netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

13 odpowiedzi5 317 wyświetleńzałożony przez Hirudina, 17.02.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Witam Wszystkich,

Nie wiem od czego zacząć? Może od tego, że jestem mężatką od 2,5 roku. Od samego początku nie układało się między nami rewelacyjnie, jeszcze przed ślubem dochodziło do wielu sprzeczek, lecz nikt wtedy nie odważył się na rozstanie. Teraz tych kłótni jest coraz więcej, więcej jest ?cichych dni? niż tych pozostałych. Kłócimy się o każdy najmniejszy drobiazg. Podczas ostatniej kłótni doszliśmy do wniosku, że mamy zupełnie różne charaktery, przez co nigdy nie dojdziemy do porozumienia, że mamy zupełnie inne podejście do życia, że nie mamy wspólnych tematów? Poza pracą. Nasza praca ? nasza firma ? dominuje w naszym związku. Jest głównym tematem niemalże zawsze i wszędzie. Budzę się rano i o niej słyszę, zasypiam i jest podobnie. Pracujemy razem już 3,5 roku; firmę założył mąż rok wcześniej, ale od 3,5 roku to ja jestem tam codziennie. Największe kłótnie zawsze dotyczą właśnie tej kwestii. Mąż uważa, że to on wie najlepiej co i jak robić. Boję się zaproponować cokolwiek, bo zawsze wychodzi na to, że albo nie mam racji, albo źle postanowiłam. No i wtedy kolejna kłótnia. Tzn. to mąż zazwyczaj mówi, bo ja po kilku pierwszych jego zdaniach zacinam się i przestaję odzywać się w ogóle. I następują ciche dni. Później wyciągam rękę, przyznaję jemu rację, parę dni jest w porządku. Do następnej różnicy zdań. I tak wkoło.
Przez te 2,5 roku małżeństwa czuję się wykończona psychicznie. Nie mam siły i ochoty na nic. Kiedyś byłam kobietą potrafiącą podejmować decyzje, kobietą pełną pomysłów na życie, kobietą ambitną, pełną energii, siły i woli walki. Teraz jest zupełnie odwrotnie, a do tego wszystkiego dochodzi niska samoocena i niezdecydowanie.
Po ostatniej kłótni postanowiliśmy, że znajdę pracę; może to pomoże naszemu związkowi. Ale teraz sama już nie wiem czy w ogóle chcę go ratować. Wiem, że mąż zawsze będzie osobą dominującą i decydującą w tym związku. To on mówi mi jak mam się ubrać, jak wyglądać, jak się zachowywać, mówi mi co zrobiłam źle i w jakiej sytuacji zachowałam się nie tak jak on uważa, że powinnam była się zachować.
Od pewnego czasu zaczynam się zastanawiać czy ja go w ogóle kocham. Dochodzę do wniosku, że do ślubu tak się spieszyłam, żeby uciec z domu? Nie mówię, że jest mi źle ? niczego mi nie brakuje, stać nas na wiele, niczego sobie nie odmawiamy, dużo podróżujemy, zwiedzamy, ale czy to jest w życiu najważniejsze???
Nie mówię, że w tym wszystkim jestem bez winy. Szczególnie od ostatnich paru miesięcy. Mąż uważa, że jestem jak ?warzywko?? Nie przytulam się do niego, nie całuję, nie jestem czuła. Ale ja po prostu nie potrafię. Nie mam ochoty. I zaczyna mi się wydawać, że jest to kolejny argument ku temu, że po prostu go nie kocham. No bo przecież jeśli się kocha to jest się w stanie zrobić wszystko dla tej drugiej osoby? Czy nie tak?
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kilka innych kwestii, w których mąż wymaga ode mnie podjęcia szybkich decyzji. Tzn. jest to kwestia wzięcia kredytu na 20-30 lat na zakup mieszkania, ale ja nie wiem czy ja chcę się w to pakować biorąc pod uwagę stosunki między nami?
Mam tak ogromny mętlik w głowie, nie wiem co mam myśleć, co robić, czy dalej w to brnąć, czy podjąć inną decyzję? Nie wiem. Jestem kompletnie rozbita. Nie wiem czy jest to wina mojej niezrozumiałej kobiecej psychiki, czy ja to sobie wszystko po prostu wyolbrzymiam? Wiem, że mąż mnie kocha, ale czy ja kocham jego??

