Na wstępie pragnę wtrącić że jestem mężczyzną, opisywany związek to moja pierwsza prawdziwa (?) miłość. A więc jestem w związku ze swoją dziewczyną od roku i od niedawna ten związek mnie po prostu męczy, a sądzę że tak nie powinno być. Od pewnego czasu ona jest nie jest tak wylewna w słowach, jeśli już to mówi "ja,ja,ja", stała sie w stosunku do mnie egoistką. Nie rozmawiamy o niczym jak tylko o tym co ona robi, co ona sądzi, liczy sie to co ona robi, co ona osiągnęła, co prawda - obchodzi mnie to ale w sytuacji odwrotnej jest szybka zmiana tematu i znowu słyszę "ja,ja,ja" Spotkania są już rzadkością i czuć jakby były z "litości" , "przymusu". Nasze głębsze rozmowy na temat uczucia, doceniania siebie nawzajem, wyznawania sobie tego jak siebie potrzebujemy spłynęły totalnie na moje barki i tak jak kiedyś spodziewałem się rewanżu, wylewu słów czegokolwiek tak dziś otrzymuje jakieś naklejki, emotki, banały. To jest przykre, coś się zmieniło. Nie pasowalo jej wiele rzeczy w moim wyglądzie, ubiorze, stylu bycia, wiele rzeczy zmieniłem a i tak coraz to częściej, teraz już w sumie cały czas słucham wywodów że ona by zrobiła tak, tak i tak a ja jestem niepoważny bla bla bla, wszystko jest "na nie" i oczywiście jak na egoistkę przystało wszelkie porównania sa do jej nieskazitelnej osoby bo niestety dziś już nie da się jak kiedyś mieć jakieś "ale" do niej
. Wydaje mi się że ona po prostu mną się lekko znudziła, a wiem że ona zawsze miała taką postawę "bez Ciebie tez przeżyje, choć Cie kocham i nie wyobrażam sobie zycia bez Ciebie" Nie mam serca z nią zerwać, jestem troszkę idealistą i widzę w niej kobietę swojego życia, ale tez wiem że nie mogę w takim cyrku przeżyć całego życia. Zawsze jestem wobec niej uczciwy, może na mnie liczyć co wiele razy pokazywałem, nie sądze żebym zasługiwał na takie traktowanie. Chciałbym żeby mnie doceniła. Co o tym sądzicie, chciałbym poznać żeński punkt widzenia tej sytuacji, ogólnie co o tym myślicie, bo ja niestety jestem nietrzeźwy w tej sprawie, sami rozumiecie...
Podobne tematy
A nie masz wrażenia, że trochę zatrzymałeś się na etapie, który był wcześniej i w którym ciągle zapewnialiście siebie o swojej miłości? Związek ewoluuje i potem już nie potrzeba na każdym kroku zapewniać się o tym, że się kocha.
A postawa "kocham Cię, ale mam swoje życie i bez Ciebie też przeżyję" jest moim zdaniem całkiem zdrową postawą
w końcu żeby stworzyć związek trzeba umieć żyć samemu.
A nie masz wrażenia, że trochę zatrzymałeś się na etapie, który był wcześniej i w którym ciągle zapewnialiście siebie o swojej miłości? Związek ewoluuje i potem już nie potrzeba na każdym kroku zapewniać się o tym, że się kocha.
A postawa "kocham Cię, ale mam swoje życie i bez Ciebie też przeżyję" jest moim zdaniem całkiem zdrową postawą
w końcu żeby stworzyć związek trzeba umieć żyć samemu.
Nie o to zupełnie chodzi, jest "nas" po prostu coraz to mniej i tak jak mówiłem to nie wygląda według mnie zbyt poprawnie ![]()
A ja mam inne wrazenie. Z opisu wylania mi sie obraz dziewczyny ktora od samego poczatku jakos mocno nie byla zaangazowa w ta relacje ale widziala w Tobie potencjal na swojego partnera (bo uczciwy opiekunczy dobry). Myslala ze jak zmieni Twoj stroj, fryzure sposob bycia, innymi slowy ulepi na swoja modłe to moze poczuje cos wiecej niz tylko zdroworozsadkowe przyciaganie do sensownego faceta. Nic to oczywiscie nie dalo i nadal nie widzi w Tobie faceta swych marzen. Cos tam jeszcze probuje po swojemu modelowac i korygowac w Tobie ale chyba z coraz mniejszym entuzjazmem i w zwiazku z tym coraz bardziej olewczo podchodzi do calej relacji. Wkoncu mniej czasu zajmie wyslanie durnej emotki niz napisanie czegos od serca czy poswiecenie paru min na spotkanie czy rozmowe.