jesteś dziwna- co czytaj- znaczy-- nie pasujemy do siebie"). Oni (jak sądzę) nie analizują, nie dzielą włosa na czworo, nie zastanawiają się, czy aby na pewno postąpili właściwie, czy za x lat nie będą żałować. Takie grzebanie w sobie może zupełnie sparaliżować jakiekolwiek działania i wprowadzić w stany depresyjne. Ja nie widzę innej metody na tę przesadną autoanalizę jak działanie. Zaczynam rozkminiać, więc idę porobić coś konkretnego, żeby się oderwać od tych myśli. No bo jeśli teraz zaczniemy zastanawiać się jak walczyć z tymi nachalnymi myślami to właściwie zostajemy w tym samym punkcie - nadal grzebiemy w sobie, skierowujemy się do wewnątrz, analizujemy. To jest jakieś upiorne zaklęte koło.
Nic nie stoi na przeszkodzie by to koło przerwać.
Kto to powiedzial, ze glupotą jest oczekiwanie innych rezultatów robiąc ciagle to samo?... Einstein chyba...
27 2018-04-03 11:56:16 Ostatnio edytowany przez Nya (2018-04-03 12:04:14)
Nya napisał/a:Użyłam również określeń przesadne, grzebanie w sobie i rozkminianie. Wiadomo chyba już o co chodzi.
Zwłaszcza w kontekście tych Twych słów
(...) Ale ja od dzisiaj praktykuję też swoją osobistą metodę - jak tylko o nim pomyślę to wyobrażam sobie, że to ja go odrzuciłam
Wszak na początku nie był dla mnie aż tak interesujący, przecież jak najbardziej mogłam to zrobić. Przewrotne i dziwne pewnie, ale działa...
W psychologii ta strategia nosi nazwę 'kwaśne winogrona'.
Pozwolę sobie pozostać przy swojej opinii, a Ciebie do zmiany zdania nie namawiam.
Nie zrozumiałyśmy się. Na początku nie byłam zainteresowana, bo dość szybko dostrzegłam, że się różnimy, a byłam już w związku z kimś z kim niewiele mnie łączyło i wiem, że takie relacje są bez przyszłości. W ogóle nie myślę, że nie zasługiwał na mnie czy coś w tym stylu (nigdy w życiu nie pomyślałam tak o żadnym człowieku). Myślę, że po prostu pewnie nie pasowaliśmy do siebie, tylko ja ze strachu przed samotnością, z pragnienia bliskości znów przymknęłam oko na różnice myśląc 'jakoś to będzie'. On musiał też wyczuć, że jesteśmy zbyt różni, że to nie to, ale wykazał się większym rozsądkiem, dojrzałością.
28 2018-04-03 11:56:29 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-04-03 11:59:14)
(...) Einstein chyba...
On też, podobno, stwierdził, że: "Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej są jednak pewne wątpliwości."
(...) Więc to chyba nie są te kwaśne winogrona.
Zamiast komentarza:
Racjonalizacja (od łac. ratio, rozum) – w psychologii jeden z mechanizmów obronnych – pozornie racjonalne uzasadnianie po fakcie swoich decyzji i postaw, kiedy prawdziwe motywy pozostają ukryte, często także przed własną świadomością.
Dwie typowe odmiany racjonalizacji zostały nazwane "kwaśnymi winogronami" i "słodkimi cytrynami".
Kwaśne winogrona to uznawanie za nieważny cel, którego nie osiągnęliśmy.
Słodkie cytryny to wmawianie sobie, że przykre zdarzenia i sytuacje, będące naszym udziałem, są w rzeczywistości przyjemne.
Jest to także forma automatycznej obrony przed depresją – kiedy człowiek odczuwa naraz wiele negatywnych bodźców, bądź jest uczestnikiem nieprzyjemnych zdarzeń, to ma nienaturalnie wyśmienity humor, jest podekscytowany i tryska energią.
Inną formą racjonalizacji jest szukanie winnych za zaistniałe nieprzyjemne wydarzenie wokół siebie, zamiast uznania własnej winy.
przygody kołcza Alberta! ![]()

30 2018-04-03 12:01:25 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-04-03 12:03:41)
Wielokropku, przecież Nya, doskonale wie, że to kwaśne winogrona i stosuje tę metodę świadomie, jako sposób na szybsze ogarnięcie tematu- i tym sposobem nie jest to już tym, o czym mówisz.. Ale może mnie i Ciebie czegoś innego uczono na studiach...
