Witam,
chciałabym poradzić się osób niezależnych więc liczę na Was...
W bajkach księżniczka spotyka ropuchę, a ta zamienia się w księcia. Ja miałam wrażenie, że całuję księcia, a zamienił się w ropuchę.
Jakiś czas temu związałam się z kimś, wydawało mi się wspaniałym. Ja 28 lat, on 30. Ja po długim związku, on po rozwodzie. Miałam wrażenie, że się rozumiemy doskonale, trafiłam na ideał, wiele godzin przegadaliśmy, obiadki, nocowanie u siebie. Rozczarowałam się, kiedy test ciążowy pokazał II kreski. Wzrosła jego pewność siebie w stosunku do mojej osoby, zaczął zachowywać się despotycznie. Nakazywał że mam się wprowadzić do niego, weźmiemy ślub. Kiedy prosiłam o czas na poukładanie sobie wszystkiego w głowie jego agresja rosła. Zaczął mnie wyzywać od dziwek, szmat. Powiedziałam dość. Wyprowadziłam się - ale do rodziców.
Kontaktu nie mamy, bo każda próba omówienia czegoś w kwestii wyprawki, dziecka kończy się jego buractwem i wyliczankami co on dla mnie zrobił, a co ja mu powiedziałam. 80% rzeczy, które do mnie pisze są wyssane z palca, mocno naciągnięte i dąży do tego, żeby mnie upokorzyć. Ostatnio napisał, że nie dokłada mi się do wyprawki, ponieważ ja powiedziałam, że nie wiem kto jest ojcem dziecka i potrzebuje po porodzie zrobić test DNA, żeby się dowiedzieć - nie mam wątpliwości kto jest ojcem i nigdy tego nie mówiłam. Napisał też, że dopiero po ustaleniu ojcostwa jak sąd zasądzi to zwróci część kosztów i będzie płacił alimenty. Moja mama do niego dzwoniła to wymyślał przeróżne historie co ja wyrabiałam itp. Mam poważne wątpliwości, czy on jest normalny. Niby jako pracownik mundurowy przechodzi testy psychologiczne... niby żona się wyprowadziła bo go zdradziła, a on był idealny. No tak, ale teraz dalej robi z siebie idealnego, a ja jakoś wole być sama niż z nim. Próbowałam ugodowo - nie da się.
Jestem w 7 miesiącu ciąży i ogarniam wiele spraw sama. Oszczędzałam pieniądze przed zajściem w ciążę i oszczędzam dalej dzięki mieszkaniu u rodziców. Na przełomie roku chce kupić mieszkanie z kredytem hipotecznym. Mam prace stałą, ale po macierzyńskim będę musiała szukać innej - w swojej miejscowości, żeby dziecka nie zostawiać na kilkanaście godzin. Byłam w banku, o wszystko wypytałam. Jednak dużo niewiadomych przede mną.
Byłam u adwokata i wiem co o i jak w kwestii alimentów, nazwiska (jeśli on chce swoje, a ja swoje to sąd łączy nazwiska, jeśli jemu to wisi to będzie moje nazwisko, jeśli ja nie chcę łączonego, a on się uprze na swoje to zostanie jego nazwisko - i niestety już mi podkreślił, że on nie odpuści w tej kwestii). Jeśli nie złożę pozwu o alimenty to nie będzie miał praw rodzicielskich (chyba, że nie złożę, a jemu będzie zależeć i sam złoży o ojcostwo). Nie można pozbawić lub ograniczyć praw rodzicielskich komuś kto nie wykazał się jako ojciec. Nie jest uzależnionym nałogowcem, a relacje między nami nie mają znaczenia. Nie był karany itd.
Moja rodzina mówi mi, żebym nie zaczynała wojny, nie składała sprawy do sądu o alimenty, żyła spokojnie i sama sobie radziła. Nie pochodzę z bogatego domu, będę mieć kredyt. Nikt mi nie da gwarancji, że za 10-15-20 lat będę zdrowa i będę mogła pracować oraz, że dziecko będzie zdrowe. Mówią mi, że kogoś spotkam kto będzie chciał z nami żyć i mieszkać, a ja w to nie wierzę i nie chcę liczyć na bohatera, który wybawi mnie z opresji bo to głupie i naiwne. Nie chcę być stereotypową samotną matką, która na siłę szuka tatusia i jego portfela. Nie będę zniżać się do tego poziomu. Nie mogę idealizować przyszłości, że nic złego mnie nie spotka i zawsze będzie zdrowie. To chodzi o zabezpieczenie mojego dziecka i jego potrzeb. Jak będzie chciało iść na studia itd.
Nienawidzę ojca dziecka i najchętniej nigdy bym go nie zobaczyła, ale nie chcę by moje dziecko za naście lat krzyknęło do mnie, że mnie nienawidzi bo nie dałam mu szansy poznać ojca.
Boję się jednak, że składając sprawę o alimenty, nadam mu tym samym prawa rodzicielskie, prawa do widzeń. Boje się, że ten nieprzewidywalny człowiek będzie starał się za wszelką cenę robić mi krzywdę psychiczną, a dzieckiem będzie manipulował, chciał zabierać na weekendy, opychał go mc donaldem i wymyślał brednie na mój temat. Boje się, że jako weekendowy tatuś będzie się popisywał i próbował grać dzieckiem.
Ojciec dziecka jest obrzydliwy, na początku ciąży z przerażenia powiedziałam, że chce usunąć dziecko. Jednak nic w tym kierunku nie zrobiłam. Oczywiście, że naście razy po rozstaniu przypominał mi o tym mówiąc/pisząc, że dobrze, że nie usunełam Maleństwa, że jak okaże się jego to dla Maleństwa wszystko. Mimo, że mówię mu, że gwarantuję mu, że jest jego. Poprosiłam go 3 razy o podanie pełnego adresu zamieszkania. Znam nazwę ulicy, nr mieszkania jednak za cholerę nie pamiętałam, czy nr bloku to 4a/b/c, czy może to był nr 3? oczywiście, że odpisywał mi, ale ani razu nie potwierdził mi adresu. Dobrze, że jest google street view i mogłam to potwierdzić. Ojciec dziecka też powiedział, że sama sobie jestem winna, sama się pchałam do łóżka. To miał być mój mąż? współpracy z jego strony nie ma żadnej. Jakieś 3 miesiące temu chciałam z nim porozmawiać o imieniu dziecka - nie chciał. Tak go interesuje Maleństwo?
Boje się jego gry i prób manipulacji. Aktualnie jak już któryś raz wysłał mi maila z wyliczanką to poprosiłam go o spokój bo to już podchodzi pod nękanie.
Co byście zrobili na moim miejscu. Pozywać go o alimenty, czy liczyć tylko na siebie i na to, że będzie dobrze? Nie chce kierować się dumą bo nią sobie można tyłek podetrzeć, ale wcale też nie mam ochoty na wojnę i walkę.