2

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

jesli chcesz sie przekonac czy go jeszcze kochasz poprostu wyjedz sama na pare dni bez niego i zobaczysz czy ci brakuje jego czy tesknisz chociaz troche jesli nie to raczej nie ma sensu byc z kims kogo nie kochasz po co masz sie meczyc jak mozesz byc jeszcze szczesliwa w zyciu:)

3

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

WITAM Mysle ze on wpierw kocha siebie,a potem ciebie,a przez to  ze dominuje nad wszystkim i decyduje sam ,to jest tak jak to opisujesz,ale tak byc nie musi ,zarzadaj udzialu i wyrazania wlasnego zdania,w koncu jestescie malzenstwem i musicie oboje sie radzic w wielu sprawach,laczy was rowniez firma,wlasnie ja przez takie uklady sie roztalam,czulam sie osaczona ,az doszlo do tego ,ze on wiedzial lepiej ile mam par majek...tak mna zawladnal swoja dominacja,ty wiesz jak ja sie zle czulam w  takim ukladzie,ciagle musialo byc na jego.Zrob cos poki nie jest zapozno.A z ta pozyczka sie rowniez dobrze zastanow...POWODZENIA CI ZYCZE JAK I ODWAGI

4

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Witam Cie serdecznie.Twój post i ta opowieść jest bardzo podobna do mojego życia .Też byłam młoda jak wychodziłam za mąż,kłóciliśmy się przed ślubem i po tak samo .Najlepszym okresem mojego małżeństwa był okres ciąży i po jak pojawiła się na świecie nasza córeczka. Ale po jakimś czasie wszystko wróciło do normy.Ale też są u nas ciągle kłótnie,ciche dnie,nie mamy o czym rozmawiać,nie raz myślałam o odejściu ale mamy wspaniałą córeczkę i to mnie zatrzymuje.Wiem że mąż mnie kocha ale on nie widzi żadnego problemu że coś jest nie tak.Jak rozmawiamy o tym to jest lepiej przez parę dni a potem znowu to samo.Ja też myślałam o wyjezdzie na parę dni,jak proponuje rybka87,to jest bardzo dobry pomysł.Tylko ja nie mam gdzie wyjechać ani nie mam na to kasy.Wiec jeśli ty masz taką możliwość to jedz.Mam nadzieje że Ci się uda podjąć właściwą decyzje.

5 Ostatnio edytowany przez piekna swallow (2010-02-18 15:11:34)

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Hej Hirudina! To nie jest kwestia Twojej "kobiecej psychiki", tylko kwestia sytuacji w jakiej się znalazłaś - dla Ciebie to co się dzieje teraz w Twoim życiu jest totalnie niekomfortowe. Zamiast się smiać i cieszyć z każdego wspólnie spędzonego dnia, Ty denerwujesz się, smucisz, pewnie często płaczesz. Powiem Ci że ja tez bylam w podobnym związku przez ponad 5 lat. Nie byliśmy wprawdzie małżeństwem ale już planowaliśmy slub (po 4 latach się zaręczyliśmy). Na początku nie kłóciliśmy się tak często i miałam wrażenie że doskonale się rozumiemy ale czas pokazal że były to tylko pozory. Konflikty narastały, on bez przerwy miał do mnie pretensje o wszystko: a to że chce wyjsc z kolezanka i za pozno wracam, a to ze przytyłam, a to że nie umiem rozmawiac tylko płacze, a to że sie nie przytulam albo że się przytulam za duzo i tylko sex mi w głowie. Doszło do tego że spadła mi bardzo moja samoocena bo uznałam że nie potrafie podjąc żadnej decyzji bez niego (zawsze z tyłu głowy zapałał mi się lampka: co by on pomyslał). Przestałam się cieszyć pracą. Nie chciało m się wracać do domu . Nie chciało mi się tez nigdzie wychodzić. I w końcu wyjechałam na 2 tygodnie z przyjaciółką w góry. To była maleńka wiocha ale własnie o to chodziło - żeby się wyciszyć i wszystko sobie na spokojnie przeanalizować. Dużo spacerowałam, rozmawiałam z przyjaciolką, płakalam, spacerowałam, krzyczałam i siedziałam w ciszy. Po powrocie mieliśmy 1 długa rozmowę po której podjęłam decyzje o wyprowadzce. To była najsłuszniejsza decyzja. Teraz jestem szczęsliwą żoną innego Mężczyzny, szczęśliwą matką i cieszę się życiem. Moim zdaniem powinnaś sobie zrobić "wakacje" . Wyjedź gdzieś nawet na 3 dni, wycisz się, przemyśl wszystko, zrób sobie"bilans" . Życie jest tak krótkie że warto je przeżyć zgodnie ze sobą u boku osoby z która będziesz się śmiać i będziesz czuła się kochana i bezpieczna. Życzę Ci dużo siły!

