Zacznę od tego, że bardzo kocham swojego chłopaka. Jest dla mnie bardzo dobry i często mi przypomina o tym jak bardzo mnie kocha. Od zawsze wiem, że łączy nas coś prawdziwego i wyjątkowego.
Pierwszy raz w życiu dzielę się jakimś swoim problemem na portalu tego typu, ale sama już wariuję, mam tysiąc myśli w głowie, a nie mam niestety z kim o czymś takim porozmawiać.
Jesteśmy ze sobą już prawie dwa lata, planujemy wspólną przyszłość itd. Problem pojawia się w łóżku.
Był moim pierwszym partnerem seksualnym więc jakiś czas musiałam się jakoś 'wkręcić" w ten temat. Teraz sądzę, że jestem już o niebo pewniejsza w tych sprawach itd. Jednak zauważyłam, że on po prostu stracił na mnie ochotę. Na początku bardzo chciał, widać, że mnie pożądał. Potem zaczęliśmy mieć małe problemy - bardzo szybko kończył. Seks trwał może 2-3 minuty. Często o tym rozmawialiśmy i powiedziałam mu, że przejdziemy przez to razem. Bywało ciężko, jego ambicja bardzo cierpiała, ale po jakimś czasie zaczęło się to zmieniać. Zaczęłam zmieniać "techniki", zawsze ja zaczynałam grę wstępną. Po prostu w skrócie robiłam wszystko, żeby dla niego było lepiej. Po pewnym właśnie czasie wszystko zaczęło wskazywać na to, że pokonaliśmy problem. Teraz już kochaliśmy się długo, wspólnie zaczynaliśmy grę wstępną, potrafił długo wytrzymać. A szczytem jego marzeń okazała się sytuacja gdy skończyłam przed nim. I wtedy zaczynałam zauważać, że on nie chce się ze mną kochać. Zaczynam tylko ja, a kupowanie prezerwatyw to tylko moja działka, więc gdybym jeszcze stwierdziła, że nie będę już ich kupować, to nie robilibyśmy zupełnie nic, bo on o tym nie myśli. Wcześniej gdy był pijany był bardzo napalony. A teraz zauważyłam, że nawet jak jest pijany to nie ma na mnie ochoty. Hah.. Jak to zabrzmiało, trochę aż zabolało mnie to w środku. Wracając do tematu to tak jest teraz cały czas. Powiedziałam mu, że coś jest nie tak i po prostu zapytałam czy mu się podobam. Sądzę, że szczera rozmowa to zawsze najrozsądniejsze wyjście, ale tym razem nawet nie chciał ze mną rozmawiać. Powiedział tylko "coś ty, bardzo mi się podobasz, nie mów tak", potem przytoczył sytuację jak wcześniej właśnie szybko kończył bo zbyt go podniecałam. Niby wszystko w porządku, a jednak unika seksu ze mną. Wiadome jest to, że jako kobietę bardzo mnie to boli. Chyba każda z nas chciałaby czuć się atrakcyjnie i być pożądaną. Przede wszystkim przez swojego faceta. Trochę straciłam na tej pewności siebie. A gdy po raz kolejny odmówił mi seksu poczułam się okropnie nieatrakcyjnie, chciałam się schować w szafie i nie wyjść. Zaczynam się zastanawiać co mogło na niego tak wpłynąć. Wielokroć nawet zmieniałam kolor włosów, żeby tylko mu się bardziej podobać. Wiem może to głupie, ale prawdę mówiąc chyba każda z nas się stroi, upiększa dla swojego faceta. Ostatnio trochę schudłam i też boję się, że to przez to. Nigdy nie byłam przy kości, zawsze szczupła, średni biust. Teraz jestem bardzo szczupła i biust mi trochę zmalał, choć zaznaczam, że spektakularnej różnicy nie ma. Mam po prostu więcej na głowie i przez stres zapominam o jedzeniu.
Przez tą sytuację mam tysiąc myśli i wmawiam sobie często już jakieś głupoty, doradźcie proszę.