Nigdy nie mówię o tym głośno. Czytając fora widzę, że wielu chłopaków się żali na swój los, to pomyślałem, że może mi ulży, jak napiszę to pierwszy raz.
Mam 25 lat, jestem na ostatnim roku studiów. Nigdy nie miałem dziewczyny. Kilka osób może się tego domyśla, ale prawie wszyscy myślą, że mam świetne relacje z dziewczynami. Ludzie twierdzą, że lubią spędzać ze mną czas. Jestem uważany za człowieka towarzyskiego i rozrywkowego, pomimo że 90% czasu spędzam sam (mało kto o tym wie). Raczej nie mam kłopotu z zawieraniem nowych znajomości, także z dziewczynami. Zdarzało się, że jakiś nieśmiały kolega pytał mnie o rady, jak zagadać (WTF?). Ponoć mam poczucie humoru, chociaż niestandardowe. Jestem też wysportowany, dzięki czemu jakoś wyglądam (też szału nie ma). Niestety mam też problemy zdrowotne. Od dziecka chodzę do psychologa z zaburzeniami emocjonalnym. Mam też lekkie zaburzenie neurologiczne, które powoduje zaburzenia pamięci (muszę spisywać plan dnia, jeżeli chcę kilka spraw na raz załatwić), ale to ponoć nie jest takie rzadkie w społeczeństwie i nie utrudnia (bardzo) życia. Czasem zapominam o swoich zaburzeniach, pomagając innym w rozwiązywaniu ich problemów, z którymi sobie nie radzą (jestem trochę zbyt opiekuńczy do ludzi i zwierząt).
W relacjach z dziewczynami idzie dobrze na gruncie koleżeńskim, ale nie potrafię przejść na coś wyżej. Zawsze coś się psuje po drodze, bo nie ten humor, bo za głupi (znam rosyjski, trochę gruziński, ale nie angielski), bo muzułmanin (tatarskie pochodzenie), bo zbyt mobilny (często jadę poza miasto czy województwo, nie lubię siedzieć w miejscu), bo za długo sam (25 letni samotnik i prawiczek - śmiechu warte).
Zazwyczaj mi to nie przeszkadza. Mam dość rzeczy do roboty, żeby nie zaprzątać sobie tym głowy. Potrafię też cieszyć się chwilą. Też wiem, że niektóre jednostki nie powinny się wiązać, żeby swoimi problemami nie utrudnić nadmiernie życia drugiej osoby czy rodziny, którą by o zgrozo założyli. Po prostu nachodzi mnie maraton ciemnych myśli, z którymi trzeba sobie jakoś samemu poradzić kilka dni lub tygodni, zanim minie i wtedy ten problem mi zawraca głowę (inni tego jednak nie widzą, bo dobrze symuluję samopoczucie). Wtedy też przeraża mnie wizja dożywotniej samotności, chociaż do tej pory taka jest moja rzeczywistość i jakoś żyję. Teraz po obronie wyjeżdżam na rok do Gruzji, więc tym bardziej nikogo sobie nie znajdę xD
Na tym forum widzę, że potraficie sensownie pisać z ludźmi, więc może napiszecie mi jak bardzo tragicznym jestem "przypadkiem" ![]()