6 Ostatnio edytowany przez Hirudina (2010-02-25 13:46:03)

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Dzięki Dziewczyny za wsparcie! Jakoś mi lżej na duszy, wiedząc że nie jestem sama...
Jest mi bardzo ciężko podjąć jakąkolwiek decyzję, a z drugiej strony jest o tyle dobrze, że nie mamy potomka...
Co do wyjazdu to często zdarza się tak, że to mąż wyjeżdża na dzień, dwa, a czasami na parę dni i mam wtedy czas dla siebie. I szczerze mówiąc martwię się wtedy o niego, ale nie tęsknię. Wręcz przeciwnie - czekam na kolejny jego wyjazd...
To wszystko skłania się, a raczej mnie ku jednemu - ku rozstaniu... Ale jak podjąć taką decyzję? Co powiedzieć jemu? Jak on sobie z tym poradzi? Co powiedzieć rodzinie? Znajomym? Wiem, że to jest moje życie i sobą powinnam się martwić w pierwszej kolejności, ale nie wiem czy potrafię...


Minęło kilka dni... Decyzji żadnej nie podjęłam. Nie mam odwagi.
Teoretycznie jest teraz OK. Chyba nadchodzi czas, w którym ja dochodzę do wniosku, że to wszystko moja wina. Widzę, że on się stara, przytula mnie, całuje, ale ja myślę wtedy, żeby jak najszybciej przestał. Nie podnieca mnie, nie czuję chemii, a przecież jest on moim mężem!!! On też czuję, że z mojej strony coś jest nie tak, ale nie potrafię mu o tym powiedzieć. Nie mogę, no bo niby jak? "Przestałam Cię kochać"...?? Ot tak? Nagle?
Nie wiem co mam ze sobą zrobić... Nie potrafię się odnaleźć i postanowić coś. Boję się, że decyzją którą podejmę będzie zła i przyniesie wiele cierpienia nie tylko mi, ale wszystkim wokół także... :-(

7

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Kolejnych kilka dni mam za sobą i kolejnych kilka kłótni o nic. Ni daję rady, nie wiem co robić. Nie umiem podjąć żadnej decyzji... A może raczej nie umiem o niej powiedzieć, bo co ułożę sobie cokolwiek w głowie i zaczynam mówić to automatycznie zaczyna brakować słów i argumentów...

8 Ostatnio edytowany przez 81mika81 (2010-03-02 14:55:01)

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Hirudina, ja prowadzę razem z mężem firmę już kilka ładnych lat. I powiem Ci, że jestem już tym wykończona psychicznie. To bardzo ciężka sytuacja, kiedy małżeństwo ze sobą pracuje, wiem również, że jest to sytuacja powodująca niestety wiele rozstań. Ja z mężem bardzo często nie mam wspólnego zdania, mimo to on prawie zawsze robi po swojemu, tak jak on uważa że będzie najlepiej. W domu bardzo często są kłótnie, może nie takie ogromne, ale są i tego sie nie da wykreślić z pamięci. Praca jest głównym tematem cały czas, widzę że meża kręci to że się coś dzieje, że interes się kręci, że wpływa nowa kasa itd. A ja z synem jesteśmy gdzieś daleko, na samym końcu. Widzisz w piątek była nasza 10 rocznica ślubu, planowany fajny wyjazd itd. a skończyło się ogromną awanturą, ja do dziś dnia milczę, nie odzywam się do niego, bo tak mi lepiej. A zawsze to ja wyciągałam rękę, chciałam zgody, bo trzeba jej dla dziecka, bo trzeba zgody dla firmy - jak to może być że szefowa się do szefa nie odzywa, że są pilne tematy które trzeba załatwić i ustalenia, których nie da się odłożyć na później itd. A teraz - coś we mnie pękło, nie potrafię tego opisać, nie chcę już z nim rozmawiać, coraz częściej myślę o wyprowadzce, nie wiem czy dam radę z dzieckiem, i wogóle wiele pytań bez odpowiedzi...

