Nie rozumiem zachowania mężczyzny, mam nadzieję że tutaj mi poradzicie
Szczególnie mile widziane porady od doświadczonych związkowo kobiet. Post będzie długi bo chcę przytoczyć jak najwięcej przykładów, aby umożliwić wam ocenę...
Mam 22 lata i od około 2 miesięcy staram się rozwinąć znajomość z facetem. Wiemy o swoim istnieniu już od dawna, ale dopiero od czasu obozu w maju (łączą nas wspólne zainteresowania) kontaktujemy się właściwie codziennie. Na obozie byliśmy w koleżeńskich relacjach, poznaliśmy się nieco bardziej niż wcześniej, integrowaliśmy się w fajnej drużynie, ale bez podtekstów. Nie pomyślałabym wtedy jeszcze o nim jako kimś więcej. Już dzień po powrocie chłopak zainicjował kontakt przez messengera. Wysyłał zdjęcia, rozmawialiśmy do późnych godzin nocnych. Nie zawsze rozmowa się kleiła, bywało, że odpowiadał zdawkowo, ale zawsze tłumaczył się zapracowaniem. Zawsze odpisał, głównie on inicjował kolejne rozmowy. Gadki bywały bardzo porywające. Dość oszczędne w komplementy, ale zdarzały się "masz piękne oczy, muszę spojrzeć w nie głębiej" itp. Pisał wprost, że jestem ciekawą osobą, bywały pierwsze podteksty (rozmowy o piżamach itd.
). Nie inicjował jednak spotkań. Po ok. 2 tygodniach codziennego pisania widzieliśmy się po raz pierwszy od powrotu, też przy okazji zawodowej - było normalnie, koleżeńsko. Przytulaliśmy się na przywitanie i pożegnanie. Dużo przebywaliśmy razem i rozmawialiśmy. Po kolejnym tygodniu znów odbyło się wydarzenie, na którym byłam i ja i on. Zaczął mnie zaczepiać, żartobliwie szturchać, pierwszy raz delikatnie przez chwilkę mnie objął. Odwzajemniałam zaczepki. W towarzystwie starał się ukradkiem mnie dotknąć w rejonach talii - nie oponowałam. Kolejnym razem znów widzieliśmy się przy okazji nazwijmy to zawodowej, wyszło jednak tak, że spotkaliśmy się kilka godzin wcześniej (wyszło to pośrednio w tym samym dniu, nie było planowane - po prostu będąc w ciągłym kontakcie on przyznał, że będzie dużo wcześniej, ja również miałam czas trochę wcześniej, przyjechałam i się widzieliśmy. Wcześniej proponował pewne spotkania, ale też nie była to do końca jego inicjatywa, wychodziło to niejako z rozmowy). Wówczas byliśmy sami w parku, jedliśmy lody, spotkanie przebiegało bardzo miło. Znów testował mnie i szedł coraz dalej, zaczepiał, obejmował mnie na ławce, gładził po ramieniu, po nogach, spoglądał w oczy. Nie oponowałam, choć z powodu nieśmiałości nie za bardzo odwzajemniałam te, no właśnie... zaloty? Potem odbyły się jeszcze 3 takie spotkania, też nie inicjowane wprost przez niego, tzn nie napisał wprost "spotkajmy się, kiedy masz czas?" tylko widywaliśmy się przy okazji spraw zawodowych (w których on pomaga mi całkowicie dobrowolnie). Na każdym takim spotkaniu za każdym razem szedł o krok dalej, dotykał odważniej, po talii, po twarzy i włosach (ale nie obmacywał). Ja również ostatnim razem otworzyłam się, poddałam się całkowicie pieszczotom, leżałam mu na ramieniu, przybliżył twarz do mojej, trzymał i głaskał moją rękę, miałam wrażenie że zapanowała dość intymna atmosfera, choć NIE doszło do pocałunku. Również spotkania miały miejsce w parku. Przy naszych wspólnych znajomych nie zaprzestaje dotyku całkowicie - dotyka ukradkiem. Zawsze siada blisko. Od ostatniego dnia minęły 2 tygodnie, byłam chora, jego goniły sprawy zawodowe. Ogółem w międzyczasie ciągle każdego dnia piszemy na messengerze. Rozmowa klei się różnie, czasem piszemy do późnego wieczora, a rozmowy są bogate w podteksty, a czasem mam wrażenie że piszę z inną osobą niż rozmawiałam - jest nudno, zdawkowo, bezemocjonalnie. Na żywo chłopak bardziej zabiega o kolejne spotkania, często pyta co z następnym razem, chce abym jeździła z nim na wyjazdy, jest smutny jeżeli odmawiam (nigdy nie z niechęci, tylko z braku możliwości odmawiam). Zaprosił mnie nawet na piwo, na które umówił się z kumplami(!) po naszym spotkaniu - niestety nie mogłam uczestniczyć. Pisząc nie daje tak tego odczuć, że mu zależy albo że żałuje że mnie nie będzie, w ogóle rzadziej proponuje czy inicjuje. Wciąż często pisze pierwszy (choć też zaczęłam częściej inicjować rozmowy) tak że dotąd wciąż nie było dnia, żebyśmy nie pisali choć chwilę. Interesuje się tym co robię, pyta jakiej muzyki słucham, pyta o zdrowie. Ale to wszystko nie zawsze. Sam też często pisze co robi.
A zatem coraz odważniejszy fizyczny kontakt, który inicjuje, oraz niektóre rozmowy na messengerze każą mi myśleć, że on pragnie czegoś więcej. Ale nie wiem czy to prawda, bo z drugiej strony liczne rozmowy zdają się tego nie potwierdzać, a jego nikła inicjatywa w kontaktach online wzbudza moje wątpliwości. Bo wszyscy mówią, że jak facetowi naprawdę zależy, to będzie inicjował spotkania, będzie zabiegał, prawił komplementy. Tymczasem on to nie za bardzo robi.