Więc niepotrzebne zarzuty i uświadamianie jej. I zgadzam się, analiza SIEBIE jest potrzebna, ale rozkminianie bez końca krótkiej relacji moę być destruktywne.
Wielokropek- mechanizmy obronne są ukryte a nie świadome!! więc nie wiesz o czym piszesz..
(...) więc nie wiesz o czym piszesz..
Pozwolę sobie i tym razem pozostać przy swoim zdaniu.
Ela210 napisał/a:(...) więc nie wiesz o czym piszesz..
Pozwolę sobie i tym razem pozostać przy swoim zdaniu.
I nikt Cię do tego nie zmusza, by je zmienić. Podzieliłam się informacją. ![]()
Jest różnica, o czym wiesz doskonale, między opinią a informacją. Mój poprzedni post był odpowiedzią na Twą opinię o mnie. To koniec, z mej strony, OT. ![]()
Czy diagnozowanie ludzi przez internet, gdy nie zna się wszystkich danych jest poważne, właściwe, mądre?
Ja o swoich wątpliwościach związanych z tamtym chłopakiem, jeszcze przed spotkaniem z nim, jeszcze zanim podjęłam decyzję o tym, że się z nim zobaczę, opowiedziałam swojej koleżance. Więc to nie jest tak, że byłam zauroczona bez opamiętania, a kiedy on mnie zostawił to zaczęłam to sobie usensawiać, racjonalizować. Ja NAPRAWDĘ miałam wątpliwości. Ale nie podążyłam za instynktem.
Czy diagnozowanie ludzi przez internet, gdy nie zna się wszystkich danych jest poważne, właściwe, mądre?
Ja o swoich wątpliwościach związanych z tamtym chłopakiem, jeszcze przed spotkaniem z nim, jeszcze zanim podjęłam decyzję o tym, że się z nim zobaczę, opowiedziałam swojej koleżance. Więc to nie jest tak, że byłam zauroczona bez opamiętania, a kiedy on mnie zostawił to zaczęłam to sobie usensawiać, racjonalizować. Ja NAPRAWDĘ miałam wątpliwości. Ale nie podążyłam za instynktem.
A czy odbieranie opinii o sobie innych ludzi, chocby nawet i specjalistow zbyt emocjonalnie jest powazne, wlasciwe i mądre?
Bierz to, co ci pomaga, co wyjaśnia niektóre zachowania, a resztę ignoruj. Podobnie w kontaktach z mezczyznami. Ktoś może się pomylić, ktos moze "zdiagnozować " cie pochopnie. To bardziej jego problem niż Twój.
Czym innym jest rozstanie /odrzucenie w zwiazku, ktory trwa iles tam czasu, czym innym zakonczenie krótkotrwałej relacji. Bo wtedy boli nie tyle samo rozstanie tylko odebranie złudzeń, że mogło być tak pięknie. ;P
Iceni, właściwie to się z Tobą zgadzam
Z jednym zastrzeżeniem. Osoba diagnozująca kogoś przy użyciu psychologicznych narzędzi może się pomylić i zrobić komuś krzywdę, jeśli tamten ktoś bezkrytycznie w to uwierzy. Okej, można powiedzieć, że to jego problem skoro jest tak naiwny. Ale bywają tu przecież bardzo młodzi i pogubieni ludzi. Jednak czym innym jest trochę poczytać o psychologii, przejść terapię, a czym innym być psychologiem czy psychiatrą, specjalistą.
Autorko, co u Ciebie? ![]()
Po pierwsze Iceni trafila w sam srodek tarczy. Chodzi o utrate zludzen i jakichs tam rojen ze mialo byc pieknie bo sie tak zapowiadalo. I mimo ze gdzies tam pobrzmiewalo ostrzezenie ze to nie to po prostu dalam sie pewnie zlapac na troske i zainteresowanie. Tak brzmi to jak desperacja ale nie uzalam sie nad soba. A jesli juz to tutaj bo probuje sobie radzic. Kulawo bo kulawo ale nie martwie bliskich.
