zalezy mi na przyjemnej atmosferze w miejscu pracy. ze wszystkimi mam poprawne stosunki, a z niektorymi nawet prywatnie. jednak trudno mi jest sie porozumiec z jednym z kolegow. zazwyczaj jest uprzejmy, ale unika mnie tzn. stara sie nie bywac ze mna sam na sam (co samo w sobie jest dziwne. bylismy kilka razy razem na obiedzie w godzinach pracy czy spacerze z jego inicjatywyi bylo naprawde fajnie, jak starzy dobrzy przyjaciele i nawet cos mamrotal o powtorzeniu tego) ale jego dystans do mnie diametralnie sie zwieksza. ostatnio nawet odmowil mi zwyklej pomocy, mimo ze zwykle bylo inaczej. chcialam jakos to poprawic przy bardziej korzystnych warunkach i zaproponowalam spotkanie po pracy, ale mnie zbyl. rozmawia ze mna normalnie, ale mam wrazenie jakby chcial to ograniczyc do minimum.
cos z tego rozumiecie?
tez go olewac? i wtedy moze zacznie sie zachowywac jak normalny czlowiek?
czy nadal byc mila (choc on sam mnie za sympatyczna uwaza) i w ten sposob liczyc na zmiane zachowania