Napisałam to dlatego, żebyś zobaczyła jak to dalej wygląda jeśli w porę nad tym wszystkim nie zapanujesz. Wyjedź gdzieś choćby na dwa dni, niech wie, że zawsze nie jesteś na jego zawołanie w firmie i w domu - to troszkę pomoże. Musisz sobie wszystko przemyśleć, nie macie dzieci, wieć sprawa jest prostsza. Musisz się wyciszyć i sobie to poukładać, bo tylko ty wiesz najlepiej jaki jest twój mąż naprawdę i co tracisz odchodząc od niego, a co zyskasz.Tylko decyzja o rozstaniu nie może być pochopnie podjęta, bo to bez sensu. Wiem, że nie wiesz teraz co do niego czujesz, bo jest bardzo dużo złości i nienawiści na podłożu pracy ze sobą, i to bardzo przysłania całą realną sytuację. Zmiana pracy pomoże, będą inne tematy, inne wrażenia z całego dnia i inne towarzystwo. Ale też mogą pojawić się nowe problemy, że odeszłaś, że zostawiłąś go samego z problemami w firmie, że pracujesz na kogoś a nie dbasz o wspólny interes itd.

9 Ostatnio edytowany przez Hirudina (2010-03-29 16:56:21)

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

No i kolejnych tygodni za mną... Wszystko bez zmian. Ciągłe kłótnie, sprzeczki o nic, ciągłe "fochy", których mam już dość! Przepraszam, zmieniło się jedno - już teraz jestem pewna, że go nie kocham...
Żyjąc w kłamstwie ranię siebie, ranię jego i wszystkich wkoło. Ale jak mu o tym powiem czy nie zranię bardziej?
Od dłuższego czasu chodzę smutna i przygnębiona. Wszyscy wokół wiszą, że coś jest nie tak. Pewnie długo się nie da tego ukryć, tym bardziej, że nie potrafię się fałszywie cieszyć czy uśmiechać.
Co dalej robić?
Jak poradzić sobie w takiej sytuacji??
Drogie forumowiczki, czytając Wasze posty wydaje mi się, że potrafiłabym Wam pomóc, doradzić, ale w momencie kiedy przenoszę, porównuję te problemy do swojego życia wszystko staje się takie trudne, a ja taka bezradna...
Nie potrafię z nim żyć, kochać go, ale też nie potrafię mu tego powiedzieć...

Drogie Kobietki, czy któraś z Was była kiedyś w takiej sytuacji? Jak się zachowałyście? Co powiedziałyście? Jakie były reakcje zarówno męża jak i znajomych czy rodziny?
Może historia której z Was pomoże w ułożeniu na nowo mojego życia...

10

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Witam Was. Potrzebuję z kimś pogadać. Jestem załamana. Moje małżeństwo  w ciągu ostatniego roku przechodzi nie wiem, który już z kolei kryzys. Nawet nie wiem czy chcę już walczyć.

Wcześniej byłam tą "złą" tylko ja, nie dbałam o auto, o dom wg niego oczywiście, nie interesował się dzieckiem w ogóle. Teraz panuje u niego w pokoju idealny porządek, choć wcześniej w ogóle tego nie robił-ciuchy leżały wszedzie. Zajmuje się synkiem, bierze go tylko jak ma okazję. Tylko się cieszyć prawda.... Okazuje się jednak, że jestem gorsza od świni, bo w chlewie lepiej mieszkają. Zawsze sprzatam, po pracy jadę szybko po synka do przedszkola, jedziemy do domu i szybko robimy obiad, pranie itd. Ostatnio usłyszłam, że ja nigdy nic nie robiłam i to najbardziej zabolało. Rząda ode mnie żebym robiła mu słoiki, bo jest kierowcą. W miarę możliwości robię.
Z synkiem codziennie wychodzę na dwór i naprawdę brakuje mi czasami czasu. Według niego ja nie robię nic. Podobno pieniądze, które mamy wspólnie na koncie ja uważam, że są tylko moje. Nie wiem czy coś ze mną jest nie tak, czy po prostu on sobie nie wiadomo co wyobraża. Ma bowiem swoją kartę bankomatową i na okrągło wypłaca i płaci kartą za swoje jedzenie, mało tego potrafi nawet jeździć na obiadki w barze i wszystko płaci kartą. Wczoraj usłyszałam od niego, że to nie są tylko moje pieniądze. Nie wiem czego on w końcu chce. Wypłaca ile chce, do domu przyniesie 2000 zł, do tego jeszcze 300 zł w jak ostatnim miesiącu płacił kartą, z domu bierze słoiki z jedzeniem i wiecznie mu źle. Nie wiem ile zarabia, bo nie chce mi powiedzieć, ze swojej pensji spłaca drugi motor, co co sobie wziął od kolegi.
aaaaaaa
Powiedzcie mi czy to jest fair, ja kończę pracę po 15 , muszę jechać po małego do przedszkola, szybko robić obiad, zakupy. On jadąc do pracy, a jest kierowcą nie informuje mnie w ogóle czy przyjedzie do domu dzisiaj, jutro, czy pojutrze.
Jak pytam, to odpowiada, że nie ma obowiązku informowania mnie, po drugie wiem, że jest w pracy.