To nir jest moja obrona ale ostatnie trzy lata nie byly laskawe dla mnie smierc bratanka, rozwod, smierc ojca. Nie powiem rzucilo mnie to na kolana al3 nie spowodowalo ze przeklrlam wszystko i wszystkich i zaczelam sie uzalac ze mam najgorzej. Wcale nie. Mozna cierpiec bardziej .
Nie wiem dlaczego tak emocjonalnie zareagowalam w tym przypadku i dlaczego jeszcze mnie meczy dlatego napisalam. Dziekuje za wszystkir komentarze szczegolnie te krytyczne.
Balin byc moze masz racje ze jestem wygodna. Nie oburza mnie ta opinia ale chyba nie do konca tak jest. Zle sie czuje z ta sytuacja i prosze o rade
A tak wlasciwie to chodzi o ten jeden raz z tym panem z portalu, czy takie problemy zdarzały ci się już wczesniej?
40 2018-04-03 22:08:46 Ostatnio edytowany przez marta.rey (2018-04-03 22:09:54)
Chodzi o ten jeden raz, bo nie mogę przejść nad nim do porządku. Zdarzyło się raz krótko po rozwodzie coś podobnego, też to przeżyłam. Facet sam nie wiedział czego chce. Pomijając fakt, ze do teraz próbuje nawiązywac kontakt, choć dla mnie to zamknięty rozdział. Potem długo sama nie chciałam się wiązać. I już sama się pogubiłam jaka powinnam być. Kilka razy słyszałam, że fajna babka jestem, ale nieufna i wycofana. Tu skolei czuję się jak desperatka, która chciała osaczać Bogu ducha winnego chłopa.
Miałam też dwa jednorazowe spotkania, raz ja nie czułam niczego, a raz pan po prostu już się nie odezwał. Jednak po prostu potraktowałam to jako doświadczenie.
I wkurzam się na siebie, ze tak bardzo wpłynęła na mnie ta krótkotrwała relacja, że ja siebie stawiam w gorszej pozycji. Że ja jestem winna temu co się stało i temu jak się czuję jak odrzut. Spędziłam wiele godzin na analizie siebie, tego czego pragnę, nie siedzę w domu i nie rozmyślam. Jestem aktywna, duzo jeżdżę rowerem, czytam, biorę psa i w trasę. Ale i tak nie mogę zagłuszyć w sobie takiego smutku.
41 2018-04-03 22:23:08 Ostatnio edytowany przez Iceni (2018-04-03 22:24:28)
To teraz spróbuj sobie odpowiedziec - czujesz się źle z powodu odrzucenia (czyli, że nie okazałaś się wystarczajaco atrakcyjna, interesujaca etc. by facet chciał kontynuowac znajomosc i poczulas przygnebienie), czy moze ta znajomosc sprawila, ze poczulas sie lepiej, a kiedy nie wypalilo i okazalo sie, że brakło czynnika, który sprawiał, ze czułaś sie lepiej reakcją była frustracja i złość ?
Jakie uczucie pojawilo sie najpierw - smutek, żal czy zlosc i frustracja?
42 2018-04-04 12:34:05 Ostatnio edytowany przez natolinka (2018-04-04 12:34:51)
Witam.
Nie wiem jak zacząć więc może od początku. Mam 34 lata, jestem dwa lata po rozwodzie, nie mam dzieci. Dotąd wydawało mi się, ze jestem dość atrakcyjną, niezależną i pewną siebie kobietą. No właśnie wydawało mi się do momentu aż nie uznałam, że czas może wreszcie zapomnieć o przeszłości i może kogoś znaleźć. I to chyba nie był najlepszy pomysł bo kompletnie nie radzę sobie z odrzuceniem. I przezywam wszystko jak nastolatka. A co najgorsze moja samoocena szybuje z zawrtoną prędkością w dół.
Wszystko zaczęło się od pewnego portalu randkowego. Nigdy nie byłam przekonana do takiego rozwiązania, ale cóż spróbowałam. Poznałam tam kilka osób, ale nie jestem typem pisarki więc postanowiłam sie spotkać z jednym panem. Na początku nie byłam zbyt zainteresowana bo nie odpowiadało mi to, ze nie mamy za bardzo o czym rozmawiać, ale chłopak był uparty i na początku bardzo zabiegał o spotkania. Dzwonił był troskliwy, czuły i ja zaczęłam się otwierać. Tyle tylko że po dwóch tygodniach wszystko się zmieniło o 180 stopni. Byłam na tyle głupia, ze chciałam pytac i rozmawiać, a usłyszałam tylko, ze dziwna jestem i mam jakieś jazdy. Niepotrzebnie też zadzwoniłam i szkoda gadać, niby jestem dojrzała kobietą. Pan się już nie odezwał, ale ja też nie wydzwaniałam do niego. Myślałam, ze jakoś to mnie nie obejdzie, ale obeszło bo cały czas szukam w sobie winy, co ze mną było nie tak i może gdybym nie naciskała, nie próbowała rozmawiać.
