Witam, jestem w dziwnej sytuacji, postanowiłam zasięgnąć tutaj rad. Nie wiem w ogóle co robić. Może tez za wiele wymagam, ale do rzeczy.
Nasunęło mi się takie pytanie czy zakochać się szalenie potrafią tylko nastolatki? Mam 24 lata i kocham mojego faceta, czuje radość kiedy jego widzę, jest można powiedzieć chemia z mojej strony do niego, chce spędzać z nim czas. Jest to naturalne. Natomiast mój chłopak ma 26 lat, ale nie jest to związek z długim stażem. Jesteśmy ze sobą dopiero 7 miesięcy. Problem jest taki ze on NIGDY nie powiedział ze mnie kocha pierwszy, jak się spotykamy ja nie widzę w nim żadnej euforii, błysku w oku, tęsknoty. U niego wyglada to tak jakby przyjechał do dobrej przyjaciółki. Jak jesteśmy w miejscu publicznym nie złapie mnie za rękę, czasem ręce trzyma w kieszeniach, jest zainteresowany wszystkim wkoło tylko nie mną. Kiedyś rozmawiałam z nim o tym. Mówiłam ze inni ludzie jak są zakochani to, to widać, jest z ich strony taka radość. Powiedział mi żebym nie patrzyła na to przez pryzmat innych ludzi bo ta cała „chemia” między ludźmi to wymysł gimnazjalistów. On zachowuje się normalnie. Mówi czasem ze ja oczekuje nadmiernej adoracji, zapytał czy ma założyć ołtarzyk z moim zdjęciem i śpiewać pieśni chwalebne. Pokłóciliśmy się wtedy bardzo. Nie wiem co myśleć o tym. Pewnego dnia kiedy byłam u niego siadłam mu na kolana, weszła niespodziewanie do pokoju jego siostra (która jest dorosła, to nie dziecko
) widać było ze jest zażenowany. Potem na drugi dzień napisał mi abyśmy przy jego siostrze nie całowali się i nie robili takich rzeczy.
On chce być ze mną, mówił o tym, widzę to ale okazywanie uczuć było tylko w pierwszych tyg znajomosci, tego było aż za dużo. Teraz ma chyba jakiś problem z tym....