Ostatni numer jaki mi wywinął przechodzi moje wszelkie wyobrażenia. Wyobraźcie sobie, że zmienialiśmy blat w kuchni. Kolega nam wymieniał. Zaproponował mojemu mężowi dodakowo kilka mebli, żeby mieć pełniej i bardziej wykorzystaną kuchnię. Owszem widziałam ten projekt, ale nie powiedziałam nic. PO kilku dniach mąz poinormował mnie, że zgodził się na te meble. PO kilku dniach opróżnił mi konto z mojej pensji, bo musiał wpłacić 1000 zł za nie. Tak się zdenerowałam myśłałam, że wybuchnę. PO rozmowie z nim wydarł się na mnie, że to nie są tylko moje pieniądze. Co się stało w ogóle z pieniędzmi, gdzie jedził 1,5 roku temu za granicą - jakbym ja też nie zarabiała. Po drugie po h...j mi te lokaty co zakładam. Skoro wiedziałam, bo mi powiedział, że zgodził się na meble, to wiedziałam że weźmie kasę. Mamy trochę oszczędności dla mnie wydawało się normalne, że są na lokacie, żeby na siebie zarabiały. Okazuje się, że powinny być na koncie, bo w razie czego jak mąż będzie potrzebował większą gotówkę, to pójdzie i wypłaci.

Ja po prostu nie mogę tego pojąć. Ma wszystko, przyjeżdża kiedy chce, kiedy chce wychodzi. Ma posprzatane, poprane i ugotowane,. zakupy też ja robię. Synka ja zaprowadzam do przedszkola i ja odbieram. Ostatnio usłyszałam, wielki żal, że on mi przecież paliwo leje do auta. To mu powiedziałam, że tylko dla mnie lej, czy też dla synka. To miał wielkie wyrzuty, że do przedszkola tak, ale później jadę dalej 15 km do pracy. Pomóżcie, to nie wiem co mam robić. Nie chce się już tak męczyć. Przyjeżać szybko, bo może on będzie, zrobić szybko obiad, żeby byl tylko zadowolony, bo znowu będzie miał o coś pretensje. Kiedyś to jeszcze mi czas wyliczał, bo co ja tak długo u swojej mamy robiłam.

Niech ktoś ze mną porozmawia.

11

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Witaj,
czytając to, co napisałaś miałam wrażenie, że już podobny tekst tutaj gdzieś czytałam. Później poszukam i podam nazwę wątku, który założyła Twoja bliźniacza (jeśli chodzi o sposób postępowania) siostra.

Dlaczego pozwalasz sobie na takie zachowanie męża w stosunku do Ciebie?
Dlaczego zrobiłaś się być służącą swojego męża?
Dlaczego nie masz dla siebie szacunku?

Rozumiem, że pytania nie są łatwe, ale jeśli chcesz znaleźć wyjście z tej sytuacji musisz poszukać odpowiedzi na pytania dotyczące Twojej osoby, a nie męża.

On zachowuje się tak, bo Ty na to pozwalasz.

12

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Przeczytaj temat "W końcu mówię dość" w zakładce: "trudna miłość, zazdrość, nałogi".

13

Odp: Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Jasko powiedz moja droga , dajesz sobie świetnie radę, jesteś zorganizowana i  twój syn zawsze pewnie jest zadbany.
Więc powiedz mi moja droga po jaki grzyb co ten przemądrzały pyszałek jeszcze w domu??????

Kochana jak byś była sama to byś odżyła od tego terroru, dała byś sobie rade a jaśnie hrabia niech płaci alimenty i won.

Kobietko twój syn patrzy jak sie można odzywac do kobiety, jak można nią pomiatać i ona na to nic nie zrobi bo i co.
Jeśli nie dla syn to dla siebie wywal tego dupka za drzwi i może go to obudzi (wątpię) i już

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problemy małżeńskie...?? Czy jest na nie rada??

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026