Ciężko mi jest wytłumaczyć tą sytuację, ale jest mi potwornie źle z tym. Tym bardziej, ze uwierzyłam, że moze mu zależeć i że ja być może wszystko spierdzieliłam. Pan nadal jest aktywny na portalu, wiem, ze z kimś się spotyka i pewnie nawet zapomniał kim ja jestem, a ja nie mogę przestać drążyć tej sytuacji. Mimo, ze sama widziałam, ze nie pasujemy do siebie to kompletnie nie poradziłam sobie z tym odrzuceniem i czuję się gorsza po prostu.
To nie jest tak, że spotkałam jednego i mi odwaliło. Wcześniej tez umawiałam się na randki, ale nie byłam gotowa i nie potrafiłam się otworzyć, więc nic nie wychodziło. A tu nie wiem co sie stało. Nie czułam się tak podle dawno, nawet kiedy znajomy wystawił mnie po randce i więcej się nie odezwał.
Naprawdę głupio mi się czyta co napisałam, ale czuję się podle i chciałabym, zeby to minęło...
Trudno mi porozmawiać o tym co czuję z przyjaciółmi bo jak miałabym wytłumaczyć, więc napisałam tutaj
Witaj - masz 34 lata tzn,że jeszcze wiele dobrych chwil przed Tobą,nie masz się co martwić na zapas,widocznie ten akurat facet nie był dla Ciebie,zresztą od pierwszego spotkania nie pasował Ci,a pierwsze wrażenie bywa najważniejsze. I nie szukaj szczęścia na portalach randkowych,bo możesz - sama o tym powinnaś wiedzieć - natrafić na jakiegoś oszusta,dopiero wtedy byłabyś mocno zawiedziona.Daj sobie czas, bo jest takie powiedzernie...siedź w kącie bałamucie,przyjdzie czas,znajdą cię... i coś w tym musi być,bo jeśli przestaniesz szukać miłości,ona sama Ciebie znajdzie. ![]()
To teraz spróbuj sobie odpowiedziec - czujesz się źle z powodu odrzucenia (czyli, że nie okazałaś się wystarczajaco atrakcyjna, interesujaca etc. by facet chciał kontynuowac znajomosc i poczulas przygnebienie), czy moze ta znajomosc sprawila, ze poczulas sie lepiej, a kiedy nie wypalilo i okazalo sie, że brakło czynnika, który sprawiał, ze czułaś sie lepiej reakcją była frustracja i złość ?
Jakie uczucie pojawilo sie najpierw - smutek, żal czy zlosc i frustracja?
Iceni najpierw pojawiła się frustracja to napewno. Złość i pytanie dlaczego. Smutek pojawił się, kiedy dotarło do mnie, ze nic z tego nie będzie i dziecinne niezrozumienie jak do tego doszło. Taki był zachwycony, zabiegał itp. Tak wiem naiwność level hard. Poczułam się przez chwilę lepiej, ale i tak nie do końca wierzyłam, że to szczere, a jak spróbowałam uwierzyć no to wiadomo co się stało.
Dzisiaj jest zdecydowanie lepiej, wsiadłam na rower, popedałowałam ponad godzinę, porozmawiałam ze sobą tak po męsku
i mam nadzieję, ze już powoli pnę się w górę.
Natolinka oczywiście, że portale randkowe to był dość ryzykowny, żeby nie powiedzieć głupi pomysł. A już napewno w moim przypadku, gdzie jeszcze muszę popracować nad sobą i nad własnym poczuciem wartości. Nie twierdzę, że trafiłam na oszusta, ale napewno na kogoś kto już trochę czasu spędził na tym portalu i był bardziej obeznany ode mnie. Ja niepotrzebnie tak naiwnie do tego podeszłam, spodobałam się więc coś z tego wyjdzie, zamiast rzeccywiście czerpać radość z samego poznawania innych ludzi. I może naprawdę wysyłałam zapach desperacji. Cieszę się bardzo, ze ktoś zwrócił uwagę na mój post bo takie spojrzenie z zewnątrz, nie znając osoby a przypadek pozwala przestać się użalać, a spróbować spojrzeć inaczej.
