Jak to interpretować? Mam 23 lata to był mój pierwszy związek moja pierwsza miłość. Poznałam go przez internet, zmusił mnie do tego bym mu zaufała. Zakochałam się w jego inteligencji a gdy go spotkałam zauroczył mnie swoim wyglądem. Potem okazało się, że każdy go lubi, jest z bardzo dobrze sytuowanej rodziny, każdy mówi o nim dobrze jest "porządny", w życiu miał jedną dziewczynę od dziecka praktycznie, a gdy ona z nim zerwała załamał się.
Dla mnie był kulturalny, patrzył na mnie tymi wielkimi niebieskimi oczami z miłością, w łóżku również był cudowny. Nie widywaliśmy się codziennie bo on pracował, a ja studiuję, mieszkamy w innych miastach. Czułam się taka zakochana, bo był perfekcyjny pod każdym względem. Zawsze była ze mną obawa, że może to wszystko nagle pęknąć jak bańka mydlana, chociażby z tego powodu, że ja jestem normalna, ale nie bogata. Jedyne co miałam do zaoferowania to to, ze lubiliśmy te same rzeczy oraz wiadomo wygląd, który mu się spodobał (mam 23 lata a wyglądam na nastolatkę).
I nagle po 4 miesiącach kontakt się urwał. Nie pisałam do niego codziennie bo wiedziałam, że nie przepadałby za tym, gdybym zawracała mu ciągle głowę babskimi smsami w stylu "co tam u Ciebie?". Wiadomo, że pił i to dużo. Ja jednak miałam do niego zaufania i nie dawałam po sobie znać, że jestem zazdrosna że bawi się z kimś innym (bo to głupie). I kiedy naprawdę przestał pisać mimo że miał przyjechać, wysłałam smsa pytając, czy coś się mu stało. Do tego spytałam się, czy tęskni za byłą bo ta się zaręczyła.
Przez parę dni nie odpisał. Pierwszy raz taka sytuacja. Nie wytrzymałam tego. Nie chciałam okazywać słabości. Piłam i chciałam się zabić. Wreszcie zadzwoniłam z innego numeru aby odebrał. Spytałam czemu się tak zachowuje, słychać było jego znajomych. Spytałam się, kim dla niego jestem, on odpowiedział mi tak samo.
Nie było żadnych kłótni. Minęły kolejne dni katorgi odpowiedzi na smsa nadal brak, więc napisałam w napływie emocji, że życzę mu aby przeszedł przez takie samo piekło co ja. Nadal brak odpowiedzi, mogłabym przecież nie żyć a on zwyczajnie miał to w czterech literach. Ja już nie jem i nie śpię, nie funkcjonuję. Nad ranem wysyłam smsa o treści "kocham Cię" i proszę by zadzwonił. Ten odpowiada (oczywiście smsem) że najpierw życzę mu jak najgorzej a potem pisze, że kocham.
Aż wreszcie wysłał mi smsa o treści "Na początku myślałem że Cię kocham, lecz teraz uświadomiłem sobie, że mi sie wydawało. Przepraszam że Cię skrzywdziłem". W napływie emocji zaczęłam go obrażać wytykając wszystkie jego słabe punkty oraz wykazując obawę, że może jednak chodzi o pieniądze (nie jestem z zamożnej wpływowej rodziny).
Minęły 3 tygodnie ja zaczynam wracać do żywych choć czuję jakbym wszystko straciła i wszystko mi o nim przypomina. Kalejdoskop wspomnień przypomniała mi się każda chwila z nim spędzona każde miejsce. Z nienawiści zaczęłam się z niego naśmiewać, on się o tym dowiedział, dzwonił ale powiedziałam, że nie chcę rozmawiać, sam jego głos jest nie do zniesienia. Napisał mi smsa, w którym uwaga, zaczął mi grozić że mam się z niego nie naśmiewać. Że mnie znajdzie i coś mi zrobi. Potem napisał, że żartował (choć po chaotycznym stylu pisania tak to nie wyglądało plus to dzwonienie i nerwowy głos w słuchawce). Potem pisał ze mną że mnie uwaga lubi i że mógłby się ze mną kolegować. Dodał że sam nie wie czego chce od życia. Do tego zaczął się żalić w tych wiadomościach, że ja nigdy się nie starałam, co jest stekiem bzdur. Że zbliżałam się do niego tylko po alkoholu i że ja nigdy z takim podejściem sobie nikogo nie znajdę. A na zakończenie wyznał, że mu przykro, że tak się zachował (czyli olał, później napisał że te 4 miesiące wielkiej miłości mu się tylko "wydawały").
3 tygodnie minęły zaczynam wracać do żywych. Cieszę się że mogę już spać jeść i w miarę funkcjonować. Wszystkich wokół się pytam, po co zawracał mi głowę, po co tak nalegał. Ja byłam zawsze taka sama, nie wykorzystywałam go, byłam miła, pierwszy raz w życiu zakochana. Podejrzewałam że to się skończy, jednak obstawiałam, że potrwa to z rok i wypali się, ale nie tak. Sam mi zresztą mówił, że nie wyobraża sobie zerwać przez sms. Nigdy się nie kłóciliśmy, nie był też nachalny jeśli chodzi o seks, traktował mnie z szacunkiem.
Czego on właściwie ode mnie chciał? Czy on jest normalny?