Co najważniejsze, nigdy nie powiedział wprost czego ode mnie chce, na co liczy, czy mu się podobam (choć to raczej oczywiste), czy jestem mu obojętna czy może jestem kimś więcej. Poruszyłam ten temat niestety na messengerze pod wpływem emocji. Napisałam mu, że wysyła dość sprzeczne sygnały, mam zamieszanie w głowie, a nie chcę być tylko maskotką do przytulania. On na to odpisał, nieco zdziwiony, że bardzo mnie lubi i lubi spędzać ze mną czas, że jest fajnie, choć niestety tego czasu nie ma wiele. Odpowiedziałam, że mam wiele osób które bardzo lubię, jednak nie zachowuję się tak wobec nich - wydało mi się to bardzo konkretnym, dosłownym komunikatem. Jednak on odniósł się do jakiejś drobnej cząstki tej wypowiedzi (i tak krótkiej, 5-linijkowej) tak że nic z tego nie wynikło, oraz natychmiast zaproponował spotkanie zaraz na następny dzień. Jednak nie mogłam w nim uczestniczyć i odmówiłam
pisząc jednocześnie, że sprawę obgadamy następnym razem. Nie skomentował tego - wykazał zrozumienie, później jeszcze dość miło pisaliśmy. Widzieliśmy się później jeszcze dwa razy, nie podjęłam tematu od razu chcąc zobaczyć, jak się zachowa - liczyłam, że jeśli nie chce niczego więcej, to oddali się ode mnie. Nic z tych rzeczy - coraz bardziej się zbliżał tak jak wyżej opisałam, ale nie odważyłam się podjąć tematu bo było mi zbyt dobrze
a pisać się z nim nie da na te tematy, bo jak już wspomniałam podczas pisania jest czasem nie do zniesienia i odpowiada na maksa wymijająco. Próbowałam potem jeszcze raz i nic, ani w tę ani w tamtą... Wielokrotnie sugerowałam, że nie wiem co myśleć o jego zachowaniu, o tym że mam wątpliwości, a on czasem nawet prowokacyjnie odpisywał, że taki ten świat tajemniczy lub wysyłał mi na to buziaki. Jest chyba na tyle inteligentny, żeby wyczuć o co mi chodzi a zawsze wymija temat. Poniżej wymieniam przykładowe wypowiedzi na messengerze które świadczą (wg mnie) na korzyść jednego lub drugiego:
"Coś jest na rzeczy":
- Chyba nie chcesz zakończyć znajomości, prawda? ![]()
- Nie martw się, wystarczy że spojrzysz na prowadzącego i się uśmiechniesz - dobra ocena gwarantowana ![]()
- Całkiem ładnie przeklinasz
- Śniło ci się, że rozmawialiśmy? Szkoda że tylko tyle
- Jesteś jedną z bardzo niewielu osób, które...
- Nie mam koleżanek, które by się mrocznie ubierały (przyp.red.: ale akurat ja się tak ubieram)
- Słodkich snów, buziaki na dobranoc (przyp.red.: nie zawsze wysyła, czasem sam z siebie, choć zawsze gdy ja wyślę - nie ja wysłałam pierwszego- ale tak czy siak: faceci raczej nie bawią się w takie rzeczy z koleżankami)
- mogę pocałować bolące miejsce
i parę bardziej prywatnych
"Mam cię gdzieś"
- Nie wiem kiedy się zobaczymy
- Może dam radę w piątek (przyp. red.: a rozmawialiśmy i umawialiśmy to od dawna)
- odpowiedzi typu "nie wiem, może" "skoro tak mówisz" ogólnie zdawkowe
- nie dam rady, mam sporo pracy (przyp. red.: bez cienia żalu)
- (brak reakcji na moje zapewnienie że mam czas)
- kobiety ciężko zrozumieć
- nie znasz mnie za dobrze
Podsumowując: wszyscy mówią, że to facetowi powinno zależeć, że zniechęci się jeśli będzie się o niego zabiegać, a gdy mu zależy będzie walił drzwiami i oknami by zdobyć kobietę. Ale z drugiej strony - może on nie odczytuje moich sygnałów, nie dostrzega że moje zainteresowanie nie jest przyjacielskie, stresuje go to? Może korona mi z głowy nie spadnie, jeśli przynajmniej raz zainicjuję wprost spotkanie, na którym wypytam? Trudno mi uwierzyć, że jego zachowanie wobec mnie, ten kontakt fizyczny, droczenie się, codzienne pisanie, może być z jego strony tylko przyjacielskim gestem, szczególnie, że nie znamy się zbyt dobrze... Ale skąd byłby w nim lęk przed konfrontacją, skoro wydaje mi się, że skoro nie opieram się a nawet zaczynam odwzajemniać gesty, to powinno go to napędzić do działania? Może tego nie dostrzega, może go odpycham a tego nie zauważam... Sam twierdzi że jest nieśmiały a mimo to ryzykuje, że dam mu w twarz dotykając mnie. Może sam nie wie czego chce, a może co gorsza zwyczajnie bawi się? Nie wierzę w to, to nie jest typ bawidamka, ale straszny mam zamęt w głowie, szczególnie że chłopak choć może nie taki przystojny, to jednak ma wiele pasji i jest kilka lat starszy więc czuję się przy nim "malutka". Liczę że nie zrazicie się długością i trzeźwym okiem ocenicie sytuację.
Pozdrawiam