44 2018-04-09 20:50:44 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-09 20:52:57)
marta.rey
A on Ci jakos szczegolnie odpowiadal jako osoba, czy chodzilo tylko o to ze dzieki temu jak Cie traktowal poczulas na chwile ze jestes dla kogos wazna?
Czy szczególnie odpowiadał mi jako osoba? Przyznam, że nie bardzo. Pierwsze co mi się nie podobało to to, ze na pierwszym spotkaniu brzydko wyraził się o swojej byłej partnerce z którą ma dziecko. Ale tak jakoś spotkaliśmy się raz, drugi, trzeci, czwarty. Było miło, ale czułam jakąś nieszczerość. To znaczy teraz już wiem, ze kilka razy mnie okłamał, w drobnych kwestiach, ale jednak. Jakoś u mnie nic nie zaiskrzyło na początku, chyba dopiero gdy mi dał kosza, a raczej zniknął...
Wiem też, że za mocno skupiłam się na wyobrazeniu, co by było gdyby i chyba go wyidealizowałam.
Tak przez chwilę czułam się ważna, komus potrzebna, dla kogoś stałam sie kimś extra i nagle to się skończyło. Ogólnie czuję się po tym wszystkim osowiała, staram się nie robić z tego tragedii, ale gdzieś tam to we mnie tkwi.
Witam.
Nie wiem jak zacząć więc może od początku. Mam 34 lata, jestem dwa lata po rozwodzie, nie mam dzieci. Dotąd wydawało mi się, ze jestem dość atrakcyjną, niezależną i pewną siebie kobietą. No właśnie wydawało mi się do momentu aż nie uznałam, że czas może wreszcie zapomnieć o przeszłości i może kogoś znaleźć. I to chyba nie był najlepszy pomysł bo kompletnie nie radzę sobie z odrzuceniem. I przezywam wszystko jak nastolatka. A co najgorsze moja samoocena szybuje z zawrtoną prędkością w dół.
Wszystko zaczęło się od pewnego portalu randkowego. Nigdy nie byłam przekonana do takiego rozwiązania, ale cóż spróbowałam. Poznałam tam kilka osób, ale nie jestem typem pisarki więc postanowiłam sie spotkać z jednym panem. Na początku nie byłam zbyt zainteresowana bo nie odpowiadało mi to, ze nie mamy za bardzo o czym rozmawiać, ale chłopak był uparty i na początku bardzo zabiegał o spotkania. Dzwonił był troskliwy, czuły i ja zaczęłam się otwierać. Tyle tylko że po dwóch tygodniach wszystko się zmieniło o 180 stopni. Byłam na tyle głupia, ze chciałam pytac i rozmawiać, a usłyszałam tylko, ze dziwna jestem i mam jakieś jazdy. Niepotrzebnie też zadzwoniłam i szkoda gadać, niby jestem dojrzała kobietą. Pan się już nie odezwał, ale ja też nie wydzwaniałam do niego. Myślałam, ze jakoś to mnie nie obejdzie, ale obeszło bo cały czas szukam w sobie winy, co ze mną było nie tak i może gdybym nie naciskała, nie próbowała rozmawiać.
Ciężko mi jest wytłumaczyć tą sytuację, ale jest mi potwornie źle z tym. Tym bardziej, ze uwierzyłam, że moze mu zależeć i że ja być może wszystko spierdzieliłam. Pan nadal jest aktywny na portalu, wiem, ze z kimś się spotyka i pewnie nawet zapomniał kim ja jestem, a ja nie mogę przestać drążyć tej sytuacji. Mimo, ze sama widziałam, ze nie pasujemy do siebie to kompletnie nie poradziłam sobie z tym odrzuceniem i czuję się gorsza po prostu.
To nie jest tak, że spotkałam jednego i mi odwaliło. Wcześniej tez umawiałam się na randki, ale nie byłam gotowa i nie potrafiłam się otworzyć, więc nic nie wychodziło. A tu nie wiem co sie stało. Nie czułam się tak podle dawno, nawet kiedy znajomy wystawił mnie po randce i więcej się nie odezwał.
Naprawdę głupio mi się czyta co napisałam, ale czuję się podle i chciałabym, zeby to minęło...
Trudno mi porozmawiać o tym co czuję z przyjaciółmi bo jak miałabym wytłumaczyć, więc napisałam tutaj
hehe fakt, tego nie da sie czytac... 34 lata powiadasz?
Nie pomylilas sie?
Wez sprawdz w dowodzie, jesli w ogole juz "takowy" posiadasz hehe
.
marta.rey napisał/a:Witam.
Nie wiem jak zacząć więc może od początku. Mam 34 lata, jestem dwa lata po rozwodzie, nie mam dzieci. Dotąd wydawało mi się, ze jestem dość atrakcyjną, niezależną i pewną siebie kobietą. No właśnie wydawało mi się do momentu aż nie uznałam, że czas może wreszcie zapomnieć o przeszłości i może kogoś znaleźć. I to chyba nie był najlepszy pomysł bo kompletnie nie radzę sobie z odrzuceniem. I przezywam wszystko jak nastolatka. A co najgorsze moja samoocena szybuje z zawrtoną prędkością w dół.
Wszystko zaczęło się od pewnego portalu randkowego. Nigdy nie byłam przekonana do takiego rozwiązania, ale cóż spróbowałam. Poznałam tam kilka osób, ale nie jestem typem pisarki więc postanowiłam sie spotkać z jednym panem. Na początku nie byłam zbyt zainteresowana bo nie odpowiadało mi to, ze nie mamy za bardzo o czym rozmawiać, ale chłopak był uparty i na początku bardzo zabiegał o spotkania. Dzwonił był troskliwy, czuły i ja zaczęłam się otwierać. Tyle tylko że po dwóch tygodniach wszystko się zmieniło o 180 stopni. Byłam na tyle głupia, ze chciałam pytac i rozmawiać, a usłyszałam tylko, ze dziwna jestem i mam jakieś jazdy. Niepotrzebnie też zadzwoniłam i szkoda gadać, niby jestem dojrzała kobietą. Pan się już nie odezwał, ale ja też nie wydzwaniałam do niego. Myślałam, ze jakoś to mnie nie obejdzie, ale obeszło bo cały czas szukam w sobie winy, co ze mną było nie tak i może gdybym nie naciskała, nie próbowała rozmawiać.
Ciężko mi jest wytłumaczyć tą sytuację, ale jest mi potwornie źle z tym. Tym bardziej, ze uwierzyłam, że moze mu zależeć i że ja być może wszystko spierdzieliłam. Pan nadal jest aktywny na portalu, wiem, ze z kimś się spotyka i pewnie nawet zapomniał kim ja jestem, a ja nie mogę przestać drążyć tej sytuacji. Mimo, ze sama widziałam, ze nie pasujemy do siebie to kompletnie nie poradziłam sobie z tym odrzuceniem i czuję się gorsza po prostu.
To nie jest tak, że spotkałam jednego i mi odwaliło. Wcześniej tez umawiałam się na randki, ale nie byłam gotowa i nie potrafiłam się otworzyć, więc nic nie wychodziło. A tu nie wiem co sie stało. Nie czułam się tak podle dawno, nawet kiedy znajomy wystawił mnie po randce i więcej się nie odezwał.
Naprawdę głupio mi się czyta co napisałam, ale czuję się podle i chciałabym, zeby to minęło...
Trudno mi porozmawiać o tym co czuję z przyjaciółmi bo jak miałabym wytłumaczyć, więc napisałam tutajhehe fakt, tego nie da sie czytac... 34 lata powiadasz?
Nie pomylilas sie?
Wez sprawdz w dowodzie, jesli w ogole juz "takowy" posiadasz hehe.
Jest wiele wątków, których nie da się czytać, ale za każdym stoi jakaś historia. Dla innych jest trudne, to co dla Ciebie wydaje się śmieszne, ale to forum też powstało w jakimś celu. Może moj problem wydaje ci się żałosny, ale i tak dziękuję za wybitny komentarz. Miejsce dobre jak każde, gdzie można choć trochę zrzucić ciężar...